O naszych Aniołkach...

19.10.06, 20:54
Chciałabym czasem napisać tak coś,co mnie gnębi,co dusi,a czego nie mogę
nikomu powiedzieć,nikomu oprócz Was...takie jakieś rozterki,głupie
myśli,szalone wspominki...filozofowanie nienaukowe...

Dołączcie...

Czasem gdy patrzę na zdjęcia mojej Nadusi nie wierzę.Nie wierzę,że była...taka
słodka i zniknęła???Może to tylko jakiś sen...próba jakaś...Małe ciałko nie
zostawiło nam śladu.Nie ma już łóżeczka,zabawek...w domu normalnie...jak
kiedyś...czy Ona była?Taka cudnie spokojna...i taka chora w niepojęty
sposób,taka chora,że nie zauważyliśmy,że ucieka do nieba...A ja żyję prawie
normalnie,kroję kanapki,gotuję zupę i wieszam skarpetki na sznurku...jestem
czasem zła,czasem uśmiechnięta,czasem zamyślona...czy Ona była?

Gdybym popatrzyła na siebie z boku...powiedziałabym...nic się nie
stało,przeżyła to i już jest dobrze...ale nie stoję z boku...jestem sama w
sobie,zakręcona w pamięci i zapomnieniu,rozdarta pomiędzy ziemią a niebem,taka
niedokończona jak moja macierzyńska miłość.Dziękuję Nadusiu,że pozwalasz mi
na ukojenie...
    • mika10 Re: O naszych Aniołkach... 19.10.06, 21:45
      Bardzo mądrze napisałaś "... gdybym popatrzyła na siebie z boku powiedziałabym
      nic się nie stało, przeżyła to i już jest dobrze... " Tak właśnie wyglądam! A w
      środku wszystko porozrywane, wszystko boli. I im dalej tym gorzej!
      Pozdrawiam!
      mika10 mama bliźniaczek Hani i Julci Aniołka.
    • danusia1958 Re: O naszych Aniołkach... 19.10.06, 22:11
      Malgosiu...Nadia Byla...Jest i Bedzie...Jej obraz bedzie sie juz zawsze
      przrplatal przez cale Twoje zycie...Kiedyswspominalam juz...To zycie pisze nam
      takie scenariusze do serialuo naszych losach...a gdy juz sie juz w nim raz
      zagra to trzeba sie godzic na rozne sceny i epizody...nie ma odwrotu...one juz
      sie nagraly...Ja tez czasami w roznych chwilach i momentach mysle...wspominam i
      ogladam ten moj serial...odcinek po odcinku...kadr po
      kadrze...Szukam...znajduje...radosc z zycia , z dzieci, rodziny...to sa
      pierwsze odcinki...potem nastepne...Sa tam smutki i promyki radosci...promyki
      pojawily sie niedawno...ale ciesza i ogrzewaja...Niedawno corka uzupelniala
      album Juleczki...wpisywalajej przyjazd do domu ze szpitala , lista gosci ,
      prezety, wystroj domu i pokoiku, baloniki napisy itp...smialysmy sie do zdjec
      ze smiesznymi minkami Julki...i miedzy innymi pytanie o wrazenia mamy po
      powrocie ze szpitala do domu...i co tu napisac???ze bylo tak samo???nie...bo
      nie bylo...byly lzy przeplatane radoscia...wszystko sie Ani przypominalo...byla
      drazliwa i lzawa...trzeba bylo czasu by zaczela sie cieszyc...I znowu smutek,
      zamyslenie , wspomnienia...Dzis z perspektywy czasu te wspomnienia sa jakby
      uladzone ale jeszcze zywe...i tak juz zostanie...potrafimy juz wspominac
      Natalke z usmiechem...jak zjadla moj krem przeciwzmarszczkowy...jak smiala sie
      do lustra marzac je jogurtem...jak psula ktorys z kolei pilot do
      telewizora...jak weszla za tapczan , niemogac wyjsc wyzywala nas
      niemilosiernie, grozac nam po swojemu...jak kot uciekal przed nia bo nie mogl
      juz zniesc gdy ciagle szarpala go za ogon...a potem wracal naiwnie...jej
      pierwsze slowa ....jaka bylam dumna gdy mowila na mnie mama a na corke
      mamuta... jazde samochodem, ale tylko z dziadkiem bo pozwalal jechac i krecic
      kierownica , ktora gryzla ....jak weszla na lawe i tanczyla wydzierajac sie
      do telewizora...i wiele innych jest takich spojrzen wstecz , ktoreprzeplataja
      siepomiedzy terazniejszosc...I tak samomyslimy...jak to jest??? Zyjemy
      dalej...jemy , gotujemy...smiejemy sie...toznowu placzemy...Kiedys kolezanka
      zaskoczyla mnie pytaniem; no co?? juz dobrze jest???....powiedzialam po
      chwili..."Jestem wiec zyje...Zyje wiec jestem"...i poszlam dalej pchajac wozek
      z Julka i tym naszym calym filmem , w ktorymgram te swoja role...oby nastepne
      odcinki byly radosniejsze...babcia Aniolka Natalki
