nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć

22.04.04, 18:13
może Wy mi powiecie coś mądrego? dosłownie 20 minut temu zakończył się mój
prawie 5letni -sądziłam do niedawna, że bardzo udany - związek. On
powiedział, że mylił potrzebę posiadania kogoś z miłością. i tyle. pieć lat z
życia (jestem rocznik 1980) out. koniec.
    • aalf Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 22.04.04, 18:55
      to pewnie zły facet był... w kazdym razie nie rob nic glupiego... oddychaj
      gleboko i poczekaj, nerwy sa zlym doradca a dzialanie w impulsie moze miec
      potem oplakane skutki.
    • soffica Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 22.04.04, 20:08
      Kirah może to kryzys (mam nadzieję że tak jest)! Momo, że serce mówi Ci co
      innego i na pewno bardzo cierpisz, nie dzwoń, ani nie dawaj znaku życia. Może
      wtedy poczuje, że jednak czegoś mu brakuje. Niestety jest tak, żw w długoletnie
      związki wkrada się czasem rutyna, znacie się już dobrze, rzadko kiedy możecie
      siebie czymś zaskoczyć... i przez to czasem któraz z osób dochodzi do wniosku,
      że to nie miłość. Mam nadzieję, że on dojdzie do wniosku odwrotnego. Trzymaj
      się, a jak będzie Ci źle pisz!
      • anula36 Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 22.04.04, 21:20
        Wiem jak to jest, 3 lata temu rozstalam sie z facetem, z ktorym bylam lat 7,
        tylko,ze tam sie sypalo i wszystko wskazywalo na to,ze ktos musi cos z tym
        zrobic, okazalo sie,ze moj ukochany sie ze mna nie ozeni, nie zamieszka tez bez
        slubu..bo jego mama sie nie zgadza. Nie przeszkodzilo mu to wziasc slubu pol
        roku pozniej i to nie z powodu wpadki.
        Sama nie wiem, co powiedziec, z jednej strony taki dlugi, udany w sumie
        zwiazek warto ratowac, a zeby ratowac to raczej rozmawiac niz sie odcinac i
        czekac az zadna rozmowa nie bedzie juz mozliwa, z drugiej strony twoj chlopak w
        zasadzie wprost ci powiedzial,ze cie nie kocha- czy warto byc z kims z
        rozsadku...masa pytan, ktore sama musisz rozwazyc.
        Soffi ma racje, w gre wchodzi jeszcze to,ze skoro masz 24 lata, a byliscie para
        5 lat, to zwiazaliscie sie dosc mlodo ( tak jak my), moze Twoj chlopak ma
        wrazenie ze nie zdazyl poszalec- ja tak mialam.
        Mam nadzieje,ze bedzie oK, chyba dobrze kojarze,ze jestes z Kraka, gdybys
        chciala pogadac, albo oderwac sie od mysli na kawie-zapraszam.
        • anula36 Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 23.04.04, 13:08
          hej,hej ok? bo juz sie zaczynam martwic
          • soffica Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 23.04.04, 13:54
            No właśnie kirah, wszytsko ok? CZasem warto pogadać z kimś kogo się nie zna, bo
            jest w stanie spojrzeć na całą sytuację obiektywnie i coś doradzić nie
            sugerując się niczym
            • anula36 Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 23.04.04, 13:56
              a ja dla odmiany poglaszcze po glowie bez rad i zrobi sie z nasz idelany duecik
              pocieszjacy:)
              • kirah Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 23.04.04, 17:12
                Strasznie Wam dziękuję, naprawdę lepiej mi się zrobiło. Ratować już nie ma
                czego, bo mnie nie kocha, a w tym momencie chyba najtrudniej mi znieść to, że
                nigdy nie kochał naprawdę, do czego się przyznał. "wydawało mu się" przez 5
                lat, refleks szachisty. Ale udawał że kocha cholernie przekonywująco. no i w
                ogóle... wychodzi na to, że ja nie kochałam człowieka, tylko wizerunek, który
                on wykreował na mój użytek. w ogóle nie był ze mną szczery.

                nie sądzę żeby była to kwestia "niewyszalenia się", on, okazuje się, ma
                mnóstwo problemów ze sobą i zahamowań (wszystko skrzętnie ukrywał) i powiedział
                mi wprost że potrzebował osoby którą "posiadałby, kontrolował, która by go
                dowartościowywała". szkoda że akurat mną się dowartościowywał przez 5 lat!

                no cóż, szok "pourazowy" który obecnie trwa (już mam zmarszczki pod oczami od
                płaczu, hehe) minie z czasem, przestanę tęsknić za nim, jak sobie będę często
                powtarzać że kochałam własne wyobrażenie, a nie realnego jego. muszę pamiętać
                że przecież nie byłabym szczęśliwa z nim w takiej sytuacji. 5 lat w plecy, ale
                już parę osób słusznie mi powidziało że co za szczęście, mógł mi z taką
                rewelacją wyjechać po 2, 3, 5 latach małżeństwa, nie daj Boże miałabym z nim
                dziecko.

                mam twarde i niespodziewane (ślub był w planach) lądowanie na kompletnie mi nie
                znanym rynku singli. wszyscy normalni kumple i znajomi pozajmowani, w dodatku
                sama sobie wybrałam zawód (jeszcze się uczę), w którym raczej nie poznam wielu
                facetów, mam oczywiście czarne wizje totalnej samotności itp. ale to chyba
                naturalne w takiej sytuacji. gorzej że - teraz poważnie - nie wyobrażam sobie
                zaufania jakiemukolwiek facetowi. skoro można udawać miłość przez 5 lat. i to
                jak, nie miałam cienia wątpliwości.

                jeszcze raz dziekuję, jesteście kochane.
                • soffica Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 23.04.04, 17:30
                  Smutno mi się zrobiło :(. Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale czas leczy rany i
                  może dobrze się stało, że nie poświęciłaś życia takiemu człowiekowi. Dzięki
                  temu masz szansę na lepszy związek!

                  Pamiętam na pierwszym roku studiów, zanim poznałam mojego obecnego męża,
                  miałam faceta za którym szalałam-kręcil mną jak chciał, zrywał, wracał do mnie
                  jak mu się nudziło, a ja z radości bym go chętnie po stopach całowała, że
                  wrócił do mnie. W końcu przyszedł czas, że nie wrócił, a ja myślałam, że
                  strzelę sobie w łeb, że życie bez niego nie ma sensu. Dopiero z perspektywy
                  czasu wiem jakie to było szczęście, żę definitywnie mnie zostawił, jak mnie
                  wyniszczał i podporządkowywał sobie. Teraz jestem w szczęśliwym związku i nawet
                  do tamtego nie pozostał mi sentyment, każdą informację na jego temat przyjmuję
                  z obojętnością. A gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że tak totalnie mogę o nim
                  zapomnieć nie uwierzyłabym, a własnymi rękami oczy bym wydrapała.

                  Jestem przekonana, że znajdziesz swoje szczęście, faceta który nie będzie
                  oczekiwał od Ciebie nie wiadomo czego, a zwłaszcza tego żebyś go
                  dowartościowywała - bo sam będzie się czuł na tyle wartościowy, że nie będzie
                  musiał tego słuchać 24 na dobę. Trzymam mocno za Ciebie kciuki, a i kolegów mam
                  fajnych, to może Ci jakiegoś podeślę jak się lepiej poczujesz! Uwierz mi,
                  powtarzam znów, czas leczy rany!
                  • anula36 Re: nie na temat, ale nie wiem co zrobić/myśleć 23.04.04, 18:26
                    Kirah, wszystko przed Toba!!! jeszcze, nie mysl tylko ze wieku 24 lat jestes
                    przegrana na rynku mesko-damsko - malzenskim!!! Jak ja sie rozstalam z moim
                    narzeczonym to mialam lat 27 i spokojnie sobie przygruchalam osobnika w wersji
                    pierwotnej, kawaler i cakiem do rzeczy. Wady tez ma jak kazdy, ale kocha,
                    kocha, kocha i to jest najwazniejsze:)
                    Jasne bedzie trudne, rok sie zbieralam, tez myslam ze juz nigdy, nikomu, ino,
                    kopy i kopy dla chlopow.
                    Mialam to co Soffi myslam,ze w zyciu nie zapomne,ze bede cierpiec forever,
                    potem zobaczylam go z zona ..i nic.
                    Zreszta mozna gadac i gadac, bedzie ciezko na poczatku , ale w koncu dobrze,
                    jestes mloda, pozbierana, inteligentna, zdrowo myslaca i ani sie obejrzysz jak
                    jacys faceci sie zaczna wokol platac:)
                    Trzymam kciuki, najwazniejsze to nie zawalic teraz szkoly itp. powaznych rzeczy.
Pełna wersja