Dodaj do ulubionych

Doktorat zniszczył mi życie !

29.05.20, 08:25
Hej towarzysze niedoli!
Proszę podzielcie się swoimi doświadczeniami...Może ktoś z was znalazł się w podobnej sytuacji? Nie znalazłam nigdzie podobnej do mojej historii a być może znalazłbym w lekturze jakieś pocieszenie ☹️

Studia kończyłam 14 lat temu. Z różnych przyczyn na otwarcie przewodu zdecydowałam się duuużo później. Właściwie zostałam do tego zmuszona ponieważ pracuję na swojej macierzystej uczelni i zwyczajnie by mnie zdegradowali. Mi nie spieszyło się do tych wszystkich egzaminów ale cóż...musiałam i koniec. Przewód otworzyłam w 2016 roku i....dupa. Okazało się że mój brak zapału w połączeniu z codziennością wygrały. Już w czasie otwarcia byłam samotną matką dwójki małych diabłów, miałam duży dom w kredycie i jedynie pomoc przy dzieciakach mojego eks. Zabierał je dość często. Sama wyremontowałam część budynku gospodarczego ( ocieplałam i podwieszałam sufit, stawiałam ścianę z cegieł, kominek, wykuwałam i wystawiałam okna i drzwi itp.) pod kątem przyszłego doktoratu. Potrzebuje do tego mnóstwo miejsca i pomieszczenia w którym mogą przebiegać procesy chemiczne niestety. Zarabianie dodatkowych pieniędzy (pensja asystenta nie powala), poważne kłopoty zdrowotne dzieci, praca... Dużo tego było... Nie mam rodziny, mój eks również. Nie mam z kim dzieciaków zostawiać. Jestem z całym bajzlem sama. Tak po krótce można opisać moją sytuację...
Po dwóch latach udało mi się spiąć na tyle że zaczęłam zapier... Dziś wydaje mi się że już prawie skończyłam. Ponad rok spałam raz na trzy dni. Przeprowadziłam szereg badań i eksperymentów. Wykonałam pracę praktyczną i wydawało mi się że napisałam pracę. Właśnie...Wydawało mi się! Moja pani promotor właściwie nie odpowiada na żadne moje pytanie odsyłając do administracji lub mówiąc że nie wie. Szanuję to bo sama milczałam zbyt długo. Poza tym wydawało mi się że doktorat tak właśnie już ma że jestem zostawiona sama sobie. Dopiero niedawno wydębiłam od niej opinię czy to co zrobiłam wogole jej się podoba! Bo w pewnym momencie już sama w to zwątpiłam! Wczoraj po dwóch miesiącach od wysłania jej ostatecznej formy pracy pisemnej, ktorą rzekomo czytała a potem przyznała się że zgubiła...i którą jej dosyłałam bo zapytałam o to a nie że sama się przyznała...wczoraj otrzymałam podkreślony notatkami tekst. Oddała go jakiejś koleżance po fachu, która jest lepsza w pisaniu... Wczoraj się załamałam Ile jeszcze pracy przede mną! Myślałam że już "tylko" egzaminy, do których nie mam pojęcia jakim cudem się nauczę...

Reasumując... Tyję nosem po glebie. Dzieciaki nadal nie chodzą do szkoły a tu gdzie mieszkam nie ma nauczania online! Przewalam z nimi sama materiał w języku którego nigdy się nie uczyłam...Przy czym praca z młodszym to koszmar! Ma ADHD i wiele innych problemów, które wymagają specjalistycznej opieki. W domu jest wieczna wojna i jazgot. Wszystko fruwa! Ja nawet dosprzatać chaty nie mam jak bo nie nadążam! Były akurat teraz się wypiął i od miesiąca jestem z tym wariatkowem sama. Na dodatek wiem, że jeśli się wyłożę - od października nie ma dla mnie miejsca na uczelni...

Jestem już taka tym wszystkim zmęczona ze mam ochotę się powiesić na pierwszej gałęzi!
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka