Dodaj do ulubionych

pogadajmy o wysilku akademickim

15.02.08, 09:11
Przeczytalem ja takie cos:
www.gazetawyborcza.pl/1,88226,4924080.html
A szczegolnie fragment:
"Dwie pensje adiunktów nie pozwalają nam na utrzymanie rodziny i zapewnienia
minimalnego poziomu życia czterech osób (my i nasze 17-letnie bliźniaki)."

Ok, czyli pani z mezem ma 4 tysiace czyli kazdy po etacie (nie chce dyskusji o
pieniadzach bo to fakt zdeczka malo). Ale:

"Do domu przychodzimy ledwo żywi".

Hm. 240 godzin dydaktycznych rocznie, jakies dyzury w tygodniu (plus
sezonowo-okazyjne sprawdzanie kolosow, egzaminy itp.).

No to ja nie kumam i prosze pieknie mi wyjasnic jak to jest. 1 etat, jawnie
sie pani przyznaje ze nie doksztalca sie, a do domu przychodzi "ledwo zywa".
Mowimy tu o pi razy oko 7h dydaktycznych w tygodniu.

Czy ja zatem cos pomijam?
Obserwuj wątek
    • paradygmat.poznawczy Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 10:00
      "Praca na uczelni wciśnięta jest między dyżury (5-6 w miesiącu), poradnię i spółdzielnię. Do domu przychodzimy ledwo żywi."

      Ale oni dorabiają dodatkowo, więc sie nie dziwię, że padają na pysk.

      Ty chyba nie pracowałeś na uczelni, prawda ? I nie wiesz jak wyczerpuje psychicznie choćby rzetelne przeprowadzenie sesji egzaminacyjnej w przypadku przymusowych nadgodzin (głównie odpieranie ataków namolnych studentów, którzy oblali), szarpanie sie o każdy grosz, pisanie wniosków bez merytorycznej pomocy ze strony administracji, użeranie się o każdą duperelę i uczestnictwo w wielu pracach administracyjnych, które na nas cedują "samodzielni" ?

      Praca naukowa i wyjazdy na konferencje w takiej sytuacji to czysta przyjemność i odpoczynek...

      Ja czasem przychodzę do domu po dwóch godzinach rozmowy z dziekanem naukowym tak "wypluta", że zaczynam zazdrościć chłopu, który pracuje w biurze i przez osiem godzin przewraca spokojnie papierki, a potem zamyka drzwi i nic go nie obchodzi...

      Popracuj parę lat na etacie, to pogadamy o wysiłku :-/
      • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 10:10
        paradygmat.poznawczy napisała:

        > Ty chyba nie pracowałeś na uczelni, prawda ? I nie wiesz jak wyczerpuje psychic
        > znie choćby rzetelne przeprowadzenie sesji egzaminacyjnej w przypadku przymusow
        > ych nadgodzin (głównie odpieranie ataków namolnych studentów, którzy oblali), s
        > zarpanie sie o każdy grosz, pisanie wniosków bez merytorycznej pomocy ze strony
        > administracji, użeranie się o każdą duperelę i uczestnictwo w wielu pracach ad
        > ministracyjnych, które na nas cedują "samodzielni" ?

        Wlasnie pracowalem. Caly etat, 100% dydaktyki, 15h tygodniowo. Pracy naukwoej
        nie bylo, ale ja pisalem wtedy doktorat, w owczesnym roku tez zaliczylem 1
        konferencje i 1 tekst w sredniej polce mojej dzialki. Owe 15h mialem wcisniete w
        2 dni i w te dni faktycznie bylem wypompowany. pozostale 5dni - spokojne
        przygotowanie sie do zajec.

        Nie jezdzij po mnie, mowimy wszak o adiunktach. 7h lekcyjnych tygodniowo. Ile
        razy, majac 7h tygodnowo, adiunkt przychodzi do domu "ledwo zywy"?
        • paradygmat.poznawczy Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:15
          niewyspany77 napisał:

          > Wlasnie pracowalem. Caly etat, 100% dydaktyki, 15h tygodniowo.

          Ale pracowałeś jako asystent, nieprawdaż ? Ja z nostalgią wspominam te czasy,
          gdy miałam tylko dydaktykę i doktorat, miałam wtedy masę wolnego czasu na
          pisanie artykułów i dodatkowe fuchy.

          > Nie jezdzij po mnie, mowimy wszak o adiunktach. 7h lekcyjnych tygodniowo. Ile
          > razy, majac 7h tygodnowo, adiunkt przychodzi do domu "ledwo zywy"?

          Prawie codziennie ? Ale mam znacznie więcej niż 7h tygodniowo...
          Popełniasz ten sam błąd, co ludzie twierdzący, ze zwykły nauczyciel ma tylko 18h
          tygodniowo. Rzetelny nauczyciel ma znacznie więcej pracy.
          Nie jeżdżę po Tobie; po prostu twierdzę, ze nie znasz wszystkich okoliczności.
          • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:30
            > Nie jeżdżę po Tobie; po prostu twierdzę, ze nie znasz wszystkich okoliczności.

            Prosze Cie pieknie, wytlumacz mi te okolicznosci, bo ja nie rozumiem. Jaka jest
            roznica zatem miedzy etatem asystenta a adiunkta, ze asystent ma full czasu a
            adiunkt ledwo dyszy (pominmy fuchy, 2, 3, 4 etat etc).
    • profes0r Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 10:00
      Mhm.

      "Nie mamy wielkich wymagań, ale chcemy wyjechać na wakacje, kupić książki,
      zapewnić dzieciom możliwość nauki języków obcych, nie zalegać z czynszem itd.
      Niestety, bez dodatkowej pracy nie byłoby o tym mowy, a więc dorabiamy.

      Praca na uczelni wciśnięta jest między dyżury (5-6 w miesiącu), poradnię i
      spółdzielnię."
      • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 10:11
        profes0r napisał:

        > Mhm.
        >
        > "Nie mamy wielkich wymagań, ale chcemy wyjechać na wakacje, kupić książki,
        > zapewnić dzieciom możliwość nauki języków obcych, nie zalegać z czynszem itd.
        > Niestety, bez dodatkowej pracy nie byłoby o tym mowy, a więc dorabiamy.
        >
        > Praca na uczelni wciśnięta jest między dyżury (5-6 w miesiącu), poradnię i
        > spółdzielnię."

        No. Czyli nie 4 tysiace na 4 glowy ale duzo wiecej. Nie bede zgadywal ile. Ten
        list to jakas sciema. Bo nikt mi nie wmowi, ze ponad tysiac na glowe to
        "minimalne warunki".
        • missdoc Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:03
          Hej ciekwy temat, ja jestem na prywatnej uczelni od 5 lat i bylam
          jako asystent w stanie non stop totalnego przemeczenia. wczoraj
          akurat sobie policzyłam na nowo dla adiunktów:
          240 to pensum od lutego do lipca tj. przez 6 mies. = 40 h. tyg.
          czyli fakt wypada 10 h tyg. (Licze już jako zegarowe bo wiadomo ze
          przerwa służy na odp. na pyt. studentów lub gorączkowe zmienianie
          sal.) Ja się akurat zawsze przygotowuje, robie kolokwia i testy
          aktywizujące, ćwicz. praktyczne - więc doliczam min. 5 h tygodniowo.
          Do tego praca typu biurowa na uczelni - 10 godz. tyg.
          Do tego konsultacje - 2 godz. tyg.
          Do tego praca naukowa - min. 10 h tyg.
          Wychodzi min. 37 h tygodniowo, czyli min. 7,5 h dziennie.
          Za 2 tys.
          Za pare miesięcy zobacze czy było warto.


          • missdoc Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:37
            moze to przemeczenie nie wynika z liczby godzin.
            Na ten wysiłek składa się raczej specyfika pracy - takie
            przemeczenie umyslowe. Poczucie ze cały czas jest sie w pracy bo
            jest się naukowcem i zamiast sie ze znajomymi na kawe lepiej
            przeczytac kolejną książkę lub mysleć nad nowym projektem badawczym.
            Poza tym na prywatnych uczelniach akurat godziny zabierają ale za to
            dodają studentów. Jak za mijający semestr miałam ponad 1000 ocen do
            wystawienia a potem wpisania do indeksów a osobno do protokołów to
            był szok. A potem kazdy mówi ze nauczyciele się obijają bo przeciez
            tyle wakacji!!!.
          • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:39
            > Ja się akurat zawsze przygotowuje, robie kolokwia i testy
            > aktywizujące, ćwicz. praktyczne - więc doliczam min. 5 h tygodniowo.

            Slusznie.

            > Do tego praca typu biurowa na uczelni - 10 godz. tyg.

            Hm? Co to za praca biurowa na uczelni?

            > Do tego konsultacje - 2 godz. tyg.

            To rozumiem

            > Do tego praca naukowa - min. 10 h tyg.

            Wolalbym zebysmy dyskutowali o robocie czysto uczelnianej bez pracy naukowej, bo
            ta jest niezwykle ciezka do zmierzenia i przeliczenia na zl. A na to mozna
            poswiecic kazdy wolny czas.

            > Wychodzi min. 37 h tygodniowo, czyli min. 7,5 h dziennie.

            Bez pracy naukowej to 27. Choc nie mam pojecia co robisz przez 10h pracy biurowej.

            > Za pare miesięcy zobacze czy było warto.

            Ciekaw jestem opinii.
        • turzyca Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:07
          Zalozmy, ze to nie sa ludzie z Warszawy. I juz co najmniej polowa tego odchodzi
          na czynsz: bi.gazeta.pl/im/3/4297/m4297313.jpg

          Ceny ksiazek: www.medbook.com.pl/medhome/medicine.php zalozmy, ze powinno
          sie kupic co najmniej trzy miesiecznie, razy dwoch naukowcow. Do tego czasopisma
          branzowe. Tysiac zlotych?

          Jedzenie? Pierwszy raz doszlo do takiej absurdalnej sytuacji, ze biore do reki
          kostke masla w Warszawie i stwierdzam, ze w Niemczech jest tansze. I dotyczy to
          duzej czesci produktow podstawowych, wiesz o ile zdrozaly w ciagu ostatnich lat
          produkty zbozowe i nabial?
          gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4692679.html

          500 zlotych miesiecznie na wydatki pozamieszkaniowe na osobe to nie jest malo, o
          ile nalezy za to tylko zjesc i poplacic rachunki, jesli chcemy czegokolwiek
          wiecej, to jest ciezko. Mam Ci wyszukac ceny szkolen lekarskich? Ceny
          warszawskich dentystow dzieciecych? Ceny kursow jezykowych?
          • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:27
            Turzyco, nie chcialem rozmawiac o pieniadzach, bo ten artykul to lekkie
            przegiecie. Pani ma 2100 zl netto miesiecznie z etatu adiunkta, a ta
            spoldzielnia i reszta gdzie? (razy dwa, bo maz tez zapewne to samo). Czyli
            mowimy tu o kwocie 4 tysiace czy 2x tyle?

            Ale jak juz - nie sadze zeby malzenstwo ktore ma 18 lat pracy i 2 17-letnich
            dzieci mieszkalo w wynajmowanym mieszkaniu. Dlatego czynsz jak juz to typowy
            czyli 500-600 zl i tyle. Ksiazki - przepraszam Cie bardzo ale nie wierze zeby
            1000 zl przeznaczac na ksiazki miesiecznie (zreszta w artykule pani stwierdza,
            ze sie NIE doksztalca, czyli tych wydatkow nie liczymy). Czasopisma - to zadanie
            uczelni dostarczyc pracownikowi bazy, a kazda szanujaca sie uczelnia chocby w
            bibliotece daje dostep do baz publikacji.
            Wiesz, wyszukiwac ceny "warszawskich" mozesz do woli. Ja powiem tylko tyle -
            jesli rozmawiamy o pensji jednej, a przyznajemy sie ze max chalturzymy, to
            mozemy zalozyc ze caly ten list jest jednym wielkim fake i tyle.
            • turzyca Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:47
              Niewyspany ja tylko chcialam pokazac, ze Twoja teza, ze 4000 w Warszawie na 4
              osoby to duzo, jest absurdalna. Moze splacaja kredyt, a nie wynajmuja, moze ucza
              sie jezyka, a nie kupuja ksiazek, ale 500 stow na jedzenie i rachunki oznacza
              diete pieciozlotowa.
              Moj post mial tylko pokazac, ze 4000 zl na 4 osoby w Warszawie to skromna kwota.
              • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:50
                OK, zgodze sie, 4 tysiace na 4 glowy to malo. Ale jak darek12345 slusznie
                zauwazyl, pensje tych panstwa sa zanizone, no i nie bierzemy pod uwage kasy z
                chaltur.

                PS. Jesli kupie merola i bede mial 3 tysiace raty miesiecznie to i na prowincji
                te 4 tysiaki bedzie malo na 1 glowe. Dlatego mysle ze umiar w gdybaniu jest
                wskazany :)
                • turzyca klasa srednia? 15.02.08, 15:56
                  niewyspany77 napisał:

                  > OK, zgodze sie, 4 tysiace na 4 glowy to malo. Ale jak darek12345 slusznie
                  > zauwazyl, pensje tych panstwa sa zanizone, no i nie bierzemy pod uwage kasy z
                  > chaltur.

                  Gdyby Ci ludzie nie chalturzyli to mieliby, uwzgledniajac poprawki, 2700 zl na
                  miesiac. Po dwudziestu latach pracy, blizej emerytury niz dalej.

                  To jest naprawde kasa, ktora powinien zarabiac przedstawiciel klasy sredniej o
                  ustabilizowanej pozycji zawodowej?
                  Wezcie sie nie wyglupiajcie.
                  • niewyspany77 Re: klasa srednia? 15.02.08, 16:10
                    Nie wyglupiamy sie, sa ludzie o ustabilzowanej sytuacji, klasa srednia z
                    dochodami o polowe nizszymi. Tak placa. Ale nie chodzi o dyskusje o pieniadzach
                    tylko o obowiazkach i kreowaniu falszywej rzeczywistosci przez fake-listy do gazety.
                    • turzyca Re: klasa srednia? 15.02.08, 16:26
                      To sie nie nazywa klasa srednia. To sie nazywa inteligencja.
                      Taka tradycyjna warstwa w krajach Europy Wschodniej - zyjaca idealami,
                      przymierajaca glodem i oszukujaca sie herbata. ;)


                      A to co my robimy w tej chwili, to sie nazywa offtop.
                      • niewyspany77 Re: klasa srednia? 15.02.08, 17:31
                        turzyca napisała:

                        > To sie nie nazywa klasa srednia. To sie nazywa inteligencja.
                        > Taka tradycyjna warstwa w krajach Europy Wschodniej - zyjaca idealami,
                        > przymierajaca glodem i oszukujaca sie herbata. ;)

                        Noooo, nie powiem, celna uwaga ;-))))))))))))))))))
            • turzyca Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 16:33
              Zrob eksperyment. Przeprowadz sie z dwiema nieduzymi walizkami, w ktore
              spakujesz _cale_ swoje zycie. Ksiazki Ci sie do nich raczej nie zmieszcza.
              Po trzech miesiacach bedziesz klela w zywy kamien, ze po wszystko musisz isc do
              biblioteki wydzialowej. Nie da sie pracowac bez chocby podstawowego warsztatu.
              Oczywiscie mozesz pracowac wylacznie w bibliotece wydzialowej. Mam opisac
              niezwykly komfort takiej pracy?
    • darek12345 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 11:37
      niewyspany77 napisał:

      > Przeczytalem ja takie cos:
      > www.gazetawyborcza.pl/1,88226,4924080.html
      > A szczegolnie fragment:
      > "Dwie pensje adiunktów nie pozwalają nam na utrzymanie rodziny i
      zapewnienia
      > minimalnego poziomu życia czterech osób (my i nasze 17-letnie
      bliźniaki)."

      Już na początku tego tesktu jest ewidentne kłamstwo:
      cyt:
      "Magda, adiunkt, 18 lat pracy, 2100 zł"

      Widełki płacowe dla adiunta na uczelniach zaczynają się od ok. 2800
      zł brutto, do tego po 18 latach pracy jest dodatek stażowy czyli
      +18% (albo może już ma maksymalny czyli 20% jeśli była na studiach
      doktoranckich, gdyż to się wlicza do stażu). Pracownicy naukowi
      zazwyczaj płacą niższy podatek (tzw. koszty uzyskania przychodu).
      Wychodzi co najmniej 2400 na rękę.
      Dochodzi do tego trzynastka (czyli średnia pensja) + jakieś urlopowe
      itp. (pewnie ok. 2000 zł rocznie). A więc dodatkowo ponad 350 zł/m-c.
      Ta pani więc nie zarabia 2100 tylko pewnie co najmniej 2700 zł.
      Kto tu kłamie, ta Pani czy dziennikarz nie wiadomo. Niestety
      dziennikarze lubią ubarwiać rzeczywistość pisząc kłamstwa, bo
      przecież jakby napisali prawdę to już by było mało ciekawe.
      Najgorsze, że dziennikarza nikt za takie kłamstwa nie rozlicza.
    • autumna Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 12:26
      > Hm. 240 godzin dydaktycznych rocznie,

      A nadgodziny? Znam takie wydziały, gdzie ładują je wykładowcom do upadłego - i to nie z pazerności tychże na dodatkową kasę, ale uczelnia po prostu nie chce tworzyć nowych etatów, finansowo im się nie opłaca.

      No i zależy jaka branża, na chemii zdarza się pilnować eksperymentu - czy to własnego, czy robionego z dyplomantem - 12 godzin, albo i całą dobę jednym ciągiem i nikt dnia wolnego za to nie da.

      Jest różnie, mówiąc krótko. Nie lubię wrzucania wszystkiego do jednego wora, bo co człowiek - to sytuacja. W srodowisku naukowym są ludzie ciężko pracujący i są darmozjady, i tyle.
    • mimimimimis Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 13:10
      A ja jestem doktorantką i mam tylko 90 h w roku i szczerze, też wracam czasem "ledwo żywa" do domu. Może mam złą organizację czasu, co? Ale tak poważnie to nie wiem, z czego to wynika, ale jak ktoś tam wcześniej napisał to chyba specyfika pracy. Większość czasu spędza się w labie, albo przy opracowaniu tego, co z labu wyszło. Pisać trzeba, bo to już końcówka. Jakieś 4-5 konferencji rocznie - nawet krótki abstrakt jest czasochłonny. Do tego badania w terenie. W tamtym roku miałam tyle godzin, co adiunkt (tak wyszło), no a do tego dokształcania się (2 języki obce)i basen (trzeba się ruszać:). Mogę czuć się zmęczona, czy nie?
    • niewyspany77 Uwaga do wszystkich. 15.02.08, 13:27
      Jak czytam ten artykul, to nie widze tam wzmianki o pracy w labach, badaniach,
      pracy naukowej itd. Wrecz przeciwnie - "Stajemy przed dylematem - porozmawiać z
      dziećmi czy dokształcać się. Wybieramy to pierwsze." oraz "nie dokształcam się,
      nie inwestuję we własną wiedzę, a więc cofam się, bazując na wiadomościach
      sprzed lat."

      Ja rozumiem ze praca w labie (a biblioteka u humanistow) moze zezrec kazda ilosc
      czasu i W TYM PRZYPADKU rozumiem, ze czlowiek ma prawo czuc sie zmeczony.
      Dlatego prosze nie wyciagac argumentu ze praca naukowa jest tak meczaca i
      czasochlonna - ja to wiem tylko ze pani w artykule widac tego nie robi.

      Troche to zajezdza hipokryzja. ja tez moge oblozyc sie obowiazkami od rana do
      nocy i narzekac ze przychodze "ledwo zywy". Tyle ze to z wysilkiem akademickim
      raczej nie ma wiele wspolnego, moim zdaniem.
      • paradygmat.poznawczy Re: Uwaga do wszystkich. 15.02.08, 15:30
        niewyspany77 napisał:

        > Choc nie mam pojecia co robisz przez 10h pracy biurowej.

        Zatrudnisz się jako adiunkt, to się szybko dowiesz ;-P


        > Troche to zajezdza hipokryzja. ja tez moge oblozyc sie obowiazkami od rana do
        > nocy i narzekac ze przychodze "ledwo zywy". Tyle ze to z wysilkiem akademickim
        > raczej nie ma wiele wspolnego, moim zdaniem.

        Nie Ty sie obłożysz, tylko Ciebie obłożą. I nie ma to faktycznie wiele wspólnego z wysiłkiem akademickim, ale ktoś tą robotę musi zrobić. Prac biurowych wymieniać tu nie będę,ale choćby dydaktyczne:
        -prowadzenie dyplomantów, czasem wielu
        -praca w komisjach dyplomowych, rekrutacyjnych
        -prowadzenie wszelakich erasmusów, sokretesów i innych -esów, opieka nad studentami zagranicznymi
        -opieka nad kołami studenckim.

        Poza tym praca naukowa też jest związana z pracą biurową. Chcąc kupić sprzęt do labu muszę wejść w procedury przetargowe, bo nasze biurwy rozłożą ręce i powiedzą, że nie potrafią rozpisać specyfikacji, bo się na tym nie znają. W efekcie prowadzisz całość od początku do końca wyręczając administrację, a jak sie zdasz na kogoś, to na pewno zamówią Ci nie to, co potrzebujesz, tylko wcisną jakąś chińszczyznę :-/
        • niewyspany77 Re: Uwaga do wszystkich. 15.02.08, 16:03
          paradygmat.poznawczy napisała:

          > niewyspany77 napisał:
          >
          > > Choc nie mam pojecia co robisz przez 10h pracy biurowej.
          >
          > Zatrudnisz się jako adiunkt, to się szybko dowiesz ;-P

          Na szczescie (?!) nie tak szybko ;)


          > Nie Ty sie obłożysz, tylko Ciebie obłożą. I nie ma to faktycznie wiele wspólneg
          > o z wysiłkiem akademickim, ale ktoś tą robotę musi zrobić. Prac biurowych wymie
          > niać tu nie będę,ale choćby dydaktyczne:
          > -prowadzenie dyplomantów, czasem wielu
          > -praca w komisjach dyplomowych, rekrutacyjnych
          > -prowadzenie wszelakich erasmusów, sokretesów i innych -esów, opieka nad studen
          > tami zagranicznymi
          > -opieka nad kołami studenckim.

          Hm no ok, dzieki za konkrety, choc nadal nie wiem jaka praca biurowa na uczelni
          zajmuje +- 10h ;)

          > Poza tym praca naukowa też jest związana z pracą biurową. Chcąc kupić sprzęt do
          > labu muszę wejść w procedury przetargowe, bo nasze biurwy rozłożą ręce i powie
          > dzą, że nie potrafią rozpisać specyfikacji, bo się na tym nie znają. W efekcie
          > prowadzisz całość od początku do końca wyręczając administrację, a jak sie zdas
          > z na kogoś, to na pewno zamówią Ci nie to, co potrzebujesz, tylko wcisną jakąś
          > chińszczyznę :-/

          OK to zrozumiale. Tylko raz na ile czasu piszesz takie rzeczy? Sluchaj ja
          rozumiem ze praca na etat to nie tylko przyjscie na zajecia dydaktyczne. To
          normalne. Ale bez przesady - dudaktyk to nie biurwa.

          Ale wporzo. Czyli 37,5 godziny. Dwa etaty to niecale 80h ;) 3 etaty = 110h ;)

          Tylko jedno mnie nurtuje. Na mojej bylej uczelni ludzie z dr wzwyz wpadali -
          robili - wypadali. Niestety, wszystko za nich robili mgr. Dlaczego? Ano bo dr i
          dr hab mieli po pare etatow i zero czasu, bo wiecznie sie spieszyli na jakies
          zajecia. No to ja juz nic nie wiem.
          • paradygmat.poznawczy Re: Uwaga do wszystkich. 15.02.08, 19:17
            niewyspany77 napisał:

            > Na mojej bylej uczelni ludzie z dr wzwyz wpadali -
            > robili - wypadali. Niestety, wszystko za nich robili mgr.

            Na niektórych uczelniach nie ma już mgr na etatach. Ci co byli albo odeszli do
            przemysłu. Albo się doktoryzowali i zostali adiunktami, albo też odeszli do
            przemysłu ;-P
            Nowych sie nie zatrudnia, tylko wysyła hurtem na studia doktoranckie, a gdy nie
            są na etacie nic im nie można kazać zrobić :(
            • krysiulka Re: Uwaga do wszystkich. 15.02.08, 21:59
              > Nowych sie nie zatrudnia, tylko wysyła hurtem na studia doktoranckie, a gdy nie
              > są na etacie nic im nie można kazać zrobić :(

              Ojjjj, grubo sie mylisz. Doktorantowi można kazać zrobić wszystko, co jest do
              zrobienia w zakładzie. Nie chcę się powtarzać, poczytaj to:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=74723242&a=74861455
              • paradygmat.poznawczy Re: Uwaga do wszystkich. 16.02.08, 12:07
                krysiulka napisała:

                > Ojjjj, grubo sie mylisz. Doktorantowi można kazać zrobić wszystko, co jest do
                > zrobienia w zakładzie.

                Nie mylę sie, tylko u nas są inne zwyczaje. Doktoranci często pracują zawodowo w
                przemyśle, więc pojawiają sie na uczelni jako ten Latający Holender ;)
                Szef im niczego nie zleca poza pracą nad doktoratem. Ja nic zlecić nie mogę, bo
                to nie mój doktorant, co najwyżej mogę liczyć na jego dobrą wolę współpracy.
      • bumcykcyk2 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 15.02.08, 23:29
        Te 2100 na rękę to siara i rację ma niewyspany oraz kolega od
        krótkiego wyliczenia, bo minimum, które ta Pani może mieć to
        rzeczywiście jakieś 2700 na rękę.

        Natomiast co do meritum. Ktokolwiek, kto chce żyć NORMALNIE, a nie
        jak dziad kalwaryjski, nie może poprzestać na 1 miejscu pracy i tej
        głodowej pensyjce, jaką płacą człowiekowi na stanowisku adiunkta.

        Gdyby chcieć rzetelnie pracować, to i owszem, można wracać do
        domu "ledwie żywy"... ale wiadomo, że tak nie jest. Jesteśmy,
        owszem, "ledwie żywi", ale z przepracowania na chałturach. To też
        ciężka praca i śmiać się nie ma z czego, bo wszystko razem zusammen
        do kupy nie zajmuje 37h w tyg tylko wielokrotność tej liczby.

        • missdoc Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 11:51
          Niewyspany się tu dopytywał co to za godz. biurowe. Otóż u mnie są
          to obowiazowe godz. które trzeba rozliczyć zeby mieć pensję - a
          zatem udwodnić że się pracowało z podpisami szefów itd. Jest ich 10-
          15 na tydz. u mnie na prywatnej uczelni. Reasumując moja pensja
          adiunkta to dydaktyka + te biurowe. Biurowe to np: prace nad
          konferencją naszej jednostki, pisanie projektów (ale niekoniecznie
          sensu stricte naukowych), opieka nad grupami czy kołem naukowym.
          Takie godz. są chyba na każdej uczelni moze tylko się tak nie
          nazywają, ale przecież jak szef kaze coś zrobić to się robi, czyż
          nie.
          Poza tym w ten weekend zamiast sobie odpoczac lece zaraz na zajęcia
          z zaocznymi. i w niedziele też i tak aż do środy no a potem czwartek
          wolny i od piątku znowu. A godz. nie przydzielają raczej równo.
          Jednego dnia jest 5 grup innego 1 grupa. i jak tu nie być zmeczonym
          przy takim trybie życia.




          • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 12:35
            OK. Przyznam sie nie bardzo umiem sobie wyobrazic te prace biurowe, tzn
            przygotowania konfernecji, prowadzenie kola i takie tam to tak ale inne? No ale
            ok, niech bedzie.

            Teraz mam jeszcze jedno pytanie. Jak zatem jest skonstruowany wykaz obowiazkow
            czy jak to sie na uczelniach zwie? Tzn, inaczej mowiac - czy te roboty biurowe
            sa ujete w papierze regulujacym obowiazki pracownika. Dlaczego pytam - bo w ten
            sposob jak piszesz to mozna "zlecic" wykonanie dowolnej bzdury czy glupoty,
            ktora zabierze np 20 godzin tygodniowo. Co wtedy?
              • turzyca Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 13:33
                alba.alba napisała:

                > Mnie się wydaje, że dla opiekuna koła jest jakiś dodatek do pensji. Tak jak są
                > dodatki za pełnienie funkcji np. dziekana.

                Masz racje: wydaje Ci sie.
                W wielu miejscach ich nie ma, opieka nad samorozwojem mlodziezy jest uznawana za
                czesc obowiazkow.
                • alba.alba Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 17:10
                  Skoro wszyscy jesteście tak znudzeni dydaktyką, traktujecie to jako pańszczyznę, chcecie się od tego migać urlopami pseudozdrowotnymi (vide: post paradygmatu.poznawczego), to może poszukajcie sobie jakiegoś innego zajęcia. Bo na nauczycieli z prawdziwego zdarzenia się na pewno nie nadajecie. A nie ma przecież przymusu pracowania w szkolnictwie wyższym. Kto wam karze? Niech na uczelni zostaną ci, dla których dydaktyka jest przyjemnością, a pozostali niech odejdą - z pożytkiem dla samych siebie i studentów też.
                  • babazgaga Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 17:15
                    Eeee, tylko widzisz alba, ja mam na umowie o pracę, że jestem pracownik
                    naukowo-dydaktyczny, vel adiunkt, a nie dydaktyczny, czyli starszy wykładowca.
                    Ja tam studentów lubię, pracę dydaktyczną też, ale zdecydowanie bardziej lubię
                    pracę naukową, i marzyłabym o zachowanych proporcjach, zgodnie ze swoim angażem.
                    • alba.alba Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 18:21
                      Dla niektórych to i 15 godzin dydaktyki zbyt dużo. Jak chcesz mieć tylko obowiązki naukowe to przenieś się do innej instytucji, gdzie nie ma obowiązków dydaktycznych. Uczelnia wyższa jest przede wszystkim dla studentów, to chyba oczywiste.
                      • bumcykcyk2 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 18:39
                        Uczelnia nie jest przede wszystkim dla studentów, łączy jednocześnie funkcje
                        naukowe i dydaktyczne. Ograniczenie się do samej dydaktyki to zjadanie własnego
                        ogona, powodujące wtórność i postępujące zubożenie przekazywanej wiedzy. I na
                        końcu poszkodowany jest właśnie student, który dostaje niepełnowartościową,
                        często przestarzałą i wręcz bezużyteczną (pseudo)wiedzę.
                          • niewyspany77 Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 21:27
                            No ja nie wiem czy sie nie oczekuje. Szkoly zawodowe robia konferencje, gdzie
                            mile widziane sa wystapienia pracownikow, coniektore publikuja jakies tam swoje
                            zeszyty naukowe, a kazda chyba szkola wysyla (tzn inaczej - ma fundusze) na
                            oplaty konferencyjne dla swoich pracownikow. Dla mnie to co piszesz to taki sam
                            mit jak to, ze "w szkolach prywatnych nie ma pracy naukowej".
                        • alba.alba Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 19:30
                          bumcykcyk2 napisał:

                          > Uczelnia nie jest przede wszystkim dla studentów, łączy jednocześnie funkcje
                          > naukowe i dydaktyczne. Ograniczenie się do samej dydaktyki to zjadanie własneg
                          > o
                          > ogona,

                          Ja nigdzie nie napisałam, że należy się ograniczać tylko do samej dydaktyki. A co do rozwoju naukowego - to powiedzmy sobie szczerze, że tu nauczyciel akademicki ma na myśli nie tyle chęć przekazania studentowi wartościowej wiedzy, ile swój "nóż na gardle" w związku z wymaganą liczbą publikacji do habilitacji.
                  • paradygmat.poznawczy Re: pogadajmy o wysilku akademickim 16.02.08, 21:52
                    alba.alba napisała:

                    > Skoro wszyscy jesteście tak znudzeni dydaktyką, traktujecie to jako pańszczyznę
                    > , chcecie się od tego migać urlopami pseudozdrowotnymi (vide: post paradygmatu.
                    > poznawczego), to może poszukajcie sobie jakiegoś innego zajęcia. Bo na nauczyci
                    > eli z prawdziwego zdarzenia się na pewno nie nadajecie.

                    Migać sie ? ROTFL ! Ja nadgodzinami przez ostatnie lata wyrobiłam normę na
                    kilka lat naprzód :-/
                    Na szczęście nie Ty będziesz oceniać, czy jestem czy nie nauczycielem
                    prawdziwego zdarzenia, ale moi studenci.
            • niewyspany77 no bez jaj panie i panowie 16.02.08, 21:21
              Nie zalozylem watku po to byscie sie miziali z alba. A ja nadal nie znam
              odpowiedzi na moje pytani, czyli:

              > Teraz mam jeszcze jedno pytanie. Jak zatem jest skonstruowany wykaz obowiazkow
              > czy jak to sie na uczelniach zwie? Tzn, inaczej mowiac - czy te roboty biurowe
              > sa ujete w papierze regulujacym obowiazki pracownika. Dlaczego pytam - bo w ten
              > sposob jak piszesz to mozna "zlecic" wykonanie dowolnej bzdury czy glupoty,
              > ktora zabierze np 20 godzin tygodniowo. Co wtedy?
              • paradygmat.poznawczy Re: no bez jaj panie i panowie 16.02.08, 22:37
                niewyspany77 napisał:

                > Dlaczego pytam - bo w ten sposob jak piszesz to mozna "zlecic" wykonanie
                dowolnej bzdury czy glupoty,
                > ktora zabierze np 20 godzin tygodniowo.

                Można, i się zleca, zależy jakiego masz szefa :-/

                > Co wtedy?

                No na przykład możesz czynność wykonać. Albo złożyć wymówienie, jak wolisz ;)
                • niewyspany77 Re: no bez jaj panie i panowie 16.02.08, 22:51
                  > > Co wtedy?
                  >
                  > No na przykład możesz czynność wykonać. Albo złożyć wymówienie, jak wolisz ;)

                  Ja to akurt wiem :) Pytanie, co jesli mam obowiazki np na innej uczelni,
                  obowiazki znacznie osbiegaja od charakteru pracy albo sie na zlecanej rzeczy po
                  prostu nie znam? No bo idac tym tropem na polecenie szefa moznaby sprzatac, myc
                  auto szefa i grabic liscie jesienia ;)
                  • paradygmat.poznawczy Re: no bez jaj panie i panowie 17.02.08, 09:01
                    niewyspany77 napisał:

                    > Pytanie, co jesli mam obowiazki np na innej uczelni

                    A kogo to obchodzi ??? Nie wyrabiasz sie, znaczy jestes złym pracownikiem...

                    > obowiazki znacznie osbiegaja od charakteru pracy albo sie na zlecanej rzeczy
                    po prostu nie znam?

                    No to staniesz na rzęsach i sie poznasz. Myslisz, ze kogoś to obchodzi, ze nie
                    znam sie na procedurach przetargowych ?

                    Rozkładałam już wykładzinę w swoim pokoju, montowałam stelaże do wystawy,
                    taszczyłam kompy stacjonarne i aparaturę przez kilka pięter, bo akurat nie było
                    "fizycznych"...
                    • krysiulka Re: 17.02.08, 17:32
                      > Rozkładałam już wykładzinę w swoim pokoju, montowałam stelaże do wystawy,
                      > taszczyłam kompy stacjonarne i aparaturę przez kilka pięter, bo akurat nie było
                      > "fizycznych"...

                      ...robiłam własnoręcznie remont w moim pokoju na uczelni i szorowałam podłogę,
                      bo było mi wstyd z powodu wszechogarniającego (zastanego) brudu, uczelnia nie
                      dała mi własnego komputera, a żaden w zakładzie nie był ogólnodostępny, więc
                      przyniosłam własny...
                      • paradygmat.poznawczy Re: 17.02.08, 18:42
                        krysiulka napisała:

                        > szorowałam podłogę bo było mi wstyd z powodu wszechogarniającego (zastanego) brudu

                        Łorany, myślisz, ze powinnam sprzątaczki całować po pietach ? Bo akurat na brak czystości narzekać nie mogę :)
                        • krysiulka Re: 17.02.08, 22:03
                          > Łorany, myślisz, ze powinnam sprzątaczki całować po pietach ?

                          Od rana do nocy, w przerwach między badaniami, dydaktyką, poprawianiem prac,
                          czytaniem i konsultacjami:))))

                          W moim pokoju, gdy mi go przydzielono, był brud jeszcze z lat siedemdziesiątych,
                          którego nikt nie ruszał, bo po co...
                          Wpuszczenie tam kogokolwiek w takich warunkach uważałam za obraźliwe, więc
                          nabyłam pastę BHP, szczotki ryżowe o trzech rozmiarach i zestaw "super
                          skutecznych preparatów do podłóg" i pewnego wieczora na kolanach szorowałam
                          przez jakieś cztery godziny...
                          Parę dni później sprzątaczka spojrzała na mnie z góry i zapytała, czy od teraz
                          będę sama sprzątać,ale ja nie byłam uprzejma (czyt. nie zrozumiałam w locie jej
                          intencji) i odpowiedziałam, że nie mam zamiaru :)))))

                          Zaskoczyły mnie koleżanki adiunktki, po moim pomstowaniu na wszechogarniający
                          brud i nieróbstwo sprzątaczki zgodnie odpowiedziały, że przecież do brudu można
                          sie przyzwyczaić.
                          Cóż - jestem innego zdania.
              • flamengista wszystko zależy od szefa 18.02.08, 11:50
                Może być taki szef, który wymaga od ciebie prowadzenia zajęć, incydentalnej
                fuchy organizacyjnej (napisanie jakiegoś papierka, popilnowanie egzaminu) i
                obecności na zebraniach raz w miesiącu. No to jest sytuacja idealna.

                Ale choćby mój przypadek: na działalność organizacyjną poświęcam minimum 5
                godzin w tygodniu. Spraw jest bez liku: a to napisać pismo/podanie, a to
                przygotować jakąś ulotkę, prezentację etc. Do tego pisanie raportów, wniosków
                grantowych, opracowywanie syllabusów, kart programowych...

                A ja mam bardzo wyrozumiałego szefa, który jest na prawdę w porządku i jak mu
                powiem, że zlecił mi za dużo i potrzebuję pomocy, to mi kogoś do pomocy da.

                A są tacy, którzy swoich asystentów posyłają na swoje wykłady, zlecają im
                kwerendę do artykułów, robienie tabelek i wykresów, czy wręcz pisanie całej
                książki...
    • flamengista to wszystko zależy 18.02.08, 11:35
      jak zwykle z resztą.

      Mam znajomych z innej katedry. Szefowa stosuje reżim wojskowy, muszą siedzieć
      prawie cały czas na uczelni i odwalają masę dodatkowej roboty. A więc nie tylko
      swoje zajęcia, ale mnóstwo papierkowej roboty (obsługa grantów, badania
      statutowe, szkolenia etc.).

      Wychodzą z pracy absolutnie wypruci i brakuje im sił na robienie doktoratu.

      O sobie mogę powiedzieć tylko tyle: jak mam zajęcia, to mało czasu wystarcza na
      pracę naukową. A jeśli zajęcia są też w weekend, to padam na nos ze zmęczenia.

      W dodatku to jest tak, że obowiązki dydaktyczne nie są rozłożone równomiernie.
      Najgorsza jest sesja zimowa. Wtedy masz poprawianie prac, wpisy a do tego:
      oddawanie artykułów do zeszytów naukowych, oddawanie badań statutowych, raporty,
      sprawozdania etc.

      Po styczniu jestem tak wypruty, że dopiero w ostatnim tygodniu wróciłem do
      normalnego rytmu pracy naukowej.
        • mabemi Re: to wszystko zależy 20.02.08, 11:56
          niewyspany to już chyba masz odpowiedz co jest takim wysiłkiem w
          naszej pracy - jest to 3 w 1:
          dydaktyka
          naukowe
          papierkowe.
          Te biurowe dobrze scharakteryzowali przedmówcy - co tu jeszcze dodać?
          Ktoś przecież musi pisać sprawozdania z instytutu ja się dorwie do
          kompa oczywiscie, ale lepiej zacząc w pracy, popracować w domu i w
          pracy jeszce dopracować i dać do podpisu, po poprawkach szefa ,
          wydrukować najlepiej w domu, pisać zamówienia na ksiązki, mat.
          biurowe, pisać wnioski do UE (jak wniosek nie przejdzie do godziny
          sie nie liczą oczywiscie), opieka nad grupami, kołami nauk. ,
          oganizacja zebrań, protokołowanie, konferencje jak szef wymysli to
          ktoś przecież musi opracować koncepcje, folderki, wyslac zaprosz,
          kontakt z prasą, zamowi noclegi, przyjąc gosci, ponadto pomoc w
          egzaminach, odbieranie telefonów (co 5 min.) wpisywanie ocen, pomoc
          prof. którzy przyjezdzają na chałtury własnie i nic nie robia i
          wiedzą poza własnym przedmiotem bo etat mają gdzie indziej. List
          jest nieograniczona. Chyba tylko naiwni wierzą ze to sie samo robi.
          A Mój rekord sprzed paru lat to dyżur na portierni.
          Dydaktyka i naukowe to przy powyższej liscie przyjemność i relaks.
          Na chałtury siły i czasu już nie starcza.

          • mabemi Re: to wszystko zależy 20.02.08, 12:02
            koncze bo jadę do pracy - dziś akurat w srodku dnia tylko na 2 h
            dydaktyki. Potem w pociąg i 5 h jazdy na konferencję. wracam jutro -
            w pociągu sobie popracuje naukowo - np: cos poczytam a jak wroce to
            ide do pracy pracować dalej nad projektem. Urocze.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka