2 lata temu...

28.10.06, 18:39
2 lata temu, 28.10.2004, po południu siedziałam przy biurku, odrabiając
lekcje. Czułam się taka zniechęcona do życia... Była ładna pogoda.
Postanowiłam pójść do ogródka i pograbić liście. Nie wiedziałam, że ta
decyzja może zmienić całe moje życie! Grabiłam sobie liście... patrzę za
płotem siedzi sąsiadka i coś czyta, a w wózku spała czteromiesięczna
Karolinka. Rozmawiałam już kiedyś z nimi przelotnie, ale nie sądziłam, że uda
mi się z nimi zaprzyjaźnić. Powiedziałam tylko "dzień dobry", ale nie wiem
dlaczego- serduszko mi zaczęło mocniej bić... Kiedy skończyłam grabić,
chciałam podejść i zagadać, ale z rozczarowaniem stwierdziłam, że
najwyraźniej już poszły do domu. Ale nagle zobaczyłam, że sąsiadka spaceruje
z Małą po ulicy.
Pobiegłam za nimi, wyrwałam dosłownie sąsiadce wózek.
Tak się zaczęło.
Ona miała być zdrowa. A już na pewno nie miała umierać.
Dlaczego????
Zrobiłam Jej śliczny bukiecik, namalowałam na kamyczku 2 misie na chmurkach,
kupiłam znicz... Dzisiaj był szczególny dzień, ale nie mogłam się wypłakać.
Tłumy na cmentarzu.
W drodze do domu patrzyłam się w to miejsce, gdzie dokładnie 2 lata temu
spotkałyśmy się.
Tak mi źle. To już prawie 7 miesięcy bez Linki. Po pół roku zaczęłam odczuwać
straszną samotność... Wcześniej wydawało mi się, że mam Przyjaciół, że oni są
ze mną. Ale teraz, choć wiem, że oni się starają, widzę, że jestem z tym
wszystkim sama.
Przez kilka miesięcy po pogrzebie w ogóle nie umiałam płakać- teraz zalewam
się łzami każdej nocy. Zamiast być mi coraz lżej, jest coraz ciężej...
Te dwa lata tak wiele zmieniły...
    • redudek Re: 2 lata temu... 28.10.06, 19:37
      (***)dla Linki
    • monikarz Re: 2 lata temu... 28.10.06, 21:03
      Myslałam dzisiaj o Tobie -Kasiorku i o malutkiej lince, czhciałabym napisać cos
      mądrego ale nie potrafię...
      wkleję tylko to
      "Przyjaciel to ta cząstka człowieka, która jest dla ciebie przeznaczona i
      otwiera przed tobą drzwi, których może nigdzie indziej nie otwiera. I będzie to
      prawdziwy przyjaciel i wszystko, co mówi, jest prawdą, i kocha cię, nawet jeśli
      nienawidzą cię w innym domu. Zaś przyjaciel spotkany w świątyni, obok którego -
      z łaski Boga - stoję ramię przy ramieniu, to ten, co zwraca ku mnie taką samą
      jak moja twarz, rozświetloną tym samym Bożym światłem, bo wtedy rodzi się
      jedność, nawet jeśli poza świątynią on jest sklepikarzem, a ja kapitanem, albo
      on ogrodnikiem, a ja marynarzem. Spotkałem go na wyższym piętrze niż istniejące
      między nami różnice i jestem jego przyjacielem. I mogę przy nim milczeć, to
      znaczy nie obawiać się niczego, bo on nie wejdzie w ciężkich butach do ogrodu
      mojej duszy i bezpieczne są moje góry i wąwozy, i moje pustkowia. A ty
      przyjmujesz z miłością, mój przyjacielu, to, co wysyłam ku tobie z królestwa
      mojej duszy, jakbyś przyjmował mojego ambasadora.(...)
      Przyjaźń to przede wszystkim pokój i potężna duchowa wymiana, wznosząca się
      ponad pospolite szczegóły."

      [A.Exupery "Twierdza", LVIII]
    • maretta111 Re: 2 lata temu... 29.10.06, 06:31
      iorku to dla Twojej niebiańskiej linki (*)(*)(*), a Tobie dużo siły
Pełna wersja