atmoswera na moich studiach

16.03.05, 14:48

1.jest nas na roku około 15 osób... i czasami osoby te stosują wobec
siebie "dleikatny terror psychiczny"
2.przy okazji spotkan na zajęciach każdy to mówi jak jest zapracowany... ile
to robi dla nauki, np jedna dziewczyna przygotowuje sie do dwoch godzin zajec
ze studentami trzy dni...
3.inni nad pracą na zaliczenie jednego przedmiotu siedzą po kilka miesięcy,
wg mnie można ją było zrobić w dwa tygodnie
4jedna z moich kolezanek nie była na zajęciach spotyka drugą na uczelni a ta
do niej profesor ci nie zaliczy (a o zaliczaniu lub nie nie było mowy na tych
zajeciach)
5 tymczasem ja spotykam się spokojnie z moim przyszłym promotorem, czytam
literature ... rozbię to co nakazuje regulamin studiów
dodam ze pracuję poza uczelnią

i kto tu ma rację??
    • rilian ale jak rany julek!... 16.03.05, 14:49
      atmosFera!!!!...
      • ania.pe jadę do czytelni... ochłonąć 16.03.05, 15:05
      • ladypurple Re: ale jak rany julek!... 06.05.05, 11:45
        rzeczywiscie pisze sie przez "f" ale dzieki fonologii jezyka polskiego nawet
        pisane przez "w" bye sie wymówilo przez "F" :))) tak jak w "bitwa"
    • ania.pe Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 14:52
      jasne jasne atmosfera

      za szybko pisałam
      jestem czerwona
      • rilian gdzie? 16.03.05, 14:58
        • euraszek Re: gdzie? 16.03.05, 15:22
          nie wiem kto ma racje, ale ja rowniez mam kolezanke na studiach, ktora caly
          czas mi opowiada jaka jest swietna na swoich cwiczeniach ze studentami i w
          ogole...rzeczywiscie jest niezla, studenci ja lubia, ale przechwalaniem sie nie
          zyskala przychylnosci zadnego z doktorantow...w zwiazku z tym jak zachorowala
          nie mogla liczyc na niczyja pomoc...mi jeszcze zcasami opowiada jaka jest
          swietna, a ja jej tylko przytakuje, bo co innego moge zrobic?jest po prostu na
          tyle glupia, ze nie zauwaza, ze staje sie smieszna chwalac sie swoja
          doskonaloscia...bo ktos kto jest naprawde dobry nie musi o tym mowic:)
          • malwaaa Re: gdzie? 16.03.05, 15:50
            Mam w tym semestrze 300 godzin dydaktycznych, 15 prac seminaryjnych studentów i
            finiszowanie doktoratu. I póki co jakoś się wyrabiam. Ja to muszę być dopiero
            genialna ;-)

            Czasami czytając Wasze posty łapię się za głowę. Mówi się, że ludziom odbija po
            doktoracie. Widzę, że niektórym znacznie wcześniej.
            Pozdrawiam wszystkich normalnych.
    • mama.tadka Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 15:47
      Hm, ja co roku dostaję inne zajęcia. W tamtym np. gramatykę opisową języka
      francuskiego. Przygotowanie jednych zajęć zajmowalo mi jakiś tydzień... Serio :-
      ( Koszmar, doktorat stanąl mi w miejscu, choć ogólnie z pewnością zyskalam.
    • autumna szczurki, szczurki 16.03.05, 16:25
      Wyścig szczurów się kłania. A zaczyna się już na studiach magisterskich. Czytałam o uczelniach warszawskich, że bywają zrywane z tablic ogłoszeń listy osób wpisujących się na egzamin - i produkowane nowe. Po czym nieświadomy delikwent przychodzi, jego miejsce w kolejce okazuje się zajęte, a prowadzący kończy egzaminować i idzie na urlop...

      Wnoszę o wzięcie pod ochronę gatunku homo sapiens!!!!!!!!!!!!!!
    • ambrois Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 16:33
      To chyba dość powszechne. Lubimy narzekać, z jednej strony i pokazywać jak
      bardzo się męczymy dla dobra innych. To się chyba zaczyna już na studiach.
      Może ktoś kto robi doktorat z socjologii się wypowie?
      • dyndu_dyndu nie tylko na uczelniach tak jest 16.03.05, 16:48
        Ale to nie tylko na uczelniach tak jest. W firmach tak samo - ostatnio koleżanka z Anglii bardzo narzekała, że musi wstawać o 5, bo ma grupy fokusowe i w ogóle ile z tym roboty. Jakiej roboty? Wszystko za nią robi instytut badawczy, ona łaskawie pojawi się tylko na "podglądanie" za lustrem weneckim. I o porze to ona decyduje. Zapomniała dodać, hm...
        Niektórzy już po prostu tak mają, uwielbiają podkreślać, jak długo i dużo pracują, co często jest oczywiście bzdurą.
        Na studiach też słyszałam, że ludzie uczyli się do jednego egzaminu po 2 miesiące, podczas gdy przeciętnie nauka zajmowała 2 tygodnie.
      • 22pagoda Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 18:40
        jako nacja mamy inklinacje do narzekania :)
        czy ta kolezanka od grup focusowych to angielka? czy polka?
        skad ja to znam, narzekanie...
        coraz czesciej popadam w przekonanie (sama narzekajac) ze chyba zle organizuje
        sobie czas (no moze poza wyjatkiemobecnego okresu, bo mam zlamana prawa reke
        wiec zwolnilam o jakies 50-80%)
        no i czytanie forum DOKTORANCI staje sie nieco absorbujace :)
    • braineater Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 20:19
      eeeee tam:):
      - seminarium raz w miesiącu, można nie byc, można się podesłać mailem jak się
      coś napisało
      - promotoiro nienerwowy, wierzący w nieskończoną obsuwę deadlinów i zajęc
      dodatkowych na chama nie wymyslający
      - grupa sześcioosobowa, dogadująca się świetnie bo każdy pisze o czym innym i
      nikt tak na prawdę nie kuma o czym piszą pozostali - to i zawiśc & rywalizacja
      odpada.
      - kandydaci do nakładania studentom kagańca oświaty znani od dnia egzaminu na
      owe studia doktoranckie, więc nikt z nikim nie rywalizuje, a poza tym ludzie są
      świadomi że 1200 złotych to nie jest suma o która chciałoby się z kimś walczyć,

      - czyli doktorat robiony w warunkach totalnie user friendly:)
      Jakby się jeszcze ta praca sama napisała....
      Pozdrowienia:)
    • r.richelieu Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 20:37
      nas jest na roku 16, ale że dziedziny główne są dwie to jeden robi z sejsmiki,
      drugi z meteorytów, trzeci z rekturkturyzacji przemysłu, nie mówiąc o mnie
      zupełnym dwukierunkowcu. Kiedy są prezentacje to każdy siedzi jak na tureckim
      kazaniu i podobnie jak Brain nie ma mowy o rywalizacji, no bo jak porównać
      geofizykę do socjologii. Ludzie są fajni i jest spoko;) Że zaś Brain też na UŚ
      to już są dwa wydziały nie szczurzaste
      • braineater Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 20:58
        Jak bym miał zły nastrój, to bym rzekł, że sa to zalety studiowania na
        prowincji:)
        Pozdrowienia:)
        • skrzydlaczek Re: atmoswera na moich studiach 16.03.05, 22:15
          Ja studiuje w Warszawie i u nas tez nie jest zle - albo ja slepa i naiwna
          jestem :)) Tyle ze to "u nas", to odnosi sie wylacznie do doktorantow z mojej
          pracowni, bo z wiekszoscia kolegow z roku nie mam kontaktu i nawet nie wiem,
          ilu z nich planuje zostac na uczelni.
    • patefon Re: atmoswera na moich studiach 17.03.05, 12:39
      aniu masz racje ale taka sytuacja jest typowa
      niestety kiepskie warunki jakie oferowane sa doktorantom juz od dawna
      doprowadzily do duzego zroznicowania poziomu doktorantow
      z jednej strony maniacy ktorzy pracuja za darmo i maja naprawde zapracowany
      dzien (ew mniej zapracowani ale poukladani i pracujacy poza uczelnia)
      a z drugiej nieudacznicy dla ktorych zostanie na studiach doktoranckich
      bylo szansa zeby przezyc bo do niczego innego tak naprawde sie nie nadaja
      wiadomo ze niestety wiele uczelni wypuszcza ludzi ktorzy nic nie umieja i co
      gorsza nawet nie zdaja sobie sprawy z tego ze nic nie umieja albo nie potrafia
      przyznac tego przed samym soba a tu studia doktorancie - niby prestiz
      siedza sobie tacy takze obok mnie - narzekaja na zapracowanie - tydzien czasu
      mysla jak kliknac myszka zeby komputer zrobil to co chca podczas gdy mi taka
      czynnosc zajmuje godzine-dwie
      a ci sobie chodza ponecie, siedza na gadu, pija kawe pala fajki w kolkach
      wzajemniej adoracji i licytuja sie kto jest bardziej zapracowany a jedna dwie
      osoby w grupie badawczej bardziej kumate musza robic na reszte co na dluzsza
      mete jest powodem frustracji u nich
      wiem to z autopsji - robie doktorat w osrodku badawczym - podobno jednym z
      lepszych w polsce a jak widze co sie dzieje szlag mnie trafia
      jaka przyszlosc czeka uczelnie? przeciez skoro kadra profesorska wymrze a co
      lepsi sobie pojda w koncu bo ile mozna na glodowej pensji/stypendium zyc to kto
      bedzie uczyl studentow? kto bedzie publikowal? az strach pomyslec
      masakra
      pozdr
      uff ale ulzylo czlowiekowi jak napisal co mu na sercu lezy


    • miss_dronio Re: atmoswera na moich studiach 17.03.05, 12:59
      Mogę jeszcze zrozumieć, ze ktoś się chwali ilością wykonanej pracy ale jedna
      dziewczyna u mnie wszystkim w koło, po kilka razy opowiada jak to musi wcześnie
      wstawać ponieważ dojeżdza codzienie do Poznania z Gniezna...
      Robi to ponieważ jest wyjątkowo mało zdolna i pragnie się dowartościować. Aleco
      ciekawe na niektórych takie opowieści działają;)
    • nevion Re: atmoswera na moich studiach 17.03.05, 13:32
      to mi przypomina atmosferę w mojej pracy- gorzej niż w grobie!Na szczęście na
      uczelni troche lepiej.

      pozdr. i głowa do góry :)
      • krasnoludek_zadyszek atmosfera w stosunkach z promoterem:) 31.03.05, 16:50
        [Nie chciałam zaczynać nowego wątku, bo temat poniekąd pokrewny].
        Wróciłam ze spotkania z moim p. i jestem zniesmaczona. Byłam umówiona oficjalnie
        via sekretariat, zapisana na daną godzinę. Mimo tego czekałam pół godziny, żeby
        pooglądać proma przez 7 minut. Przyniosłam mu kawałek pracy i próbowałam w
        skrócie powiedzieć, co wydawało mi się przy pisaniu dyskusyjne, do przemyślenia
        i jak rozplanowałam dalsze częśći. Słuchał trzy minuty bez słowa, po czym
        przerwał mi bezsensownym pytaniem, nie majacym związku z moim tematem ani
        sytuacją. Następnei spytał, czy jeszcze mnie z doktoranckich nie wyrzucili, co
        wbiło mnie w krzesło (cholera! jestem na trzecim roku, niczego nigdy nie
        przedłużałam, nie urlopowałam, co roku przedstawiam mu sprawozdanie z osiągnięć,
        chodzę na seminarium, pisze do czasopism, referuję na konfach... myślałam, że
        prasnę go w twarz), a jak powiedziałam, że nie, uprzejmie się zdziwił, mówiąc,
        że skoro nie mam zajęć ze studentami, to pewnie "zboczyłam z kursu naukowego",
        bo mam pewnie dużo czasu, a pracy przyniosłam mu mało... Poinformowałam go, że w
        szkole pracuję 30 godzin tygodniowo, na co stwierdził, że dla młodej osoby to
        nie tak dużo. Na koniec próbowałam delikatnie zasugerowac, że pozbawił mnie już
        szansy wyjazdu na jedno stypendium, a wyjazd by się przydał, na co usłyszałam
        "musi się pani postarać sobie o jakiś wyjazd" i koniec rozmowy, bo się spieszył.
        Jestem zła. Bardzo zła. Zimną skorpionią furią. Dam mu dwa tygodnie, bo tyle
        chce mieć na przeczytanie kawałka, który dostał, i jak nic się nie zmieni,
        wykopuję topór wojenny i przeprowadzam rozwód.
        ____________________
        Multo praestat dedolare sine amore quam amare, si non possis dedolare.
        • skrzydlaczek Re: atmosfera w stosunkach z promoterem:) 31.03.05, 18:45
          O, szuja (zeby nie uzywac brzydkich wyrazow)!!!
          Trzymaj sie i badz dzielna - armia tlamszonych doktorantow stoi za Toba
          murem :))
          A powaznie - co po ew. rozwodzie?
          • euraszek Re: atmosfera w stosunkach z promoterem:) 31.03.05, 19:32
            jasne, ze wszystko zalezy od ludzi...mi sie akurat przydazyla taka osoba, co
            nie dawala mi spokoju...ale prawda tez jest taka, ze z roku nikogo nie znam, my
            tylko znamy tych pracujacych w jednym zakladzie
        • loorien Re: atmosfera w stosunkach z promoterem:) 06.05.05, 12:09
          Hmmm, to opowiem Wam jak to wygląda u mnie. Przewód mam otwarty na innej
          uczelni niż studia doktoranckie. Mój promotor jeszcze słowem mi nie pomógł, na
          szczęście zatwierdza wszysttko co przynoszę (moze nie czyta). Ale przydałaby
          się konsultacja z kimś mądrzejszym ode mnie. Co do studiów u nas nie ma
          pieniędzy na nic: na zadne konferencje (w związku z czym piszemy mało
          artykułów) ani materiały (żadnych szans na książki które potrzebujemy do
          doktoratu). Musimy sami szukać na innych uczelniach kserować na własny koszt.
          Poza tym jest mała szansa na etat, a na ewentualną pracę poza uczelnią szef
          patrzy bardzo krzywo. Etaty po emerytowanych adiunktach bezmyślnie oddaje. W
          związku z powyższym atmosfera miedzy doktorantami jaka jest można się domyśleć.
          Dodam że sytuacja taka jest bardzo mało motywująca do pracy. Ja co prawda mam
          dewize: zrobić dr a potem się zobaczy co dalej. Tylko potem zamiast pracować
          czytam to forum;) Pozdrawiam
    • ladypurple Re: atmoswera na moich studiach 06.05.05, 11:43
      nie wiem kto ma rację, wiem komu jest przykro - tym którzy spokojnie dla
      satysfakcji własnej, studentow i promotora rzetelnie i fajnie pracują i sie nie
      chwalą. u mnie na seminarium doktoranckim jest 10 osob (chyba sie dobrze
      doliczylam) i tylko jedna sie zachowuje tak, ze mnie to dołuje (chwalenie się
      nonstop wynikami wszelkiego rodzaju, nie jest to krytyka czy straszenie innych,
      jest to wlasciwie całkiem pozytywne bo swiadczy o pewnosci siebie i osiagniec,
      ale wydaje mi sie że na innych działa deprymująco, nie tylko na mnie). jestem
      dość wrażliwa, lubię atmosferę spokojnej współpracy, pomocy, ale bez
      przechwałek jak to ktos swietnie uczy albo ile juz napisal, i mi to
      przeszkadza, choc sie staram racjonalizowac wlasny obdior takich zachowan (choc
      ile mozna, codziennie?). pomyslalam, ze napiszę, moze ktos ma sposoby jakies
      pomocy psychicznej w takich wypadkach ... :)) dla mnie oczywiscie ;)
      • ladypurple Re: atmoswera na moich studiach 06.05.05, 11:53
        no bo wlasciwie to codziennnie musze cwiczyc samokontrole, zeby wreszcie nie
        wybuchnąc, ze za przeproszeniem, gowno mnie obchodzi czego co poniektorzy
        dzisiaj wielkiego dokonali naukowego czy dydktycznego, normalnie nigdy nie
        mialam problemow z zadroscią (liceum, studia), a tu sie wytwarza taka atmosfera
        cichej konkurencji, niby nie a jednak czuje sie presję, niby z wiekiem powinno
        przechodzic, a tu wlasnie przyszlo, mowie Wam ohyda, czy ktos czuje podobnie?
        • boe_ Re: atmoswera na moich studiach 06.05.05, 13:32
          gdybym nie zrobila roku studiow doktoranckich na polskiej uczelni to bym miala
          pewnie problemy z uwierzeniem w te opisy...ja wam powiem jak jest u
          mnie..;grupa ok 10 doktorantow, 4 postdocow i jeden profesor...wszystkie drzwi
          otwarte, wszyscy mowia sobie po imieniu, studenci wpadaja raz w roku na
          miesiac, od rana do wieczora, praca dzielimy sie w zaleznosci od upodoban i
          ilosci wolnego czasu..wszystkie decyzje odnosnie mojej pracy podejmuje sama,
          sama wybieram co chce robic i do kogo sie z tym zwroce i co musze kupic, szefa
          tylko informuje o wynikach a on mi podpowiada..jezeli mam publikacje to znaczy
          ze droga byla sluszna wiec on nie musi ingerowac...oczywiscie zadnnego studium,
          zadnych zaliczen, zeby bronic doktorat musze zebrac odpowiednia ilosc punktow z
          dziedziny studiow i czesc z dziedzin niezwiazanych ze studiami, ale dobor
          kursow, sympozjow etc nalezy wylacznie do mnie
          i to tak w skrocie
          pozdrowienia z belgii!!
          boe
          • ladypurple Re: atmoswera na moich studiach 06.05.05, 14:25
            widzisz, u mnie sklad podobny, wzajemne relacje podobne, inny system zaliczen,
            ale wcale nie straszny, tylko atmosfera naukowa w zakladzie tylko troche
            kiepska i atmosfera z niektorymi osobami kiepska (ale yto pewnie jak w kazdej
            dziedzinie zycia), ale ogolnie poziom, pomoc promotora, pomoce naukowe -
            wszystko na najlepszym poziomie.

            jestem w wawie na uw
            pozdr
            lady p
Pełna wersja