Teraz wszystko jest niepojęte...

05.08.06, 12:21
Od pewnego czasu jestem na forum i wiele razy czerpałam stąd słowa
pocieszenia,nadziei na przyszłość...chciałabym porozmawiać jeszcze na jeden
temat,a mianowicie na temat radzenia sobie w życiu z tym wszystkim co jest
niepojęte,a co dociera do nas dopiero po śmierci naszych dzieci...nie szukam
już odpowiedzi na pytanie dlaczego,dlaczego tak sie stało?Zmagam sie z
rozmaitymi uczuciami i myślami-czasem są takie mroczne i zagmatwane,czasem
wydaje mi sie,że wszystko jest juz dobrze.Czasem dopadają mnie myśli(te są
najokropniejsze!!!)że tak jest lepiej bo ona nie cierpi,bo już nie będzie
szpitali,operacji...nienawidzę siebie takiej.

Wokół wszystko płynie jak gdyby nigdy nic.Nic sie nie stało,nikt nie wspomina
małej okruszynki,chociaż była tu,śmiała się do grzechotek,tuliła w podusi...Z
pracy dzwonią czy wracam...nie pytają jak żyję...usmiechaja się...

Ja zatapiam się w myslach,w nocy płaczę bo w dzień trzymam się dzielnie...jak
żyć,gdy nie mozna odnaleźć radości,jak prać,gotować...to takie...niepojęte...

Małgosia,mama Weroniki - 9 lat i Nadusi-Aniołka(2.5.2006-25.6.2006),żona Andrzeja
    • moniam18 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 05.08.06, 12:40
      Małgosiu nie moge odpowiedziec na to jak żyć i radzić sobie z tym co nie
      pojęte,dlatego że, tego nie mozna pojąc i ogarnąć.Matka nie zrozumie,czemu jej
      dziecko odeszło lub czemu jest chore,bo co tu rozumiec,przecież to jakas
      paranoja,człowiek stara się o dziecko,nosi je w sobie,rodzi(jak dobrze
      pójdzie),a później patrzy jak umiera.
      Nawet jesli ktoś znalazłby usprawiedliwienie dla takich sytuacji,najmniejszy
      sens... i tak ból pozostanie,bo to nasze dzieci,tego nic i nikt nie zmieni.
      Pozdrawiam
      mama chorego Kubusia(leukodystrofia metachromatyczna)
    • blinucha Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 05.08.06, 22:25
      Pamiętam, jak wyszłam ze szpitala zaraz po tym, jak dowiedzieliśmy się, że nasz
      Synek umarł. Świeciło słońce, ludzie chodzili uśmiechnięci, a mi nie chciało
      się żyć. Wtedy byłam zrozpaczona, że świat kręci się dalej, że wszystko toczy
      się tak, jakby nic się nie stało.Pomimo upływu wielu lat nadal są takie dni,
      kiedy ogarnia mnie to przerażające poczucie pustki;kiedy czuję każdym kawałkiem
      mojego ciała ten przerażajacy ból - ten sam, który poczułam wtedy, kiedy pani
      doktor powiedziała mi i mojemu mężowi, że nie ma dla nas dobrych wieści...
      Każdy z nas inaczej przeżywa żałobę.Jedni poradzą sobie z nią szybciej, drudzy
      później, inni może wcale. Myślałam, że kiedy będę miała kolejne dziecko, będzie
      mi łatwiej zrozumieć, dlaczego pierwsze odeszło,że spróbuję się z tym pogodzić.
      Tak się jednak nie stało i chyba nauczyłam się już żyć w ten sposób. Mimo tych
      wszystkich lat, które upłynęły od tego - o zgrozo ! - słonecznego dnia, nadal
      jest dla mnie niepojęte, że w XXI wieku umierają dzieci, że nie ma lekarstwa na
      wiele chorób,że na cmentarzach gdzie leżą moi Bliscy nadal przybywają małe
      groby. I pielęgnuję moje wspomnienia o naszym małym Bohaterze, bo czas działa
      tutaj przeciwko nam ... Wszystkim rodzicom po stracie jak i sobie samej życzę
      wiele siły w życiu codziennym.
    • ruda110 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 06.08.06, 11:35
      Wczoraj byłam na ślubie mojej koleżanki. Wszyscy szzęśliwi, uśmiechnięci ...,
      ufni, że zycie obdarzy ich radością. A ja wczoraj straciłam ufność, wypełnił
      mnie ogromny lęk o moją rodzinę, o przyszłość. i zdałąm sobie sprawę, że już
      nigdy nie wróci beztroska. Moja córeczka Maysia jest nieuleczalnie chora,
      lekarze twierdzą, że nie będzie żyła dłużej niż dwa lata; nasza codzienność
      naznaczona jest wyrokiem śmierci, ale uczę się z nim żyć. Mamy jeszcze
      trzyletnią Małgosię-zdrową, cudowną, ale ja nie umiem się cieszyć, bo często
      zżera mnie lęk o jej zdrowie. Wczoraj nagle zaczęła wymiotować i wpadłam w
      panikę. Dzisiaj jest już lepiej, ale ja wciąż się boję. Pragnę, aby jakiś
      Niebieski Anioł przybył i zapewnił mnie, że już wszystko będzie dobrze. Mocno
      Cię ściskam i wszystkie mamy, które codziennie podnoszą głowę i starają
      się "normalnie żyć".

      Monia - mama chorej Marysi
    • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 06.08.06, 18:25
      To chyba jakieś wyjątkowo złe dni!Od wczoraj nie mogę normalnie oddychać i
      spać.W głowie mam film z ostatnich godzin i minut życia Nadusi...jak to sie
      mogło tak szybko stać...urodziła się w dwie sekundy i w dwie sekundy
      odeszła...czas nie leczy ran,jest coraz gorzej...miała być lekarstwem na nasze
      nudne małżeństwo...dziś wróciły stare czasy,każde z nas ma swój świat.Nawet nie
      umiem rozmawiać z mężem i córeczką,najlepiej czuje się na cmentarzu-tylko tam
      jestem spokojna.Myślałam o kolejnym dziecku,ale...
      • ruda110 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 06.08.06, 19:22
        Magapi, to chyba faktycznie jakiś dziwny czas, może dlatego, że słońce nieco
        odpuściło. Powinnam Cię raczej wesprzeć i dodać otuchy, ale mam takiego doła,
        że aż mnie w gardle dusi. Ogarnia mnie wielki żal i poczucie niezrozumienia, a
        w dodatku mój mąż stał się nieco mniej wrażliwy na mój płacz. Może poprostu nie
        wie jak mi pomóc kiedy chodzę po domu i "buczę"... Ściskam Cię serdecznie -
        może kolejny tydzień przyniesie nam trochę wytchnienia.

        Monia - mama chorej Marysi
        • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 06.08.06, 19:36
          Czekam na te lepsze dni...pozdrawiam gorąco.Przecież wiesz,że musisz się
          trzymać-dla Niej...
          • dorisek3 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 06.08.06, 21:17
            Może to zabrzmi w moich ustach dziewnie......Ale nasz synek zmienił nas, nasze
            podejście do cierpienia, do śmierci......
            Odszedł pół roku temu...
            Ja też mam retrospekcje w głowie. Wszędzie gdzie mówią o Prokocimiu widż
            Antusia. Od tego sie nie ucieknie.......Wspomnienie, choć straszne...są i będą
            częścią naszego życia i jestesmy dumni ,że chociaż je mamy, że jesteśmy dumni z
            naszego dziecka, bo walczyło o życie i dało nam szansę zostania jego rodzicami.
            Nie ma takiej siły, któraby mogła Antka wymazać z naszych myśli, pamięci.
            Jego zdjęcie wita nas i mówi nam dobranoc codziennie........
            Jedno jest natomiast pewne: Co było nie wróci!!! Nie mamy na to żadnego wpływu
            Żadnego!!!!!
            DZIELI NAS TYLKO CZAS.....
            Mamy coś do zroboenia tutaj...Chcemy pokocchać następne dziecko,wychować i
            cieszyć się nim dopóki można.....
            Nie wiem co da nam los, ale dziękuję za każdą chwilę, którą mogliśmy spędzić z
            naszym chorym i umierającym dzieckiem. Wiem jedno, że cieszę się że mimo
            naszego obecnego cierpienia i tęsknoty za Antusiem nie cofnęlibysmy się przed
            tym co nas czekało...
            Jeśli mogę wam jakoś pomóc dajcie znać
            Jedziemy z mężem na zjazd do Polanicy i spotkamy się tam też z innymi
            osieroconymi rodzicami. Spróbujemy zorganizowac warsztaty dla osieroconych
            rodziców, bo któś musi nas uczyć jak żyć z naszą bolesną stratą i chorobą
            dziecka.........

    • an555 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 07.08.06, 20:35
      Dla Nadusi (***)

      ANia mama Aniołka Kubusia i fasoleczki
    • igga-81 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 09.08.06, 15:28
      ... żyć się nie chce i już. Choć to już, niby, tyle czasu.

      Magapi, Ty masz jeszcze dla kogo działać, żyć, kochać.
      Pamiętaj o tym prosze..

      Ja codziennie wracam do pustego domu.

      Pozdrawiam serdecznie
      • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 11.08.06, 02:30
        Ja jestem w domu,w którym nikt ze mną juz nie rozmawia...boje się,że to już
        koniec...
        • igga-81 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 11.08.06, 18:55
          Magapi, o dziwo... można to przeżyć.
          Czasami naprawdę cieszyć się drobiazgami. Myśleć o przyszłości...
          Daj sobie czas. Porozpieszczaj siebie.
          Dużo spokoju życzę...
    • martica5 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 11.08.06, 11:38
      Kochana wiem co czujesz, ja po odejściu Igorka tak samo się czułam , ale musisz walczyć o swoje życie pamiętaj nic już nie zmienisz trzeba iść do przodu z podniesioną głową ,nie będzie lekko ale musisz być silna dla Nadusi swojego anioła stróża ,jak masz ochotę pisz na pocztę
      Marta mama Igorka aniołka
      mój anioł stróż
      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec300.htm
      • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 12.08.06, 20:01
        Tak-wiem,że musze iść do przodu,że mam córkę tu na ziemi(tak naprawdę ona
        przeżywa nasz ból najmądrzej z nas wszystkich).Wiem...ale nawet z mężem mi nie
        wychodzi-mam problemy i to poważne,dlatego,że nigdy nie mówiłam co mnie boli,co
        mi nie odpowiada...zyliśmy z dnia na dzień...kto by przypuszczał,że stanie się
        cos tak paraliżująco strasznego(śmierć dziecka)...i że to oddali nas od siebie w
        niewyobrażalny sposób...odzieli nas własciwie...może to po prostu nie jest
        miłość?Ona przecież by to zniosła?
        • danusia1958 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 12.08.06, 23:00
          A to milosc wlasnie.....razem przezywacie bol i rozterki...jego tez
          boli...tylko nie wie jak ci pomoc...nic mu nie mowisz...a wiec powiedz...
          wyplacz sie w jego ramie...przeciez to nie mozliwe by smierc coreczki was
          rozdzielila...prosze pomysl o tym Malgosiu...pozdrawiam i wiary w leprze jutro
          babcia Aniolka NAtalki
          • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 12.08.06, 23:11
            Dziekuję-przemyślę wszystko jeszcze raz...
            • igga-81 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 13.08.06, 12:32
              Małgosiu, po śmierci dziecka większość związków przeżywa kryzysy.
              Mój związek się rozpadł...bo czułam się niezrozumiana, niekochana, samotna.
              Ale czy mozna naprawdę tak do końca współuczestniczyć razem w tym bólu?

              Dziś nie żałuję i nie myślę o tym.
              Ale.... może tylko wystarczyło chęci do rozmowy i empatii?
              Przez brak tego moja miłość do niego zmieniła się w żal i... nienawiść.

              Mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko skończy się dobrze..
              • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 15.08.06, 12:26
                Kryzys...tak...jest...nie wiem co będzie dalej...nie wiem czy kocham...czy
                jeszcze coś czuję...tęsknię za małymi stópkami,raczkami i policzkami,oczętami
                wpatrującymi się w kolorowe plamy i swiatło...teraz jest szczęśliwa i nie sama -
                baraszkuje z innymi niewinnymi,które zabrano nam przedwcześnie,bez powodu...bo
                dlaczego miałby być jakiś powód?
                Nigdy nie zapomnę spojrzenia bólu i cierpienia,pożegnalnego spojrzenia mojej
                córeczki w szpitalu...wiedziałam wtedy,ze to już...jeszcze nigdy wczesniej tak
                na mnie nie spojrzała...mówiłam-ona na mnie wcale nie patrzy,ona mnie unika...-i
                wtedy spojrzała,jeden jedyny raz-na mnie , tak głęboko w oczy ostatkiem
                oddechu...i w sekundzie jej serce stanęło i oddech się zatrzymał...reanimowano
                ją przeszło godzinę...jak napisano pózniej-pojedyńcze tony serca i oddechy...
                A ja siedziałam parę metrów dalej,bezsilna,sama,stojąca nad przepaścią
                nieistnienia...próbowali ją ratować,na próżno męczyli ciałko,które rwało sie do
                nieba...wymęczyli ale ona zdecydowała sama,nie chciała zostać tu z nami na
                ziemi...gdziekolwiek jest,w niebie,w grobie pamięci,w nicości...nie mogę jej
                przytulić i nie może nam już dać nadziei,którą była...bo przecież jej
                imię-Nadia-znaczy nadzieja...
                • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 16.08.06, 01:49
                  A ludzie naulicy mówią-może to lepiej,tak miało być,mogłaby przecież męczyć
                  się...itd. Oni nie wiedza co czynią!!! Byłam gotowa to unieść!
                  • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 16.08.06, 12:32
                    Twój wózek na korytarzu,smoczki w pudełeczku,oliwka,kremik,pudełko z
                    zabawkami...każdy kąt mieszkania...byłaś,śmiałaś się...i już Cie nie
                    ma...ubranka schowane w piwnicy,pieluszki...wszystko czekało...i już Cie nie
                    ma...stęsknione serca,wiedza na temat wychowania szczęsliwego dziecka(jestem
                    nauczycielką w przedszkolu),puste ramiona,puste łózeczko,samotne nosidełko...bo
                    juz Cie nie ma...
    • moniam18 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 16.08.06, 16:01
      Małgosiu napisze ci cos jeszcze, taka moja myśl:wiesz dlaczego ja ide do
      przodu,pomimo tragedii jakie mnie dotykają,choroba Kubusia teraz Taty, a
      pomiedzy tym jeszcze wiele innych problemów;podnosze głowe i mówie sobie "będe
      jeszcze w życiu szczęśliwa,nie wiem kiedy ale będe, poprostu w to wiezrzę"
      Zawsze tak bardzo pragnęłam normalnie żyć,mąż,dzieci rodzina,dziś moje życie nie
      wygląda normalnie,ale to pragnienie normalności jest we mnie tak silne, ze nie
      mogę sie poddać,musze kiedyś zaznać "szczęścia" mimo wszystko, mimo tego
      wszystkiego co teraz przeżywam i co jest jeszcze do przeżycia.Nie chce tracić
      wiary w to że kiedyś będzie lepiej,bo wtedy moje całe życie straciło by
      jakikolwiek sens,a przeciez nie rodzimy sie na darmo,po coś tu jestesmy.
      Życzę Tobie z całego serca dużo sił i wiary na lepsze jutro i wierzę że w końcu
      uśmiechniesz sie do siebie w duchu i pomyślisz jest już dobrze.Bo będzie dobrze
      Małgosiu!

      Przytulam wirtualnie
      mama chorego Kubusia
    • madjak Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 16.08.06, 17:19
      Magapi myśle ze kazdy rodzic, który traci swoje ukochane dzieciątko, stara
      sobie tlumaczyc co sie stalo:) U nas jest podobnie, tylko ze u nas Antos byl
      pierwszym naszym oczekiwanym dzieckiem. Mimo, że wiedzielismy przed porodem, ze
      ma wade serca, do konca wierzylismy ze wszystko sie dobrze skonczy i nasz skarb
      wyzdrowieje. Jednak Bóg chciał inaczej i nasz aniołek obumarł w moim brzusio 19
      czerwca 2006, a 20 go urodziłam. Duzo o tym rozmyslalismy co sie stało i sobie
      tłumaczymy, że moze i lepiej dla naszego skarba, ze nie zdazył cierpiec tutaj
      na ziemi, bo niestety go to czekało, a teraz w niebie napewno czuwa nad nami i
      czeka na nas:( Tez taka mysl nas kiedys naszła, że napewno trudniej byłoby się
      pozbierać po stracie dziecka, gdyby miał kilka miesiecy czy kilka lat, gdybysmy
      widzieli jego buzke, nóżki, raczki, brzusia i wierzyli ze bedzie z nami do
      konca naszych dni. Widocznie Bóg wybrał dla niego taką drogę, choć momentami
      trudno nam wszystkim sie z tym pogodzić, że Antos jest, ale na cmentarzu i na
      zawsze w naszych serduchach. Magapi głowa do góry, tak jak ja próbuje bez
      przerwy, choc momentami jest mi tak samo trudno jak Tobie. Duzo zdrówka i
      miłosci, a dla Twojego aniołeczka (*). Jak chcesz pogadac podaje swój numer
      gg:1603770
      • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 18.08.06, 02:40
        Nie umiem tak po prostu żyć...nie rozumiem dlaczego takie małe dzieci
        odchodzą...to zupełnie nie ma sensu...przecież gdy kiedys się spotkamy,nie
        będziemy już mamą i maleńką córeczką szukającą matczynego mleka,nie dającą się
        oszukać smoczkiem...Nadusiu,przyśnij się mamusi....
        • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 19.08.06, 11:01
          Tak bardzo tęsknię-dla Ciebie Nadusiu (*)-mama
          • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 21.08.06, 11:40
            Chyba modlisz sie za mnie córeczko...jest mi nieco lżej...nie przestawaj...
    • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 22.08.06, 19:41
      Dzisiaj skończył mi się urlop wypoczynkowy i musiałam wrócić do pracy(pracuję w
      przedszkolu ).A co jest najgorsze-każdy uważa na słowa,nikt nie mówi o tym co
      się stało,tak jakbym była po prostu na wczasach.Oni nie wiedzą jak
      jest...dlatego nie gniewam się,jest mi po prostu bardzo smutno,że świat chce o
      tym zapomnieć...
      • ruda110 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 22.08.06, 22:22
        Małgoniu. Ludzi przeraża cierpienie tak wielkie jak Twoje. Żadne słowa nie są
        na miejscu i wydają się wtedy niestosowne. Ściskam Cię serdecznie, życzę
        spokoju i sił do pracy.
        Monika
    • aania25 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 22.08.06, 20:20
      Tak bardzo mi przykro i nie jestem w stanie nic napisac, aby cie pocieszyc. Ja
      swoja tragedei przezylam ponad rok temu. Poronilam moje dziecko, ktore tak
      chcielismy i tak zdazylam pokochac. Moj bol byl i jest inny niz Twoj. Nie
      zdazylam urodzic mojego Malenswta o czasie, nie moglam go potrzymac, przytulic,
      poglaskac ani popatrzyc na buzke. Widzialam tylko to na USG ale i tak inaczej i
      tylko raz. Po tym zdarzeniu przyszly wlasnie te kryzysowe chwile, wiedzialam ze
      moje dziecko jest gdzies, ale nie moglam go dosiegnac. Wiedzialam, ze nie
      pojdzie nigdy ze mna na spacer, do szkoly, na plac zabawach... Tego mi
      najabrdziej bylo szkoda, tego zycia ktorego moje dziecko tu na ziemi nie zazna.
      Dzisiaj jest juz lepiej, nie ma dnia zebym nie myslalam, odwiedzam ta strone
      czytam, czasem cos napisze, ale zyje. Mam tez strasza coreczke i drugie dziecko
      w drodze. Wiem ze musze zyc, bo mam dla kogo. Sa moje dzieci, te na ziemi i ten
      Aniolek w niebie. Najbardziej mi pomaga chyba to ze duzo sie modle wlasnie do
      mojego dziecka, nie za nie, bo przeciez ono jest niewinne, tylko wlasnie do
      niego.
      Ufam, ze pomimo tych trudnosci nadejda dla Ciebie lepsze dni, kiedy bedziesz
      mogla wstac i usmiechnac sie sama do siebie. Masz w niebie nalepszego Aniolka
      Stroza. Pozdrawiam i mocno sciskam.
      Ania
    • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 23.08.06, 18:07
      Nie wierzyłam,że zdołam się zacząć podnosić...pewnie jeszcze dużo złych dni mnie
      czeka...ale jest jakaś nadzieja...Kilka miesięcy temu to nie było takie
      oczywiste-dziś już wiem-w modlitwie do Boga mogę znaleźć ukojenie,w oddaniu
      Jezusowi,w zawierzeniu Maryji...
      • ruda110 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 23.08.06, 21:27
        Małgosiu ja również głeboko wierzę, że Pan Bóg jest w mocy uzdrowić nas z
        największych zranień. Trzymaj się dzielnie, nawet wtedy, gdy przyjdą te gorsze
        dni; z czasem będzie ich coraz mniej ...Pozdrawiam cała rodzinkę
        Monika
    • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 25.08.06, 19:13
      Dziś minęły dwa miesiące i nie pamiętam mojego dziecka,mojej córeczki.Patrzę na
      zdjęcia,ale już nie potrafię płakać jak wczesniej.Po płaczu było mi lżej...Dziś
      pogoda płacze za mnie...
      • joamol Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 25.08.06, 20:52
        Bardzo mi przykro, że straciłaś córeczkę. Już na zawsze będzie w tobie, z tobą.
        Przypiszesz jej udział w każdym sukcesie, a jak będzie trudno poprosisz ją o
        wsparcie i pewnie je dostaniesz. Trzymaj się.
        Mam nadzieję, że każdy kolejny dzień będzie dla ciebie lepszy. Tego ci życzę.
    • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 26.08.06, 10:32
      Trzeba iść do sklepu,gotować,prać i zmywać...jak to zrobić,gdy serce rwie się do
      innego świata.Zawieszona pomiędzy dwiema córeczkami-tu na ziemi i tam gdzieś w
      niebie-próbuję rozmawiać z mężem o niezapłaconych rachunkach,brudnej ścianie...a
      to przecież nic takiego...chciałabym dzisiaj martwić się tylko rozlaną
      kawą,dziurą w spodniach...ciągle jeszcze nie wierzę,że tak już zostanie,że tego
      nikt za życia mi nie odbierze,nikt nie przetłumaczy.

      Mama Anielskiej Nadusi
      • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 29.08.06, 22:21
        Nie pojmuję,czemu wszystko toczy się tak spokojnie?Czemu świat nie zatrzymał
        się gdy cierpię?Tak być musi!Zwariuję!
    • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 02.09.06, 22:26
      Zapominam w natłoku spraw...to moja wina,że nie płaczę bez przerwy...że cierpię
      ociupinkę mniej...że pracuję sumiennie,że mam dużo zajęć...czy mogę tak trwać w
      cierpieniu,którego nie widać?Przecież nie ma Cię Naduniu,nie ma Ciebie...a ja
      żyję,czasem nawet się uśmiecham...Małgosia
      • monawk Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 04.09.06, 18:46
        Magapi,
        nie zapominasz.
        Ja też nie zapominam. Kuba jest w każdym momencie mojego życia, ale nic mi go tu i teraz nie wróci, więc - stety lub niestety - życie toczy się dalej.

        Po śmierci Kubuli wyjechaliśmy na Mazury, tam wśród przyrody, on był bliżej. Teraz zaczynam wszystko od nowa, też powrót do pracy i inne wyzwania. Podołam temu - bo Kuba jest w górze i czuwa. Tak jak powiedział ksiądz na jego pogrzebie: mamy w górze osobistego świętego, który może wypraszać u Boga dla nas łaski.
        Wiele osób na forum zadaje pytanie: dlaczego? Ja nie zadaje. Zadałam w ciąży, kiedy dowiedziałam się, że moje wyczekiwane, wymarzone, zaplanowane dziecko, ma wadę genetyczną: zespół Downa (ot byliśmy jednym przypadkiem na 1160). Kiedy kolejny raz wtedy się rozpłakałam, mąż powiedział: "a dlaczego nie? dlaczego właśnie my nie mielibyśmy mieć chorego dziecka, czy mamy wyłączność na zdrowe maluchy? Dzieci są do kochania, a nie do chwalenia". Przestałam płakać. Zrobiłam wszystko, aby Kuba żył: leki, leżenie w ciąży, pełna diagnostyka wady serca (która była wadą towarzyszącą ZD).

        Nie zadaje pytania dlaczego, bo wiem, że Kuba wypełnił swoje zadanie. Nauczył mnie i mojego męża akceptacji, tolerancji, miłości, przewartościował całe życie.
        Teraz my mamy zadanie, które trzeba wypełnić - staram się to robić najlepiej jak potrafię.

        Na pogrzebie ksiądz odczytał następujące słowa, które napisałam:

        Syneczku,
        - dzięki Tobie odkryliśmy pokłady miłości, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy,
        - dzięki Tobie zrozumieliśmy, że niepełnosprawność to nie koniec świata, to zadanie, z którym trzeba się zmierzyć,
        - dzięki Tobie zdaliśmy sobie sprawę, że w życiu nie wszystko od nas zależy,
        - każde Twoje osiągnięcie było dla nas nagrodą najważniejszą w życiu,
        - każdy Twój uśmiech wynagradzał wszystkie przeciwności losu,
        - dzięki Tobie mamy prawdziwych przyjaciół – ludzi, którzy byli z nami wcześniej i tych, których razem z Tobą poznaliśmy,
        - całe Twoje życie, a szczególnie 84 dni walki o Ciebie pokazało nam, że są wspaniali Lekarze i Pielęgniarki,
        - dzięki Tobie staliśmy się lepsi.

