Dodaj do ulubionych

pensum zajęć/wysokość stypendium dokt.

31.01.06, 13:41
Witam serdecznie,

byłabym wdzięczna za udzielenie mi kilku informacji - ponieważ wygląda na to,
że moja uczelnia "zmusi" mnie do podjęcia studiów dokt., o ile w ogóle chcę
pisać doktorat. Ponieważ nie mam żadnego mecenasa ani sponsora, z rodziny
nikt nie jest mnie w stanie utrzymywać przez następne 4 lata, będę musiała
mieć jakiś dochód (a utrzymuję się obecnie z tłumaczeń, pracy w szkole
państw. i jęz.) w tym czasie - bardzo chciałabym wiedzieć:
- jakie jest tygodniowe pensum zajęć, w których doktorant musi uczestniczyć w
ramach studiów doktoranckich?
- jakie jest tyg. pensum zajęć, które musi ewent. przeprowadzić ze studentami?
- jaka jest wysokość stypendium doktoranckiego i od czego zależy jego
przyznanie? rozumiem, że nie jest ono traktowane jako "dochód z pracy" i nie
jest objęte odliczeniami na poczet ZUS, US, FZ - czyli nie liczy się w żaden
sposób do lat pracy...
- czy doktoranckie studia stacjonarne/niestatcjonarne pozwalają na regularną
pracę zawodową?

powiem szczerze, że w tej chwili mało sobie wyobrażam moją dotychczasową
pracę w takim wymiarze, w jakim ona jest - i uczestnictwo w regularnych
zajęciach na studiach dziennych. A tak bardzo nie chcę rezygnować z rozwoju
naukowego...

dodam, że jestem germanistą, studia ukończyłam z Dyplomem Uznania Rektora,
jestem po semestralnym stypendium naukowym odbytym w czasie studiów
magisterskich, mam już jeden opublikowany artykuł, kolejny jest u recenzenta -
w tematyce mojej planowanej pracy doktorskiej, której temat i zakres zostały
już sprecyzowany, do tego dostałam już po części pozyt. odpowiedź odnośnie
przyznania kolejnego stypendium badawczego na zbieranie materiałów do
doktoratu (co wcale nie znaczy, że druga komisja, tym razem niemiecka, na
pewno nie odrzuci mojego podania;-) - jakie miałabym szanse na stypendiu
doktoranckie?

pozdrawiam serdecznie i z góry bardzo dziękuję za odpowiedź
steppenwolff (Anna)
Obserwuj wątek
    • mikrometr Re: pensum zajęć/wysokość stypendium dokt. 31.01.06, 14:02
      Wszystko zależy. Podam przykład od siebie Politechnika Warszawska.

      > - jakie jest tygodniowe pensum zajęć, w których doktorant musi uczestniczyć w
      > ramach studiów doktoranckich?

      Zależy od uczelni. Często jest to 2-4 przedmiotów rocznie czyli ok. 90-180 h.

      > - jakie jest tyg. pensum zajęć, które musi ewent. przeprowadzić ze studentami?

      Zależy od uczelni a nawet Wydziału przeciętnie od 30 do 90, bez lub ze
      stypendium (wtedy ta większa liczba)

      > - jaka jest wysokość stypendium doktoranckiego i od czego zależy jego
      > przyznanie? rozumiem, że nie jest ono traktowane jako "dochód z pracy" i nie

      od 700 - 1200 zł. Zależy od Uczelni, Wydziału i roku studiów

      > jest objęte odliczeniami na poczet ZUS, US, FZ - czyli nie liczy się w żaden
      > sposób do lat pracy...

      nie jest opodatkowane, zapewnia ubezpieczenie zdrowotne,
      ze stażem nie mam pewności jak jest, było tak że do stażu liczyły się ostatnie
      studia (tylko! więc po 4 doktoratu nie tylko nie zyskiwało się a traciło jeśli
      mgr było 5 letnie :) ALE TU NIE WIEM DOKŁADNIE JAK JEST TERAZ

      > - czy doktoranckie studia stacjonarne/niestatcjonarne pozwalają na regularną
      > pracę zawodową?

      zależy gdzie, na PW NIE

      - jakie miałabym szanse na stypendiu
      > doktoranckie?

      to pytanie do Mądrych Twojego Wydziału :)
    • klee Różnie to bywa 31.01.06, 19:22
      Szkoda, że nie napisałaś, o jaką uczelnię chodzi. Obecnie jeszcze takie rzeczy
      są regulowane decyzjami władz poszczególnych uczelni - jak napisał już
      Mikrometr - a nawet wydziałów. Może nie jest to dobre, bo często różnice
      pomiędzy poszczgólnymi jednostkami są ogromne, ale regulowanie wszystkiego, co
      się da, odgórnymi ministerialnymi zarządzeniami jeszcze mniej mi się podoba, do
      tego teraz zmierzają stosowne organa. ;-] Powiem Ci, jak jest u nas, tj. na UMK
      w Toruniu.

      steppenwolff1 napisała:

      > - jakie jest tygodniowe pensum zajęć, w których doktorant musi uczestniczyć w
      > ramach studiów doktoranckich?

      Program studiów reguluje, jakie przedmioty należy zaliczyć w którym semestrze,
      ale nie trzeba się tego ściśle trzymać. Krótko mówiąc, nie istnieje tego
      rodzaju pensum (na studiach z zakresu językoznawstwa przynajmniej).

      > - jakie jest tyg. pensum zajęć, które musi ewent. przeprowadzić ze studentami?

      Nie ma tygodniowego pensum. Doktorant jest zobowiązany przeprowadzić w ciągu
      całych studiów 180 godzin zajęć, przy czym nie wolno mu ich prowadzić na I
      roku. Poza tym musi hospitować 30 godzin zajęć, które prowadzi, u kogoś innego.

      > - jaka jest wysokość stypendium doktoranckiego i od czego zależy jego
      > przyznanie?

      U nas to 1.020 zł. Stypendium było dotychczas przyznawane na 4 lata (obecnie
      pojawiają się zmiany w tym zakresie), a więc na realizację projektu, jakim jest
      doktorat, niejako. Przyznawano go zatem (przynajmniej teoretycznie) najlepszym,
      rokującym nadzieję. ;-) Jeśli więc jesteś wybitna, powinnaś mieć je już w
      kieszeni, czego Ci serdecznie życzę.

      > rozumiem, że nie jest ono traktowane jako "dochód z pracy"

      Nie jest traktowane jako dochód.

      > i nie
      > jest objęte odliczeniami na poczet ZUS, US, FZ - czyli nie liczy się w żaden
      > sposób do lat pracy...

      Uczelnia nie opłaca składek ZUS, ale zapewnia ubezpieczenie zdrowotne. Okres
      studiów liczy się (u nas) do wysługi lat, czy jak to się tam nazywa, do
      emerytury, krótko mówiąc, ale jako okres bezskładkowy oczywiście i tylko pod
      wrunkiem, że obrona będzie miała miejsce nie później, niż jakiś tam ściśle
      określony czas po otwarciu przewodu. Jeśli się tego ostatniego nie dopełni, 4
      lata przepadają. Warto więc tego pilnować, bo szkoda by było... ;-]

      > - czy doktoranckie studia stacjonarne/niestatcjonarne pozwalają na regularną
      > pracę zawodową?

      Można pracować zarobkowo w niepełnym wymiarze godzin. Jeśli ma się gdzieś pełen
      etat, trzeba zrezygnować ze stypendium.

      --
      www.sebastiandeka.republika.pl
      • steppenwolff1 Re: Różnie to bywa 31.01.06, 19:41
        Dziękuję Ci bardzo, Klee, że się odewałaś/-eś, bo moje doktoranckie byłyby
        również językoznawcze - więc można by się doszukiwać jakiś analogii...choć
        pewnie "różnie to bywa" ;-)

        > Szkoda, że nie napisałaś, o jaką uczelnię chodzi.
        Uniwersytet Rzeszowski.

        > Program studiów reguluje, jakie przedmioty należy zaliczyć w którym
        semestrze,
        > ale nie trzeba się tego ściśle trzymać. Krótko mówiąc, nie istnieje tego
        > rodzaju pensum (na studiach z zakresu językoznawstwa przynajmniej).
        Chodziło mi raczej o to, w jakiej ilości zajęć tygodniowo mniej więcej trzeba
        uczestniczyć - tzn. ile czasu tygodniowo zajmuje ewent. samo "wysiadywanie" na
        wykł./ćw....

        > U nas to 1.020 zł. Stypendium było dotychczas przyznawane na 4 lata (obecnie
        > pojawiają się zmiany w tym zakresie), a więc na realizację projektu, jakim
        jest
        >
        > doktorat, niejako. Przyznawano go zatem (przynajmniej teoretycznie)
        najlepszym,
        >
        > rokującym nadzieję. ;-) Jeśli więc jesteś wybitna, powinnaś mieć je już w
        > kieszeni, czego Ci serdecznie życzę.
        dziękuję Ci bardzo :-) ale ja się właśnie dzisiaj dowiedziałam, że na innym
        wydziale naszej uczelni na 1. roku studenci nie dostają na razie żadnego
        stypendium...

        > > - czy doktoranckie studia stacjonarne/niestatcjonarne pozwalają na regula
        > rną
        > > pracę zawodową?
        >
        > Można pracować zarobkowo w niepełnym wymiarze godzin. Jeśli ma się gdzieś
        pełen
        > etat, trzeba zrezygnować ze stypendium.
        swoją drogą ciekawe, jak się tu odnoszą do umów o dzieło - bo wszystkie
        tłumaczenia np. i część zajęć w szkole jęz. prowadzę na umowach o dzieło
        właśnie. Wiem, że np. pracodawcy, który zatrudnia Cię na umowie o pracę nie
        trzeba nawet słowem wspomnieć o dochodach z takich umów...

        dziękuję za odrobinę otuchy :-)
        pozdrawiam serdecznie

        steppenwolff
        • klee Spowinowaceni ;-) 01.02.06, 00:06
          steppenwolff1 napisała:

          > Dziękuję Ci bardzo, Klee, że się odewałaś/-eś, bo moje doktoranckie byłyby
          > również językoznawcze - więc można by się doszukiwać jakiś analogii...choć
          > pewnie "różnie to bywa" ;-)

          A pewnie, że można by, szczególnie że popełniłem nawet jeden artykuł poniekąd z
          językoznawstwa niemieckiego. Moja miłość do Niemiec jest wielka. :-)

          > > Szkoda, że nie napisałaś, o jaką uczelnię chodzi.
          > Uniwersytet Rzeszowski.

          Nie znam, nie wiem, nie słyszałem, jak tam jest.

          > Chodziło mi raczej o to, w jakiej ilości zajęć tygodniowo mniej więcej trzeba
          > uczestniczyć - tzn. ile czasu tygodniowo zajmuje ewent. samo "wysiadywanie"
          na
          > wykł./ćw....

          To zależy od tego programu właśnie. U nas najwięcej to 3 przedmioty do
          zaliczenia w semestrze. Ale to na początku studiów, a teraz np. (4. semestr)
          miałem tylko seminarium do zaliczenia.

          > dziękuję Ci bardzo :-) ale ja się właśnie dzisiaj dowiedziałam, że na innym
          > wydziale naszej uczelni na 1. roku studenci nie dostają na razie żadnego
          > stypendium...

          Przykre. :-/ To by już nie były studia dla mnie.

          > swoją drogą ciekawe, jak się tu odnoszą do umów o dzieło - bo wszystkie
          > tłumaczenia np. i część zajęć w szkole jęz. prowadzę na umowach o dzieło
          > właśnie. Wiem, że np. pracodawcy, który zatrudnia Cię na umowie o pracę nie
          > trzeba nawet słowem wspomnieć o dochodach z takich umów...

          U nas się tego nie czepiają. Turdno, żeby mogli to kontrolować.

          > dziękuję za odrobinę otuchy :-)
          > pozdrawiam serdecznie

          Trzymaj się! :-)

          --
          www.sebastiandeka.republika.pl
          • steppenwolff1 Re: Spowinowaceni ;-) 01.02.06, 09:47
            > steppenwolff1 napisała:
            >
            > > Dziękuję Ci bardzo, Klee, że się odewałaś/-eś, bo moje doktoranckie byłyb
            > y
            > > również językoznawcze - więc można by się doszukiwać jakiś analogii...cho
            > ć
            > > pewnie "różnie to bywa" ;-)
            >
            > A pewnie, że można by, szczególnie że popełniłem nawet jeden artykuł poniekąd
            z
            > językoznawstwa niemieckiego. Moja miłość do Niemiec jest wielka. :-)
            No cieszę się, że w końcu gdzieś spomiędzy linijek wyczytałam płeć i że AŻ tak
            jesteśmy spowinowaceni ;-) a z czego konkretniej go popełniłeś, jeśli można
            wiedzieć? i w ogóle czym się zajmujesz w ramach językoznawsta ogólnie? ja
            chciałabym się zajmować w sumie aż trzema dziedzinami na raz - łącząc je w
            jednym temacie, o dziwo ;-)

            > > > Szkoda, że nie napisałaś, o jaką uczelnię chodzi.
            > > Uniwersytet Rzeszowski.
            > Nie znam, nie wiem, nie słyszałem, jak tam jest.
            no domyślałam się, dlatego podawanie mojego uniwersytetu nie wydawało mi się
            konieczne. A doktoranckie z językoznawstwa to mają być zupełnie nowe studia -
            dlatego zostawiłam pytanie na forum, nie w dziekanacie...

            > > Chodziło mi raczej o to, w jakiej ilości zajęć tygodniowo mniej więcej tr
            > zeba
            > > uczestniczyć - tzn. ile czasu tygodniowo zajmuje ewent. samo "wysiadywani
            > e"
            > na
            > > wykł./ćw....
            >
            > To zależy od tego programu właśnie. U nas najwięcej to 3 przedmioty do
            > zaliczenia w semestrze. Ale to na początku studiów, a teraz np. (4. semestr)
            > miałem tylko seminarium do zaliczenia.
            ech, otuchy mi dodajesz, jak nic. bo jeżeli zajęcia są w takim wymiarze lub
            podobnym, to byłabym w stanie się utrzymać z tłumaczeń...

            > > dziękuję Ci bardzo :-) ale ja się właśnie dzisiaj dowiedziałam, że na inn
            > ym
            > > wydziale naszej uczelni na 1. roku studenci nie dostają na razie żadnego
            > > stypendium...
            >
            > Przykre. :-/ To by już nie były studia dla mnie.
            dla mnie też nie. :-( a obawiam się, że skoro tam im jeszcze ministerstwo nie
            zatwierdziło, to może szybko na filologiach też nie zatwierdzić...

            > > swoją drogą ciekawe, jak się tu odnoszą do umów o dzieło - bo wszystkie
            > > tłumaczenia np. i część zajęć w szkole jęz. prowadzę na umowach o dzieło
            > > właśnie. Wiem, że np. pracodawcy, który zatrudnia Cię na umowie o pracę n
            > ie
            > > trzeba nawet słowem wspomnieć o dochodach z takich umów...
            >
            > U nas się tego nie czepiają. Turdno, żeby mogli to kontrolować.
            a nie wiesz, jak jest z działalnością gospodarczą? bo nie chciałabym przez te
            cztery lata mieć okresu zupełnie bezskładkowego...

            > Trzymaj się! :-)
            zamierzam :-) i dzięki raz jeszcz za szczegółowe informacje.

            Anna (steppenwolff)
            • klee Re: Spowinowaceni ;-) 07.02.06, 03:47
              steppenwolff1 napisała:

              > No cieszę się, że w końcu gdzieś spomiędzy linijek wyczytałam płeć i że AŻ
              tak
              > jesteśmy spowinowaceni ;-) a z czego konkretniej go popełniłeś, jeśli można
              > wiedzieć? i w ogóle czym się zajmujesz w ramach językoznawsta ogólnie? ja
              > chciałabym się zajmować w sumie aż trzema dziedzinami na raz - łącząc je w
              > jednym temacie, o dziwo ;-)

              Zabrzmiało intrygująco (jak pewnie miało zabrzmieć ;-)), ale ja należę do
              szkoły tych, którzy uważają, że lepiej iść w głąb niż wszerz.

              Artykuł był o skryptach kulturowych niemieckich i polskich. Dlatego napisałem,
              że to poniekąd tylko językoznawstwo niemieckie, bo raz, że nie wyłącznie
              niemieckie, a dwa, że właściwie tylko poniekąd językoznawstwo w ogóle. A z moim
              doktoratem nie ma to nic wspólnego, bo ten jest już z lingwistyki sensu
              stricto. Piszę o adwerbialnych wykładnikach następstwa czasowego, czyli takich
              sobie wyrazach jak: przedtem, wcześniej, później, ponownie, najpierw etc.

              Ten mój tekst miałby się chyba ukazać gdzieś do kwietnia, w tomie
              pokonferencyjnym, ale kto ich tam wie, bo nie dostałem jeszcze wersji do
              korekty. Może teraz w ferie się zmobilizuję i zamieszcze swoje (przyszłe)
              publikacje na swojej stronie. Podam link, jak się już to stanie.

              > > > > Szkoda, że nie napisałaś, o jaką uczelnię chodzi.
              > > > Uniwersytet Rzeszowski.
              > > Nie znam, nie wiem, nie słyszałem, jak tam jest.
              > no domyślałam się, dlatego podawanie mojego uniwersytetu nie wydawało mi się
              > konieczne. A doktoranckie z językoznawstwa to mają być zupełnie nowe studia -
              > dlatego zostawiłam pytanie na forum, nie w dziekanacie...

              Aleśmy się chociaż dowiedzieli, że chodzi o polską uczelnię. ;-)

              > a nie wiesz, jak jest z działalnością gospodarczą? bo nie chciałabym przez te
              > cztery lata mieć okresu zupełnie bezskładkowego...

              Nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że niektórzy opłacają sobie III filar po
              prostu. Może składki zusowskie i na II filar też można samemu...

              --
              www.sebastiandeka.republika.pl
              • steppenwolff1 Re: Spowinowaceni ;-) 07.02.06, 11:08
                > Zabrzmiało intrygująco (jak pewnie miało zabrzmieć ;-)), ale ja należę do
                > szkoły tych, którzy uważają, że lepiej iść w głąb niż wszerz.
                no to niezupełnie tak, że mam zamiar zająć sie czymś "wszerz" ;-) chcę
                analizować teksty medyczne (a więc takie dość ścisłe zawężenie tekstów
                specjalistycznych:), ewent. dodatk. biolog., psycholog. - przedmiot badań mam
                jeden. Tyle że jest on równocześnie przedmiotem badań lingwistyki tekstu
                specjalistycznego, badań nad językami specjalistycznymi, glottodydaktyki i,
                jeśli się uprzeć, również dydaktyki translacji. Chcę znowu zająć się tworzeniem
                koherencji tekstów naukowych (znowu, bo robiłam to już w magisterce), tym razem
                jednak kontrastywnie i zająć się tekstami stricte naukowymi niem. i pol....a
                jak juz koherencja - to i to, w jaki sposób ona powstaje tudzież jak jest
                tworzona, czyli lingwistyka kognitywna - a od tego już blisko mi do próby
                dydaktyzacji przykładowych tekstów na podstawie wyników analiz porównawczych.
                Nie wydaje mi się, żebym bardzo szła tu "wszerz" ;-) ale z pownością potrzebna
                mi będzie do tego szeroka wiedza, na pewno muszę głęboko poszukać w polskiej
                lingwitsyce tekstu (specjalistycznego) i dydaktyce języków specjalistycznych,
                bo tutaj niewiele jeszcze wiem...

                > Artykuł był o skryptach kulturowych niemieckich i polskich. Dlatego
                napisałem,
                > że to poniekąd tylko językoznawstwo niemieckie, bo raz, że nie wyłącznie
                > niemieckie, a dwa, że właściwie tylko poniekąd językoznawstwo w ogóle. A z
                moim
                >
                > doktoratem nie ma to nic wspólnego, bo ten jest już z lingwistyki sensu
                > stricto. Piszę o adwerbialnych wykładnikach następstwa czasowego, czyli
                takich
                > sobie wyrazach jak: przedtem, wcześniej, później, ponownie, najpierw etc.
                niesamowite zawsze wydaje mi się, jak z małego wycinka rzeczywistości można
                napisać obszerną pracę...chyba nie zdecydowałabym się na aż taką specjalizację.
                Chociaż mojego tematu trochę się boję - a jednocześnie bardzo mnie pociąga :-)

                > Ten mój tekst miałby się chyba ukazać gdzieś do kwietnia, w tomie
                > pokonferencyjnym, ale kto ich tam wie, bo nie dostałem jeszcze wersji do
                > korekty. Może teraz w ferie się zmobilizuję i zamieszcze swoje (przyszłe)
                > publikacje na swojej stronie. Podam link, jak się już to stanie.
                dzięki

                > > a nie wiesz, jak jest z działalnością gospodarczą? bo nie chciałabym prze
                > z te
                > > cztery lata mieć okresu zupełnie bezskładkowego...
                >
                > Nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że niektórzy opłacają sobie III filar po
                > prostu. Może składki zusowskie i na II filar też można samemu...
                Na pewno "poszperam", jak będzie mnie to bezpośrednio dotyczyło. Na razie nawet
                nie wiem, kiedy mogą odbywać się jakieś wstępne egzaminy...mam nadzieję tylko,
                że nie gdzieś w lipcu/sierpniu, bo wtedy chciałabym (jak się uda), pojechać na
                stypendium badawcze. Niesamowicie denerwuje mnie takie pozostawanie w
                zawieszeniu...

                pozdrawiam serdecznie
                Anna (Steppenwolf)
                • klee No to odpowiadam hurtem ;-) 10.02.06, 02:25
                  Czy konsultowałaś z kimś, ze swoim potencjalnym opiekunem naukowym, swoje
                  naukowe plany?

                  A co do mojego doktoratu, to nie zależy mi, aby był obszerny. Ważne, żeby był
                  rzetelnym, trafnym (o to będzie trudno niestety :-/) i wyczerpującym opisem
                  tego, o czym traktuje. Przewiduję, że nie będzie dłuższy od magisterki.

                  --
                  www.sebastiandeka.republika.pl
                    • klee W pewnym sensie 10.02.06, 13:11
                      Po prostu tak, jak to przedstawiłaś, jest to rzecz nie do zrobienia. To jest
                      projekt na lata długie dla całego sztabu ludzi. No ale skoro profesor twierdzi
                      inaczej, to pozostaje to przyjąć, chociaż gdyby mnie rzecz dotyczyła, to bym
                      nie przyjął. :-)

                      Udanego wypoczynku zatem!

                      --
                      www.sebastiandeka.republika.pl
                      • steppenwolff1 Nie powiedziałabym ;-) 10.02.06, 22:02
                        klee napisał:

                        > Po prostu tak, jak to przedstawiłaś, jest to rzecz nie do zrobienia. To jest
                        > projekt na lata długie dla całego sztabu ludzi. No ale skoro profesor
                        twierdzi
                        > inaczej, to pozostaje to przyjąć, chociaż gdyby mnie rzecz dotyczyła, to bym
                        > nie przyjął. :-)
                        mój promotor nie ma tu nic przeciwko - bo moja praca magisterska obejmowała
                        podobnie szeroką tematykę, jedynie bez aspektu dydaktycznego i kontrastywnego.
                        Mam już opracowane metody analizy tekstu w kierunku koherencji, mam wysuniętą
                        własną tezę na ten temat, którą chcę w doktoracie albo obalić albo podeprzeć
                        większą ilością dowodów. Nie uważam, żeby do badania kilku-kilkunastu tekstów
                        potrzebny był sztab ludzi, bo dowodów o koherencji nie trzeba wyprowadzać na
                        wielkiej ilości reprezentatywnych tekstów. W magisterce opracowałam sobie
                        literaturę dotyczącą koherencji tekstu i koherencji tekstu stricte fachowego,
                        teraz chcę zająć się praktycznie tylko (uwaga, będzie modne słowo;) kognitywnym
                        i pragmatyczno-komunikacyjnym spojrzeniem na nią - no i chciałam poszukać
                        polskiego spojrzenia na nią, a dydaktyzacja jest tu niejako efektem ubocznym.
                        Tekst sepcjalistyczny ma to do siebie, że jest przedmiotem badań kilku
                        dziedzin, stąd wynika ta mnogość dziedzin wymienionych przeze mnie (i
                        bynajmniej nie po to, żeby komuś coś udowodnić;). Ale nie po raz pierwszy będę
                        się tym zajmować - zajmuję się tym już 4. rok z mniejszą lub większą
                        intensywnością...
                        Myślę, że mój promotor jest osobą na tyle doświadczoną, że wie, co robi, godząc
                        się na opiekę nade mną i walcząc o mnie już w niejednej sytuacji :-)

                        pozdrawiam serdecznie
                        Anna (Steppenwolf)
                        • klee Opinia sceptyka 13.02.06, 19:12
                          Ja Cię bynajmniej nie chcę do niczego przekonywać, ani niczego wyperswadowywać.
                          Wiem, że neofilolodzy czasem różnymi dziwnymi rzeczami na różne dziwne sposoby
                          się zajmują. ;-] No ale nie tylko oni przecież. ;-D Jeśli jednak nakłaniasz
                          mnie do wyjaśnienia, co wzbudziło moje zastanowienie, to mogę napisać, no
                          problem. W końcu, może przyda Ci się poznać opinię kogoś z zewnątrz, jeśli Twój
                          profesor ma tak specyficzne spojrzenie.

                          Tak, jak piszesz o tym, czym masz się zajmować, jest to rzecz niezwykle szeroka
                          zakresowo, nie do zrobienia. To, że coś jest przedmiotem badań wielu nauk, nie
                          znaczy, że da się to badać z perspektywy tych wszystkich nauk jednocześnie.

                          Trezba też uważać, żeby nie wyważać otwartych drzwi, bo o spójności tekstu prac
                          jest bez liku. Wiem również, że jest przynajmniej jedna książka o wyrażeniach
                          metatekstowych w tekście naukowym. Ale ponoć kiepska ona jest, więc może warto
                          ją poprawić. Nie da się jednak tego zrobić, jeśli chce się jedocześnie zajmować
                          szeregiem innych rzeczy.

                          Pewną moją konsternację wywołuje też mieszanie różnych, często odległych od
                          siebie, dziedzin i metodologii. Nie sposób zajmować się rztetelnie w tym samym
                          czasie rzeczami tak od siebie odległymi jak badania stricte językoznacze i
                          metodyczne. Według mnie albo jedno, albo drugie. Metodologia. Podział na
                          semantykę i pragmatykę jest przecież domeną strukturalizmu. Jedną z cech
                          wyróżniających kognitywizmu jest właśnie zarzucenie tej dystynkcji. Z jednej
                          więc strony stwierdzasz, że chcesz, aby Twoja praca sytuowała się w nurcie
                          badań kognitywistycznych, a z drugiej chcesz się podczas jej pisania posługiwać
                          kategoriami typowymi dla strukturalizmu. Dziwne jest dla mnie utożsamianie
                          lingwistyki tekstu z kognitywizmem. Przecież tekst można badać również w ramach
                          paradygmatu strukturalistycznego. Gramatyka komunikacyjna to jedno, kognitywizm
                          to drugie, a strukturalizm to trzecie. To są wszystko trzy różne paradygmaty.

                          Skoro kilka tekstów masz analizować, to może da się to jako tako zrobić, ale
                          pytanie jaką to będzie miało wartość poznawczą. Przecież kilkoma tekstami to
                          się można zająć, pisząc pracę zaliczeniową, a nie magisterską, czy tym bardziej
                          doktorską.

                          To tyle mojego sceptyzycymu. :-)

                          --
                          www.sebastiandeka.republika.pl
                          • steppenwolff1 Re: Opinia sceptyka 13.02.06, 22:31
                            To, że coś jest przedmiotem badań wielu nauk, nie
                            > znaczy, że da się to badać z perspektywy tych wszystkich nauk jednocześnie.
                            Kto tak powiedział, że mam zamiar badać to jednocześnie z kilku stron? Wydaje
                            mi się, że nie miałeś za dużo do czynienia z niemiecką lingwistyką tekstu.
                            Przesła kilka faz w swoim (pseudo;)rozwoju, fazę "gramatyki tekstu" - nazwijmy
                            to tak, fazę semantyczną, pragmantyczno-komunikacyjną - a to, co teraz
                            najbardziej interesuje tekstologów, to kognitywne podejście do tekstu. Mój
                            podział na semantykę-pragmatykę nie wywodzi się więc ze strukturalizmu, a z
                            niemieckiej lingwistyki tekstu, która jest chyba najbardziej "rozpracowaną" z
                            lingwistyk tekstu.
                            Chcę sprawdzić, czym różni się tworzenie koherencji w tekstach
                            specjalistycznych niemieckich i polskich dotyczących tej samej dziedziny,
                            tematyki, tego samego wycinka rzeczywistości pozajęzykowej. Szukam tej
                            koherencji na płaszczyźnie makro- i mikrostruktur. Nie da się tu uniknąć
                            odniesienia do płaszczyzny semantycznej, bo to terminy są nośnikami znaczeń -
                            odnośnikami do rzeczywistości pozajęzykowej - tworzą łańcuchy izotopii, które
                            jednak moim zdaniem istnieją głównie mentalnie. No bo stworzyć koherencję może
                            tak naprawdę tylko osoba-użytkownik danego tekstu - więc jego spójność tak
                            naprawdę istnieje na poziomie użytkownika tekstu, nie jest moim skromnym
                            zdaniem cechą tekstu samego w sobie. Jak już pisałam - mam odnośnie tej kwestii
                            własną tezę i chcę ją ugruntować (a być może obalić - nie odrzucam takiej
                            możliwości) także na gruncie psycholingwistycznym, tudzież "Kognitywnej
                            lingwistyki tekstu", bo to właśnie ten "wycinek" psycholingwistyki, który
                            znalazł "zastosowanie" w lingwistyce tekstu. Nie da się uniknąć tutaj
                            odniesienia do teorii kognitywnych w ramach lingwistyki tekstu, ponieważ już
                            sama teoria konceptów i relacji de Beaugrande/Dresslera takie podejście
                            implikuje. Lingwistyka tekstu skupia w sobie wiele dziedzin - wpływ na nią
                            wywierało wiele nurtów. Stad u mnie ta mnogość dziedzin, co nieznaczy, że każdą
                            zajmować się zamierzam oddzielnie i bardzo szczegółowo, bo to rzeczywiście nie
                            jest praca dla jednej osoby.
                            A wnioski z moich analiz chciałabym "zużyć" ;-) praktycznie - próbując
                            zdydaktyzować tekst(y) w taki sposób, aby odbiorcy-uczniowi "unaocznić" te
                            cechy tekstu, które pozwalają najszybciej "wyprodukować" koherencję. Mam tu na
                            myśli polskiego odbiorcę-fachowaca w danej dziedzinie.
                            Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ma to być nie do zrobienia.

                            > Trezba też uważać, żeby nie wyważać otwartych drzwi, bo o spójności tekstu
                            prac
                            >
                            > jest bez liku. Wiem również, że jest przynajmniej jedna książka o wyrażeniach
                            > metatekstowych w tekście naukowym.
                            ja nie zamierzam zajmować się metatekstem. A lingwistyka tekstu fachowego, a w
                            szczególności koherencja w tekstach fachowych to nie są z pewnością drzwi już
                            bardzo szeroko otwarte. Bardzo niewiele znalazłam w fachowej literaturze o
                            samej koherencji tekstu fachowego...

                            > Pewną moją konsternację wywołuje też mieszanie różnych, często odległych od
                            > siebie, dziedzin i metodologii.
                            wyjaśniłam już powyżej, skąd to się bierze. Polecam lekturę
                            Heinemanna/Viehwegera "Textlinguistik. Eine Einführung" tudzież ewent. K.D.
                            Baumanna "Integrative Fachtextlinguistik". Lothar Hoffmann też dużo pisał o
                            lingwistyce tekstów specjalistycznych...Jeśli poczytać sobie też np. polskiego
                            autora S. Gruczę - zobaczy się, skąd mnogość dyscyplin w zajmowaniu się tekstem
                            specjalistycznym.

                            Dziwne jest dla mnie utożsamianie
                            > lingwistyki tekstu z kognitywizmem. Przecież tekst można badać również w
                            ramach
                            >
                            > paradygmatu strukturalistycznego. Gramatyka komunikacyjna to jedno,
                            kognitywizm
                            >
                            > to drugie, a strukturalizm to trzecie. To są wszystko trzy różne paradygmaty.
                            Wydaje mi się, że na wszystko patrzysz przez pryzmat polskiej lingwistyki
                            tekstu.

                            > Skoro kilka tekstów masz analizować, to może da się to jako tako zrobić, ale
                            > pytanie jaką to będzie miało wartość poznawczą. Przecież kilkoma tekstami to
                            > się można zająć, pisząc pracę zaliczeniową, a nie magisterską, czy tym
                            bardziej
                            >
                            > doktorską.
                            Kilka to nie 5 albo 7. I można ANALIZOWAĆ i "analizować". Nie wiesz nawet, jak
                            zamierzam to robić, w jakim zakresie, co sprawdzam, jak wygląda wynik takiej
                            analizy. Nie rozumiem, dlaczego z wszystkich sił próbujesz dyskredytować całe
                            moje podejście do tej tematyki. Myślę, że nie przekonam Cię do mojego tematu -
                            nie o to chodzi. Ale Ty nie próbuj mnie też przekonać, że jestem zupełnym
                            laikiem w tej kwestii i zamierzam zajmować się czymś z góry skazanym na
                            niepowodzenie.

                            pozdrawiam serdecznie
                            Anna (Steppenwolff)
                            • klee Kobiety jak to kobiety ;-] 13.02.06, 23:00
                              steppenwolff1 napisała:

                              > Nie rozumiem, dlaczego z wszystkich sił próbujesz dyskredytować całe
                              > moje podejście do tej tematyki.

                              Nie, nie było to moim zamiarem. Chciałem Ci tylko zwrócić uwagę, że możesz się
                              wkopać. Nie wiedziałem, na ile wiesz, co robisz, i chciałem Cię przed
                              ewentualnym wkopaniem się ostrzec. Jeśli jesteś pewna tego, co chesz robić, to
                              życzę powodzenia. Nie było moją intencją wywoływać żadnej dyskusji, bo wiem z
                              doświadczenia, że podobne dyskusje są bezcelowe.

                              > Myślę, że nie przekonam Cię do mojego tematu -
                              > nie o to chodzi.

                              Rzeczywiście, byłoby to pewnie trudne :-D, ale po co miałabyś to robić?

                              > Ale Ty nie próbuj mnie też przekonać, że jestem zupełnym
                              > laikiem w tej kwestii i zamierzam zajmować się czymś z góry skazanym na
                              > niepowodzenie.

                              Jak napisałem, nie było to moim zamiarem, chociaż muszę podtrzymać, że pisałaś
                              dziwne rzeczy, ale nie traktuj tego personalnie, bo wielu profesorów pisze
                              rzeczy równie dziwne. :-]

                              A mówiłem o kwestiach z dziedziny językoznawstwa teoretycznego oczywiście, a
                              więc nieodnoszącego się do żadnego konkretnego języka. Materia jest jedna.
                              Różne tylko metody działania. (Jedynie tę gramatykę komunikacyjną można
                              utożsamiać z polskim językoznawstwem, ale w końcu nie ja o niej wspomniałem.)

                              Powodzenia i mniej emocji, nauka się emocjami nie karmi! ;-)

                              --
                              www.sebastiandeka.republika.pl
                              • steppenwolff1 odwracanie kota ogonem ;-) 14.02.06, 00:18
                                > > Myślę, że nie przekonam Cię do mojego tematu -
                                > > nie o to chodzi.
                                >
                                > Rzeczywiście, byłoby to pewnie trudne :-D, ale po co miałabyś to robić?
                                no przecież napisałam, że nie o to chodzi ;-P

                                > A mówiłem o kwestiach z dziedziny językoznawstwa teoretycznego oczywiście, a
                                > więc nieodnoszącego się do żadnego konkretnego języka.
                                niemiecka lingwistyka tekstu nie odnosi się bynajmniej tylko do języka
                                niemieckiego ;-) chodziło mi jedynie o autororstwo...polska lingwistyka tekstu,
                                choć starsza, nie rozwinęła się tak jak niemiecka.

                                > Powodzenia i mniej emocji, nauka się emocjami nie karmi! ;-)
                                nie sądzę, żeby cała pierwsza część mojego wywodu była mocno nacechowana
                                emocjami. Raczej dużo faktów.

                                a...hm, skąd pewność, że jestem kobietą - ostatecznie wiele rzeczy jest
                                relatywne ;-)

                                pozdrawiam serdecznie
                                Steppenwolf
                                • klee Re: odwracanie kota ogonem ;-) 14.02.06, 00:39
                                  steppenwolff1 napisała:

                                  > > > Myślę, że nie przekonam Cię do mojego tematu -
                                  > > > nie o to chodzi.
                                  > >
                                  > > Rzeczywiście, byłoby to pewnie trudne :-D, ale po co miałabyś to robić?
                                  > no przecież napisałam, że nie o to chodzi ;-P

                                  Pytanie zatem, w jakim celu wysmażyłaś tak długi post.

                                  > > A mówiłem o kwestiach z dziedziny językoznawstwa teoretycznego oczywiście
                                  > , a
                                  > > więc nieodnoszącego się do żadnego konkretnego języka.
                                  > niemiecka lingwistyka tekstu nie odnosi się bynajmniej tylko do języka
                                  > niemieckiego ;-) chodziło mi jedynie o autororstwo...polska lingwistyka
                                  tekstu,
                                  >
                                  > choć starsza, nie rozwinęła się tak jak niemiecka.

                                  Że powtórzę - mówiłem o kwestiach z dziedziny językoznawstwa teoretycznego
                                  oczywiście, a więc nieodnoszącego się do żadnego konkretnego języka. Ty zaś,
                                  nie przytoczyłaś żadnych wyróżników badania tekstu na modłę niemiecką, więc też
                                  i się do nich ustosunkowywać nie mogłem, no nie? Pisałaś o ogólnych założeniach
                                  metodologicznych, ale jeśli mogłabyś teraz te podstawowe cechy odróżniające
                                  niemiecką lingwistykę tekstu od polskiej wymienić, to chętnie bym się z tym
                                  zapoznał, tak z ciekawości.

                                  > > Powodzenia i mniej emocji, nauka się emocjami nie karmi! ;-)
                                  > nie sądzę, żeby cała pierwsza część mojego wywodu była mocno nacechowana
                                  > emocjami. Raczej dużo faktów.

                                  I dobrze, że tak sądzisz, a nie - jesteś o tym przekonana.

                                  > a...hm, skąd pewność, że jestem kobietą - ostatecznie wiele rzeczy jest
                                  > relatywne ;-)

                                  Penwności takiej nie mam, ale zakładanie, że ktoś, kto się podpisuje "Anna",
                                  jest mężczyzną, byłoby równie bezcelowe jak nasza rozmowa.

                                  --
                                  www.sebastiandeka.republika.pl
                                    • klee Może to te emocje powodują ;-) 14.02.06, 14:36
                                      (...) że tak to czytasz? Ach, ta pragmatyka. ;-)

                                      Nie, nie było moją intencją Cię obrażać. Zwykłem zamieszczać na różnych forach
                                      różne cegłówy. Ich pisanie - w związku z tym, że są cegłówami - określam
                                      zazwyczaj w ten sposób oraz myślę tak o nim. Wiadomo, warto mieć dystans do
                                      siebie i swoich wypocin. Oczywiście nie stanowi to żadnego usprawiedliwienia.
                                      Napisać tak o czyimś długim poście było nieeleganckie, szczególnie jeśli jego
                                      autorką była kobieta. Przecież nie każdy musi mieć do siebie tyle dystansu, ile
                                      my sami. Bardzo przepraszam więc, jeśli uraziłem Cię tym sformułowaniem!

                                      --
                                      www.sebastiandeka.republika.pl
                                      • steppenwolff1 Re: Może to te emocje powodują ;-) 14.02.06, 22:56
                                        Może rzeczywiście zabrakło mi trochę dystansu - ale ostatnie ciężko mi ogólnie
                                        o dystans do sprawy mojej dysertacji, ponieważ ogólnie mam z nią pod górkę i
                                        wcale nie chodzi tu o sam temat ;-)

                                        pozdrawiam serdecznie i kończę w końcu pracować
                                        Anna
      • drapiezna_barrakuda Re: Różnie to bywa 01.02.06, 17:45
        klee napisał:

        > Nie ma tygodniowego pensum. Doktorant jest zobowiązany przeprowadzić w ciągu
        > całych studiów 180 godzin zajęć, przy czym nie wolno mu ich prowadzić na I
        > roku. Poza tym musi hospitować 30 godzin zajęć, które prowadzi, u kogoś
        innego.
        >

        Rozumiem, że piszesz, jak jest u Ciebie na uczelni. Dla jasności - ogólne
        zasady prowadzenia zajęć okrone są w Ustawie o szkolnictwie wyższym, w art. 197
        pkt 3:
        "3. Doktoranci mają także obowiązek odbywania praktyk zawodowych w formie
        prowadzenia zajęć dydaktycznych lub uczestniczenia w ich prowadzeniu.
        Maksymalny wymiar zajęć dydaktycznych prowadzonych przez uczestników studiów
        doktoranckich nie może przekraczać 90 godzin dydaktycznych rocznie."

        Szczegółowo zawsze określa się to w poszczególnych jednostkach (znam takie, w
        których doktoranci w ogóle nie dostają przez 4 lata żadnych zajęć do
        prowadzenia, bo instytut mały, a doktorantów dużo)

        Nota bene - co było już tu kilkakrotnie maglowane - jest to narzucenie
        doktorantom obowiązku pracy (bo to faktycznie praca), pod przykrywką "praktyk
        zawodowych", bez zagwarantowanej odpłatności za tę pracę (można zapytać o
        zgodność takiego zapisu z Konstytucją). Bo stypendium doktoranckie - jeśli się
        je dostaje - jest zupełnie czymś innym niż wynagrodzenie.

        Jeżeli chodzi o sprawy związane z ubezpieczeniem społecznym i zdrowotnym oraz
        stypendiami, to cytuję ustawę:

        Art. 198.
        1. ..
        2. Doktoranci mają prawo do ubezpieczenia społecznego i powszechnego
        ubezpieczenia zdrowotnego na zasadach określonych w odrębnych przepisach.
        3. Doktorantowi, po uzyskaniu stopnia doktora, okres odbywania studiów
        doktoranckich, nie dłuższy niż cztery lata, zalicza się do okresu pracy, od
        którego zależą uprawnienia pracownicze.
        4. Doktorantowi, po uzyskaniu stopnia doktora, do okresu, o którym mowa w ust.
        3, zalicza się również okres odbywania stacjonarnych studiów doktoranckich,
        jeżeli zostały one przerwane z powodu podjęcia zatrudnienia w charakterze
        nauczyciela akademickiego lub pracownika naukowego w instytucjach naukowych.

        Art. 199. 1. Doktorant może otrzymać pomoc materialną w formie:
        1)stypendium socjalnego;
        2)zapomogi;
        3)stypendium za wyniki w nauce;
        4)stypendium na wyżywienie;
        5)stypendium mieszkaniowego;
        6)stypendium specjalnego dla osób niepełnosprawnych.
        2. Świadczenia, o których mowa w ust. 1, przyznaje się ze środków funduszu
        pomocy materialnej dla studentów i doktorantów, o którym mowa w art. 103, na
        zasadach określonych przez rektora w uzgodnieniu z uczelnianym organem
        samorządu doktorantów i uczelnianym organem samorządu studenckiego.
        3. Do przyznawania świadczeń, o których mowa w ust. 1, stosuje się odpowiednio
        przepisy o pomocy materialnej dla studentów, z zastrzeżeniem ust. 4.
        4. Stypendium za wyniki w nauce:
        1) na pierwszym roku studiów doktoranckich może być przyznane
        doktorantowi, który osiągnął bardzo dobre lub dobre wyniki w postępowaniu
        rekrutacyjnym;
        2) na drugim i kolejnych latach studiów doktoranckich może być
        przyznane doktorantowi, który w roku akademickim poprzedzającym przyznanie
        stypendium spełnił łącznie następujące warunki:
        a) uzyskał bardzo dobre lub dobre wyniki egzaminów objętych programem
        studiów doktoranckich,
        b) wykazał się postępami w pracy naukowej i przygotowywaniu rozprawy
        doktorskiej,
        c) wykazał się szczególnym zaangażowaniem w pracy dydaktycznej.

        Art. 200. 1. Uczestnik stacjonarnych studiów doktoranckich może otrzymywać
        stypendium doktoranckie.
        2. Minimalne stypendium, o którym mowa w ust. 1, nie może być niższe niż 60 %
        minimalnego wynagrodzenia zasadniczego asystenta ustalonego w przepisach o
        wynagradzaniu nauczycieli akademickich.
        3. Decyzję o przyznaniu stypendium doktoranckiego, okresie jego pobierania oraz
        jego wysokości podejmuje rektor.
        4. Doktoranci otrzymujący stypendium, o którym mowa w ust. 1, mogą podejmować
        pracę zarobkową wyłącznie w niepełnym wymiarze czasu pracy.
        5. Stypendia, o których mowa w ust. 1, są finansowane w ramach środków, o
        których mowa w art. 98 ust. 1.

        (czyli oprócz stypendiów doktoranckich (art. 200) jesteśmy TEORETYCZNIE
        uprawnieni do ubiegania się o inne stypendia, dotychczas przewidziane wyłącznie
        dla studentów studiów licencjackich i magisterskich. Teoretycznie dlatego, że
        praktycznie to nie przewidziano na to pieniędzy. Ale na ten temat też już się
        żołądkowaliśmy na forum).

        Na moim wydziale dostajemy ok. 1.000 zł, co roku musimy składać wniosek o
        przedłużenie stypendium i złożyć raport z rocznych "dokonań".

        Pozdrawiam,
        D.Barrakuda

        ________________________________________________
        ...Ale Australijka ucieka jak drapieżna barrakuda gdzieś tam wokół rafy
        koralowej...
        [Tomasz Zimoch, Ateny 2004]
        • steppenwolff1 Re: Różnie to bywa 01.02.06, 21:43
          Dziękuję Ci bardzo za tak obszerne informacje - warto zapamiętać na przyszłość.
          Mam nadzieję, że coś z tego wszystkiego u mnie wyjdzie. Bo na razie jestem w
          zawieszeniu - nie wiadomo nic o zasadach na mojej uczelni, a już wiem, że
          indywidualnie tego doktoratu pod opieką mojej promotorki pisać nie będę mogła...

          pozdrawiam wszystkich serdecznie :-)
          Anna (steppenwolff)
        • klee Proszę nie robić zmyłki ;-) 07.02.06, 03:26
          drapiezna_barrakuda napisała:

          > Rozumiem, że piszesz, jak jest u Ciebie na uczelni. Dla jasności - ogólne
          > zasady prowadzenia zajęć okrone są w Ustawie o szkolnictwie wyższym, w art.
          197

          Proszę nie robić zmyłki i nie tworzyć wrażenia, że to, co napisałem, odnosi się
          do czegokolwiek innego, niż napisałem, że się odnosi. ;-) A napisałem przecież
          bardzo wyraźnie (ostatnie zdanie pierwszego akapitu). Nie mogłoby się zresztą
          odnosić do ogółu uczelni w naszym pięknym kraju, bo - jak również zauważyłem -
          panuje ogromna dowolność w tych kwestiach na różnych uczelniach, a nawet w
          obrębie pojedynczych placówek.

          To, co przytoczyłaś, to rzeczywiście te ujednolicone przepisy, które mają
          dotyczyć wszystkich (też o tym wspomniałem), ale uczelnie przyjmują je nie bez
          oporów. Na naszym wydziale uznano na przykład, że dadzą sobie jeszcze w tym
          roku spokój z ich wprowadzaniem. Czyli one obowiązują, ale i nie obowiązują. ;-
          ] Już kiedyś wykazywałem, że autonomia szkół wyższych przejawia się niekiedy w
          ten dziwaczny sposób, że ich wewnętrzne uregulowania mają wyższą rangę od
          przepisów o wyższej randze. ;-] Ale ja tam nie narzekam, bo u nas są one bardzo
          doktorantom przyjazne. :-)

          --
          www.sebastiandeka.republika.pl
        • wojciech.olchowski Bardzo mi sie podoba to "może":) 16.02.06, 20:15
          Art. 200. 1. Uczestnik stacjonarnych studiów doktoranckich może otrzymywać
          stypendium doktoranckie.

          ciekawe czy jak mu nei dadza to wtedy m o z e wystepowac o wszytkie inne? u
          mnei np nie ma ocen to wystarczy jedna 5 i naukowe by bylo:) a socjalne to na
          dzien dobry po zabraniu doktoranckiego, ciekawe, ciekawe, ale jednak wolabym
          sie nei dowiedziec:)

          P. S. Swietny cytat w stopce! Gratulacje:)
          --
          Wojciech Olchowski

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka