Dodaj do ulubionych

czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ??

16.07.06, 07:20
Witam,
Studia magisterskie skończyłam na lokalnym uniwersytecie ( zaocznie) 5 lat
temu. Byłam chyba przeciętną studentką ( średnia nieco ponad 4,2..). Jednak
po paru latach poczułam chęć dalszej nauki. W ubiegłym roku skończyłam
podyplomowe studia z prawa europejskiego.
Pracuję w instytucji, w której podstawą jest znajomość prawa unijnego. Od
paru tyg. zastanawiam się nad podjęciem studów doktorancjich. I tu pojawia
się moje pytanie - czy jako przeciętna ( kiedyś )studentaka mam szanse na
studia doktoranckie? Zawsze słyszałam, że robią je tylko wybitnie zdolni i
utalentowani.
Przyznam, że kiedy byłam studentką , niespecjalnie się przykładałam do nauki,
jednak po latach zupełnie inaczj patrzę na sprawy nauki.
Proszę o odpowiedź. Dzięki z góry,
Marika
Obserwuj wątek
    • profes0r Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 16.07.06, 11:12
      Tak i nie.

      Tak - Szanse na studia doktoranckie masz, jeśli trafisz na promotora, który
      patrzy dalej niż średnia studiów.

      Nie - na dzienne możesz mieć małe problemy, zależnie od tego, dokąd chcesz
      próbować, bo w wielu miejscach średnia studiów odgrywa dużą rolę przy
      rekrutacji. Aczkolwiek 4.2 to nie jest taki zły wynik, uwierz mi.
      • kasiamat00 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 16.07.06, 18:47
        Właśnie zostałam przyjęta na studia doktoranckie. Dzienne, ze stypendium.
        Średnią miałam ok. 4.35, ale fakt, że to efekt mojego lenistwa - uczyłam się
        tylko tego, co mi się podobało, a resztę zaliczałam, zazwyczaj starając się
        tylko, aby nie wyszło za bardzo "na styk" (bo nie znoszę egzaminów ustnych).
        Dziewczyna ze średnią właśnie ok. 4.2, która nie chciała stypendium została
        przyjęta od ręki. Tak więc chyba nie jest tak źle. Tak naprawdę, to jeśli nie
        jesteś świeżo upieczonym absolwentem tej uczelni, to chyba jednak bardziej
        powinien liczyć się wynik jakiejś rozmowy/egzaminu. Bo o ile swoich studentów to
        się trochę zna, o tyle ocenianie kogoś obcego przede wszystkim na podstawie
        średniej ze studiów uważam za delikatnie mówiąc niepoważne.
    • niewyspany77 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 16.07.06, 11:15
      mimarika napisała:

      > I tu pojawia
      > się moje pytanie - czy jako przeciętna ( kiedyś )studentaka mam szanse na
      > studia doktoranckie? Zawsze słyszałam, że robią je tylko wybitnie zdolni i
      > utalentowani.

      Wiesz, odnosnie ludzi robiacych doktorat z wolnej stopy, mam taka teze, ze to
      jest nieco inaczej. Mysle ze dosc duza ilosc doktorantow, robi doktoraty nie
      dlatego ze sa jacys super genialni, tylko dlatego, ze mieli na tyle
      samozaparcia, checi i przyslowiowego 'jaja' oraz ogromna odwage.

      Sama srednia jest niemiarodajna - inaczej wyglada srednia 4,2 z renomowanego
      uniwerka a niaczej 4,2 z 'wyzszej szkoly czegostam gdziestam'.

      > Przyznam, że kiedy byłam studentką , niespecjalnie się przykładałam do nauki,
      > jednak po latach zupełnie inaczj patrzę na sprawy nauki.

      To dobrze. Umiejetnosc krytyki i obiektywizmu, szczegolnie w kategoriach oceny
      swojej wlasnej dzialanosci nikomu nie zaszkodzi.

    • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 16.07.06, 12:45
      Ja powiem, jak to wyglada w naukach technicznych, czyli w mojej dzialce
      (telekomunikacja). Srednia ze studiow jest u nas na Wydziale praktycznie bez
      znaczenia. Jest jakis prog 4.0, ale nikt na to nie patrzy. Przyjmuje sie
      wszystkich chetnych, po pierwszym roku i tak zostaja tylko ci naprawde
      zainteresowani. Robia doktorat moze nie tylko najzdolniesi, ale jednak ci
      zdolni. Tutaj pracuje sie przy pomocy matematyki, kto mial z nia problemy na
      studiach, raczej nie ma szans. Niska srednia ze studiow wkazuje czesciej nie na
      brak zdolnosci, tylko na brak systematycznosci i wytrwalosci w nauce, choc i tak
      nie zawsze. Doktorat to sporo pracy i wielu bardzo zdolnym sie po prostu nie
      chce tyrac cztery lata za poldarmo, bo swoje zdolnoci sprzedaja na rynku pracy
      za stawki kilkukrotnie wyzsze niz stypendium doktoranckie. Czlowiek mniej
      zdolny, ale wytwaly i nieduzymi potrzebami materialnymi jest w stanie napisac
      porzadny doktorat. Pisze o pieniadzach, bo to w pewnym momencie okazuje sie
      wazne. Zeby zrobic porzadny doktorat, a nie szmatlawca, trzeba przy nim caly
      czas siedziec. Nie ma praktycznie czasu na prace etatowa rownolegle. Trzeba miec
      silna wole, by wytrwac zyjac kolejne cztery jak studenciak, podczas gdy kumple z
      roku sa juz kierownikami w firmach i zyja na calkiem innym poziomie i co wiecej,
      wcale nie traktuja Cie z szacunkiem z tego powodu, ze robisz doktorat. Raczej
      traktuja ze slabo skrywanym poblazaniem i lekcewazeniem. Ale jak zasisnie sie
      zeby i doprowadzi doktorat do konca, to w przyszlosci zazwyczaj sie wychodzi na
      swoje. I prestizowo i materialnie.


      • dobosz4u Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 16.07.06, 15:30
        Nie, czesto i tacy, ktorzy sa szybko nie chca isc do pracy ( mama zawsze jest w
        poblizu).
        Kolega ze szkoly sredniej jest w tej chwili profesorem - zadna inteligencja,
        jedynie bardzo pracowity. Jak nie rozumial cos z matematyki czy fizyki, wykul na
        blaszke i przeszedl. Zrobil doc, hab i zostal profesorem. Unika mnie jednak, a
        szunuje go ze mimo wszystko cos tam dobrego zrobil ze swoim zyciem, a u mnie
        roznie bywalo
      • niewyspany77 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 16.07.06, 22:57
        funeral_fog napisał:

        > Ja powiem, jak to wyglada w naukach technicznych,

        [...]

        > Trzeba miec
        > silna wole, by wytrwac zyjac kolejne cztery jak studenciak, podczas gdy kumple
        > z roku sa juz kierownikami w firmach i zyja na calkiem innym poziomie i co wiecej,
        > wcale nie traktuja Cie z szacunkiem z tego powodu, ze robisz doktorat. Raczej
        > traktuja ze slabo skrywanym poblazaniem i lekcewazeniem. Ale jak zasisnie sie
        > zeby i doprowadzi doktorat do konca, to w przyszlosci zazwyczaj sie wychodzi
        > na swoje. I prestizowo i materialnie.
        >

        Oki. A humanista z doktoratem idzie do pracy w szkole na 'nauczyciela stazyste'
        podczas gdy jego rocznikowi koledzy wlasnie robia mianowanie i zaczynaja miec
        wszystko gdzies, bo ciepla posadka juz ustawowo gwarantowana. Ani prestizowo ani
        materialnie.

        Teoria oczywiscie jak najbardziej mozliwa w rzeczywistosci.
      • madaminka Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 17.07.06, 07:50
        Ale jak zasisnie sie
        > zeby i doprowadzi doktorat do konca, to w przyszlosci zazwyczaj sie wychodzi
        na
        > swoje. I prestizowo i materialnie.


        To prawda, czy tylko tak piszesz dla pociechy_??? masz na to dowody czy to
        myslenie zyczeniowe-??????i do jakiego stopnia ten materilany i prestizowy
        sukces sie przejawia tak srednio-????co oznacza/????
    • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 17.07.06, 22:17
      funeral_fog napisał:

      > Doktorat to sporo pracy i wielu bardzo zdolnym sie po prostu nie
      > chce tyrac cztery lata za poldarmo, bo swoje zdolnoci sprzedaja na rynku pracy
      > za stawki kilkukrotnie wyzsze niz stypendium doktoranckie. Czlowiek mniej
      > zdolny, ale wytwaly i nieduzymi potrzebami materialnymi jest w stanie napisac
      > porzadny doktorat. Pisze o pieniadzach, bo to w pewnym momencie okazuje sie
      > wazne. Zeby zrobic porzadny doktorat, a nie szmatlawca, trzeba przy nim caly
      > czas siedziec. Nie ma praktycznie czasu na prace etatowa rownolegle. Trzeba
      miec
      > silna wole, by wytrwac zyjac kolejne cztery jak studenciak, podczas gdy
      kumple z
      > roku sa juz kierownikami w firmach i zyja na calkiem innym poziomie i co
      wiecej
      > wcale nie traktuja Cie z szacunkiem z tego powodu, ze robisz doktorat. Raczej
      > traktuja ze slabo skrywanym poblazaniem i lekcewazeniem.

      Dlatego warto oprócz robienia doktoratu zajmować się czymś jeszcze, czymś
      znacznie bardziej dochodowym, żeby po trzech czy czterech latach nie obudzić
      się z ciężką depresją, że najpiękniejsze lata przeleciały człowiekowi przez
      palce i sobie życia nie poużywał (tym bardziej że gwarancji, iż uda się zrobić
      doktorat, nie ma). Będąc doktorantem, wcale nie trzeba żyć jak biedny student,
      tylko trzeba zakręcić się za intratnymi fuchami - wtedy można żyć na wcale nie
      gorszym poziomie niż ludzie, którzy po studiach poszli pracować w firmach.
      • carnivore69 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 18.07.06, 11:22
        > tylko trzeba zakręcić się za intratnymi fuchami - wtedy można żyć na wcale nie
        > gorszym poziomie niż ludzie, którzy po studiach poszli pracować w firmach.

        Ok, jesli wiekszosc czasu ma zajmowac Ci dzialalnosc komercyjna, po co w ogole
        bawic sie w doktorat? (Bo chyba nie z odkryc naukowych zamierzasz wtedy zyc.)

        Pzdr.
        • autumna Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 18.07.06, 12:19
          > Ok, jesli wiekszosc czasu ma zajmowac Ci dzialalnosc komercyjna, po co w ogole
          > bawic sie w doktorat?

          A dlaczego by nie? Z różnych przyczyn się robi doktorat. A choćby i z chęci zaszpanowania literkami dr na wizytówce. Motywacja dobra jak każda inna. Dopóki pracę naukową wykonuje się samodzielnie i rzetelnie, wszystko jest OK.
          • carnivore69 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 18.07.06, 14:45
            Jesli tytul dr postrzega sie glownie jako przepustke do zdobywania lepszych
            kontraktow we wszelkiego rodzaju dzialalnosci pozanaukowej (czyli np.
            konsultingu) - zgoda. Pewnie istnieje jakas premia na rynku za to, ze
            zleceniobiorca/partner firmy jest doktorem.

            W przeciwnym razie uwazam, ze laczenie dzialalnosci akademickiej na etapie
            doktoratu z duza liczba tzw. fuch nie ma sensu (z punktu widzenia perspektywy
            calej kariery, a nie tylko kilku sezonow). Kazda dodatkowa godzina wlozona we
            wlasna prace naukowa na etapie doktoratu przynosi moim zdaniem duzo wiekszy
            zwrot niz ta przeznaczona na chaltury. Oczywiscie w dluzszej perspektywie i
            niewykluczone, ze w niektorych przypadkach kosztem chodzenia w jednym swetrze
            do prawie trzydziestki.

            Pzdr.
            • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 18.07.06, 17:31
              Ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem laczenia pracy nad doktoratem z jakakolwiek
              inna. Moze sa jednostki, ktore sa w stanie pracowac 20 h na dobe i daja rade z
              obiema pracami. Ale dla mnie to bez sensu, zadne zycie. Jednak wszystkie znane
              mi osobiscie przypadki laczenia doktoratu z fuchami albo praca na etacie
              wygladaja tak, ze delikwent/ka przy doktoracie siedzi moze godzine tygodniowo,
              referaty pisze na "odwal sie", a doktorat okazuje sie napisanym na kolanie
              gniotem, o ile w ogole uda sie go napisac. Jesli promotor zgadza sie na taki
              system, to na ogol zalezy mu tylko na kasie, a poziom pracy ma gdzies. Doktorant
              tez chce miec dr jak najmniejszym kosztem. W efekcie obniza sie poziom
              doktoratow, spada prestizowe znaczenie stopnia. Uwazam, ze doktorant powinien
              miec kategoryczny zakaz pracy dodatkowej z wyjatkiem sytuacji, kiedy dodatkowa
              praca wiaze sie bezposrednio z tematem doktoratu. Praca nad doktoratem powinna
              byc traktowana jak zajecie pelnoetatowe, a nie jakas zabawa w wolnym czasie.
              Poblazliwosc w tym wzgledzie skutkuje tym, ze ludzie serio traktuja tylko te
              fuchy i etaty, a praca naukowa jest mocno poszkodowana. Nie powinno byc tak, ze
              kazdy z ulicy moze dostac dr minimalnym wysilkiem. Wystarczy, ze mozna tak juz
              dostac mgr. Jak ktos nie potrafi wytrzymac 3-4 lat zarabiajac 1000 zl, to nikt
              mu nie kaze doktoratu robic. Moze jestem radykalnym minimalista materialnym, ale
              jak kogos bawi zarabianie duzej kasy, kupowianie pierdol i gadzetow, to dr
              pewnie tez traktuje w takich kategoriach. W nauce nie powinno byc miejsca dla
              takich ludzi.
              • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 18.07.06, 23:18
                funeral_fog napisał:
                > Ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem laczenia pracy nad doktoratem z
                jakakolwiek
                > inna. Moze sa jednostki, ktore sa w stanie pracowac 20 h na dobe i daja rade z
                > obiema pracami.

                Ja nie potrafię pracować nawet 10 h/dz:)

                > Ale dla mnie to bez sensu, zadne zycie. Jednak wszystkie znane
                > mi osobiscie przypadki laczenia doktoratu z fuchami albo praca na etacie
                > wygladaja tak, ze delikwent/ka przy doktoracie siedzi moze godzine tygodniowo,
                > referaty pisze na "odwal sie", a doktorat okazuje sie napisanym na kolanie
                > gniotem, o ile w ogole uda sie go napisac. Jesli promotor zgadza sie na taki
                > system, to na ogol zalezy mu tylko na kasie, a poziom pracy ma gdzies.
                Doktorant
                > tez chce miec dr jak najmniejszym kosztem. W efekcie obniza sie poziom
                > doktoratow, spada prestizowe znaczenie stopnia.

                Winę za taki stan rzeczy ponoszą nie tyle doktoranci, ile uczelnie prowadzące
                iście bandycką politykę, starając się brać głodem młodych ludzi, którzy
                chcieliby się poświęcić pracy naukowej i być może w innych warunkach by im to
                wyszło.

                > Uwazam, ze doktorant powinien
                > miec kategoryczny zakaz pracy dodatkowej z wyjatkiem sytuacji, kiedy dodatkowa
                > praca wiaze sie bezposrednio z tematem doktoratu. Praca nad doktoratem powinna
                > byc traktowana jak zajecie pelnoetatowe, a nie jakas zabawa w wolnym czasie.

                To może niech ktoś zacznie płacić doktorantom porządne pieniądze, bo jak na
                razie to doktoranci muszą zadowolić się marnym stypendium, o ile w ogóle je
                otrzymują - w takiej sytuacji studia doktoranckie w wielu przypadkach stanowią
                właśnie, jak to ująłeś, "zabawę w wolnym czasie". A jak ktoś poważnie myśli o
                karierze naukowej, wyjeżdża najczęściej za granicę. Tylko idiota może oczekiwać
                od innych, żeby zarzynali się za (pół)darmo.

                > Poblazliwosc w tym wzgledzie skutkuje tym, ze ludzie serio traktuja tylko te
                > fuchy i etaty, a praca naukowa jest mocno poszkodowana. Nie powinno byc tak,
                ze
                > kazdy z ulicy moze dostac dr minimalnym wysilkiem. Wystarczy, ze mozna tak juz
                > dostac mgr. Jak ktos nie potrafi wytrzymac 3-4 lat zarabiajac 1000 zl, to nikt
                > mu nie kaze doktoratu robic. Moze jestem radykalnym minimalista materialnym,
                ale
                > jak kogos bawi zarabianie duzej kasy, kupowianie pierdol i gadzetow, to dr
                > pewnie tez traktuje w takich kategoriach. W nauce nie powinno byc miejsca dla
                > takich ludzi.

                Doprawdy śmieszny jesteś (albo prowokujesz - jeśli tak, to całkiem nieźle Ci ta
                prowokacja wychodzi - i masz teraz polewkę czytając ten wątek). Chciałbyś, żeby
                każdy naukowiec (czy adept nauki) uprawiał ascezę. W imię czego? - pytam.
                Jeżeli Tobie odpowiada praca za 1000 zł miesięcznie, to OK, tylko nie zmuszaj
                innych, żeby wyznawali tę samą ideologię. Ja np. cholernie cenię sobie pewną
                swobodę, że jak koleżanka zasugeruje, iż chciałaby się na parę dni przelecieć
                do Chorwacji czy Egiptu, i mnie też taka impreza kusi, to nie muszę ściemniać,
                że "mam inne plany". A i w zimie średnio by mi się uśmiechało marznąć na
                przystankach. To tylko dwa przykłady, ale myślę, że wiesz, o co mi chodzi.
                Do Twojej wiadomości: wszelkie chałtury traktuję priorytetowo, ponieważ chcę
                żyć (wy)godnie (perspektywa wegetacji na granicy upodlenia mnie nie pociąga). A
                doktorat mogę robić przy okazji.
                I nie stresuj się, że poziom doktora(n)tów drastycznie spadnie - pamiętaj, że
                wiele osób, które były ileś tam lat doktorantami, doktoratu nigdy nie robi. I
                to niekoniecznie z ich winy.
                • autumn_mist Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 19.07.06, 00:49
                  > Doprawdy śmieszny jesteś (albo prowokujesz - jeśli tak, to całkiem nieźle Ci ta
                  >
                  > prowokacja wychodzi - i masz teraz polewkę czytając ten wątek). Chciałbyś, żeby


                  No dobra, troche prowokuje, ale nie do konca. Czyli jestem za, a nawet przeciw. ;)


                  > każdy naukowiec (czy adept nauki) uprawiał ascezę. W imię czego? - pytam.
                  > Jeżeli Tobie odpowiada praca za 1000 zł miesięcznie, to OK, tylko nie zmuszaj

                  Tak, mi odpowiada. Jestem urodzonym asceta, hehe. ;) A tak serio, to zadowala
                  mnie teraz 2000 na miesiac. Tyle mam. Ale nie mam rodziny na utrzymaniu. Kiedys
                  bede mial na pewno wieksze wymagania. I nie mam zamiaru tanio swojej wiedzy
                  sprzedawac. Kazdy ma swoje oczekiwania. Ja nie potrzebuje wiecej niz 2k
                  miesiecznie, Ty pewnie masz minumum ustawione ze dwa razy wyzej. Nic mi do tego.
                  Ale mowie calkiem serio, ze nie zgadzam sie na tolerowanie fuch (poza
                  prowadzeniem dodatkowych zajec na zlecenie i pracy zwiazanej z doktoratem), bo z
                  pracy naukowej wychodzi zazwyczaj farsa. Polska nauka jest biedna, nikt nie da
                  doktorantowi nawet sredniej krajowej. Nikt tez nie kaze nikomu robic doktoratow
                  w Polsce. Wkurza mnie ta kolejna rzecz na niby w tym kraju, niby-studia,
                  niby-doktoraty, niby-badania. Lubie, kiedy sytuacja jest jasna. A wracajac do
                  ascezy... cos w tym jest, bo dobra nauke robia ludzie z pasja. Czlowiek z pasja
                  pracuje nawet na poldarmo. Bez urazy, Ty mi na pasjonata nauki nie wygladasz,
                  raczej na wygodnego japiszona, ktory "wie jak sie ustawic w zyciu", a dyplom dr
                  bedzie kolejnym gadzetem w kolekcji. Wolalbym nie miec takich wspolpracownikow
                  czy szefow. Bo tacy ludzie nie tworza "klimatu" nauki, nie zarazaja pasja. Tak
                  na to patrze. Pewnie wydaje Ci sie to smieszne i niezyciowe, ale cale szczescie
                  jest troche ludzi myslacych podobnie do mnie i tylko dzieki nim nauka w Polsce
                  calkiem nie zdechla. Tak czy owak poglady mamy kompletnie rozne, o stylu zycia
                  nie ma co dyskutowac. Ale patrzac na elementarna uczciwosc i rzetelnosc, uwazam
                  ze mam racje.
              • sioux.doux Jeszcze do funeral_foga 18.07.06, 23:24
                Najpierw link specjalnie dla Ciebie:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=45371396&a=45442847
                Jak widzisz, na zajęcie się wyłącznie doktoratem może sobie pozwolić np.
                panienka mająca dobrze zarabiającego męża. A facetowi coś takiego po prostu nie
                przystoi.
              • kasiamat00 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 19.07.06, 00:32
                A ja nie wyobrażam sobie utrzymywania się tylko ze stypendium. Nie żartujmy, jak
                wyobrażasz sobie np. parę doktorantów spoza Warszawy, wynajmujących tutaj
                mieszkanie, którzy chcą się zdecydować na dziecko i mają łącznie 2000 zł/mc?
                Zgoda, można się za to utrzymać, ale nie sądzę, aby zastanawianie się nad każdym
                groszem i obawy, co się stanie, jeśli dojdą jakieś niespodziewane wydatki, ktoś
                zachoruje itp. wpływały pozytywnie na Twoją pracę naukową. Mówię z własnego
                doświadczenia - od początku studiów utrzymywałam się sama ze stypendiów,
                korepetycji, ostatnio doszła normalna praca na ok. pół etatu. I po raz pierwszy
                mając jaki taki spokój finansowy, mogłam się spokojnie zająć nauką. A co do
                czasu - nie jestem w stanie być twórcza przez 8 godzin dziennie i chyba nikt nie
                jest. Więc jeśli przez te 4, kiedy chce mu się myśleć zajmie się doktoratem, a
                przez pozostałe będzie pracował gdzie indziej, to raczej nic złego się nie
                stanie. Oczywiście, będzie bardziej obciążony niż osoba, która tylko robi
                doktorat lub tylko pracuje na pełny etat, ale z własnego doświadczenia widzę, że
                jak się ma mało czasu, to się go nie marnuje. A po 4 godzinach pracy naukowej i
                4 siedzenia przed komputerem jesteś w dużo lepszym stanie psychofizycznym niż po
                8 godzinach przed komputerem, naprawdę.

                Może mówię to z innej perspektywy - pracuję jako programista, pół etatu jest
                znacząco lepiej płatne niż stypendium doktoranckie, mam umowę o dzieło, więc to
                ja decyduję, kiedy pracuję, a kiedy nie, w każdej chwili mogę powiedzieć, że za
                dwa tygodnie wyjeżdżam na miesiąc lub po prostu mnie nie będzie, mogę zmienić
                czas pracy albo pójść do firmy, gdzie zgodzą się na pracę 12 h/tydzień itd.

                Poza tym, stypendium doktoranckie powoduje, że masz w razie czego 4 lata wyrwane
                z życia (nie płacisz ZUSu, nie liczy się do stażu pracy) i być może będziesz
                musiał je zwracać - z czego, jeśli w międzyczasie raczej na pewno wypadłeś z
                rynku pracy? W życiu dzieją się różne rzeczy, a ja nie chciałabym się obudzić za
                3 lata i mieć małe szanse na dobrą pracę, zerowe oszczędności i stypendium do
                spłacenia (w najlepszym wypadku).
                • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 19.07.06, 01:14
                  > A ja nie wyobrażam sobie utrzymywania się tylko ze stypendium. Nie żartujmy, ja
                  > k
                  > wyobrażasz sobie np. parę doktorantów spoza Warszawy, wynajmujących tutaj
                  > mieszkanie, którzy chcą się zdecydować na dziecko i mają łącznie 2000 zł/mc?
                  > Zgoda, można się za to utrzymać, ale nie sądzę, aby zastanawianie się nad każdy
                  > m
                  > groszem i obawy, co się stanie, jeśli dojdą jakieś niespodziewane wydatki, ktoś
                  > zachoruje itp. wpływały pozytywnie na Twoją pracę naukową. Mówię z własnego

                  Nie przesadzaj. Kupa ludzi po studiach zarabia 1500 brutto, co uwazane jest
                  nawet za niezla pensje. Na reke wychodzi tyle, co stypendium doktoranckie.
                  Czlowiek szybko przyzwyczaja sie do wygody i niektorym malo jest nawet 5k na
                  miesiac. Ale mowienie o "upodleniu" i "wegetacji" przy 1000 na reke jest wg mnie
                  przesada.

                  > doświadczenia - od początku studiów utrzymywałam się sama ze stypendiów,
                  > korepetycji, ostatnio doszła normalna praca na ok. pół etatu. I po raz pierwszy
                  > mając jaki taki spokój finansowy, mogłam się spokojnie zająć nauką. A co do
                  > czasu - nie jestem w stanie być twórcza przez 8 godzin dziennie i chyba nikt ni
                  > e
                  > jest. Więc jeśli przez te 4, kiedy chce mu się myśleć zajmie się doktoratem, a
                  > przez pozostałe będzie pracował gdzie indziej, to raczej nic złego się nie

                  Ja siedze nad doktoratem 4-6 h na dobe, raczej bez dni wolnych. Siedze
                  oczywiscie przed kompem, bo moj doktorat opiera sie w duzej mierze na
                  programowaniu. Nie bylbym w stanie wydajnie pracowac jeszcze zawodowo, ale moze
                  jakis malo odporny jestem. ;)

                  > stanie. Oczywiście, będzie bardziej obciążony niż osoba, która tylko robi
                  > doktorat lub tylko pracuje na pełny etat, ale z własnego doświadczenia widzę, ż
                  > e
                  > jak się ma mało czasu, to się go nie marnuje. A po 4 godzinach pracy naukowej i
                  > 4 siedzenia przed komputerem jesteś w dużo lepszym stanie psychofizycznym niż p
                  > o
                  > 8 godzinach przed komputerem, naprawdę.
                  >
                  > Może mówię to z innej perspektywy - pracuję jako programista, pół etatu jest
                  > znacząco lepiej płatne niż stypendium doktoranckie, mam umowę o dzieło, więc to
                  > ja decyduję, kiedy pracuję, a kiedy nie, w każdej chwili mogę powiedzieć, że za
                  > dwa tygodnie wyjeżdżam na miesiąc lub po prostu mnie nie będzie, mogę zmienić
                  > czas pracy albo pójść do firmy, gdzie zgodzą się na pracę 12 h/tydzień itd.
                  >
                  > Poza tym, stypendium doktoranckie powoduje, że masz w razie czego 4 lata wyrwan
                  > e
                  > z życia (nie płacisz ZUSu, nie liczy się do stażu pracy)

                  ZUS mam gdzies, na emeryture i tak oszczedzam inaczej. Ubezpieczony jestem. Poza
                  tym studia doktoranckie licza sie tak, jak zwykle, jako okresy nieskladkowe, ale
                  do stazu.

                  > i być może będziesz
                  > musiał je zwracać - z czego, jeśli w międzyczasie raczej na pewno wypadłeś z
                  > rynku pracy? W życiu dzieją się różne rzeczy, a ja nie chciałabym się obudzić

                  Po pierwsze: przykladam sie do doktoratu, wiec nie mam zamiaru go nie skonczyc,
                  oddawania stypednium nie przewiduje. Po drugie: czemu wypadlem z rynku pracy?
                  Caly czas ucze sie nowych rzeczy, moja wartosc na rynku pracy rosnie, nie
                  maleje. Oczywiscie mam na mysli rynek pracy dla specjalistow, niekoniecznie w
                  Polsce.

                  z
                  > a
                  > 3 lata i mieć małe szanse na dobrą pracę, zerowe oszczędności i stypendium do
                  > spłacenia (w najlepszym wypadku).

                  Za rok sie bronie. Oszczednosci ze stypenium porobilem calkiem spore (tak, tak,
                  nawet ze stypendium udawalo mi sie sporo zaoszczedzic). A jesli jakis pracodawca
                  uwaza, ze po 3 latach pracy naukowej jestem gorszym kandydatem na pracownika niz
                  swiezo po studiach, to ja nie chce miec nic z takim pracodawca do czynienia.
                  Tylko nieudaczny szef bedzie gadal, ze po doktoracie czlowiek nie nadaje sie do
                  pracy, bo nie umie pracowac w grupie i w ogole jest za stary na programiste
                  (taki tekst slyszalem). Doktor jest po prostu niewygodny dla niekompetentnych
                  kierownikow.
                  • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 20.07.06, 01:19
                    funeral_fog napisał:

                    > > A ja nie wyobrażam sobie utrzymywania się tylko ze stypendium. Nie żartuj
                    > my, ja
                    > > k
                    > > wyobrażasz sobie np. parę doktorantów spoza Warszawy, wynajmujących tutaj
                    > > mieszkanie, którzy chcą się zdecydować na dziecko i mają łącznie 2000 zł/
                    > mc?
                    > > Zgoda, można się za to utrzymać, ale nie sądzę, aby zastanawianie się nad
                    > każdy
                    > > m
                    > > groszem i obawy, co się stanie, jeśli dojdą jakieś niespodziewane wydatki
                    > , ktoś
                    > > zachoruje itp. wpływały pozytywnie na Twoją pracę naukową. Mówię z własne
                    > go
                    >
                    > Nie przesadzaj. Kupa ludzi po studiach zarabia 1500 brutto, co uwazane jest
                    > nawet za niezla pensje. Na reke wychodzi tyle, co stypendium doktoranckie.
                    > Czlowiek szybko przyzwyczaja sie do wygody i niektorym malo jest nawet 5k na
                    > miesiac. Ale mowienie o "upodleniu" i "wegetacji" przy 1000 na reke jest wg
                    > mnie przesada.

                    Och, jak Ty uwielbiasz ściągać ludzi w dół. To takie polackie. Co w tym złego,
                    że ktoś pragnie żyć wygodnie, nie musząc ciągle odmawiać sobie kolejnych
                    przyjemności? Lepiej być frustratem zazdrosnym, że inni mają lepiej?

                    PS Ciągle piszesz o jakichś gadżetach i ich kupowaniu - czyżbyś miał na tym tle
                    jakieś kompleksy?
                    • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 20.07.06, 02:09
                      > Och, jak Ty uwielbiasz ściągać ludzi w dół. To takie polackie. Co w tym złego,
                      > że ktoś pragnie żyć wygodnie, nie musząc ciągle odmawiać sobie kolejnych
                      > przyjemności? Lepiej być frustratem zazdrosnym, że inni mają lepiej?

                      Nie jestem zazdrosny. To Ty wmawiasz mi polactwo na podstawie metnych
                      przeslanek, czyli moich nieco prowokacyjnych i zlosliwych postow. Kazdy niech
                      sobie zyje jak chce. Fakt, jestem nieco zlosliwy w stosunku to tych "pragnacych
                      zyc wygodnie", bo dla mnie taki styl zycia wydaje sie bardzo pusty. Ale to moja
                      opinia i mowie sobie, co mysle. Nie chodzi o to, zeby zyc w jaskini, ale zalosni
                      sa ludzie - niewolnicy przedmiotow i mody. Ale troche odbiegamy od tematu.

                      > PS Ciągle piszesz o jakichś gadżetach i ich kupowaniu - czyżbyś miał na tym tle
                      >
                      > jakieś kompleksy?

                      Ze niby zazdroszcze komus zlotego kibla? Nie zazdroszcze. Piszac o gadzetach
                      mialem na mysli przedmioty niepotrzebne, kupowane owczym pedem przez oglupionych
                      konsumpcyjna kultura ludzi. Teraz "trzeba" miec kino domowe (chociaz w
                      mieszkaniu nawet nie ma jak tych glosnikow ustawic w poprawnej konfiguracji, a
                      akustyka pomieszczenia nadaje sie tylko do sluchania sprzetu klasy
                      radiomagnetofonu Kasprzak), plazme lub LCD, aparat cyfrowy (chociaz kompletnie
                      nie umie sie robic zdjec), iPoda (chociaz slucha sie tylko radia) i co tam
                      jeszcze nawet nie wiem. Totalna glupota i tyle.
                      • steppenwolff1 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 26.07.06, 17:54
                        > > PS Ciągle piszesz o jakichś gadżetach i ich kupowaniu - czyżbyś miał na t
                        > ym tle
                        > >
                        > > jakieś kompleksy?
                        >
                        > Ze niby zazdroszcze komus zlotego kibla? Nie zazdroszcze. Piszac o gadzetach
                        > mialem na mysli przedmioty niepotrzebne, kupowane owczym pedem przez
                        oglupionyc
                        > h
                        > konsumpcyjna kultura ludzi. Teraz "trzeba" miec kino domowe (chociaz w
                        > mieszkaniu nawet nie ma jak tych glosnikow ustawic w poprawnej konfiguracji, a
                        > akustyka pomieszczenia nadaje sie tylko do sluchania sprzetu klasy
                        > radiomagnetofonu Kasprzak), plazme lub LCD, aparat cyfrowy (chociaz kompletnie
                        > nie umie sie robic zdjec), iPoda (chociaz slucha sie tylko radia) i co tam
                        > jeszcze nawet nie wiem. Totalna glupota i tyle.

                        O jakich rzeczach Ty mówisz? Pieniądze potrzebne są na podstawowe rzeczy, nie
                        na złote kible i kina domowe. Masz jakiś wykrzywiony obraz ludzi, którzy
                        zarabiają trochę więcej...
                        Zarabiam ok. 2-3 k miesięcznie, ucząc na część etatu w szkole, tłumacząc i
                        będąc lektorem języka w szkole prywatnej. Opłacenie mieszkania, samochód,
                        jedzenie, telefon, internet - w małym mieście, to ok. 1 tyś. miesięcznie. Bez
                        samochodu traciłabym dużo więcej czasu...Resztę mam na książki, ksero, ubranie
                        się i odłożenie "na czarną godzinę" (jak już będzie zdolność kredytowa;),
                        ewent. leczenie, bo niestety jestem alergikiem i do tego często choruję na
                        gardło, a alergię mam również na antybiotyki...nie mam plazmy, iPoda, a dobrego
                        sprzętu stereo (właściwie tylko miniwieża) potrzebuję do prowadzenia zajęć (na
                        Kasprzaku nie bardzo słychać stereo;), skanera i laptopa potrzebują do
                        przygotowania i prowadzenia zajęć, no i oczywiście do tłumaczenia, jakiś
                        sensowny telewizor i kablówkę i internet, żeby nie tracić kontaktu z językiem,
                        jak jestem w Polsce. Jak Ty sobie Człowieku wyobrażasz życie naukowe za ok.
                        tysiąc złoty miesięcznie?? jak kserować materiały, wybrać się do innego miasta
                        po jakąś potrzebną książkę? A do stażu pracy liczą się tylko OSTATNIE studia,
                        więc jeżeli doktoranckie są okresem nieskładkowym, to 5 lat magisterskich
                        przepada.

                        zajmowanie się tylko nauką ok. 30tki trąci dla pewną nieodpowiedzialnością
                        życiową i jakimś marzycielstwem. Ludzie, którzy są nieobecni na rynku pracy
                        przez 4 lata - a może nawet nigdy na nim przed 30tką nie byli - nie stanowią
                        materiału rozchytywanego przez pracodawców. Bo taki człowiek ma już całkiem
                        wysokie wymagania (w końcu doktorem jest!), a żadnego praktycznego
                        doświadczenia związanego z pracą.
                        Ponadto jeszcze jedna sprawa: Jak radzisz żyć ludziom na uczelniach, które
                        prawie w ogóle stypendium nie przydzielają (Uniwersyetet Jagielloński np.)?
                        Rozumiem, że takie osoby z góry skazane są albo na czyjąś kuratelę albo słaby
                        doktorat, pseudodoktorat, doktorat na niby - bo innego wyjścia nie ma?

                        pozdrawiam gorąco (niestety;)
                        Anka - właśnie na stypendium badawczym na Uniwersytecie Marcina Lutra w Halle :-
                        )
                  • kasiamat00 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 22.07.06, 00:55
                    > Nie przesadzaj. Kupa ludzi po studiach zarabia 1500 brutto, co uwazane jest
                    > nawet za niezla pensje. Na reke wychodzi tyle, co stypendium doktoranckie.
                    > Czlowiek szybko przyzwyczaja sie do wygody i niektorym malo jest nawet 5k na
                    > miesiac. Ale mowienie o "upodleniu" i "wegetacji" przy 1000 na reke jest wg
                    > mnie przesada.

                    Nic takiego nie pisałam. Utrzymywałam się w Wawie za dużo mniej i też się dało.
                    Tylko ja już tak nie chcę. Mam dość mieszkania w akademiku, chcę mieć własny
                    pokój (dziecko wychowane w domu jednorodzinnym, które po przyjeździe na studia
                    przepłakało pierwszy miesiąc w akademiku, bo nie mogło usnąć, a na wyniesienie
                    się stamtąd nie było mnie stać), jestem alergikiem, więc nie mogę się odżywiać
                    najtańszym kosztem (odpadają wszelkie produkty mleczne) itd. Poza tym nie mam
                    zamiaru eksploatować mojego faceta i żyć za jego pieniądze. A 1500 brutto uważam
                    za pensję śmieszną (toż to <10zł/h!).

                    > Ja siedze nad doktoratem 4-6 h na dobe, raczej bez dni wolnych. Siedze
                    > oczywiscie przed kompem, bo moj doktorat opiera sie w duzej mierze na
                    > programowaniu. Nie bylbym w stanie wydajnie pracowac jeszcze zawodowo, ale
                    > moze jakis malo odporny jestem. ;)

                    Może po prostu zależy od działki? Ja jestem matematykiem, potrafię przesiedzieć
                    cały dzień w bibliotece (albo jeszcze lepiej we własnym pokoju z kserami
                    artykułów), ale nie codziennie! Poza tym, w pracy też zazwyczaj jest dużo
                    wolnego czasu i można się zająć własnymi sprawami (a ksera nie ważą wiele,
                    zawsze można je mieć w plecaku). Fakt - do pracy potrzebuję tylko dużo papieru,
                    długopisu i własnej głowy, więc w sumie mogę się tym zająć wszędzie.

                    > Po pierwsze: przykladam sie do doktoratu, wiec nie mam zamiaru go nie
                    > skonczyc, oddawania stypednium nie przewiduje.

                    Różnie bywa. Ja tam jestem panikarzem i ten głupi zapis był powodem, dla którego
                    zastanawiałam się, czy w ogóle starać się o stypendium. W sumie kwestie ZUSu
                    (czy ktoś się tym jeszcze przejmuje?), pozwoleń na pracę (i tak wiedziałam, że
                    więcej niż jakieś 3 dni/tydzień nie będę pracować, teraz zrobiło się z tego 20
                    godzin) itp. miały drugorzędne znaczenie. I podobny dylemat miało sporo moich
                    znajomych, którzy zdawali na te studia.

                    > Caly czas ucze sie nowych rzeczy, moja wartosc na rynku pracy rosnie, nie
                    > maleje. Oczywiscie mam na mysli rynek pracy dla specjalistow, niekoniecznie w
                    > Polsce.

                    A ja chyba nie chcę stąd wyjeżdżać. Nie wiem czemu - tak po prostu. Lubię
                    włóczyć się po świecie, będę starać się o jakiś wyjazd w czasie studiów (ech,
                    Praga, piękna Praga), ale mieszkać na stałe - jednak tutaj. No chyba, że się już
                    całkiem nie da.

                    > Za rok sie bronie. Oszczednosci ze stypenium porobilem calkiem spore (tak,
                    > tak, nawet ze stypendium udawalo mi sie sporo zaoszczedzic). A jesli jakis
                    > pracodawca uwaza, ze po 3 latach pracy naukowej jestem gorszym kandydatem na
                    > pracownika niz swiezo po studiach, to ja nie chce miec nic z takim pracodawca
                    > do czynienia.

                    Może też kwestia czasu, jaki został. Ja się właśnie dostałam na studia
                    doktoranckie i (co gorsza) cały czas się zastanawiam, co tak naprawdę chcę robić
                    w życiu. Szczególnie, że jeśli nic mądrego nie wyjdzie z mojego doktoratu
                    (czytaj: napiszę, ale będzie bez sensu/bardzo przeciętny lub poniżej), to mam
                    zamiar zmyć się ze środowiska uniwersyteckiego - po co robić coś, co mi nie
                    wychodzi? A programistą do końca życia być nie zamierzam - to się cholernie
                    szybko nudzi, nawet coś w miarę ambitnego (jak na Polskę oczywiście), po
                    znajomych widzę, że często zmieniają pracę właśnie z tego powodu, w moim
                    przypadku też był to jeden z głównych powodów pożegnania z pracodawcą.
                    • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 23.07.06, 01:21
                      > zamiaru eksploatować mojego faceta i żyć za jego pieniądze. A 1500 brutto uważa
                      > m
                      > za pensję śmieszną (toż to <10zł/h!).

                      Ludzie, skad wy jestescie? 1000 zl na reke jest smieszne? Ok, moze to malo,
                      kiedy ma sie rodzine, ale dla kogos wolnego lub w wolnym zwiazku to kasa calkiem
                      wystarczajaca na utrzymanie sie. Kurde, jestem radykalem i mysle, ze tym
                      wszystkim "wygodnym" przydalaby sie jakas szkola przetrwania, bo im sie w
                      glowach przewraca od tej wygody. Byl sobie taki filozof - Diogenes, on to mial
                      wlasciwe podejscie do spraw materialnych. Ale to nie jest chyba wlasciwe forum
                      na takie dyskusje...
                      • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 23.07.06, 18:10
                        funeral_fog napisał:
                        > Ludzie, skad wy jestescie? 1000 zl na reke jest smieszne? Ok, moze to malo,
                        > kiedy ma sie rodzine, ale dla kogos wolnego lub w wolnym zwiazku to kasa
                        calkiem
                        > wystarczajaca na utrzymanie sie.

                        1000 zł/mc to żenada; więcej zarabia się u mnie w osiedlowym sklepie latając z
                        paleciakiem (do tej roboty niepotrzebna jest nawet matura). Zero luksusu, zero
                        zdolności kredytowej, po prostu zero. Ale jak ktoś jest nieoczekującym wiele od
                        życia minimalistą, to jego sprawa. Jednak 1000 zł to nie wystarczy nawet na
                        skromne życie - chyba że ktoś jest u mamusi na garnuszku i zarabia jedynie na
                        przyjemności typu wyjście na piwo czy do kina.
                        • sekulla złoty kibel miarą człowieka (wszechrzeczy) !!! 05.09.06, 22:55
                          Po tym co przeczytałam widzę, że funeral fog jest właśnie maksymalistą !!! Na
                          tym polega odpowiedzialność za własne życiowe wybory - jeżeli ktoś zdecydował
                          się pisać doktorat to powinien robić to rzetelnie, tzn poświęcać mu swój
                          najlepszy czas i najwięcej energii. Doktoranci mają teraz tylko cztery lata na
                          napisanie doktoratu, a to jest bardzo mało czasu - a jak twierdzą niektórzy
                          starzy proofesorowie - zdecydowanie zbyt mało by napisać go na zadowalającym
                          poziomie. Trzeba przygotowywać się do zajęć dydaktycznych, zbierać
                          bibliografię, czytać materiały, pisać nie tylko doktorat ale jeździć na
                          konferencje i pisać artykuły. To jest czasochłonne i wyczerpujące - doktorant z
                          prawdziwego zdarzenia nie ma czasu na "złote kible" , a jeżeli ma rodzine to
                          jego praca naukowa jest owocem heroizmu.
                          Nauka w Polsce zeszła na psy, bo - jak widać - naukowcy mają prymitywną
                          nuworyszowską postkomuszą mentalność - miarą człowieka jest dla nich zdolność
                          kredytowa i stopień luksusu. To właśnie jest żenujące
                • matmis Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 01.09.06, 03:11
                  > Może mówię to z innej perspektywy - pracuję jako programista, pół etatu jest
                  > znacząco lepiej płatne niż stypendium doktoranckie, mam umowę o dzieło

                  Stypendium doktoranckie to pieniądze za zajęcia, które zabierają w ciągu roku
                  tylke czasu co powiedzmy 1/8 etatu. I bez podatku. Jak sobie przeliczyć to jest
                  to wielkość rzędu zarobków programisty i to z tej górnej półki. Ale z drugiej
                  strony trzeba występować publicznie, co nie każdemu musi odpowiadać.

                  > Poza tym, stypendium doktoranckie powoduje, że masz w razie czego 4 lata
                  > wyrwane z życia (nie płacisz ZUSu, nie liczy się do stażu pracy)

                  No, umowa o dzieło też się nie liczy ani do ZUSu, ani do stażu pracy! A studia
                  doktoranckie do stażu pracy niekiedy mogą - choć nie jestem pewien.

                  Stypendium doktoranckie nie kłóci się całkowicie z zarabianiem, w szczególności
                  z umowami o dzieło.

                  żeby było jasne - ja teraz zarabiam przez wakacje na platnych praktykach dla
                  doktorantów, dzieki czemu mogę sobie nie pracować przez pozostaly rok.
                • juz_doktor Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 01.09.06, 20:27
                  Doktorat można napisać w ciągu dwoch lat, spędzając nad nim nawet 12-16 godzin
                  dziennie- jeśli kogoś wciągnie temat, to można pisać i pisać...Przez te dwa
                  lata można pozyć za 1000-1200 zł.- mieszkać w domu asystenckim, a dzieci nie
                  trzeba miec koniecznie w tym właśnie czasie, tylko po obronie, czyli np. w
                  wieku 26-27 lat. Pisząc doktorat, powinno się tej pracy poświecić w całości, a
                  nie pracować-dorabiać na boku.
    • jakubsky Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 19.07.06, 00:07
      znasz prawo europejskie i jeszcze nie pracujesz w brukseli????????????????
      kochana, ty wiesz jakich oni burakow rowniez zatrudniaja!!! ludzie moze maja i
      pojecie o tym co robia, ale poziom jaki soba prezentuja jest fatalny i sami
      polacy sie od nich separuja.

      teraz wlasnie oglosili terminy konkursow na europa.eu.epso , zerknij
      tam, moze sobie cos wyajdziesz. zanim cala procedura se skonczy, przy ich
      tempie pracy, a moge cos na ten temat powiedziec, to niepredko ja skoncza, a ty
      sie moze i nawet juz obronisz:)
      • rpj4 Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 19.07.06, 22:42
        Jakubsky, jakżeś taki mądry, to daj link do tej swojej super odkrywczej
        wypowiedzi na forum, na którym bywasz częściej niż na doktorantach.

        Natomiast ad meritum do założycielki wątku:

        1. nie wiem na jakiej uczelni kończyłaś studia, a potem robiłaś podyplomówkę z
        pr. UE. Niezależnie od tego, tak jak się tu już przewinęło, spróbuj porozmawiać
        z profesorem, u którego chciałabyś pisać. To najważniejsze.

        2. odległość od podyplomówki z pr. UE (nawet jeśli tam była praca końcowa) do
        dr z pr. UE to lata świetlne. Nie piszę tego by Cię zniechęcać (przeciwnie,
        dziedzina wielce ciekawa i obszerna, jest z czego wybierać, i pisać ciekawy dr)
        ale trzeba mieć świadomość z czym zacznie się zmagania.

        3. Rada Jakubskego co do stron epso, i ewentualnego zdawania egzaminów jest
        słuszna. Jak lubisz, to co robisz, i chcesz dalej iść w tamtą stronę, to jak
        najbardziej.

        Pozdrawiam i powodzenia,

        rpj4
    • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 20.07.06, 00:49
      autumn_mist napisał:

      > > Jeżeli Tobie odpowiada praca za 1000 zł miesięcznie, to OK, tylko nie
      zmuszaj
      >
      > Tak, mi odpowiada. Jestem urodzonym asceta, hehe. ;) A tak serio, to zadowala
      > mnie teraz 2000 na miesiac. Tyle mam. Ale nie mam rodziny na utrzymaniu.
      Kiedys
      > bede mial na pewno wieksze wymagania. I nie mam zamiaru tanio swojej wiedzy
      > sprzedawac. Kazdy ma swoje oczekiwania. Ja nie potrzebuje wiecej niz 2k
      > miesiecznie, Ty pewnie masz minumum ustawione ze dwa razy wyzej. Nic mi do
      tego.
      > Ale mowie calkiem serio, ze nie zgadzam sie na tolerowanie fuch (poza
      > prowadzeniem dodatkowych zajec na zlecenie i pracy zwiazanej z doktoratem),
      bo z
      > pracy naukowej wychodzi zazwyczaj farsa. Polska nauka jest biedna, nikt nie da
      > doktorantowi nawet sredniej krajowej. Nikt tez nie kaze nikomu robic
      doktoratow
      > w Polsce. Wkurza mnie ta kolejna rzecz na niby w tym kraju, niby-studia,
      > niby-doktoraty, niby-badania. Lubie, kiedy sytuacja jest jasna. A wracajac do
      > ascezy... cos w tym jest, bo dobra nauke robia ludzie z pasja. Czlowiek z
      pasja
      > pracuje nawet na poldarmo.

      Czyli wg Ciebie pasjonat z definicji nie powinien się cenić?

      > Bez urazy, Ty mi na pasjonata nauki nie wygladasz,
      > raczej na wygodnego japiszona, ktory "wie jak sie ustawic w zyciu", a dyplom
      dr
      > bedzie kolejnym gadzetem w kolekcji. Wolalbym nie miec takich wspolpracownikow
      > czy szefow.

      A ja bym nie chciał mieć za współpracownika psa ogrodnika, który nie dość, że
      sam jest frajerem godzącym się pracować za pieniądze, za które szanujący się
      kasjer w hipermarkecie czy kelner w cywilizowanym kraju palcem by nie kiwnął,
      to jeszcze wymaga od innych takiej samej postawy. Śmieszą mnie tacy "wielcy
      naukowcy" od siedmiu boleści.

      > Bo tacy ludzie nie tworza "klimatu" nauki, nie zarazaja pasja. Tak
      > na to patrze. Pewnie wydaje Ci sie to smieszne i niezyciowe, ale cale
      szczescie
      > jest troche ludzi myslacych podobnie do mnie i tylko dzieki nim nauka w Polsce
      > calkiem nie zdechla.

      Nie ma to jak wygórowane poczucie własnej wartości podszyte słabo skrywanym
      narcyzmem.

      > Tak czy owak poglady mamy kompletnie rozne, o stylu zycia
      > nie ma co dyskutowac. Ale patrzac na elementarna uczciwosc i rzetelnosc,
      uwazam
      > ze mam racje.

      To jeszcze mi powiedz na zakończenie, co Twoim zdaniem powinni począć
      doktoranci nieotrzymujący stypendium. Ciągnąć kasę od rodziców? Ustawić się
      dupą/penisem? Żyć z powietrza? A może powinni zostać relegowani z uczelni, bo
      nie są w Twoim rozumieniu pełnowartościowymi naukowcami?

      PS Pisałeś, że potrzebujesz 4-6 godzin dziennie (z weekendami) poświęcać na
      pracę naukową, żeby zrobić doktorat. Ale może niektórzy są zdolniejsi - nie
      pomyślałeś o tym?
      • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 20.07.06, 02:43
        > Czyli wg Ciebie pasjonat z definicji nie powinien się cenić?

        A gdzie napisalem, ze z definicji? Pasjonat nie traktuje pracy w kategoriach "a
        co ja bede z tego mial". Moze zarabiac duzo, moze malo, dla czlowieka z naprawde
        duzym "bzikiem" na punkcie swojej pracy pieniadze sa calkiem wtorne. Oczywiscie
        dla Ciebie wszyscy ludzie, ktorzy z pasji poswiecali swoje zycie jakiemus
        zagadnieniu, czesto rzeczywiscie przymierajac glodem, to zwykli frajerzy.

        > A ja bym nie chciał mieć za współpracownika psa ogrodnika, który nie dość, że
        > sam jest frajerem godzącym się pracować za pieniądze, za które szanujący się
        > kasjer w hipermarkecie czy kelner w cywilizowanym kraju palcem by nie kiwnął,
        > to jeszcze wymaga od innych takiej samej postawy. Śmieszą mnie tacy "wielcy
        > naukowcy" od siedmiu boleści.

        Smieszny jestes z tym wyrachowaniem. Jeszcze raz powtorze wolno i wyraznie, ze
        jak sie komus nie podoba wysokosc stypendium doktoranckiego w Polsce, to nikt
        nie karze mu tutaj doktoratu robic. Ale jak sie ktos zdecyduje, to niech nie
        robi farsy z pracy naukowej. Uklad powinien byc jasny. Dosc juz jest w tym kraju
        cwaniactwa.

        > Nie ma to jak wygórowane poczucie własnej wartości podszyte słabo skrywanym
        > narcyzmem.

        Buehehe, ale dowaliles. Jaki narcyzm? Pisalem o postawie wzgledem pracy
        naukowej, a nie o swoich zdolnosciach.

        > To jeszcze mi powiedz na zakończenie, co Twoim zdaniem powinni począć
        > doktoranci nieotrzymujący stypendium. Ciągnąć kasę od rodziców? Ustawić się
        > dupą/penisem? Żyć z powietrza? A może powinni zostać relegowani z uczelni, bo
        > nie są w Twoim rozumieniu pełnowartościowymi naukowcami?

        Lepiej niech ciagna od rodzicow niz by mieli zarabiac chalturzac.

        > PS Pisałeś, że potrzebujesz 4-6 godzin dziennie (z weekendami) poświęcać na
        > pracę naukową, żeby zrobić doktorat. Ale może niektórzy są zdolniejsi - nie
        > pomyślałeś o tym?

        Jasne, jesli daja rade to prosze bardzo. Tylko w praktyce wsrod kilkunastu
        znajomych doktorantow nie widzialem zadnej osoby, ktora mialaby przyzwoite
        wybiki pracy naukowej przy rownoczesnym chalturzeniu lub pracy etatowej. Nie wie
        m jaki jest odsetek osob, ktore dalyby rade rzetelnie pracowac na dwa fronty.
        Dyskusja robi sie nieco jalowa. Oczywicie mozna by nadal tolerowac chaltury, ale
        surowo oceniac postepy pracy naukowej. Tak w sumie jest teraz w regulaminach
        studiow. W praktyce jak to w Polsce, czyli sa to przepisy na niby. Mozna by
        zakazac pracy dodatkowej, ale w praktyce zakaz nie do wyekzekwowania. Niestety,
        bardzo niestety, ludzi Twojego pokroju jest wiekszosc i jedyna skuteczna metoda
        wplywania na nich sa pieniadze. Niestety, bo przykre jest, kiedy nauke pozbawia
        sie atmosfery misji, bezinteresownej pracy w celu poszerzania wspolnej wiedzy
        ludzkosci. Hehe, pewnie zaplules ekran ze smiechu, co? Frajerstwo i glupota wg
        Ciebie, durnowaty romantyzm. Tylko ja jakos to wole niz przeliczanie kazdej
        linijki mojego kodu na kase.
        • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 20.07.06, 11:40
          funeral_fog napisał:
          > > A ja bym nie chciał mieć za współpracownika psa ogrodnika, który nie dość
          > , że
          > > sam jest frajerem godzącym się pracować za pieniądze, za które szanujący
          > się
          > > kasjer w hipermarkecie czy kelner w cywilizowanym kraju palcem by nie kiw
          > nął,
          > > to jeszcze wymaga od innych takiej samej postawy. Śmieszą mnie tacy "wiel
          > cy
          > > naukowcy" od siedmiu boleści.
          >
          > Smieszny jestes z tym wyrachowaniem. Jeszcze raz powtorze wolno i wyraznie, ze
          > jak sie komus nie podoba wysokosc stypendium doktoranckiego w Polsce, to nikt
          > nie karze mu tutaj doktoratu robic. Ale jak sie ktos zdecyduje, to niech nie
          > robi farsy z pracy naukowej. Uklad powinien byc jasny. Dosc juz jest w tym
          kraju
          > cwaniactwa.

          Nie przekonałeś mnie. A farsę to robią polskie uczelnie ze studiów
          doktoranckich, dlatego wiele osób, w tym samych doktorantów, poważnie ich nie
          traktuje.

          > > To jeszcze mi powiedz na zakończenie, co Twoim zdaniem powinni począć
          > > doktoranci nieotrzymujący stypendium. Ciągnąć kasę od rodziców? Ustawić s
          > ię
          > > dupą/penisem? Żyć z powietrza? A może powinni zostać relegowani z uczelni
          > , bo
          > > nie są w Twoim rozumieniu pełnowartościowymi naukowcami?
          >
          > Lepiej niech ciagna od rodzicow niz by mieli zarabiac chalturzac.

          Dawno podobnych bzdur nie czytałem. Każdy zdrowo myślący człowiek wie, że
          lepiej się usamodzielnić i być niezależnym, niż w wieku +- 30 lat być zdanym na
          łaskę i niełaskę rodziców (czy kogokolwiek). Ty jednak do nich nie należysz,
          wielki naukowcu od siedmiu boleści.

          > > PS Pisałeś, że potrzebujesz 4-6 godzin dziennie (z weekendami) poświęcać
          > na
          > > pracę naukową, żeby zrobić doktorat. Ale może niektórzy są zdolniejsi - n
          > ie
          > > pomyślałeś o tym?
          >
          > Jasne, jesli daja rade to prosze bardzo. Tylko w praktyce wsrod kilkunastu
          > znajomych doktorantow nie widzialem zadnej osoby, ktora mialaby przyzwoite
          > wybiki pracy naukowej przy rownoczesnym chalturzeniu lub pracy etatowej. Nie
          > wie
          > m jaki jest odsetek osob, ktore dalyby rade rzetelnie pracowac na dwa fronty.

          Ciekawe, czy tym Twoim znajomym też mówisz prosto w twarz, żeby porzucili pracę
          zarobkową, bo mają kiepskie wyniki w pracy naukowej. W najlepszym przypadku by
          Cię wyśmiali.

          > Dyskusja robi sie nieco jalowa. Oczywicie mozna by nadal tolerowac chaltury,
          al
          > e
          > surowo oceniac postepy pracy naukowej. Tak w sumie jest teraz w regulaminach
          > studiow. W praktyce jak to w Polsce, czyli sa to przepisy na niby. Mozna by
          > zakazac pracy dodatkowej, ale w praktyce zakaz nie do wyekzekwowania.
          Niestety,
          > bardzo niestety, ludzi Twojego pokroju jest wiekszosc i jedyna skuteczna
          metoda
          > wplywania na nich sa pieniadze. Niestety, bo przykre jest, kiedy nauke
          pozbawia
          > sie atmosfery misji, bezinteresownej pracy w celu poszerzania wspolnej wiedzy
          > ludzkosci. Hehe, pewnie zaplules ekran ze smiechu, co?

          Żebyś wiedział - rozbawiłeś mnie do łez. Jesteś żałosny, delikatnie rzecz
          ujmując. Ktoś postronny może przypadkowo wejść na to forum i na podstawie
          Twoich wypowiedzi wyrobić sobie opinię nt. doktorantów, że to zadufane w sobie
          bufony, niemające pojęcia o dorosłym życiu.

          A co się tyczy materialnej strony doczesnego bytu, to nie chodzi mi o to, żeby
          móc szpanować najnowszym modelem telefonu komórkowego, kinem domowym czy
          wypasionymi meblami, tylko żeby nie musieć liczyć się z każdym groszem, np.
          przy planowaniu wakacyjnych wyjazdów. Nie o lans mi chodzi, lecz o zwykłą
          wygodę. O życie na godnym poziomie, a nie ostentacyjne popisywanie się swoim
          bogactwem przed znajomymi.

          • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 23.07.06, 00:58
            > Nie przekonałeś mnie. A farsę to robią polskie uczelnie ze studiów
            > doktoranckich, dlatego wiele osób, w tym samych doktorantów, poważnie ich nie
            > traktuje.

            Dlatego tych, ktorzy nie traktuja doktoratu powaznie, powinno sie usunac ze
            studiow.

            > łaskę i niełaskę rodziców (czy kogokolwiek). Ty jednak do nich nie należysz,
            > wielki naukowcu od siedmiu boleści.

            Znasz moje wyniki naukowe? Moze nie sa jakies genialne, ale smiem twierdzic, ze
            sa lepsze niz przecietnego chalturnika, ktory ma w d... doktorat i woli zarabic
            na boku. To niech sobie zarabia, ale niech sie wyniesie ze studiow
            doktoranckich. A niby co zlego jest w byciu na utrzymaniu rodzicow na studiach?
            Niby czemu lepiej sie usamodzielnic? To jakis dogmat, a moze aksjomat? Akurat
            nie pisze o sobie, bo jestem samodzielny i zyje sobie na moje potrzeby calkiem
            przyjemnie (nie mam bzdurnych potrzeb "wygody").

            > Żebyś wiedział - rozbawiłeś mnie do łez. Jesteś żałosny, delikatnie rzecz
            > ujmując. Ktoś postronny może przypadkowo wejść na to forum i na podstawie
            > Twoich wypowiedzi wyrobić sobie opinię nt. doktorantów, że to zadufane w sobie
            > bufony, niemające pojęcia o dorosłym życiu.

            Ty jestes zalosny. Maly polaczek-cwaniaczek, ktory tylko wypatruje tymi swoimi
            swinskimi oczkami, gdzie by tu zakombinowac. Zero klasy. "Naukowiec" weekendowy,
            w przerwach miedzy zarabianiem chalturami na "wygodne" zycie. Co to niby jest
            to dorosle zycie, o ktorym nie wiem? Jak zakombinowac, "zarobic, a sie nie
            narobic", co? Dzieki, wole uczciwie pracowac na jasnych zasadach. W przyslosci
            tez nie zostane na uczelni, bo bede potrzebowal wiecej pieniedzy (zeby utrzymac
            rodzine, nie na swoje bzdurne zachcianki). Nie zostane, bo nie mam zamiaru
            udawac pracy naukowej, chalturzac na boku. Ale teraz jestem uczciwy. Pojecie
            kompletnie abstrakcyjne dla ludzi Twojego pokroju. Tacy "zaradni" moze i sa
            potrzebni, ale najczesciej naukowcy sa z nich marni. Bo prawdziwa na nauka nie
            moze byc traktowana jak towar. Tego, ze jest to rodzaj misji, nigdy nie zrozumiesz.
            • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 23.07.06, 18:25
              funeral_fog napisał:
              > Dlatego tych, ktorzy nie traktuja doktoratu powaznie, powinno sie usunac ze
              > studiow.

              Na szczęście nie ty decydujesz o tym, kto będzie na studiach doktoranckich, a
              kto nie. I nigdy decydował nie będziesz (piszesz niżej, że nie zamierzasz
              zostawać na uczelni - może to i dobrze).

              > Znasz moje wyniki naukowe? Moze nie sa jakies genialne, ale smiem twierdzic,
              ze
              > sa lepsze niz przecietnego chalturnika, ktory ma w d... doktorat i woli
              zarabic
              > na boku. To niech sobie zarabia, ale niech sie wyniesie ze studiow
              > doktoranckich. A niby co zlego jest w byciu na utrzymaniu rodzicow na
              studiach?

              Studia doktoranckie zazwyczaj są "studiami" tylko z nazwy. Przynajmniej w
              Polsce. Poza tym liczy się także wiek.

              > Niby czemu lepiej sie usamodzielnic? To jakis dogmat, a moze aksjomat?

              Ale z ciebie dureń. Ręce opadają. A swoimi "wynikami" możesz się co najwyżej
              podetrzeć.

              > > Żebyś wiedział - rozbawiłeś mnie do łez. Jesteś żałosny, delikatnie rzecz
              > > ujmując. Ktoś postronny może przypadkowo wejść na to forum i na podstawie
              > > Twoich wypowiedzi wyrobić sobie opinię nt. doktorantów, że to zadufane w
              > sobie
              > > bufony, niemające pojęcia o dorosłym życiu.
              > Ty jestes zalosny. Maly polaczek-cwaniaczek, ktory tylko wypatruje tymi swoimi
              > swinskimi oczkami, gdzie by tu zakombinowac. Zero klasy. "Naukowiec"
              weekendowy
              > w przerwach miedzy zarabianiem chalturami na "wygodne" zycie.

              To ty jesteś pierdolonym polaczkiem z ogromnymi kompleksami. Przyznaj się, że
              boli cię, iż twoi rówieśnicy trzaskają kasę i podnoszą standard życia, podczas
              gdy ty "osiągasz wyniki" w zamian za marne ochłapy (pisałeś w którymś z wątków,
              że znajomi żyjący na wyższym poziomie - a nie jak studenciak - patrzą na
              robienie doktoratu ze słabo skrywanym pobłażaniem).
        • autumna Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 22.07.06, 09:24
          > nie karze mu tutaj doktoratu robic. Ale jak sie ktos zdecyduje, to niech nie
          > robi farsy z pracy naukowej. Uklad powinien byc jasny. Dosc juz jest w tym kraju

          Kiedy tu układ nie jest wcale jasny. Uczelnia może z doktorantem zrobić wszystko: jednego roku dać Ci stypendium, na drugim zadecydować, że nie ma pieniędzy i stypendiów nie będzie (KUL zdaje się zrobił raz taki numer, poszukaj na tym forum). Śmiechu warta jest stawka za nadgodziny dydaktyczne doktoranta - coś 10 zł za godzinę, więcej bierze student za godzinę korepetycji.

          > Dyskusja robi sie nieco jalowa. Oczywicie mozna by nadal tolerowac chaltury, al
          > e surowo oceniac postepy pracy naukowej. Tak w sumie jest teraz w regulaminach >studiow. W praktyce jak to w Polsce, czyli sa to przepisy na niby.

          Właśnie! Uczelnia nie powinna wtykać nosa w to, czy ja chałturzę czy nie, tylko oceniać postępy. Niejeden nędzny doktorat powstał w ramach studiów dziennych i przeszedł, bo promotor miał właściwą "siłę oddziaływania" i "uprzejmych" recenzentów ("my przepchniemy twojego, ty przepchniesz naszych..."). Rybka psuje się od głowy i trudno winić doktorantów za słaby poziom, skoro jest on tolerowany przez "górę" (notabene, często reprezentującą poziom nie lepszy - wiedzę sprzed lat dwudziestu).

          A co powiesz na taki układ: troje pracowników i doktorantka (czyli ja). W tym zespole piszą szereg publikacji. Na koniec roku za ich liczbę jako zespół otrzymują finansową nagrodę rektora. Znaczy się, otrzymują tylko trzy osoby (dwa lata pod rząd zresztą). Bo regulamin uczelni mówi, że o nagrodę rektora mogą ubiegać się wyłącznie pracownicy. Zrobiłam ten doktorat ze szczerej pasji, ale za takie rzeczy do tej pory mam żal do uczelnianego systemu...
          • funeral_fog Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 23.07.06, 01:09
            > rum). Śmiechu warta jest stawka za nadgodziny dydaktyczne doktoranta - coś 10 z
            > ł za godzinę, więcej bierze student za godzinę korepetycji.


            U nas jest 30 zl/h, calkiem niezle wg mnie.


            > Właśnie! Uczelnia nie powinna wtykać nosa w to, czy ja chałturzę czy nie, tylko
            > oceniać postępy. Niejeden nędzny doktorat powstał w ramach studiów dziennych i
            > przeszedł, bo promotor miał właściwą "siłę oddziaływania" i "uprzejmych" recen
            > zentów ("my przepchniemy twojego, ty przepchniesz naszych..."). Rybka psuje się
            > od głowy i trudno winić doktorantów za słaby poziom, skoro jest on tolerowany
            > przez "górę" (notabene, często reprezentującą poziom nie lepszy - wiedzę sprzed
            > lat dwudziestu).

            OK, zgoda, przepycha sie gnioty, patologie w polskiej nauce sa glebokie. Ale z
            mojej probki statystycznej (fakt, moze malo licznej) wychodzi, ze chalturzenie
            na boku obniza poziom wynikow naukowych, a zatem jest zle. Skoro jest zle, to
            trzeba je zlikwidowac. Proste.

            > A co powiesz na taki układ: troje pracowników i doktorantka (czyli ja). W tym z
            > espole piszą szereg publikacji. Na koniec roku za ich liczbę jako zespół otrzym
            > ują finansową nagrodę rektora. Znaczy się, otrzymują tylko trzy osoby (dwa lata
            > pod rząd zresztą). Bo regulamin uczelni mówi, że o nagrodę rektora mogą ubiega
            > ć się wyłącznie pracownicy. Zrobiłam ten doktorat ze szczerej pasji, ale za tak
            > ie rzeczy do tej pory mam żal do uczelnianego systemu...

            Musze przyznac, ze nie mam takich problemow. W moim zakladzie doktoraci
            traktowani sa powaznie, jak pracownicy, ale wymaga sie tez od nich powanwgo
            traktowania doktoratu.
            • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 23.07.06, 18:32
              funeral_fog napisał:
              > OK, zgoda, przepycha sie gnioty, patologie w polskiej nauce sa glebokie. Ale z
              > mojej probki statystycznej (fakt, moze malo licznej) wychodzi, ze chalturzenie
              > na boku obniza poziom wynikow naukowych, a zatem jest zle. Skoro jest zle, to
              > trzeba je zlikwidowac. Proste.

              A nie wpadłeś na to, wielki naukowcu, że może należałoby zacząć doktorantów
              godziwie opłacać, a wtedy może mieliby silniejszą motywację, żeby się poświęcać
              sprawom nauki? Zrozum wreszcie, że mało komu uśmiecha się wypruwać żyły za
              półdarmo.
            • madaminka Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 23.07.06, 19:20
              Funeral Fog...zaiste chwalebne ze za wszelka cene chcesz patrzec pozytywnie na
              sytuacje naukowcow w Polsce...niestety jednak musisz zrozumiec ze owa sytuacja
              jest daleka od godziwych standardow spotykanych w innych krajach.Horyzont
              naukowy siega dalej niz to co widzisz w Polsce. I czesto to co tu mamy
              wprowadza w nastroj zawstydzenia, gdyz jest po prostu jakby z innej epoki.
              • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 26.07.06, 03:02
                madaminka napisała:
                > Funeral Fog...zaiste chwalebne ze za wszelka cene chcesz patrzec pozytywnie
                na
                > sytuacje naukowcow w Polsce...niestety jednak musisz zrozumiec ze owa
                sytuacja
                > jest daleka od godziwych standardow spotykanych w innych krajach.

                On jest za głupi, żeby to zrozumieć.

                > Horyzont
                > naukowy siega dalej niz to co widzisz w Polsce.

                On ma bardzo wąskie horyzonty:)

                > I czesto to co tu mamy
                > wprowadza w nastroj zawstydzenia, gdyz jest po prostu jakby z innej epoki.

                Dlatego należy dążyć do poprawy sytuacji, a nie ściągać w dół, jak to robi nasz
                forumowy wielki "naukowiec" od siedmiu boleści.
        • sekulla Brawo ten Pan 05.09.06, 23:49
          jak sie komus nie podoba wysokosc stypendium doktoranckiego w Polsce, to nikt
          > nie karze mu tutaj doktoratu robic. Ale jak sie ktos zdecyduje, to niech nie
          > robi farsy z pracy naukowej. Uklad powinien byc jasny. Dosc juz jest w tym
          kraj
          > u
          > cwaniactwa.


          J.W.


          Studia są dziisiaj jak nieco wższa szkoła średnia, natomiast dydaktyka na
          studiach jak nauczanie początkowe w podstawówce. Można się zastanawiać co jest
          przyczyną czego - myślę że między tymi fenomenami zachodzi sprzężenie zwortne.
          Beznadziejni doktoranci nie przykładają się do dydaktyki ( bo przecież pracują
          za darmo !!!!) Olewają cwiczenia bez obaw że ktokolwiek będzie ich kontrolować,
          uprawiają martyrologię doktorancką i epatują bezmyślnie swoich promotorów
          szczegółami ze swojej pracy zarobkowej, by tamci brali to pod uwagę przy
          ustalaniu terminów, a rezultat jest taki że napisane przez nich doktoraty to
          ostanie szmaty i popłuczyny żenujące pod względem merytorycznym, formalnym i
          językowym.

          Nie byłoby takiej tolerancji gdyby nie nepotyzm - dany profesor może przecież
          z uwagi na skrywane głęboko w sercu istotne racje holować danego przygłupa
          zarówno przez magisterkę jak i przez doktorat - przecież recenzenta można
          uświadomić że dany chłopak jest inteligentny a na dodatek taki zuch - zaradny,
          bo sobie zajęcie znalazł, pracowity , znający wartość pieniądza, gustownie
          ubrany etc.

    • autumna oj, Panowie FF i SD 24.07.06, 08:51
      A może, zamiast sobie dokładać, znaleźlibyście jakieś wspólne stanowisko? Ja na przykład widzę rację po obu stronach (mimo że sposób ich wyrażania nie podoba mi się u żadnej ze stron).

      1. Racje sioux: to jest paranoja, że człowiek kreatywny, z pasją i przyszła siła intelektualna kraju ma zasuwać za kwotę rzędu pensji kasjerki w hipermarkecie. Albo i za darmo - bo na wielu uczelniach pierwszy rok nie jest objęty stypendium. Funeral, nie sądzisz, że jest to, delikatnie mówiąc, dysproporcja w wycenie umiejętności? Można wyżyć ze stypendium, ale zaoszczędzić już raczej nie, a nie każdy ma osobę, która go wesprze w razie potrzeby - chociażby przy nagłej konieczności zakupu drogich leków. Dorabianie nie musi wynikać z zapotrzebowania na "gadżety", prędzej z zapotrzebowania na bezpieczeństwo.

      2. Racje Funeral: jakie są warunki w Polsce - wiadomo. Praca naukowa to w tej chwili hobby dla zapaleńców. Jeśli już się ktoś zdecydował na pisanie doktoratu, nieważne z jakich powodów, nie ma co teraz jęczeć, że mu źle. Wiedział, na jakie pieniądze się decyduje. Sioux, jest takie powiedzenie "jeśli ci za gorąco", wyjdź z kuchni. Zamiast mieć pretensje do wszystkich wokoło, że dają radę przeżyć za 1000 zł stypendium, odpuść sobie parę wycieczek do ciepłych krajów i kilka rozrywkowych wieczorów - szybciej napiszesz doktorat i będziesz miał z głowy.
      • sioux.doux Re: oj, Panowie FF i SD 26.07.06, 02:57
        autumna napisała:
        > 1. Racje sioux: to jest paranoja, że człowiek kreatywny, z pasją i przyszła
        > siła intelektualna kraju ma zasuwać za kwotę rzędu pensji kasjerki w
        hipermarkecie
        > . Albo i za darmo - bo na wielu uczelniach pierwszy rok nie jest objęty
        stypend
        > ium. Funeral, nie sądzisz, że jest to, delikatnie mówiąc, dysproporcja w
        > wycenie umiejętności? Można wyżyć ze stypendium, ale zaoszczędzić już raczej
        nie, a
        > nie każdy ma osobę, która go wesprze w razie potrzeby - chociażby przy nagłej
        > konieczności zakupu drogich leków. Dorabianie nie musi wynikać z
        zapotrzebowania
        > na "gadżety", prędzej z zapotrzebowania na bezpieczeństwo.

        Ten debil jest zbyt ograniczony, żeby to zrozumieć. W pełni się z Tobą zgadzam,
        że bardzo ważne jest zabezpieczenie materialne na czarną godzinę.

        > Zamiast mieć pretensje do wszystkich wokoło, że dają radę przeż
        > yć za 1000 zł stypendium, odpuść sobie parę wycieczek do ciepłych krajów i
        > kilka rozrywkowych wieczorów - szybciej napiszesz doktorat i będziesz miał z
        głowy.

        Ależ ja do nikogo nie mam pretensji, że mu nie zależy na kasie, że nie ma
        jakichś tam ambicji. Nie lubię tylko, jak jakiś zakompleksieniec próbuje
        narzucać swoje mniej lub bardziej irracjonalne poglądy innym i wymaga od
        innych, żeby przejęli jego postawę życiową. Później taki kretyn zasiądzie w
        jakiejś komisji i obetnie fundusze dla młodych naukowców, bo stwierdzi, że
        skoro on za młodu żył o chlebie i wodzie, to inni też mogą. To jest właśnie
        pierdolone polactwo.
        • autumna Re: oj, Panowie FF i SD 26.07.06, 08:42
          Ok, ale miło byłoby, gdybyście OBAJ spróbowali dyskusji bez rąbania wyrażeniami typu:

          "jestes zalosny", "polaczek-cwaniaczek", "kretyn" czy "pierdolony polaczek".

          Naprawdę nie da się wyłożyć swoich racji bez walenia epitetami w dyskutanta? Nie róbcie tu dyskusji sejmowej ;-)
        • sekulla Europejczyk 06.09.06, 00:06
          Później taki kretyn zasiądzie w
          > jakiejś komisji i obetnie fundusze dla młodych naukowców, bo stwierdzi, że
          > skoro on za młodu żył o chlebie i wodzie, to inni też mogą. To jest właśnie
          > pierdolone polactwo.

          To jest właśnie logika!!!
          To jest właśnie naukowiec!!!
          To jest właśnie osoba z niewątpliwie uzasadnionymi roszczeniami o GODNE
          apanaże!!!

          Wielkie panisko z ciebie - w waciaku nie chodzisz - nie jesteś byle łachmyta z
          supermarketu żeby sobie doktoratu nie kupić, albo żeby ci mamusia kupowała? Co?
          Masz swój honor !!!
      • elwinga Re: oj, Panowie FF i SD 26.07.06, 18:58

        > . Albo i za darmo - bo na wielu uczelniach pierwszy rok nie jest objęty stypend
        > ium.

        Tak na marginesie informuję, że są instytuty, gdzie można nie mieć stypendium
        także i długo po pierwszym roku. Nie dlatego, że doktorant kiepski. Instytut nie
        ma, i już. U nas na zebraniu doktorantów kierownik studium powiedział otwarcie:
        nie mam osobnej puli stypendialnej, żeby dać komukolwiek nowemu spośród was,
        muszę zabrać któremuś z pracowników.

        A jeszcze na marginesie: kolega jest tzw. doktorantem wolontariuszem, tzn.
        stypendium nie dostaje, ma pracę na etat i dwoje małych dzieci w domu - i jest
        jednym z lepszych na naszym seminarium, bardzo rzadko opuszcza zebrania, a z
        jego pracy ma szansę powstać naprawdę dobra książka, o której będzie się mówić.
        Można? Można.

        (Autumno, to nie do Ciebie, tylko jako ogólny głos w dyskusji :))
    • sekulla Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 24.07.06, 10:17
      Zdolności nie należy mierzyć średnią !!! Doktoraty powinni pisać ludzie którzy
      fascynują się swoją dziedziną, potrafią dostrzec problem naukowy i mają
      intelektualną chęć do szukania sposobów jego rozwiązania. Tacy ludzie
      najbardziej nadają się do doktoratów. Doktorat to praca przynosząca tzw zysk
      poznawczy, lub taka która przyczynia się do zapokojenia istniejącego
      zapotrzebowania. Pisanie doktoratu z prawa unijnego moze okazac się żyłą złota
      dla doktoranta i dla jego pracodawców. Nie ma się nad czym zastanawiać.
      • dr_lolo Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 02.09.06, 22:34
        uwazam podobnie jak sekulla.

        mnie sie chce smiac, jak widze cwaniaczkow, ktorym doktorat jest potrzebny tylko
        po to zeby miec ladna wizytowke. w wiekszosci przypadkow nie stac ich na tak
        ogromny wysilek. bo prawde mowiac trzeba bardzo lubic ten typ pracy, te
        niepewnosc poznawcza, sluchanie swojej intuicji, zawracanie i poprawianie
        bledow. to nie jest tylko domena ludzi najzdolniejszych, ale cierpliwych i
        wytrwalych. oczywiscie zdolnosci pomagaja isc naprzod np. rozwiazac szbko jakis
        problem, ale doktorat to jest praca, praca, praca.
    • sioux.doux Re: czy doktorat robią tylko najzdolniejsi ?? 01.08.06, 00:12
      steppenwolff1 napisała:
      > O jakich rzeczach Ty mówisz? Pieniądze potrzebne są na podstawowe rzeczy, nie
      > na złote kible i kina domowe. Masz jakiś wykrzywiony obraz ludzi, którzy
      > zarabiają trochę więcej...

      > Jak Ty sobie Człowieku wyobrażasz życie naukowe za ok.
      > tysiąc złoty miesięcznie??

      > zajmowanie się tylko nauką ok. 30tki trąci dla pewną nieodpowiedzialnością
      > życiową i jakimś marzycielstwem. Ludzie, którzy są nieobecni na rynku pracy
      > przez 4 lata - a może nawet nigdy na nim przed 30tką nie byli - nie stanowią
      > materiału rozchytywanego przez pracodawców. Bo taki człowiek ma już całkiem
      > wysokie wymagania (w końcu doktorem jest!), a żadnego praktycznego
      > doświadczenia związanego z pracą.
      > Ponadto jeszcze jedna sprawa: Jak radzisz żyć ludziom na uczelniach, które
      > prawie w ogóle stypendium nie przydzielają (Uniwersyetet Jagielloński np.)?
      > Rozumiem, że takie osoby z góry skazane są albo na czyjąś kuratelę albo słaby
      > doktorat, pseudodoktorat, doktorat na niby - bo innego wyjścia nie ma?

      Nasz "wielki naukowiec" przestał się ostatnio udzielać. Ciekawe czemu. Czyżby
      zrozumiał swój błąd?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka