Dodaj do ulubionych

Prosze o trzymanie kciukow...

13.12.05, 11:13
Donosze, ze wyznaczono juz termin mojej obrony... godzina zero to 11.15, a
dzien 21.12.2005. Stresuje sie bardzo. Prosze o jakies praktycznie porady -
takze takie jak walczyc z tym stresem... na obronie i przed nia... Jak
blyskotliwie odpowiadac na trudne i niewygodne pytania...

Pozdrawiam
B
Obserwuj wątek
    • coalla Re: Prosze o trzymanie kciukow... 13.12.05, 13:10
      hej Kochana,

      to dziś Ci ten termin zakomunikowano? 13-tego?! to cudownie, świetny znak, jak
      dla mnie gwarantuje powodzenie, zwłaszcza, że dzień obrony to 21 czyli "oczko"!

      13-tego, 21-go wszystko się udaje :)

      oczywiście, mimo że sukces murowany, będę trzymać kciuki i pozytywną energię
      słać

      serdeczności :)
        • suffo Re: Prosze o trzymanie kciukow... 13.12.05, 13:43
          Trzymam już od teraz ;-)
          Jak opanować nerwa? Cholera wie, ja nie.

          21.12.2004 zdawałam egzamin podstawowy, na którym wyznaczono mi termin obrony:
          13.01.2005 godz. 13.00. Podobnie?

          Obroniłam się ponoć nieźle, więc i Ty się tak obronisz. Pomyśl, że w święta i
          sylwestra będziesz spokojnie się bawić, podczas gdy ja musiałam latać za
          samodzielnymi, drukować zaproszenia, autoreferaty, tworzyć prezentację, myśleć
          o odpowiedziach dla poważnych recenzentów...
          • biatka1 Re: Prosze o trzymanie kciukow... 13.12.05, 15:49
            :)
            NIby racja, ale teraz wszyscy za prezentami biegaja, a ja nie... Ale potem
            planuje szybko nadrobic...

            Dziwne uczucie... jak zoabczylam sie na ogloszeniu o obronie... to tak, jakby
            to mnie nie dotyczylo... jakby to sie dzialo obok mnie jakos... jak inny
            wymiar... Ja generalnie jestem wstydliwa dosc osoba - na zajeciach ze
            studentami udalo mi sie to juz jakos opanowac i normalnie funkcjonuje, ale przy
            wystapieniach publicznych przed prof - czuje sie taka malutka i glupiutka... Na
            egzaminach bylo podobnie - burak ze hej!;)
          • rilian Re: beatko kochana! 13.12.05, 15:35
            o, jeszcze za to chwalipięctwo będę dziś odpowiednio pouczony, jestem tego
            pewien... sam bym też się wybrał na tę obronę, ale to tak cholernie daleko...
            ale przyznacie, że biatka ładny sobie prezent sprawi na święta, co?... :)
              • coalla Re: beatko kochana! 13.12.05, 15:59
                ja już co chciałam napisałam,
                i podtrzymuję, zgadzając się z przedmówcami :)

                a tak rzadko ostatnio zdarza się taka przyjemność pokonwersować
                wśród samymch znajomych "na zielono", że chciałam jeszcze jakimkolwiek słówkiem
                swoją dyskretną obecność na Forum zaznaczyć aby wątek się rozrósł ;)

                serdeczności :)

                (rilian, kochany, tak trzymaj)
                • biatka1 Re: beatko kochana! 13.12.05, 16:03
                  Oh coalla - szczerze mowiac brakowalo mi Twojej obecnosci na forum, bo ostatnio
                  tak jakos rzadziej tu zagladasz:P

                  Mam nadzieje, ze i tym razem bedziesz trzymac kciuki i rekoma i nogami, a
                  manicure sie nie zniszczy:)

                  Buziaczki:)
                  • coalla Re: beatko kochana! 14.12.05, 00:15
                    > Mam nadzieje, ze i tym razem bedziesz trzymac kciuki i rekoma i nogami, a
                    > manicure sie nie zniszczy:)

                    bez obaw :) nie koliduje mi!
                    w tym semetrze (do stycznia) uczęszczam na pazury zawsze w co drugi piatek o
                    8:30 - przed zjazdami, na których mam pół dnia ćwiczeń ze studentami - to się
                    nazywa wszechstronne przygotowanie do zajęć! - dziecko do przedszkola a potem
                    myk, myk... (jedyny dzień kiedy córa na czas jest dowieziona ;)

              • klee Kolega Doktor... 13.12.05, 17:25
                (...) chyba nie Ciebie miał na myśli, ale żyjesz czym innym - co zrozumiałe - i
                możesz nie wiedzieć, co się w niektórych kątach forum dzieje. ;-)

                Dzisiaj broniła się moja koleżanka z zakładu i mam jedną refleksję, jeśli
                prosisz o rady. Koleżanka w sposób zgrabny i doskonały merytorycznie
                ustosunkowała się do krytycznych recenzenckich uwag. Była świetnie przygotowana
                do obrony. Jednak padło też jedno pytanie z sali i z tym akurat średnio sobie
                poradziła. Dysonans, który w ten sposób powstał, mógł wywołać w słuchaczach,
                którzy Koleżanki nie znali, wrażenie, iż jest ona osobą tak naprawdę cienką,
                która jak coś obstuka przed, to sobie poradzi, a jak ją czymś zaskoczyć, to nie
                potrafi sobie poradzić, co pozwala przypuszczać, że w ogóle mało wie. A tak nie
                jest absolutnie, bo koleżanka jest naprawdę przyzwoitym naukowcem.

                Odpowiedziała jednym zdaniem, w sposób rozwlekły, niepewny z wieloma pauzami...
                Wyszło nieciekawie, a myślę, że nie tak trudno poradzić sobie w tego typu
                sytuacjach. Nawet, jak nie wiesz już co mówisz ze zdenerwowania, przejęcia i
                zmęczenia, to mów, mów po prostu. Choćby trochę nie na temat. I może być
                krótko, ale żeby było pewnie i stanowczo. Byłem już na niejednej obronie i
                wiem, że taka taktyka się sprawdza.

                A żadnego sposobu na opanowanie nerwów podać nie umiem. Okiełznanie ich jest
                sztuką, której nie sposób opanować w ciągu tygodnia. Jeśli więc do tej pory nie
                oswoiłaś się z publicznymi wystąpieniami, to nie ma chyba sensu się nad tym
                teraz rozwodzić. Zapomnij o tym i staraj się po prostu mówić pewnie. :-)

                Trzymam kciuki! Tego samego dnia mam referat na seminarium. :-)
                • rilian SATIRE (migający napis jak u pythonów) 13.12.05, 20:22
                  oh, więc i my trzymamy kciuki za twój referat na seminarium, klee.

                  pamiętam, jak jeden kolega kiedyś na seminarium miał referat i mam jedną
                  refleksję, jeśli prosisz o rady. kolega był świetnie przygotowany i doskonale
                  radził sobie z krytykanckimi uwagami pani profesor, ale gdy zaczęły padać
                  pytania od kolegów i koleżanek z sali (a siedzieliśmy wszyscy w jednym kółeczku,
                  chyba rozumiesz o co chodzi), wtedy się zaczerwienił i zaczął dukać. nie
                  wiedzieliśmy o co w tym chodzi, ale potem się dowiedzieliśmy.

                  otóż zaczerwienił się biedak, bo pytanie zadała koleżanka, która się w nim
                  podkochiwała i on o tym wiedział. a ona wiedziała, że on wie, ale on udawał że
                  nie wie, więc i ona udawała, że nie wie. w sumie obydwoje wiedzieli, ale nic nie
                  mówili, wybacz, że tak rozwlekle piszę, ale parodiować twoje długie akapity nie
                  jest łatwo, a tówj pouczający sposób pisania też jest mi obcy. może czasem
                  jestem chamem w swoich postach, może czasem używam słów na cztery litery i
                  pokazuję język, ale uważam, że mam prawo do zachowań, które pozwoliły
                  wielokrotnie na ochronę tego forum przed oszołomami, idiotami i bezmózgowcami
                  (nie było Cię tu chyba jeszcze gdy stoczyliśmy bój z falą próśb o pisanie
                  wypracowań i prac semestralnych do liceum, lub gdy odpieraliśmy ataki mało
                  oryginalnych prowokatorów i dandysów). nie potrafię wypisać tylu swoich zalet i
                  wad, co ty na swojej stronie, generalnie jestem leniem i cholerykiem (uwierz,
                  trudno mi powtrzymać się przed kolejnym akapitem)

                  ale uwierz mi gringo, staram się, naprawdę cholernie staram się być lepszym.
                  generalnie twój mentorski styl przy równoczesnym odżegnywaniu się od pouczania
                  śmieszy mnie (i nie tylko mnie), pewnie ja w oczach wielu też jestem śmieszny -
                  fajnie, nauczyłem się w ciągu tych lat śmiać się z siebie i z życia, ale facet,
                  proszę, wyluzuj. wczytując się w twe długie dywagacje widzę, że masz ambicje
                  odgrywania ważnej roli na tym forum, super, cieszy mnie to, ale błagam, nie
                  pouczaj. zabijaj, ale nie śpiewaj. podpalaj, ale nie pisz wierszy.
                  • klee my (no)sense of humor 20.12.05, 04:01
                    Dobra, kończę z tym prze-sadyzmem. Kończę z pouczaniem, złośliwościami,
                    obrażaniem, kontratakowaniem, dokuczaniem, znęcaniem się. Coś takiego pojawiło
                    się w Twoim poście, czego nie nazwę, a co wywołało we mnie przeświadczenie, że
                    jeśli istniał jakikolwiek sens udzielania przez mnie takich a nie innych
                    odpowiedzi czy katowania Cię, jak to zgrabnie ujęła Biatka1, to teraz już go
                    nie ma. I mimo że nic nie zapowiada, iż miałbyś przestać mnie zaczepiać, bo
                    zaczepiasz wytrwale - co post to zaczepka mniej wyszukana - to już reagował
                    będę inaczej, postaram się przynajmniej. Nie chciałem Cię bynajmniej zmieniać
                    (choć taki m.in. jest cel pouczania) czy nawet informować o tym, co myślę o
                    niektórych Twoich zachowaniach. Chciałem tylko, byś poczuł, jak się może czuć
                    ktoś, z kim się rozmawia w sposób Tobie niekiedy (niekiedy, a nie zawsze!)
                    właściwy. Każdy potrafi być niemiły, to nie takie trudne. A że moje posty były
                    przejaskrawione, przesadzone, jak niektóre Twoje reakcje zresztą, to pewnie
                    skutek tego, że jestem niecnym dość człowiekiem. Żeby urządzić podobną osobistą
                    kampanię, trzeba takim być.

                    Trzymanie za mnie kciuków – z przekąsem czy bez – można sobie darować.
                    Wystąpienia publiczne nie robią na mnie wielkiego wrażenia. Zresztą to tylko
                    zwykłe seminarium. A z innej strony na to patrząc, z kciukami czy bez, i tak
                    będzie kiszka. Rilian jest dużym chłopcem i przejmuje się takimi sprawami, a
                    Klee, mimo że kurdupel, pozostaje niewzruszony. Wiele mamy wspólnego, ale tu
                    się różnimy.

                    Kpisz w swoim poście. Ale z czego? Nie bardzo wiadomo, co obśmiewasz, ja
                    przynajmniej nie chwytam. Gdyby to chociaż z rozmiarów moich postów, które są
                    karykaturalne i naganne, ale z treści? To dziwne. Ktoś przedstawia konkretną
                    sytuację i wnioski jego zdaniem z niej płynące. Robi to po to, by komuś innemu
                    pomóc, gdyż tenże ktoś może się wkrótce znaleźć w podobnej sytuacji i może to
                    wykorzystać, może mu to pomóc. A robi to dlatego, że ten ktoś drugi o to
                    prosił. I robi to w dobrej wierze, i do niczego nie przymusza. Z czego tu się
                    śmiać?

                    Pewnie napisałeś, co napisałeś, żeby wykazać, że ja w tym poście pouczam, a
                    więc, że wszystkich pouczam, a nie tylko Ciebie. Ale takie twierdzenie byłoby
                    dla mnie takim samym nadużyciem, jak utrzymywanie, że i Ty mnie pouczasz w
                    swoim poście. Nie pouczasz wcale, apelujesz o coś. I można to wywieść z
                    określonego kształtu językowego tej wypowiedzi. Jak się coś robi w dobrej
                    wierze, jak się nie przymusza, jak jest alternatywa, to w ogóle trudno chyba o
                    pouczaniu mówić. Poza tym ta wypowiedź realizuje opisany wyżej schemat, który
                    przecież nie jest schematem pouczenia.

                    Ośmieszanie samo w sobie jest pewnie skutecznym sposobem zdeprecjonowania
                    kogoś, ewentualnie budowania jakiejś koalicji przeciwko niemu, ale w mojej
                    ocenie jest to zachowanie niegodne i infantylne, do tego zdradzające
                    bezsilność. A skoro ja już błazna z siebie zrobiłem (po części się z tym
                    zgadzam, choć to nie było przypadkowe), to po co ten Twój wysiłek. Nie trzeba
                    strzelać do umarlaka, to marnowanie kul.

                    Jeśli się czepiasz historyjki i przykładu, to życia się czepiaj, bo to ono
                    napisało jej scenariusz, jeśli się czepiasz wniosków, to napisz, jakie inne
                    Twoim zdaniem z niej wypływają, a jeśli się czepiasz po prostu mnie, to czepiaj
                    się zdrów. Zresztą te wnioski nie są li tylko moje. Gdybym sam do nich doszedł,
                    może zastanowiłbym się, czy to niesłuszne, że krytykujesz, bo mnie różne
                    dziwaczne pomysły przychodzą do głowy i czyjeś uwagi pomagają mi się często
                    opamiętać. Ale to akurat wysmażyliśmy wespół z koleżanką, więc chyba nie jest
                    to nietrafne. Poza tym Autorka wątku przyjęła to, więc nie wiem, o co Ci
                    chodzi. Czy o to, by mi po raz kolejny dokopać, a nie znajdujesz lepszego
                    pretekstu, czy o to może, że chcesz być świętszy od samego papieża.

                    I kto chce odgrywać ważną rolę na forum? Czy nie nazywamy projekcją
                    przypisywania komuś naszych pragnień gdzieś tam ukrytych i/lub wad? A skąd w
                    ogóle podejrzenie, że to ja chciałbym odgrywać ważną rolę? Ważną rolę to
                    chciałbym w swoim życiu, a nie na forum. Znowu więc nie doceniasz ogromu moich
                    aspiracji lub przeceniasz moją skromność. Bo te aspiracje sięgają daleko poza
                    granice Waszego forum. I właśnie dlatego, że chcę być kimś w swoim życiu, a nie
                    tutaj, nie przymilam się, nie szukam niczyjej przychylności, tylko mówię, co
                    myślę, nawet jeśli są to rzeczy niewygodne, kontrowersyjne, mogące wywoływać
                    czyjąś śmieszność.

                    Ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego, jak ludzie reagują na takie zachowanie
                    jak moje tutaj, nie musisz mnie informować. Jestem naiwny co prawda, ale nie aż
                    w takim stopniu, by nie zdawać sobie sprawy z faktu, że jeśli jest się gdzieś
                    nowym i poczyna sobie w sposób taki, jak ja tu, to trudno zyskać sobie
                    przychylność danej grupy ludzi. Ale mnie nie o to chodzi, by mnie lubiano. Nie
                    jestem po to na świecie, by zadowalać innych. Jestem po to, by żyć najlepiej
                    jak potrafię. Proste. I wystarcza mi, jak się w te czyjeś śmiechy wsłucham i
                    wyciągnę z niego wnioski. Gdybym miał się nim przejmować, już bym nie żył, tak
                    często mnie spotyka.

                    Mój pouczający sposób pisania jest Ci obcy, tak? To skąd ten konflikt?
                    Wcześniej sam pisałeś, że jesteś przemądrzały, na każdy temat masz wiele do
                    powiedzenia, nawet jeśli się mylisz. Mówisz ludziom, o czym mają pisać, a o
                    czym im nie wolno, uczysz ich dobrych manier... Cóż to jest innego, jak nie
                    pouczanie ich? Ja też tak rozmawiam, fakt, ale tylko z Tobą, czy może z kimś
                    jeszcze? Mam zwyczaj rozmawiać tak z tymi, którzy w tego rodzaju rozmowach
                    celują. A że w ogóle piszę z reguły w sposób zdradzający ogromna pewność
                    siebie, to inna rzecz. Dzieje się tak dlatego, że zazwyczaj zabieram głos w
                    sprawach, na których się znam, lub komentuję sprawy, co do których mam ściśle
                    określone poglądy. Ale doskonale rozumiem, że to może być to drażniące dla
                    czytających i że można mnie za to nie lubić. Ale to już nie mój problem.

                    Rozumiem, że wydaje Ci się, że Mamaforumowa to ja? No i widzisz, oceniasz,
                    węszysz spisek, szukasz jakichś motywów. Mnie też taka podejrzliwość zniechęca.
                    A skoro interesujesz się psychologią, to czy nie powinieneś już zauważyć, że
                    mnie podszywanie się pod kogoś nie jest potrzebne? Choćby mi miano zmasakrować
                    księgę gości wulgarnymi wpisami, to napiszę na swojej stronie, co chcę. Choćby
                    mnie miano zadziobać na forum, to napiszę, co chcę, bo – jak już pisałem - nie
                    jestem po to na świecie, by innych ludzi zadowalać. Myślę sobie - w porządku,
                    nie musimy się lubić, nie musimy z sobą rozmawiać. I nie rozumiem tylko, czemu
                    Ty się na to ostatnie nie zgadzasz.

                    Nie, nie uważam, abyś był chamem, jak o sobie piszesz, choć próba ośmieszenia
                    kogoś publicznie i wspominania o nim tu i ówdzie dla sondowania opinii
                    prawdopodobnie jest zachowaniem niegodnym. Ale rób, co chcesz, bo to nie moje
                    igrzyska. Gdybyś był chamem, to byś pisał tak jak co niektórzy w moje księdze
                    gości właśnie, a ja bym z Tobą wcale nie rozmawiał, ani w taki, ani w inny
                    sposób.

                    Nie jest też według mnie Twoim problemem, że używasz słowa "dupa" na forum.
                    Słowo jak każde inne, dlaczego miałoby mi się nie podobać? No tak, dlatego, że
                    jestem rzekomo Mamąforumową, a jej się nie podoba. Nie jestem nią co prawda,
                    ale czym poczuła się dotknięta, chyba rozumiem. I może Twój problem – jeśli już
                    jakiegoś szukać – na tym polega, że Ty tego nie chwytasz.

                    Nie wiem, czemu bronisz swego bronienia czystości tematycznej forum, bo ja tej
                    nigdzie przecież nie krytykowałem. Wręcz przeciwnie. Uważam za rzecz ważną, by
                    o to dbać. Nigdzie nie stwierdziłem inaczej. Pisałem natomiast m.in., że
                    chciałbym Twoją pracę przeczytać, że masz fajną stronę i kilka innych miłych
                    rzeczy. I wiesz co, jak się pisze komuś lub o kimś miłe rzeczy, to po to m.in.
                    by pokazać, że się go lubi. I jak się pisze na przykład, że ma się pod
                    • klee Ha, ha, ha 20.12.05, 04:03
                      [Pierwszy raz taką cegłę na forum wysmażyłem, że się w jednym poście nie
                      zmieściła. :-D Powinienem być za to sądzony. Ciąg dalszy:]

                      Nie wiem, czemu bronisz swego bronienia czystości tematycznej forum, bo ja tej
                      nigdzie przecież nie krytykowałem. Wręcz przeciwnie. Uważam za rzecz ważną, by
                      o to dbać. Nigdzie nie stwierdziłem inaczej. Pisałem natomiast m.in., że
                      chciałbym Twoją pracę przeczytać, że masz fajną stronę i kilka innych miłych
                      rzeczy. I wiesz co, jak się pisze komuś lub o kimś miłe rzeczy, to po to m.in.
                      by pokazać, że się go lubi. I jak się pisze na przykład, że ma się podobną wadę
                      jak ten ktoś polegającą na łatwym uderzaniu w wysokie tony, to w tym samym
                      celu, z tego samego powodu. A jeśli ktoś się czuje urażony na takie dictum, to
                      pokazuje tylko, że ma mniejszy dystans do siebie, traktuje się mniej serio. I
                      jeśli poczuł się obrażony, nie znaczy, że obrażony został. I w tym kontekście
                      może zastanawiać Twoja autocharakterystyka, a konkretnie stwierdzenie, iż
                      umiesz śmiać się z siebie. Ale to też nie moja rzecz.

                      Choć jak się teraz zastanowić, nad sposobem, w jaki rugujesz wątki nie na
                      temat, to Twoja reakcja chyba rzeczywiście jest zbyt ostra. No ale jak ktoś
                      chce odgrywać ważną rolę na forum... I taki sugestywny w tym szefowaniu bywasz,
                      że aż niektórzy sądzą, że to Twoje forum. Ale mnie to nie przeszkadza,
                      bynajmniej.

                      Interesująco tu jest bardzo, choć nie tak, jak się spodziewałem. Mogłem się
                      przekonać, że ekonomiści są fajnymi ludźmi (a konkretnie bardzo konkretna ich
                      dwójka :-)). Mogłem zaobserwować, jak ludzie postrzegają różne obiekty. To, co
                      wyraziste, przenoszą na całość. Jeśli zatem czegoś w kimś nie lubisz, to musisz
                      go nie znosić w całości, musisz ogólnie myśleć o nim jak najgorzej, musisz go
                      wręcz nienawidzić, jak mi nawet ktoś napisał. Czy to nie dziwne? Albo jeśli
                      kogoś pouczasz, obrażasz, prawisz złośliwości, to z całą pewnością obchodzisz
                      się w podobny sposób ze wszystkimi. Ha.

                      Poza powyższymi i kilkoma innymi jeszcze niewymienionymi korzyściami jest i
                      taka, że mogłem poznać interesującego, nietuzinkowego, bogatego niesłychanie,
                      mądrego i błyskotliwego człowieka o nicku Rilian. To była – wbrew wszystkiemu –
                      wielka przyjemność móc Cię poznać. (Uwielbiam ang. sformułowanie, które pada w
                      takich sytuacjach i które znacznie lepiej oddaje moje odczucia z tej chwili, a
                      brzmi ono jakoś tak: It was honor to met you.)

                      Fakt, że nie udało mi się wpisać do formowego spisu doktorantów można by teraz
                      traktować w kategoriach jakiegoś omenu. Jak powiada buddyjskie przysłowie, nie
                      należy przebywać tam, gdzie nie jesteśmy mile widziani.

                      Tak poetycko końcówka Twojego posta zabrzmiała, to niech i mnie będzie wolno
                      zakończyć poetycko. Ale nie bierz tego jako kolejnego przytyku, proszę, a jeśli
                      już, to jest on skierowany w takim samym stopniu do nas obu:

                      O Dichter! Willst Du den Moder einer Gruft schildern und gebricht es Dir dabei
                      an der so nötigen Inspiration, kauf Dir einen Camembert, und ab und zu dran
                      riechend , wirst Du können.

                      Paul Klee od niegodnego klee ku pamięci :-)
                  • klee Nie... 14.12.05, 00:00
                    (...) to nie próba dowartościowania się. To zwykła złośliwość. A skąd się
                    wzięła, nie tak trudno się chyba zorientować. Wystarczy trochę poprzeglądać
                    forum. Można oczywiście uważać, że to złośliwość zbyt wielka. Ale mam swoje
                    powody, by taka była. Można ich oczywiście nie rozumieć, ale niekoniecznie musi
                    jeto czynić je bezwartościowymi. A w ogóle to zwykłem nazywac ludzi tak, jak
                    ich postrzegam. Choć tego Pana akurat nie do końca tak postrzegam. Mimo to
                    nazywam go, jak nazywam. :-)

                    Lepiej wyjaśnić tego nie potrafię. To znaczy mógłbym właściwie, ale
                    wymagałobyto wiele, wiele czasu. Poprzestańsmy zatem na tym, że pozostanie to
                    zagadką.
                    • rilian Re: Nie... 14.12.05, 07:30
                      wiesz waszmość, jesteś cholernie zakompleksiony. może nie masz zajęć na tej
                      uczelni toruńskiej, o której piszesz na swojej stronie? to wiele by tłumaczyło.

                      z pewnością wiele akapitów musiałbyś napisać, żeby dojść do jakiejś konkluzji w
                      mojej sprawie, ale pierdzę ogólnie w tym kierunku.

                      jesteś jedyną osobą, która ma problem z tym, że podobno jestem doktorem. (niezły
                      żart) ja, szczególnie na tym forum, takiego problemu nie mam. ale jesteś tu zbyt
                      krótko, żeby móc to pojąć.
      • klee I tego koleżance życzmy :-D 13.12.05, 18:08
        Ale przygotowanym na różne ewentualności zawsze warto być. Zdarzają się takie
        typy schabów, co do których można by pomyśleć, że chodzenie na różne obrony i
        zdawanie przykrych pytań, stanowi ich hobby. Albo tacy, którzy złych intencji
        nie mają, ale porozmawiać sobie lubią ;-), podyskutować, bo są prawdziwymi
        pasjonatami nauki i nie zmarnują żadnej okazji, by z innymi na jej temat
        pogadać. Nie zdają sobie nawet chyba sprawy z tego, że odbywa się to kosztem
        czyichś nerwów. ;-)

        Zabawnie czasem poobserwować tych ludzi...
    • biatka1 Juz po:) 21.12.05, 21:06
      Spiesze doniesc - ze juz po. Jeszcze do stres - bo Rada Wydzialu...

      Dziekuje za trzymanie kciuków!
      Pomogly!
      Buziaczki dla Wszystkich!
      B

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka