mamadawida2
16.08.06, 12:09
Kochani.
Nie umiem sobie poradzic z rzeczywistością. Zdaje się że jestem na samym dnie.
10 wrzesnia minie rok odkąd Dawid zasnął we mnie w 8 miesiącu ciązy. Od tego
czasu wszystko mi się zawaliło. Zawalił mi się cały świat. Mam dla kogo żyć,
bo mam kochajacego meża i cudownego 13 letniego synka. Jednak śmierc Daida
rozsypała mnie dokładnie. Zaniedbałam wszystko i teraz jestem na dnie. Moja
firma ( prowadzimy mały sklepik) chyli sie ku upadkowi, kilkanascie
niezapłaconych faktur. Czynsz za mieszkanie niezapłacony od miesięcy,gaz
odcięty. W zeszłym tyg komornik zlicytował mi auto. Mam wrażenie że od 10
września następuje prawo serii nieszczęśc. Nie mam juz siły, nie wiem jak sie
podnieść, nie wiem skąd wziąć pieniądze na to by uratować to co mi zostało.
Trochę późno się ocnkęłam ale nie ma juz siły. Wiem, mam kochającą rodzinę.
Też strasznie ich kocham ale tak wiele się złych rzeczy nazbierało obok, że
boję się własnego cienia. Nie mogę spać, płaczę po kątach. Po prostu mam juz
dość wszystkiego. Na domiar złego przez 5 dni był u nas mój brat, który
mieszka za granicą. Był z malutką 5 miesięczną córeczką. kontakt z nią przez
ten czas robił mnie do końca. Odżyły wspomnienia typu " co by było gdyby...
gdyby Dawid żył. ? Może wszystko byłoby inne?