e.lik.e
16.03.05, 08:59
Drodzy Forumowicze Doktoranci,
ostatnio czytam sobie Wasze forum regularnie, napisalam nawet dwa posty z
prosba o podzielenie sie doswiadczeniem zw. ze Szkola Nauk Spolecznych.
Otrzymalam tylko jedna odp. (bardzo za nia dziekuje), ale w sumie nie dziwie
sie Wam, ze nie chcecie za bardzo zajmowac sie jakimis pytaniami swiezakow lub
-tym bardziej- proszacych o pomoc ignorantow (dla mnie rowniez prosba o rade
jaki ma byc temat pracy dr to jest gruba przesada, wrecz przerazajace).
Chcialam sie natomiast z Wami podzielic pewna refleksja. Otoz, jak pisalam
wczesniej, zmierzam pozegnac sie z praca w korporacji i zajac sie praca
naukowa. No wiec juz sie stalo, decyzja nie byla latwa, "mielilam" ja kilka
miesiecy. Oczywiscie wiekszosc znajomych uwaza to za szczyt glupoty, ze ktos
ja ja z juz wysokiego stanowiska i takaz pensja nagle decyduje sie na
rozpoczecie zycia od nowa w "biednej" dziedzinie. A co z kosumpcyjnym stylem
zycia? :) padaly pytania: jak bede sie czuc nie mogac sobie czegos kupic?
wyjechac dokad chce? ...i znow kupowac, kupowac...? I nie byla to jakas dziwna
zmcdonaldyzowana wyspa, a to nie sa wytarte frazesy, taka jest rzeczywistosc w
swiecie biznesu (mowie oczywiscie o przytlaczajacej wiekszosci, wlasnie TAK
ludzie mysla). Do tego bedac na stanowisku kierowniczym niestety zaczyna sie
liczyc juz nie twoj mozg i doswiadczenie, ale polityka: uklady, lawirowanie,
zawieranie koniunkturalnych przyjazni, podlizywanie sie komu trzeba itd.
Nie ludze sie ze w srodowisku naukowym tego nie ma wcale, ale moze jest
mniej?, moze nie w takim nasileniu? no i chyba nie tylko to sie liczy, prawda?
Mam nadzieje, ze to nie straszna naiwnosc, ze mam wyobrazenie, ze jest jednak
troche inaczej.
Pozdrawiam Wszytskich serdecznie