obyczaje poobronne

05.05.04, 16:38
Ponieważ zauwazyłam,że pojawiają się tu też głosy doktorów, a nie tylko
doktorantów, uprzejmie zapytuję doświadczonych co się robi po obronie. Czy
daje się kwiaty recenzentom i promotorowi, czy poi się obecnych lampką
szampana zaraz po, czy też prowadzi się ( recenzentów, komisję) na obiad? Ja
jestem już po egzaminie kierunkowym, bronić się bedę za dwa - trzy tygodnie,
więc potrzebuję pilnie coś na ten temat wiedzieć. A może obyczaje zmieniają
się w zalezności od uczelni bądź wydziału? ( temat na pracę??)
    • rilian Re: obyczaje poobronne 05.05.04, 22:49
      Jest to na pewno temat na pracę. Z socjologii czy raczej z psychologii?... :)
      Obyczaj obyczajem, ale znam ludzi, którzy poważnie zastanawiali się, czy robić
      wzorem wszystkich poprzedników obiad dla promotora, który palcem nie kiwnął w
      czasie całych ich studiów?...
      • jklk Re: obyczaje poobronne 06.05.04, 14:22
        Zwyczaje poobronne sa napewno różne. Jako doktor, żona doktora i koleżanka
        licznych doktorów mogę opisać jak to wygląda u nas.
        Najczęściej zaprasza się promotora i recenzentów na obiad do restauracji.
        Czasem ktoś zaprasza całą komisję, ale wtedy w praktyce i tak nie wszyscy
        zaproszenie przyjmują, tylko ci bardziej zaprzyjaźnieni. W restauracji można
        albo zamówić określone menu, albo zamówić sam stolik (z talerzami, kwiatkami,
        owocami) a potrawy szanowna komisja wybiera sobie z karty. Pierwsze rozwiązanie
        jest bardziej eleganckie, ale drugie tańsze i bardziej praktyczne
        (profesorowie, przynajmniej humanistyki, często bywają w takim wieku, że są na
        różnych dietach, więc lepiej, żeby sobie sami mogli wybrać potrawy :)
        Oczywiście w czasie obiadu trzeba też zapewnić alkohol do wzniesienia toastu.
        Byłam raz też na takiej obronie, po której było skromne przyjęcie (kanapeczki,
        sałatki, wino) dla wszystkich obecnych. Było to bardzo miłe, bo każdy miał
        okazję spokojnie pogratulować doktoratce, porozmawiać. Ale na zorganizowanie
        czegoś takiego rzadko gdzie są warunki.
        Jeśli chodzi o kwiatki, to owszem zazwyczaj wręcza się, choć nie zawsze.
        Najczęsciej promotorce/promotorowi, czasem także i recenzentom, choć ci ostatni
        niekiedy bywają śmiertelnie zdziwieni - za co??? Czasem z kwiatkami wychodzi
        zupełnie idiotycznie - kiedy doktorant (facet) wręcza różyczki promotorowi-
        facetowi. Więc w takim przypadku raczej namawiałabym do rezygnacji z kwiatków.
        Ja miałam panią Promotor i wręczyłam jej piękny bukiet. Ale miałam jej naprawdę
        za co dziękować :).
        Swoją drogą to straszne, że po tych wszystkich stresach związanych z pisaniem
        doktoratu, jeszcze trzeba się obiadem i kwiatkami marwić!
        Pozdrawiam wszystkich przyszłych doktorów -
        jklk
    • bluela Re: obyczaje poobronne 19.05.04, 16:44
      Niestety nawet na poważnych uczelniach "wymusza się" (mam na myśli przymus
      psychiczny) fundowanie obiadów. Najgorzej jeśli promotor jest jednocześnie
      szefem. Nie da rady się wymigać. Mnie też to czeka, a najbardziej wścieka mnie
      to, że tak naprawdę palcem nie kiwnął przy mojej pracy.
      • kapousta Re: obyczaje poobronne 24.05.04, 09:02
        hmm,
        bluella, jklk dosc dokladnie opisala rozne wersje obyczajow.
        ja tylko a'propos "wymuszania".
        nie "nawet" ale raczej "zwlaszcza" na powaznych uczelniach tradycja
        (sredniowieczna) "wymusza" może nie "fundowanie obiadow" ale jednorazowe
        podziekowanie / uczte / celebracje swiezo upieczonego doktora w gronie innych
        ("juz rownych") akademikow. niech mnie historycy poprawia, ale chyba ma to cos
        wspolnego z "rytualem wyzwolenia/wprowadzenia do stanu".
        oczywiscie wspolczuje promotora-olewatora, ale sam zwyczaj istnieje od dawna i
        nie jest nawet wylacznie polski.
        pozdrawiam serdecznie
    • lider_pojutrza Re: obyczaje poobronne 19.05.04, 22:06
      U nas wyglada(lo) to mniej wiecej tak: po poludniu obiad dla komisji + ew.
      wspolmalzonkow/partnerow czlonkow tejze, na ktory to obiad mozna zaprosic
      rowniez np. rodzicow. Wieczorem - impreza dla znajomych (40-50 os., najczesciej
      w wynajetej jednej z sal restauracji, w ktorej odbywal sie obiad). Oczywiscie
      bez kwiatow, koniakow itp. akcesoriow (chyba, ze dla swiezo upieczonego
      doktora ;-) ).

      Pozdrawiam
    • marga_ret Re: obyczaje poobronne 25.05.04, 14:00
      Na SGH doktoranci, którzy bronią się przed komisją (czyli Ci ze studiów
      doktoranckich) tradycyjnie zapraszają komisję i gości na mały bankiecik
      organizowany w bufecie profesorskim. Jest to dosyć zestandaryzowane (całe
      szczęście), ustala się na miejscu menu i po prostu placi. Ostatnio pojawila się
      niepisana tradycja (przynajmniej w moim Kolegium), że obrony przed komisją są
      ustalane w tym samym dniu, w którym odbywa się Rada Naukowa - obrona na 13,
      Rada na 16, tak więc bufet raczej jest krótki, bo profesorowie muszą jeszcze
      zdążyć na Radę. Nie wiem jak jest w innych Kolegiach i jak to organizują
      doktoranci-pracownicy naukowi, którzy bronią się przed całą Radą.
      Pozdrawiam
Pełna wersja