Dodaj do ulubionych

"praktyki dydaktyczne"

08.11.06, 23:12
Cześć

Jestem doktorantem na III roku na UJ. Gdy w październiku zawitałem na
uczelnie, powitała mnie radosna nowina. Od lipca każdy doktorant UJ jest
zobowiązany do prowadzenia 90h _bezpłatnych_ "praktyk" dydaktycznych rocznie.
Miałem swoje zgłoszone kursy, i okazało się że nie dostanę za nie pieniędzy.
Co więcej, teoretycznie powinienem ich zrobić więcej, bo minimum wynosi 90 godzin.

Stypendia nie wchodzą w gre bo na UJ tylko około 5% doktorantów ma stypendia
(na wiecej uczelnia nie ma kasy; np. u mnie w zakładzie nikt nie ma stypy).

Uczelnia w ogloszeniu uzasadnia praktyki tym, ze wynikają one z nowej ustawy o
szkolnictwie wyższym.

Chciałbym więc Was zapytac czy u Was tez tak jest? czy wszyscy doktoranci bez
stypendium w Polsce musza odbebniac darmowe zajecia? czy to tylko
interpretacja UJ-otu i podcieranie sobie tyłka ustawą?

to sie troche robi paranoiczne, bo nie dosc ze nie mam szans na stypendium,
nie dosc ze musze pracowac zeby moc studiowac na dr-ckich (a mam z tym sporo
roboty), to jeszcze uczelnia wymaga ode mnie niewolnictwa.

pozdrawiam wszystkich forumowiczów
Kuba
Obserwuj wątek
    • mathilda2 Re: "praktyki dydaktyczne" 08.11.06, 23:23
      Witam,
      Jestem na 1 roku i musze społecznie odrobić dokłądnie tyle samo godzin.
      Stypendiow doktoranckich na 1 roku nie mamy, zostało socjalne, ktorego jeszcze
      nie ma, a jego wysokość - jak zapowiedziano - ma być żenująco niska. Łącznie
      pracy zawodowej (czytaj: zarobkowej) ze studiami stanowi problem do tego
      stopnia, że nie wiem czy nie bede musiała sobie tych studiów w ogole odpuścić.No
      nic, pożyjemy, zobaczymy...
      Pozdrawiam
      • niewyspany77 Re: "praktyki dydaktyczne" 09.11.06, 02:26
        mathilda2 napisała:

        > Łącznie
        > pracy zawodowej (czytaj: zarobkowej) ze studiami stanowi problem do tego
        > stopnia, że nie wiem czy nie bede musiała sobie tych studiów w ogole odpuścić.N
        > o
        > nic, pożyjemy, zobaczymy...

        Przejdz na wolna stope. pracujesz do woli, doktorat ten sam, koszt wszystkiego
        to kilka typowych pensji blefra ale nie masz noza na gardle czyli terminow.
    • katriel Re: "praktyki dydaktyczne" 09.11.06, 01:30
      Ustawa o szkolnictwie wyższym stanowi:

      "Art 197/3. Doktoranci mają także obowiązek odbywania praktyk zawodowych w
      formie prowadzenia zajęć dydaktycznych lub uczestniczenia w ich prowadzeniu.
      Maksymalny wymiar zajęć dydaktycznych prowadzonych przez uczestników studiów
      doktoranckich nie może przekraczać 90 godzin dydaktycznych rocznie."

      Z całą pewnością uczelnia ma prawo ograniczyć wymiar praktyk odbywanych przez
      doktorantów grubo poniżej tych 90 godzin rocznie. Na przykład w IM PAN kilka lat
      temu wymagano tylko 30 godzin dydaktycznych przez całe studia (a stypendium
      dawali, i to niezłe!). Takie coś z całą pewnością byłoby zgodne z ustawą - i
      pewnie byłoby do przyjęcia również dla bezstypendiowców.

      Nie jest dla mnie jasne, czy można obciąć godziny dydaktyczne do zera. UWr chyba
      uważa, że tak, bo w regulaminie studiów doktoranckich ma napisane:

      "§ 19.1. Jeżeli wymaga tego specyfika kierunku studiów doktoranckich uczestnicy
      studiów mogą byc zwolnieni z obowiązku prowadzenia zajęć dydaktycznych, pod
      warunkiem udzialu w zajęciach dydaktycznych prowadzonych przez innych
      nauczycieli akademickich. Zwolnienie to może dotyczy uczestników:
      1/ I roku studiów doktoranckich,
      2/ nie pobierających stypendium doktoranckiego,
      3/ VIII semestru w przypadku terminowego zakończenia przewodu doktorskiego,
      4/ posiadających zgodę Rektora na przedłużenie studiów doktoranckich.
      2. Decyzję o zwolnieniu podejmuje Dziekan Wydzialu (Dyrektor Instytutu) w
      porozumieniu z Kierownikiem studiów doktoranckich."

      W IM UWr do tej pory mieliśmy tylko doktorantów ze stypendiami (i oni uczyli).
      Teraz się przymierzamy, żeby to zmienić, ale mówi się o płaceniu
      bezstypendiowcom za uczenie na umowę zlecenia. Zawsze by parę groszy wpadło.
      • kasiamat00 Re: "praktyki dydaktyczne" 09.11.06, 11:39
        MIMUW - bezstypendialni nie prowadza nic, chyba ze sami cos chca,
        stypendialni prowadza do 60 h/rok (albo i mniej - ja mam 45h/rok, w tym 15 mocno
        naciagane) na I-III roku, na IV nic

        IMPAN - stypendialni z pierwszego roku tez prowadza 60 h/rok, starsi nie wiem
      • flamengista wszystko jasne 09.11.06, 13:03
        Obowiązek prowadzenia zajęć jest wpisany w ustawę - max 90h rocznie. To już jest
        skandalem, bo asystenci i adiunkci mają pensum max 240 h. Ale oni mają płacone
        pensje, większość doktorantów nawet na studiach nie ma nawet stypendium!

        Uczestnicy studiów doktoranckich "mogą, ale nie muszą" być zwolnieni z obowiązku
        prowadzenia zajęć.

        W praktyce takie uczelnie jak UJ, gdzie chętnych na doktoranckie jest więcej niż
        miejsc bezczelnie nadużywają swoje uprawnienia. Czyli 90 h zajęć jest z urzędu
        dla wszystkich, dopiero gdy się wystąpi z podaniem o zwolnienie z tego obowiązku
        MOŻE łaskawie się zgodzą na obniżkę.

        Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym praktycznie zlikwidowała posadę asystenta -
        uczelniom opłaca się bardziej obrabiać zajęcia doktorantami, których w każdej
        chwili mogą się pozbyć i którzy są znacznie mniej samodzielni niż własni pracownicy.

