iorek
21.07.06, 21:38
Mam 15 lat. 101 dni temu, 11 kwietnia 2006, odeszła moja Siostrzyczka Linka.
Nie była to moja biologiczna siostra, ale ponieważ byłam jedynaczką, a bardzo
chciałam mieć rodzeństwo, ogłosiłam Linusię swoją Siostrzyczką przez duże S!
Karolinka jest córeczką moich sąsiadów, poznałyśmy się kiedy miała 4 miesiące
i jeszcze wszystko było w porządku. Pokochałam Ją bezgranicznie. Była mi
całym światem, wszystkim. Wszystko robiłam dla Niej. Minęło kilka miesięcy i
zaczęły się klopoty ze zdrówkiem Linki. Miała problemy neurologiczne, chore
serduszko i podejrzewano u Niej masę innych chorób. Nie mam siły opisywać Jej
rehabilitacji, tych wszystkich pobytów w szpitalu, ani co dokładnie się
stało, ze umarła. Jej śmierć była dla nas wszystkim szokiem. Nikt nie był na
to przygotowany. Linka miała rok i 10 miesięcy. Nikt nie potrafi mnie
zrozumieć. Wszyscy myślą, że opiekowałam się Karolcią tylko dlatego, że
bardzo lubię małe dzieci. Kiedy Ona naprawdę była i jest nadal całym moim
Niebem! Nikogo nigdy tak nie kochałam! Myślę o Niej prawie cały czas i
strasznie za Nią tęsknię. Każdego dnia wracają do mnie najstraszniejsze
wspomnienia: chwila, gdy dowiedziałam się o Jej śmierci, pogrzeb... Nie
potrafię o tym zapomnieć, ale chyba jest jeszcze za wcześnie. Bardzo pomaga
mi obecność Mamusi Linki. Mam nadzieję, że ja też pomagam jej to wszystko
jakoś znieść. Może jeszcze nie teraz, minęły dopiero 3 miesiące, ale mam
nadzieję, że czas uleczy nasze rany.Że kiedyś już nie będę płakać po nocach,
wspominając najgorsze i nie będę rozpaczać, że nie mogę Jej przytulić, tylko
będę wspominać Ją z uśmiechem i Nadzieją, że spotkamy się TAM.