Moja strata.....

31.10.06, 13:51
Witajcie, zaglądam tu odkąd dowiedziałam się, że moje maleństwo jeszcze we
mnie jest już martwe. Poszliśmy z mężem na USG w 12tc. Zupełnie nie
spodziewaliśmy się takiej informacji. To był szok i ból psychiczny. Dziecko
nie żyło już ok. 10 dni. Nic z tego nie rozumiałam. Na zabieg zostałam
skierowana od razu. Następnego dnia ponowne USG i taka sama diagnoza. Nie
pozwolono mi się rozczulać nad dzieckiem i sobą, po kilkunastu minutach byłam
już w sali zabiegowej. Dziś mija 4 tyg. od zabiegu. Jakoś się uporałam z
łzami, ale nie zapomnę nigdy. Dziś dowiedziałam się, że przyczyną była
bakteria, która zaatakowała płód i kosmówkę. Za tydzień będę wiedziała co to
za bakteria. Nie mam pojęcia skąd się ona wzięła! Nie byłam chora w ciąży,
nie brałam żadnych leków. Dalej nie rozumiem co się stało. Boli jeszcze
bardziej. Dlaczego nie zauważyłam, że coś jest nie tak. Może trzeba było się
leczyć? To nie była moja pierwsza ciąża, mam dwoje zdrowych dzieci. Gdy
czytam o Waszych stratach uważam, że jestem szczęściarą, ale gdy pomyślę o
swojej stracie ból jest wielki, już nigdy nie będę tak spokojna i beztroska.
Pozdrawiam Was wszystkie. Modlę się za mojego Maluszka i za wszystkie Wasze
Aniołki. -Ojcze nasz, ...., bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi - G.
    • aania25 Re: Moja strata..... 31.10.06, 16:46
      Przyjmij moje wyrazy wpsolczucia. Ja tez zadaje sobie to pytanie, jak moglam
      nie zauwazyc ze cos jest nie tak, ze moje dziecko wola o pomoc a ja nie
      odpowiedzialam. Dzis kiedy minelo juz prawie poltora roku, oswoilam sie z mysla
      ze mam Aniolka w niebie. Modle sie do niego i czesto o nim mysle. Zycze Ci
      spokoju ducha i wsparcia od swojego Anioleczka.
      Ania
      • zuzia_kow Re: Moja strata..... 31.10.06, 19:37
        Witaj, tak dawno juz tutaj nie wchodzilam..poukladalam sobie zycie po tym co
        mnie spotkalo..a dzis taka pora...Moj Kubus odszedl 21.02.2004 roku..miałam
        wtedy 21 lat. Swiat zawalil sie w jednej sekundzie..spadlam na dno swojej
        rozpaczy z ktorej nie widzialam wyjscia..Wszystko wydawalo sie za trudne..to
        jest takie cos co boli tak okrotnie,ze odbiera oddech...ale pamietaj jest
        wyjscie z tej otchlani..nawet jezeli jeszcze go nie widzisz...Mija czas, a
        bol..tak ostry do tej pory staje sie tłem..bo w koncu godzisz sie z tym,ze
        jestes Mama Aiołka i czujesz,ze z tego naprawde mozesz byc dumna.. ktos czuwa
        nad Toba kazdgo dnia, ociera Twoje łzy...naprawde..
        Zycze wiekiej siły, odwagi..my jestesmy czastka siebie w niebie..zawsze
        boli,ale juz inaczej...
        pozdrawiam
        zuzia
Pełna wersja