        A na UJ oczywiście doktoranci robią znacznie więcej, niż 90 h. Za resztę się im
        płaci, ale stawki są groszowe (wiem, bo sam miałem wątpliwą "okazję" prowadzenia
        tam zajęć).
    • malluch Re: "praktyki dydaktyczne" 09.11.06, 09:44
      Na PWr.:
      90h/rok obowiązuje tylko doktorantów, którzy mają stypendium doktoranckie
      30h/rok dla tych bez stypendium

      U nas jazdy się zaczęły jak się okazało, że ludzie, którzy specjalnie zrobili
      360h wcześniej, żeby mieć spokój np. na 4. roku nie będa mieli ich zaliczonych
      (a zapłacić im też nie można, bo nie można podpisywać umów wstecznych) - przy
      okazji oznacza to, że wtym roku znów obowiązuje - 90h. Na szczęście (po
      burzliwych dyskusjach) wszytsko się dobrze skończyło, ale są to ustalnie tylko
      na ten rok...
    • gosiah.n Re: "praktyki dydaktyczne" 13.11.06, 09:24
      u nas też mamy do "wyrobienia" 90 godzin w roku, a najlepsze jest to, ze
      brakuje dla nas grup;)) totalna pomyłka.. musimy prosić, zeby ktoś wział nas na
      tzw. współprowadzącego, co w praktyce sprowadza się do chodzenia lub nie na
      dane zajęcia i odsiadywania w ławce.
      • aphoper1 Re: "praktyki dydaktyczne" 17.11.06, 07:42
        Na mojej uczelni jest za malo cwiczen do obstawienia przez doktorantow, nawet
        tych ze stypendium, przez co promotor moze ustalic "sluzbe zastepcza"... No a
        niestety - przynajmniej w moim przypadku - uzyl chyba jakiegos wygorowanego
        przelicznika;)
        Pozdrawiam:)
    • natalicja Re: "praktyki dydaktyczne" 18.11.06, 12:20
      Czesc,
      Wejdz na strone www.doktoranci.uj.edu.pl, tam sa zebrane wsyzstkie ustalenia dotyczące godzin i ewentualnych wynagrodzeń za nie, regulaminy U nas na informatyce mimo braku ludzi do zajęc bezstypendialni mają pensum 60 godzin.

      Znalazłam nową uchwałę senatu UJ, a w zasadzie załącznik do niej, czyli regulamin studiów; wklejam fragment paragrafu "Obowiązki doktoranta":
      d) prowadzenie zajec dydaktycznych lub uczestniczenie w nich w wymiarze
      nieprzekraczajacym 90 godzin w skali roku akademickiego,
      Więc za cokolwiek więcej muszą Ci zapłacić - niestety stawka jest smieszna 30 pln/godzina, na umowie o dzieło. A Ty nie musisz się na dodatkowe zajęcia zgadzać.
    • jancio.wodnik Re: "praktyki dydaktyczne" 19.11.06, 19:09
      No dobra, ale na jakiej podstawie uważacie, że wam się nalezą darmowe studia
      doktoranckie? Jabyście robili doktorat w USA, UK lub Australii musielibyście
      placić regularne czesne, chyba że mielibyście stypendium. Pracując spolecznie
      odpracowujecie czesne i tyle.
      • flamengista dobre:-) 20.11.06, 16:09
        Darmowe - czyli opłacane z podatków, które i doktorant płaci.
        Do tego należało by skomentować poziom większości studiów, szczególnie jakość
        prowadzonych zajęć i czas poświęcany studentom.
        Słowem można dojść do wniosku że relacja jakość-cena jest mniej korzystna u nas,
        niż na Zachodzie. I to mimo "darmowych" studiów.

        W USA i UK może trzeba płacić czesne, ale coś za coś. W zamian zdobywa się
        faktyczną wiedzę, cenioną na rynku pracy.
        • jancio.wodnik Re: dobre:-) 20.11.06, 16:21
          > W USA i UK może trzeba płacić czesne, ale coś za coś. W zamian zdobywa się
          > faktyczną wiedzę, cenioną na rynku pracy.

          Żeby polskie studia doktoranckie mogły kształcić specjalistów cenionych na
          rynku pracy to przede wszystkim ten rynek musiałby inaczej wyglądać:P Trudno
          robić doktorat z obsługi kasy w Tesco lub wykładania towarów na pułki w
          Biedronce.

          Jasne, że osoba prowadząca zajęcia za darmochę nie będzie się do nich
          przykłądać. Pisałem już o tym swego czasu,tyle że benificjentom tego stystemu,
          czyli tzw. "samodzielnym pracownikom naukowym" nie zależy na poziomie
          nauczania. Sami dają przykład swoim "zaangażowaniem" w opiekę nad doktorantami
          i tak się kręci kółko miernoty i niekompetencji.

          Co do darmowych studiów to podtrzymuje, że one się nie należą. Draństwem jest
          tylko:
          a) działanie nowych regulamonów wstecz
          b) brak możliwości wyboru między opłata a odrabianiem pańszczyzny

          Poziom nauki polskiej i dydaktyki w szkołach wyższych to inna bajka.
      • aiczka Re: "praktyki dydaktyczne" 21.11.06, 10:28
        Moim zdaniem kwestię tego, kto komu płaci za studiowanie reguluje (albo powinien
        regulować) rynek.
        Są ludzie, którzy są gotowi płacić za studia np. z dziedziny ekonomii, prawa,
        psychologii.
        Z drugiej strony są instytuty naukowe, które potrzebują studentów studiów
        różnych stopni po to, żeby ktoś prowadził w nich badania naukowe i było czyim
        być opiekunem (co jest potrzebne do osiągania kolejnych stopni kariery).
        Studia różnego rodzaju wymagają różnych nakładów pracy i pracy o różnym
        charakterze.
        Decydować powinna kwestia "komu bardziej zależy". Największe kłopoty powstają w
        przypadku dziedzin, w których jest ona nieco niejasna. Choć oczywiście nie tylko
        tam.
        • jancio.wodnik Re: "praktyki dydaktyczne" 21.11.06, 11:08
          Osobiście uważam, że byłoby lepiej gdyby zostawiono stanowisko asystenta
          obsadzane w wyniku konkursu, a oprócz tego utworzono płatne studia doktoranckie
          (ew. zmożliwością odpracowania czesnego) dla tych,którz na asystenture się
          niedostaną. Obecnie praktycznie nie ma oferty dla zdolnych absolwentów, którzy
          chcieliby zająć się nauką, bo te całe studia doktoranckie to kompletny szajs.
          • niewyspany77 Re: "praktyki dydaktyczne" 21.11.06, 11:23
            jancio.wodnik napisał:

            > Osobiście uważam, że byłoby lepiej gdyby zostawiono stanowisko asystenta
            > obsadzane w wyniku konkursu, a oprócz tego utworzono płatne studia doktoranckie
            >
            > (ew. zmożliwością odpracowania czesnego) dla tych,którz na asystenture się
            > niedostaną. Obecnie praktycznie nie ma oferty dla zdolnych absolwentów, którzy
            > chcieliby zająć się nauką, bo te całe studia doktoranckie to kompletny szajs.

            Bingo. Plus stypendium tylko dla najlepszych, z jawnymi ale i wysoko
            zawieszonymi kryteriami. Skonczylo by sie moze trakotwanie doktoratu jako 4 lat
            studenckiego zycia za kase porywnywalna do zarobkow nauczyciela. Oczywiscie,
            praca na rzecz uczelni a szczegolnie ta dydaktyczna powinna byc placona.

            Asystenta mozna jeszcze darowac, problem w tym ze jesli doktor pracuje na 3
            etatach to gdzie mlodzi doktorzy maja zaczac swoj start? Po cholere ksztalcic 30
            dziennych na roku jak wiadomo ze robote aklepana ma 2-3?

            W niektorych diedzinach dziennych byc nie powinno. Konkret - doktor pedagogiki
            bez zadnej praktyki to jak erotoman ale tylko gawedziarz.

            I jeszcze jedno. Jesli dana osoba studiuje "dla przyjemnosci", w sensie
            zapotrzebowanie na rynku pracy zadne i na 99% wiadomo ze bedzie bezrobocie albo
            przekwalifikowanie sie, to takie cos juz zdecydowanie nie powinno byc bezplatne.
          • tlenek_wegla Przypomnialo mi sie 21.11.06, 16:55

            Czytam posty jancia i przypomnial mi sie tekst z filmu (Jancio Wodnik) Kiedy
            Jancio siedzial sobie na lawce, podchodzi Linda i mowi:

            "
            -Co robisz Jancio

            --Cofam czas..."

            Nie wiem dlaczego ale bardzo mi sie ten fragment spodobal


            Co do tematu- studia nie sa darmowe. Sa oplacane z podatkow wszystkich
            pracujacycch, kupujacych, pijacych i palacych obywateli.

            My nie uwazamy, ze naleza nam sie darmowe studia. Tak mowi ustawa zasadnicza
            zwana Konstytucja.
            jak sobie wyobrazasz sytuacje, kiedy honorowy doktorant "dzienny" po konkursie
            oswiadcza, ze on bedzie placil, bo uwaza, ze darmowe doktoranckie sa nie fair.

            Ja nie potrawie sobie tego wyobrazic. Do tego trzeba zmiany wszystkich
            przepisow o szkolnictwie wyzszym i do tego Konstytucji.

            Wiec dajmy sibie spokoj z "darmowoscia/platnoscia studiow. Studenci taki system
            szkolnictwa zastali i co maja robic? Czekac az sie zmieni i dopiero wtedy
            zaczac studia... Paranoja
            • jancio.wodnik Re: Przypomnialo mi sie 21.11.06, 17:21
              Jak się ma wg ciebie 90 h rocznie pracy pańszczyźnianej do idei darmowych
              studiów? To jest w istocie ukryta opłata, ergo: studia są płatne. Obowązek
              bezpłatnych "praktyk" jest więc sprzeczny z konstytucją.

              Konstytucja nie zabrania otwierania płatnych studiów zaocznych i wieczorowych.
              • tlenek_wegla Re: Przypomnialo mi sie 21.11.06, 17:28

                Odpowiadam tylko na zadane przez Ciebie pytanie

                "No dobra, ale na jakiej podstawie uważacie, że wam się nalezą darmowe studia
                doktoranckie? Jabyście robili doktorat w USA, UK lub Australii musielibyście
                placić regularne czesne, chyba że mielibyście stypendium. Pracując spolecznie
                odpracowujecie czesne i tyle. "

                Czyzbys zmienil zdanie i zaczal popierac studia "darmowe inaczej"??

                >Jak się ma wg ciebie 90 h rocznie pracy pańszczyźnianej do idei darmowych
                > studiów? To jest w istocie ukryta opłata, ergo: studia są płatne. Obowązek
                > bezpłatnych "praktyk" jest więc sprzeczny z konstytucją.

                Tutaj pelna zgoda. Tylko nie mnie o tym dyskutowac, gdyz nie jestem
                beneficjentem zadnej polskiej uczelni.

                Pozdrawiam
                • jancio.wodnik Re: Przypomnialo mi sie 21.11.06, 17:46
                  tlenek_wegla napisała:

                  >
                  > Odpowiadam tylko na zadane przez Ciebie pytanie
                  >
                  > "No dobra, ale na jakiej podstawie uważacie, że wam się nalezą darmowe studia
                  > doktoranckie? Jabyście robili doktorat w USA, UK lub Australii musielibyście
                  > placić regularne czesne, chyba że mielibyście stypendium. Pracując spolecznie
                  > odpracowujecie czesne i tyle. "
                  >
                  > Czyzbys zmienil zdanie i zaczal popierac studia "darmowe inaczej"??

                  Swoje zdanie napisałem: jestem za przywróceniem stanowiska asystenta
                  obsadzanego w wyniku konkursu, oprócz tego płatne studia doktoranckie. Nie ma
                  sensu marnować pieniędzy podatnika na masowe kształcenie nikomu niepotrzebnych
                  specjalistów.
                  >
                  > >Jak się ma wg ciebie 90 h rocznie pracy pańszczyźnianej do idei darmowych
                  > > studiów? To jest w istocie ukryta opłata, ergo: studia są płatne. Obowąze
                  > k
                  > > bezpłatnych "praktyk" jest więc sprzeczny z konstytucją.
                  >
                  > Tutaj pelna zgoda. Tylko nie mnie o tym dyskutowac, gdyz nie jestem
                  > beneficjentem zadnej polskiej uczelni.
                  >
                  > Pozdrawiam
                  • tlenek_wegla Re: Przypomnialo mi sie 21.11.06, 18:13
                    Pozwole sie z Toba nie zgodzic.

                    Fakt ksztalcenia niepotrzebnych specjalistow jest efektem bledu systemu
                    akredytacji i idacych za nim pieniedzy. Oczywiscie nie jest to jedynaprzyczyna.
                    Wiele postulatow zmian znajdziesz na NFA.

                    Reforma tego systemu szkolnistwa wyzszego moze przyniesc wiele dobrego.

                    Niestety nie wszystkie amerykanskie rozwiazania dadza sie przeniesc na grunt
                    polski. Model anglosaski jakkolwiek dobry i skuteczny w warunkach pelnego
                    wolnego rynku u nas traci troche racji bytu.

                    Dlatego zmiana studiow doktoranckich na odplatne to juz rewolucja.

                    Do tego musialbys miec poparcie zdolne zmienic Konstytucje. I nieziele dobrego
                    by z tego przyszlo. jelsi nie zmienic statusu i plac doktoranta. Nie zmienic
                    systemu naborow podatnego na nepotyzm i oszustwo.

                    Nie wiem jak to jest u Ciebie. W mojej dziedzinie - biologia molekularna -
                    studia sa b. kosztowne. Ciekawe jakim cudem ma je oplacic doktorant,
                    jesli "stypendium" wynosi max 1300 zl i nie jest to nawet umowa o prace zeby
                    dostac kredyt?!
                    Nie ma co wspominac o stypendiach dla zdolnych, wiadomo, ze takich nie ma.
                    Doktorant to wyrobnik za najnizsza stawke i tak w obecnym systemie sie
                    utrwalilo.

                    Jakos bogate kraje Unii i USA potrafia wykorzystac potencjal mlodych (programy
                    doktoranckie finansowane w Niemczech, postdocki, itp). Nikt nie mysli, zebby
                    takiego czlowieka, ktory przeszedl geste sito selekcji gdzies odsylac.
                    U nas doktorant nadal jest tylko najtanszym pracownikiem technicznym. Technik
                    kosztowalby o wiele wiecej dlatego stanowiska te sa likwidowane. Ich obowiazki
                    przejmuja doktoranci.

                    Zeby zmuszac doktoranta do placenia za studia trzeba ogromnych zmian.





                    • jancio.wodnik Re: Przypomnialo mi sie 21.11.06, 18:35
                      tlenek_wegla napisała:

                      > Pozwole sie z Toba nie zgodzic.
                      >
                      > Fakt ksztalcenia niepotrzebnych specjalistow jest efektem bledu systemu
                      > akredytacji i idacych za nim pieniedzy. Oczywiscie nie jest to
                      jedynaprzyczyna.
                      >
                      > Wiele postulatow zmian znajdziesz na NFA.
                      >
                      > Reforma tego systemu szkolnistwa wyzszego moze przyniesc wiele dobrego.
                      >
                      > Niestety nie wszystkie amerykanskie rozwiazania dadza sie przeniesc na grunt
                      > polski. Model anglosaski jakkolwiek dobry i skuteczny w warunkach pelnego
                      > wolnego rynku u nas traci troche racji bytu.
                      >
                      > Dlatego zmiana studiow doktoranckich na odplatne to juz rewolucja.

                      Te studia de facto SĄ płatne,tylko nazywają się bezpłatnymi.

                      Pisze, przecież ze najlepszym należy zapewnić możliwie dobre warunki bytowe -
                      status pracownika i umowa na czas określony to dużo lepsze warunki, niż student
                      ze stypendium.

                      Specjaliści z dziedzin ścisłych jeszcze stosunkowo rzadko lądują na bezrobociu,
                      choćby z powodu możliwości wyjazdu za granicę. Nauki humanistyczne to inna
                      bajka, przykładowo znam 2 akademiki, w których w administracji pracują doktorzy
                      nauk humanistycznych,robią to samo co ludzie tylko po maturze. Nie należy
                      kształcic więcej spacjalistów, niż rynek może wchłonąć, bo stopień doktora się
                      deprecjonuje tak samo jak magistra. Jeśli te tłumy historyków,filologów,itp.
                      chcą się koniecznie doktoryzować niech to robią za własne pieniądze.


                      > Do tego musialbys miec poparcie zdolne zmienic Konstytucje. I nieziele
                      dobrego
                      >
                      > by z tego przyszlo. jelsi nie zmienic statusu i plac doktoranta. Nie zmienic
                      > systemu naborow podatnego na nepotyzm i oszustwo.
                      >
                      > Nie wiem jak to jest u Ciebie. W mojej dziedzinie - biologia molekularna -
                      > studia sa b. kosztowne. Ciekawe jakim cudem ma je oplacic doktorant,
                      > jesli "stypendium" wynosi max 1300 zl i nie jest to nawet umowa o prace zeby
                      > dostac kredyt?!
                      > Nie ma co wspominac o stypendiach dla zdolnych, wiadomo, ze takich nie ma.
                      > Doktorant to wyrobnik za najnizsza stawke i tak w obecnym systemie sie
                      > utrwalilo.
                      >
                      > Jakos bogate kraje Unii i USA potrafia wykorzystac potencjal mlodych
                      (programy
                      > doktoranckie finansowane w Niemczech, postdocki, itp). Nikt nie mysli, zebby
                      > takiego czlowieka, ktory przeszedl geste sito selekcji gdzies odsylac.
                      > U nas doktorant nadal jest tylko najtanszym pracownikiem technicznym. Technik
                      > kosztowalby o wiele wiecej dlatego stanowiska te sa likwidowane. Ich
                      obowiazki
                      > przejmuja doktoranci.
                      >
                      > Zeby zmuszac doktoranta do placenia za studia trzeba ogromnych zmian.
                      >
                      >
                      >
                      >
                      >
                      • tlenek_wegla Byc moze mam spaczona wizje doktora 21.11.06, 18:40

                        Dla mnie doktoranckie to wlasnie studia przyrodnicze. Takie zboczenie zawodowe.

                        W tej kwestii tez pozwole sie nie zgodzic. czesto laduja na bezrobociu.

                        O ile taki magister/doktor nauk humanistycznych jest w stanie skonczyc w
                        akademiku, to genetyka juz tam nie zatrudnia. jego jedyna nadzieja jest alma
                        mater i praca naukowa.

                        Wybacz, ale wyjazd to akurat dosyc drastyczny krok i jest to raczej porazka
                        systemu polskiego. kto inwestuje tyle lat w czlowieka, zeby pozniej odwrocic
                        sie do niego plecami i miec cicha nadzieje, ze wyjedzie??

                        twoich postulatow odnosnie uposazenia doktorantow nie widzialem. odnosilem sie
                        do tekstu, ktory zacytowalem w calosci kilka postow wyzej. brzmial jak totalna
                        zmiana punktu widzenia.
                        • niewyspany77 Re: Byc moze mam spaczona wizje doktora 21.11.06, 19:07
                          tlenek_wegla napisała:

                          > Wybacz, ale wyjazd to akurat dosyc drastyczny krok i jest to raczej porazka
                          > systemu polskiego.

                          Z Twojego punktu widzenia, jako ze doktoranckie kojarza Ci sie z przyrodniczymi
                          - doloz jeszcze to, ze niektorzy wyjazd widza jako cel sam w sobie. mgr,
                          doktorant "stypendialny" i hyzia w swiat robic kase. Polski podatnik placi i
                          polski podatni g* z tego ma. Humanistycznym jakby ciezej wyjechac.

                          Ergo: postulat ograniczenia naboru humanistow jest sensowny, ale ktora uczelnia
                          zrezygnuje? Toc to dyshonor i jawne oddanie komunikatu "inne uczelnie sa lepsze".
                          • tlenek_wegla Re: Byc moze mam spaczona wizje doktora 21.11.06, 19:15

                            Nie przesadzaj. Wielu by zostalo, gdyby widzialo perspektywy. Albo chociaz cien
                            nadziei.
                            Kon jaki jest kazdy widzi. moze to nawet i lepiej, ze jada tuz po magistrze.

                            Moze dzieki temu powstanie jakas proznia, ktorej juz nikt nie zalata. Albo
                            zalata miernym naborem. Tak czy siak to bedzie gwozdz do trumny.

                            Nic nie poradze, ze doktoranckie kojarza mi sie z naukami przyrodniczymi. Racja
                            jet jednak, ze przyrodnikom latwiej wyjechac. PCR wszedzie sie tak samo robi a
                            specjalista od renesansu w Polsce niewiele zdziala na zachodzie.
                          • tlenek_wegla Re: Byc moze mam spaczona wizje doktora 21.11.06, 19:26

                            > - doloz jeszcze to, ze niektorzy wyjazd widza jako cel sam w sobie. mgr,
                            > doktorant "stypendialny" i hyzia w swiat robic kase.

                            Tacy tez sa. Ale to skrajniosc jak w rozkladzie gausa. Wiekszosc to zwyczajni
                            ludzie, ktorzy pewnbie by zostali przy niewielkiej zachecie...
              • jancio.wodnik P.S. 21.11.06, 17:28
                Osobiście najbardziej rozbraja mnie to, że identyczna czynność - prowadzenie
                zajęć - raz jest nazywana praktyką, a raz pracą.
                a) zajęcia na studiach dziennych prowadzone przez doktoranta to praktyka
                b) identyczne zajęcia prowadzone przez adiunkta/asystenta na studiach
                dziennych to praca
                c) te same zajęcia, prowadzone przez tego samego doktoranta na studiach
                wieczorowych/zaocznych to praca

                kompletny nonsens

                studia doktoranckie są płatne, czesne wynosi 90 h x 30 zł/1h = 2 700 zlna rok.
                nie jest to dużo i pewnie niejeden wolałby zapłacić niż odbywać "praktyki".
                • taktyl Re: P.S. 21.11.06, 17:41
                  z tego, co piszecie rozumiem, ze nie traktujecie zajec ze studentami jak zbierania doswiadczenia zawodowego = w pewnym sensie im wiecej tym lepiej;

                  nie wiem czy odbywales praktyki w jakiejkolwiek firmie - chyba wszedzie jest tak, ze ta sama czynnosc wykonywana przez rozne osoby raz bedzie nazywana praca a raz praktyka/stazem; to zadna nowosc
                  • jancio.wodnik Re: P.S. 21.11.06, 17:54
                    Skoro nie widzisz nonsensu w tym, że do 16.00 jesteś praktykantem, a od 16.00
                    pracownkiem robiąc to samo w tej samej instytucji to wspólczuje.
                • niewyspany77 Re: P.S. 21.11.06, 17:57
                  jancio.wodnik napisał:


                  > studia doktoranckie są płatne, czesne wynosi 90 h x 30 zł/1h = 2 700 zlna rok.

                  30 zl to skad? Brutto czy netto?

                  > nie jest to dużo i pewnie niejeden wolałby zapłacić niż odbywać "praktyki".

                  Nie odbywajac "praktyki" nie dostaalby stypendium czyli 12x ok 1200 zl = 14400
                  zl rocznie.

                  14400 - 2700 = 11700 zl.
                  • jancio.wodnik Re: P.S. 21.11.06, 18:18
                    Mam na myśli "praktykantów" bez stypendium, bo o takich chodzi chyba
                    założycielowi wątku, o ludzi którzy pracują totalnie za darmo, co nazwałem
                    odpracowywaniem czesnego.
                    • tlenek_wegla Re: P.S. 21.11.06, 18:30

                      Chyba Cie nie rozumiem. Ci ludzie wygrali jakis konkurs, dostali sie na
                      doktoranckie i ciezko pracuja. Badania (przynajmniej w mojej dziedzinie -
                      biologia) nie sa jakims tam widzimisie tylko praca przy grantach i projektach w
                      katedrze, zakladzie;

                      teraz taki doktorant dzieki tej pracy zdobywa doswiadczenie w labie i w zamian
                      otrzymuje tytul doktora; po czterech latach ostrego tyrania (czesto po 12/24;
                      7/7)

                      Z tym momencie o ile mi wiadomo sa uczelnie np Uniwersytet Lodzki, ktore daja
                      mozliwosc zrobienia doktoratu bez stypendium (sic!); przynajmniej tak w tym
                      roku bylo.
                      jakas placa dla takich ludzi to chyba minimum przyzwoitosci;

                      postulujesz, zeby odrabiali jeszcze jakas panszczyzne czyli owe 90h ze
                      studentami?? przeciez to wyzysk!!
                      • jancio.wodnik Re: P.S. 21.11.06, 18:43
                        Ja widze,że ty jesteś z innej planety ;)

                        1. Na studia doktoranckie obecnie przyjmuje się bardzo dużo ludzi, niemal
                        wszystkich chętnych, nie ma tu mowy o konkursie.
                        2. Większość przyjmowanych jest bez stypendiu, ale oni też muszą odpracować
                        zajęcia ze studentami, tzw.praktyki.
                        3. Jest tak zarówno na kierunkach humanistycznych, jak i na ścisłych,
                        przykładowo na wydziale chemii UW jest 30 doktorantów na roku, z czego 15 lub
                        20 bez stypendiu. Stypendium jest przyznawane co rok w zależności od postępów,
                        można je więc w każdej chwili stracić.

                        Tak wyglądają realia.
                        wg mnie wystarczyłoby tych 10 jako asystentów, reszta jeśli chce studiować
                        niech płaci.



                        tlenek_wegla napisała:

                        >
                        > Chyba Cie nie rozumiem. Ci ludzie wygrali jakis konkurs, dostali sie na
                        > doktoranckie i ciezko pracuja. Badania (przynajmniej w mojej dziedzinie -
                        > biologia) nie sa jakims tam widzimisie tylko praca przy grantach i projektach
                        w
                        >
                        > katedrze, zakladzie;
                        >
                        > teraz taki doktorant dzieki tej pracy zdobywa doswiadczenie w labie i w
                        zamian
                        > otrzymuje tytul doktora; po czterech latach ostrego tyrania (czesto po 12/24;
                        > 7/7)
                        >
                        > Z tym momencie o ile mi wiadomo sa uczelnie np Uniwersytet Lodzki, ktore daja
                        > mozliwosc zrobienia doktoratu bez stypendium (sic!); przynajmniej tak w tym
                        > roku bylo.
                        > jakas placa dla takich ludzi to chyba minimum przyzwoitosci;
                        >
                        > postulujesz, zeby odrabiali jeszcze jakas panszczyzne czyli owe 90h ze
                        > studentami?? przeciez to wyzysk!!
                        • tlenek_wegla Re: P.S. 21.11.06, 18:50
                          Alez nie mowie, ze tak nie jest.

                          Konkursy sa. Fakt, ze ogloszenie wisi tylko przed sekretariatem na wydziale i
                          startuja tylko jedyni kandydaci niczego nie zlmienia. To jest jedna z patologii

                          Duza ilosc doktorantow to pochodna systemu akredytacji. kazdy z nich to punt.
                          To sa pracownicy techniczni, tylko tansi, wyrobnicy punktow i grantow.

                          Teraz zauwaz moj punkt widzenia. Np na akademich medycznych bardzo chetnie
                          przyjmuja na doktoraty biologow. lekarze wiadomo maja malo czasu na prace
                          naukowa, a ktos granty przyznane musi robic.

                          Wyobraz sobie teraz mlodego czlowieka, ktory spedza w labie od 8-12 h dziennie.
                          Dostaje za to stypendium. Ow mlody czlowiek dowiaduje sie, ze jego praca w
                          labie to nie wszystko musi odwalic na rzecz uczelni panszczyzne.

                          Twoja wizja 10 asystentow jest wspaniala. Tylko pomysl o pracy jaka musieliby
                          wykonac, zeby zastapic 30 doktorantow??
                    • tlenek_wegla Re: P.S. 21.11.06, 18:32
                      Jakiego czesnego?? Na polskich uczelniach panstwowych nie ma czesnego sa
                      oplacane z podatkow.

                      To co mowisz to demagogia.

                      Moga tak pracowac bo gdyby byl system anglosaski, to by za studia placicli, a
                      tak maja za darmo. Wiec niech beda wdzieczni i nie jecza, ze musza panszczyzne
                      odrabiac...

                      • jancio.wodnik Re: P.S. 21.11.06, 18:47
                        tlenek_wegla napisała:

                        > Jakiego czesnego?? Na polskich uczelniach panstwowych nie ma czesnego sa
                        > oplacane z podatkow.

                        ależ oczywiście, że na polskich uczelniach państwowych są płatne studia
                        doktoranckie.
                        są płatne (czesne) i "bezpłatne" (darmowe "praktyki")
                        przykładowo wydział zarządzania UW prowadzi jednocześnie 2 rodzaje
                        studiów,podobnie SGH
                        >
                        > To co mowisz to demagogia.
                        >
                        > Moga tak pracowac bo gdyby byl system anglosaski, to by za studia placicli, a
                        > tak maja za darmo. Wiec niech beda wdzieczni i nie jecza, ze musza
                        panszczyzne
                        > odrabiac...
                        >
                        • tlenek_wegla Re: P.S. 21.11.06, 18:52
                          To wykorzystanie kruczka prawnego. Jak zaplaci moze studiowac.


                          Ale de facto niewiele to powinno miec wspolnego ze studiami w trybie dziennym,
                          na ktore rozpisywany winien byc konkurs. te miejsca z reguly sa stypendialne,
                          choc nie wszedzie. I z zalozenia maja wylonic tych najlepszych,
                          najzdolniejszych.
                          • jancio.wodnik Re: P.S. 21.11.06, 19:02
                            Człowieku,zrozum: ja nie mam wizji,pisze ci jak JEST.

                            Na chemii masz tyle samo pracy w labie, co na medycynie, a są tam doktoranci
                            bez stypendium, odwalający jeszcze zajęcia ze studentami. Takie są realia. Co
                            więcej doktorant ze stypendium w każdej chwili może stać się doktorantem bez
                            sytpendium, a pracy będzie miał tyle samo.

                            Na tazw. doktoranckie studia dzienne przyjmuje sie większość chętnych i
                            większość miejsc jest tam bezstypendialnych. Tak jest centralnie na UW, a z
                            tego co pisze założyciel wątku wynika, że na UJ podobnie. Ponoć w PANie mają
                            lepsze warunki, jeszcze mają...

                            • tlenek_wegla Re: P.S. 21.11.06, 19:10
                              Chyba nie zrzumielismy sie. Jak jest wiem.

                              Mowilem o wizji zatrudnienia 10 asystentow i reszty odplatnie.

                              To Ty chyba nie widzisz jak jest. Wiekszosc tych doktorantow to de facto
                              darmowi robole. Tylko czesci placi sie tzw stypendium. teraz wymaga sie od
                              wszystkich odwalania zajec ze studentami. To jest meritum watku.

                              Sadzisz, ze jelsi te 20 osob zaplaci za studia doktoranckie, to zgodzi sie
                              jeszcze na dydaktyke w takim wymiarze godzin??

                              Dlaczego sie przyjmuje wiekszosc ( z czego 3/4 bez stypendium) to jasne. Za
                              asystenta trzeba duzo zaplacic . Doktorant bez stypendium jest za darmo. I
                              jeszcze dydaktyke mu wcisniemy... jak sie nie podoba, to fora ze dwora.

                              takie sa realia.
                              • jancio.wodnik Re: P.S. 21.11.06, 19:31
                                > Sadzisz, ze jelsi te 20 osob zaplaci za studia doktoranckie, to zgodzi sie
                                > jeszcze na dydaktyke w takim wymiarze godzin??

                                gdzie ja pisze, że ci którzy płacą mają jeszcze robić dydaktykę????

                                przecież wiem, że ten bajzel służy jednemu celowi: oszczędnościom.
                                  • jancio.wodnik Re: P.S. 21.11.06, 19:45
                                    tlenek_wegla napisała:

                                    > Nie zmienia to jednego faktu; jak 10; asystentow ma zalatwic prace 30;
                                    > doktorantow??

                                    z tego wynika tylko tyle, że uczelnie zatrudniają za mało nowej kadry, zamiast
                                    tego wykorzystują darmową siłę roboczą.
    • tlenek_wegla Do Jancia 21.11.06, 19:23
      Albo mi sie wydaje, albo staramy sie przekonac do tych samych racji bazujac na
      odmiennym sposobie argumentowania.

      Zgadzam sie z Toba co do wyzysku i niesprawiedliwego statusu doktorantow bez
      stypendium. Ba! Tych ze stypendium rowniez.

      Cala dyskusja zaczela sie od niewinnego zdania, przy czytaniu ktorego mialem
      wrazenie, ze zmieniles poglady o 180 st. Dotyczy to watku " dlaczego sadzicie,
      ze naleza wam sie darmowe studia doktoranckie..."

      Brzmialo to jak pochwala systemu i przyznanie racji temu so cie dzieje z
      nadmiernym obciazeniem doktorantow dodatkowymi godzinami dydaktycznymi.
      napisales, ze zajecia ze studentami to jakby zaplata za czesne ergo - nie
      narzekajcie, tylko do roboty.


      W poscie nizej jestes juz zapalonym obronca niesprawiedliwie wyzyskiwanych....

      Tylko tyle gwoli scislosci.

      Pozdrawiam
      • jancio.wodnik Re: Do Jancia 21.11.06, 19:40
        tlenek_wegla napisała:

        > Albo mi sie wydaje, albo staramy sie przekonac do tych samych racji bazujac
        na
        > odmiennym sposobie argumentowania.
        >
        > Zgadzam sie z Toba co do wyzysku i niesprawiedliwego statusu doktorantow bez
        > stypendium. Ba! Tych ze stypendium rowniez.
        >
        > Cala dyskusja zaczela sie od niewinnego zdania, przy czytaniu ktorego mialem
        > wrazenie, ze zmieniles poglady o 180 st. Dotyczy to watku " dlaczego
        sadzicie,
        > ze naleza wam sie darmowe studia doktoranckie..."
        >

        Nadal twierdze, że się nie należą. Należy się darmowa podstawówka, dalej
        kształcą się ci którzy zdają egzaminy wstępne lub ci którzy płacą.
        Na tzw. bezpłatne studia doktoranckie nie ma prawie żadnej selekcji. Zdarza się
        że przyjmują 100% chętnych, zdarza się że 50%, ale większy przeciew to
        rzadkość. W efekcie te rzkomo bezpłatne studia to dla wielu taka przechowalnia
        między studiami a bezrobociem. Dopiero po doktoracie jest selekcja przy
        zatrudnianiu, IMO pierszy etap tej selekcji powinien odbyć się 4 lata
        wcześniej.

        > Brzmialo to jak pochwala systemu i przyznanie racji temu so cie dzieje z
        > nadmiernym obciazeniem doktorantow dodatkowymi godzinami dydaktycznymi.
        > napisales, ze zajecia ze studentami to jakby zaplata za czesne ergo - nie
        > narzekajcie, tylko do roboty.
        >
        >
        > W poscie nizej jestes juz zapalonym obronca niesprawiedliwie wyzyskiwanych....
        >
        > Tylko tyle gwoli scislosci.
        >
        > Pozdrawiam
        • tlenek_wegla Odowiadasz nie na temat 21.11.06, 20:34

          Poprzedni post to falstart
          Sorry
          To z czym sie nie zgadzasz, to ezidentna patologia przy naborze na studia
          doktoranckie. Tak nie powinno byc. Piszesz:

          > że przyjmują 100% chętnych, zdarza się że 50%, ale większy przeciew to
          > rzadkość. W efekcie te rzkomo bezpłatne studia to dla wielu taka
          przechowalnia
          > między studiami a bezrobociem. Dopiero po doktoracie jest selekcja przy
          > zatrudnianiu

          ...ale tak nie powinno byc. TO, ze taki potwortek pozstal to winna blednego
          systemu akredytacji. Popatrz na post flamengisty ponizej. To ewidentne
          wykorzystanie mlodych ludzi przez system. Uklad - jesli wolisz.


          Tpic dotyczy niesprawiedliwosci sytuacji kiedy doktorant pracujacy (czy to na
          chemii , czy na biologii) bez stypedium - bo uczelnia przyjela 30. - musi
          jeszcze odrabiac prace pracownika dydaktycznego. Asystenta.

          To jest niesprawiedliwosc. Wg Ciebie to im sie nie nalezy. Konstytucja jasno
          mowi - studia sa bezplatne - dzienne. O innych chyba tutaj nie mowimy.
          Oczywistym jest, ze istnieje mozliwosc robienia doktoratu z wolnej stopy, cZyli
          za piniadze. Mozna tez w trybie zaocznym. Na wielu kierunkach zdaje to egzamin.
          Ale to jest akurat watek poboczny do tego, ktory tutaj podniesiono.

          Ci, ktorzy zdaja egzaminy wstepne, albo konkursy wlasnie maja tego typu oferty -
          albo cieszysz sie z faktu robienia doktoratu i robisz to za friko, albo
          znajdziemy 20tu innych.


          To nie nieodplatnosc jest tutaj przyczyna. Chory system.
          • jancio.wodnik Re: Odowiadasz nie na temat 21.11.06, 22:13
            Tlenek, o co tobie właściwie chodzi?
            Na te "bezpłatne" studia przyjmują prawie wszystkich chętnych. Doktoranci to
            nie tylko "sól tej ziemi",to także ludzie bez pomysłu na życie, chcący sobie
            jeszcze "postudiować".
            Po doktoracie zatrudniają pojedyncze osoby, większość nie ma co marzyć o
            etacie, ląduje na podrzędnych posadach; dr xsero i faxu.

            Na krórtką mete to się opłaca: dużo byle jakich doktorantow i malo pracownikow
            z doktoratem. Tak jest najtaniej. Ot i cała tajemnica.

            Na dluższą prowadzi to do obniżenia prestiżu stopnia doktora.
            • tlenek_wegla Re: Odowiadasz nie na temat 21.11.06, 22:54
              O nic mi nie chodzi...


              Zwrocilem wage na niespojnosc w prezentowanych przez Ciebie racji.

              Co chcesz udowodnic... Ze doktoranci zasluzyli sobie na wyzysk, vbo poziom
              doktoratu jest niski??? Czy to oznacza przyzwolenie na wyzysk...

              Doktoranci nie zgadzaja sie na wyzysk i o tym jest ten watek.

              Pytanie brzmi o co tobie chodzi. Raz sie zgadzasz, ze 90 h to wyzysk, a raz ze
              studia powinny byc platne i te godziny to forma zaplaty...



              Zastanow sie prosze o co Tobie chodzi...
              • jancio.wodnik Re: Odowiadasz nie na temat 22.11.06, 14:43
                Primo napij sie melisy :)
                Secundo, tzw. "doktoranci" to obecnie spora rzesza ludzi o bardzo różnych
                kompetencjach, motywacjach i zdolnościach. Nie uważam, aby oni wszyscy - de
                facto wszyscy którym się ot tak po prostu zachciało doktoratu -mieli być
                traktowani jednakowo.
                Lepsze warunki dla zdolnych i pracowitych, a miernoty i wieczni studenci niech
                sami za siebie płacą.
                • tlenek_wegla Re: Odowiadasz nie na temat 22.11.06, 15:02
                  > Primo napij sie melisy :)

                  Dziekuje. Wole mmiete.

                  >Secundo, tzw. "doktoranci" to obecnie spora rzesza ludzi o bardzo różnych
                  > kompetencjach, motywacjach i zdolnościach.
                  To co piszesz to prawda. Ale jest to konsekwecja braku jasnych zasad i
                  konkursow na studia doktoranckie. ucelnia powinna byc jak najbardziej
                  zainteresowana zlowieniem tych najlepszych. Ze jest pelna miernot - to
                  patologia. Zawsze beda lepsze i gorsze uczelnie.

                  Powiedz co zmieni wprowadzenie odplatnosci za studia? Teraz uczelnie maja
                  darmowych pracownikow, ktorych zmuszaja do odrobienia dydaktyki w wymiarze 90h.
                  Czy Ci placacy myslisz sie na to zgodza? Chyba niewielu chetnych byloby na
                  takie studia.

                  A jesli Ci "platni" = miernoty mieliby nie miec pensum dydaktycznego, to jak
                  sobie wyobrazasz prace tych 10ciu asystentow na etacie?

                  Doktoranci powinni byc traktowani jednakowo. jasne reguly gry i sciezka rozwoju
                  naukowego. Bo idac Twoim tokiem rozumowania dochodzimy do absurdu. Dlaczego
                  doktoranci z dziedzin huumanistycznych maja byc traktowani na tych samych
                  zasadach, co doktoranci z nauk przyrodniczych?!
                    • tlenek_wegla Re: Odowiadasz nie na temat 22.11.06, 15:17

                      Rzeczywiscie enigmatycznie napisalem. Odnosze sie do Twojego tekstu o nierownym
                      traktowaniu doktorantow.

                      To prowadzi do nikad. Skoro dzielimy ich na placacych (miernoty) i etatowych (
                      ci zdolni) to az prosi sie o nadurzycie. idac dalej mozna pokusisc sie o
                      wprowadzenie regol dot innego traktowania doktorantow konkretnych dziedzin.

                      lepiej wprowadzic jasne zasady kariery i wymagan. Zmiana dokona sie
                      automatycznie. Skad wiesz, ze tatus-profesor nie zlatwi corce-bardzo dobrej
                      studentce miejsca na tym etacie dla zdolnych? Wprowadzenie oplat nie zlikwiduje
                      slabego poziomu, poglebi patologie.
                      • jancio.wodnik Re: Odowiadasz nie na temat 23.11.06, 13:00
                        załatwianie, cały czas ma miejsce
                        nadal istnieją etaty asystenckie, które można sobie załatwić, można załatwić
                        sobie również stypendium. załatwianie najczęściej ma miejsce przy przyjmowaniu
                        na etat nowych doktorów. obecny system w najmniejszym stopniu nie zabezpiecza
                        przed załatwianiem.

                        doktoranci nauk przyrodniczych i humanistycznych są różnie traktowani, o ile
                        takiemu chemikowi trzeba zorganizować miejsce pracy, to filozofa można
                        kompletnie olać. na naukach przyrodniczych jest jeszcze jakaś minimalna
                        odpowiedzialność za doktoranta, na humanistycznych nie ma już żadnej -
                        przyjmują tłumy i nie interesują się nimi.
                  • jancio.wodnik Re: Odowiadasz nie na temat 22.11.06, 23:35
                    nie rozumiesz,
                    studia doktoranckie obecnie _są płatne_ (!)
                    a) zaoczne,wieczorowe - czesne w gotówce
                    b) dzienne - odpracowanie czesnego

                    dzienne tylko nazwyają się bezpłatnymi, ale to kłamstwo

                    > A jesli Ci "platni" = miernoty mieliby nie miec pensum dydaktycznego, to jak
                    > sobie wyobrazasz prace tych 10ciu asystentow na etacie?

                    doktoranci robią w znacznej mierze to samo, co młodzi doktorzy - prowadzenie
                    ćwiczeń, prace laboratoryjne,obsługa egzaminów, itp.

                    uczelnie wolą przyjąć tabun doktorantów i wypluć ich po 4 latach
                    wykorzystywania, niż zatrudnić asyetentów/adiunktów na etacie,bo tak jest
                    najtaniej; oszczędności, oszczędności, oszczędności....

                    gdyby nie te nieszczęsne oszczędności można byłoby zatrudnić więcej osób po
                    doktoracie, przyjąć mniej doktorantów, a tym którzy zostaną przyjęci zaoferować
                    lepsze warunki. robota byłaby zorbiona, a ludzie mieliby spokojniejsze życie,
                    tylko że to kosztuje.

                    obecny system broni interesów samodzielnych pracowników naukowych - tacy
                    wyrabiają swoje pensum opieką nad pracami,której de facto nie sprawują, a
                    zajęcia są obrabiane doktorantami i doktorami. dzięki temu hab. i prof.NIC nie
                    robia. doktoranci obtańcowują też studia zaoczne i wieczorowe za najniższe
                    stawki, a reszte kasy z czesnego władze dzielą między siebie.

    • flamengista muszę się powtórzyć 21.11.06, 19:41
      gdy widzę dyskusję tlenka i jańcia wodnika.

      Moim zdaniem obecna sytuacja z doktoranckimi to skandal, świństwo i jedno
      wielkie oszustwo którego będziemy jeszcze żałować. Krótkooresowy zysk w postaci
      półdarmowej armii doktorantów jeszcze w dłuższym okresie będzie się odbijać czkawką.

      Mnóstwo młodych ludzi z zapałem do nauki jest wyzyskiwanych w majestacie prawa,
      tracą niepotrzebnie czas nie zdobywając (w większości przypadków) potrzebnych
      kwalifikacji.

      W rezutacie już teraz mamy sporo doktorów przed 30-tką, którzy robiąc słaby
      doktorat i nie mając na uczelni "pleców" lądują na bezrobociu. Są sfrustrowani,
      bo olbrzymi wysiłek był de facto bezsensowny. Zostali wykorzystani do obrobienia
      zajęć i promocji profesorskiej, a potem się ich pozbyto.

      Wcześniej było uczciwiej i na ten system miałem szczęście się załapać. Etat
      asystencki to nie kokosy, ale jakiś w miarę sensowny układ. Mam czas na robienie
      doktoratu, przy okazji sporo dydaktyki - ale zdobywam doświadczenie. Jest sporo
      mankamentów, ale jeśli będę się rozwijał zgodnie z oczekiwaniami to będę miał
      pracę. Pracę, która jest moją życiową pasją.

      To nie fair, że najwartościowszą część naszego społeczeństwa tak się wyzyskuje.
      Kiedyś za to wszyscy zapłacimy. Albo utrzymując wiecznych
      marzycieli-bezrobotnych z tytułem dr, albo lecząc najsłabszych z nerwic i
      depresji, lub bezsilnie patrzeć, jak totalnie zniechęceni uciekają z naszego
      kraju nie zamierzając wrócić.

      Wszystko to jest bardzo smutne i niestety nie widzę w najbliższym czasie szansy,
      by było lepiej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka