Macie tak jak ja?

31.01.06, 20:29
po kazdych zajeciach jestem wykonczona.Ale psychicznie.I nie chodzi o to ze
nie moge utrzymac dyscypliny w grupie, tylko o to ze musze grac....Raz
popuscilam, i do konca semestru nie moglam sobie z nimi poradzic. wiec
wpadlam na pomysl, ze jak bede silna, konsekwentna, i zdecydowana to bede
miala nad studentami przewage. I rzeczywiscie tak jest. jest cisza i spokoj.
I chyba nawet sie mnie boja. Ale cos jest kosztem czegos w domu jestem
padnieta...tez tak macie?
    • flamengista jak długo prowadzisz zajęcia? 31.01.06, 20:45
      Bo ja też tak miałem. Ale na pierwszym roku pracy (500 h zajęć!). Po powrocie do
      domu miałem tylko siłę na grę na komputerze lub oglądanie telewizji. Nawet
      czytanie przyjemnościowej książki przychodziło mi z trudem.

      Moim zdaniem to kwestia przyzwyczajenia:) Teraz jest o wiele lepiej - i nawet w
      ciagu dnia, między zajeciami udaje mi sie zmusić do czytania jakiś artykułów
      naukowych. Ale nadal nie potrafię tego samego dnia prowadzić dużej ilości zajęć
      i coś napisać.

      Powoli, widocznie trzeba mieć doświadczenie. Mój szef najpierw prowadzi zajecia
      w jednej szkole, następnie jedzie do drugiej, potem konferencja, a wieczorem
      pisze artykuł:)
      • pseudodoktorant Re: jak długo prowadzisz zajęcia? 31.01.06, 21:12
        flamengista napisał:
        > Teraz jest o wiele lepiej - i nawet w
        > ciagu dnia, między zajeciami udaje mi sie zmusić do czytania jakiś artykułów
        > naukowych.

        Na twoim miejscu zmusiłbym się do poczytania słownika poprawnej polszczyzny,
        panie wykładowco.
        Do założycielki wątku> Rozumiem, że za prowadzenie tych zajęć, które tak cię
        wykańczają, chociaż ci płacą.
        • flamengista re 31.01.06, 21:19
          "na twoim miejscu" wysiósłbym się z tego forum jak najszybciej. ale to moje
          prywatne zdanie...

          do czasu, aż sobie pójdziesz, robie kolejna przerwę. bez odbioru.
          • pseudodoktorant Re: re 31.01.06, 21:46
            Boli cię, wykładowco od siedmiu boleści, że wytknąłem ci popełniony przez
            ciebie lapsus? Tak ciężko przyznać się do własnego błędu?
      • klee Fajnie :-D 31.01.06, 23:57
        A jednak się odezwałeś. Cieszę się bardzo! :-)

        Uwagami nadgorliwca językowego się nie przejmuj, bo już ustaliliśmy, że
        dostrzega on błędy, gdzie ich nie ma, a poza tym niekiedy sam od nich nie
        stroni: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=34876353&a=35037750 ,
        choć oddać mu trzeba, że zazwyczaj posługuje się bardzo staranną polszczyzną.

        Moi studenci dobrze wiedzą, jak należy oceniać puryzm językowy - jedoznacznie
        negatywnie. :-)
        • klee P.S. 01.02.06, 00:11
          Liczyłem na to, że wrócisz. :-D Ale nie zostawiaj nas znowu. :-(

          A wróble niech sobie ćwierkają, taka już ich natura.
        • pseudodoktorant Re: Fajnie :-D 01.02.06, 01:27
          klee napisał:
          > Uwagami nadgorliwca językowego się nie przejmuj

          > Moi studenci dobrze wiedzą, jak należy oceniać puryzm językowy - jedoznacznie
          > negatywnie. :-)

          Tu nie chodzi o jakąś nadgorliwość czy bycie językowym purystą - po prostu
          wydaje mi się, że od wykładowcy akademickiego, jakim mieni się nasz forumowy
          flamengista, powinno się wymagać znajomości języka ojczystego i umiejętności
          posługiwania się nim na wyższym poziomie niż np. od handlarza z bazaru.

          Czyli co, wg ciebie można śmiało tolerować formy
          typu "poszłem", "wzięłem", "wyłanczać", "przekonywujący" itp.? To po kiego wała
          prowadzisz zajęcia z kultury języka?
          Ja się chyba naprawdę wybiorę do tej warsiawki...
    • niebo.nad.berlinem Re: Macie tak jak ja? 31.01.06, 21:35
      prowadzę zajęcia od października zeszłego roku. oczywiście denerwuję się przed
      zajęciami, chociaż z upływem czasu już coraz mniej. postawiłam na taką zasadę:
      starać się wprowadzić i utrzymać taką atmosferę w trakcie zajęć, żeby samemu
      czuć się tam dobrze. staram się zachowywać naturalnie, nie stwarzam sztucznych
      barier, stawiam na spontaniczność w kontaktach ze studentami. traktuję ich (tak
      sądzę, mam nadzieję, że oni też to tak odbierają) jak partnerów, szanuję ich
      opinie, w przypadku różnicy zdań podejmuję dyskusję. w efekcie studenci nie
      boją się odezwać, a ja lubię na te zajęcia przychodzić, bo nie "gram", nie
      udaje kogoś kim nie jestem. nie mam problemów z utrzymaniem dyscypliny, ale nie
      wprowadzam jakiś szczególnych środków, czasem kogoś upominam (namawiając, żeby
      powiedział na głos z czym ma problem;>), ale to są sporadyczne sytuacje.
      może to wynika z tego, że trafiłam na takich fajnych ludzi we wszystkich
      grupach, w których prowadzę zajęcia. być może po prostu nawzajem się lubimy.
      nie wiem z czego to wynika. mam nadzieję, że z czasem znajdziesz swój sposób
      prowadzenia zajęć, że będziesz się czuła coraz pewniej w pracy dydaktycznej. tu
      chyba każdy z nas musi sam sobie poradzić - z grupą... i ze sobą:)
      pozdr

      ps. uprzedzając pytanie pseudodoktoranta: nie prowadzę zajęć za darmo.
      • dunia77 Re: Macie tak jak ja? 31.01.06, 23:22
        Moge sie tylko podpisac pod tym postem. Ja nie wprowadzalam zadnych rygorow
        (poza bardzo podstawowym regulaminem), a zawsze bylo ok. Podobnie jak
        przedmowczyni jakos zawsze mialam fajne grupy i dobrze sie z nimi dogadywalam.
        Chociaz czasem musialam "huknac" jak np. towarzystwo rozgadalo sie nie na
        temat ;-)
        • klee Ja również się podpisuję :-) 31.01.06, 23:49
          Choć mnie nie wszyscy studenci lubią, a niektórzy nawet nie lubią. ;-] Co do
          reszty to funkcjonuję podobnie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja