tutuk
31.08.06, 08:05
Doktorantka jeszcze nie jestem, zaczynam wlasnie ostatni rok, ale ze doktorat
od dawien dawna byl moim marzeniem, to bardzo starannie pracuje na to, zeby
sie na dzienne studia doktoranckie dostac: srednia, stypendia, publikacje,
referaty, nadambitna praca magisterska.
Tylko, ze pojawil sie malutki problem. Zakochalam sie. W cudzoziemcu. I tak
sie zastanawiam: skoro i tak mialam pisac prace doktorska na literaturze w
jego ojczystym jezyku, to moze moglabym polaczyc odwieczny plan studiow
doktoranckich i nowy plan spedzenia zycia z nim? O ile jestem w stanie ocenic
(jesli tylko tanie linie lotnicze nie zbankrutuja) jestem w stanie przylatywac
na kazde seminarium doktorskie (odbywaja sie u nas co 3-4 tygodnie).
Na ile to realne? Czy pomysl w ogole ma sens, czy dac sobie spokoj z
chlopakiem/doktoratem. Chlopaka raczej nie na mowie na przeprowadzke do Polski
w ciagu 3-4 najblizszych lat (pozniej moze byc to realne). Szkoda mi ciezkiej
pracy, ktora wlozylam w przygotowania.
Moja macierzysta uczelnia to zdecydowanie pierwszy sort, wydzial rowniez
(jesli nie najlepszy w Polsce, to na pewno w pierszej trojce), promotor z
sredniej polki (profesor uniwersytecki, nie mianowany), ale za to dobrze mi
sie z nim dogaduje i nie jest przesadnym formalista.