Dodaj do ulubionych

Plagiat swojej własnej pracy? Help!

03.06.05, 11:55
Mam następującą zagwozdkę: Jakiś czas temu opublikowałam dwa artykuły
związane bezpośrednio z tematyką mojego doktoratu. Artykuły dość obszernie
omawiały aspekty teoretyczne problemu. Teraz siedzę i tworzę rozdział
teoretyczny. Straszliwie mnie korci, aby te dwa artykuły (oczywiście po
rozszerzeniu i uzupełnieniu) stanowiły trzon tego rozdziału. I tak się
zastanawiam: Z jednej strony to ja je napisałam, więc nie pogwałcę niczyich
praw autorskich, nawet jeżeli przekleję te artykuły do doktoratu. A z drugiej
strony: Może doktorat musi być pracą zupełnie "od nowa"... Głupio jest mi się
pytać promotora (a i obawiam się, że od forumowiczów też mogę oberwać, ale tu
na szczęscie przynajmniej anonimowo). Wydaje mi się bez sensu pisać o tym
samym i na siłę przerabiać zdanie po zdaniu, żeby tylko tekst nie był
identyczny, a z drugiej strony - boję się, że ktoś mi zarzuci plagiat, czego
konsekwencje byłyby niezwykle bolesne.
Doradźcie mi, proszę!
Lidka
Obserwuj wątek
    • mama.tadka Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 03.06.05, 12:23

      Ja wlączylam trzy artykuly do pracy (tylko trochę rozszerzone i uzupelnione).
      Moja promotor nie miala zastrzeżeń, mam wrażenie, ze to powszechna praktyka.
      Przecież doktorat poprzedzony jest różnymi publikacjami z zakresu tego samego
      silą rzeczy, a o plagiacie siebie samego nie ma przecież mowy :)
      • lidia.d Re: to żart? 03.06.05, 12:44
        To nie żart, chociaż cieszę się, że takie jest Twoje podejście do sprawy. Może
        ja i rzeczywiście za dużo się zastanawiam nad tym wszystkim, ale boję się, że
        ktoś może uznac, że dwukrotne publikowanie tego samego (no, powiedzmy,
        zbliżonego) tekstu jest nieetyczne. Za opublikowanie go po raz pierwszy
        otrzymałam gratyfikację finansową, a teraz gratyfikacją byłoby nadanie tytułu
        doktorskiego...
        No dobra, może powinnam sobie dac spokój i wziąc się za pracę...
        Dzięki za odzew
        Lidka
    • 22pagoda Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 03.06.05, 14:15
      uu,
      kiedys mialam ten dylemat, mysle ze spokojnie mozna to zrobic, ale hmm nie w
      odwrotna strone - czyli np piszesz prace doktorska a potem artykuly kroisz na
      jej bazie, bo czasopisma wymagaja podpisania jakiejs deklaracji, ze nigdzie nie
      publikujesz artykulu ktory sama bedziesz u nich publikowac..
      inna sprawą jest to, że nawet znani naukowcy z mojej dziedziny publikują i
      wygłaszają ten sam referat i ten sam artykuł pod nieco zmienionym tytułem, czy
      tak można?
        • rpj4 Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 03.06.05, 15:24
          Tak, jak najbardziej - tak samo można go opublikować w całości.

          Uczelnie teraz zaczęły wymagać - przynajmniej moja - deklaracji na włączenie
          doktoratu do uniwersyteckiej bazy publikacji elektronicznych - ale o ile
          pamiętam, nie powoduje to uzyskania wyłącznych praw do takiej formy publikacji,
          ani żadnej innej, przez uczelnię (czyli można dalej publikować swój tekst czy
          to elektronicznie, czy to w druku, w całości, czy w części gdzie indziej).

          Natomiast - uwaga - niestety można popełnić plagiat z samego siebie
          (autoplagiat) - np. gdybyśmy opublikowali ten sam tekst w dwóch miejscach, i
          zawarli umowę z przekazaniem majątkowych praw autorskich w obu wypadkach - ta
          druga publikacja byłaby wtedy plagiatem.

          Natomiast w opisanym na początku wątku przypadku nie ma problemu - tekst będzie
          zmieniony - trzeba tylko pamiętać o przypisach do samego siebie :) - jak ktoś
          ma straszną potrzebę to może użyć np. takiego sformułowania - "Kwestie
          rozważane w niniejszym rozdziale były analizowane [w:]"., a później
          już "normalne" przypisy.

          Pozdrowienia serdeczne,

          rpj4



    • yellow_tiger Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 03.06.05, 17:22
      Czesc,
      Nie ma najmniejszego problemu, to Ty napisalas te artykuly kropka. Coby bylo
      smieszniej w Szwecji sam doktorat wyglada tak. Abstrakt, wstep i kopie papierkow
      ktore napisalas. I jak sie nad tym zastanowic to ma to sens, bo czymze jest
      doktorat jak nie kompilacja Twojch poprzednich dokonan naukowych, tyle tylko ze
      rozpisanych na 150 (powiedzmy) stronach a nie na 7*(ilosc publikacji) stronach.
      I po jaka cholere pisac te ksiazke, skoro juz wszystko zostalo napisane w
      bardziej zwiezlej formie. Szlag mnie trafia jak sie teraz zastanawiam jak
      rozwinac 6 stronnicowy papierek do formy przynajmnie 25 stron, na co to komu????
      sflustrowany,
      yellow
    • stokrotka_polna3 Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 04.06.05, 12:51
      Witam:)
      Mam ten sam kłopot.Z jednym podrozdzialem. Niby to cos mniejszego,niby to
      uzupelniłam, troche przycielam początek,ale slyszalam na uczelni,ze ma byc od
      nowa. Problem w tym, ze nie bardzo umiem od nowa, skoro swoje wnioski zawarlam
      w publikacji. Ale najwyżej gruntowniej się zajme poprawkami, gdy promotor mi
      zwroci uwage, czyli po oddaniu trzech rodziałów. Termin mam do 15 lipca i
      martwie się,czy zdążę, pracując dużo i nie biorąc urlopu. Pozdrowienia.
    • ladypurple Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 05.06.05, 10:21
      większość odpowiedzi mówi, że formalnie to nie jest plagiat,

      z podobnego rodzaju tematów: znam osoby, które włączają fragmenty pracy
      magisterskiej do doktoratu, może trochę zmienione, ale treść ta sama, czasem
      włączają treści prezentacji (ale to inna sprawa, bo prezentacja właśnie
      służy "zaprezentowaniu" postępów w doktoracie i można włączyć feedback),
      praktyki takie są powszechne i uznane (niektórzy tu nawet mówią, że spoko bo
      inni tak robią, całe doktoraty to kopiuj wklej z publikacji), doktorat uważa
      się za zsumowanie pewnych dokonań i badań, w praktyce to oznacza kopiuj-wklej.

      to by było formalnie, a jak uważacie osobiście? bo moje poczucie wewnętrzne
      jest takie, że to jest niewłaściwe i sama bym tak nie postąpiła, tzn nie
      włączyła raz opublikowanych zdań i wniosków do doktoratu, liczą się chyba
      wnioski i osiągnięte wyniki i w ten sposób "sprzedajemy" je dwa razy,

      dla mnie osobiście powielenie wniosków z innych własnych publikacji albo
      przepisanie jakiś treści do doktoratu jest conajmniej, hm, nieładne? nie wiem
      nawet jak to nazwać, ale czułabym wewnętrzny niesmak z samej siebie, nie
      mogłabym być z siebie dumna, raczej bym się tego wstydziła, gdybym tak
      postąpiła, bo to jest takie pójście na łatwiznę.

      mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam, ale bardzo mi zabrakło w wypowiedziach,
      które tu przeczytałam takiego właśnie przeświadczenia jak moje.

      pozdrawiam
      • rpj4 Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 05.06.05, 15:20
        Nieetycznym (i niezgodnym z prawem w wypadku publikacji, co do których
        przenieśliśmy majątkowe prawa autorskie) byłoby literalne przeklejenie
        dotychczasowych opracowań.

        Natomiast jeśli zajmujemy się tą samą problemetyką, co do tej spory, i nasze
        wnioski pokrywają się z tymi, które opracowaliśmy, bądź opublikowaliśmy
        wcześniej, to jak najbardziej możemy wykorzystać je w pracy doktorskiej,
        pamiętając o zasadach cytowania - odpowiednich przypisach, które w wypadku
        własnych prac są dokładnie takie same, jak w wypadku cytowania kogokolwiek
        innego.

        Inne rozwiązanie prowadziłoby do absurdu - tzn. mógłbym cytować (bezpośrednio -
        czyli "w cudzysłowach", czy pośrednio) przykładowego "X", który pisał na dany
        temat, a nie mógłbym siebie?

        Wystarczy spojrzeć do publikacji jakichkolwiek tuzów nauki - zwłaszcza
        większych opracowań, żeby zauważyć w bibliografii odwołania do ich własnych,
        wcześniejszych pozycji.

        Jeśli chodzi zresztą o etyczność takich autocytowań - jeśli stanowią one o
        pewnej konsekwencji naukowej, i dotychczasowym dorobku doktoranta, to chyba
        dobrze, a nie źle.

        To nie jest pójście na łatwiznę - w mojej dziedzinie wymaga się uwzględnienia w
        pracy wszystkich dostępnych źródeł, i pominięcia bibliograficzne są traktowane
        jako poważny zarzut - a pominięcie samego siebie mogło by wywołać co najmniej
        zdziwienie u recenzentów, czy komisji - na zasadzie - "zapomniał, co napisał" -
        a może "widocznie pisał wcześniej bzdury, to się boi teraz na to powołać".

        Praca doktorska musi być oryginalna, i rzetelna - ale właśnie tą rzetelność
        można i trzeba zapewnić przez właściwe wykorzystanie literatury.

        Pozdrowienia

        rpj4
      • lodziasta Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 05.06.05, 23:04

        Chyba Cię nie zrozumiałam. Z tego co piszesz wynika, że wyników z pracy doktorskiej nie można opublikować po obronie, i właściwie należy prowadzić osobno badania do doktoratu i do publikacji... Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie jednym z wymogów pracy doktorskiej jest to, że wyniki w niej prezentowane mają być publikowalne, co najlepiej udowodnić po prostu opublikowaniem ich. Tak więc Twoja opinia, pomimo tego, że nienaganna moralnie jest praktycznie bez sensu.
        • ladypurple Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 06.06.05, 07:30
          nie wiem czy ta odp jest do mnie, ale odpowiem ogólnie
          mi chodzilo o wlaczanie do doktoratu publikacji wczesniejszych a nie na odwrot.
          nie , nie ma u mnie obowiązku publikacji,
          nie chodzi o udowodnienie w praktyce, ze wnioski sie do czegos nadają, doktorat
          tego dowodzi, do publikacji mozna sie odwolywac w bibliografi, w przypisach,
          ale autor wątku pytał - czy z nich treść kopiować!

          autor tematu zapytal, czy mozna przelozyc trzon rozdzialow z publikacji do
          doktoratu, ja rozumiem to w praktyce na zasadzie kopiuj-wklej , zdania,
          akapity, podeskecje, dlatego wyraziłam swoje zdanie
          • lodziasta Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 06.06.05, 09:06
            Moim zdanie wymóg dotyczący publikowalności wyników jest bardzo rozsądny. Większość z nas swoje prace publikuje w czasopismach recenzowanych. Oznacza to, że niezależny ekspert z zewnątrz ocenił i uznał, że to, co zrobiliśmy jest OK. IMHO doktorat niczego nie dowodzi, a robienie wyników, aby pokazać je tylko w pracy doktorskiej jest bez sensu. Publikacja ma szansę dotrzeć do szerszej publiczności.

            I na koniec kwestia kopiowania. Nie wiem jak Wy, ale ja ani jednej publikaji nie wydałam po polsku. W mojej dziedzinie jest dość duży wybór czasopism zagranicznych o dużo wyższym poziomie niż polskie. Doktorat napisałam po polsku, więc o dosłownym kopiowaniu treści - mowy być nie może. Natomiast tabele i wykresy z wynikami owszem skopiowałam. I wcale nie jest mi z tego powodu źle z wymienionych wcześniej powodów. Dalej idąc, gdyby moje publikacje były po polsku, to pewne ich fragmenty kwalifikowałyby się do skopiowania jak najbardziej. Wszystkie sekcje związane z metodologią badań, technikami pomiarowymi, metodami analizy danych - szkoda by mi było czasu aby bawić się w zmienianie tych fragmentów.

            Pozdrawiam:-)
            • ladypurple Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 06.06.05, 09:48
              właśnie o to mi chodziło, dzięki za odpowiedź!
              daje mi ona pewnien ogląd na to kopiuj-wklej, o ktore mi chodzilo,
              wychodzi mi na to, ze mozna zrobic kopiuj-wkej z:
              - wykresow, rysunkow, tabeli ze swoich wlasnych publikacji
              - opisow metod, teorii, technik badawczych, technik opisu, ktore powtarzaja
              sie w roznych publikacjach i potzrebne sa jako zaplecze w doktoracie, ktory tez
              jest publikacja zresztą
              Czy mozna tez przelozyc na polski ze swoich zagranicznych publikacji opis tych
              tabel i wykresow o ktorych wspominasz? Czy tak zrobiłaś? Oczywiscie slowa bedą
              inne ale tresc podobna. Wiec jest to rowniez wtedy rodzaj kopiuj-wkelj. Czy
              moze wnioski byly inne, bo np. wykorzystalas te same badania w innym celu,
              poszlas w innym kierunku teoretycznym, poakzalas je na innym tle, w innych
              zastosowaniach, cos w tym stylu.

              oczywiscie, ze publikowanie daje wiekszy oddzięk i krytykę i to jest dobre. ale
              praca doktorska jest rowniez publikacją, mozna ja opublikowac w calosci i
              pokazanie swoich wynikow w niej bedzie rownie dobre, a nie bedzie kolejna,
              wowczas juz sztuczną, bo powieloną, pozycją na liscie nasszych dokonan
              naukowych.
              • lodziasta Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 06.06.05, 10:33
                Zacznę od tego, że doktorat nie jest publikacją tej rangi co artykuł w czasopismie z IF równym ... (tu wkleić rozsądną wielkość). Żeby doktorat stał się pełnowartościową publikacją trzeba go wydać, a nie tylko napisać. Ważna też jest kwestia rozpowszechnienia. Dalej - w doktoracie można wykorzystać ilustracje, wyniki innych autorów bez pytania ich o zgodę, z podaniem źródła.

                Kwestia tłumaczenia swoich prac. Ja po prostu czegoś takiego nie robię. Tzn. mam wniosek i formułuję go w dwóch językach, w dowolnej kolejności. Nagłówki tabel i opisy wykresów - tutaj raczej trudno o pole do popisu. Przyjmijmy więc, że istnieją w dwóch wersjach językowych, bo "zależność x od y dla różnych z" raczej trudno sformułować w jakiś inny sposób.

                I najważniejsza kwestia, czyli wnioski. Mam takie same w pracy jak w publikacjach, ponieważ dotyczą tych samych wyników i wydaje mi się, że są kompletne. Nie jest to natomiast schemat kopiuj-wklej. Z kilku powodów. Po pierwsze - kwestia językowa, o której wspoinałam. Po drugie w doktoracie przedstawiam szerszą perspektywę problemu, nie musiałam ważyć każdego słowa, więc pozwoliłam sobie na "rozwiązłość językową". Załóżmy, że wyniki są publikowane w n artykułach. Nie wymieniam ich w pracy po kolei. Staram się je skompilować w jedną całość, tak aby razem przedstawiały problem w pełnym zakresie. Trudno mi to wytłumaczyć. W każdym razie sytuacja, o której piszesz (nowe ujęcie, nowe wykorzystanie wyników) może mieć miejsce tylko po obronie, bo na chwilę obecną uważam, że przemyślałam wszystko i przedyskutowałam każdą możliwość. Nie uważam, żebym poszła na łatwiznę. Jest to wg mnie normalna praktyka, i w moim srodowisku nikogo nie dziwi, że wyniki opublikowane wraz z ich omówieniem są później włączane do doktoratu. Problem pozostaje - czy każdy decyduje się formułowanie ich od nowa, z nieco szerszej perspektywy, czy robi po prostu kopiuj-wklej.
                • ladypurple odp 08.06.05, 08:09


                  Dziękuję za wytłumaczenie. Wydaje mi się, że to co dla Ciebie i środowiska
                  (mojego zresztą też) jest normalną praktyką, którą tu opisałaś, dla mnie jest
                  ciężkie do przyjęcia. Ale to opinia osobista a w tym względzie .. we agree to
                  disagree .. i tyle, bo dla mnie to pozostaje wykorzystaniem tych samych
                  wniosków dwukrotnie, osobno i w kompilacji w celu uzyskania różnych
                  gratyfikacji; a dla Ciebie pzredstawieniem osiągniętych wniosków w ich
                  całokształcie w szerszej perspektywie.

                  "Załóżmy, że wyniki są publikowane w n artykułach. Nie wymieniam ich w
                  pracy po kolei. Staram się je skompilować w jedną całość, tak aby razem
                  przedstawiały problem w pełnym zakresie." - rozumiem, tego mniej wiecej sie
                  spodziewalam, dla mnie to sie jednak sprowadza do napisania jednego akapitu ze
                  wstepem, rozwinieciem czyli ulozeniem wlasnych artykulow w odpowiedniej
                  kolejnosci a pomiedzy nimi wstawieniem łącznikow typu "następnie" i "jak dalej
                  wykazano" itp i zakonczeniem czyli ostatecznym podsumowaniem cząstkowych
                  wniosków, wychodzi 1 strona nowego tekstu. No i dobrze, skoro to jest uznane,
                  to pewnie jest OK i nie ma co sie zastanawiac. Jesli jednak nie referujesz do
                  własnych artykułów, to jest dla mnie ewidentne zatajenie, ze cos juz ujrzało
                  światło dzienne i wcale doktorat nie jest odkrywczy. W każdym razie, na pewno
                  doktorat skladajacy sie a artykulow uznanych w journalach ma wysoki poziom i
                  nie jest jakims chowanym w szufladzie brakorobstwem, chcialam podkreslic, ze
                  nie mialam na wzgledzie zdyskredytowania takich osiągnieć.
                  W mojej dziedzinie czesciej spotykam sie z sytuacją, ze doktorat jest
                  publikacją i normalnie jako taka funkcjonuje, bywa rozsylany nawet jesli nie
                  jest opublikowany, bywa "opublikowany" w sieci, najczesciej jest pierwsza
                  sławną publikacją danej osoby, zna sie osoby po temacie doktoratu, bez tego
                  raczej ciezko sie dostac do dobrego journala, wiec kolejnosc wchodzenia na
                  arenę jest odwrotna niz ta, którą Ty opisujesz. Obserwując publikacje, ktore
                  poprzedzają doktorat (np szukajac referencji itp) rzadko natrafiam na opisaną
                  przez Ciebie sytuację, abym np przy niedotepnosci doktoratu, mogła odnależć
                  jego wczesniejsze cząstki w innych miejscach. Raczej praktyka jest taka, ze
                  dopiero PO doktoracie jego cząstki (kawalki danych, kawalki nowej teorii)
                  uzupelnione, rozszerzone, re-analizowne, bo cos bylo źle i teraz to widac,
                  zanalizowane inaczej, etc. pojawiaja sie jako artykuły. Gdyby w journalach
                  wysokiej rangi pojawiły sie kluczowe elementy doktoratu (główne analizy, główne
                  wnioski) a potem opublikowano by doktorat o tym samym, zaraz ktos by
                  zapytał: "So, What's new?".
                  Wychodzi na to, ze w naszych dziedzinach kolejnosc dzialania jest
                  odwrotna, tylko , że w Twojej nikt nie pyta "So, What's new?" i to mnie trochę
                  dziwi.

                  Co do drobnych szczegółów, to nie wydaje mi się
                  - aby ranga artykułu vs. ranga doktoratu to był argument, doktorat wydany nie
                  będzie miał tej samej rangi co artykuł? No ale w końcu wydany powiela wnioski i
                  można tak sobie publikacje na ten sam temat wydawać.. ho ho i jeszcze dłużej.
                  - ani aby, to ze doktorat jest po polsku o tym co było gdzies indziej po
                  angielsku czy w innym jezyku, tłumaczyło, że to nie jest powielenie.
                  To są dla mnie naciągane argumenty.


                  Serdecznie pozdrawiam
                  • lodziasta Re: odp 08.06.05, 23:06
                    Nie wdając się w bardziej szczegółową argumentację, bo czas nie pozwala, powiem tak - dla mnie doktorat kolportowany elektronicznie czy też na inne opisane przez Ciebie sposoby nie ma żadnej rangi, nie jest wiarygodny i nigdy nie wykorzystałabym go jako źródła naukowego. Dlaczego 99,99% cytowanych prac to publikacje z czasopism lub konferencji, a nie doktoraty? Bo artykuł ma zwartą i przejrzystą formę, po której można oczekiwać pewnych określonych elementów. Praca doktorska ma dużo większą objętość i kaliber jeżeli chodzi o pojemność informacji. Dużo trudniej się na niej pracuje. Osobiście jestem wdzięczna tym wszystkim, którzy publikują artykuł zamiast całych doktoratów, bo dzięki temu dużo łatwiej dotrzeć do pewnych informacji. Twierdzisz, że zawarcie w dotoracie już opublikowanych wyników to podwójne ich wykorzystanie. Tak jest, ale tylko w przypadku, gdy traktujesz doktorat jako rónoważny publikacji. A tak nie jest. Doktorat jest bardziej sprawozdaniem z tego co udało Ci się dokonać, niż artykułem, podręcznikiem, skryptem itd. z wielu powodów, o których już w tym wątku była mowa. Dalej - twierdzisz, że dzięki temu osiąga się podwójne korzyści. Problem polega na tym, że aby uzyskać tytuł doktora należy wykazać się pewną liczbą publikacji. I ostatnia rzecz, o której już pisałam, jednym z wymogów dot. pracy doktorskiej jest publikowalność wyników. Jak inaczej udowodnić to niż posyłając artykuł z wynikami do recenzowanego czasopisma? Wydawać cały dotorat? Nonsens. Najpierw publikując zyskuję pewność, że w doktoracie pokażę wyniki naprawdę wartościowe i zaakceptowane przez światek naukowy. Doktorat jest po prostu zakończeniem pewnego etapu w życiu naukowca i tyle. A traktowanie w inny sposób to przerost formy nad treścią.
                    Na temat tłumaczeń dyskusji nie podejmę, skoro nie czujesz różnicy między tłumaczeniem, a formułowaniem zagadnienień przy posługiwaniu się kilkoma językami.
                    Ogólnie rzecz biorąc - kwadratura koła. Cieszę się, że prezentowane przez Ciebie sztuczne dla mnie poczucie etyki i moralności na mojej uczelni nie obowiązuje.
                    • ladypurple Re: odp 09.06.05, 09:19
                      Chciałam pewne sprawy wyjaśnić:

                      1. najbardziej wpływowe w mojej dziedzinie pozostają często nieopublikowane,
                      kolportowane na sposoby, których Ty nie uznajesz za wiarygodne, teksty; To nie
                      byłaby kwestia Twojego uznania, gdybyś była w moich butach, wiec nie rozumiem
                      czemu z tym polemizujesz skoro podaję to jako fakt a nie kwestię uznaniową; np.
                      teoria na której od 13 lat (1993) pracuje tzw 'wiekszosc' fonologów (to jest
                      moja dziedzina, dział językoznawstwa) fukcjonowala jako manuskrypt, później
                      była w necie, a ukazala sie dopiero po 10 latach i to jako książka. Nie mozna
                      do niej było nie referowac bo byla manuskryptem. Podobnie jest wlasnie z
                      doktoratami z fonologii, wiele z nich po prostu "krąży" między uczelniami. Nie
                      twierdzę, że to dobrze/źle/normalnie/nienormalnie, może to specyfika tej
                      dziedziny, na pewno lepiej mieć zwięzły łatwo dostępny artykuł do czytania, ale
                      u mnie nieznajomość tych "krążących" doktoratów wogóle nie wchodzi w rachubę.
                      Może to trochę rozjaśni sytuację, z której piszę i pozwoli Ci zrozumieć moją
                      pozycję, choć bardziej podejrzewam, że zaraz napiszesz, że to niedopuszczalna
                      sytuacja :)))

                      2. Chciałam jeszcze zapytać, jaką rangę mają czasopisma do których
                      dostajesz się Ty lub Twoi koledzy przed doktoratem? mówisz że wysoką, więc
                      pewnie peer-compared (no ale Ci peers to profesorowie :)). Pytam, ponieważ w
                      mojej dziedzinie jest tak, ze do waznych zagranicznych czasopism o najwiekszej
                      randze nie ma nawet co probowac sie dostac bez doktoratu, mozna probowac do
                      polskich lub pomniejszych, przuczelnianych, ale moze to znowu taka specyfika
                      mojej dziedziny. Czesto, tak publikowane wyniki, owszem, mają "publikowalność",
                      ale i tak są niewiele warte, bo te czasopisma publikuja wszelkie śmieci. Bardzo
                      Ci zazdroszczę, jeśli np możesz mając magistra dostać się do amerykańskiego
                      peer-compared czasopisma, bo ja co najwyżej mogłabym się dostać do jakiegos
                      studia varsoviensis, i nie gra tu roli jakość wyników i poziom, tylko
                      wspomniane przeze mnie przyczyny, tak wiec w moim przypadku "publikowalnosc" a
                      to czy sie cos dobrze uda gdziekolwiek opublikowac to moga byc dwie bardzo
                      oddzielne sprawy (+ moze to, kto kogo w edytorial board promuje, ale to juz
                      zupelnie inna hisoria).

                      3. Widzisz więc, że różnie widzimy doktorat, ale w dużej mierze to jaki
                      jest ten doktorat (nowy czy kompilacja, w skrócie) i jakie publikacje wogóle
                      mają szansę go poprzedzić zależy chyba od dziedziny nauki i ustalonych w niej
                      zwyczajów i ograniczeń, dla mnie jest on szansą na zaistnienie, a Ty masz inne
                      szanse w publikacjach, wolałabym mieć taką sytuację jak Ty.

                      3. Moze również pozostawie w spokoju kwestie tłumaczenia słowo w słowo a
                      sforułowania wyników wdrugim języku, choć oczywiście czuję różnicę między nimi,
                      ale wg mnie nie w zakresie treści.

                      4. Cieszysz się, że u Ciebie na uczelni takie, jak moje sztuczne pojęcie etyki
                      nie obowiązuje, u mnie też nie obowiązuje, napisałam to już, to zresztą zbędne
                      przerysowanie. To są moje własne wątpliwości, po prostu się zastanawiam nad tym
                      i dlatego wypytuję Cię o szczegóły Twojego podejścia do sprawy ale i Twojej
                      sytuacji, która jak widac z opinii w temacie jest sytuacją większości sosob na
                      forum. Jeśli w Twojej dzieidznie są inne lepsze możliwości publikowania (wiele
                      czasopism, dobre czasopisma przyjmują MAs, PhD students' papers) a doktorat nie
                      jest traktowany tak jak u mnie (nie na uczelni, nie zwyczajowo, tylko z powodu
                      opisanej sytuacji), to całe wykłady o tym jak powinno być i jest u Ciebie,
                      cięzko przyłożyć do mojej dziedziny. Widocznie moje "pojęcie etyki" wynika z
                      mojego punktu siedzenia, nie wiem jakie byłoby moje zdanie, gdybym była w
                      Twojej sytuacji, ale zawsze miałabym wątpliwości na temat własnego postępowania
                      bez względu na to, co robią i uznają inni.

                      Jescze raz bardzo serdecznie pozdrawiam
      • tocqueville nie moge 06.06.05, 00:33
        bo moje poczucie wewnętrzne
        > jest takie, że to jest niewłaściwe i sama bym tak nie postąpiła,
        > dla mnie osobiście powielenie wniosków z innych własnych publikacji albo
        > przepisanie jakiś treści do doktoratu jest conajmniej, hm, nieładne? nie wiem
        > nawet jak to nazwać, ale czułabym wewnętrzny niesmak z samej siebie, nie
        > mogłabym być z siebie dumna, raczej bym się tego wstydziła, gdybym tak
        > postąpiła"

        twój wybór, ja sie nie zgadzam ani troche





      • ladypurple Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 06.06.05, 07:39
        Ewolwento, czy to włączanie wcześniejszych publikacji do pracy oznacza tak
        zupełnie praktycznie, że Ty robisz lub proponujesz kopiuj-wklej jakichś
        akapitów i sekcji z Twoich/jego artykułów wprost do doktoratu + przypis?
        Rozumiem, ze mozna sie odwolac w stylu: "jak udowodnil XYZ-czyli ja (1999) cos
        tam jest tak i tak" i idziesz dalej w swoich wywodach, jest to baza do dalszych
        analiz, ale wówczas tylko się wspomina o tych publikacjach i dowodzi się tezy
        doktoratu, która jest inna niż tezy tych pojedynczych publiakcji, skoro
        doktorat bazuje publikacjach to moze byc rownie dobrze spisem własnej
        bibliografii, kazda sekcja to odnosnik do innego papera i nie potzreba w nim
        żadnej treści...
        Jestem bardzo ciekawa, bo szczerze nie chce mi się wierzyć, że ktoś wykonuje
        kopiuj-wklej partii tekstu, więc co oznacza to włączenie publikacji?
            • ladypurple nie nie uciekam ;) 06.06.05, 10:00


              wydalo mi sie, ze nie zaczynam burzy tylko spokojną rozmowę :)),
              albo raczej tak przynudzilam moją opinią, tak ze inni spasowali, pomyslalam
              bowiem po chwili, ze moze ten temat juz zostal przewałkowany gdzies na forum

              w kazdym razie jestem sobie tu czasem i chetnie porozmawiam, choc
              odpowiedz "nie moge" po prostu mnie przestraszyła, zamknęła mi usta, bo nie
              jest to odp ktora mowi "chcę poznac twoje złe zdanie o mnie", no ale czasem
              jesli postawy sa skrajnie różne, ale to skrajnie skrajnie, to nie ma po co
              dalej rozmawiać

              a do rzeczy odpowiedzialam wyżej i dzieki za zainteresowanie,
              • boe_ Re: nie nie uciekam ;) 08.06.05, 21:46
                dopiero teraz przeczytalam ta dyskusje i szczerze mowiac troche sie dziwie...w
                belgii naturalnym jest opieranie swojego doktoratu na wczesniejszych
                publikacjach..duzo gorzej widziany jest doktorat bez publikacji (to tak jakby
                ktos nic znaczacego nie zrobil przez te 4 lata) niz taki w ktorym trzon kazdego
                rozdzialu stanowi wczesniejszy artykul...powiedzialabym nawet ze ta druga forma
                jest forma preferowana
                czytalam wczesniej ze w szwecji tez tak jest i z tego co sie orientuje w
                wiekszosci krajow zachodniej europy
                • ladypurple Re: nie nie uciekam ;) 09.06.05, 09:28
                  no tak, tylko właśnie próbowałam (trochę wyżej w wątku) uzgodnić z Lodziastą co
                  oznacza to "tajemnicze" włącznie publikacji do doktoratu i mimo wszystko
                  (tłumaczenie z innego języka,etc.) wychodzi na to, ze doktorat to etap naukowy
                  i kompilacja wcześniejszych dokonań, czyli nie jest to nowa treść, tylko nowa
                  forma i podsumowanie, takie pseudo-kopiuj-wklej, czego nie wolno pod żadnym
                  pozorem wartościować, bo wszyscy tak robią i tak rozumieją doktorat.
                  • boe_ Re: nie nie uciekam ;) 09.06.05, 13:48
                    w ten sposob formulowane ma to wyrazny wydzwiek pejoratywny..a ja zastanawiam
                    sie jaka mine mialby moj promotor gdybym mu powiedziala ze nie zamierzam
                    opierac doktoratu na swoich publikacjach...zapytalby o czym zamierzam pisac
                    jesli nie o tym co zrobilam przez ostatnie 4 lata?? jezeli o tym co nie bylo
                    warte publikowania, to jaka bedzie wartosc tego doktoratu?
                    byc moze roznie to moze wygladac w roznych dziedzinach, ale np w biologii gdzie
                    podstawa sa eksperymenty chyba sie inaczej nie da...gdy pod koniec pierwszego
                    roku mialam dosyc dobrych wynikow zeby juz cos napisac, moj promotor i
                    wspolautorzy strasznie mnie cisneli zebym siadla do pisania...bo zawsze ktos to
                    moze opublikowac przed toba, to jest w duzej mierze wyscig...jezeli ty cos
                    wymyslisz, ktos inny napewno wpadnie na to jutro
                    teraz koncze trzeci rok, mam bardzo duze cisnienie zeby przed koncem roku
                    jeszcze cos opublikowac, a od stycznie zostanie mi 9 miesiecy na napisanie
                    pracy/podsumowania/kompilacji moich osiagniec...na ogol po doktoracie pojawia
                    sie jeszcze jedna, dwie publikacje, te z ktorymi juz sie nie zdazylo
                    tak to jest tutaj zwyczajowo przyjete i nikomu nie przyszloby do glowy zeby to
                    wartosciowac
                  • yellow_tiger Re: nie nie uciekam ;) 09.06.05, 14:28
                    Czesc,
                    Purpurowa Damo staralem sie zrozumiec o co Tobie chodzi, i sorry ale nie kumam
                    bazy...piszesz, ze nie mozesz opublikowac niczego w zadnym sensownym pismie bo
                    nie masz doktoratu, no ja nie wiem od kiedy to posiadanie doktoratu jest
                    warunkiem koniecznym do publikacji. Nie wiem co to by mialy byc te
                    "peer-compared" czasopisma. W kazdem normalym czasopismie sa kolesie ktorzy
                    robia tam za recenzentow i oczywiscie jak masz takiego goscia w publikacji to
                    naturalna koleja rzeczy pominiety jest pierwszy stopien weryfikacji, nie mniej
                    dalej artykul jest wysylany do niezaleznych recenzentow i to oni decyduja, a nie
                    gosc ktory napisal papierek. Jak tak nie jest to mozna sie od razu wypisac z
                    tego dzialu nauki, bo z definicji przestaje to byc nauka z zaczyna byc kolko
                    wzajemniej adoracji.
                    Pytalas sie lodzastej w jakich pismach publikuje, tego ja nie wiem ale wiem w
                    jakich ja publikuje/walem. I moge powiedziec tyle, ze z samej magisterki mam
                    dwie publikacje z czego jedna w gownianym "Nucleoids and nucleoasids" (IF=1.5) i
                    jedna w pozadnym JMB (IF=6). Nie mialem doktoratu, magisterki, po prostu cos mi
                    wyszlo i tyle. I naprawde nie mialem zadnego profesora na liscie autorow (bylem
                    ja, moj kumpel i moja promotor). I naprawde nikt sie nie pytal o nasze tytuly
                    naukowe. Reasumujac jesli bybylo tak jak piszesz to niejaki Albert E. w zyciu by
                    nie opublikowal szczegolnej teorii wzglednoscii, efektu foroelektrycznego (za to
                    dostal nobla) bo on wtedy byl ledwo co upierzonym magistrem, ze nie wspomne
                    jeszcze z 5 innych nobli za prace przed obrona doktoratu.
                    Sorry jesli ten post wyda Ci sie za ostry, nic osobistego. Tyle ze ja naprawde
                    nie rozumiem jak taka sytuacja jak opisana przez Ciebie moze w ogole zaistniec.
                    Dla mnie jest to poprostu niewyobrazalne i tyle.
                    Ciao,
                    yellow
                    • ladypurple Re: nie nie uciekam ;) 09.06.05, 16:34
                      Zółty Tygrysie, chodziło mi przede wszystkim o to (bo juz nie chodzi, bo mam
                      dosyć ciągłego tłumaczenia się i konczę w tym temacie z braku sił), ze nie
                      spotkalam sie wsrod moich kolezanek i kolegow z doktoratem ktory by byl czystą
                      kompilacją wczesniejszych artykulow danego doktoranta (takie dosłownie głosy tu
                      padły). Mamy za sobą konferencje, prezentacje, kontakty z roznymi osrodkami,
                      warsztaty zagraniczne, publikacje (choc bardzo trudno jest się dostac do
                      journala nawet z absolutnie doskonalym materialem a koniecznosc publikacji
                      prowadzić moze z drugiej strony w mojej dziedzinie do tego, ze upycha sie
                      malowartosciowe artykuly w malowartosciowych czasopismach), czyli własny
                      materiał mógł byc męczony na wiele sposobów, ale traktujemy doktorat jako
                      bardzo ważną publikację (a padły tu głosy ze to raczej nie jest publiakcja) i
                      jego idea / teza musi wykraczać poza te pojedyncze ogólnie mówiąc prezentacje
                      fragmentów materiału na forum naukowym, nie w znaczeniu zsumowania wniosków,
                      ale w znaczeniu dalej idących wniosków, jakis postulatow teoretycznych, czegos
                      nowego. Dążyłam moimi pytaniami do jakiegoś oglądu tego jak wygląda doktorat, o
                      którym wspominały tu inne osoby, doktorat będący jedynie podsumowaniem
                      publikacji i dowiedziałam się właściwie tylko że jest on podsumowaniem
                      publikacji na zasadzie quasi-kopiuj-wklej, jest podaniem tej samej treści i ze
                      to jest OK. Dla mnie to z kolei jest niewyobrażalne i tyle. Twój post nie
                      wydaje mi się ostry, tyle ze odpowiadasz na takie pojedyncze kwestie
                      odbiegające zupelnie od clou całej sprawy. Sytuacja o której piszę nie jest
                      najgorsza, ponieważ mimo braku publikacji (ja akurat nie mam) mam aktywny
                      kontakt z wieloma osobami z ktorymi mogę omawiac moją pracę (tu i za granicą) i
                      to jest dla mnie o wiele bardziej wartosciowe niz bezwartościowe publikacje bez
                      odzewu i krytyki (np po to zeby miec publikacje) w podrzednych pismach, ktorych
                      dokonują osoby na pokrewnych mojemu kierunkach. Z takich publikacji jak i tych
                      dobrych wynika jedynie tyle ze ma sie dobrą lub złą publikację, o wiele wiecej
                      w praktyce wynoszę z dyskusji i kontaktow, choc to juz inna kwestia.
                      Ktos powiedzial, ze rozpetalam burze pisząc wbrew wszystkim opiniom i uciekłam,
                      nie zamierzam jednak kontynuowac tego tematu, to zbyt uciążliwe czasowo i
                      ogólnie też, więc pzrepraszam jesli komuś nie uczynię zadość i juz nie
                      odpowiem. Wydaje mi się, że ze złożenia tego co napisalam w postach mozna
                      zrozumiec o co mi chodzi (a sedno jest w tym poscie), jesli nie, trudno.
                      • boe_ Re: nie nie uciekam ;) 09.06.05, 17:13
                        ja troche nie rozumialam, ale teraz to juz w ogole nie rozumiem:

                        >bardzo trudno jest się dostac do
                        > journala nawet z absolutnie doskonalym materialem a koniecznosc publikacji
                        > prowadzić moze z drugiej strony w mojej dziedzinie do tego, ze upycha sie
                        > malowartosciowe artykuly w malowartosciowych czasopismach

                        ????????????????????????????

                      • node Re: nie nie uciekam ;) 09.06.05, 18:36
                        > Zółty Tygrysie, chodziło mi przede wszystkim o to (bo juz nie chodzi, bo mam
                        > dosyć ciągłego tłumaczenia się i konczę w tym temacie z braku sił), ze nie
                        > spotkalam sie wsrod moich kolezanek i kolegow z doktoratem ktory by byl
                        > czystą
                        > kompilacją wczesniejszych artykulow danego doktoranta (takie dosłownie
                        > głosy . tu padły).

                        MIT, CMU albo cos tej klasy pozwala na doktorary ktore skladaja sie ze spietych
                        publikacji + wstepu ktory wprowadza do calosci.

                        Gdy zaczynalem studia moj promotor zapoznal mnie z prosta, brutalna regula:
                        publish or perish.

                        Naukowca mierzy sie publikacjami. Oczywiscie nie iloscia a jakoscia. Lepiej
                        miec jedna dobra niz 20 bylejakich. Jedna ale dobra wystarczy by wyrobic
                        nazwisko w srodowisku. Gdy ubiegasz sie o tenure track position to tylko
                        publikacje doprowadza cie do celu. Niewazne jak dobry byl doktorat. Jak masz
                        dobry pomysl i dobre wyniki to napisanie dobrej publikacji to tydzien.

                        > Mamy za sobą konferencje, prezentacje, kontakty z roznymi osrodkami,
                        > warsztaty zagraniczne, publikacje (choc bardzo trudno jest się dostac do
                        > journala nawet z absolutnie doskonalym materialem

                        Idea recenzji polega na tym, ze inni oceniaja jakosc twojej pracy... bo czasami
                        wlasna ocena moze byc... zbyt subiektywna. Z mojego doswiadczenia (bedac po
                        dwoch stronach procesu recenzji, w czolowych konferencjach i czasopismach w
                        mojej dziedzinie)
                    • lodziasta Re: nie nie uciekam ;) 09.06.05, 22:18
                      Podepnę się w tym miejscu, bo popieram tygrysa. Wprawdzie mam zastrzeżenia co do spinania publikacji spinaczem i dołączania wstępu - jako pracy doktorskiej, ale co do publikowania - bez ale.
                      Dodam tylko, że pierwszą publikację w czasopiśmie recenzowanym (pomijam materiały konferencyjne, których na koncie mam kilkanaście) mam z wyników z doktoratu (IF około 2), jedną wstępnie zaakceptowaną (wymaga nieco przeróbek) (IF coś około 5), jedną kończę, którą pewnie wyślę tam gdzie pierwszą. Mam też szalony pomysł skrobnąć podsumowanie swojej pracy i wysłać do Science... Wspominam tutaj tylko te prace, których jestem głównym autorem. Mam też materiał na publikację, ale nie mam pojęcia gdzie go wysłać (biofizyka+statystyka), więc do obrony poleży odłogiem. Moi koledzy mają po kilknaście publikacji, ale z IF około 0,2 - 0,5. Ja mam dwie, ale za to dobre, w dodatku bez żadnej sławy jako współautora.

                      Pozdrowiam:-)
                      • boe_ Re: nie nie uciekam ;) 10.06.05, 10:15
                        no jezeli na MIT nie maja zastrzezen, to gdzie ja, zwykly smiertelnik, bym
                        smiala...:)
                        czytalam niedawno biografie John'a Nash'a i on tez najpierw opublikowal prace z
                        teorii gier (game theory) potem oparl na niej doktorat a po latach w koncu
                        dostal za nia nobla...mozemy zalozyc ze wszyscy geniusze sa absolutnie zepsuci
                        moralnie, ale chyba bezpieczniej jest przyjac ze nauka (przynajmniej ta
                        swiatowa, nie wiem jak polska) rzadzi sie takimi zasadami
                        ja mam jedna publikacje, IF ok 8, druga mi sie szykuje, a wiec o swoj doktorat
                        jestem calkowicie spokojna
                        • yellow_tiger Re: nie nie uciekam ;) 10.06.05, 11:26
                          Czesc pracy,
                          Zrobliem male badania (mail) na temat form doktoratow wsrod znajomkow i tak:
                          1) Uniwerki na ktorych sie spina spinaczem + wstepik:Caltech, Stanford,
                          U.of.Florida, Oxford, Karolinska Instiute, U.of.Stockholm, Uppsala, ETH,
                          U.of.Triest.
                          2) Uniwerki na ktorych trza pisac dzielo: generalnie Niemcy (chodza pogloski ze
                          na Polibudzie w Monachium i w Heidelberg'u nie trzeba ale do konca nie
                          wiadomo...), Polska

                          Brak znajomych w innych krajach...jak macie jakis to moze sie spytacie jak jest
                          tak z czystej ciekawosci.
                          Ciao,
                          yellow

                      • yellow_tiger Re: nie nie uciekam ;) 10.06.05, 12:24
                        Czesc,
                        Lodziasta slij do Science a jak nie wydzie to zawsze jest PNAS (Papers NOT
                        Accepted in Science);))) Wiesz odkad przeczytalem w Nature artykul o niemoznasci
                        wylowienia pilki outowej w tenisie przez sedziego (bo za szybka)...to sie
                        zaczelem powaznie zastanawiac...
                        A co do biofizyka+statystyka to moze sprobuj Biophysical Journal, pozadne pismo,
                        lud czyta wiec nie ginie w jak to ujal moj szef "in loads of shit".
                        Powodzenia,
                        yellow
    • ciekawe.kto Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 18.07.05, 11:23
      Jeżeli chcesz umieścić swój artykuł w pracy i nie popełnić autoplagiatu (tak
      podobno się na coś takiego mówi) sprawa jest niesamowicie prosta – wstaw
      przypis, w którym znajdzie się informacja, że niniejsza część pracy stanowi np.
      rozwinięcie takiego a takiego artykułu. Nikt, nie będzie mógł Tobie niczego
      zarzucić. Pozdrawiam
      • suwmiara Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 18.07.05, 17:09
        No proszę jakie to proste :)

        Z moich doświadczeń wynika, że artykuły pisze się jednak inaczej niż
        dysertacje, która jest zazwyczaj bardziej szczegółowa. Trudno więc kopiować
        bezpośrednio jakieś fragmenty.

        Z drugiej strony, pisząc doktorat nie sposób nie powtórzyć informacji wcześniej
        przez siebie opublikowanej. Po co ubierać je w nowe słowa, jeżeli „stare”
        pasują do całości? A przywołanie jest jak najbardziej potrzebne, choćby w celu
        pokazania recenzentowi, że to o czym piszemy zostało przyjęte pozytywnie także
        przez innych specjalistów.

        Nie uznaję natomiast kopiowania i wklejania większych fragmentów artykułów
        (rozumiem parę linijek, ale nie pół pracy). Można dostać szału, zwłaszcza kiedy
        spędziło się bezsensownie tydzień na poszukiwaniu pełnego tekstu a tu
        tylko „déja vu”.
        • ciekawe.kto Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 18.07.05, 21:29
          Naturalnie nie miałem na myśli wprowadzania czytelnika pracy w błąd, niemniej
          jednak i opcja kopiuj/wklej wchodzi w grę, chociaż – otwarcie to przyznaję –
          nie zawsze jest to zbyt eleganckie. Jeżeli w przypisie wstawi się komentarz, że
          niniejszy fragment stanowi rozwinięcie artykułu X , to rozumiem iż autor
          faktycznie posłużył się opublikowanym już tekstem ale naświetlił problem z
          jeszcze innych stron. Spotykałem też przypisy, w których autor komunikował, że
          dany fragment pracy jest streszczeniem/zreferowaniem poglądów przedstawionych w
          artykule X. Spotkałem też naturalnie wiele tekstów, w których autorzy bez
          żadnych komentarzy wstawiali fragmenty (bądź całość) opublikowanych wcześniej
          przez nich tekstów – to są właśnie autoplagiaty!!! Aby formalnie uniknąć
          autoplagiatu, nawet korzystając z opcji kopiuj/wklej, należy również umieścić
          przypis i uczciwie w nim poinformować czytelnika, że dany fragment pracy został
          opublikowany w takim, a takim czasopiśmie. W takiej sytuacji czytelnik wie, że
          wcale nie jesteśmy tak płodni naukowo, jakby to się wydawało patrząc na ilość
          publikacji :)ale sprawa jest czysta.
          Pozdrawiam
          • stukacz22 Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 19.07.05, 23:15
            Mysle ze przesadzacie z tymi autoplagiatami.

            W narodzie jest poglad, ze kazda praca magisterska czy doktorska jest jakims b.
            waznym dokumentem, osiagnieciem, ktory nalezy czcic z najwiekszym szacunkiem
            itd...

            A tak naprawde prac. mag. czy dok. ktore nie sa nigdzie publikowane sa nic nie
            warte. Jest to po prostu zapis tego, czego sie dokonalo w czasie badania
            jakiegos zagadnienia i nic wiecej. Prace doktorskie (jako calosc) sa slabo
            dostepne (u mnie daje sie jeden egzemplarz do biblioteki) i nie nalezy sie temu
            dziwic. Wiec prawie nikt takiej pracy nie przeczyta. Dlatego nalezy dbac o to
            aby zostala ona w jakiejs czesci opublikowana w jakims sensownym czasopismie,
            wtedy jest szansa ze ktos ja przeczyta. Zatem nie mozna mowic o autoplagiacie,
            jesli wlozy sie do pracy doktorskiej jakis wczesniej opublikowany artykul.

            Autoplagiat wystepuje, gdy tą samą treść autor publikuje w róznych pracach.
            • kat-on Re: Plagiat swojej własnej pracy? Help! 21.07.05, 18:14
              Zgadzam się ze Stukaczem, btw-ciekawa ksywka hehe;-))! Śmieszy mnie mir, jakim
              otacza się prace doktorskie, a najbardziej ta kilkuletnia pisanina. Dobrą pracę
              doktorską z nauk humanistycznych można, wg mnie, napisać w pół roku (co
              niniejszym czynię;-) Chyba, że ktoś bardzo wolno pisze i jeszcze wolniej
              myśli...;-))Co innego nauki przyrodnicze-badania, potem ich analiza-to musi
              zająć trochę czasu, nie zawsze dostęp do sprzętu jest natychmiastowy itd. itp.
              Ale w naukach humanistycznych ? Jest problem, czegoś nie opisano, nie zbadano-
              siadam, obkładam się literaturą, czytam, myślę, piszę coś nowego, ew.
              ustosunkowuję się do tego, co napisano, badam problem pod innym kątem. I
              jeszcze jedno-powiedzmy sobie szczerze-odkrycia, które zapełniają szuflady
              promotorów są tyle warte, co zeszłoroczny śnieg...Praca naukowa, aby miała sens
              musi być społecznie użyteczna, a nie służyć jako dekoracja uniwersyteckich
              bibliotek...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka