gosiek70
31.10.06, 13:51
Witajcie, zaglądam tu odkąd dowiedziałam się, że moje maleństwo jeszcze we
mnie jest już martwe. Poszliśmy z mężem na USG w 12tc. Zupełnie nie
spodziewaliśmy się takiej informacji. To był szok i ból psychiczny. Dziecko
nie żyło już ok. 10 dni. Nic z tego nie rozumiałam. Na zabieg zostałam
skierowana od razu. Następnego dnia ponowne USG i taka sama diagnoza. Nie
pozwolono mi się rozczulać nad dzieckiem i sobą, po kilkunastu minutach byłam
już w sali zabiegowej. Dziś mija 4 tyg. od zabiegu. Jakoś się uporałam z
łzami, ale nie zapomnę nigdy. Dziś dowiedziałam się, że przyczyną była
bakteria, która zaatakowała płód i kosmówkę. Za tydzień będę wiedziała co to
za bakteria. Nie mam pojęcia skąd się ona wzięła! Nie byłam chora w ciąży,
nie brałam żadnych leków. Dalej nie rozumiem co się stało. Boli jeszcze
bardziej. Dlaczego nie zauważyłam, że coś jest nie tak. Może trzeba było się
leczyć? To nie była moja pierwsza ciąża, mam dwoje zdrowych dzieci. Gdy
czytam o Waszych stratach uważam, że jestem szczęściarą, ale gdy pomyślę o
swojej stracie ból jest wielki, już nigdy nie będę tak spokojna i beztroska.
Pozdrawiam Was wszystkie. Modlę się za mojego Maluszka i za wszystkie Wasze
Aniołki. -Ojcze nasz, ...., bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi - G.