      • martica5 Re: O naszych Aniołkach... 20.10.06, 11:16
        Mi też czasami , wydaje się że to był sen , tylko dlaczego z niego się wybudziłam, był taki słodki mój kochany Igorek,pamiętam chwilę narodziń chwila ta powinna być piękna a lekarz oznajmił dziecko z jakąś chorobą genetyczną był to dla mnie szok przecież wszystko było w porządku przez całą ciąże , położyli mnie na separatce małego nie dawali dziwiło mnie to strasznie dostałam go na drugi dzień na chwile bo badanie słuchu przestał oddychać , był pod tlanem poźniej przyszła moja mama rozmawiałam z nią a pielęgniarka przybiegła i powiedziała że moje dziecko umiera , okazało się że ma szmery w serduszku, póżniej Centrum tam diagnoza wada nieoperacyjna kolejny cios , ktoś kiedyś powiedział tam w centrum że Bóg daje krzyż tym którzy potrafią go udżwignąć czyżbym opadła z sił że mi go zabrał, mam pretensje do Boga o to że tyle niewinnych dzieci jest chorych i tyle umiera jeśli jest miłością to dlaczego pozwala na takie rzeczy, powiedziałam dla księdza o zwątpieniu w Boga a on powiedział że moim błędem jest to że kochałm swoje dziecko mocniej od Boga że Bóg jest na pierwszym miejscu nie zgadzam się z nim wogóle . Mam nagrane filmiki z moim Igorkiem ale wiecie co jakoś nie mogę ich oglądać łzy cisną sie do powiek , mam filmik jak zaczyna coś tam gadać po swojemu no ijak płacze chyba jeszcze nie jestem gotowa na to a minęło juz 10 miesięcy jak go nie ma . To prawda że jakbym na siebie popatrzyła tak z boku to wyglądam jak przed tym wszystkim uśmiecham się nieraz mam do siebie pretensje że jestem z czegoś zadowolona ...........
        Marta mama Aniołka Igorka
        www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec300.htm
    • hania731 Re: O naszych Aniołkach... 20.10.06, 15:08
      Małgosiu!Wyraziłas moje myśli.Dziękuję.
    • aania25 Re: O naszych Aniołkach... 20.10.06, 16:33
      Malgosiu, czuje tak samo. Nie mam komu o tym powiedziec, nie mam nawe ostatnio
      sil pisac o tym, ale ukojenie mi daje sama rozmowa ze soba z moim Synkiem.
      Zawsze kiedy jade do pracy samochodem rozmawiam z nim, jestesmy sami i nikt nam
      nie przeszkadza. Pozdrawiam i scisakam wirtualnie.
      Ania
      • monawk Re: O naszych Aniołkach... 20.10.06, 19:16
        Dziewczyny, my mamy szczęście, że żyjemy w czasach Internetu.
        Mi to bardzo pomaga. Zaczęłam pisać na stronie Kuby jeszcze jak był w szpitalu, jest na niej świadectwo jego walki i naszej - o niego.
        Niektórzy myśleli, że no tak - nie ma Kuby, koniec strony. Nie, nie, nie, właśnie teraz pełni ona dla mnie funkcję wręcz terapetyczną. Piszę o tym, jak zobaczyłam karetkę i co mi sie przypomniało, jak czułam się w sobotę wieczorem, jak przeżyłam jego roczek bez niego. Wszyscy przyjaciele i znajomi wiedzą, co czuję, bo czytają, czasami wpisują komentarze.
        To pomaga także w kontaktach. Bo np. na spotkaniach w większym gronie zawsze ktoś złapie mój wzrok, ktoś złapie za rękę i powie - jestem. A ja wiem, że nawet jak się śmieję na tych spotkaniach, to oni i tak wiedzą. I dobrze mi z tym.
        Wirtualny papier zniesie wiele, nawet te słowa, które czasami nie wyszłyby na zewnątrz, bo nie pozwoliłyby na nie łzy:)
        A zatem piszmy.
    • magapi Re: O naszych Aniołkach... 20.10.06, 19:58
      Dziękuję i zachęcam do wpisów...a już myślałam,że znowu jestem sama z moimi
      dziwnymi rozterkami...dziękuję...to forum to niezły materiał na jakąś pracę
      naukową...nie sądzicie?
      • magapi Re: O naszych Aniołkach... 21.10.06, 19:46
        Tak trudno patrzeć na szczęście innych...radosnych rodziców wybierających
        zabawki,mamusie dobierające wygodne czapeczki...czy można nic nie
        czuć?Przechodzić obojetnie...To dziwne uczucie zazdrości i jednocześnie
        akceptacja tego,że ktoś inny ma prawo być szczęsliwy...to mnie
        przytłacza...Jestem czasem zła na mamy,które krzyczą na dzieci,na rodziców
        bijących,wyzywajacych...moje dziecko miałoby wszystko...a odeszło...Aniołku
        mój,czy nie zimno Ci i kto Ci spiewa kołysanki?

        To jeden z tych pesymistycznych wieczorów...jutro będzie lepiej...pozdrawiam
    • magapi Re: O naszych Aniołkach... 22.10.06, 17:09
      Mało dzis nas na forum.Siedzę uwiązana w domu,nawet nie mogę pójść na
      cmentarz...mam jakieś szaro-bure myśli...ale nie zanudzam.Nadusiu...kocham Cię *
      * * Twoja niedokończona mamusia
    • danusia1958 Re: O naszych Aniołkach... 22.10.06, 18:50
      ....A ja wczoraj mialam swoj szary dzien...jeszcze na dodatek ktos wzial
      Natalce taki sliczny znicz...bylo mi przykro...dlaczego ludzie to
      robia???.... babcia Aniolka
    • magapi Re: O naszych Aniołkach... 22.10.06, 21:45
      Dziś znowu huśtawka nastrojów...Weronika bawiła się cały dzień
      lalkami.Przebierała je i karmiła...znowu podjęłam decyzję...spróbujemy...to
      przecież tylko 9 miesięcy czekania a moja nadzieja jest ...potem łzy...kolejna
      niedziela,popołudnie,tak jak w czerwcu,gdy odchodziła Nadusia...tylko ten
      upał,taki niemożliwy do zniesienia...może mogliśmy kupić klimatyzator???
      Nie mogłam odwiedzić Cię maleńka...babcia zamówiła już śliczny granitowy
      chodniczek wokół nagrobka...zamówimy biały bukiet...spójrz z góry na nas i
      przytul nas...tak bardzo się codziennie gubimy...
      • danusia1958 Re: O naszych Aniołkach... 22.10.06, 22:17
        ...Malgosiu...gdzies przeczytalam..."Tam , gdzie jasnieje nawet najmniejszy
        plomyk nadziei, tam dostrzegalne jest swiatlo z Nieba"...jest to piekna
        mysl ...i prawdziwa...czys Twoje malutkie nadzieje nie sa tym swiatelkiem???
        przytulam cieplutko i pozdrawiam...babcia Aniolka
    • magapi Re: O naszych Aniołkach... 23.10.06, 20:15
      Dzisiaj wyczyściłam pomniczek...cóż pozostało?Kwiaty i światełka...nieśmiałe i
      gorące pocałunki przesyłane dotykiem granitu,wyżłobienia literek wypieszczone
      opuszkami palców...dwa małe drzewka strzegące Cię w deszcz i słońce...my tłukący
      się z dnia na dzień o ściany pospolitości,codzienne zmartwienia , niezapłacone
      rachunki,znoszone buty i kurtki już nie modne ...Nadusiu kochaj nas i nie
      zapominaj...* * *
    • magapi Re: O naszych Aniołkach... 24.10.06, 07:58
      Czymże są rozterki i rozprawy przyszłych mam o rozstępach,zgadze,wyborze
      imienia...gdy może to runąć w sekundzie?Boże jak to dobrze,że wielu jest to
      oszczędzone...Dzień,kiedy jechałam 2 maja do porodu był najszczęśliwszym dniem
      całej umęczonej ciąży,kiedy nie mogłam się ruszyć bez bólu,jeść,spać(ale to
      zwykłe ciązowe dolegliwości...)...poranek był najszczęśliwszy i czas pomiędzy
      10.51 a 12.00,kiedy już była taka słodka urodzona dwoma parciami,bez
      problemu...10 pkt w skali Apgar...Boże jak trudno jest każdego dnia udawać,że
      jest dobrze...teraz gdy jej nie ma...ale tak dobrze mi sie to udaje...Kocham Cie
      Nadusiu...nieprzytomnie...
      • maretta111 Re: O naszych Aniołkach... 24.10.06, 11:26
        przytlam ciebie wirtualnie tyle mogę ci zrobić
Inne wątki na temat:
Pełna wersja