Dodaj do ulubionych

Kompromitacja Ministerstwa Nauki i SW

07.09.06, 09:57
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3598033.html
Chodzi o to, że MNiSW ogłosiło właśnie oceny placówek naukowych, które są dość
istotne dla ich dalszego funkcjonowania. Bo na ich podstawie rozdzielane są
pieniądze na naukę.

I oceny są... kuriozalne.

Na przykład:
- w naukach humanistycznych przodują dwa wydziały Akademii Jana Długosza w
Częstochowie, za nimi AP Kraków. Miejsca 7-9 zajmują wydziały Akademii
Świętokrzyskiej (!?!). UJ miejsca 62-65, UW 90-105;
- w naukach społecznych, ekonomicznych i prawnych na czele AE Katowice i AE
Kraków. SGH zajmuje miejsca 50-55 (!), jest m.in. za prywatną Krakowską Szkołą
Wyższą (31-34). UJ 61-63, UW 87-94 (silny kadrowo ISS na miejscu 89!!!).

Cały wykaz ocen pod linkiem:

www.mnisw.gov.pl/mein/_gAllery/18/01/18010/Wykaz_ocenionych_jednostek_w_grupach_jednorodnych.pdf
Co to oznacza? Jeśli mimo protestów i odwołań ta ocena nie ulegnie zmianie (a
nie ma chyba podstaw formalnych, by ją zmienić), to do następnej oceny za 4
lata zmieni się zasadniczo podział środków na działalność naukową. A więc
środki na badania statutowe, stypendia naukowe (w tym i stypendia dla
doktorantów) oraz na staże i wyjazdy konferencyjne (również za granicą).
Obserwuj wątek
    • niewyspany77 Re: Kompromitacja Ministerstwa Nauki i SW 07.09.06, 11:02
      flamengista napisał:


      > I oceny są... kuriozalne.
      >
      > Na przykład:
      > - w naukach humanistycznych przodują dwa wydziały Akademii Jana Długosza w
      > Częstochowie, za nimi AP Kraków. Miejsca 7-9 zajmują wydziały Akademii
      > Świętokrzyskiej (!?!). UJ miejsca 62-65, UW 90-105;
      > - w naukach społecznych, ekonomicznych i prawnych na czele AE Katowice i AE
      > Kraków. SGH zajmuje miejsca 50-55 (!), jest m.in. za prywatną Krakowską Szkołą
      > Wyższą (31-34). UJ 61-63, UW 87-94 (silny kadrowo ISS na miejscu 89!!!).


      HEhehehehehehe.

      Luknij chlopie na te liste. Gdzie tu oceny?? To jest lista ALFABETYCZNA :-))))
      No to sie nie dziw ze na 'najwyzszych miejscach' sa uczelnie na A.
      • flamengista korekta;) 07.09.06, 13:00
        fakt, dałem złą listę - mój błąd;)

        Niemniej właściwa lista nadal kuriozalna.

        W naukach społecznych, ekonomicznych i prawnych kategorię 1 dostał wydział prawa
        Uniwersytetu Białostockiego oraz Instytut Prawa i Administracji Uniwersytetu
        Opolskiego.
        Natomiast wydział zarządzania AE Poznań (!) dostał już kategorię drugą. Podobnie
        Wydział Prawa i Administracji UJ.

        To tylko jedna kategoria. Najciekawsze są nauki humanistyczne. Okazuje się że
        Wydział Historii Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie jest NAJLEPSZY w
        Polsce;)

        To ten sam, który mimo negatywnych recenzji i SFAŁSZOWANIA pracy przepchnął
        kolokwium habilitacyjne ks. dr. N. Dopiero w Warszawie, w atmosferze skandalu,
        habilitację utrącono...

        • babazgaga Re: korekta;) 07.09.06, 14:14
          Kuriozalna, niekuriozalna. Ten PAT na pierwszy miejscu to też o niczym nie
          świadczy, bo lista nie jest porządkiem (tylko bałaganem). Liczą się li i jedynie
          kategorie.
          A wiesz jakie są kryteria oceny? Absolutnie nie subiektywne, to nie jest jakieś
          tam przyporządkowanie, tylko twarde liczby z kryteriów z rozporządzenia.
          Głównie punkty za publikacje pracowników, granty otrzymane i realizowane i takie
          tam.
          • rootka Re: korekta;) 07.09.06, 14:28
            > świadczy, bo lista nie jest porządkiem (tylko bałaganem). Liczą się li i jedynie
            > kategorie.

            wlasnie sie zastanawialam, skad sie bierze kolejnosc wewnatrz kategorii. ok, nie
            ma ona wplywu na sposob rozdzielania srodkow, ale czy jest wynikiem oceny czy
            tez elementu losowego?
            • flamengista no bez przesady 07.09.06, 14:33
              Niby każdy, kto jest w kategorii 1 powinien być zadowolony. Ale kolejność nie
              może być przypadkowa. Bo ma stanowić informację dla każdego, ile np. zabrakło do
              wyższej kategorii.

              A co do PAT-u. Świetnie znam tą uczelnię i kategoria 1 nie jest wogóle adekwatna
              do jej potencjału naukowego. Trudno z resztą mieć o to do nich pretensje, skoro
              PAT dobrowolnie ogranicza sobie selekcję pracowników, praktycznie rezygnując z
              osób świeckich.
              • rootka Re: no bez przesady 07.09.06, 14:53
                > Niby każdy, kto jest w kategorii 1 powinien być zadowolony. Ale kolejność nie
                > może być przypadkowa. Bo ma stanowić informację dla każdego, ile np. zabrakło d
                > o wyższej kategorii.

                czy to jest gdzies w regulaminie rankingu?
                • flamengista nie ma 07.09.06, 15:03
                  wogóle to jest jeden wielki chaos, żeby nie użyć mocniejszego określenia.

                  Piszą, że szczegółowe informacje są w OPI, w OPI piszą że szczegółowych
                  informacji nie udzielają;)
    • flamengista perełka 07.09.06, 14:41
      "grupa jednostek jednorodnych matematyka i podstawy informatyki"

      Kategoria trzecia (!?!?!?!):
      Uniwersytet Warmińsko Mazurski, Uniwersytet Zielonogórski, Akademia Podlaska i...

      No i co?

      Zgadnijcie;)
      • babazgaga Re: perełka 07.09.06, 14:48
        Nie wiem, PANem się podniecasz czy AGH?
        Mówię jeszcze raz - jak pracownicy w przeliczeniu na głowę publikowali malo,
        albo w mało punktowanych periodykach, to i potem jednostka ma niską kategorię.
        Sami zarabiamy na własne kategorie i tyle.
        • flamengista i tu jest włąśnie pies pogrzebany 07.09.06, 14:56
          " jak pracownicy w przeliczeniu na głowę publikowali malo,
          albo w mało punktowanych periodykach, to i potem jednostka ma niską kategorię.
          Sami zarabiamy na własne kategorie i tyle"

          Znajdź mi informatyka czy matematyka, który publikuje dużo. Oni piszą jeden
          artykuł na rok, a czasem dwa lata. Owszem, trafia on często do dobrego journala.
          Tak jest na AGH.

          Ale w "przeliczeniu na głowę" wypada słabo. Natomiast gdzie indziej publikują
          dużo, ale słabej jakości. I tym wygrywają.

          Nowy system oznacza +/- tyle: publikujcie ile wlezie, nie ważne czy to chłam. Im
          więcej publikacji, tym więcej kasy.

          Z tego co pamiętam, mi bardziej opłaca się opublikować 4 artykuły w
          "Ekonomiście" a nawet naszych zeszytach naukowych, niż jeden w światowej
          czołówce: "Journal of Monetary Economics", "Journal of Developing Economics" czy
          "American Economic Rewiev".

          Po prostu punktację trzeba zmienić.
          Jeden artykuł w człowym journalu światowym = 10 artykułów na dawnej liście A.
          • babazgaga Re: i tu jest włąśnie pies pogrzebany 07.09.06, 15:01
            No dobrze, ale jak informatycy i matematycy mało publikują, to przecież wszyscy
            - więc w tej dziedzinie mają wspólny punkt odniesienia.
            Natomiast zgadzam się z tym co napisaleś później, że bardziej się opłaca
            publikować w "mniejszych" ale kilka, niż jedno a dużo. Boli mnie także, że
            niektóre wydawnictwa, jak najbardziej naukowe, ale wydawane np. przez Min. PiPS
            a nie jednostki naukowe, w ogóle są za 1 punt:(
          • niewyspany77 niekoniecznie 07.09.06, 15:09
            flamengista napisał:


            > Po prostu punktację trzeba zmienić.
            > Jeden artykuł w człowym journalu światowym = 10 artykułów na dawnej liście A.

            Fajnie. A co ja mam powiedziec, jesli teksty z mojej dzialki pasuja do *dwoch*
            tytulow z listy filadelfijskiej, gdzie do tego czas oczekiwania na publikacje
            liczy sie w latach? A na liscie A jest jedno pismo, 2 numery rocznie. A czy
            publikacja *dobrego* artykulu, nawet w przecietnym czasopismie ma byc jakas ujma
            dla autora? Przeciez ja tylko chce cos oglosic, bez czekania tych 3 lat na swoje
            nazwisko w journalu. Bez sensu, predzej splodze te 10 publikacji i wydam je za
            wlasna kase w dobrym-branzowym wydawnictwie.

            • flamengista ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 07.09.06, 15:23
              Przecież to żadna ujma opublikować dobry tekst w solidnym krajowym czasopiśmie,
              szczególnie jeśli nie chce sie czekać 3 lata na publikację. I wcale nie chodzi
              mi o deprecjonowanie tych wydawnictw!

              Chodzi mi raczej o coś przeciwnego - większe uznanie dla kogoś, kto jednak
              zaryzykował, złożył swój artykuł, czekał dwa lata na recenzje i po trzech jednak
              opublikowali mu artykuł w jednym z najlepszych czasopism na świecie. W takim
              wypadku powinien być premiowany "ekstra" - bo jest to faktycznie wielkie
              osiągnięcie.

              Czyli po prostu więcej punktów za publikacje w czołowym journalu, a nie mniej za
              publikację w dobrym krajowym.

              Bo na razie sytuacja jest chora. W tym roku na przykład (fakt, że udanym) będę
              miał publikację za około 30 pkt. W tym ani jednego wybitnego artykułu.
              Paradoksalnie będę "lepszy" od kogoś, kto opublikował jeden artykuł, ale w np.
              Econometrice (24 punkty).
              • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 07.09.06, 15:35
                flamengista napisał:


                > Chodzi mi raczej o coś przeciwnego - większe uznanie dla kogoś, kto jednak
                > zaryzykował, złożył swój artykuł, czekał dwa lata na recenzje i po trzech jedna
                > k
                > opublikowali mu artykuł w jednym z najlepszych czasopism na świecie. W takim
                > wypadku powinien być premiowany "ekstra" - bo jest to faktycznie wielkie
                > osiągnięcie.

                Dodaj tylko ze "ekstra" znaczy dobry tekst a nie znany autor, a zgodze sie
                calkowicie.

                > Bo na razie sytuacja jest chora. W tym roku na przykład (fakt, że udanym) będę
                > miał publikację za około 30 pkt. W tym ani jednego wybitnego artykułu.
                > Paradoksalnie będę "lepszy" od kogoś, kto opublikował jeden artykuł, ale w np.
                > Econometrice (24 punkty).

                Ja jeszcze nie dotarlem do etapu gdzie swoj dorobek musze przeliczac na punkty.
                Doswiadczenie tu wiec mam male. Tylko Tak wlasnie mi przyszlo na mysl, czy ma
                sens czekac 2-3 lata na publikacje istotnego dla nauki tekstu, skoro on jest
                taki istotny?
                  • doska52 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 07.09.06, 16:45
                    > nie wystarczy, zeby tekst byl istotny. ktos musi go jeszcze przeczytac :)

                    eee tam, zaraz istotne. zaraz ktos ma czytac. wazne ze sie napisalo, punkty
                    dostalo, kolega nam wydal, potem my wydamy koledze. A ci z zachodu to sie i tak
                    nie znaja, panie kochany, niektore arykuly to moi studenci lepiej by napisali!
                    • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 07.09.06, 16:58
                      doska52 napisała:


                      > eee tam, zaraz istotne. zaraz ktos ma czytac. wazne ze sie napisalo, punkty
                      > dostalo, kolega nam wydal, potem my wydamy koledze. A ci z zachodu to sie i tak
                      > nie znaja, panie kochany, niektore arykuly to moi studenci lepiej by napisali!

                      Tekst swiadczy o niezrozumieniu intencji. Istotny czyli majacy wplyw na cos. Np
                      poruszenie tematyki w ktorej jest albo zastoj albo wogole nikt nie idzie w danym
                      kierunku. "punkty", "wydanie" plus to co o zachodzie to kolezanka pisze we
                      wlasnym zakresie. Ja mam w nosie czy moje nazwisko pojawi sie pismie z LF raz,
                      dwa czy dwadziescia. Jesli mam cos rozwijac i bezinteresownie dzielic sie tym z
                      innymi, to lepiej jest to wydac na wlasnym podworku. do LF moze isc tekst dobry,
                      ale niekoniecznie taki, ktergo publikacja jest niejako 'wstrzymywaniem rozwoju'.

                      PS. Ciezko sobie wyobrazic wydanie *recenzowanej* przez kogos uczciwego ksiazki?
                      No ale ok. Juz jestem Szacownym Czlonkiem Grupy Wzajemnej Adoracji oraz Kolesiem
                      Wsrod Rownych, ktorzy maja zachod w d**pie gdyz My Wiemy Lepiej.
                      • rootka Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 07.09.06, 17:04
                        > dwa czy dwadziescia. Jesli mam cos rozwijac i bezinteresownie dzielic sie tym z
                        > innymi, to lepiej jest to wydac na wlasnym podworku. do LF moze isc tekst dobry
                        > ale niekoniecznie taki, ktergo publikacja jest niejako 'wstrzymywaniem rozwoju'

                        ale jesli chcesz cos rozwijac i posuwac do przodu, to powinienes wlasnie
                        publikowac w najlepszych czasopismach, bo te czasopisma ludzie czytaja, autorzy
                        z tych czasopism sa zapraszani na seminaria i konferencje i z tymi autorami
                        swiat nauki sie liczy.
                        jesli opublikujesz cos w polskim czasopismie, ktore w dodatku wymaga subskrypcji
                        zeby cokolwiek przeczytac, to niestety swiat naukowy dostrzeze Twoj wklad z
                        prawdopodobienstwem bliskim zeru... brutalna rzeczywistosc :)
                        • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 07.09.06, 17:14
                          rootka napisała:

                          [...]

                          To prawda. Tylko ze ludzie zajmujacy sie moja dzialka znaja sie wszyscy ze
                          wszystkimi i faktycznie, czasem to sie ociera o 'grupy usluznych kolesiow'.
                          Artykul 'dla mas' to ja powinienem teoretycznie wsadzic do mozliwie najwiekszej
                          ilosci pism popularnonaukowych. Co do LF masz racje, tylko ze jest problem - w
                          momencie publikacji moze to byc juz staaaaaaaaaaara wiedza ktora w miedzyczasie
                          poszla do przodu. Co do konferencji zagranicznych to nie wiem, przyjmuje ze masz
                          100% racji, bo nasze polskie czesto (caly czas mowie ze u mnie, u innych
                          niekoniecznie) to takie misz masz na ktorych kazdy wie lepiej, referat sie
                          odwala i idzie sie napic :/
                          • carnivore69 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 10.09.06, 03:20
                            W Economiscie z 3 sierpnia mozna poczytac, ze:

                            "CLEARLY there is here a problem of the division of knowledge, which is quite
                            analogous to, and at least as important as, the problem of the division of
                            labour,” Friedrich Hayek told the London Economic Club in 1936. What Mr Hayek
                            could not have known about knowledge was that 70 years later weblogs, or blogs,
                            would be pooling it into a vast, virtual conversation. That economists are
                            typing as prolifically as anyone speaks both to the value of the medium and to
                            the worth they put on their time.

                            Like millions of others, economists from circles of academia and public policy
                            spend hours each day writing for nothing. The concept seems at odds with the
                            notion of economists as intellectual instruments trained in the maximisation of
                            utility or profit. Yet the demand is there: some of their blogs get thousands of
                            visitors daily, often from people at influential institutions like the IMF and
                            the Federal Reserve. One of the most active “econobloggers” is Brad DeLong, of
                            the University of California, Berkeley, whose site, delong.typepad.com, features
                            a morning-coffee videocast and an afternoon-tea audiocast in which he holds
                            forth on a spread of topics from the Treasury to Trotsky.
                            Click here to find out more!

                            So why do it? “It's a place in the intellectual influence game,” Mr DeLong
                            replies (by e-mail, naturally). For prominent economists, that place can come
                            with a price. Time spent on the internet could otherwise be spent on traditional
                            publishing or collecting consulting fees. Mr DeLong caps his blogging at 90
                            minutes a day. His only blog revenue comes from selling advertising links to
                            help cover the cost of his servers, which handle more than 20,000 visitors daily.

                            Gary Becker, a Nobel-prize winning economist, and Richard Posner, a federal
                            circuit judge and law professor, began a joint blog in 2004. The pair,
                            colleagues at the University of Chicago, believed that their site,
                            becker-posner-blog.com, would permit “instantaneous pooling (and hence
                            correction, refinement, and amplification) of the ideas and opinions, facts and
                            images, reportage and scholarship, generated by bloggers.” The practice began as
                            an educational tool for Greg Mankiw, a professor of economics at Harvard and a
                            former chairman of George Bush's Council of Economic Advisers. His site,
                            gregmankiw.blogspot.com, started as a group e-mail sent to students, with
                            commentary on articles and new ideas. But the market for his musings grew beyond
                            the classroom, and a blog was the solution. “It's a natural extension of my day
                            job—to engage in intellectual discourse about economics,” Mr Mankiw says.

                            With professors spending so much time blogging for no payment, universities
                            might wonder whether this detracts from their value. Although there is no
                            evidence of a direct link between blogging and publishing productivity, a new
                            study* by E. Han Kim and Adair Morse, of the University of Michigan, and Luigi
                            Zingales, of the University of Chicago, shows that the internet's ability to
                            spread knowledge beyond university classrooms has diminished the competitive
                            edge that elite schools once held.

                            Top universities once benefited from having clusters of star professors. The
                            study showed that during the 1970s, an economics professor from a random
                            university, outside the top 25 programmes, would double his research
                            productivity by moving to Harvard. The strong relationship between individual
                            output and that of one's colleagues weakened in the 1980s, and vanished by the
                            end of the 1990s.

                            The faster flow of information and the waning importance of location—which blogs
                            exemplify—have made it easier for economists from any university to have access
                            to the best brains in their field. That anyone with an internet connection can
                            sit in on a virtual lecture from Mr DeLong means that his ideas move freely
                            beyond the boundaries of Berkeley, creating a welfare gain for professors and
                            the public.

                            Universities can also benefit in this part of the equation. Although
                            communications technology may have made a dent in the productivity edge of elite
                            schools, productivity is hardly the only measure of success for a university.
                            Prominent professors with popular blogs are good publicity, and distance in
                            academia is not dead: the best students will still seek proximity to the best
                            minds. When a top university hires academics, it enhances the reputations of the
                            professors, too. That is likely to make their blogs more popular.

                            Self-interest lives on, as well. Not all economics bloggers toil entirely for
                            nothing. Mr Mankiw frequently plugs his textbook. Brad Setser, of Roubini Global
                            Economics, an economic-analysis website, is paid to spend two to three hours or
                            so each day blogging as a part of his job. His blog, rgemonitor.com/blog/setser,
                            often concentrates on macroeconomic topics, notably China. Each week, 3,000
                            people read it—more than bought his last book. “I certainly have not found a
                            comparable way to get my ideas out. It allows me to have a voice I would not
                            otherwise get,” Mr Setser says. Blogs have enabled economists to turn their
                            microphones into megaphones. In this model, the value of influence is priceless.

                            * “Are Elite Universities Losing Their Competitive Edge?” by E. Han Kim, Adair
                            Morse and Luigi Zingales. NBER working paper 12245, May 2006."


                            Pozostaje problem wiarygodnego pomiaru czytelnictwa blogow wsrod spolecznosci
                            naukowej. Bo od tego mialyby zalezec wszelkie promocje, przydzial srodkow itp. W
                            zwiazku z tym, ze pomiar taki wydaje sie malo mozliwy (mialby sie moze odbyc na
                            podstawie IP numbers renomowanych faculty?), blog jako podstawowa forma
                            publikacji tez poki co wydaje sie miec mala szanse na wyparcie czasopism.

                            Pzdr.
                            • rootka Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 10.09.06, 13:23
                              carnivore, wielkie dzieki za ten artykul!! wczesniej umknal mi ten numer
                              Ekonomista, a teraz zajrzalam na te blogi i od dzis chyba beda moja poranna
                              lektura przy kawie :) znasz inne blogi dobrych ekonomistow?

                              doktorantom polecam goraco:
                              gregmankiw.blogspot.com/2006/05/advice-for-grad-students.html
                              bardzo przydatne tekty!
                              • carnivore69 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 11.09.06, 23:05
                                Prosze bardzo! Innych blogow nie znam, nawet do tych z E. nie zagladalem. (Jesli
                                mam chwile na czytelnictwo zawodowe, wole konkretny artykul przeczytac niz z -
                                niewatpliwie czesto ciekawymi - przejawami gawedziarstwa ekonomicznego sie
                                zapoznawac. Niewykluczone, ze w swietle niniejszego watku podejscie moje jest
                                bardzo passe.)

                                Pzdr.
                                  • carnivore69 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 14.09.06, 10:44
                                    Racja! Natomiast nizej (wyzej?) podpisanemu homo oeconomicusowi parajacemu sie
                                    ekonomia zdarza sie odpowiadac na 'economic incentives' stwarzane przez
                                    pracodawce (i rynek), w zwiazku z czym zamiast pozytecznymi blogami stara sie
                                    zajmowac tworzeniem outputu potencjalnie mierzalnego... ;-)

                                    A swoja droga - pierwsze jaskolki juz sa. Legenda ludowa glosi, iz czasem na
                                    dalszej pozycji w sekcji "Dissemination of results" w grant proposals pojawia
                                    sie "stworzenie bloga z wynikami badan".

                                    Pzdr.
                          • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 10.09.06, 08:26
                            matmis napisał:

                            > Za kilka, kilkanaście lat te dyskusje mogą być strasznie archaiczne, bo naukowc
                            > y
                            > zaczynają używać blogów i publikować w internecie.

                            Tu jestem sceptyczny.

                            1. Blog naukowca =/= blog naukowy. Sorry ale ja i wielu innych ludzi nie mamy
                            ochoty ani czasu czytac o problemach naukowca z pieskiem, kotkiem, rybkami,
                            zona, dziecmi, psujacym sie dvd itede.

                            2. Blog naukowy z kolei dobrze by sie sprawdzal w sensie blogu spolecznosci, tym
                            bardziej ze splodzenie sensownego artykulu (nie autoplagiatu) to nie jest taki
                            pikus i trwa co najmniej kilka tygodni, czasem moze szybciej ale wg mnie
                            bardziej dluzej niz szybciej. Poza tym jest kwestia czasu - doba ma tylko 24 h i
                            raczej sie nie zwiekszy, wiec predzej sukces osiagna systemy ulatwiajace dojscie
                            do konkretnych informacji a nie te podajace bezsensowne.

                            3. To co pisalem w pkt 2 sprawdziloby sie w postaci tematycznej aktualizowanej i
                            latwo dostepnej bazy danych co juz jest praktykowane od kilku lat.

                            4. Drukowane ksiazki i pisemka predko nie znikna (musialbys 'zniknac'
                            bibliotekarzy, tym bardziej ze - jak piszesz "Za kilka, kilkanaście lat"). A
                            ksztalcenie kadry dla bibliotek trwa w najlepsze. Juz ja widze jak to 40,
                            50-latkowie na dorobku tak chetnie pala ksiazki by zmienic je na tekst cyfrowy.

                            Mozna by tu jeszcze wymieniac kupe rzeczy ze szczegolnym akcentem na jakies
                            zabezpieczenie ale to juz nie ten temat. Ogolnie fajnie twierdzisz ale to
                            niewykonalne. I jeszcze jedno: czesc naukowcow zwyczajnie sie nie zgodzi na
                            publikacje czegokolwiek w necie ze wzgledu na traktowanie tego tekstu jako
                            bezpanskiego.
                            • matmis Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 10.09.06, 22:07
                              Z jednym się zgodzę - taki trend jeśli powstanie (a już są o tym dość poważne
                              dyskusje) to prędzej rozwinie się wśród naukowców-informatyków niż tych od
                              pedagogiki :-)

                              Z resztą Twoich uwag mógłbym śmiało polemizować, ale nie zrobię tego, ponieważ
                              to co piszesz nie bardzo się ma do tego co ja napisałem w przedpoście.

                              Dla kontrastu przytoczę inspirujący pomysł: program, darmowy, który znajduje
                              wszystkie naukowe pliki (.ps, .pdf) na twoim dysku, rozpoznaje je automatycznie
                              i organizuje w przyjemny sposób. Oraz pozwala zamieszczać swoje komentarze do
                              tych papierów i współdzielić je z naukowcami których uważasz za znajomych.
                              Jeszcze czegoś takiego nie ma, ale może powstać, a wtedy się przyjmie w
                              naturalny sposób. Niezależnie od tego, jak bardzo wpływowe jest lobby
                              bibliotekarzy i wydawców.
                              • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 10.09.06, 22:27
                                Czyli nie bardzo zrozumiales. Chodzilo nie o nowinki ktore opisujesz (vide
                                program - pisalem ze przyszlosc maja systemy ulatwiajace dostep do informacji
                                wiec nie kapuje co chcesz mi udowodnic, google desktop robi to juz w calkiem
                                fajny sposob z np plikami worda i pdf i to od bodajze 2 lat). Chodzilo o
                                podejscie m.in. duzej czesci ludzi od pedagogiki i nie tylko.

                                PS, do Twojej wiadomosci - poza byciem pedagogiem jestem tez informatykiem.
                                Miedzy innymi potrafie sie odniesc do tematu.

                                > Z resztą Twoich uwag mógłbym śmiało polemizować, ale nie zrobię tego, ponieważ
                                > to co piszesz nie bardzo się ma do tego co ja napisałem w przedpoście.

                                E tam. Tak samo olalem Twoje technikalia jak Ty moje podejscie humanistyczne.
                                • matmis Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 11.09.06, 03:26
                                  Ja generalnie zlewam większość tej dyskusji, bo nie mam czasu, żeby wszystko
                                  komentować ze swojego punktu widzenia - to forum nie jest aż tak bardzo
                                  wpływowe, żeby było warto. Tak tylko szkicuję pewne futurystyczne perspektywy.
                                  Jak to powiedział W. Gibson "the future is already here, it's just not evenly
                                  distributed".

                                  Podejście ludzi od pedagogiki (i nie tylko) jestem w stanie sobie wyobrazić, ten
                                  fundamentalny opór ducha przed zmianami. A zatem dla kontrastu pokazuje, że są
                                  drogi zmian, które nie atakują tego oporu centralnie, tylko robią swoje i go
                                  omijają.

                                  A Google Desktop nie robi tego tak co ja mam na myśli, bo ani nie jest
                                  specjalnie nastawiony na dokumenty akademickie, ani nie ma elementów
                                  współdzielenia informacji ze znajomymi. Pomyśl raczej o Picasa/Flickr, ale nie
                                  do zdjęć, tylko do papierów naukowych.
                                  • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 11.09.06, 09:02
                                    matmis napisał:

                                    > Ja generalnie zlewam większość tej dyskusji, bo nie mam czasu, żeby wszystko
                                    > komentować ze swojego punktu widzenia - to forum nie jest aż tak bardzo
                                    > wpływowe, żeby było warto. Tak tylko szkicuję pewne futurystyczne perspektywy.
                                    > Jak to powiedział W. Gibson "the future is already here, it's just not evenly
                                    > distributed".

                                    Tu se zaczynam zgadzac.
                                    >
                                    > Podejście ludzi od pedagogiki (i nie tylko) jestem w stanie sobie wyobrazić, te
                                    > n
                                    > fundamentalny opór ducha przed zmianami. A zatem dla kontrastu pokazuje, że są
                                    > drogi zmian, które nie atakują tego oporu centralnie, tylko robią swoje i go
                                    > omijają.

                                    Nikt nie mowil ze nie mozna, mozna a nawet trzeba, byle bez narzucania, a to nie
                                    zawsze jest taie oczywiste.

                                    > A Google Desktop nie robi tego tak co ja mam na myśli, bo ani nie jest
                                    > specjalnie nastawiony na dokumenty akademickie, ani nie ma elementów
                                    > współdzielenia informacji ze znajomymi. Pomyśl raczej o Picasa/Flickr, ale nie
                                    > do zdjęć, tylko do papierów naukowych.

                                    No racja ale nie bardzo o to mi chodzilo. Po prostu narzedzie, ktorego z
                                    powodzeniam mozna uzywac jest olewane, mimo ze g. desktop jest dosc mocno
                                    promowane. W tym kontekscie to pisalem - humanisci nie potrzbuja wypasionych
                                    technologii a te juz sa, tylko ze korzysta znikoma ilosc. Dlatego ja nie neguje
                                    tego co piszesz tylko odnosze do tego co napisales w pierwonym podwatku - ze
                                    bach bach kilka klikanascie lat i wszyscy beda happy bo wszyscy bedziemy
                                    blogowac i publikowac w internecie. Ja tylko podkreslam ze to moze trwac i
                                    troche dluzej, i z troche mniejszym hurraoptymizmem, co wynika z troski o jakosc
                                    tej informacji. No i sposob jej podawania, ale to juz nie ten temat i nie ta
                                    dyskusja.
                                    • matmis Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 12.09.06, 20:51
                                      Ja ani nikt z moich znajomych nie używamy Google Desktop, może z przyczyn np.
                                      ochrony prywatności, może dlatego że jest to zbyt ogólne narzędzie, i że jeszcze
                                      nie wiadomo co w tym jeszcze będzie z całym "dobrodziejstwem inwentarza".

                                      Tak naprawdę wcale nie jestem hurraoptymistyczny. Wręcz przeciwnie, prowadzi
                                      mnie to do poglądów pesymistyczno-realistyczny.

                                      No bo tak: zanim osiągnę jakąś tzw. "dojrzałość naukową" (w Polsce, powiedzmy,
                                      habilitację), to sporo w mojej dziedzinie naukowej może się zmienić
                                      diametralnie, jeśli chodzi o ocenianie, społeczność, metody uprawiania nauki.
                                      Wobec tego nie ma sensu nastawiać się na robienie badań pod kątem obecnie
                                      przydzielanych punktów oraz obliczanych cytowań, z nadzieją, że kiedyś tam
                                      będzie można spoczywać na laurach.

                                      Wręcz przeciwnie, lepiej od razu zabrać się za rozwiązywanie problemów, które
                                      rzeczywiście mają jakieś znaczenie. Co jest trudniejsze psychologicznie - żeby
                                      powstrzymywać się od robienia drobiazgów, a za to czekać aż znajdzie się dobry
                                      pomysł, tym bardziej że nie ma i nie będzie jednoznacznych kryteriów na
                                      określenie który pomysł jest "dobry".
                • flamengista Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 07.09.06, 18:17
                  > Dodaj tylko ze "ekstra" znaczy dobry tekst a nie znany autor, a zgodze sie
                  > calkowicie.
                  "ekstra" = dobry tekst w dobrym czasopiśmie

                  > Ja jeszcze nie dotarlem do etapu gdzie swoj dorobek musze przeliczac na punkty.
                  Ale ja też nie. Po prostu liczę, ile wniosę "w wianie" mojej jednostce. W tym
                  roku będzie tego sporo, może załapię się na jakąś nagrodę;)

                  > Doswiadczenie tu wiec mam male. Tylko Tak wlasnie mi przyszlo na mysl, czy ma
                  > sens czekac 2-3 lata na publikacje istotnego dla nauki tekstu, skoro on jest
                  > taki istotny?
                  Wiesz, to już nie te czasy kiedy Kopernik dokonywał swoich odkryć. Jeśli wpadłeś
                  na coś szalenie ciekawego i chcesz się tym podzielić z innymi - to sens jest to
                  dać do czasopisma poczytnego. W przeciwnym wypadku twój genialny nawet tekst
                  przeczyta kilkanaście osób. Bo nakład czasopism z listy A to góra 200 szt., z
                  czego 50 trafia do bibliotek na półkę, reszta gnije w magazynach.

                  Publikując w polskich czasopismach masz niewielkie szanse na rozgłos i dyskusję
                  naukową. O ile ze sławy można jeszcze zrezygnować, to z dyskusji już nie. Bo jak
                  się masz dowiedzieć, czy twoje odkrycie jest genialne czy też wręcz przeciwnie?
                  Przecież konferencje nie wystarczą, bo tam nie ma czasu na dyskusję.

                  Dlatego trudno - trzeba próbować i wysyłać tekst do journali. Przy czym
                  oczywiście dopiero wtedy, gdy się jest w miarę pewnym jego jakości. Przyznam
                  otwarcie, ze na razie nie dorosłem do publikacji w takim Journal of Development
                  Economics. Ale to żadna ujma, bo 99% polskich ekonomistów też nie dorosło;)
                  • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 08.09.06, 09:07
                    flamengista napisał:


                    > Wiesz, to już nie te czasy kiedy Kopernik dokonywał swoich odkryć. Jeśli wpadłe
                    > ś
                    > na coś szalenie ciekawego i chcesz się tym podzielić z innymi - to sens jest to
                    > dać do czasopisma poczytnego. W przeciwnym wypadku twój genialny nawet tekst
                    > przeczyta kilkanaście osób. Bo nakład czasopism z listy A to góra 200 szt., z
                    > czego 50 trafia do bibliotek na półkę, reszta gnije w magazynach.

                    Pieknie ujete ale nie wiesz o tym, ze akurat z tych i to nie 50 ale duzo duzo
                    mniej aktywnych ludzi w mojej broszce czyta i te nasze polskie teksty i te 2
                    pisemka z LF. Na krajowym podworku to kompletnie nie ma znaczenia gdzie ja to
                    opublikuje. Co do "odkryc" to hauki humanistyczne to generalnie nie jes fabryka
                    patentow czy innowacji a mozliwosc eksplorowania czegos co sie samodzielnie
                    wymyslilo jest de facto luksusem ktory ma niewielu. Moim zdaniem tutaj kwestia
                    'istotnosci' tekstu jest potwierdzona ilosca cytowan w sensie pozytywnym (tzn
                    bez negowania). A publikacja tego w krajowych journalach*** przynajmniej na
                    naszym polskim poletku bylaby dla mnie o wiele wieksza korzyscia. I chyba
                    dokladnie tak by bylo u Ciebie, do LF bys raczej wyslal cos w desen
                    'sprawozdania' co robisz, jakie wnioski i jaka przyszlosc, z zaproszeniem do
                    dyskusji.

                    > Dlatego trudno - trzeba próbować i wysyłać tekst do journali. Przy czym
                    > oczywiście dopiero wtedy, gdy się jest w miarę pewnym jego jakości. Przyznam
                    > otwarcie, ze na razie nie dorosłem do publikacji w takim Journal of Development
                    > Economics. Ale to żadna ujma, bo 99% polskich ekonomistów też nie dorosło;)

                    U mnie to samo :D

                    *** Wracajac do tematu czyli kompromitacji ministerstwa lub nie to mnie to
                    gladka ryba bo dla mnie tak jak i dla duzej czesci osob *nie* ma znaczenia, w
                    sensie bez posredniego przelozenia na cokowliek w ich sytuacji. A same
                    klasyfikacje sa debilne z tego powodu ze kazdemu moze cos nie pasic, zawsze sie
                    daje znalezc cos w czym jestesmy lepsi od innej uczelni. Ale czy tak czy inaczej
                    to ergo jest takie ze pracujemy sami na siebie, ocena uczelni moze co najwyzej
                    powiedziec nam czy to uczelnia nas ciagnie czy my ja ;))) I w takim ukladzie
                    moze to i ma sens ale juz na pewno nie dzielic kase na tych kryteriach. Dla mnie
                    i nie tylko dla mnie kluczowa kompromitacja naszej nauki jest brak sensownego
                    miejsca w ktorym mozemy podac swoje teksty pod rzeczowa krytyke *bez* marnowania
                    na to roku czy dwoch tylko po to by miec jakies "punkty" za publikacje. A niech
                    bedzie chocby jeden, a nawet i wogole, dla mnie sukces jest wtedy gdy inni
                    zaczna mnie cytowac.

                    • rootka Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 08.09.06, 10:03
                      ambitnym trzeba byc i tyle. skoro tak malo ludzi zajumje sie Twoja dzialka
                      (jednak zawsze mi sie wydawalo ze pedagogow jest masa..) to tym bardziej wychyl
                      nos za polskie granice. powtarzasz ze brakuje Ci rzeczowej krytyki, otrzymasz
                      taka z zagranicznych czasopism! Twoje teksty przeczytaja ludzie, ktorzy Cie nie
                      znaja i nie ocenia Cie na podstawie tego czy ladnie sie usmiechasz. ze trwa to 3
                      lata, to moim zdaniem troche przesada. kilka miesiecy trzeba poczekac, ale nie
                      widze w tym wielkiego problemu, przeciez w miedzyczasie nie zapomniesz tego, co
                      wymysliles. jesli chcesz byc czytany i cytowany, jesli uwazasz ze masz cos
                      istotnego do powiedzenia, nie ograniczaj sie do sterylnego srodowiska w Polsce i
                      polskich malo poczytnych czasopism.
                    • flamengista Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 08.09.06, 15:23
                      > Pieknie ujete ale nie wiesz o tym, ze akurat z tych i to nie 50 ale duzo duzo
                      > mniej aktywnych ludzi w mojej broszce czyta i te nasze polskie teksty i te 2
                      > pisemka z LF.
                      W Polsce na pewno. W świecie - no, tego nie byłbym juz taki pewien. Ale jeśli
                      będziemy się tylko odnosić do polskiego srodowiska naukowego, to daleko nie
                      zajdziemy.

                      > Na krajowym podworku to kompletnie nie ma znaczenia gdzie ja to
                      > opublikuje.
                      No ma, bo mogą być to Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Zieleniogórskiego, ablo np.
                      Ekonomista. Jakaś różnica jednak jest;)

                      > Co do "odkryc" to hauki humanistyczne to generalnie nie jes fabryka
                      > patentow czy innowacji a mozliwosc eksplorowania czegos co sie samodzielnie
                      > wymyslilo jest de facto luksusem ktory ma niewielu.
                      Mam rodziców-humanistów i wiem na czym to polega. Niemniej i oni starają się o
                      publikacje zagraniczne - dla większej nobilitacji i by zwyczajnie podwyższyc
                      sobie poprzeczkę.

