anuteczek
23.09.06, 14:33
Kochani,
Nie pisałam bardzo długo, bo się bałam. Bałam się zajrzeć, przeczytać,
wzruszyć, przypomnieć. Bałam się o maleńki cud, który nosiłam pod sercem.
Kolejny raz dane mi było przeżyć cud narodzin. Marysia jest już z nami,
urodziła się 8 września, dzień po drugiej rocznicy odejścia Zojki...
Nie bylo mi łatwo i pewnie nigdy nie będzie, bo te dwie daty są zbyt blisko
siebie. Ktoś mógłby powiedzieć - koło się zamknęło, ale to nie tak.
Zdrowe, żywe dziecko uświadamia ogrom straty, patrząc na Marysię i Maćka widzę
i Tośkę, i Zojkę, i Emmę, i te wszystkie cudowne chwile, które nam odebrano...
Może jestem nienormalna, ale nie czułam żadnej euforii, gdy pierwszy raz
przytuliłam Marysię, nic, tylko paniczny strach, że i ją stracę