Dodaj do ulubionych

jak to wygląda w domu

05.12.07, 00:32
Mam pytanie, ile pracownik naukowy przeciętnie potrzebuje w domu czasu na ogólnie mówiąc rozwój naukowy, czyli czytanie literatury, pisanie artykułów itd. Bo mam rozumieć, że na uczelni przebywa się jedynie wtedy, gdy ma się jakieś zajęcia, zebrania, konferencje, a czyta i pisze się w domu. Pomijam nauki empiryczne, bo tam rozwój odbywa się również w laboratorium, którego jak wiadomo w domu nie ma. Ile średnio zajmuje rozwój naukowy związany z pracą na uczelni, nie licząc sprawdzania kolokwiów? Pracownik naukowy wraca do domu ....i właśnie: ile czasu "siedzi nad książkami"?

Może powiem, dlaczego pytam. Tak z ciekawości, czy można funkcjonować z taką pracą w miarę normalnie, czy też trzeba się zaharowywać na śmierć.
Obserwuj wątek
    • aga9001 Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 05:58
      Kwestia gustu, czasu i chęci. W moim przypadku większość czytania,
      pisania itp. robię w domu. Na uczelni zbyt dużo zachęt do nic nie
      robienia. A to kawka z jednym , drugim znajomym itp. :)

      A praca.... chyba cały czas. Myśli sie o nowym artykule, o książce
      do przeczytania, o kolokwium. Moja działka to ekonomia, marketing -
      to dochodzi jeszcze uważne śledzenie tego co w karju i na świecie :)

      Funkcjonować, żyć normlanie.. A co to znaczy normalnie? Jeżeli
      chodzi Ci o to czy wychodząc z uczleni zatrzaskujesz drzwi i nie
      myślisz do kolejngo dnia rano - to moim skromnym zdaniem tak sie nie
      da.

      Ale mogę się myslić :)
    • elwinga Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 11:59
      Praca naukowa jest pracą twórczą. Nie można jej wymierzyć od-do. Oczywiście,
      można sobie zaplanować, że w poniedziałek od 9.00 do 16.00 siedzę i piszę
      zaległy artykuł. Ale często jest tak, że pozornie nie robię nic "naukowego" - a
      to właśnie wtedy dojrzewa we mnie pomysł na to, co napisać, jak napisać,
      pojawiają się pytania badawcze itd. Bez tego okresu pozornego "nicnierobienia"
      praca byłaby niemożliwa - przynajmniej w moim przypadku.

      No i jak ktoś to powiedział, zależy, co rozumiesz pod pojęciem "w miarę
      normalnego funkcjonowania". Praca w domu oznacza, że będąc w domu - obojętnie,
      czy w poniedziałek rano, czy w niedzielę wieczorem, czy w Wigilię rano - jesteś
      zarazem w pracy. Domyślam się, że nie każdy chce i umie funkcjonować w ten
      sposób. Ja chcę i umiem.
    • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 14:03
      Rozumiem to wszystko co piszecie i się z tym zgadzam. Ale może zadam pytanie od innej strony. Czy jest jakąś dużą trudnością pogodzenie takiej pracy naukowej z prozaicznymi obowiązkami domowymi? Szkoda, że nie padła tutaj jakaś orientacyjna chociaż liczba godzin na pracę naukową w domu.

      Może też wyjaśnię, co mnie skłoniło do tego postu. Otóż oglądam sobie program "Superniania", w którym Dorota Zawadzka robi rodzicom wychowującym dzieci plan dnia. I zgodznie z tym planem rodzice mają czas dla siebie jedynie między 21 a 23. Więc zapewne po całym dniu bieganiny: najpierw praca zawodowa 8h, potem przygotowywanie posiłków i zabawa edukacyjna z dziećmi, kapiel, czytanie bajki, usypianie - i rodzic już zmęczony ma dla siebie jedynie 2 godziny wieczorem!

      Dwie godziny to wg. mnie stanowczo za mało. Więc nasuwa mi się refleksja, że albo ktoś zajmuje się obowiązkami domowymi albo ktoś się rozwija naukowo. Jedno wyklucza drugie. Zagadką jest dla mnie, jak ta superniania-Dorota Zawadzka funkcjonowała, gdyż ona także jest/była pracownikiem naukowym.
      • mefs Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 14:41
        geez, czlowieku, TV oglupia, co wiadomo od dawna, ale zaden w miare inteligentny
        czlowiek nie bedzie powolywal sie na super-nianie. To jest program dla ludzi,
        ktorzy maja za duzo czasu i musza martwic sie problemami innych.
        Jak sie konczy projekt, albo jak masz dead-line na wyslanie artykulu, to
        siedzisz murem albo na uczelni albo w domu. Siedzisz i robisz. Wowczas odwoluje
        sie wszystko, lacznie ze spotkaniami ze znajomymi, dziewczyna, nawet pies idzie
        z kims innym na spacer. I zadna super-niania tu nie pomoze. Ty masz cos, co
        musisz skonczyc.
        A jesli sie to komus nie podoba, to niech dzwoni po super-nianie, ktorej ty nie
        wpuscisz do domu, a nastepnie obciazysz kosztami sadowymi procesu, ktory jej
        wytoczysz, jesli nie dotrzymasz terminow. ;)
        • niewyspana123 Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 14:49
          nie do końca jest tak, jak pisze mefs, zwłaszcza jak się ma dziecko, a nie psa i
          dziewczynę,
          rodziny i obowiązków domowych nie da się odwiesić na kołku i poświęcić cały czas
          nauce tylko dlatego, że się ma artykuł do skończenia. Trzeba umieć planować,
          organizować i myśleć z wyprzedzeniem.
          A rzeczywiście jest tak, że aktywności naukowej i nienaukowej nie da się sztywno
          rozdzielić, bo np. można czytać książki pchając wózek z niemowlakiem albo
          gotować zupę i coś obmyślać.
          Jak się naukę traktuje poważnie, to trzeba opanować multitasking :)
          • mefs Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 15:06
            thx, faktycznie pisze z pozycji kogos, kto nie ma rodziny... Moze nie do konca,
            bo w weekend musialem zawiezc rodzine (mame, babcie, psa) na dzialke; pies
            biegal, mama z babcia cos-tam-robily-w-ogrodku-z-kwiatkami-czy-innymi-roslinami,
            a ja siedzialem nad laptopem czy ksiazkami.
            A nie zdarzylo sie wam, ze promotor wpada do pokoju i mowi "jest fajna
            konferencja, za 3 dni deadline, piszemy artykul"? Ladnych kilka takich artykulow
            przezylem.

            Koledze wyladowala kiedys pielucha (mozna sie domyslac jaka pielucha) na
            klawiaturze, ale byla koncowka projektu i musial napisac raport. A poza tym jest
            normalnym ojcem, moze nie do konca normalnym, jesli chodzi o swoje dziecko, bo
            corka jest brane wszedzie, zona niekoniecznie (czyli to sie chyba nazywa
            dyskryminacja zony). ;)

            Multitasking jest czasami niemozliwy, ale... ale sa rowniez i spokojniejsze dni,
            wowczas ma sie wiecej czasu, zatem mozna zrobic (ulubione przez wszystkich
            facetow) tygodniowe czy miesieczne zakupy rzeczy roznych (od chemii poczawszy na
            mrozonkach konczac) w markecie. Na dzialce przycinac drzewka owocowe,
            przekopywac ziemie, czy pojawiac sie na wszystkich urodzinach cioc i babc.

            W kazdym razie ta super-nianie poslalbym na ksiezyc z takimi radami.
            • niewyspany77 Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 15:50
              Ja tak ni przypial, ni przylatal, ale z jednym. Skoro etat na uczelni to 210h
              dydaktycznych rocznie, czyli ok 5 zegarowych tygodniowo, doliczajac foo-shmoo
              typu nasiadowki, konsultacje, dyzury - hm no ja nie kumam ale jak mozna nie miec
              czasu i na jedno i na drugie?

              A moze o czyms nie wiem i teraz wszyscy na uczelniach po 8h dziennie siedza?
              • mefs Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 16:55
                A zwrociles uwage na to, ze etat jest naukowo-dydaktyczny? Czyli procz samej
                dydaktyki masz jeszcze nauke, czyli research.
                Teraz sobie dolicz jeszcze udzial w projektach badawczych, ktore sa wlasciwie
                niezalezne od etatu - potrafi byc tego calkiem sporo.
                • niewyspany77 Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 18:43
                  No oki. Tyle ze to jest dzialanie w stylu "biore na siebie ile sie da i pozniej
                  jejcze ze nie mam na nic czasu". Projekty badawcze owszem, sa wazne, tylko czy
                  naprawde wymagaja siedzenia w robocie od 8 do 15? Stary, zyjemy w epoce maili,
                  skajpa, gg i komorek, przegladarkowych baz danych i latwego dostepu do netu.
                  Dzis siedzenie w robocie np dla humanisty to czesto strata czasu. Moze innym nie
                  pasi ale ja robie lepszy research siedzac w gaciach do 3 rano nad papierami niz
                  meczac sie w bibliotece.
                  • mefs Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 19:44
                    lol, ale nie pomyslales, ze ktos moze miec niehumanistyczna dzialke? Jak mam
                    soft, ktory dziala tylko w jednej pracowni, bo pracownia odcieta jest od swiata
                    ze wzgledu na umowy licencyjne, to nie moge pracowac z domu przez zdalny ekran,
                    bo sie nie da. Zatem - trzeba siedziec na tylku na uczelni.
                    Jesli chodzi o przekopywanie sie przez tony artykulow, to od tego jest zdalny
                    dostep do biblioteki. Po prostu nie wszystko mozna zrobic z domu i juz.
                      • mefs Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 20:41
                        no tak... Ale za to MY musimy wiecej siedziec na uczelni, uczestniczac w
                        krajowych i miedzynarodowych projektach badawczych, co dosc czesto odbija sie
                        negatywnie na zyciu prywatnym (o ile sobie przypomne, co to zycie prywatne ;) ...).
                        A WY macie zycie prywatne i pare innych fajnych rzeczy. ;)

                        A swoja droga, to jak ostatnio popatrzylem na kumpla (rowniez juz jest
                        doktorem), to wygladal koszmarnie, konczy roczny projekt i przez ostatnie dwa
                        miesiace siedzial dzien w dzien, bo mniej wiecej w polowie projektu zmienila sie
                        koncepcja ukladu scalonego i trzeba bylo wszystko przeprojektowac. To nie jest
                        dobre.
            • carnivore69 Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 15:51
              > A nie zdarzylo sie wam, ze promotor wpada do pokoju i mowi "jest
              > fajna konferencja, za 3 dni deadline, piszemy artykul"? Ladnych kilka > takich
              artykulow przezylem.

              O fajnych konferencjach wie sie co najmniej rok do przodu. A i artykuly na
              takowe pisze sie dluzej niz kilka dni.

              Poza tym - ow multitasking nie powinien wykluczac umiejetnosci wygospodarowania
              sobie "quality time" do spedzenia z rodzina, przyjaciolmi itp. O ile w kuchni
              zastanawianie sie nad modelem moze miec jakis sens, to obecnosc laptopa gdzies w
              poblizu podczas teoretycznie wolnego (wspolnego) wieczoru to nieporozumienie.

              Pzdr.
      • dusia_dusia Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 21:55
        "Superniani" nie oglądałam, ale myślę, że te 8 h dziennie uwzględnione przez p.
        Zawadzką jako "praca zawodowa" to całkiem sporo także dla pracy naukowej. A
        jeśli jeszcze dodać to, co zostaje po 21 (niekoniecznie 2 godziny, bo można
        siedzieć i do 1, 2, 3, 4...), to wydaje mi się, że jakoś to wszystko można
        poskładac. W każdym razie ja się staram:)
        Ale faktem jest, że u mnie wieczorem zmywa mąż :) Bo ja staram się coś zrobić
        przy komputerze (nie zawsze naukowo, jak widać z mojej obecności w tej chwili na
        forum:)
        • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 23:07
          dusia_dusia napisała:
          > jeśli jeszcze dodać to, co zostaje po 21 (niekoniecznie 2 godziny, bo można
          > siedzieć i do 1, 2, 3, 4...), to wydaje mi się, że jakoś to wszystko można
          > poskładac. W każdym razie ja się staram:)

          Moim zdaniem trzeba to i tak kiedyś odespać. Człowiek niedospany funkcjonuje mniej wydajnie.
          • dusia_dusia Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 12:02
            No jasne, nie codziennie! Ja i tak około 1 wysiadam. Ale na przykład Jurij
            Łotman podobno regularnie pracował nocą do 3-4, a wstawał o 7 rano. Od 8 do
            15-16 na uniwersytecie, potem w domu (miał 3 dzieci żonę-też filologa), potem
            spotkania ze studentami itp. i dopiero w nocy spokój. Zmarł niestety w wieku
            niecałych 70 lat, przypuszczalnie jego zdrowiu zaszkodził brak snu i tytaniczna
            praca.
    • mimimimimis Re: jak to wygląda w domu 05.12.07, 15:48
      ja też piszę z punktu widzenia osoby, która nie ma jeszcze rodziny, więc może
      dlatego mam zupełnie inaczej..otóż ja nie potrafię pracować w domu. Za dużo
      rzeczy mnie rozprasza (choć z drugiej strony dwie magisterki napisałam:) Jestem
      ciągle na wydziale: średnio 8-9 godzin dziennie (choć zdarza mi się być zarówno
      5 godzin, jak i 12). Czasem w weekend też zdarza mi się wyskoczyć na wydział
      (np. przed konferencją, gdy na ostatnią chwilę robię prezentację:) A gdy już
      wracam do domu to tylko robię sobie obiadek (kolację), szybka kąpiel i spaaaććć.
      Pozdrawiam
    • matmis Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 09:41
      Ile pracownik naukowy pracuje? Ile chce. Czy trzeba się zaharowywać na śmierć?
      Nie trzeba, ale jeśli ktoś lubi - droga wolna. Jak głosi stare przysłowie - "nie
      wiesz, póki nie spróbujesz".
      Generalnie sztywnych godzin pracy nie ma, więc z początku warto zainwestować
      swój czas w krótki kurs asertywności, negocjacji i zarządzania czasem.
      Oraz pamiętać o zasadzie Westheimera, która brzmi "aby oszacowac czas potrzebny
      na wykonanie jakiegos zadania nalezy przewidywany czas pomnozyc przez dwa i
      przyjac jednostke o rzad wyzsza".
      • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 12:48
        matmis napisał:

        > Ile pracownik naukowy pracuje? Ile chce.

        Z tego co mi wiadomo, to sporo doktorów/profesorów łączy pracę na uczelni z jeszcze jakimś innym zajęciem, m.in. z powodu chęci łączenia "teorii z praktyką" czy niskich zarobków na uczelni.
        Sporo też dorabia na uczelniach prywatnych. A jak już ktoś nie pracuje nigdzie poza macierzystą uczelnią to stara się brać więcej zajęć ze studentami ponad wymagane minimum, bo wtedy też ma parę groszy więcej.

        Więc w takich wypadkach na "rozwój naukowy" zostaje mało czasu.

        Czy trzeba się zaharowywać na śmierć?
        > Nie trzeba, ale jeśli ktoś lubi - droga wolna.

        Z tego co tutaj na tym forum czytałam, to żeby zrobić habilitację to trzeba mieć wymaganą ilość publikacji. I właśnie to pisanie publikacji zajmuje dużo czasu i spędza sen z powiek wielu osobom. A jest to warunek sine qua non dalszej pracy na uczelni.

        Więc tak sobie pomyślałam, że pracownicy naukowi nie mają łatwego życia, jak do tego doliczyć jeszcze obowiązki domowo-rodzinne.
        • mefs Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 14:36
          Moj prof (czyli byly promotor), rzucil kiedys dwa zdania:
          1. Panowie nie przyszli tu, by zarabiac.
          2. Od tego jest zona by sie opiekowac dziecmi.

          Pozwole sie z nim nie zgodzic.
          Niemniej jednak pogodzenie pracy naukowej, projektow, zycia prywatnego nie jest
          latwe. Jak pisalem, sa dni, kiedy czasu ma sie wiecej, sa takie, kiedy go wogole
          nie ma.
          • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 15:21
            mefs napisał:

            > Moj prof (czyli byly promotor), rzucil kiedys dwa zdania:
            > 1. Panowie nie przyszli tu, by zarabiac.
            > 2. Od tego jest zona by sie opiekowac dziecmi.

