hmm delikatna doktorancka kwestia..

02.12.04, 14:27
czy zdazyło się wam, że student/studentka was "podrywał"?? bo mi tak i bardzo
sie czuje zakłopotana, nie wiem jak sie zachować. od studenta dostaję smsy na
które nie odpisuje, nie wiem skad ma mój telefon.
ja wiem, że takie sytuacje mają miejsce, ale słyszalam o tym jedynie w
odniesieniu do doktoranta a nie kobiety drantki. czy spotkaliscie sie z taką
sytuacją i co do jasnej.. z tym robic?
    • rilian hmmmm 02.12.04, 18:12
      Hmmmm... Ja jestem facetem, więc mój męski seksizm i szowinizm i kilka innych
      rzeczy... Ale myślę, że po pierwsze powinnać odpowiedzieć sobie na bardzo ważne
      pytanie: co TY chcesz z tym zrobić? Dopiero potem niech przyjdą kwestie
      decorum, stosowności i przyzwoitości.

      Ale tak czy siak ze zdaniem swojej/swojego mantora/mentorki musisz się
      liczyć... Czy Twój wydział jest w miarę liberalny czy też skostnieniem
      przypomina niektóre historie UJ lub teologie KUL? Czy masz z nim zajęcia - do
      kiedy będziesz miała? Z twojego postu nie wynika jednoznacznie, że jego
      zachowania Cię odstręczają - raczej, że czujesz się nieswojo (ale nie wiemy,
      czy jest to spowodowane jego paskudną powierzchownością, upadłą duszą czy
      ogólnym zagubieniem w nowej, niespodziewanej sytuacji...)

      Weź też pod uwagę możliwość niecnej prowokacji. To chore, ale zdarzają się
      ludzie podli. Choć może to właśnie Ten? Ten jedyny?...

      Hmmmmmm... Zawikłana moja wypowiedź, ale zawikłane jest wszystko.
    • krysiulka Tak, miałam taką sytuację 02.12.04, 18:27
      Student był bardzo interesujący, bardzo przystojny, inteligentny. Koleżanki za
      nim wariowały ;)))
      Spotkaliśmy sie parę razy w kawiarni, ale to było już po tym, jak zdał egzamin
      w naszym zakładzie. Teraz jest dla mnie takim "dalszym kolegą".
      Jesli chcesz w jakikolwiek sposób kontynuowac tę znajomość, musisz byc bardzo
      dyskretna i on też - inni studenci moga zauwazyć, że cos sie dzieje między Wami
      (cokolwiek).

      Krysia
    • maszya Re: hmm delikatna doktorancka kwestia.. 02.12.04, 21:54
      dziekuję za bardzo wyważone odpowiedzi;)) ja mam narzeczonego tego jedynego
      własnie, wiec nic nie zamierzam, a jedynie niczyich uczuc nie chce zranić. jest
      bardzo miły i pracowity, do tego zdolny, wiec raczej nie chodzi o dobrą
      ocenę;)) powierzchowność jest również nie odstraszajaca, jednak czuję sie
      głupio, bo pierwszy raz w takij sytuacji jestem. zaproponował mi spotkanie (to
      juz poza smsem osobiscie po zajeciach), jednak powiedziałam, ze nie mogę
      poniewaz mogłabym czuć że naduzyję mojego stanowiska. jakos chyba mało
      asertywna jestem, czy jak.
      • skrzydlaczek Re: hmm delikatna doktorancka kwestia.. 03.12.04, 00:51
        A tu Cie rozumiem - asertywna to ostatnia rzecz, jaka mozna o mnie powiedziec :
        ( Sytuacja rzeczywiscie niezreczna, mysle, ze powinnac teraz zachwowyac sie jak
        dawniej - w koncu powiedzialas mu, co i jak. U mnie po paru dziwnych SMSach sie
        skonczylo - rozeszlo po kosciach
      • rilian no, to chyba zmienia postać rzeczy 03.12.04, 08:39
        Więc to tak! Nie przyznałaś się od razu tylko mydliłaś nam oczy jakimś
        studentem i swoją niepewnością jak należy postąpić!... Niech no tylko twój
        Jedyny to przeczyta!... Facetowi powiedziałaś jak się rzeczy mają i bardzo
        dobrze. Jeśli jest normalny - z tą wiedzą powinien dać sobie spokój. Ty
        odetchniesz, on poszuka dalej, narzeczony będzie spał spokojnie.

        A jak nie, to najwyżej na pistolety (albo ciupagi - w zależności skąd
        pochodzi).
        • maszya Re: no, to chyba zmienia postać rzeczy 03.12.04, 10:46
          narzeczony wie, sam nakazuje być delikatnym (dwie osoby w zwiazku, ktore są
          niewolnikami własnej grzeczności;)), żeby nie urazić męskiej dumy.
          a smsy są dalej
          no nic, jakos poradzę
          fajnie skrzydlaczku, że nie tylko ja asertywnoscią nie grzeszę;))
          • krysiulka ja chyba czegoś nie kumam 03.12.04, 15:48
            Przecież gdybys nie była asertywna, spotkałabyś się ze studentem, bo nie
            potrafiłabyś mu odmówić...prawda?

            Krysia (skromny inż*2)
            • maszya Re: ja chyba czegoś nie kumam 03.12.04, 19:10
              gdybym była asertywna, to bym jaśniej i dosadniej powiedziała, że dziękuję ale
              nie biorę. widocznie niezbyt jasno powiedziałam, skoro nie podziałalo.
              • zdzichu-nr1 Re: ja chyba czegoś nie kumam 03.12.04, 23:29
                no nie wiem, skoro on nie budzi złych odczuć, a wręcz jest miły i zdolny... to
                spotkać się w kawiarni można... po uprzedniej deklaracji o stałym związku
                oczywiście... jak jest zdolny to za kilka lat może być Twoim młodszym kolegą z
                pracy
                • dyndu_dyndu Re: ja chyba czegoś nie kumam 07.12.04, 23:57
                  Kiedys pracowalam w charakterze lektorki angielskiego w prywatnej szkole i tez
                  mialam podobne sytuacje. Spotkanie w kawiarni jest calkowicie bez sensu,
                  poniewaz jest to sztuczne stwarzanie nadziei.
                  Z mojego doswiadczenia wynika, ze najbardziej skutkuje, jesli powiesz, ze
                  jestes zareczona i planujesz slub. Na ogol wtedy tacy kolesie odpuszczaja. A
                  fakt, ze on wysyla tyle smsow do Ciebie bez odpowiedzi swiadczy, ze jest tylko
                  kolesiem, nie ma co sobie nim zawracac glowy. Brakuje mu kultury i taktu.

    • miss_dronio Re: hmm delikatna doktorancka kwestia.. 10.12.04, 17:50
      Nieśmiała i zażenowana to ja byłam w takiej sytuacji za pierwszym razem ale
      później zauważyłam, że w kazdym semestrze co najmmniej dwóch się
      tak "zakochuje" więc i miałam na kim przećwiczyć swoją asertywność;) W
      zależności od rodzaju składanej propozycji mówię: "pewnie byłoby miło ale ja
      mam już z kim pić kawę/zjeść kolację/iść do pubu/iśc do kina" albo "gdybym
      miała pić kawę z każdym studentem, który mnie na nią zaprosi to nie starczyło
      by mi już czasu na nic innego" (wersja dla nachalnych i obcesowych). Raz miałam
      sytuację kiedy to nie wystarczyło (chłopak zdobył mój prywatny numer telefonu,
      prywatny mail, numer gg) i mnie zadręczał..... Powiedziałam, że zgłosze takie
      napastowanie w dziekanacie. Pomogło. I szczęscie bo nie wiem czy odważyłabym
      sie na taki krok. Było by mi chyba wstyd upubliczniać cos takiego....
      • zdzichu-nr1 Re: hmm delikatna doktorancka kwestia.. 12.12.04, 12:41
        Troche się dziwię tym historiom, bo widziałem sporo Pań które zostały
        doktorantkami jako singielki a potem wdepnęły w staropanieństwo. Stanie z
        drugiej strony katedry nie sprzyja skracaniu dystansu i nawiązywaniu kontaktów
        międzypłciowych, zwłaszcza, że nagabujący chłopak-student jest już wtedy z
        reguły młodszy od pani doktorantki.

        Ze studiów pamiętam tylko jedną wystrzałową doktorantkę. Ta, mimo posiadania
        męża, miała inną metodę. Chętnie się umawiała, robiła nawet jakąś nadzieję,
        poczym błyskawicznie się usztywniała na maxa. Spotkało to co najmniej kilku
        kolegów, no i mnie też.

        Atrakcyjne Panie wypowiadające się w wątku, w razie niepowodzeń z partnerami
        zapraszam do siebie:)
        • vovel123 oj zdzichu, zdzichu......... 12.12.04, 15:39
          Pamiętam jak kilka miesięcy temu przekonywałeś mnie o
          konieczności "ustabilizowania" życia osobistego przed rozpoczęciem studiów dr i
          straszyłeś groźbą ewentualnej frustracji wynikającej z braku drugej połówki....
          Całe szcęście jeszcze jakoś sobie radzę, załamanie nerwowe póki co też mi nie
          grozi... ;-)

          Nie sądzę,żeby wolna,ok. trzydziestoletnia kobieta musiała panicznie rozglądać
          się wokół, przyjmować każde zaproszenie i szukać choćby na siłę kogokolwiek w
          obawie przed grożącą jej samotnośćią. A już spotkania ze studentami, z którymi
          ma się zajęcia wydają mi się cokolwiek niestosowne....

          A co do Twojej propozycji; czyżbyś cierpiał na "samotność doktoranta" i szukał
          pocieszenia u płci przeciwnej....? Właśnie Ty?
          • zdzichu-nr1 Re: oj zdzichu, zdzichu......... 16.12.04, 23:53
            Ha ha, w moim wieku to byłbym juz mocno przeterminowanym doktorantem;) Płeć
            przeciwna jeśli jest powabna i inteligentna zawsze jest mile widziana... Co do
            spotkań ze studentami - jeśli trafi sie ktoś ciekawy nie widzę powodu, aby
            odprawiać egzorcyzmy politycznej poprawności. Pzdr.:))))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja