kakofonia
24.05.05, 17:51
przeglądałam dziś poprzedni chyba numer Znaku o polskiej filozofii
dwa teksty mnie zaciekawiły szczególnie - jeden Adama Groblera, który
usiłował wyjaśnić, dlaczego polscy filozofowie piszą i publikują rzeczy marne
generalnie; drugi, Tadeusza Szubki na temat organizacji studiów doktoranckich
w Polsce
Grobler bardzo narzeka na ogólną kondycję polskiego życia intelektualnego na
uniwersytetach, pisze o kumoterstwie, które dominuje przy recenzowaniu
zarówno artykułów, jak i większych prac (doktoratów, habilitacji). Jego
zdaniem dominuje zasada "nie szkodzić" i konsekwentnie dominuje
przeciętniactwo. Autorzy kiepskich doktoratów zostają kiepskimi
nauczycielami, którzy sami później także promują przeciętniactwo w imię
idei "nie szkodzenia".
Szubka porównuje doktoranckie filozoficzne w Polsce z NYU, Oxfordem,
Cambridge i Princeton - organizację przede wszystkim. Że tam są np. zajęcia
wyłącznie dla doktorantów, w małych grupach, mobilizujące do pracy i studenta
i profesorów. Że w Polsce tak naprawdę doktorant pozostawiony jest samemu
sobie i kontroluje go/pomaga mu jedynie promotor. A tam się stawia raczej na
układy pracy zespołowej i partnerskiej. I też pisze o tym, że u nas właściwie
każdy ciołek się obroni, jeśli już cokolwiek napisze. Bo nawet jak napisze
slabo, to i tak promotor znajdzie recenzentów, którzy napiszą coś pozytywnego.
Aktualnie czuję się właśnie takim ciołkiem i mam nadzieję, że się obronię.
A jak Wy to widzicie? Na innych wydzialach?