                      > Moim zdaniem tutaj kwestia
                      > 'istotnosci' tekstu jest potwierdzona ilosca cytowan w sensie pozytywnym (tzn
                      > bez negowania).
                      Dobrze, ze o tym wspomniałeś. Często ci z największą ilością cytowań napisali
                      największe bzdury, wyśmiewane potem przez innych;)

                      > A publikacja tego w krajowych journalach*** przynajmniej na
                      > naszym polskim poletku bylaby dla mnie o wiele wieksza korzyscia.
                      Niewątpliwie publikacja w każdym lepszym czasopiśmie zagranicznym jest w Polsce
                      traktowana z podziwem - więc korzyść z tego większa.

                      > I chyba
                      > dokladnie tak by bylo u Ciebie, do LF bys raczej wyslal cos w desen
                      > 'sprawozdania' co robisz, jakie wnioski i jaka przyszlosc, z zaproszeniem do
                      > dyskusji.
                      DO LF nie wysyła się przed wszystkim "przeglądówek" (są małe wyjatki, np.
                      Journal of Economic Literature), tylko "twardy" tekst. U nas musi on zawierać
                      opis pewnego zjawiska za pomocą sformalizowanego modelu matematycznego, a
                      następnie wyniki badań empirycznych. Ew. sama teoria, ale musi być to coś
                      naprawdę dobrego.

                      > U mnie to samo :D
                      No widzisz. Tyle że ja nie ukrywam, że liczę na to, że w przyszłosci osiągnę
                      poziom pozwalający na wysłanie pracy do czołowych journali. Tyle że teraz jest
                      na to troche za wcześnie.

                      > *** Wracajac do tematu czyli kompromitacji ministerstwa lub nie to mnie to
                      > gladka ryba bo dla mnie tak jak i dla duzej czesci osob *nie* ma znaczenia, w
                      > sensie bez posredniego przelozenia na cokowliek w ich sytuacji.
                      Ale przecież ma! Bo niższa kategoria to mniejsze pieniądze na badania statutowe
                      i naukę wogóle. Nie chcesz chyba, by odmówiono ci pieniędzy na konferencję, lub
                      kazano czekać z obroną, bo nie ma pieniędzy na recenzentów;)

                      > A same
                      > klasyfikacje sa debilne z tego powodu ze kazdemu moze cos nie pasic, zawsze
                      > sie daje znalezc cos w czym jestesmy lepsi od innej uczelni.
                      Klasyfikacje nie są debilne! Chodzi o to, by marne pieniądze na naukę w Polsce
                      nie były marnotrawione. Najwyższa pora skończyć z maksymą "wszytkim po równo -
                      więc damy g.no". Ci, co są bardziej efektywni, powinni dostawać więcej,
                      darmozjady - mniej albo wcale.
                      Problem w tym, by stworzyć w miarę sprawiedliwy system oceny.

                      > Ale czy tak czy
                      > inaczej
                      > to ergo jest takie ze pracujemy sami na siebie, ocena uczelni moze co najwyzej
                      > powiedziec nam czy to uczelnia nas ciagnie czy my ja ;)))
                      To nie jest wcale takie banalne. Jeśli ty ciagniesz uczelnię, to twoja pozycja z
                      czasem (bo standardy europejskie powoli i u nas się pojawiają) będzie
                      mocniejsza. Wiadomo, liczyć się nadal będą układziki, ale jeśli ktoś będzie
                      silny naukowo, to przynajmniej będzie miał spokój.

                      > I w takim ukladzie
                      > moze to i ma sens ale juz na pewno nie dzielic kase na tych kryteriach.
                      Owszem, niemniej kasę trzeba dzielić w inny sposób niż dotychczas. Jej jest
                      mało, to prawda - ale i tak jest marnotrawiona. Po kiego grzyba badania
                      statutowe - to jest głupota. A już szczególnie w takich "mocarnych" ośrodkach
                      jak Uniwersytet Opolski, Warmińsko-Mazurski czy Akademia Świętokrzyska.

                      > Dla mnie i nie tylko dla mnie kluczowa kompromitacja naszej nauki jest brak
                      >sensownego miejsca w ktorym mozemy podac swoje teksty pod rzeczowa krytyke
                      >*bez* marnowania na to roku czy dwoch tylko po to by miec jakies "punkty" za
                      >publikacje.
                      Mnie się marzy elektroniczna baza czasopism, przynajmniej dawnej listy A i B, z
                      tekstami dostępnymi za darmo w pdf-ie. A także darmowe czasopisma internetowe
                      RECENZOWANE. Oczywiście po polsku.

                      • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 08.09.06, 16:30
                        flamengista napisał:

                        > > Na krajowym podworku to kompletnie nie ma znaczenia gdzie ja to
                        > > opublikuje.
                        > No ma, bo mogą być to Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Zieleniogórskiego, ablo np.
                        > Ekonomista. Jakaś różnica jednak jest;)

                        No ale ja nie mowie krajowy = lokalna gazetka na prowincji :)

                        > > Moim zdaniem tutaj kwestia
                        > > 'istotnosci' tekstu jest potwierdzona ilosca cytowan w sensie pozytywnym
                        > (tzn
                        > > bez negowania).
                        > Dobrze, ze o tym wspomniałeś. Często ci z największą ilością cytowań napisali
                        > największe bzdury, wyśmiewane potem przez innych;)

                        Moze u Ciebie. U nas sie takich zlewa totalnie.

                        > > I chyba
                        > > dokladnie tak by bylo u Ciebie, do LF bys raczej wyslal cos w desen
                        > > 'sprawozdania' co robisz, jakie wnioski i jaka przyszlosc, z zaproszeniem
                        > do
                        > > dyskusji.
                        > DO LF nie wysyła się przed wszystkim "przeglądówek" (są małe wyjatki, np.
                        > Journal of Economic Literature), tylko "twardy" tekst. U nas musi on zawierać
                        > opis pewnego zjawiska za pomocą sformalizowanego modelu matematycznego, a
                        > następnie wyniki badań empirycznych. Ew. sama teoria, ale musi być to coś
                        > naprawdę dobrego.

                        No swietnie. Czyli ze *Ty* we wlasnej osobie wstrzymasz to co chcesz oglosic w
                        "twardym" tekscie na 2-3 latka w imie nazwiska w jakims journalu? Zakladam ze
                        nie bedziesz robic autoplagiatu.


                        >
                        > > *** Wracajac do tematu czyli kompromitacji ministerstwa lub nie to mnie t
                        > o
                        > > gladka ryba bo dla mnie tak jak i dla duzej czesci osob *nie* ma znaczeni
                        > a, w
                        > > sensie bez posredniego przelozenia na cokowliek w ich sytuacji.
                        > Ale przecież ma! Bo niższa kategoria to mniejsze pieniądze na badania statutowe
                        > i naukę wogóle. Nie chcesz chyba, by odmówiono ci pieniędzy na konferencję, lub
                        > kazano czekać z obroną, bo nie ma pieniędzy na recenzentów;)

                        Za konfernecje (raczej "konferencje") place sam. Tak samo za przewod, recenzje,
                        obrone itd. Dzienni poowinni miec to wliczone w odpracowane roboczogodziny.
                        Sorry ale tu mnie nie przekonasz. Przytocze taka anegdote ze kierownik narzeka
                        na fizykow bo potrzebuja drogich maszyn komputerow, labow, a tacy matematycy
                        potrzebuja tylko papieru, olowkow i koszy na smiecie, a jeszcze lepiej
                        filozofowie, ktorzy potrzebuja tylko papieru i olowkow. "Kasa na badania" gdzie
                        badania sa robione w szkole za rogiem to jest zwykla kpina. A tak wyglada sporo
                        badan w mojej dzialce. Dlatego to zalezy od dziedziny ale tak naprawde to od
                        koncowej oferty w postaci konkretnego produktu i bynajmniej nie edukacyjnego.

                        >
                        > > A same
                        > > klasyfikacje sa debilne z tego powodu ze kazdemu moze cos nie pasic, zaws
                        > ze
                        > > sie daje znalezc cos w czym jestesmy lepsi od innej uczelni.
                        > Klasyfikacje nie są debilne! Chodzi o to, by marne pieniądze na naukę w Polsce
                        > nie były marnotrawione. Najwyższa pora skończyć z maksymą "wszytkim po równo -
                        > więc damy g.no". Ci, co są bardziej efektywni, powinni dostawać więcej,
                        > darmozjady - mniej albo wcale.

                        Nie zrozumiales. Debilne bo roznica miedzy dwoma kaatedrami tego samego w
                        sasiednich miastach moze byc taka ze jedna jest wybitnym osrodkiem teoretycznym
                        a druga ma wybitnych dydaktykow. Zakladamy ze cala reszta jest w idealnej
                        proporcji 1:1 to zaproponuj "niedebilna" klasyfikacje.

                        > Problem w tym, by stworzyć w miarę sprawiedliwy system oceny.

                        I to jest wlasnie to o czym mowie.

                        >
                        > > Ale czy tak czy
                        > > inaczej
                        > > to ergo jest takie ze pracujemy sami na siebie, ocena uczelni moze co naj
                        > wyzej
                        > > powiedziec nam czy to uczelnia nas ciagnie czy my ja ;)))
                        > To nie jest wcale takie banalne. Jeśli ty ciagniesz uczelnię, to twoja pozycja
                        > z
                        > czasem (bo standardy europejskie powoli i u nas się pojawiają) będzie
                        > mocniejsza. Wiadomo, liczyć się nadal będą układziki, ale jeśli ktoś będzie
                        > silny naukowo, to przynajmniej będzie miał spokój.

                        Widzisz jesli masz podejscie typu 'wszystko zle i do tego kasy malo' to chyba ne
                        ma sensu dyskutowac.

                        >
                        > > I w takim ukladzie
                        > > moze to i ma sens ale juz na pewno nie dzielic kase na tych kryteriach.
                        > Owszem, niemniej kasę trzeba dzielić w inny sposób niż dotychczas. Jej jest
                        > mało, to prawda - ale i tak jest marnotrawiona. Po kiego grzyba badania
                        > statutowe - to jest głupota. A już szczególnie w takich "mocarnych" ośrodkach
                        > jak Uniwersytet Opolski, Warmińsko-Mazurski czy Akademia Świętokrzyska.

                        No i co? Zabrac im kase, kadre przepedzic a tereny zaorac?

                        • carnivore69 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 08.09.06, 17:34
                          Kolega rzeczywiscie chyba dzis dosc niewyspany... ;-)

                          Ale do rzeczy:

                          > No swietnie. Czyli ze *Ty* we wlasnej osobie wstrzymasz to co chcesz oglosic w
                          > "twardym" tekscie na 2-3 latka w imie nazwiska w jakims journalu? Zakladam ze
                          > nie bedziesz robic autoplagiatu.

                          Dlaczego wstrzymywac? Wystarczy wrzucic na swoja strone www, zaprezentowac na
                          konferencji/-ach o zasiegu porownywanym z rozwazanym czasopismem (jesli mialo
                          byc krajowe, to niech bedzie krajowe), wyslac paru osobom z prosba o feedback i
                          tak wlasnie srodowisko sie dowie. A rownolegle mozna czekac te 2-3 lata i
                          liczyc na hit miedzynarodowy.

                          > Nie zrozumiales. Debilne bo roznica miedzy dwoma kaatedrami tego samego w
                          > sasiednich miastach moze byc taka ze jedna jest wybitnym osrodkiem
                          > teoretycznym a druga ma wybitnych dydaktykow. Zakladamy ze cala reszta jest w
                          > idealnej proporcji 1:1 to zaproponuj "niedebilna" klasyfikacje.

                          Osrodek "teoretyczny" zgarnia cala kase z puli pieniedzy na badania,
                          a "dydaktyczny" z zupelnie innej (o ktorej w tym watku nie mowimy) - zwiazanej
                          np. z liczba studentow chcacych w tym osrodku studiowac. Plus ten ostatni
                          w "idealnym systemie" ustala sobie wysokie czesne, adekwatne do jakosci owej
                          dydaktyki.

                          > No i co? Zabrac im kase, kadre przepedzic a tereny zaorac?

                          Jesli osrodki kiepskie (nie odnosze sie do wymienionych), to wystarczy przestac
                          pompowac kase. Nawet nikogo przepedzac ani tym bardziej orac nie trzeba bedzie.

                          Pzdr.
                          • niewyspany77 Re: ale czemu to rozumiesz w ten sposób? 08.09.06, 17:55
                            carnivore69 napisał:

                            > Kolega rzeczywiscie chyba dzis dosc niewyspany... ;-)

                            Srednio :D

                            To co pisze wynika z kilku lat postronnych obserwacji i tyle. Watek byl o
                            kompromitacji ministerstwa a nie wiadomo czemu zszedl na moje podejscie do
                            publikacji. Moglbym napisac tu fajny esej na ten temat ale zaczynam miec to w
                            nosie, bo widze ze moje prywatne krytyczne spojrzenie w dodatku na moja dzialke
                            a nie na wasza staje sie powoli dla was pozywka do bicia we mnie jak w stary
                            bembenek. A czy ja cos narzucam?

                            Zyczylbym wam takiego krytycznego spojrzenia na wlasne podworko jaki i ja mam.
                        • flamengista Re: 08.09.06, 22:52
                          "Moze u Ciebie. U nas sie takich zlewa totalnie"
                          Nie zrozumiałeś. Jeśli ktoś znajdzie się na czasopiśmie z LF i w jego tekście
                          znajdą się błęy, ma jak w banku wielka ilośc cytowań. Bo pojawi się z 20 tekstów
                          ten błąd poprawiajacych.

                          "No swietnie. Czyli ze *Ty* we wlasnej osobie wstrzymasz to co chcesz oglosic w
                          "twardym" tekscie na 2-3 latka w imie nazwiska w jakims journalu? Zakladam ze
                          nie bedziesz robic autoplagiatu"
                          Mam zamiar zrobić w takiej sytuacji tzw. working paper dostępny w necie, a na
                          publikację spokojnie poczekać. I to nie dwa-trzy lata. To idzie na ogół trochę
                          szybciej. 2-3 lata to w Polsce. A czasem 4-5;)

                          "Za konfernecje (raczej "konferencje") place sam. Tak samo za przewod, recenzje,
                          obrone itd."
                          (opad szczeny w dół) Cóż, podziwiam cię;)

                          A co do kasy na badania - tu nie chodzi o odczynniki czy kosztowną aparaturę, bo
                          i w ekonomii takiej nie potrzebujemy. Ale o dostęp do fachowej literatury i baz
                          danych. A subskrypcja kosztuje.

                          " Nie zrozumiales. Debilne bo roznica miedzy dwoma kaatedrami tego samego w
                          sasiednich miastach moze byc taka ze jedna jest wybitnym osrodkiem teoretycznym
                          a druga ma wybitnych dydaktykow. Zakladamy ze cala reszta jest w idealnej
                          proporcji 1:1 to zaproponuj "niedebilna" klasyfikacje"
                          Ale przecież środki na badania naukowe i na studentów (dydaktykę) to zupełnie
                          dwie różne rzeczy. Na razie próbuje się rozdzielać z funduszy naukowych więcej
                          dla tych, co maja lepsze wyniki (naukowe). To chyba nie jest złe... Dobrze by
                          też było, gdyby podobnie było z dydaktyką - ci co są w tym najlepsi powinni
                          dostawać więcej pieniędzy.

                          " Widzisz jesli masz podejscie typu 'wszystko zle i do tego kasy malo' to chyba
                          nie ma sensu dyskutowac"
                          Ale wręcz przeciwnie;) To, że jestem nadal w kraju świadczy o moim niegasnącym
                          (wciąż) optymiźmie, porównywalnym jedynie z postawą kibica polskiej
                          reprezentacji piłkarskiej (którym też jestem). Mimo, że próba MNiSW skończyłą
                          sie na razie kompromitacją, sama próba wskazuje przynajniej na dobre intencje.
                          Wreszcie zrozumiano, że należy odejśc od zasady dla wszystkich po równo i więcej
                          dawać lepszym. Słowem jest szansa, że będą wprowadzane zasady zdrowej konkurencji.

                          "No i co? Zabrac im kase, kadre przepedzic a tereny zaorac?"
                          A skąd! I peryferyjne ośrodki są potrzebne. Ale one mogą funkcjonować przy
                          znacznie mniejszych nakładach na naukę. W takiej Akademii Świętokrzyskiej gównie
                          zajmują się dydaktyką - i na tym powinni się skoncentrować, skoro są za słabi na
                          zajmowanie się poważnie badaniami.
                          Powtarzam - chodzi tylko o to, by te niewielkie środki jak najefektywniej
                          dystrybuować.
                          • niewyspany77 Re: 09.09.06, 08:35
                            flamengista napisał:

                            > "Moze u Ciebie. U nas sie takich zlewa totalnie"
                            > Nie zrozumiałeś. Jeśli ktoś znajdzie się na czasopiśmie z LF i w jego tekście
                            > znajdą się błęy, ma jak w banku wielka ilośc cytowań. Bo pojawi się z 20 tekstó
                            > w
                            > ten błąd poprawiajacych.

                            No ok, tu sie zgadzam w calej rozciaglosci. Tylko ze chyba nie chcesz takich
                            cytowan, co? ;>

                            > "No swietnie. Czyli ze *Ty* we wlasnej osobie wstrzymasz to co chcesz oglosic w
                            > "twardym" tekscie na 2-3 latka w imie nazwiska w jakims journalu? Zakladam ze
                            > nie bedziesz robic autoplagiatu"
                            > Mam zamiar zrobić w takiej sytuacji tzw. working paper dostępny w necie, a na
                            > publikację spokojnie poczekać. I to nie dwa-trzy lata. To idzie na ogół trochę
                            > szybciej. 2-3 lata to w Polsce. A czasem 4-5;)

                            Dlatego caly czas mowie - ja bym takie odkrycie opublikowal w PL, w takim
                            pismie, gdzie mam szanse na w miare sensowny czas publikacji. Tez tak samo moge
                            udostepnic po wydaniu pelny tekst w pdf w pl i eng, czemu nie. Natomiast
                            zagranice mozna poinformowac i zaprosic do dyskusji np za pomoca artykulu ktory
                            nazywasz 'twardym' - niekoniecznie mam cos oglaszac ale po prostu zrobic jakies
                            badania ktore to co robie potwierdzaja.

                            > "Za konfernecje (raczej "konferencje") place sam. Tak samo za przewod, recenzje
                            > ,
                            > obrone itd."
                            > (opad szczeny w dół) Cóż, podziwiam cię;)

                            To nie sa takie olbrzymie sumy.

                            > A co do kasy na badania - tu nie chodzi o odczynniki czy kosztowną aparaturę, b
                            > o
                            > i w ekonomii takiej nie potrzebujemy. Ale o dostęp do fachowej literatury i ba
                            > z
                            > danych. A subskrypcja kosztuje.

                            I my tez. A to nie sa miliony.

                            > " Nie zrozumiales. Debilne bo roznica miedzy dwoma kaatedrami tego samego w
                            > sasiednich miastach moze byc taka ze jedna jest wybitnym osrodkiem teoretycznym
                            > a druga ma wybitnych dydaktykow. Zakladamy ze cala reszta jest w idealnej
                            > proporcji 1:1 to zaproponuj "niedebilna" klasyfikacje"
                            > Ale przecież środki na badania naukowe i na studentów (dydaktykę) to zupełnie
                            > dwie różne rzeczy. Na razie próbuje się rozdzielać z funduszy naukowych więcej
                            > dla tych, co maja lepsze wyniki (naukowe). To chyba nie jest złe... Dobrze by
                            > też było, gdyby podobnie było z dydaktyką - ci co są w tym najlepsi powinni
                            > dostawać więcej pieniędzy.

                            Ale mowisz tu o kasie na jakies badania czy do kabzy?

                            > " Widzisz jesli masz podejscie typu 'wszystko zle i do tego kasy malo' to chyba
                            > nie ma sensu dyskutowac"
                            > Ale wręcz przeciwnie;) To, że jestem nadal w kraju świadczy o moim niegasnącym
                            > (wciąż) optymiźmie,

                            Bzdura, zona Cie trzyma, chcesz linka do posta na tym forum w ktorym to
                            stwierdziles? ;>

                            > "No i co? Zabrac im kase, kadre przepedzic a tereny zaorac?"
                            > A skąd! I peryferyjne ośrodki są potrzebne. Ale one mogą funkcjonować przy
                            > znacznie mniejszych nakładach na naukę. W takiej Akademii Świętokrzyskiej gówni
                            > e
                            > zajmują się dydaktyką - i na tym powinni się skoncentrować, skoro są za słabi n
                            > a
                            > zajmowanie się poważnie badaniami.
                            > Powtarzam - chodzi tylko o to, by te niewielkie środki jak najefektywniej
                            > dystrybuować.

                            No widzisz, fajnie ze zauwazasz ze pomijajac kase na kade, budynki i ich
                            utrzymanie srodki na badania sa niewielkie. Problem tylko w tym ze skoro do
                            Twojego szczescia wystarcza tyllko literatura i dostep do platnych serwisow to
                            bedzie to identyczne tak samo czy bys pracowal na sgh, uw, ug, umk czy tej
                            akademii swietokrzyskiej ktorej sie tak uczepiles. Dlatego tez ja uwazam troszke
                            inaczej - moze i te lokalne akademie nie sa az takie superanckie, tyle ze
                            zabranie im tych niewielkiech srodkow zdegraduje ich do tej samej roli ktore
                            robia 'wyzsze szkoly czegostam gdziestam'. A chyba o to chodzi zeby ludzie
                            ktorzy chocby proboja zajmowac sie nauka i badaniami, nie mogac pracowac w tzw
                            'renomowanej' uczelni, mieli dostep do tego co i Ty.
                            • flamengista Re: 09.09.06, 11:26
                              > No ok, tu sie zgadzam w calej rozciaglosci. Tylko ze chyba nie chcesz takich
                              > cytowan, co? ;>
                              Teoretycznie nikt nie chce. Ale jeśli wpiszesz czyjeś nazwisko w google scholar,
                              sprawdzisz cytowania - to przynajmniej na początku przy dużej ilości stwierdzasz
                              mimowolnie - no, to jest coś. A pozory mylą;)

                              > Dlatego caly czas mowie - ja bym takie odkrycie opublikowal w PL, w takim
                              > pismie, gdzie mam szanse na w miare sensowny czas publikacji.
                              Takich czasopism w Polsce praktycznie nie ma. Norma to rok-półtora czasu od
                              złożenia do publikacji. Ja na jeden czekałem 3,5 roku, w międzyczasie arykuł tak
                              się zestarzał ze można go spokojnie wyrzucić do kosza.

                              > Tez tak samo moge
                              > udostepnic po wydaniu pelny tekst w pdf w pl i eng, czemu nie.
                              No ale ja mówiłem o podaniu w pdf-ie PRZED wydaniem w journalu! A robi się tak
                              przede wszystkim po to, by ktoś cię nie wyprzedził. Bo w working paperze
                              podajesz datę publikacji i masz już zaklepane pierwszeństwo.

                              >
                              Natomiast
                              > zagranice mozna poinformowac i zaprosic do dyskusji np za pomoca artykulu ktory
                              > nazywasz 'twardym' - niekoniecznie mam cos oglaszac ale po prostu zrobic jakies
                              > badania ktore to co robie potwierdzaja.
                              Ale zastanów się - kto przyjmie do druku w journalu artykuł dotyczący samych
                              badań, potwierdzający prawidłowości zawarte w modelu, który w tekście opisany
                              jest bardzo skrótowo, a pełny jego opis znajduje się jedynie w polskim czasopiśmie?

                              > To nie sa takie olbrzymie sumy.
                              Konferencje można czasem znaleźć za darmo, ale na ogół to kilkaset złotych.
                              Najczęściej 600-800 zł z a średnią konferencję. Za najlepsze krajowe jeszcze więcej.
                              Jeśli chodzi o opłatę recenzji - minimum 1 tys zł od sztuki, plus koszty
                              delegacji. W sumie trudno się zmieścić poniżej 4 tys.
                              Moim zdaniem to całkiem sporo pieniędzy/


                              > I my tez. A to nie sa miliony.
                              Nie wiem, jak jest w pedagogice. Ale dostęp do bazy zawierającej większość
                              istotnych czasopism (a raczej do baz, bo nikt nie oferuje wszystkich journali -
                              te związane są z wielkimi koncernami wydawniczymi) to - uwzględniając nawet
                              zniżkę dla transitional countries (która wkrótce się skończy!) - to olbrzymie
                              koszty. Liczone conajmniej w setkach, jeśli nie milionach złotych.

                              > Ale mowisz tu o kasie na jakies badania czy do kabzy?
                              Ale skąd! Na szczęście w zeszłym roku zlikwidowano ostatnią furtkę pozwalającą
                              na wypłacenie pieniędzy dla pracownika z badań statutowych. Nie, chodzi o kasę
                              wyłącznie na naukę - kupno książek, laptopów, oprogramowania, subskrypcję
                              czasopism, opłatę członkostwa w organizacjach naukowych, wyjazdy konferencyjne.

                              > Bzdura, zona Cie trzyma, chcesz linka do posta na tym forum w ktorym to
                              > stwierdziles? ;>
                              Jasne, że żona mnie trzyma. Ale gdybym miał szefa-tyrana, który uniemożliwiałby
                              mi rozwój naukowy, do tegopracował w uczelni nie majacej dobrej biblioteki i
                              płacącej śmieszne pieniądze - to bym jednak zastanawiał się nad wyjazdem. Mimo
                              wszystko.
                              Tymczasem wcale nie jest tak źle. Po prostu nie możesz brać mojego narzekania
                              poważnie, bo jestem urodzonym pesymistą;) No i w zeszłym tygodniu miałe
                              prawdziwego doła, bo z danych wychodzi na razie jedna wielka k.pa:/

                              > No widzisz, fajnie ze zauwazasz ze pomijajac kase na kade, budynki i ich
                              > utrzymanie srodki na badania sa niewielkie.
                              Owszem, są niewielkie - ale i tak są źle wydawane! I dlatego zgadzam sie ze
                              zdaniem autorów z NFA - najpierw trzeba mądrzej dzielić istniejące środki, a
                              dopiero potem walczyć o ich zwiększenie. Bo na razie nawet te mizerne środki są
                              w większości marnotrawione.

                              > Problem tylko w tym ze skoro do
                              > Twojego szczescia wystarcza tyllko literatura i dostep do platnych serwisow to
                              > bedzie to identyczne tak samo czy bys pracowal na sgh, uw, ug, umk czy tej
                              > akademii swietokrzyskiej ktorej sie tak uczepiles.
                              Żartujesz;) Po pierwsze: do mojego szczęścia nie wystarczy jedynie literatura i
                              czasopisma, ale i staże badawcze conajmniej raz na dwa lata (raz na 5 lat wyjazd
                              conajmniej półroczny). Po drugie: jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości, to
                              sprawdź dostęp do czasopism na SGH i UW i porównaj je z dostępem do czasopism z
                              tej samej dyscypliny na Akademii Świętokrzyskiej.


                              > Dlatego tez ja uwazam troszke
                              > inaczej - moze i te lokalne akademie nie sa az takie superanckie, tyle ze
                              > zabranie im tych niewielkiech srodkow zdegraduje ich do tej samej roli ktore
                              > robia 'wyzsze szkoly czegostam gdziestam'. A chyba o to chodzi zeby ludzie
                              > ktorzy chocby proboja zajmowac sie nauka i badaniami, nie mogac pracowac w tzw
                              > 'renomowanej' uczelni, mieli dostep do tego co i Ty.
                              Ale one juz dawno zdegradowały się do tej roli! Tylko, że stanowią nieuczciwą
                              konkurencję, bo swój produkt edukacyjny w dużej mierze mogą oferować za darmo
                              (studia dzienne). A "wyzsze szkoly czegostam gdziestam" tego nie mogą robić. Za
                              to niektóre od pewnego czasu zaczęły dbać o rozwój kadry i powoli widać tego efekty.
                              W nauce musi istnieć choć trochę zdrowej konkurencji, bo inaczej obowiązuje
                              zasada "czy się stoi, czy się leży".

                              Zrozum, pracuję w jednej z "najlepszych uczelni ekonomicznych" w tym kraju.
                              Słyszę to hasło jak mantrę od czasów studenckich. Na ogół oznacza to miejsce 2-4
                              w Polsce. Przywiązałem się do tej uczelni, pracuję na niej - nic więc dziwnego,
                              ze zależy mi na jej rozwoju. W końcu i od tego zależy mój rozwój jako naukowca.

                              Tyle że "czołówka polska" oznacza "peryferia europejskie", nie mówiąc już o
                              nauce światowej. Nasza ekonomia jest gorsza nawet od ekonomii niektórych krajów
                              trzeciego świata (np. Brazylii). Swoje zrobił komunizm, ale i ostatnie 17 lat
                              które zostały zmarnowane.

                              Coś z tym marazmem naukowym trzeba zrobić i zmobilizować ludzi do cięższej pracy
                              naukowej. Bo oni ciężko pracują, tylko że nie tam gdzie trzeba. Jako dydaktycy w
                              3-4 "wyzszych szkolach czegostam gdziestam".

                              Dlatego nie interesuje mnie zachowanie status quo. Chcę większej konkurencji
                              międzyuczelnianej, bo tylko ona pozwoli naszej ekonomii (nauce) na powolne
                              zbliżanie się do poziomu przynajmniej europejskiego. Oczywiście wiąże sie to z
                              ryzykiem - przecież nie mam żadnej gwarancji, że moja uczelnia okaże się do tego
                              wyścigu przygotowana i zostaniemy daleko w tyle, wyprzedzeni nawet przez tą
                              przykładową Akademię Świętokrzyską. Ale przynajmniej warto spróbować.
                                • niewyspany77 Re: 09.09.06, 12:31
                                  rootka napisała:

                                  > flamengista dobrze gada :)

                                  Ano. Czyli kazdy kto pracuje na uczelni nizej niz 'renomowana' a juz nie daj
                                  boze wogole nie pracuje na zadnej uczelni to jest pasozyt i tylko zabiera kase
                                  renomowanym, bo nie robi nic. Flamengista zapomina ze sa ludzie ktorzy proboja
                                  cos zrobic nawet z niczego, nie majac dostepu do wypasionych bibliotek i baz
                                  danych. I "awans" z niczego na asystenta np na takiej akademii swietokrzyskiej,
                                  takze z nadzieja na dostep do bibliotek i baz, jest osiagnieciem zerowym.

                                  To co pisze flamengista to jest zwykle dbanie o wlasna zagrode, i z nauka ma
                                  luzne zwiazki. Nauka i to ta prawdziwa nauka nie moze byc oganiczana do stricte
                                  wlasnego podworka. To co proponuje flamengista robi z silnych osrodkow
                                  silniejsze a ze slabszych-jeszcze slabsze. Mowie tu o potencjale, jaki dana
                                  uczelnia jest w stanie zaoferowac pracownikowi/studentowi.

                                  Z mojej strony koniec watku bo jak zwykle bedzie kolejne re: i ze zle ze nie tak
                                  itd. Mnie to juz nie bawi. A lepiejwiedziacym zycze mieszkania w Polsce C, 100
                                  km do senswonej biblioteki, pisania doktoratu z ksiazek ktore sie samemu kupi,
                                  bez dostepu do jakiejkolwiek platnej bazy, na free pdf-ach z netu, za wszystko
                                  placac samemu. Da sie i to calkiem sukcesywnie. "Renomowanemu towarzystwu"
                                  sugeruje zdjecie klapek z oczu i chocby odrobiny empatii.
                                  • rootka Re: 09.09.06, 12:56
                                    wiesz niewyspany, ja tez bym sie chetnie zamknela w dzikiej bieszczadzkiej
                                    gluszy i pisala sobie prace na lonie natury, ale skoro chce napisac dobra prace,
                                    to jestem gdzies indziej i nie narzekam ze panstwo slabo finansuje Uniwersytet
                                    Rzeszowski.

                                    wierze ze jest ciezko i zycze Ci powodzenia!
                                    ja jednak poszlam na latwizne :)
                                  • flamengista nikogo nie chciałem urazić 09.09.06, 14:01
                                    a odnoszę wrażenie, że tak się stało w twoim przypadku.

                                    > Ano. Czyli kazdy kto pracuje na uczelni nizej niz 'renomowana' a juz nie daj
                                    > boze wogole nie pracuje na zadnej uczelni to jest pasozyt i tylko zabiera kase
                                    > renomowanym, bo nie robi nic.
                                    Jejku, gdzie coś takiego napisałem???
                                    Chcę tylko zdrowej struktury nauki w Polsce - kilka naprawdę silnych ośrodków w
                                    każdej dziedzinie + reszta. Ci z "reszty' niech sobie pracują naukowo, ile im
                                    się żywnie podoba. Z resztą jeśli będą dobrzy, to pewnie te czołowe osrodki
                                    kiedyś o nic się upomnią. A w dodatku jeśli te najlepsze osrodki będą miały
                                    większe pieniądze, to po książki nie trzeba będzie jeździć do Berlina. Wystarczy
                                    Poznań, Warszawa, Kraków, Wrocław czy Katowice.
                                    Nie pisałem też o całkowitym zabieraniu im pieniędzy na naukę. Tylko o
                                    sensowniejszym podziale tego, co obecnie mamy do rozdysponowania.

                                    > To co pisze flamengista to jest zwykle dbanie o wlasna zagrode, i z nauka ma
                                    > luzne zwiazki.
                                    Dlaczego? Przecież wyraźnie napisałem, ze wiąże sie z ryzykiem. Takie prawo na
                                    UJ - myśleli, ze sama tradycja wystarczy by nic nie robiąc mieć zawsze 1
                                    kategorię. A tu taka niespodzianka. Tymczasem istniejący kilka lat
                                    "prowincjonalny" Uniwersytet Opolski dostał 1 kategorię. Czyli nikt nie stoi na
                                    straconej pozycji.
                                    Przecież głupotą jest być niesamowicie pewnym siebie i sądzić, że zawsze
                                    będziemy od tej Akademii Świętokrzyskiej lepsi. Jeśli oni będą nadal równie
                                    pracowici i wytrwali, za jakieś 10 lat mogą nas przegonić.

                                    > Nauka i to ta prawdziwa nauka nie moze byc oganiczana do stricte
                                    > wlasnego podworka.
                                    Tak, dokładnie. Dlatego musimy wreszcie patrzeć się po za krajowe podwórko i
                                    spojrzeć prawdzie w oczy. Jesteśmy 100 lat za Murzynami. Pora wreszcie zacząć
                                    rywalizację (na razie skazaną na niepowodzenie) ze światem. A nie oglądać się na
                                    to, czy jesteśmy lepsi w rankingu Wprost od Poznania, czy też nie.

                                    To co proponuje flamengista robi z silnych osrodkow
                                    > silniejsze a ze slabszych-jeszcze slabsze. Mowie tu o potencjale, jaki dana
                                    > uczelnia jest w stanie zaoferowac pracownikowi/studentowi.
                                    I tu masz rację. Chcę, by wreszcie powstawały silne uczelnie, które będą mogły
                                    po jakimś czasie osiągnąć średnioeuropejski poziom. Przy czym wcale słabsze na
                                    dziś dzień uczelnie nie są skazane na niepowodzenie. Wszystko zależy od
                                    mentalności ich rektorów i determinacji kadry. Może być więc tak, że ambitni
                                    ekonomiści z Białegostoku czy Zielonej Góry szybciej dostosują się do zmian.

                                    Szkoda, że nie chcesz dalej rozmawiać, bo ta dyskusja jest naprawdę ciekawa.

                                    Widzisz, przynajmniej mam wreszcie punkt widzenia kogoś - jak sam ująłeś z
                                    Polski C. Przyznaję, troche głupio sie poczułem, tak samo jak kiedyś sam w
                                    rozmowie z Dunią, która miała program zaorania polskiej nauki i posypania jej
                                    solą, mówiąc że u nas wszystko do d...

                                    Przy czym ja się za "renomowane towarzystwo" wcale nie uważam:/ Każdy dzień
                                    spędzony na doktoracie, każdy przeczytany artykuł w porządnym journalu to ciężka
                                    i bolesna lekcja pokory. Jeśli rozpoczynając studia magisterskie miałem jeszcze
                                    jakieś złudzenia co do stanu polskiej nauki, to teraz nie mam już żadnych. Czeka
                                    nas praca u podstaw, co w pewnym sensie jest pasjonujące;)

                                    > A lepiejwiedziacym zycze mieszkania w Polsce C, 100
                                    > km do senswonej biblioteki, pisania doktoratu z ksiazek ktore sie samemu kupi,
                                    > bez dostepu do jakiejkolwiek platnej bazy, na free pdf-ach z netu, za wszystko
                                    > placac samemu. Da sie i to calkiem sukcesywnie. "Renomowanemu towarzystwu"
                                    > sugeruje zdjecie klapek z oczu i chocby odrobiny empatii.
                                    Pocieszę cię. Przez 3 lata asystentury dostałem 3 książki, większośc kupiłem
                                    sam. Sporą część artykułów do doktoratu potrzebnych (niezbędnych) zdobyłem nie
                                    ściągając je z naszych baz, a bezpośrednio od autorów, lub dzięki uprzejmości
                                    kolegów robiących doktorat za granicą. Za członkostwo w organizacjach płacę sam,
                                    bo nie ma na to pieniędzy.

                                    I to wszystko na "renomowanej" uczelni.

                                    Więc też chyba możesz zrozumieć mój punkt widzenia. chcę, że powoli zaczęło się
                                    dziać u nas normalniej.
    • flamengista a może jednak kompromitacji nie będzie:) 20.09.06, 12:20
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060920/kraj/kraj_a_10.html
      Szczególnie ten fragment jest ciekawy:
      "ministerstwo kończy już prace nad nowym algorytmem, na podstawie którego będą
      wyliczane dotacje dla poszczególnych uczelni. Do tej pory przy dzieleniu
      pieniędzy z budżetu brano pod uwagę liczbę studentów, pracowników, profesorów
      tytularnych. Teraz równie ważne będą sukcesy badawcze, publikacje w
      zagranicznych pismach naukowych, wymiana międzynarodowa studentów. - Nowy system
      będzie premiował najlepsze szkoły wyższe"

      Czyżby początki zdrowej konkurencji w nauce?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka