julka2007
24.10.07, 19:56
prawie rok temu straciłam ukochną córeczkę Zosię...
żyła tylko jedną krótką dobę, nie zdążyła nacieszyć się życiem i
światem-ja nie zdążyłam nacieszyć się z bycia mamą...
mimo upływu czasu wcale nie czuję się lepiej...
chodzę co prawda do pracy. rozmawiam z ludźmi ale tak naprawdę nie
mogę przestać rozpaczać i nie mogę przestać myśleć o Zosi...
Jest mi tak strasznie ciężko, tak przykro- moje życie rozpadło się
na kawałki i chyba nie da się go juz posklejać...
najgorsze jest to udawanie że jakoś się pozbierałam,
przecież "muszę" żyć dalej -nie mogę ciągle rozpamiętyać tego co się
stało...tak się wszystkim wydaje a mi chce się krzyczeć, krzyczeć z
rozpaczy i żalu...
najgorsze jest to, że nie mam komu sie wyżalić - znajomi, rodzina
myślą że jakoś sie pozbierałam a mąż -no właśnie mąż nie umie, a
może nie chce mi pomóc...
zaczyna się między nami psuć -on nie chce rozpamiętywać tego co się
stało, nie rozmawia ze mną o Zosi i nie czuję w nim żadnego
wsparcia..
odwraca sie ode mnie i od moich problemów, a ja czuje ze trace grunt
pod nogami i nie chce mi sie już nic...
zaczynam poważnie mśleć że nie wytrzymaliśmy próby, którą zesłał nam
los, może Bóg -chyba nie umiemy być ze sobą na dobre i na złe w
szczęsciu i nieszczęsciu...może to znak że trzeba się rozejść i na
własny rachunek budować nowe życie...
trochę się Wam wyżaliłam...dobrze że jesteście
Ania mama Aniołka Zosi (10.11.2006 -11.11.2006)