ewunia19-89
26.08.06, 21:05
Na wstępie chciałabym przeprosić ,że do wszystkich wysyłałam tą samą
treść ,tak to było głupie ,ale sama nie byłam pewna czy mam napisać swoją
historię. Postanowiłam ,że trochę napiszę o sobie.
Otóż mam na imię Ewa.30 kwietnia skończyłam 17 lat. Może się wydawać ,że
jestem zwykłą nastolatką cieszącą się wszystkim ,ale tak nie jest. NIgdy nie
miałam łatwo ,urodziłam się jako wcześniak w 7 miesiącu ciąży ,podobno nie
dawali mi dużo szans ,ale jednak przeżyłam. Po szczypieniu zostałam
sparaliżowana ,ale dzięki rehabilitacji wszystko wróciło do normy. I tak
mijały lata. Od 5 roku życia jeździłam do bioenergoterapeuty ,który w
znacznym stopniu wyprostował mi kręgosłup. 7 lat temu ,miałam wtedy 10
lat ,przeszłąm operację kręgosłupa ,która się nie udała. Obecnie mam 17 lat i
obustronną skoliozę.
19 marca 2005 roku odeszła moja mama.Od tamtego dnia mineło już 17 miesięcy i
7 dni ,a mimo wszystko wydaje mi się jakby to było wczoraj. Co by było gdyby
(...)gdyby tamtego dnia nie poszła do szpitala,może dzisjaj by żyła??? Tego
już się nie dowiem. Pamiętam ,że powiedziałam jej wtedy ,że wszystko będzie
dobrze i że niedługo wróci ,ale tak się nie stało :-( To wszystko wydawało
się takie nierealne ,gdy następnego dnia zadzwonili ze szpitala i
powiedzieli ,że...,nie mogłam po prostu w to uwierzyć ,dopiero w dniu
pogrzebu tak naprawdę dotarło do mnie ,że nie mie ma już mojej mamy.A ja
przecież jej obiecałam ,że wróci!!! Przez dłuższy czas po tym co się stało
nie mogłam wogóle spać ,bałam się.
Myślałam ,że już będzie dobrze. A tu koszmar wrócił ,tym razem 30 lipca 2006
odeszła moja babcia ,mama mojej mamy.Stare rany po stracie mamy jeszcze się
nie zabliźniły ,a otworzyły się już nowe:-( Myślałam ,że nic gorszego w te
wakacje już nie może mnie spotkać ,to znaczy zostałam w dommu ,wszyscy sobie
powyjeżdżali ,praktycznie siedziałam sama ,a tu nagle śmierć babci.
Wiedziałam ,że choruje ,cierpi ale nie byłam przygotowana na jej odejście.
Może i znoszę każde cierpienie ,ale nie jestem silna psychicznie. Potrafię
się śmiać ,a zaraz bez powodu płakać ,chociaż w tej chwili nic nie mogę.To
miała być taka zwykła niedziela ,a to co rano się wydarzyło ,zmieniło
wszystko. Myślałam ,że ją uratują ,stałam i tak się na nią przyglądałam ,a
ona umierała ,pogotowie jechało miłosiernie długo ,a my nic już nie mogliśmy
zrobić. Jeszcze przez jakiś czas miałam z kim pogadać ,ale widocznie ,chyba
tylko z litości koleżanki przychodziły ,teraz już jestem sama.
Dlatego tak jak pisałam do Wszystkich ,nie wiem co to znaczy stracić
dziecko ,ale bardzo dokładnie wiem co oznacza słowo ,,cierpieć". Póki co
jestem sama ,nie mam się komu wygadać ,bo tacie przecież wszystkiego nie mggę
powiedzieć. Tak bardzo chciałabym kiedyś być szczęśliwa ,założyć rodzinę i
najzwyczajniej się cieszyć. Mówią ,że nadzieja jest matką głupich ,ale tylko
ona mi jedszcze została. Mam nadzieje ,chociaż coraz mniejszą ,ale jeszcze
mam,że jeszcze będę szczęśliwa.