"Środowisko naukowe - to środowisko gangsterskie"

25.02.05, 11:59
Wczoraj byłam na konsultacji u pewnego pana dr ok. 50 lat i pan bardzo miły
powiedział mi "czy Pani wie w jakie środowisko Pani wchodzi, środowisko
naukowe to środowisko gangsterskie, a Pani widzę jest bardzo wrażliwa i łatwo
Panią urazić. Zatkało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć.
Pan dr kontynuował tu trzeba się rozpychać łokciami i nogami a Pani jeszcze
tego nie wie, bo Pani jest na początku swojej drogi naukowej. Jestem
wstrząśnięta, zaraz ktoś z was zarzuci mi naiwność, że myślałam że świat jest
wspaniały. To nie prawda wiem, że różnie bywa ale ten człowiek udowodnił mi
że może całą moją pracę i temat pracy podważyć, bo tak bo on jako wieloletni
naukowiec i badacz się nie zgadza i coś zupełnie odwrotnego, że jeśli ktoś
będzie podważał moją pracę to jakich argumentów używać, że nie ma racji
(pasują do każdej dziedziny naukowej) i jaką postawę przyjąć.
Wniosek jest prosty każdego można zniszczyć i wszystko wybronić (zalezy jak
się wpiszesz w układy uczelniano- środowiskowe no i kto stoi za tobą i
przeciwko tobie).
Ludzie czy tak naprawdę jest? Może jestem naiwna ale marzyłam o tym żeby
zająć się tematem, którym prawie nikt albo nikt się nie zajmował. Kibicują
temu organizacje ngo z innych krajów, czekają na te badania, informacje jak
wygląda syt. w Polsce, chcą mi pomagać a ......w środowisku naukowym lekkie
niedowierzanie, czy to ma sens, a co to wniesie, tratata. W Polsce podważa
sie to co próbuję zrobić w oparciu o doświdczenia zagraniczne ale nie robi
się nic w zamian. Jestem podłamana, zastanawiam się czy ta szaranina ma sens,
może żal na to energii?
    • dyndu_dyndu Re: "Środowisko naukowe - to środowisko gangsters 25.02.05, 12:32
      Iiiii...tam,gadanie jednego pana. Nie ma się w ogóle czym przejmować.
    • miluszka Re: "Środowisko naukowe - to środowisko gangsters 25.02.05, 12:37
      Na tej zasadzie to mozna przyjąć,że każde środowisko zawodowe jest podobne.
      Zawsze mozna trafić na takiego, co chce kogoś zniszczyć, podpierając się swoją
      pozycją. Czy u urzędników/ lekarzy/ działaczy sportowych/ itd. taka sytuacja
      nie jest równie prawdopodobna? Gdzie się ma więc udać wrażliwa istota?
      Odpowiedź - ponieważ wszedzie taka sytuacja się może zdarzyc, więc lepiej robić
      swoje, aczkolwiek nie należy żywić złudzeń,że naukowiec to lepszy rodzaj
      człowieka.
    • autumna raz na wozie, raz pod wozem 25.02.05, 14:46
      ...i nie dołem, to górą, nie drzwiami, to dziurą. Bywa nieszczególnie, fakt. Są wśród naukowców ludzie uwazający swoje poglądy za jedyne słuszne. Ale nie ma się co łamać. Mój luby, ostatnio sfrustrowany krytyką ludzi którzy w ogóle nie rozumieją, o czym napisał pracę (kaliber typu nieodróżniania sieci komputerowej od elektrycznej...) dziś cały szczęsliwy zadzwonił po spotkaniu z zewnętrznym recenzentem - spotkał ludzi zainteresowanych, znawców tematu, chętnych do współpracy.
      I tak będzie zawsze. Ktoś bedzie chciał uwalic, inny poda rękę.
      • bumcykcyk2 Re: 25.02.05, 19:07
        No cóż, ten Pan dr trochę przesadził, myślę, że jego własna frustracja
        przemówiła, skoro ma 50 i nadal jest (tylko) dr, to pewnie wini wszystkich
        dookoła za ten stan, tylko nie siebie ("to nie ludzie, to wilki";))))

        Co prawda, w jego opinii można znaleźć pewne prawdy. Ostatnio usłyszany
        przypadek. Młody dr (znaczy młody jak na Polskę,cos chyba koło 37), pełna półka
        publikacji dość znaczących, no i chęć habilitacji. Popełnił dzieło zgodnie z
        wytycznymi niby życzliwych ludzi z wydziału, po czym komisja ds oceny dorobku
        naukowego wyznaczona przez radę wydziału zaczęła chachmęcić. Znalazł się bowiem
        w niej pewien świeżo importowany z innej uczelni profesur, który autorytatywnie
        orzekł że "dorobek jest miałki", no i gościa koncertowo uwalił, bo nikomu nie
        chciało się z nim kłócić. Niedoszły habilitant jest z lekka podłamany, choć w
        sumie powinien się cieszyć, że nie uwaliła go ck, bo wtedy by "umarł w butach".
        A tak może sobie szukać jakiejś uczelni z głębokiego "terenu", z dużymi
        aspiracjami i prawem do nadawania hab., co właśnie czyni. Pewnie w końcu
        przejdzie, ale każą mu to odrobić paroletnią zsyłką na jakimś zadupiu. Takie to
        naukowe historie....
        • h_hornblower no tak, ale... 27.02.05, 19:16
          bumcykcyk2 napisał:

          > No cóż, ten Pan dr trochę przesadził, myślę, że jego własna frustracja
          > przemówiła, skoro ma 50 i nadal jest (tylko) dr, to pewnie wini wszystkich
          > dookoła za ten stan, tylko nie siebie ("to nie ludzie, to wilki";))))

          No tak, ale spróbuj zrobic habilitację w wieku 33 lat :)
          Technicznie - spoko. Studia konczysz w wieku 24 lat, wiekszość doktorantów
          bezposrednio idzie na studia doktoranckie, 4 lata na doktorat (jesli nie masz
          dydaktyki i rodziny na utrzymaniu - znowu: spoko), rok na odpoczynek :), potem
          powiedzmy post doc i w wieku 30 lat zaczynasz pisać habilitację. Nie stresujesz
          sie za bardzo, zajmuje Ci to 3 lata i masz 33 i obronioną przed radą wydziału
          habilitację.

          I teraz centralny areopag starców debatuje, czy ją zatwierdzić czy nie. Jeśli
          nie zatwierdzą, to nie muszą się z tego tłumaczyć. Zatem decydują często
          argumenty typu "Ja w jego w wieku, kochani, to doktorat zrobiłem, ma jeszcze
          czas, kochani, niech szlifuje warsztat" [autentyk].

          Nie mówię, że nie ma habilitowanych poniżej 30. Ale sam piszesz "Młody dr
          (znaczy młody jak na Polskę,cos chyba koło 37" (nawiasem mówiąc - młody to co on
          nawet jak na Polskę nie jest). W innym miejscu tego wątku ktoś pisze, że jest
          asystentem na UJ z dziesiecioletnim stażem. Tak to niestey częstow praktyce wygląda.

          Jest tak z wielu powodów - dla mnie zasadnicze są dwa. Jestem asystentem na
          państwowej uczelni i na doktorat mam... 8 lat (7 + rok przedłużenia z automatu)!
          Niezależnie od tego czy i jakie mam obciążenie dydaktyczne! To demoralizuje.

          Po drugie. Zrobię doktorat i habilitację. I co dalej? Własnej katedry w Polsce
          przed 50 raczej nie otrzymam. Najlepsze, najbardziej płodne lata 35-45 poświęce
          zatem na podlizywanie się pozpłodnym starcom zamiast zmontować zespół,
          pokierować nim, pchnąć coś do przodu. Albo wyjade za granicę. Albo rzucę to w
          cholerę.

          pzdr serdecznie
          horny
          • biatka1 Re: no tak, ale... 28.02.05, 08:33
            h_hornblower napisał:

            > bumcykcyk2 napisał:
            >
            >
            > No tak, ale spróbuj zrobic habilitację w wieku 33 lat :)
            > Technicznie - spoko. Studia konczysz w wieku 24 lat, wiekszość doktorantów
            > bezposrednio idzie na studia doktoranckie, 4 lata na doktorat (jesli nie masz
            > dydaktyki i rodziny na utrzymaniu - znowu: spoko), rok na odpoczynek :), potem
            > powiedzmy post doc i w wieku 30 lat zaczynasz pisać habilitację. Nie
            stresujesz
            > sie za bardzo, zajmuje Ci to 3 lata i masz 33 i obronioną przed radą wydziału
            > habilitację.
            >
            Chcialam i ja dorzucic moje trzy grosze... Otoz doktorat w wieku 33 lat byc
            moze na mojej uczleni bedzie mozliwy, moj kolega po fachu i ze studiow, wzial
            sie ostro do roboty:) Doktorat po studiach zrobil w 3 lata (zostal przyjety na
            etat - hehehe, o ironio - sama go namawialam i poinformowalam o konkursie, do
            ktorego i ja sie zglosilam - hehe i przegralam, no ale po trzech miesiacach
            okazalo sie, ze kolejny etat katedra dostala, ponownie wystartowalam, no i
            juz "meskich" konkurentow nie bylo i z innymi kobietami juz wygralam;)), teraz
            konczy habilitacje, byc moze w przyszlym roku bedzie miec kolokwium
            habilitacyjne, bo na ten rok planuje stosowna publikacje. I musze powiedziec,
            ze na naszym wydziale raczej zadnych przeszkod nie bedzie mial ku temu, wszyscy
            za niego trzymamy kciuki i kazdy mu dopinguje i podziwia.
            I rozwieje tutaj wszelkie watpliwosci co do osoby kolegi:)
            Otoz nie jest to taki gosciu - jak pisales wczesniej w historyjce o mlodym
            naukowcu, a potem i starym profesorku;)
            Otoz kolega po pierwsze od zawsze byl osoba wielce zdyscyplinowana, jak sobie
            cos zalozyl, to zmierzal do celu. Po drugie: nie stronil od imprez:) (ja bym
            juz dawno wysiadla przy takim trybie;)).
            Po trzecie: ma szereg innych zainteresowan: Jswego czasu byl najmlodszym
            kapitanem zeglugi baltyckiej (czy jakos tak), jednoczesnie uprawia wspinaczke
            wysokogorska, istruktor na mazurach - moze ktos mial nawet przyjemnosc zdobywac
            patent pod jego okiem)
            Po czwarte: problemow z kobietami nie ma, to raczej one z nim maja:) hehehe...
            Ale chyab w koncu zamierza sie ustatkowac, ale z gory zalozyc sobie, ze to
            szybciej nie nastapi niz przez 3o rokiem zycia:) juz przekroczyl ten prog,
            chodza sluchy, ze sie w koncu w kims na tyle zakochal, ze byc moze i panna go
            do oltarza poprowadzi...ale sami rozumiecie, jak tu sie wizac na stale... jak
            takie "nieprzebyte zasoby na swiecie sa" ;) hehe. Ale genralnie nie jest z
            niego dran, zeby ktos sobie tutaj nei pomyslal w ten sposob - ot, nie
            przechodzi bez zainteresowania obok ladnej kobiety:) Coz - niektorzy tak maja -
            hehe.
            Po piate: nie ogranicza sie tylko do pracy na uczleni, pracuje tez w praktyce,
            bo uwaza, ze mu to do zycia jest niezbedne - i nie chodzi tu tylko o kase, ale
            poprostu lubi to co robi - i chyba to jest odpowiedz na wyszystko.
            Po szoste: kolega nalzey do tych uczciwych, solidnych i jak cos powie, to robi:)
            Po siodme: zebyscie mogli poczytac, jak studenci i studentki go chwala na
            ankietach, ktore oni wypelniaja co semestr:), oj mielismy smiechu co niemiara
            jak dostalismy do wgladu przy ocenach pracowniczych;)

            Czy cos jeszcze? - nie to to chyab tyle... Biore sie za swoj doktorat, bo juz
            jak sie bronil, to smial sie ze mnie, ze jeszcze mnie z habilitacja wyprzedzi -
            i o zgrozo - moze to byc prawda:) A mi czas sie konczy - wiec musze w koncu to
            dzielo dokonczyc, ale nie jest lekko, bo faktycznie sporo zajec dydaktycznych,
            a ja nie potrafie zbywac studentow, tudziez studentek, ino posiwecam zawsze im
            za duzo czasu... musze to zmienic:) Ale juz taka jestem - ze lubie kontakt z
            ludzmi dydaktyke lubie tez:) MOge tluamczyc w kolko to samo, innymi sposobami,
            byleby zainteresoway wkoncu zrozumial zagadnienie...

            Acha - czyli na podsumowanie, dochodze do wniosku, ze mialam szczescie trafic
            na wydzial i do katedry - gdzia sa naprawde zdrowe stosunki i nie ma jakis
            chorych ukladow. I to nie jest tylko moja opinia.

            Pozdrawiam serdecznie i glowa do gory.
            jesli ktos robi to co lubi i z pasja i jest do tego zdyscyplinowany - to
            napewno sie uda!!!

            Latwo powiedziec, wiem - co innego w praktyce;)
            Hejka
    • ewarest Re: "Środowisko naukowe - to środowisko gangsters 25.02.05, 22:23
      Moja droga podziękuj temu Panu bo powiedział ci bardzo subtelnie szczerą prawdę
      o Polskiej Uczelni, ta prawda jest bardzo przykra i niesprawiedliwa ale
      prawdziwa. W Polsce profesor na Uczelni traktowany jest jak guru, nie ważne że
      głupi i cham ale guru, wszystkich od stopnia mgr do dr mogą wyrzucić ale
      profesora "chama" nikt nie ruszy, to jego prywatny folwark, i tak można pisać w
      nieskończoność na ten temat , nie możemy nic zrobić może a może trzeba założyć
      Stowarzyszenie Asystentów działającym przeciwko takim panom profesorom. Wiem
      bardzo dużo na ten temat, mam doświadczenie ponieważ pracuję na jednej z
      Polskich Uczelni, kiedy zaczynałam przcę kilka lat temu wydawało mi się że
      profesorowie to ludzie honoru, wysokiej kultury osobistej, prawdy, ale szybko
      moje ideały runęły i okazało się że dzisiaj jak ktoś przedstawia mi sie jako
      profesor to patrzę z dużym z du zym brakiem zaufania co świńskiego zaraz zrobi,
      Niestety to hańba Polskiej nauki. O tym musisz przekonać się sama , ja jużpiszę
      książkę na ten temat bo tylko w ten sposób możemy z tą patologią walczyć,
      dlatego podziękuj jeszcze raz temu Panu doktorowi z a prawdę tak rzadką w tym
      środowisku. I jeszcze jedna moja uwaga jeśli nie masz nikogo znajomego w tym
      środowisku a okaże się że jesteś dobra to mogą cię zaszczuć robią to
      perfekcyjnie, przemyśl to co usłyszałaś i przeczytałaś.
      • autumna Ludzie ksiązki piszą... 26.02.05, 09:27
        > Niestety to hańba Polskiej nauki. O tym musisz przekonać się sama , ja już piszę książkę na ten temat bo tylko w ten sposób możemy z tą patologią walczyć,

        Czyżby się zanosiło na wysyp literatury akademickiej? Dopiero co wyszła "Filozofia w Depresji", a i znam zakusy jednej jeszcze osoby (notabene profesora) na napisanie ksiązki o naukowych patologiach.
        Ale pop paru takich upublicznieniach może ktoś się wreszcie zacznie choć troche bać, mimo że na autorów takich książek wylewa sie wiadra pomyj traktując ich jako niedouczonych bubków, którym zależy tylko na hałasie wokół własnej osoby.
    • ton9 Re: "Środowisko naukowe - to środowisko gangsters 25.02.05, 23:59
      Ludzie uczelni są tacy sami jak ludzie poza jej murami: ani lepsi, ani gorsi. Z doświadczenia wiem, że wrażliwcy - a wydaje mi się, że taką właśnie jesteś - jednak lepiej sobie dają radę od "twardzieli", których nikt i nic nie rusza. Pogadasz z kilkoma paniami dr, wejdziesz z nimi w komitywę i wtedy sama będziesz tworzyć opinię o innych: to wy staniecie się środowiskiem opniotwórczym ;) a wtedy nawet rektor wam nie podskoczy ;)))
Pełna wersja