egafokus
18.07.06, 11:20
od smierci mojej kruszynki Kacperka minelo niewiele czasu (02 maj 2006), raz
jest lepiej raz gorzej, od dna staram sie wzbijac w gore choc troche nabierac
ochoty do funkcjonowania, bardzo pomaga mi moj mąż. w sumie to tylko na niego
moge tak w stu procentach liczyc i z nim o wszystkim porozmawiac. wiem ze
najblizsza rodzina nas wspiera myslami ale nikt kto tego nie przezyl nie wie
co do konca czujemy.
wczoraj dowiedzielismy sie ze kuzynka urodzila syna-jakiz absurd... nie umie
sie z tego cieszyc, a nawet powiem ze to boli bardzo boli, to tak jakby nam
sie nie udalo.
i co mam dzwonic z gratulacjami??? wcale nie mam na to ochoty, mam gratulowac
ze urodzila????? ja tez urodzilam i nikt mi tego nie pogratulowal, nikt
doslownie (moze z ta malutka roznica ze ja rodzilam martwego synka bo owinal
sie pepowina i zasnal mi w brzuchu. i co to juz nie jest porod?? przeciez
rodzilam i z najpiekniejszego dnia w zyciu dzien tez stal sie
najdramatyczniejszym)
dlaczego tak jest????
ega
fokuspuv.blog.interia.pl/