magapi
05.08.06, 12:21
Od pewnego czasu jestem na forum i wiele razy czerpałam stąd słowa
pocieszenia,nadziei na przyszłość...chciałabym porozmawiać jeszcze na jeden
temat,a mianowicie na temat radzenia sobie w życiu z tym wszystkim co jest
niepojęte,a co dociera do nas dopiero po śmierci naszych dzieci...nie szukam
już odpowiedzi na pytanie dlaczego,dlaczego tak sie stało?Zmagam sie z
rozmaitymi uczuciami i myślami-czasem są takie mroczne i zagmatwane,czasem
wydaje mi sie,że wszystko jest juz dobrze.Czasem dopadają mnie myśli(te są
najokropniejsze!!!)że tak jest lepiej bo ona nie cierpi,bo już nie będzie
szpitali,operacji...nienawidzę siebie takiej.
Wokół wszystko płynie jak gdyby nigdy nic.Nic sie nie stało,nikt nie wspomina
małej okruszynki,chociaż była tu,śmiała się do grzechotek,tuliła w podusi...Z
pracy dzwonią czy wracam...nie pytają jak żyję...usmiechaja się...
Ja zatapiam się w myslach,w nocy płaczę bo w dzień trzymam się dzielnie...jak
żyć,gdy nie mozna odnaleźć radości,jak prać,gotować...to takie...niepojęte...
Małgosia,mama Weroniki - 9 lat i Nadusi-Aniołka(2.5.2006-25.6.2006),żona Andrzeja