        Umacniaj w nas tę dobroć Aniołku!

        Magapi, Ty także masz zadanie - żyć dalej, czerpać z życia to co najbardziej wartościowe, nie rozdrabniać rzeczy ważnych. Bardzo łatwo o tym zapomnieć, przejść obok, zatracić się.
        Ja także się uśmiecham, żyję - choć dopiero minął miesiąc. Ale czy to ważne czy minął miesiąc czy lata? Absolutnie nie.
        Ostatnie 84 dni Kuby były straszne, dopiero po jego śmierci zdałam sobie sprawę, w czym uczestniczyłam. Pomaga mi w poukładaniu sobie tego wszystkiego to, że zrobiliśmy WSZYSTKO, aby żył. Ale on po prostu musiał umrzeć... Trudno to zrozumieć nam tu, ale tak jest. Nam pozostaje trwać - nie ze świadomością, że nasze dziecko leży na cmentarzu (tam jest tylko jego ciałko, miejsce-symbol, o które dbamy). Nasze dzieci są w innym świecie, ale jednak bardzo blisko nas!

        Odeszli na zawsze, a jednak wciąż są tak blisko.
        • magapi Re: Rok temu 4 września... 04.09.06, 21:34
          Dziękuję Wam wszystkim.Za to,że macie czas dla mnie,choć ciągle marudzę i
          marudzę,z to,że znajdujecie słowa otuchy i w swoim cierpieniu nie zapominacie o
          innych.Dziękuję!!!

          Rok temu ,4 wrzesnia,mój mąż dostał na swoje urodziny prezent.Małe,iałe
          buciko-skarpetki...jako wiadomość o ciąży...w tych bucikach nasza Nadusia 29
          czerwca tego roku została pochowana...
          • magapi Re: Rok temu 4 września... 08.09.06, 16:37
            Rok temu martwiłam się swoim złym samopoczuciem i tym co powie moja starsza
            córka Weronika,kiedy dowie się,że nie będzie jedynaczką.Martwiłam się,że chce
            siostrę,piękną,kochaną...i taka była Nadusia-piękna,kochana...chora...zmagalismy
            się z problemami,a gdy już było dobrze-Nadusię zabrał Pan-tam jest już
            szczęsliwa...a tutaj tylko pustki...

            Małgosia
            • magapi Re: Rok temu 4 września... 12.09.06, 07:59
              I znowu płyną dni...rok temu myślałam-będę mamą,na granicy wieku(35 lat),to
              ostatnia szansa...jakoś damy radę,nie może być źle...i wszystko było dobrze,aż
              do dnia urodzin(40 tydzień,szybki poród)...i po godzinie szok...zdążyłam już
              wszystkich obdzwonić,że jest śliczna,gładziutka,słodka i że jestem
              najszczęśliwsza...a potem wydarzenia,które spadły jak kataklizm...ja w szpitalu
              w obcym mieście przy łóżeczku,walcząca o
              pokarm,samotna,obolała,zrozpaczona...mąż ze starszą córką przed jej pierwszą
              Komunią-próbujący zachować pozory normalności...Po komuni w poniedziałek
              operacja Nadusi...oczekiwanie...było nieźle...w domu uczyliśmy się jak żyć na
              nowo...aż do dnia,kiedy niepostrzeżenie musiałam wezwać pogotowie i trzymając ją
              w ramionach...czułam,choć nie powinnam,że odchodzi...potem najgorsze godziny w
              szpitalu i to zimne ciałko oddane na chwile do ucałowania..."nie chciała być z
              nami,nie chciała..."-mówiłam...i tak się skończyło...

              Dzisiaj kocham,dzisiaj tęsknię,dzisiaj...Małgosia
    • magapi Re: Zrobiłam cos dziwnego... 23.09.06, 12:32
      napisałam list do mojego ginekologa...list z prosbą,aby był rozwazniejszy i
      bardziej skrupulatny...

      Napisałam cytując moje słowa...żeby informował o możliwości badań
      dokładniejszych niż oferuje,by przyznawał się ze nie wszystko
      widzi...napisałam...

      <Mój Anioł był słodki,uśmiechał się do kolorów,zachłannie szukał matczynego
      mleka,spał w nocy,w dzień tulił zabawnie rączki do buzi i pakował paluszki do
      ust.Mój Anioł pokazał mi prawdziwy wymiar miłości,miłości ponad życiem.Mój Anioł
      był z nami zaledwie 55 dni.Mój Anioł rozmywa się w pamięci obrazów,zapachów i
      dźwięków.Wiem jedno-był tu na ziemi,w naszym domu,w moich ramionach...a teraz
      jest tylko i aż w sercu.Zapamiętany trwogą o bicie serca,bojaźnią o
      oddech,strachem o przyszłość...której już nie będzie.>

      Czy ja wariuję???

      Czy to głupie?

      Czy to nic nie zmieni?
    • magapi Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 24.09.06, 12:57
      Rozbijam sie o rzeczywistość.W każdym miejscu znajduję cząstkę Nadii.Była w
      kościle,tam,gdzie zawsze stoję,była na spacerze,na chodnikowych alejkach mojego
      osiedla...a tam teraz inne mamy,inne usmiechnięte dzieci...

      ...nikt nie wspomina małej Nadusi...teraz wszyscy maja temat...nowe dziecko
      mojej szwagierki...już nie bawia mnie rodzinne spotkania...oni wszyscy mysla,że
      jest dobrze...oni nie zdaja sobie sprawy...a było już lepiej,już uczyłam się na
      nowo oddychać...i znowu szara rzeczywistość...

      Na co dzień trzymam się.prowadze dom,gotuję,sprzatam...tylko na dwór prawie nie
      wychodzę...przebiegam tylko do sklepu,na bazar...tam znowu dzieci...
    • magapi Re: Dzisiaj 3 miesiące... 25.09.06, 21:04
      3 miesiące jak odeszłaś,zamknęłas oczka ostatnim spojrzeniem...ostatnim
      błagalnym,smutnym spojrzeniem.Pozostawiłaś mnie w niezrozumieniu,że tak
      szybko,tak nagle...nawet nie wzięłam Cię w ramiona.Nie wim,może myslałam,że sie
      rozsypiesz.Byłaś zimna i nieobecna,ucałowałam rączki,nózki i ...tata wyciągnął
      mnie ze szpitala...musieliśmy iść do Weroniki...ona potrzebowała
      nas...zostawiliśmy Cię w zimnie i pustce...małe samotne ciałko z małym
      pekniętym serduszkiem...czuprynke nie do czesania i usteczka nie do
      wykarmienia...teraz tylko wybieramy drzewka przy grobiku,kształt
      zniczy,kwiaty...nie ma Cię nasz kochany Aniołku,nie ma Cię na ziemi,ale na
      zawsze pozostaniesz w naszych sercach...piękna,drżąca,fikająca...nasza
      Nadusia.Tak bardzo Cię kochamy...
      • monikarz Re: Dzisiaj 3 miesiące... 25.09.06, 23:31
        Małgosiu zauważyłaś jak mimo wszystko szybko mija czas?
        Jak oddalamy się od tych chwil spędzonych wspólnie?
        Wszystko mija...
        A jedynie ból, tak wielki i przerażający zostaje w nas...
        I miłość, ta dobra, łagodna...
        miłość matki do dziecka...

        (') dla naszych Aniołków
        • magapi Re: Dzisiaj 3 miesiące... 26.09.06, 15:21
          Czas mija pozwalając nam udawać,że coś już przeszło,coś minęło,że możemy robić
          to i tamto...ale dla mnie najgorsze jest przekonanie,że tak naprawdę nic nigdy
          nie minie,niczego nie wymazemy z pamięci...bo zwyczajnie sie tego nie da zrobić.

          Chciałabym nie mieć sumienia,uczuć,chciałabym być zimna...nie chodziłabym po
          tym swiecie z największym bólem niefizycznym-bólem pragnienia miłości,której
          nigdy nie da się zrealizować.

          Pozdrawiam z nadzieją na szczęsliwsze i bardziej kolorowe dni...
    • danusia1958 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 25.09.06, 21:46
      Malgosiu ...chcialaym zdjac z ciebie twoj bol...ale nie potrafie... dla Nadusi
      (*****)Mimo wszystko...miej wiare sile i nadzieje w milosci...Babcia Aniolka
      • martica5 Re: Teraz wszystko jest niepojęte... 28.09.06, 18:42
        dla Nadusi(*****) kochana myślami jestem z Tobą
        Marta mama Aniołka Igorka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja