Dodaj do ulubionych

Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny

22.07.05, 08:26
No wlasnie, napiszcie, jak z waszymi zdolnosciami i praktyką w kierowaniu
samochodami. Macie prawko? Jeździcie?

Ja jestem motoryzacyjne beztalencie :((( Zero. Mniej niż zero :(

Prawo jazdy mam wprawdzie od wieków i nawet na początku trochę jeździlam, ale
potem potrącilam autobus i przestalam. Minęlo parę latek, a ja czuję, że bez
auta, to jak bez ręki.
Postanowilam więc, że po obronie doktoratu zabieram się za prawko. Doktorat
obroniony i slowo się rzeklo... Muszę zrobić badania (wzrok!), wyrobić nowe
prawko i... nauczyć się jeździć.

To ostatnie to problem, bo ja jakaś oporna jestem. Refleks konającego żólwia,
dupiastość ogólna i w ogóle :( Zalamka.

A chcę być samodzielną kobietą, a nie transportowaną wszędzie damulką
Obserwuj wątek
    • troijnis Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 09:11
      JA zrobiłam prawko w 200 roku ale jeżdże dopiero od marca 2004, kiedy to stałam
      się właścicielką mojej żabki (zielone autko). Ponieważ mam blisko tu i tam to
      aytem jeździ zazwyczaj "druga połowa". Ja wybieram rower lub tramwaj/autobus.
      Mimo to jak potrzebuję to wsiadam i jadę. Nie mam oporów. Poza tym jadza
      rowerem po dużym mieście owocuje później za kółkiem ;-)
      • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 09:55
        Ależ ci zazdroszczę. Ja mam wszędzie daleko (np. na uczelnię 90 km), więc tym
        bardziej jestem wściekla na siebie.
    • lepionka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 10:39
      Nie znam innej metody niż jeździć. Prawko zrobiłam w wieku dziecięcym wręcz,
      czyli najwcześniej jak prawo pozwalało. I jeżdżę cały czas. Wyrażam podziw dla
      moich rodziców, którzy zaraz jak odebrałam stosowny kartonik wysłali mnie na
      kilku kilometrową przejażdżkę, żebym poczuła samochód. Był listopad i śnieg. Ale
      dojechałam i jeździłam dalej. Chyba innej drogi nie ma, jak po prostu zacząć
      jeździć. Refleks chyba nie jest potrzebny, tzn. mam na myśli, że z odpowiednią
      wprawą reaguje się bez zwracania uwagi na cokolwiek, duszą nie rozumem. Zresztą
      nie daję wiary marnemu refleksowi mamy, toż za kierownicą nie trzeba ani połowy
      szybkości reakcji potrzebnej do upilnowania na przykład dwulatka :) .
      Powodzenia i wiary w siebie !
      • troijnis Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 11:57
        Pewnie że podstawa to opanowac strach i próbować ile się da. JA nie jeździłam
        długo a teraz jestem szczęśliwa że nie popełniłam tego błędu co moje koleżanki
        i nie włożyłam prawka do szuflady ;-)
    • marcelina_prust Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 12:20
      Chyba w przyszłości przyjdzie mi się zmierzyć z podobnym problemem. Prawko
      grzeje kieszonkę w portfelu, kto wie, może nawet już zakwitło? dawno nie
      sprawdzałam. Myślę też sobie, że samochód fajna rzecz, ale kiedy widzę to moje
      rozkopane miasto i kilooomeeeetroweeee korki, to się odechciewa. Na piechotę
      szybciej.
      AAA, właśnie: dzisiaj znalazłam miłą niespodziankę na portierni. Czy to Twoja
      sprawka, mamo.tadka? Innej możliwości zreszta nie widzę, więc dziękuję
      serdecznie :))) i życzę powodzenia w pokonywaniu nowych wyzwań.
      • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 12:41
        Marcelino, potwierdzam: niespodzianka mojego autorstwa :)

        Fakt, jeżdżenie po Wroclawiu to rozkosz :) Nie mam na razie takich ambicji,
        mieszkam w malym miastku, chcialabym umieć pojechać do sklepu z dzieciną, do
        rodziny 70 km dalej, a w dalszych planach do Wroclawia, ale tylko do pierwszego
        przystanku tramwajowego ;)
        • jklk Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 13:42
          Ja też jestem z Wrocławia i rzeczywiście, koszmar z tymi rozkopanymi ulicami!
          Każdy wyjazd to niespodzianka, bo te objazdy się jeden na drugi nakładają i nie
          sposób spamiętać co i gdzie jest zamknięte. Ale i tak teraz jeździ się lepiej
          niż w roku akademickim, bo jednak są znacznie mniejsze korki!
          Autkiem jeżdzę od ponad 7 lat, mam męża cyklistę, więc nie konkuruje ze mną o
          nasz pojazd mechaniczny. Uboczny efekt jest taki, że muszę sama ten pojazd myć,
          ubezpieczać, wozić do serwisu, konferować z mechanikami itd.
          No ale zwłaszcza w kontekście dziecka bardzo się auto przydaje.
    • rilian Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 14:17
      a mnie - może wstyd to przynać - wozi żona. a robi to świetnie. ja jakoś nie
      mogę się wyzbyć traumatycznych przeżyć sprzed kilku lat i prawo jazdy na mojej
      półce pleśnieje i śniedzieje..

      za to coalla jeździ super
      • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 14:23
        No nie, Rilian, tu mnie dobileś! Coalla pomyka autem, wszyscy pomykają autami,
        tylko ja, jak ten dupas, nie!
        • troijnis Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 15:28
          hi hi
    • r.richelieu Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 14:31
      nie mam, a za kierownicą ręce mi latają. No kurcez, boję się prowadzić, nawet
      wolę siedzieć z tyłu niż na przednim siedzeniu. Co też te wypadki robią z
      ludzi. A bez prawa jazdy faktycznie jak bez ręki
    • paluszek11 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 15:15
      No to i ja się włączę.
      Prawo jazdy zrobiłam w wieku lat 17, później miałam przerwę az zakupiłam swój
      pojazd i jeżdzę nim 5 lat po Warszawie. Nie bałam się, w pierwszym tygodniu
      jeździłam zawsze z kimś mądrzejszym, ale póxniej już samiutka.
      A ostatnio, ponieważ troszkę dobijają mnie korki, zakupiłam skuter i od miesiąca
      do pracy (w obie strony 40 km) jeźdżę skuterkiem.
    • coalla Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 15:47
      witajcie:) widziałam ten wątek już o 9 rano, ale się powstrzymałam od pisania,
      bo już i tak mam wrażenie, że za dużo się wymądrzam ;) zresztą miałam wiele
      spraw na mieście do objeżdżenia - latem Warszawa jest cudownie pusta

      Ha! rzeczywiście, za kierownicą radzę sobie nieźle!
      rilian - dziękuję Ci, wożenie Ciebie to wielka przyjemność :))) zapraszam!

      prawo jazdy zrobiłam natychmiast po maturze w 19XX (a jednak nie zdradzę, po
      namyśle ;) z przyjaciółką na wczasach w Augustowie! to były czasy!!!! do dziś z
      rozrzewnieniem wspominam kurs, mojego dużego Fiata 125, pana Tadzia, co
      odbierał nas na jazdy z plaży i prosił żeby chociaż na górę coś narzucać, no i
      tamto poczucie wolności - po maturze.... taka dorosła i samodzielna! i
      paliłyśmy Opale i DS'y - jako dorosłe... A na ćwiczenie z sygnalizacją drogową
      jeździliśmy do Suwałk, bo w A. nie było.... A egzamin mił w dzień targowy, a
      furmanki np. nie wolno było wyprzedzać na wąskiej drodze ;) Polecam wszystkim
      wczasy z prawkiem!!!

      faktem jest, że jeżdżę od lat 13 stale i bardzo chętnie :)
      przez tygodniem wróciłam z wyprawy z córeczką nad morze i po wybrzeżu, więc z
      1300km samodzielnie zrobiłam, nie bez tremy i ze skutkami ubocznymi (choroba od
      klimatyzacji) ale było super
      ale stłuczek i wypadków miałam kilka, bo często mam głowę w chmurach, jak to
      naukowiec ;) raz wjechałam w tramwaj (nie zauważyłam, serio - bo był biały,
      zresztą to było 5 minut po odwiezieniu promotorki od mgr na dworzec, która dała
      mi wlaśnie 6 za pracę do indeksu, więc co tam tramwaje...

      a w bagażniku samochodu wożę ze dwie pary butów, kurtki, sweter - na zmiany
      pogody albo okoliczności, no i 3 piłki, ubranka dziecka, sprzet
      piaskownicowy... - bałagan, ale same niezbędne rzeczy :)
      • rilian Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 16:33
        taaa... matura, potem trzynaście lat jeżdżenia stale... zagadką ile lat
        coalla "nie jeździła stale".... w każdym razie dwa składniki sumy zdradziła ;)))
        • coalla Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 17:01
          to taka tania kokieteria ;)

          grunt, że studenci na mnie fukają "ej, nie pchaj się! po zaliczenia jest
          kolejka do pokoju nauczycielskiego !"

          eh, czerwiec 1989... ledwieśmy wytrzeźwieli po euforii maturalnej na pustym
          kempingu na Helu, a już trzeba było wracać na pierwsze w życiu, pierwsze wolne
          wybory...
          • elektron1 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.07.05, 22:59
            coalla napisała:

            > eh, czerwiec 1989... ledwieśmy wytrzeźwieli po euforii maturalnej na pustym
            > kempingu na Helu, a już trzeba było wracać na pierwsze w życiu, pierwsze wolne
            > wybory...

            Jeeej.... Coalla! Jesteś moją rowieśniczką!!! Urodziłaś się w 70-tym? Aż nie
            mogę uwierzyć :-))))) To były czasy, te matury w 89-tym! Pamiętam jak na
            rozdaniu świadectw ktoś rozlepił na krzesłach naklejki Solidarności, i
            patrzyliśmy na nie tak jakoś z nadzieją i niedowierzaniem. I pierwsze numery
            "Wyborczej". A dzisiaj nasze forum jest na portalu tej gazety. Eh...
            Pozdrawiam Cię serdecznie!

            P.S. Dla wszystkich, którzy robią prawo jazdy polecam opuszczone poradzieckie
            lotniska, np. Bagicz pod Kołobrzegiem (ale to akurat moje okolice na krańcu
            świata). Można nieźle poćwiczyć, a w razie czego najwyżej wjedzie się w trawę.
            Tylko uwaga na zabłąkanych motolotniarzy!
    • miluszka Re: uwaga, przebijam mamę.tadka :-) 22.07.05, 20:00
      Autumno, nie przejmuj się wjazdami pod prąd ( w każdym razie nie rozmyślaj o
      tym po fakcie). Ja robiłam to kilkakrotnie jako świeży kierowca. Inne grzechy:
      notoryczne zapominanie dokumentów, skoki ( ach to sprzęgło!) kangurze w korku
      na Alejach, popchnięcie słupka ze znakiem zakaz postoju, wgniecenie zderzaka w
      aucie mojego teścia itd itp. To trwało parę miesięcy. Teraz objeżdzam już chyba
      piąte auto, na liczniku mam kilka okrążeń kuli ziemskiej i nie wyobrażam sobie
      siebie bez auta.
    • krysiulka A Krysia ma Puntolota! 22.07.05, 22:26
      Mam prawko od 11 lat, mój pierwszy samochód to maluch mojej Mamy,który dostałam
      w spadku :) Rok temu za własne pieniądze kupiłam uzywane Punto i bardzo sobie
      chwalę :) Parę dni temu, kiedy strasznie pędziłam po samochód do serwisu,
      Najdroższy kazał prowadzić mi Omegę (widzicie moje przerażenie i krzyki w
      samochodzie???), poradziłam sobie. Dziś miałam okazję pomykać
      Pandą,pożyczoną "do testów" na jeden dzień. Ale i tak Puntolot "rzondzi" ;)
      Do wszystkich bojaźliwych - żeby stać się dobrym kierowcą trzeba jeździć -
      wtedy strach maleje i człowiek się przyzwyczaja....

      To ja idę lulu ;)
      Krysiulka
      • sierzant.podsiadlik Prawko w portfelu sobie miejsce grzeje... 23.07.05, 00:20
        Ja się dołączam do niezmotoryzowanych. Mam prawko od ośmiu lat, nawet samochód
        jeden zdążyłam niefortunnie rozwalić (autko był rodziców), co prawdy traumy już
        nie mam, ale o własnych czterech kółkach nie marzę. Po pierwsze dlatego, że
        mieszkam niedaleko Centrum i na dodatek z metrem pod nosem. Po drugie,za bardzo
        uwielbiam pociągi, żeby się przesiadać w samochód (to a propos dalszych
        wypraw).Po trzecie - najbardziej prozaicznie - nie stać mnie.

        Ale jak wracam do domostwa rodzinnego i wsiadam za kółko, to muszę przyznać, że
        jednak mam frajdę ;-)
    • carduelis Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 23.07.05, 12:51
      Witajcie!
      Pozwolę sobie również zabrać głos w dyskusji, jako że wręcz uwielbiam jazdę za
      kółkiem! Prawo jazdy mam od 2003 roku więc w sumie niedługo i przez rok od
      zdobycia upragnionego dokumentu właściwie nie jeździłam. Później sytuacja się
      zmieniła wraz z zakupieniem na początku stycznia pojazdu marki fiat 126p :-)
      (może ktoś jest zainteresowany kupnem, właśnie chcę go sprzedać?:) Początkowo
      trochę się bałam jazdy po Wrocławiu, ale Mój kazał się wozić w różne miejsca i
      nie chciał słyszeć o tym, że może pojedziemy tramwajem. W ten sposób miasto
      stało się dla mnie nie takie znów straszne... W ciągu 9 miesięcy przejechałam
      tym maluszkiem ponad 10 tyś. km. Teraz jeżdżę polonezem (ech, uwielbiam widok
      kobiety prowadzącej poloneza, do tego trzeba krzepy!) i w końcu mogę słuchać
      radia i rozmawiać nawet przy prędkości 100 km/h ;-)
      A moim marzeniem jest posiadanie Lady Nivy - ech, cudowny wóz...
      Pamiętajcie, że praktyka czyni mistrza więc trenujcie i nie pozwólcie waszym
      prawkom spleśnieć!!!
      Pozdrawiam!
      carduelis
    • node Re: uwaga, przebijam mamę.tadka :-) 23.07.05, 20:38
      Prawo jazdy zrobilem jeszcze w ogolniaku, na studiach rodzice kupili mi (na
      spozniona 18stke) starego poloneza
    • lodziasta Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 24.07.05, 09:14
      Nie mam prawa jazdy, nigdy nie chodziłam na kurs i póki co nie zamierzam. Moja cała rodzina jest niezmotoryzowana- teściowie, mąż, rodzice. Tylko moja mama ma prawko, które zafundowała sobie na 40 urodziny.
    • kakofonia Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 24.07.05, 09:27
      mamo.tadka - mam to samo, a nawet gorzej, bo prawka nie mam

      samochody mnie przerażają, jestem głęboko przekonana, że do jazdy trzeba mieć
      co najmniej trzy nogi i dodatkową parę oczu

      nie wiem, czy kiedykolwiek się odważę usiąść za kierownicą :D
    • babazgaga Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 24.07.05, 10:14
      Prawko zrobiłam na studiach, ale nie jeździłam nic a nic... do podjęcia walki z
      ulicami Wrocławia zmusiły mnie studia doktoranckie, a dokładnie fakt, że
      jednocześnie pracowałam na cały etat w zwyklej firmie, i zblizal sie semestr w
      którym miałam mieć lektorat.... czyli codziennie wyprawa na uczelnie, która
      tramwajem zabierała ok. godziny w jedna strone, a samochodem tylko 20 minut.MOi
      szefowie z pracy nie mieli nic przeciwko wychodzeniu na lektorat codziennie,
      byleby na nie za długo, więc zostałam zmuszona do zanabycia samochoda. Fijut
      czinkueczento 900, używany ale prawie nówka, czerwony nazwany muchomorem (z
      uwagi na srające ptaki). Żeby było śmieszniej wakacje spedzilam z nogą w gipsie,
      zdjęty został w weekend przed 1 pazdziernika, i tego wlasnie dnia w poniedzialek
      pojechalam dzielnie do szkoly. Dodam ze jeszcze przez tydzien wozilam ciuchy na
      zmiane, tak sie pocilam podczas jazdy, a najwiekszym stresem byl most
      Grunwaldzki i rondo;).
      Teraz muchomora juz nie mam, rozstałam sie z nim 3 lipca, i poplakalam sie
      prawie jak odjezdzal w inne rece. Mam natomiast nowy samochodzik i dzielnie
      szaleje po Wrocku i okolicach:D
      • kassia26 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 24.07.05, 14:58
        Prawo jazdy mam od 9 lat i bardzo się z tego powodu cieszę, no może z wyjątkiem
        imprez w dużym gronie gdzie zawsze jest problem z tym kto będzie wracał...
        najczęściej pada na mnie i wtedy muszę porozwozić wesolutkie towarzystwo do
        domów... a mnie jakoś nie zawsze jest tak wesoło jak pozostałym... jak każda
        baba wjechałam pod prąd i miałam 2 stłuczki ale chyba i tak nie jest źle:)
        uwielbiam jeździć i uważam że każda dziewczyna powinna jeździć, trzeba się
        przełamać!!!! przecież nie jesteśmy gorsze od facetów!! Ja ostatnio im większym
        samochodem mam możliwość jechać tym lepiej się czuję... chyba minelam sie z
        powołaniem i powinnam zostać kierowcą TIRa, a nie jakiś doktorat robić...:)
    • biatka1 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 24.07.05, 18:36
      To i ja jeszcze dorzuce moje trzy grosze:)

      Prawo robilam w 1997 roku, zaraz w pierwsze wakacje po magisterce;) (dwa
      podejscia - za pierwszym wywalilam sie o dziwo nie na placu manewrowym -
      powtornie powtarzalam wiazd przodem do garazu - ale na jezdzie po miescie...
      Pomijam fakt, ze egzaminator pokierowal mnie na uliczki waskie, jakies na
      poboczu, ale zadrzewione, gdzie serio mozna sie zaplatc, kto ma pierszenstwo,
      gdzi ejest jednokierunkowa, a znaki ustap pierszenstwa, czy stopu, czy droga z
      pierszenstwem - zasloniete za koronami drzew... no zalam... Teraz jak
      przychodzi mi jezdzic tymi uliczkami - to nie raz widze jak mam pierszenstwo a
      inni tego nie widza...; to raz; a dwa bylo oberwanie chmury, jechalam jako
      ostatnia, wiec widocznosc dramatycznie ulegla pogorszeniu, potoki na ulicach...
      nie widac pasow na jezdni, a co wwlaczalam tylnia wycieraczke - to mi ja facet
      wylaczal... zalam...:( No, ale bylo, minelo; za drrugim razem byla slizczna
      pogoda, ale o maly wlos nie wylozylam sie na manewrach, przy parkowaniu
      bokiem...;)).

      No i to prawko dojrzewalo... bo nie mialam auta, a Tato Fiatem 125p nie
      pozwalam mi jezdzic, bo cytuje "sie wystarsze, bo krucha jestem, a tam potrzeba
      sily..." No moze i mial racje;) Ponadto powtarzal, jak kupisz swoje autko to
      bedziesz jezdzic...
      I nadszedl ten dzien w 2003 roku:) Oszczedzalam i w koncu kupilam nowe autko, w
      kotrym sie zakochalam po uszy!!! Typowy damski kolor<lol> i wesoly w srodku:)
      A jakie fajne dodatki;) hhehe.
      Ale oczywscie nie ja nim wyjezdzalam z salonu...:)
      Brat podal pomocna dlon - i codziennie rano po godzinie uczyl mnie na nowo sie
      poruszac - zaczelismy od placu, ale niebawem na jezdnie wyjechalismy:) No i sie
      zaczelo... Przez miesiac jezdzialam z nim tylko i wylacznie. Po miesiacu
      zaczelam sama... wpierw tylko do pracy... potem w coraz to inne miejsca...
      Potem pomoc przyszla ze strony Mego Kochania - ktore spadlo na mnie jak grom z
      jasnego nieba i wykazal wiele cierpliwosci i lagodnosci i w rozne miejsca sobie
      jezdzilismy, a on za pilota sluzyl:)

      Aaaa, zeby mi nikt z tylu nie siedzial na bagazniku, zainwestowalam rowniez w
      zielony listek - a co!!! Jesli jakis blad zrobie - to mozebeda mieli litosc -
      jak skojarza blondynka za kolkiem z listkiem:):):)

      W zasadzie moglabym juz go wziac, bo jakos sobie radze:) I nikt na mnie nie
      trabi, ale moze wlasnie przez ten listek? Hehehe;)

      Byl taki okres, ze balam sie jezdzic, panika itd., ale juz chyab to minelo, w
      uszach rozbrzmiewaja mi slowa Ukochanego..."tylko spokojnie... bez gwaltownych
      ruchow..." i to dziala:)

      Wpierw jedzilam powoli, lewym pasem, lecz jesli na prawy musialam skrecic, to
      staralam sie stosowac zasade, zeby nie zostawiac za duzej dziury miedzy
      poprzedzajacym autem, bo mi sie beda wciskali przed maske inni;) i to jest
      niebezpieczne. I w ten sposb... zaczelam coraz szybciej jezdzic no i teraz
      inni uzytkownicy mnie czasem deneruwja jesli jezdza bez glowy;););) Trzeba
      myslec wyprzedzajaco niejednokrotnie no i patrzec w lusterko wsteczne, i byc
      uprzejmym i szybszych puszczac:):):)

      Jak wybieram sie w nowa trase po miescie, wole zajrzec do mapy jednak i sie
      upewnic... bo czasem mialam momentu bladego strachu, jak np. sie ustawic
      najlepiej na skrzyzowaniu, zeby bylo z glowa;)

      Eh to tyle. Na koniec dodam, dla tych co sie boja jezdzic - faktycznie tylko
      przejechane godziny pozwola sie oswoic z pojazdem, z predkoscia no i
      koorydnacja wzrokowo ruchowa;)

      Nie zapomne do dzisiaj, pierwszej godziny jazdy na kursie... na placu... gdzie
      ja pierwszy ra w zyciu za kierowncia siedzialam i mialam na padelay nasiskac,
      zmieniac biegi... wymagalo to wielkiego skupienia, zeby sie nie pogubic nad
      synchornizacja ruchow;)po kilku kolkach... zatrzymaniacch, rozpedzaniach
      sie.... (to jeszcze bylo zanim pas startowy na Zaspie ograniczyli przez
      kwietniki) - instruktor kazal mi wyjechac po 15 minutach na jezdnie, gdzie ruch
      samochodowy!!! A ja bylam swiecie przekonana (bo tak brat mowil, ze pierwsza
      godzina to na placu) - ze ja tego dnia na jezdnie nie wyjezdzam. BYl to szok.
      roplakalam sie w aucie i popwiedzialam instruktorowi, ze nie wyjade... czekal
      tak dlugo az sie uspokoilam i wyjechalam... mialam mgle przed oczyma - na znaki
      kompletnie nie patrzylam, bo ja ciagle nad ta koordynacja sie skupialam, coby
      auto nie zdechlo - koszmar, ale przezylam.

      Teraz lubie jezdzic, ale na dlugie trasy sie jeszcze nie wybieralam... troche
      sie boje wyprzedzac, choc juz niejedokrotnie to robilam... Adrenalina wtedy
      podskakuje:)

      Pozsrawiam serdecznie i przepraszam za przydlugi post i juz milcze i pisze
      prace:)
      papapa
      Dziewczyny nie dajcie sie!!!!
      Tylko spokoj moze nas uratowac;)
      P.S.
      Parkowanie przodem opanowalam, i w centrach handlowych daje sobie rade, jak
      jest malo miejsca miedzy slupem a autem innym, takze do garazu wjezdzam, mimo,
      ze po bokach kilka centymetrow od lusterka:) Trzeba wycwiczyc w sobie szerokie
      spojrzenie, ze patrzac w przod - widzisz boczne lusterka i tyle tez;) czyli
      oczy dookola. I lepiej czasem wolniej, niz za szybko, I trzeba byc uprzejmym na
      drodze i myslec o innych tez, a nie samolubnie o sobie;)
      • biatka1 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 24.07.05, 18:44
        Aaaa - zapomnialam dodac - dobra metoda jest tez jazda w dwa auta:)
        Zaufany czlowiek przed nami, ktory nas niejako pilotuje do danego miejsca, a
        jesli ma gdzies wyjechac z podporzadkowanej na glowna, to robi to tak, zebysmy
        i my zdazyly. Naprawde fajnie sie tak jedzi, uwielbiam to:):):)
        • biatka1 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 24.07.05, 18:50
          Hehe - i jeszcze cos...
          Kompletnie nie zauwazam Policjantow na drodze... w sensie, ze dopiero jak ich
          mijam:):):) Boje sie, ze kiedys im lizak potrace;)

          Ale ostatnio mialam przeczucie, jechalam na dwupasmowej jako pierwsza za mna
          nieliczne auta i tak czulam, ze moze dzis tu jednak stoja... i zwolnilam... ale
          z daleka juz wlepilam wzrok w drzewa na poboczu, ale i tak jak juz ich
          dojarzlam - to widzialam, ze juz akurat ruchem reki zabierali radar... eh:)
          Przeczucie pomoglo:) Goroca sie zrobilo;) A raz stali na poboczu i za mna
          ruszyli... jechali... sadzilam, ze zaraz zaczna migac na mnie siwatlami... ale
          nie.. strecili w lewo:) Panikara, ale ciepelko uderzylo do glowy;)
          Hehe.. oj.
          • ica11 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 15.08.05, 23:18
            <lol> <lol> <lol> Biata, jestes niezmozliwa <lol>
          • ica11 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 19.08.05, 23:42
            Biata, a powozisz mnie troche? Stęskniłam sie za Twoim autkiem :) ...
    • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 25.07.05, 08:22
      Podsumowanie:
      prawo jazdy mają i autami pomykają:
      troijnis, lepionka, jklk, paluszek11, coalla, elektron1, miluszka, node,
      krysiulka, cardelius, babazgaga, kassia26, biatka1

      prawo jazdy pleśniejące na pólce mają:
      marcelina_prust, rilian, sierzant.podsiadlik, mama.tadka (ale zamierza je
      odpleśnić!)

      bez prawa jazdy:
      r.richelieu, autumna, lodziasta, kakofonia

      Mama nadzieję, że nic nie pokręcilam :)

      Ponieważ zdecydowalam się swoje prawko odpleśnić (zrobilam je w 1994 roku,
      wieki temu!), odbylam juz interesującą wizytę u lekarza, który nawet nie
      zapytal ile mam dioptrii i wydal mi zaświadczenie na prawo jazdy bezterminowe.
      Hura. Wierzę, że to dobry znak. Jeszcze tylko muszę dziś wykonać swoje foto i
      zanieść papiery do urzędu.
      No i muszę nauczyć się jeździć, he he...
      • biatka1 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 25.07.05, 09:18
        Tylko koniecznie dobrego instruktora sobie zorganizuj - najlepiej
        osobistego...:)

        Powodzenia!!!
      • suwmiara Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 25.07.05, 14:44
        I ja mam prawo jazdy :), proszę mnie dołączyć do listy :)

        Pomykam od 13 lat. Z różną intensywnością i na różnych autkach w sumie ze
        100000 nakręciłam. Pod koniec marca nabyłam swoje własne autko (zrobiłam nim
        już 6500 km ! :).

        Fruwam po Warszawie. Specyficzna jazda, bo szybka i nerwowa. Trzeba tu jeździć
        z pozytywnym nastawieniem do świata i ludzi w bagażniku. Większy refleks
        wymagany jest chyba tylko w (pięknym) Wrocławiu (ach te tramwaje).

    • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 02.08.05, 15:22
      W poniedzialek mialam dwie pierwsze godziny jazdy z instruktorem. Melduję, że
      ofiar w ludziach nie bylo...
      • babazgaga Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 02.08.05, 16:32
        Mamo.tadka, dawaj znac wczesniej, zebym wiedziała na którą L-kę się nie
        wsciekać. Tylko nie mow zebym nie wsciekala sie na zadną;)
        Pozdrawiam
        • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 03.08.05, 10:12
          He he, możesz się wściekać spokojnie, ja nie jeżdże po Wroclawiu, tylko po
          Polkowicach (tu mieszkam). Mam w planie wypad do Wroclawia, ale to jeszcze
          pewnie lata uplyną, zanim osiągnę taki poziom umiejętności :( Wtedy Cię
          ostrzegę na pewno, w ogóle chyba duuuże plakaty ostrzegające wywieszę, żeby
          ludzie w domach pozostali :)
          • katse Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 03.08.05, 14:03
            nie mam prawa jazdy
            musze zrobić
          • suwmiara Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 06.08.05, 08:50
            Ależ nie mamo_tadka, nie będzie to trwało aż tak długo. Trzeba tylko z
            uśmiechem podchodzić do drobnych błędów jakie każdy popełnia na początku, a po
            dwóch miesiącach we własnym samochodzie pomykasz bez stresu. W końcu do prawa
            jazdy nie trzeba mieć ;) doktoratu.
            Pamiętaj podstawową zasadę. „Przecież to nie na mnie trąbią!”
    • ica11 z tyłu listek, z przodu listek 15.08.05, 23:26
      ja tyz prawka nie mam - choc próbowalam, ale nie zdalam juz placu, natomiast
      jak juz je kiedys wyrobie, to w mysl słów jakiejs bohaterki Klanu, ze "z tyłu
      listek, z przodu listek, a w środku głąb" - na mmim aucie beda 4 zielone
      listki - równiez i po bokach ;))
      • coalla Re: żadnych listków! 16.08.05, 12:19
        w żadnym wypadku nie nalepiaj sobie żadnych listków!

        jeździ sporo cwaniaków, którzy tylko czyhają na "jeleni"
        żeby się podstawić i wyklepać na koszt "zielonego"

        nic prostszego jak wyprzedzić i zahamować gwałtownie -
        a "zielony" jeszcze dostanie mandat za niezachowanie
        ostrożności, prędkości, odległości...
        a najłatwiej zaczaić się na parkingu przy hipermarkecie,
        gdzie wszyscy są w szale zakupów i zapominają, że tu też
        obowiązują przepisy ruchu drogowego...
        moją znajomą olistkowaną dawno temu właśnie w ten sposób
        "załatwiono", a był to nawet jakiś zawodowy szofer, służbową
        limuzyną - ona grzeczna, nieśmiała, facet wyszczekany
        nie miała szans nawet z policją :(
        (a "listki" mają potem uraz i chowają prawko do szuflady,
        a rodzina boi się im auta użyczać)

        powodzenia :)
        • mama.tadka Re: żadnych listków! 16.08.05, 12:37
          O cholera, Coalla, ale wizja :(
          Ja chyba zastosuję patent francuski, czyli jazdę w towarzystwie bardziej
          doświadczonego kierowcy przez jakiś czas (we Francji obowiązuje przez rok, auto
          ma wtedy nalepione wielkie "A" na tylnej szybie).
          • biatka1 A ja mam.... 16.08.05, 13:14
            A ja mam listek z tylu malutki, zgrabniutki:) i jak do tej pory nie moge
            narzekac:) Mam nadzieje, ze cos takiego sie nie przytrafi... Nikt na mnie bez
            powodu nie trabi:) a i trzymaja sie z daleka, jak patrze we wstecznym lusterku -
            a moze to ja za szybko jezdze?;)
            Co do zajezdzania drogi - to jade na tyle blisko auta poprzedxzajacego, ze nie
            prowokuje wolnym miejscem na wjazd:)

            Pozdrawiam
            B
    • goffythedog Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 20.08.05, 01:45
      a goffy nie ma prawka, ale zamierza sie przymierzyc. rodzina nabyla samochod,
      wiec od czasu do czasu pozyczy, i goffy bedzie mogla pocwiczyc, zeby prawko nie
      plesnialo. poki co goffy po lodzi jezdzi rowerem. od niedawna. i uparcie nie
      zjezdza na chodnik. a caly czas sie dziwi. bo odkad goffy zapoznala sie z
      przepisami ruchu drogowego to goffy wie, ze kierowcy w duzej czesci ich nie
      znaja. albo nie stosuja, co z grubsza na jedno wychodzi. z perspektywy
      goffy'ego. dlatego dziarsko goffy pokrzykuje 'stop wariatom drogowym'. a rodzina
      sie martwi. niemniej, goffy nadal zyje.
    • suffo Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 20.08.05, 11:16
      Mamo.tadka - mam dokladnie tak jak Ty (z tym, ze ja prawie zderzylam sie z
      tramwajem ;)).
      Ale teraz zycie mnie przymusza i od dwoch dni probuje jezdzic - na razie na
      parkingu.
      • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.08.05, 08:07
        Przejeździlam już 12 godzin z instruktorem i kilka na naszym aucie :)
        Może jednak mi się uda zmotoryzować? Nowe prawko mam nadzieję odebrać w piątek.
        • suffo Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.08.05, 11:12
          Wczoraj i przedwczoraj jezdzilam noca po ulicach Krakowa. Ruch nawet byl, szlo
          niezle, ale skrecalam prawie wylacznie w prawo i rzadko zmienialam pas ruchu.
          Moj maz jest swietnym, odwaznym, spokojnym nauczycielem. Ale co ja zrobie jak
          jego nie bedzie?
          • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.08.05, 11:20
            He he, muszę wypróbować ten patent ze skręcaniem w prawo ;)
            Ja się cholernie boję wlączać do ruchu na takiej grubej jezdni dwupasmowej,
            jakoś nie potrafię ocenić odleglości w lusterku :(
            • carduelis Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.08.05, 17:56
              mama.tadka napisała:

              > He he, muszę wypróbować ten patent ze skręcaniem w prawo ;)

              Jak zaczynałam jeździć po Wrocławiu bałam się okruynie skręcania w lewo. Przed
              jazdą zawsze obmyślałam sobie trasę tak, żeby nie skręcać w lewo ;-) Później już
              mi przeszło... Więc patent ze skręcaniem w prawo nie jest taki głupi na początek ;-)
              • babazgaga Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 29.08.05, 20:44
                Ha, ja miałam zasady dwie:
                1. nie skręcać w lewo
                2. Unikać Ronda na powstańców, a jak już to nie musieć na nim zmieniać pasa
                Oczywiście po jakimś czasie przeszło.
                A co do chwalenia się prędkością, to mam od niedawna nowe, dużo lepsze od
                poprzedniego autko, i w sobote jechałam do gliwic autostradą.... 180km/h w
                jednym momencie przez krótką chwilkę:D:D::D
            • malwaaa Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.08.05, 18:36
              Z czasem się nauczysz. Też tak miałam na początku, a teraz to luzik ;)
            • suffo Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 22.08.05, 23:09
              Musze to napisac :)))) Jechalam 100! Na autostradzie rzecz jasna ;)
              • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 23.08.05, 12:20
                Ha! Ja osiągnęlam 90 km/h i zadziwiona bylam tym pedem :) Dodam, że normalnie
                jeżdżąc, tzn. gdy prowadzi mąż, rzadko schodzimy poniżej 120.
                • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 23.08.05, 12:21
                  Aha, dziś odebralam świeżutkie, BEZTERMINOWE tym razem (poprzednio mialam
                  ograniczenia ze względu na wadę wzroku) PRAWO JAZDY :)))

                  Wczoraj zaś opracowywaliśmy z mężem różne trasy, którymi mozna dojechać np. do
                  supermarketu, skręcając wylącznie w prawo. Jest to mozliwe ;)
                  • biatka1 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 29.08.05, 20:36
                    Gratuluje!!!
                    Pozdrawiam
                    B
    • lancetnik Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 29.08.05, 20:30
      Wydawało mi się, że jeżdze juz całkiem całkiem...aż do zeszłego tygodnia. Nie
      zauwazyłam, ze jade droga podporzadkowana i wpakowałam sie pod koła samochodu.
      Ja przezyłam ale auto nie. To sie dopiero nazywa beztalencie :(((((
      • biatka1 Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 29.08.05, 20:34
        Ale jestes cala i zdrowa? I ososby z tamtego pokajzdu - ktory jechal
        prawidlowo - tez?
        Niestety - czasem mzna sie zagapic... trzeba uwazac... zawsze byc czujnymi
        patrzec na znaki drogowe... a na skrzyzowaniach zwalniac, nawet jak sie jest na
        drodze z pierszenstwem...

        Pozdrawiam
        B
        • suffo Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 30.08.05, 11:04
          To ja tez pomarudze. Jezdze coraz wiecej, ale wciaz z mezem (tyle, ze przesiadl
          sie do tylu). No i dzisiaj od rana nie idzie najlepiej. Musielismy sie
          przesiadac, bo nie moglam wystartowac pod gorke (prawie niewidoczna, ale
          sciagala mi samochod do tylu), a za mna bliziutko stal inny pojazd i jeszcze
          jacys ludzie sie miedzy naszymi wozami przeciskali. Brrr... Stary przeprosil
          uczestnikow ruchu, wyjechal, ale co ja bede robic, kiedy bede sama - jak nic
          bylaby to pierwsza stluczka :(

          • mama.tadka Re: Doktorant/doktorek a pojazd mechaniczny 21.09.05, 14:48
            Hej Suffo, ja też walczę. We Francji codziennie obowiązkowa jazda gdzieś tam (w
            zależności od potrzeb danego dnia). Teraz też staram się codziennie gdzieś
            pojechać, ale tu już trudniej. No niestety, dzień, w którym pojadę samodzielnie
            na uczelnię do Wroclawia wciąż odlegly :(
    • biatka1 Kawal1 02.09.05, 19:37
      Żona wpada roztrzęsiona do domu:
      - Wyobraź sobie - mówi do męża - na ulicy nagle wpadamy na siebie z Baśką...
      - Nie obchodzą mnie wasze babskie sprawy - przerywa jej małżonek.
      - Jak uważasz, ale według lakiernika auto będzie gotowe dopiero za tydzień.

      :);)
    • biatka1 Kawał2 02.09.05, 19:41
      Żona wraca z pierwszej jazdy samochodem bez męża.
      - Kochanie - mówi do męża - opowiedzieć ci jak było na pierwszej jeździe
      samochodem bez ciebie, czy chcesz przeczytać o tym jutro rano w gazecie???
    • biatka1 Kawal 3 02.09.05, 19:46
      - To, jakim samochodem będziecie jeździć w raju, zależy od tego, czy byliście
      wierni swoim żonom za życia! - mówi Bóg. Pierwszy facet- O Boże, proszę, bądź
      łaskaw! Wiem, że zdradzałem żonę, ale na ziemi było tyle pięknych kobiet, a ja
      chciałem mieć je wszystkie dla siebie!
      Bóg:
      - Wstydź się, synu, za karę dostaniesz dwudziestoletnią Nyskę.
      - Drogi Boże, tylko raz zdradziłem i strasznie tego żałuję, nie bądź zbyt
      srogi! - mówi drugi facet.
      Bóg:
      - Wstydź się, synu, ale dostaniesz BMW.
      - Drogi Boże, będziesz ze mnie taki dumny - mówi trzeci -Nigdy nie zdradziłem
      żony, kochałem ją ponad wszystko, kupowałem jej róże codziennie, sprzątałem
      cały dom, robiłem zakupy, podróżowaliśmy razem po całym świecie...
      - Wystarczy! - mówi Bóg - Jestem z ciebie dumny. Dostaniesz każdy samochód,jaki
      tylko zapragniesz.
      Minęły dwa tygodnie. Pierwszy i drugi mężczyzna widzą, jak trzeci facet
      zatrzymał się na samym środku skrzyżowania swoim nowym, błyszczącym Rolls
      Royceem. Podchodzą do niego i pytają:
      - Człowieku, dlaczego płaczesz, przecież masz samochód swoich marzeń! O co ci
      chodzi?
      Na to on zrozpaczonym głosem:
      - Właśnie widziałem moją żonę na rolkach!

      ;)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka