nauczyciel po studiach doktoranckich

15.06.07, 11:55
Interesuje mnie czy dr, który uzyskał swój stopień naukowy w wyniku studiów
doktoranckich musi zacząć pracę w szkole od stopnia stażysty. Karta
nauczyciela przewiduje tylko, że bezpośrednio nauczycielem kontraktowym mogą
zostać nauczyciele akademiccy (mgr) z 3 letnim stażem lub inne osoby ze
znacznym doświadczeniem i dorobkiem z 5-letnim stażem pracy; a nauczycielem
mianowanym - nauczyciele akademiccy ze stopniem dra i 3-letnim stażem pracy.
W zasadzie to dr po studiach doktoranckich nie "łapie się" w żaden z tych
przypadków. Czy zatem zaczyna od zera? Jak to jest z uznawaniem doświadczenia
zawodowego?
    • niewyspany77 furtka.. 15.06.07, 12:00
      .. jest taka ze teoretycznie mozesz. Jak udokumentujesz odpowiednimi umowami o
      prace (czyli jak doktorant dzienny - zapomnij). Poza tym to chyba jest tak, ze
      zbiera sie "komisja" i robi temu komus egzamin. PS. nie wyglupiaj sie z tym dr w
      szkole.
      • kkkasiaaa11 Re: furtka.. 15.06.07, 12:21
        Mam nadzieję, że nie będę musiała, ale wolę się orientować w możliwościach.
        Poza tym wydaje mi się, że praca nauczyciela ze względu na dużo wolnego czasu
        nadaje się jako taka kotwica ZUSowska, a jest dużo czasu żeby prowadzic własną
        działalnośc gospodarczą.
        • niewyspany77 Re: furtka.. 15.06.07, 13:01
          kkkasiaaa11 napisała:

          > praca nauczyciela ze względu na dużo wolnego czasu

          18h pensum, plus:
          - przygotowanie do zajec
          - kursy i szkolenia (wewnatrzszkolne, czytaj: nasiadowki)
          - rady pedagogiczne, zebraia rodzicow (czytaj: kolejne nasiadowki)
          - papierkologia stosowana (awanse, plany, programy, sprawozdania, wychowawstwo)
          - duperele typu prowadzenie kolek, robienie roznych uroczystosci (teatrzyk,
          apel, szopka).

          Wiesz Ty co, z szacunkiem ale mysle ze nie weisz nic o tym jak sie w szkole
          pracuje. A juz "duzo wolnego czasu" to za przeproszeniem, brednie.
          • gagolek Re: furtka.. 15.06.07, 14:36
            zdarzja sie nauczyciele, ktorzy potrafia calkiem sporo miec tego wolnego czasu.
            Ale, akurta ci lepiej aby od tej szkoly trzymali sie z dala
            • niewyspany77 Re: furtka.. 15.06.07, 15:10
              > zdarzja sie nauczyciele, ktorzy potrafia calkiem sporo miec tego wolnego czasu.

              Zdarzaja. Glownie starsi. Jest nawet takie powiedzenie: po "dyplomowanym" (to
              taki najwyzszy stopien w tych ichnych awansach) bede mial wszystko w dpie". Tacy
              owszem maja full czasu.

              > Ale, akurta ci lepiej aby od tej szkoly trzymali sie z dala

              Niektorzy wola pracowac 8h w biurze tylko dlatego, ze po tych 8h nie musza brac
              pracy do domu. Po kilku latach w szkole nie powiem by to byl glupi argument.
              • listekklonu Re: furtka.. 18.06.07, 11:38
                Różnie bywa. Nie każdy nauczyciel ma dużo wolnego czasu, ale zwykle jednak
                więcej, niż osoba pracująca w prywatnej firmie. Zarobki też są niestety
                odpowiednio niskie. Mój narzeczony pracuje w szkole jako psycholog, jest
                zatrudniony na podstawie karty nauczyciela i bardzo sobie chwali długie wakacje.
                Ale wolny czas po prostu MUSI wykorzystywać na zarabianie w innym miejscu, bo za
                pensję początkującego nauczyciela nie da się utrzymać. Uważam, że pomysł z
                "kotwicą ZUSowską" (nie znałam tego określenia:) wcale nie jest taki zły.
                • niewyspany77 Re: furtka.. 18.06.07, 16:13
                  listekklonu napisała:

                  > Różnie bywa. Nie każdy nauczyciel ma dużo wolnego czasu, ale zwykle jednak
                  > więcej, niż osoba pracująca w prywatnej firmie. Zarobki też są niestety
                  > odpowiednio niskie. Mój narzeczony pracuje w szkole jako psycholog, jest
                  > zatrudniony na podstawie karty nauczyciela i bardzo sobie chwali długie wakacje
                  > .

                  Wybacz, z calym szacunkiem ale psycholog a nauczyciel to dwie rozne sprawy, np.
                  moze odwalac papierkowa robote *W* godzinach pracy (nauczyciel nie), nie ma
                  dyzurow na przerwach, nie musi przygotowac sie do lekcji i mase podobnych spraw.

                  > Ale wolny czas po prostu MUSI wykorzystywać na zarabianie w innym miejscu, bo z
                  > a
                  > pensję początkującego nauczyciela nie da się utrzymać. Uważam, że pomysł z
                  > "kotwicą ZUSowską" (nie znałam tego określenia:) wcale nie jest taki zły.

                  Wiesz to takie troche iluzoryczne mowic ludziom ze nauczyciel ma mase czasu i
                  wogole fajnie zyje. Fakt, dlugie wakacje sa fajne ale to chyba jedyny plus tego
                  zawodu. Mowisz, ze "Nie każdy nauczyciel ma dużo wolnego czasu, ale zwykle
                  jednak więcej, niż osoba pracująca w prywatnej firmie." no to policz: 18h
                  pensum, dodaj n godzin na przygotowanie sie do lekcji, n godzin na sprawdzenie
                  takich rzeczy jak klasowki itd, n godzin na rady, szkolenia, zebrania. Fakt,
                  moze wyjdzie nieco mniej niz 40h, jednak masa ludzi rezygnuje z pracy
                  nauczyciela tylko dlatego, ze nie maja ochoty zabierac pracy do domu. Poza tym,
                  do was nie dociera, ze 18h to jest pensum dydaktyczne, a coraz czesciej sie
                  powtarza ze nauczyciel pracyje 40h (w sensie, ze jak wam kaza zostac po lekcjach
                  w pracy to mozecie dyrektorowi naskoczyc).

                  Oczywiscie zkladamy ze nie dyskutujemy o pracy nauczyciela-olewusa lub po porstu
                  wuefisty ;)

                  Ale co ja tam wam bede gadac, jezeli faktycznie uwazacie, ze praca w szkole to
                  pikus no to powodzenia.
                  • listekklonu Re: furtka.. 19.06.07, 07:44
                    Ja wcale nie uważam, że to pikuś. Praca nauczyciela jest męcząca, trzeba mieć
                    anielską cierpliwość. Dodatkowo jeśli się pracuje w kiepskiej szkole, to
                    potrzebna jest też odwaga. Nie chciałabym pracować w szkole, ale rozumiem osoby,
                    które z różnych powodów decydują się na to, nawet po doktoracie.
                    Przyszła mi jeszcze jedna rzecz do głowy - jeśli kobieta chce mieć dzieci, to
                    praca w szkole jest niezła. Chociażby z powodów o których pisałeś, czyli
                    częściowej pracy w domu.
                    Ach, jeszcze jedna rzecz na koniec. Miałam w liceum kolejno dwóch historyków z
                    tytułem doktora i to byli zdecydowanie najlepsi nauczyciele jakich spotkałam w
                    trakcie nauki szkolnej:)
                • steppenwolff1 Re: furtka.. 24.06.07, 13:49
                  Nio, ja właśnie z "kotwicy" rezygnuję - mam dość. Pracowałam na cały etat w
                  szkole, prowadziłam DG w zakresie tłumaczeń i robiłam studia (najpierw
                  podyplomowe, teraz od roku doktoranckie). I ja już dziękuję za taką kotwicę,
                  śmieszne zarobki i rozmienianie swoich umiejętności i czasu na drobne.
                  Najczęściej kończyłam pracę (tzn. dwie) późnym wieczorem, wolnych weekendów
                  praktycznie nie było. A dorabiać do szkoły 1) musiałam, bo nie wystarczyłoby na
                  życie (900 zł. na rękę) 2) chciałam, bo tłumaczenia mnie niezmiernie rozwijają,
                  w przeciwieństwie do pracy w szkole. Każdemu, kto ma inne możliwości i nie
                  uwielbia pracy z tzw. młodzieżą, będę odradzać nawet próbę podjęcia pracy w
                  państwowym szkolnictwie niewyższym, gdyż zajmuje to zdecydowanie za dużo czasu
                  i pochłania za dużo energii - za marne pieniądze.

                  Aha: te 2 miesiące wakacji? Nie miałam ani jednych wolnych, pracowałam jako
                  tłumacz, a rok temu byłam na stypendium badawczym w Niemczech, gdzie również
                  pracowałam jako tłumacz (miedzy jedną wizytą w bibliotece a drugą, a czasem w
                  trakcie, bo to praca zdalna:). Z "dorabiania jako tłumacz do pracy w szkole"
                  zrobiło mi się szybciutko "dorabianie w szkole do pracy jako tłumacz" ;-)

                  Pozdrawiam i nie polecam
                  Anka
              • tlenek_wegla Re: furtka.. 22.06.07, 17:16
                Ja sie wtrace nie na temat/

                jest taki dowcip o nauczycielach, pasujacy jak ulal do tej sytuacji:
                Mlody nauczyciel idzie do klasy. Caly w nerwach, spocony, dziennik pod pacha,
                trzesace sie rece.... Stres go zzera.

                Widzi starszego kolege, ktory totalnie na luzie udaje sie do klasy obok.
                Spotykaja sie, mlody zagaduje starszego:
                -po tylulatach praktyki kolega ma pewnie wszystko w glowie;
                na to zagadniety
                -Alez skad... Nie w glowie, tylko w d...


                :)
                • niewyspany77 Re: furtka.. 22.06.07, 17:38
                  tlenek_wegla napisała:

                  > -Alez skad... Nie w glowie, tylko w d...

                  Ty musisz zajarzyc, ze to nie dowcip tylko realia. Nauczyciel mianowany wzwyz
                  moze miec kompletnie wszystko w tej przyslowiowej d, bo de facto jego z pracy
                  tylko dyscyplinarka moze usunac. Taka karta nauczyciela. Chyba jedyny zawod
                  gdzie dyrektor nie moze pracownika ot tak zwolnic (nie wiem jak to jest ale wiem
                  ze tak jest;0) I to jest wlasnie ergo: starsi nic nie robia, a mlodsi musza sie
                  wykazac na te "awanse".
          • r-kwadrat Re: furtka.. 11.07.07, 02:24
            Zgadzam sie z przedmówcą. Probowalem robic doktorat z wolnej stopy i nie bardzo
            czasu bylo. Wiec o ile nie wyjade do UK na studia doktoranckie (jak mnie
            przyjmą) to ide na zaoczne w Polsce. Jako wolnostopowiec nie mialem prawa do
            niczego a jak poprosiłem o zwolnienie mnie na dwu dniową konferencje to
            usłyszalem ze Tematyka konferencji nie jest zgodna ze statutem szkoly i wolnego
            nie dostane a bezplatny musze odrobic bo "dzieci" nie mogą być stratne.
            Smiechu warte. Pracujesz do okolo 15 lipca i trzeba byc dostepnym juz od 15
            sierpnia wic te cale wakacje to lipa. A i w ferie moga ci dowalic zajecia
            pozalekcyjne. Ja juz mam dosc szkoly :)
            Pozdrawiam
    • mimoooza Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 15.06.07, 20:42
      Z tego co wiem b. często za trzyletni staż uznaje się to, że przez trzy lata
      prowadziło się zajęcia ze studentami na uczelni, wystarczy mieć odpowiednie
      zaświadczenie z uczelni. Przy takiej interpretacji (która być może zależy od
      życzliwości dyrektora szkoły) w żadnym wypadku nie trzeba zaczynać od stażysty,
      od razu jest się kontraktowym. No chyba że ktoś nie prowadził na uczelni zajęć
      dydaktycznych w ciągu trzech lat, wtedy naprawdę chyba trzeba startować od
      stażu.
      • niewyspany77 Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 15.06.07, 23:32
        KARTA NAUCZYCIELA
        Ustawa z dnia 26 stycznia 1982 roku

        Rozdział 3a
        Awans zawodowy nauczycieli

        3. Nauczyciele akademiccy legitymujący się co najmniej trzyletnim okresem pracy
        w szkole wyższej lub osoby posiadające co najmniej pięcioletni okres pracy i
        znaczący dorobek zawodowy uzyskują z dniem nawiązania stosunku pracy w szkole
        stopień nauczyciela kontraktowego, z zastrzeżeniem ust. 4.

        4. Nauczyciele akademiccy, posiadający stopień naukowy oraz legitymujący się co
        najmniej 3-letnim okresem pracy w szkole wyższej, z dniem nawiązania stosunku
        pracy w zakładzie kształcenia nauczycieli uzyskują stopień nauczyciela mianowanego.

        • mimoooza Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 16.06.07, 17:48
          Wiem o tym, jakie są przepisy; napisałam natomiast, z jaką praktyką się
          spotkałam - interpretowaniem "okresu pracy" nie jako czasu, w którym się było
          zatrudnionym na podst. umowy o pracę, ale czasu, w którym wykonywało się
          określoną pracę dydaktyczną. Pzdr.
          • niewyspany77 Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 18.06.07, 15:59
            mimoooza napisała:

            > Wiem o tym, jakie są przepisy; napisałam natomiast, z jaką praktyką się
            > spotkałam - interpretowaniem "okresu pracy" nie jako czasu, w którym się było
            > zatrudnionym na podst. umowy o pracę, ale czasu, w którym wykonywało się
            > określoną pracę dydaktyczną. Pzdr.

            No wlasnie, dyrektor tez ma granice pewnej odpowiedzialnosci, wiec na 99% bedzie
            czekal na swiadectwo pracy, chocby na fragment etatu. Bo wiesz, jesli "okresem
            pracy" maja byc praktyki semestralne bedace u normalnego blefra 2-3 tygodniami
            pracy to mozna raczej sobie darowac (mowimy wszak o studentce st. dokt ;-))
            • mimoooza Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 18.06.07, 16:56
              niewyspany77 napisał:

              Bo wiesz, jesli "okresem
              > pracy" maja byc praktyki semestralne bedace u normalnego blefra 2-3 tygodniami
              > pracy to mozna raczej sobie darowac (mowimy wszak o studentce st. dokt ;-))


              Jakie 2-3 tygodnie? Normalnie st. dziennych studiów doktoranckich jest
              zobowiązany do prowadzenia zajęć w wymiarze 90 godz. rocznie, nie mniej niż 210
              w ciągu całych studiów; ja znam wypadki, gdzie doktoranci mieli po ponad 200
              godz. rocznie (tyle co w pensum na etacie pracownika naukowo-dydakt.; u nas to
              pensum jest 210 godz. rocznie).
              • niewyspany77 Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 18.06.07, 17:19
                mimoooza napisała:

                > niewyspany77 napisał:
                >
                > Bo wiesz, jesli "okresem
                > > pracy" maja byc praktyki semestralne bedace u normalnego blefra 2-3 tygod
                > niami
                > > pracy to mozna raczej sobie darowac (mowimy wszak o studentce st. dokt ;-
                > ))
                >
                >
                > Jakie 2-3 tygodnie? Normalnie st. dziennych studiów doktoranckich jest
                > zobowiązany do prowadzenia zajęć w wymiarze 90 godz. rocznie,

                No to jest 45h w semestrze, a tydzien pracy blefra (18h) x 3 = 51h.


                > nie mniej niż 210
                > w ciągu całych studiów; ja znam wypadki, gdzie doktoranci mieli po ponad 200
                > godz. rocznie (tyle co w pensum na etacie pracownika naukowo-dydakt.; u nas to
                > pensum jest 210 godz. rocznie).

                No oki. 210 rocznie = 105 w semestrze. Fakt, wiecej niz 18x3. No to 6 tygodni.
                POltora miesiaca. I teraz sobie porownaj: 6 tygodni blefra = 1 rok doktoranta.
                24 tygodnie blefra = 4 lata doktoranta. 24 tygodnie to jest pol roku
                kalendarzowego. Mysle ze to swietnie oddaje proporcje godzinowe.
                • niewyspany77 Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 18.06.07, 17:20
                  niewyspany77 napisał:

                  > No oki. 210 rocznie = 105 w semestrze. Fakt, wiecej niz 18x3. No to 6 tygodni.
                  > POltora miesiaca. I teraz sobie porownaj: 6 tygodni blefra = 1 rok doktoranta.
                  > 24 tygodnie blefra = 4 lata doktoranta. 24 tygodnie to jest pol roku
                  > kalendarzowego. Mysle ze to swietnie oddaje proporcje godzinowe.

                  Pomylka. Nie 6 a 12 tygodni rocznie, ale i tak summa summarun proporcje 4:1.
                • mimoooza Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 20.06.07, 14:54
                  niewyspany77 napisał:

                  > No oki. 210 rocznie = 105 w semestrze. Fakt, wiecej niz 18x3. No to 6 tygodni.
                  > POltora miesiaca. I teraz sobie porownaj: 6 tygodni blefra = 1 rok doktoranta.
                  > 24 tygodnie blefra = 4 lata doktoranta. 24 tygodnie to jest pol roku
                  > kalendarzowego. Mysle ze to swietnie oddaje proporcje godzinowe.

                  210 godz. rocznie to jak etat pracownika naukowo-dydaktycznego; przy Twoim
                  sposobie przeliczania godzin żaden nauczyciel akademicki nie ma startu
                  do "normalnego" belfra w szkole podst., gimnazjum czy średniej...

                  Pzdr
                  • niewyspany77 Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 20.06.07, 15:27
                    mimoooza napisała:

                    > 210 godz. rocznie to jak etat pracownika naukowo-dydaktycznego; przy Twoim
                    > sposobie przeliczania godzin żaden nauczyciel akademicki nie ma startu
                    > do "normalnego" belfra w szkole podst., gimnazjum czy średniej...

                    NIe o to mi chodzilo. Te wyliczenia fajnie pokazuja, ze po tych 3 latach pracy
                    nauczyciel akademicki (jaki??) ma podobny godzinowo dorobek do koegos kto
                    pracuje w szkole rok. Po roku dostaje sie tego kontraktowwgo. Czyli jest to cos
                    w desen "na jedno wychodzi".

                    Natomiast dyskusja byla o tym czy studia dr mozna tak wliczyc (te praktyki itd)
                    - o ile w przypadku kogos kto te 210h pracuje, mimo braku umowy o prace,
                    "olanie" jego stazu byloby krzywdzace. Jednak praktyki rzedu 90h w roku sa
                    niespecjalnie oczywiste, bo uczelnia zapewniajac takie staze doktorantom pewnie
                    musialaby powyrzucac z polowe kadry ;) I to chcialem poruszyc - jesli w czasie
                    studiow dr ktos mial 2 semestry na krzyz z praktyka po 45h jeden, to niby jak to
                    porownywac do "nauczyciela akademickiego" kimkolwiek by byl?
                    • mimoooza Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 20.06.07, 16:41
                      Ilość godz. niewątpliwie zależy od uczelni - na mojej 90 godz. rocznie jest
                      ustalone z góry, w zarządzeniu Rektora, i zapewniam Cię, "połowy kadry" nie
                      powyrzucano, mimo że zarządzenie o takiej ilości godzin dla uczestników
                      dziennych st. dr funkcjonuje od lat. Dodam jeszcze, że to nie są
                      żadne "praktyki" czy "staże", tylko po prostu "prowadzenie zajęć
                      dydaktycznych" - taki obowiązek wynika z regulaminu studiów dr uczelni. Ale tak
                      jak napisałam, każda uczelnia rządzi się swoimi prawami. Pzdr
                    • kamnez Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 20.06.07, 16:57
                      Takie przeliczanie godzin nie ma sensu. Po to, aby zdobywać kolejne szczeble
                      awansu nauczycielskiego nie trzeba być wcale zatrudnionym na pełnym etacie.
                      Można np. mieć po 9 godzin tygodniowo przez odpowiednią liczbę lat (taką samą
                      jak przy pełnym etacie) i wszystko będzie OK.

                      Co do uznawania zajęć na uczelni w szkołach... Jeśli dydaktyka nie odbywała się
                      w ramach etatu, to w ogóle nie ma o czym mówić. Miałem po 300 godzin rocznie na
                      uniwersytecie przez kilka lat, w ramach studiów doktoranckich i umów o dzieło.
                      Gdy przyszedłem pracować do szkoły, zostałem stażystą. Nie uznano mi nic. Jak
                      się wtedy zorientowałem, taka jest powszechna praktyka. Niestety.
                      • niewyspany77 Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 20.06.07, 17:11
                        kamnez napisał:

                        > Takie przeliczanie godzin nie ma sensu. Po to, aby zdobywać kolejne szczeble
                        > awansu nauczycielskiego nie trzeba być wcale zatrudnionym na pełnym etacie.
                        > Można np. mieć po 9 godzin tygodniowo przez odpowiednią liczbę lat (taką samą
                        > jak przy pełnym etacie) i wszystko będzie OK.

                        Ja wiem ze to jest bez sensu, ale daje jeakies tam wyobrazenie o proporcjach. W
                        koncu sam nizej dajesz przyklad - 300 h rocznie to nie jest taki pikus i w sumie
                        na zdroworozsadkowe podejscie ten kontraktowy w szkole by Ci sie nalezal.
                        Pytanie czy zdroworozsadkowe podejscie tez byloby wskazane gdybys mial te 90h
                        rocznie albo i mniej?

                        > Co do uznawania zajęć na uczelni w szkołach... Jeśli dydaktyka nie odbywała się
                        > w ramach etatu, to w ogóle nie ma o czym mówić. Miałem po 300 godzin rocznie na
                        > uniwersytecie przez kilka lat, w ramach studiów doktoranckich i umów o dzieło.
                        > Gdy przyszedłem pracować do szkoły, zostałem stażystą. Nie uznano mi nic. Jak
                        > się wtedy zorientowałem, taka jest powszechna praktyka. Niestety.

                        No wiesz, wyzej mimooza twierdzi, ze trzeba miec zaswiaedczenie z uczelni ze sie
                        przepracowalo tyle a tyle, a jego uznanie zalezy od zyczliwosci dyrektora. Nie
                        wiem gdzie i jakiego dyrektora, ale bez siwadectw pracy z wpisanym stanowiskiem
                        nauczyciel to mozna sobie pomarzyc, chyba ze dyrektor luzak i ma ochote na
                        szybki wykop z fotela.
                        • kamnez Re: nauczyciel po studiach doktoranckich 20.06.07, 17:26
                          niewyspany77 napisał:
                          > chyba ze dyrektor luzak i ma ochote na
                          > szybki wykop z fotela.

                          Ano właśnie. W szkole pracowałem tylko przez rok więc nie mam dużego
                          doświadczenia. Ale pewna sformalizowana sztywność zrobiła tam na mnie wrażenie.
                          Miałem jedną dobrą klasę i chciałem podzielić ją tak, by na moje zajęcia
                          przychodzili w mniejszych grupach. Udało się bezkolizyjnie dopasować plan, byłem
                          gotów tę jedną godzinę w tygodniu pracować za darmo. Ale nic z tego nie wyszło.
                          "Przyjdzie jakaś kontrola i będzie się czepiać co my tu kombinujemy",
                          powiedziała dyrektorka :) W przypadku uznawaniu uczelnianej dydaktyki w grę
                          wchodzą wyższe wynagrodzenia, więc tym bardziej nie ma o czym mówić :)

                          Aha, jestem tu nowy, więc powinienem się przywitać :) Dołączam do licznej tu
                          grupy najbardziej sfrustrowanych doktorantów - za kilka miesięcy powinienem być
                          sfrustrowanym doktorem ;).
Pełna wersja