magapi
08.09.06, 16:50
Jeśli ktoś pochylił się nad moimi postami w lipcu,wie,że nastał dla mnie
czas nie tylko żałoby po stracie wyczekiwanej po 9-letniej córce kolejnej
córeczki-Nadusi...ten okropny czas przetrwałam dzięki Wam,bo zmagałam się ze
stratą,z problemami z córką,no i wreszcie z problemem małżeńskim.Niestety ja i
mój mąż(choć solidarnie czuwający przy chorej Nadusi),pogubiliśmy się
zupełnie.W połączeniu ze starymi sprawami,które nieoczekiwanie dołączyły do
naszego cierpienia..dało to efekt straszny-byłam zdecydowana na rozwód.
Modliłam się do Boga i prosiłam o radę Nadusię...prosiłam o radę Was...
Nieoczekiwanie niepostrzeżenie odnalazłam spokój...dałam jeszcze raz
szansę mojemu mężowi.Gdyby nie Nadusia...nie bylibyśmy pewnie razem...teraz
już wiem dlaczego zszedł na ziemię Anioł,dlaczego trzymałam go w
ramionach...nigdy wcześniej nie doceniałam potęgi miłości...dziękuję!
Małgosia-mama Weroniki i Anielskiej Nadusi