            Ponoć kobiety pracujące na uczelni mają statystycznie mniej publikacji niż mężczyźni tam pracujący. Dotyczy to w szczególności obecnych naukowców powyżej 40 roku życia. Bo wtedy za czasów ich młodości panowała stara zasada, że to na kobietę spada główny ciężar zajmowania się dziećmi i domem. Dlatego piastując dzieci nie miały zbyt dużo czasu na pisanie.

            A pokolenie dzisiejszych 30-latków funkcjonuje już na nowszych zasadach obyczajowo-rodzinnych. Po pierwsze, zwiększa się liczba kobiet bezdzietnych, które mają tyle samo czasu na rozwój naukowy co mężczyźni. Po drugie, jeżeli już dziecko, to najczęściej tylko jedno i po "wychowaniu" faceta do tego, by też się zajmował obowiązkami domowo-rodzinnymi.

            Mefs, a odnosząc się do tego, co powiedział twój profesor, to nie wiem, czy znajdzie się dzisiaj kobieta, która zgodziłaby się na małżeństwo z takim facetem, który:
            1. ani nie zarabia
            2. ani nie zajmuje się dziećmi (domem)
            Może jakaś wyjątkowo zdesperowana? Ze świeczką takiej szukać.
            • niewyspana123 Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 16:50
              obawiam się, że, pomimo zmieniających się obyczajów, dzieci nadal są głównie
              zajęciem kobiety, tak było i jest, nawet z dziadkami, opiekunką czy przedszkolem
              i tak jest sporo roboty, toteż trudno poświęcić dużo entuzjazmu nauce.
              Z własnego doświadczenia też wiem, że jak mnie spacerek, zupka czy co tam
              oderwie od pisania dr (choć to w sumie taka sobie praca naukowa) czy uczenia
              się, to niezwykle trudno mi się z powrotem skoncentrować.
              Dobrze, że nie muszę jeszcze na dokładkę zarabiać na przeżycie!
              No i czy nie myślicie, że praca naukowa odbywa się raczej skokami: cisza cisza
              bach artykuł, a nie tak rzemieślniczo ćwiartka dobrego pomysłu dziennie?
              • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 17:24
                To, jak sobie człowiek życie ułoży, zależy w dużej mierze od niego samego. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz - jak głosi stare porzekadło. Jednak w tym wszystkim najważniejsze jest, żeby "nie porywać się z motyką na słońce" i przyjąć do wiadomości, że w życiu zawsze coś odbywa się kosztem czegoś. Jak ktoś stara się wywiązywać ze wszystkich obowiązków domowo-rodzinnych, to automatycznie siłą rzeczy ma mniej czasu na pracę naukową. A u nas w społeczeństwie, no cóż, uprawia się irracjonalną reklamę społeczną "mama jest najlepsza w pracy"... Ciekawe w jakiej pracy? Może w sklepie spożywczym to tak...
                • dusia_dusia Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 19:49
                  Wiesz, jednak w tym haśle o mamie jest trochę prawdy - a mianowicie dzieci
                  niesłychanie mobilizują do efektywnego wykorzystywania czasu, nie mówiąc o tym,
                  że czas z nimi spędzony można traktować jako odpoczynek od pracy naukowej,
                  dzięki któremu można do niej potem wrócić ze świeżą głową.
                  Oczywiście mówimy tu o sytuacji, kiedy dzieckiem ktoś się zajmuje, kiedy mama
                  pracuje naukowo, chociażby w domu
                  • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 20:38
                    dusia_dusia napisała:

                    > Wiesz, jednak w tym haśle o mamie jest trochę prawdy - a mianowicie dzieci
                    > niesłychanie mobilizują do efektywnego wykorzystywania czasu,

                    To hasło "mama najlepsza w pracy" jest równie piękne co nieprawdziwe. Ma ono jedynie - chociaż szczytny, to jednak propagandowy - cel, jakim jest zachęcenie pracodawców to szerszego zatrudniania matek. Rozumiem, że matka też ma prawo do pracy, ale nie dam sobie wmówić, że jest ona dobra w pracy jedynie z tego względu, że wychowuje dziecko. Kiedy jest zupełnie odwrotnie i właśnie z uwagi na dziecko i towarzyszące temu przemęczenie, brak dyspozycyjności, chodzenie na zwolnienia - jest pracownikiem wymagającym specjalnego traktowania, niezależnie od posiadanych kwalifikacji.

                    Wątpliwe jest także, by tylko kobieta posiadająca dziecko potrafiła efektywnie wykorzystywać czas. To jest wielka bzdura lansowana przez tę reklamę. Każdy inteligentny człowiek potrafi odpowiednio zarządzać swoim czasem. Dlatego bardzo spodobało mi się to, co napisała powyżej Elwinga, cytuję: "ale często jest tak, że pozornie nie robię nic "naukowego" - a
                    to właśnie wtedy dojrzewa we mnie pomysł na to, co napisać, jak napisać,
                    pojawiają się pytania badawcze itd. Bez tego okresu pozornego "nicnierobienia"
                    praca byłaby niemożliwa - przynajmniej w moim przypadku".

                    Tak więc moim zdaniem ten okres "nicnierobienia" jest w istocie chwilą refleksji nad pracą czy nad swoim życiem, a człowiek zagoniony obowiązkami domowo-rodzinnymi właśnie takiej chwili odpoczynku czy refleksji nie mają z powodu braku czasu.
                    • dusia_dusia Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 21:26
                      Jasne, że efektywne wykorzystywanie czasu nie jest przywilejem matek :)
                      Jasne, że nie da się myslec o pracy naukowej bawiąc się z dzieckiem. Ale
                      obierając kartofle, spacerując - jak najbardziej. To chyba o takie
                      "nicnierobienie" (naukowe) chodzi, bo przecież nie o leżenie do góry brzuchem.
                      Żeby nie być zagonionym/ą obowiązkami domowymi, trzeba mieć w domu sprawiedliwy,
                      partnerski układ, na pewno. Ale i tak, niezależnie czy sie jest matka, ojcem,
                      singlem itp. - nie da rady bez przerwy mysleć o pracy naukowej, trzeba czasem
                      przestawić się na inny tok myslenia. jedni idą do kina, inni bawią sie z
                      dzieckiem :)
                      • elwinga Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 22:23

                        > Jasne, że nie da się myslec o pracy naukowej bawiąc się z dzieckiem. Ale
                        > obierając kartofle, spacerując - jak najbardziej. To chyba o takie
                        > "nicnierobienie" (naukowe) chodzi, bo przecież nie o leżenie do góry brzuchem.

                        Potwierdzam, to właśnie miałam na myśli :)
                              • dusia_dusia Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 17:05
                                Parolatek to już nie piszczy, najwyżej kwęka albo bez końca zadaje pytania,
                                opowiada niesamowite historie itp. To czasem też niezła gimnastyka dla
                                intelektu, na niektóre z tych pytań odpowiedzieć :)
                                Ale nie będę udawała, że pozwala mysleć o nauce :)
                                • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 17:16
                                  Nie będę się na siłę spierała, ale w superniani widziałam coś zupełnie innego. Gdzieś ok. 4 roku życia dziecko przechodzi "okres buntu", kiedy nic mu nie pasuje. Nie daje się ubrać na spacer, na ulicy kładzie się na ziemię, bo rodzic nie chce czegoś tam dla niego zrobić, nie chce jeść, więc trzeba mu gotować kilka posiłków "do wyboru" itd.
                                  • dusia_dusia Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 19:35
                                    Takie zachowanie dotyczy raczej dzieci w wieku około 2 lat - tzw. "bunt
                                    dwulatka". Na szczęście moja córka przechodziła bardzo łagodnie, nigdy mi się na
                                    ziemi nie kładła, ubierała z chęcią, a apetyt zawsze miała i ma doskonały.
                                    Młodsza owszem, pokazuje charakterek i potrafi się na podłodze w ramach buntu
                                    położyć, ale wystarczy przez chwilę przestać zwracać uwagę i przechodzi.
                                    A bunt czterolatka też istnieje, ale przybiera bardziej wyrafinowane formy :)
              • matmis Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 13:36
                > No i czy nie myślicie, że praca naukowa odbywa się raczej skokami: cisza cisza
                bach artykuł, a nie tak rzemieślniczo ćwiartka dobrego pomysłu dziennie?

                To raczej jest tak, że rzemieślniczo regularnie myślisz, czytasz, projektujesz,
                eksperymentujesz, itp., a fajne wyniki pojawiają się dość losowo (artykuly zaś
                piszesz jak zbliża się deadline...)
        • matmis Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 13:26
          > Z tego co mi wiadomo, to sporo doktorów/profesorów łączy pracę
          > na uczelni z jeszcze jakimś innym zajęciem, m.in. z powodu chęci
          > łączenia "teorii z praktyką" czy niskich zarobków na uczelni.
          > Sporo też dorabia na uczelniach prywatnych. A jak już ktoś nie pracuje nigdzie
          > poza macierzystą uczelnią to stara się brać więcej zajęć ze studentami ponad
          wymagane minimum, bo wtedy też ma parę groszy więcej.

          Zgadza się. Można to nazwać utrzymywaniem równowagi pomiędzy poziomem życia i
          poziomem badań. Jest to również jeden z powodów dla których ma zastosowanie w/w
          zasada Westheimera.

          > Z tego co tutaj na tym forum czytałam, to żeby zrobić
          > habilitację to trzeba mieć wymaganą ilość publikacji.
          > I właśnie to pisanie publikacji zajmuje dużo czasu
          > i spędza sen z powiek wielu osobom.

          Z drugiej strony na zrobienie habilitacji jest dużo czasu (8 lat?) więc można
          sobie na podstawie własnych (i cudzych) dokonań w tej dziedzinie oszacować swoją
          średnią "publikacyjną" produktywność, i stosownie do tego "utrzymywać równowagę
          pomiędzy poziomem życia i poziomem badań". A jeśli okazuje się, że idzie nam
          gorzej niż zakładaliśmy, uzasadnione jest zapełnić lukę jakąś chałą publikacyjną.

          > A jest to warunek sine qua non dalszej pracy na uczelni.

          Czasami tych co nie zrobili habilitacji w terminie zatrudniali dalej jako
          wykładowców.

          > Więc tak sobie pomyślałam, że pracownicy naukowi nie mają łatwego życia, jak
          do tego doliczyć jeszcze obowiązki domowo-rodzinne.

          Tak, trzeba być niezłym twardzielem albo łykać codziennie prozac ;-)
    • flamengista Re: jak to wygląda w domu 06.12.07, 15:21
      Zacznę od może mało oryginalnego stwierdzenia, że wolę pracować w domu niż w
      pracy. I to mimo tego, że mam własny pokój, biurko, komputer i ogólnie dobre
      warunki.

      Ile pracuję w domu? Jak nie mam zajęć, to ok 3 godziny na pracę naukową (pisanie
      doktoratu bądź artykułu, jeśli to badania empiryczne to znacznie dłużej) + ok 2
      godziny na dodatkowe organizacyjno-dydaktyczne obowiązki. Mało, ale tu chodzi
      nie o ilość, ale o jakość.

      W pracy teoretycznie może być tego więcej, ale jestem mniej efektywny. Co jakiś
      czas zaglądnie student, wpadnie kolega/koleżanka i gadu-gadu a tu nagle godzina
      minęła. Albo i dwie.

      Natomiast najwięcej czasu na pracę związanej z uczelnią spędzam rzecz jasna w
      sesję. Wtedy jest to po kilkanaście godzin dziennie - sprawdzanie prac i
      kolokwiów, które zabieram do domu (mimo że ciągle się boję, że je zgubię).
        • joannah31 Re: jak to wygląda w domu 07.12.07, 13:35
          Z góry przepraszam wszystkie dziewczyny piszące na forum, ale
          uważam, że babka robiąca karierę naukową zawsze ma trudniej niż
          mężczyzna.Oczekuje się od niej więcej, a szczególnie wygórowane
          oczekiwania ma rodzina.Ma być nie tylko docenianym naukowcem ale i
          świetną panią domu, której nie upadają suflety a dziecko (w końcu od
          takich rodziców!) już w wieku 4 lat czyta Webera.
          Mój chłop jak pisał doktorat to wszycy mówili, że trzymają kciuki, a
          mnie się pytają nie o przyrost stron, tylko kiedy się statystycznie
          poprawi.
          Jednym słowem Alba, możesz być świetnie zorganizowana i tak coś na
          tym ucierpi a jak znam okoloczności to raczej Twoja kariera.
          • niewyspana123 Re: jak to wygląda w domu 07.12.07, 14:27
            popieram joannah31, też myślę, że z czysto biologicznych no i społecznych
            względów kobiety miały i mają gorzej w pracy, także naukowej. I nie ma co mówić
            o partnerstwie i podziale obowiązków, bo ktoś rodzinę w końcu musi utrzymać, a
            jeśli praca męża jest odpowiedzialna i wielogodzinna trudno oczekiwać by jeszcze
            robił 50% prac domowych. I jeszcze ciągle: kiedy w końcu skończysz ten dr, kiedy
            w końcu kolejne dziecko bla bla.
            Teraz, kończąc dr, nie wiem, jak będzie moja przyszłość zawodowa, ale szczerze
            mówiąc nie stawiam na szybką, błyskotliwą, międzynarodowa karierę, naukową czy nie.
            • rytr Re: jak to wygląda w domu 07.12.07, 16:04
              >I nie ma co mówić
              > o partnerstwie i podziale obowiązków, bo ktoś rodzinę w końcu musi >utrzymać, a
              > jeśli praca męża jest odpowiedzialna i wielogodzinna trudno oczekiwać >by
              jeszcze robił 50% prac domowych.

              Oboje z mężem mamy pracę odpowiedzialną i dość absorbującą czasowo, zwłaszcza,
              że to nasza własna działalność. Oboje studiujemy, ja na dziennych doktoranckich,
              mąż na podyplomowych. Mamy 2 dzieci.
              Gdyby nie podział obowiązków domowych, pewnie nie dałabym rady podjąć studiów. U
              nas jest nawet 60% mąż, 40% ja, głównie dlatego, że mój mąż jest znacznie
              bardziej zorganizowany jeżeli chodzi o dom niż ja.

              Ale zgadzam się, że łączenie różnych działalności z doktoratem to ciężka sprawa.
              Widzę po kolegach i koleżankach z roku, którzy nie mają rodziny, pracy. Albo
              rodzinę mają bezdzietną. Jest im o niebo łatwiej.
              Ja, oprócz poradni, którą z mężem prowadzimy pracuję jeszcze w szkole. I to jest
              ta rzecz, która w najbliższym czasie "idzie pod topór", bo mi pochłania za dużo
              czasu, a zyski żadne. Dostałam stypendium naukowe (niskie - 350 zł, ale zawsze
              coś). W znacznej części wyrównuje mi to, co stracę po rezygnacji z pracy w
              szkole (na czysto, po odliczeniu dojazdów do domu ucznia zostaje mi 450 zł -
              trochę wstrząsające, zważywszy, że jestem nauczycielem kontraktowym, nie stażystą).

              Po rezygnacji z pracy, mam nadzieję, że będę mogła poświęcić znacznie więcej
              czasu pracy naukowej, bo na razie, to kuleje bardzo bardzo mocno.
              Chociaż właśnie dziś dostałam egzemplarz czasopisma z moim artykułem, co mnie
              zaskoczyło, bo brak było jakiejkolwiek informacji z wydawnictwa i myślałam, że
              nic z tego nie będzie;)
              • dusia_dusia Re: jak to wygląda w domu 07.12.07, 18:24
                To ja mam podobnie jak rytr, mój mąż też chyba robi więcej w domu - sprzątanie,
                wieczorne zmywanie, czasem nawet ugotowanie obiadu na następny dzień. I z
                dziećmi spędza czas po powrocie z pracy i w weekendy. Do mnie należy pranie,
                prasowanie (niezbyt częste), no i dzieci - odprowadzenie do przedszkola, jeśli
                akurat pracuję w domu - to nakarmienie młodszej obiadem (do obiadu zajmuje się
                nią opiekunka lub dziadkowie) i położenie spać. Odebranie z przedszkola i
                wspólnie spędzony czas do przyjścia męża. Więc chyba wychodzi po równo, przy
                czym na męża spadają te "cięższe" prace.
                Na szczęście nikt żadnych sufletów ode mnie nie oczekuje, zreszta nigdy jeszcze
                nie robiłam :)
                Życzę powodzenia i pozdrawiam!
                • niewyspana123 Re: jak to wygląda w domu 07.12.07, 21:52
                  rzeczywiście to dobre przykłady podziału, u mnie kompletnie nierealne, bo gdy
                  mówię o czasochłonnej pracy męża mam na myśli nierzadko 8-21 lub i okrągłą dobę
                  jak się coś dzieje, mam za to wielką pomoc teściów - dzięki nim mogłam napisać
                  pracę, a wspominam o tym wszystkim, bo kiedyś mi się wydawało, że sama sobie
                  poradzę, a dr będę pisać wieczorami i w czasie drzemki dziecka - co za bzdura!!!
                  pozdrawiam serdecznie
                  • angelik1 Re: jak to wygląda w domu 07.12.07, 23:19
                    jest pracuję głównie w domu. Nigdy nie pisałam artykułu w swoim pokoju na
                    uczelni.Podobnie jak u innych, z tym pogadam, pójdę do bufetu, itd. Z biblioteki
                    korzystam jak potrzebuję ale cenię sobie domowe pielesze-to dla mnie optymalne
                    środowisko do pracy naukowej.A co do czasu-to właściwie cały wolny czas
                    poświęcam na pracę naukową. Mam małe dziecko, więc wykorzystuję każdą wolną
                    chwilę no i oczywiście wieczory.Łatwo nie jest ale jakoś daje radę.
          • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 12:26
            joannah31 napisała:
            > Jednym słowem Alba, możesz być świetnie zorganizowana i tak coś na
            > tym ucierpi a jak znam okoloczności to raczej Twoja kariera.

            Joannnah, dzięki za troskę,ale mnie to nie grozi. Ja nie zamierzam się bawić w rodzinę, pytam więc tylko abstrakcyjnie. A i doktorantką póki co nie jestem. A mnie nawet w życiu doskwierają takie obowiązki jak sprzątanie, prasowanie, robienie zakupów dla samej siebie. Dla mnie to w pewnym sensie strata czasu, bo można by zamiast tego zrobić coś ambitniejszego. I dlatego pytam tak abstrakcyjnie, bo kobiety z dziećmi na karku mają tych obowiązków x10. Poza tym zauważyłam w otoczeniu to, o czym piszesz - że to na kobietę spada główny ciężar obowiązków, a tak być nie powinno.
            • gagolek Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 17:45
              Jesli chodzi o kobiety zajmujace sie praca naukowa i dzieci, to
              odziwa twoje poglady sa stereotypowe.
              Po pierwsze wlasnie teraz przybywa mam wsrod takowych pan. Wyobraz
              sobie, ze jesze nie tak dawno zajscie w ciaze w trakcie robienia
              doktoratu rownalo sie rezygnacji z pracy naukowej. Znam sporo takich
              instytucji naujowych w Polsce. Jest to regula dopiero co przelamywna
              w Niemczech. Idzie jednak ku normalnosci.
              Druga bardzo istotona sprawa, kiedys przegladalam jakies dane, ktore
              wskazywaly, ze macierzynstwo na dluzsza mete raczej wplywa
              pozytywnie na prace naukowa (chodzi o ilosc i jakosc publikacji jak
              rowniez szybkosc awansu)! W pelni pokrywa sie to z moimi obserwacjam
              z instytutu, gdzie robilam doktorat jak rowniez miejsca gdzie
              robilam prace magisterska. Najlepsze szefowe z reguly mialy dzieci,
              a kilka takich sobie osob, ktore lepiej, aby z nauki odeszly to
              wlasnie panie, ktore wszyswtko poswiecaly dla kariery.

              Co ciekawe w USA nikogo nie dziwi, ze kobieta nie tylko pracuje
              naukowo, ale ma rodzine i dzieci! Spotkalam kilka takich pan,
              wybitnych naukowcow w swojej dziedzinie. Spotkalam tez kobiety
              samotne (co ciekawe najczescie z Europy), ktore pomimo tak duzej
              ilosci wolnego czasu na samorozwoj sa dosc przecietne.
              • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 23:16
                Gogolek, to są twoje obserwacje, nie wiem, na ile prawdziwe, na ile propogandowe. Wątpliwe, czy można je rozszerzyć na całą populację. Obiektywne dane pokazują, że coraz częściej kobiety wykształcone decydują się na bezdzietność, a najwięcej dzieci rodzą te stojące niżej w pozycji społecznej. Drugim niezaprzeczalnym faktem (o którym już pisałam) jest to, że mężczyźni mają statystycznie więcej publikacji na swoim koncie niż kobiety. Jak to wytłumaczyć? Chyba nie chcesz tego wyjaśniać tym, że kobiety są od mężczyzn głupsze. Najprostsze z wytłumaczeń - zajęte obowiązkami domowo-rodzinnymi nie mogły tyle czasu poświęcić na rozwój naukowy co mężczyźni. I Wytłumaczenie to wydaje się logiczne, bo wiadomo ile jest obowiązków przy dzieciach. O formalnych przerwach w pracy naukowej w postaci urlopów macierzyńskich czy wychowawczych nie wspominając, bo one już na pewno są dowodem na tą tezę. A jeden wyjątek, z jakim być może miałaś do czynienia, nie zaprzecza ogólnej "regule" wykształconej w społeczeństwie.

                Mnie jako kobietę solidaryzującą się z innymi - przepraszam za wyrażenie - "jajnikami" ta kwestia troszeczkę boli. Bo dlaczego kobiety mają mieć gorzej niż mężczyźni?
                • niewyspany77 Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 23:30
                  Na jakich statystykach opierasz dane ze faceci publikuja wiecej *STATYSTYCZNIE*
                  od kobiet? Bo jesli dane bierzesz z ogolnie dostepnych baz cytowan to zauwaz, ze
                  one suma summarum sa per nauki scisle, a te jak wiadomo nie sa domena kobiet.
                  Ilosc statystyczna publikacji to jeden wielki szwindel bo mozna miec tysiac
                  cytowan z jednej publikacji jak i tysiac publikacji z zerem cytowan.
                • niewyspany77 Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 23:37
                  alba.alba napisała:

                  > Jeszcze coś dodam - zobacz ilu mężczyzn chodzi na urlop macierzyński czy wychow
                  > awczy, a ile kobiet.

                  Ciekawe ile kobiet pozwoliloby ojcu zajac sie malym dzieckiem. Smiem twierdzic,
                  ze nikly odsetek. To jest tez uwarunkowane kulturowo a nie jakimis szzegolnym
                  "zwalaniem obowiazkow na matke". Chcialabys etykietki "karierowizki co woli
                  karirer niz opieke nad wlasnym dzieckiem"? Poza tym ktos te rodzine musi
                  utrzymac, a ze polscy pracodawcy placa wiecej facetom to raczej normalne ze on
                  pracuje a ona z dzieckiem.
                  • alba.alba Re: jak to wygląda w domu 09.12.07, 00:25
                    niewyspany77 napisał:
                    Poza tym ktos te rodzine musi
                    > utrzymac, a ze polscy pracodawcy placa wiecej facetom to raczej normalne ze on
                    > pracuje a ona z dzieckiem.

                    Po pierwsze - w budżetówce, a szkoła wyższa nią jest, płace są takie same dla kobiet jak i dla mężczyzn. A i tak rzadko który mężczyzna-naukowiec się decyduje na urlop.

                    Po drugie - rzeczywiście w sferze prywatnej mężczyźni mają wyższe pensje, ale nie myl przyczyny ze skutkiem. Mężczyźni mogą mieć wyższe pensje, dlatego, że:
                    - mieli więcej czasu na rozwój zawodowy, a więc szybciej dostali awans
                    - pracodawca woli inwestować swoje zasoby w mężczyzn, dlatego, że przewiduje ewentualność, iż w każdej chwili pracujące kobiety mogą odejść z pracy z przyczyn macierzyńskich, a później regularnie "nawalać" w pracy niespodziewanymi zwolnieniami, bo dziecko chore. Nie opłaca im się inwestować w tak ryzykownego pracownika, jakim jest kobieta w okresie rozrodczym i nic tego nie zmieni.
                    • gagolek Re: jak to wygląda w domu 09.12.07, 03:00
                      Aby zobaczyc jak wplywaja dzieci na kariere mamy-naukowaca,
                      przaeprowadzona dosyc przyzwoite badania (musialabym spedzic sporo
                      czasu aby odnalezc zrodlo). W dluzszej perspektywie to wlasnie
                      posiadanie dzeci wplywalo korzystnie na kariere. To sie tylko zgadza
                      w moimi obserwacjami.

                      Mozliwe, ze wsrod kobiet wykszatlconych roadzi sie coraz mniej
                      dzieci. Ale to nie znaczy, ze kobiety-badaczki nie moga byc
                      wyjatkami. Tutaj opieram sie na wlasnych obserwacjach, ale
                      dotyczacych sporej grupy kobiet. Pod koniec studiow przy
                      poszukiwaniu swojego miejsca dla mnie i dla moich kolezanek bylo
                      bardzo wazne (nawet jesli nie wszystkie planowalaysmy w nablizszej
                      przyszlosci zalozenie rodziny) jaka panuje w danym miejscu atmosfera
                      i jakie jest zapatrywanie szefostwa na posiadanie dzieci. Niestety
                      znam kobiety zdegradowane zawodowo badz zmuszone do poszukania
                      nowego zajecia, dlatego, ze zdecydowaly sie na dziecko. Sila rzeczy
                      wplynelo to negatywnie na ich kariere zawodowa. Tam gdzie atmosera
                      jest przychylna, panie radza sobie swietnie.
                      Tren sie jednak odwraca i tak jak w latach 60 czy 70 kobiety musialy
                      wybierac albo nauka albo dziecko, tak teraz jest dobrze widziane aby
                      nie rezygnowac z macierzynstwa. Problemem bywaja jednak wlasnie
                      szefowe, ktore kiedys posiwiecily swoje zycie prywatne dla kariery
                      zawodowej i teraz nie moga zaakceptowac, ze mlodsze koleznaki nie
                      chca rezygnowac z jednego na rzecz drugiego.
            • joannah31 Re: jak to wygląda w domu 08.12.07, 19:42
              alba.alba napisała:

              Joannnah, dzięki za troskę,ale mnie to nie grozi. Ja nie zamierzam
              się bawić w rodzinę, pytam więc tylko abstrakcyjnie.

              Alba! tak czy inaczej powodzenia! (Bo wiesz, niektóre rzeczy w życiu
              prywatnym poprostu się dzieją)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka