Niezły zawodnik:)

09.12.05, 23:51
miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,3056197.html
"Profesor Politechniki Świętokrzyskiej, który w środę prowadził zajęcia, mając
we krwi ponad 3 promile alkoholu, najprawdopodobniej sam poprosi o zwolnienie
z pracy.

Do zdarzenia doszło w środę na Wydziale Elektrotechniki, Automatyki i
Informatyki PŚk. Jeden z profesorów dziwnie się zachowywał. Zaniepokojony
dziekan wydziału wezwał policję - ta stwierdziła u niego 3,18 promila w
wydychanym powietrzu. Rektor PŚk Wiesław Trąmpczyński natychmiast zawiesił
wykładowcę w obowiązkach.

(...)Nie chcemy sięgać po zbyt drastyczne metody postępowania wobec profesora.
Ma 66 lat, jest emerytowanym pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego i
uznanym specjalistą z zakresu optoelektroniki. Poza tym ma kłopoty z sercem.
Najwyraźniej przydarzyła mu się chwila słabości - mówi dziekan Tadeusz Stefański".

Sprawa w sumie humorystyczna, ale problem poważny. No więc: czy zdarzyło wam
się prowadzić zajęcia po wypiciu alkoholu (oczywiście zakładam kulturalne
picie - podany przykład to ekstremum). Albo: czy zdarzyło się wam mieć
pijanych studentów na zajęciach? Jak zareagowaliście?
    • klee Nie znam smaku alkoholu 10.12.05, 00:35
      Wiem, że to może być szokujące, ale tak już mam. :-) Nie mogłem więc prowadzić
      zajęć pod wpływem. Choć czasem byłem tak podekscytowany i przejęty, że mogłem
      sprawiać wrażenie będącego w stanie wskazującym. Ale to tylko dlatego, że
      bardzo lubię prowadzenie zajęć i czekam na nie zawsze z niecierpliwością, no a
      poza tym staram się dać z siebie wszystko w ich trakcie. Ale w parze z efektami
      to wcale nie idzie, niech nikt tak nie myśli.

      A co do studentów, to kto wie, trudno mi ocenić. Czasem się tak zastanawiałem,
      czy umiałbym rozpoznać. ;-) W każdym razie żadne ekscesy mi się dotychczas nie
      zdażyły, ale ćwiczenia prowadziłem dopiero jeden semestr.
      • vovel123 Re: Nie znam smaku alkoholu 10.12.05, 14:45
        he, he..... i to tłumaczenie o chwili słabości i słabym sercu.... jednak
        jest to bez wątpienia sytuacja niepoważna, żenująca.... niewyobrażam sobie
        takiej możliwości ani w swoim przypadku ani w przypadku studentów.... choć
        muszę przyznać, że za "moich czasów" krążyły na uczelni plotki o "wyskokowych"
        zajęciach niektórych profesorów...
        • klee (...) a nawet były zwolnienia 10.12.05, 15:09
          U nas jeden pan doktor tak lubił sobie pociągać, że go w końcu zwolniono.
          Myślę, że z tego rodzaju problemami uczelnie radzą sobie akurat niezgorzej.
      • flamengista przykro mi o mówić - ale to nie jest zdrowe 10.12.05, 15:01
        Alkohol jest dla ludzi, tylko trzeba umiejętnie z niego korzystać:)
        • klee Bo ja się w ogóle niezdrowo prowadzę 10.12.05, 15:11
          Ale mnie nie o to chodzi, bym prowadził higieniczny tryb życia, tylko o to, by
          mi on odpowiadał. :-)
          • flamengista higieniczny nie znaczy zdrowy 10.12.05, 15:30
            W tym kraju żeby nie oszaleć, czasem trzeba się napić. Oczywiście nie dużo i
            najlepiej z przyjaciółmi.
            • klee Yes, I know 10.12.05, 15:38
              No ale ja pisałem, że prowadzę właśnie niehigieniczny, niezdrowy, i [jaki tam
              jeszcze chcesz] tryb życia. Takie niepicie z zasady jest czymś sztywnym, a nic,
              co sztywne, nie jest dobre i średnio nam służy. Ale, jak pisałem, żyję tak, jak
              mi jest dobrze żyć, a nie tak, by było zdrowo i higienicznie. Nie piję, choć to
              zdrowo (kontrowersyjna teza ;-)), śpię w dzień, a działem w nocy, choć to "nie
              po ludzku", jem byle co, sportów nie uprawiam itd. Wychodzę z założenia, że
              życie jest na tyle krótkie, że chcę je przeżyć po swojemu, tak, aby mi się
              dobrze żyło. Choć może i bardziej racjonalne jest takie podejście, że skoro
              jest takie krótkie, towarto żyć tak, aby je maksymalnie przedłużyć... :-)
              • flamengista z tą abstynencją... 10.12.05, 16:12
                mam nadzieję, ze dotyczy tylko alkoholu, a nie innych przyjemności.

                Trochę rozrywki w życiu się przydaje;)
                • klee A jakie masz na myśli? ;-) 10.12.05, 16:15

                  • flamengista śmiało, śmiało - jesteśmy w XXI wieku 10.12.05, 16:17
                    Seks, tytoń, trawka...
                    • klee Re: śmiało, śmiało - jesteśmy w XXI wieku 10.12.05, 16:27
                      Jeśli o to pierwsze chodzi, to jestem zdecydowanie niedoseksiony, ale to już
                      nie z wyboru bynajmniej, tylko ze smutnej konieczności. :-/

                      Z papierosami jak z alkoholem, chcoiaż jak byłem, to mnie kiedyś mój starszy
                      brat zmusił, żebym spróbował. Groziło mi zrzucenie z balkonu (pozbawionego
                      barierek). :-]

                      A ta trawka to mnie całe życie prześladuje. Zawsze uważałem, że każdy student
                      powienien tego spróbować, bo inaczej nie jest studentem naprawdę. Wiele razy
                      się przymierzałem, ale zawsze ktoś mnie zniechęcał lub straszył przykrymi
                      wizjami i nigdy nic z tego nie wyszło. Teraz nie ma wokół mnie nikogo, od kogo
                      mógłbym towar załatwić. Poza tym boję się, że może upaliłbym się na smutno. Toć
                      ta jesień taka smutna... ;-) Ale jeśli kiedyś będę miał okazję, skosztuję i się
                      wrażeniami podzielę, hahaha.
                      • flamengista palić to nie palę... 10.12.05, 16:32
                        ani tytoniu (wyjątek - cygaro średnio raz do roku;), ani trawy. Trawę raz
                        wypaliłem, ale była złej jakości i nic z tego nie wyszło;)
                        • klee No i widzisz 10.12.05, 16:46
                          Też mnie zniechęcasz, a mnie zachęty trzeba. ;-D
      • flamengista oczywiście sprawa profesora żenująca, ale 10.12.05, 15:28
        mnie chodziło o nasze podejście do tego problemu.

        Wiadomo - czasem na uczelni trafi sie impreza. Urodziny szefa, opłatek,
        świętowanie z wydania książki...

        W takiej sytuacji u nas ZASZE jest alkohol. I czasem sytuacja jest taka, ze
        człowiek się napije, bo tak wypada.

        Ja takich sytuacjach po prostu odwołuję zajęcia, które są odrabiane w
        późniejszym terminie. Nie chcę, by studenci mówili, że prowadziłem zajęcia w
        stanie wskazujacym.

        Problem w tym, że studenci, którzy od swoich prowadzących wymagają pewnych
        standardów zachowania, sami sie do nich nie stosują. Wielokrotnie miałem
        "przyjemność" prowadzenia zajęć ze studentami, od których ewidentnie czuć było
        alkohol.
        • klee I co? 10.12.05, 16:00
          Reagowałeś w jakiś szczególny sposób ma ten stan rzeczy? :-]
          • flamengista reakcja jest trudna w takiej sytuacji 10.12.05, 16:15
            Miałem do czynienia najczęściej z kimś, kto był na tzw. humorku. To jeszcze
            nieźle, można troche pożartować i udać że sie nic nie stało.

            Obawiam sie jednak, że będzie kiedyś taka sytuacja, że student przyjdzie na
            zajęcia kompletnie narąbany. Po prostu jest coraz gorzej.

            W takiej sytuacji zakończę zajęcia (jeśli sam nie wyjdzie) i złożę wniosek o
            wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego.
            • klee Po raz kolejny się okazuje... 10.12.05, 16:22
              (...) że myślimy podobnie. :-)
    • niebo.nad.berlinem Re: Niezły zawodnik:) 10.12.05, 16:15
      flamengista napisał:

      No więc: czy zdarzyło wam
      > się prowadzić zajęcia po wypiciu alkoholu (oczywiście zakładam kulturalne
      > picie - podany przykład to ekstremum).

      nie i nie sądzę, żeby kiedykolwiek w przyszłości taka sytuacja mogła mieć
      miejsce

      Albo: czy zdarzyło się wam mieć
      > pijanych studentów na zajęciach? Jak zareagowaliście?

      jednego z moich studentów podejrzewam o to, że raz był na zajęciach "pod
      wpływem". siedział cichutko w ostatniej ławce, pod koniec zajęć coś tam chciał
      ustalić odnośnie zadanego na następny raz tekstu, trochę mu się język plątał,
      więc nabrałam podejrzeń. ale nie zareagowałam w ogóle, bo w zasadzie było po
      zajęciach, a ja nie miałam pewności co do jego stanu. nie widziałam żadnego
      celu w podejmowaniu dyskusji na ten temat.
      • klee To się chyba zazwyczaj tak kończy, nie? 10.12.05, 16:20

        • niebo.nad.berlinem Re: To się chyba zazwyczaj tak kończy, nie? 10.12.05, 16:24
          tzn. jak?
          • klee No... 10.12.05, 16:29
            (...) że się nie podejmuje żadnych kroków formalnych. Bo żeby wszcząć jakąś
            procedurę, to trzeba mieć pewność, a żeby tę mieć, to trzeba by delikwenta
            sprawdzić alkomatem. A ja np. nie wyobrażam sobie, abym mógł doprowadzić do
            sytaucji badania kogoś tym urządzeniem. Ale to pewnie po prostu źle o mnie
            świadczy i tyle.
            • niebo.nad.berlinem Re: No... 10.12.05, 16:35
              klee napisał:

              > (...) że się nie podejmuje żadnych kroków formalnych. Bo żeby wszcząć jakąś
              > procedurę, to trzeba mieć pewność, a żeby tę mieć, to trzeba by delikwenta
              > sprawdzić alkomatem. A ja np. nie wyobrażam sobie, abym mógł doprowadzić do
              > sytaucji badania kogoś tym urządzeniem. Ale to pewnie po prostu źle o mnie
              > świadczy i tyle.
              >


              ech, no ja też nie wyobrażam sobie takiej sytuacji... ale prawdę mówiąc nie
              wiem co bym zrobiła, gdyby jakiś student zaczął się zachowywać niestosownie,
              czy nawet agresywnie. pewnie złożyłabym na niego skargę, niezależnie od tego,
              czy był pod wpływem alkoholu, czy nie.
    • flamengista nie porsuzałbym tej sprawy, gdyby problemu nie 10.12.05, 16:20
      było

      Ale on jest, niestety.

      Niedawno byłem w przykrym położeniu - zobaczyłem pracownika technicznego naszej
      uczelni, który był kompletnie pijany. Nie umiał utrzymać się na nogach.

      Nie doniosłem na niego - zrobiło mi sie żal, uznałem że może przeze mnie stracić
      pracę. Ale teraz sądzę, że źle zrobiłem. Pewnych granic przekraczać jednak nie
      wolno...
      • klee Dylematy moralne ludzi nauki ;-] 10.12.05, 16:21

        • flamengista przyznam ze wstydem, ze myślałem również 10.12.05, 16:30
          o sobie. Nie zgłosiłem tego z czystego wygodnictwa. Musiałbym występować przed
          komisją dyscyplinarną, komuś bym podpadł. Tak było najłatwiej...

          Jedyne, co mnie usprawiedliwia, że na początku mojej pracy będąc krańcowo naiwny
          - chciałem być w porządku. No i zrobił się z tego mały skandal. Całe szczęście,
          że o nim zapomniano a osoba uwikłana weń nie zna mojego nazwiska.
          • klee No niestety 10.12.05, 16:45
            Tacy, którzy się wychylają, nie są lubiani. Sprawa skończyłaby się pewnie na
            tym, że przypięto by Ci łatkę takiego, który stwarza problemy. To by zostało, a
            o studencinie szybko by zapomniano.

            Zresztą, u nas mieliśmy taką historię, że studentka próbowała wręczyć
            profesorowi łapówkę na egzamienie. Sprawa zdążyła już naleźć swój finał w
            sądzie, kiedy komisja uczelniana dopiero zaczęła się nią interesować. Niech
            reszta pozostanie milczeniem. :-/

            Twój skandal zabrzmiał tajemniczo i intrygująco. ;-)
            • flamengista historia jakich wiele:) 10.12.05, 16:58
              Osoba X zachowała się bezczelnie i nieuczciwie. Paru osobom sie to nie
              spodobało, w tym mnie. Jako jedyny zwróciłem na to uwagę, co spowodowało wybuch
              całej grupy, która mnie wtedy poparła.

              Sprawa zawędrowała aż do rady Wydziału - na szczęście ja szybko się wycofałem
              rakiem, nie podając personaliów. Przez rok unikałem osoby, której zgłosiliśmy
              całą sprawę - żeby nie skojarzyła mojej twarzy;)

              Co się stało? Oczywiście Osoba X była BARDZO ustosunkowaną osobą. Rodzic tej
              osoby zajmował ważne stanowisko w strukturze uczelni. Gdybym to wiedział na
              początku - wogóle bym sie nie odzywał.

              Teraz już wiem, że jeśli ktoś u nas jest bezczelny - to widocznie może sobie na
              to pozwolić. Sporo mnie to nauczyło. Było to przykre, ale bardzo potrzebne
              zderzenie z rzeczywistością.

              Dobrze, że tylko tak sie to skończyło. Byłem o krok od katastrofy:/
Inne wątki na temat:
Pełna wersja