Dodaj do ulubionych

nepotyzm akademicki

22.03.08, 17:45
Wprawdzie artykuł nie najnowszy, ale problem wciąż aktualny.

serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2969667.html
Ja u siebie też często widzę "zbieżność nazwisk". I choć może nie w obrębie tej samej katedry, ale w sąsiedniej to już tak. Obojętnie przecież, czy przełożonym dziecka będzie jego rodzic czy najlepszy kolega rodzica. Dla mnie nepotyzm jest tak samo naganny jak korupcja. I powinno się z tym zrobić porządek.
Obserwuj wątek
      • gagolek Re: nepotyzm akademicki 22.03.08, 18:22
        Zbieznosc nazwisk czesto bywa przypadkowa. Sama nie mam zbyt
        popularnego nazwiska, a pytano sie mnie czy pewna pani profesor
        zajmujaca sie do tego pokrewna dziedzina to moja mama albo kuzynka:)
        No coz raczej nie laczy nas pokrewienstwo, a jesli juz to bardzo
        odlegle. Czy mam z tego powodu nie starac sie w pewnej uczelni o
        prace? Zbieznosc nazwisk na danej uczelni to tez wynik zawieranych
        malzenstw. Jesli ktos spotkal wspolmalzonka na uczelni, to zaraz
        musi zmieniac miejsce pracy? Inna sprawa, ze nie chcialabym aby moj
        maz pracowal w tej samej katedrze i aby istniala pomiedzy
        jakakolwiek zaleznosc sluzbowa.
        • niewyspany77 Re: nepotyzm akademicki 22.03.08, 18:30
          Te gagolek, a mam Ci przypomniec te stare powoedzenie o dobieraniu sie w zwiazki
          w pracy ;)

          No a tak na serio - znam katedre gdzie pod profesorem pracuja dwie jego corki,
          meezatki, wiec nazwiska niby sa OK. Jednak to tylko jedna taka.

          Osobiscie nie chcialbym byc synem profesora, bo pierwsze co ludziom przychodzi
          to tyle, ze nie swoja praca cos osiagam ino pleckom tatusia. Fakt, oni na pewno
          mieli latwiej w sensie i proceduralnym i metodologicznym (co ja bym dal zeby na
          starcie moj ojciec mial taka bilioteczke jak ja teraz!).

          Niemniej uwazam, ze takie praktyki powinny byc wyjatkiem a nie regula. Jesli
          artkul jest prawdziwy to co sie am dzieje to patologia.
        • alba.alba Re: nepotyzm akademicki 22.03.08, 18:41
          Celowo napisałam "zbieżność nazwisk" w cudzysłowie, bo co do niektórych przypadków to wiem na pewno, że to dzieci profesorów. Zresztą nie o samo nazwisko chodzi, bo to można sobie zmienić, a o więzy krwi czy powinowactwo.

          gagolek napisała:
          Jesli ktos spotkal wspolmalzonka na uczelni, to zaraz
          > musi zmieniac miejsce pracy? Inna sprawa, ze nie chcialabym aby moj
          > maz pracowal w tej samej katedrze i aby istniala pomiedzy
          > jakakolwiek zaleznosc sluzbowa.

          Widzisz, w prawie urzędniczym są odpowiednie przepisy tego dotyczące. W razie zawarcia małżeństwa jedno z małżonków jest obligatoryjnie przenoszone do innej jednoski.
          Na uczelniach tego nie ma. Zresztą mnie nie chodzi o same suche przepisy formane, ale o zlikwidowanie nepotyzmu od strony faktycznej. Tak jak napisałam, co za różnica, czy dziecko profesora jest zatrudniane przez swojego rodzica, czy przez kolegę tego rodzica. I to i to jest nepotyzmem.
          • paradygmat.poznawczy Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 11:08
            alba.alba napisała:

            > Widzisz, w prawie urzędniczym są odpowiednie przepisy tego dotyczące. W razie z
            > awarcia małżeństwa jedno z małżonków jest obligatoryjnie przenoszone do innej j
            > ednoski.

            Gdzie są takie zapisy, możesz przytoczyć ?
            • alba.alba proszę bardzo niedowiarku 24.03.08, 13:19
              Ustawa z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych
              Art. 9
              „Małżonkowie oraz osoby pozostające ze sobą w stosunku pokrewieństwa do drugiego
              stopnia włącznie lub powinowactwa pierwszego stopnia nie mogą być zatrudnieni
              w tym samym urzędzie, jeżeli powstałby między tymi osobami stosunek służbowej
              podległości”.

              Ustawa z 22 marca 1990 r. o pracownikach samorządowych
              Art. 6
              „Małżonkowie oraz osoby pozostające ze sobą w stosunku pokrewieństwa do drugiego
              stopnia lub stosunku powinowactwa pierwszego stopnia i przysposobienia, opieki
              lub kurateli - nie mogą być zatrudnieni u pracodawców samorządowych, jeżeli powstałby
              między tymi osobami stosunek bezpośredniej podległości służbowej”.

              Kto zabrania wprowadzenia czegoś takiego do ustawy o szkolnictwie wyższym?
              • niewyspany77 Re: proszę bardzo niedowiarku 24.03.08, 13:25
                Poszlo o to:

                "Widzisz, w prawie urzędniczym są odpowiednie przepisy tego dotyczące. W razie
                zawarcia małżeństwa jedno z małżonków jest obligatoryjnie przenoszone do innej
                jednoski."

                A g* prawda. Przepis dotyczy zaleznosci sluzbowej a nie przenoszenia! to znaczy
                tylko ze maz nie moze byc szefem zony i odwrotnie. Jesli zajmuja dwa rownorzedne
                stanowiska to jest OK.

                Zaiste, zajefajny z Ciebie prawnik bedzie.

                No, chyba ze poczekamy na to az alba poda przepis mowiacy o obligatorychnym
                przenoszeniu.
                • alba.alba Re: proszę bardzo niedowiarku 24.03.08, 15:02
                  Oj, niewyspany, pegagog wypowiadający się na tematy prawne wzbudza u mnie uśmiech politowania, niestety. Jak jeszcze do swojej wypowiedzi dodaje mocne: "g*" to już w szczególności.

                  Widzisz, w prawie urzędniczym zależność służbowa jest bardzo szeroko rozumiana, znaczenie szerzej od rozumienia potocznego. Ale ty jako pedagog możesz o tym nie wiedzieć, oczywiście.

                  Po drugie, nigdzie nie napisałam, że mąż i żona nie mogą być zatrudnieni na równorzędnych stanowiskach, jeżeli te stanowiska są rzeczywiście równorzędne. Aż się dziwię, że mogłeś pomyśleć w tej dyskusji o równorzędnych stanowiskach.

                  A tzw. "przeniesienie" jest pochodną tych powołanych przeze mnie zakazów. Jeżeli małżeństwo zostanie zawarte dopiero po nawiązaniu stosunku pracy, to jedno z nich będzie musiało zostać w konsekwencji przeniesione.

                  Aha, i wegług mnie ten katalog osób wymieniony w tych przepisach jest niepełny. Aż się prosi, żeby dopisać "osoby pozostające w faktycznym pożyciu".

                  Radzę ci się wypowiadać z większą ostrożnością na temat dziedzin, o których nie masz pojęcia, bo przecież dr przed nazwiskiem czyni cię specjalistą, ale niestety tylko z pedagogiki.
                    • gagolek Re: proszę bardzo niedowiarku 24.03.08, 16:10
                      no coz alba poraz ktorys zapomina o tym, ze prawo powinno byc
                      precyzyjne i jesli sie na cos powoluje to tez powinna byc w tym
                      precyzyjna a nie podowac ogolniki, ktore mozna w dosc szerokim
                      zakresie interpretowac. Niestety niewyspany, jak alba nad tym nie
                      popracuje, to miejmy nadzieje, ze nie natkniemy sie na nia w
                      przyszlosci jako na prawnika.

                      Przypomina sie jak sie czepiala, ze ktos z doktoratem z prawa, ale
                      bez magisterium moglby zostac adwokatem. Tylko jakby najpierw
                      przeczytala odpowiednia ustawe, wiedzialaby, ze jest to niemozliwe.
                      No coz, no ale my nie prawo studiowalismy, czego zatem mozna od nas
                      oczekiwac;)
                    • alba.alba Re: proszę bardzo niedowiarku 24.03.08, 22:31
                      paradygmat.poznawczy napisała:
                      > O, a jak masz zamiar to "faktyczne pożycie" sprawdzać ?

                      Jak byś trochę była obyta w prawie, to byś wiedziała, że tą formułą posługuje się wiele ustaw. Praktycznie zawsze tam, gdzie jest mowa o bezstronności i wyłączeniu niektórych podmiotów od pewnych czynności, obok małżonka pojawia się także konkubent (mówiąc potocznie). Prawo powinno nadążać za życiem, a faktem jest, że związki nieformalne są bardzo częstym zjawiskiem.

                      A jak to się sprawadza? Każdy dowód jest dobry, np. wspólne miejsce zameldowania, oświadczenie zainteresowanego czy osoby trzeciej itd.
                      • paradygmat.poznawczy Re: proszę bardzo niedowiarku 25.03.08, 09:34
                        alba.alba napisała:

                        > paradygmat.poznawczy napisała:
                        > > O, a jak masz zamiar to "faktyczne pożycie" sprawdzać ?
                        >
                        > Jak byś trochę była obyta w prawie, to byś wiedziała

                        Nie jestem obyta, znam tylko tą część prawa, która mnie bezpośrednio dotyczy,
                        dlatego pytam.
                        Interesuje mnie jak zamierzasz wyszukiwać takie osoby, donosikami ?
              • dusia_dusia Re: proszę bardzo niedowiarku 24.03.08, 13:30
                A czy te cytowane ustawy nie mówią przypadkiem tylko o tym, że małżonkowie i
                krewni nie mogą być podwładnymi/szefami? W przeciwnym razie chyba nic nie stoi
                na przeszkodzie, żeby pracowali w jednym urzędzie/zakładzie.
                Wydaje mi się, że wprowadzenie podobnego zapisu również na uczelniach
                rzeczywiście miałoby sens. U nas w instytucie co prawda zjawisko nepotyzmu jest
                mało znaczące (choć niestety istnieje), większy wpływ mają układy - kto lubi/nie
                lubi szefa, kogo lubi/nie lubi szef, czyjego promotora lubi/nie lubi szef itd
                itp. Plus niestety równanie w dół i podejrzliwe patrzenie na tych, co się za
                bardzo "wychylają" (czyli chcą coś więcej zrobić). Niewesoła sprawa :(
    • med_doc Re: nepotyzm akademicki 23.03.08, 16:48
      Prawdę mówiąc uczelnie w Polsce są właściwie firmami rodzinnymi. Przykładem tego
      jest Uniwersytet Medyczny w Łodzi. Profesorowie zatrudniają swoje żony, dzieci,
      małżonków swoich dzieci. Jeżeli nawet nie w swoich klinikach to w klinikach
      prowadzonych przez swoich kolegów. W zamian zatrudniają ich potomstwo. Konkursy
      na stanowiska to fikcja. Żadne inne czynniki poza pochodzeniem nie mają
      znaczenia przy zatrudnianiu. Następnie cała klinika lub katedra pracuje na
      dorobek takich delikwentów, żeby ich szybko wyhabilitować. Najlepszą formą
      kariery dla człowieka, który nie urodził się w rodzinie z akademickimi
      tradycjami jest odpowiednie małżeństwo. Dobrym przykładem tego stanu rzeczy jest
      pewien pan doktor, a w maju br. dr hab. z ICZMP. Wielu pracowało aby w wieku
      niespełna 30 lat być dr hab. w specjalności zabiegowej.
      • alba.alba Re: nepotyzm akademicki 23.03.08, 17:18
        Ano widzisz, u nas w kraju najważniejsze są seksafery, a nie rodzinne rozdawnictwo stanowisk publicznych. Dziwię się, że do tej pory nikt się tym na poważnie nie zajął. Dlaczego ta publikacja nie wywołała większego rozgłosu?
        • med_doc Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 00:03
          Czy nie sądzicie, że właśnie nepotyzm i w związku brak szans na rozwój jest
          główną przyczyną emigracji naukowców z Polski? Niskie zarobki to czynnik ważny,
          ale dodatkowy?
          • pr0fes0r Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 01:16
            Jakby były pieniądze, emigracja byłaby znacznie mniejsza; nepotyzm nie jest aż
            tak rozpowszechniony, jak twierdzą niektóre media. W niektórych branżach
            emigracja ma podłoże czysto naukowe - w Polsce z braku finansów nie można
            pewnych kierunków badawczych rozwijać. Wielu młodych ludzi rezygnuje z kariery
            naukowej w Polsce nie przez nepotyzm, ale wskutek niechęci do życia na nędznej
            pensji uczelnianej i chałturzenia po godzinach w celu zapewnienia rodzinie życia
            na przyzwoitym poziomie. Osobiście gdybym nie chałturzył na drugim etacie,
            zapewne też bym miał ochotę pieprznąć tę całą imprezę w cholerę. Nie jestem tym
            zachwycony, ale takie są realia.
            • med_doc Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 11:51
              Nie zgadzam się z pr0fes0rem. Na emigrację polskich naukowców składa się wiele
              czynników. Finansowanie nauki i naukowców jest jednym z nich. Ale w mojej opinii
              nie najważniejszym. Pensje są nędzne, ale dorabiając można siebie i rodzinę
              utrzymać. Finansowanie badań jest żałosne, ale można je przeprowadzać
              przynajmniej w ograniczonym zakresie. Oczywiście nie ma co marzyć o publikacji w
              Nature...
              Jednak największą frustrację powoduje nepotyzm. Rodziny profesorskie zawsze
              dostaną grant czy inne dofinansowanie. Ponadto ludzie z takich rodzin mają etat
              uczelniany plus dodatkowo kilka połówek etatów w innych miejscach na uczelni lub
              instytucjach naukowych. Podczas gdy wielu zdolnych wyjeżdża , bo nie udaje się
              im załatwić nędznego etatu.
              o skali nepotyzmu można się przekonać przeglądając www.umed.lodz.pl
              i zatrudnienie w poszczególnych jednostkach. 70% ludzi to rodzina. Ponadto
              uczelnia ta wydaje co pewien czas publikację pt. Profesorowie i docenci AM/UM w
              Łodzi. Gdy się przegląda poszczególne lata wydaje się , że tytuły dr hab. i
              prof. dr hab. są dziedziczne.
              • gagolek Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 13:42
                Jestem teraz za granica i nepotyzm nie ma nic z tym wspolnego!
                Niskie place w Polsce tak.
                Nie wiem jak jest na UM w Lodzi. Tam gdzie robilam doktorat, corka
                pani profesor na studiach doktoranckich to byl wyjatek! Przy czym
                oczywiscie robila ten doktorat w zupelnie innym zakladzie, sama
                pracowala na swoj dorobek naukowy i znajomosci nie przyspieszyly jej
                obrony ani nie zlagodzily wymagan.
                Malzenstwa,pracujace w tym samym instytucie to tez niezbyt czeste
                zjawisko i ci ludzie nie sa zalezni od siebie sluzbowo. Nie
                przypominam sobie tez takiego zajwiska z czasow studiow.

                Owszem znam przypadki, ze maz i zona pracuja w tym samym miejscu i
                wystepuje zaleznosc sluzbowa. Z tym , ze oprocz dwoch przypadkow z
                Polski,ktore znam, sa to przypadkiz Austrii, USA, Francji, Niemiec.
                NZawsze jednak to byl wyjatek! Nie kojarze uczelni jako firmy
                rodzinnej.
                • salzburg Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 16:12
                  Tzw. nepotyzm w nauce ma i dobra stronę - wielkie rody uczonych np.
                  Estreicherów, Zollów, Kulów itd.
                  Byłoby to zjawisko naganne gdyby karierę robiły naukowe "O". Ale jeżeli tak jest
                  to w środowisku od razu wszyscy wiedzą. Najczęście kariery robia zdolne dzieci,
                  zdolnych rodziców. Choc zdarzają się wyjatki.
                  • gagolek Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 18:07
                    nie mowiac juz o Piotrze i Marii Curi oraz ich corce Irenie:)
                    Zaleznosc sluzbowa osob blisko spokrewnionych jest naganna, nigdy
                    nie wiadomo co z tego wyniknie.

                    Ze swojego doswiadczenia jednak wiem, ze nie wiele osob decyduje sie
                    nawet na prace na rownoleglych stanowiskach nad tym samym
                    laboratorium. Po co przenosic problemy domowe do pracy i na odwrot.
                    No ale czepianie sie, ze dziecko profesora wybiera kariere naukowa w
                    podobnej dziedzinie to jednak przesada. Znam iles takich przypadkow
                    i z nepotyzmem nie mialo to nic wspolnego. Najczesciej juz
                    magisterium bylo robione w innej jednostce niz pracowal rodzic.
                    Owszem pod pewnym wzgledem takiej osobie bylo latwiej, bo chociazby
                    dostepna w domu biblioteka, ale tez i presja znacznie wieksza.
                    • pr0fes0r Re: nepotyzm akademicki 24.03.08, 18:56
                      @med_doc: "Pensje są nędzne, ale dorabiając można siebie i rodzinę
                      utrzymać. Finansowanie badań jest żałosne, ale można je przeprowadzać
                      przynajmniej w ograniczonym zakresie. Oczywiście nie ma co marzyć o publikacji w
                      Nature..."

                      Może będzie brutalnie, ale w końcu mamy święta, czas radosny, co sobie będę
                      żałować. Chłopie (kobieto?) - jak możesz coś takiego pisać? Dorabiając można
                      rodzinę utrzymać, badania można przeprowadzić w ograniczonym zakresie... co to
                      za minimalizm, po cholerę komu taka nauka? Chodzi o to, żeby móc godnie żyć bez
                      konieczności dorabiania. Ja sobie życzę zarabiać na jednym etacie tyle, żebym
                      nie musiał co weekend chałturzyć na drugim 100 km od rodzinnego miasta tylko po
                      to, by uniknąć dylematu typu "kino z kobietą czy nowa książka", "wakacje z
                      rodziną w Ustce czy konferencja w Anglii" - i wierz mi, naprawdę nie oczekuję
                      kosmicznych pieniędzy, a czas marnowany na dojazdy i nauczanie miłych, ale
                      zdecydowanie mniej zdolnych studentów bez wahania poświęciłbym na pracę naukową.
                      A ja psiakrew mam dobrze, mam pensję i pensum samodzielnego - co mają powiedzieć
                      adiunkci i doktoranci, którym uczciwe zarobki i koncentracja na badaniach na
                      starcie samodzielnej kariery naukowej są po prostu niezbędne?

                      Badania w zakresie podstawowym - to już lepiej rzeczywiście dać sobie spokój z
                      nauką niż pogodzić się z tym, że nigdy nie zrobi się niczego oryginalnego, bo w
                      Polsce nie ma pieniędzy na naukę. To Wy powinniście najgłośniej krzyczeć, że
                      potrzebna jest rzeczywista, a nie pozorna reforma finansowania nauki w Polsce,
                      że poczuciem misji nie nakarmicie dzieci, a gonitwa z etatu na etat zabiera Wam
                      najważniejsze lata życia.

                      Nie wiem jak Ty, ale ja nadal marzę o publikacji w Nature, i to chociaż jestem
                      humanistą, a takich tam publikują od wielkiego święta.
                  • luisapaserinni Re: nepotyzm akademicki 27.03.08, 18:37
                    No dobrze, a co wobec tego ze zdolnymi (lub chociazby nadajacymi
                    sie), którzy w loterii przed (swoim własnym) poczęciem wylosowali
                    rodziców nie tylko z rodziny nie-akademickiej, ale także z klasy
                    niższej wobec klasy średniej? Mają skonczyć jak jakiś Janko Muzykant?
                    I czy ci ktorzy dostali cos za darmo - nie tylko plecy, ale chocby i
                    własny pokoj, biurko, komputer i biblioteczke do pracy oddadza
                    Jankom cos w zamian? /pyt.ret./ Reasumujac: urodziłes sie w rodzinie
                    gornika i jako gornik pracowac bedziesz! i twoje syny tez! i wnuki!
    • flamengista ja już nie mam na to siły 24.03.08, 21:20
      Kiedyś mnie to denerwowało, teraz już nie.

      Kiedyś byłem oburzony, gdy dowiadywałem się że rektor jednej z częstochowskich
      uczelni zatrudnia w swoim instytucie całą swoją rodzinę, a synową nawet promuje
      na doktora. Albo że u mnie na uczelni jeden z profesorów zatrudnia w swojej
      katedrze syna z synową.

      Teraz szkoda mi na to nerwów. Sprawa jest oczywista. To powinno być zabronione i
      tyle. Trzeba wprowadzić odpowiednie regulacje prawne. Póki ich nie będzie, nie
      ma co się emocjonować. Bo nepotyzm był, jest i będzie.
      • salzburg Re: ja już nie mam na to siły 24.03.08, 21:43
        Cóż - pewnie takie przypadki się zdarzają. Sam znam przypadek adiunkta i
        kierownika katedry o tym samym nazwisku. Mnie to jednak nie oburza. Po pierwsze
        dlatego, że w jego przypadku oceny dokonuje dyrektor instytutu, i przede
        wszystkim chłopak jest bardzo zdolny. Nikomu nie przyjdzie nawet do głowy
        sadzić, że zawdzięcza coś nazwisku szefa (wręcz przeciwnie wszyscy od niego dużo
        więcej oczekują, bo nosi nazwisko, które w nauce coś znaczy).
        • alba.alba Re: ja już nie mam na to siły 24.03.08, 22:42
          salzburg napisał:
          > Cóż - pewnie takie przypadki się zdarzają. Sam znam przypadek adiunkta i
          > kierownika katedry o tym samym nazwisku. Mnie to jednak nie oburza. Po pierwsze
          > dlatego, że w jego przypadku oceny dokonuje dyrektor instytutu, i przede
          > wszystkim chłopak jest bardzo zdolny.

          Tylko widzisz, nie on jeden jest zdolny. Ilu zdolnych ludzi nigdy nie rozwinie skrzydeł tylko dlatego, że nie ma rodziców profesorów? Może był ktoś zdolniejszy od niego, a jednak został zdyskwalifikowany tylko dlatego, że etat został zaklepany dla dziecka profesora?

          I to wszystko się dzieje wtedy, gdy w mediach mówi się o wyrównywaniu szans edukacyjnych (między mieszkańcami wsi i miast na przykład). Jakie to wyrównywanie szans, jak i tak największe szanse ma zawsze rodzina. Hipokryzja.
          • pr0fes0r Re: ja już nie mam na to siły 25.03.08, 01:00
            Skąd wiesz, że (i) "został zaklepany", (ii) "największe szanse ma zawsze
            rodzina"? Spróbuj napisać coś bez uogólnień (ii) i zakładania z góry
            prawdziwości stawianej przez Ciebie tezy (i), a zobaczysz, o ile łatwiej się
            wtedy dyskutuje.
        • flamengista co to za argument? 25.03.08, 08:46
          Po pierwsze - to w ogóle nie powinno się zdarzyć. Nawet jeśli ojciec zatrudnił
          25-letniego syna po MIT, z 50 publikacjami na LF. To jest sytuacja dwuznaczna,
          jakiej szanująca się uczelnia musi unikać.

          Po drugie - znam co najmniej kilku pociotków, którzy są "zdolni inaczej".
          Wiedząc, że mają koneksje czują się bezkarni i zachowują się skandalicznie. W
          sprawie jednej takiej osoby poszła cała delegacja szanowanych pracowników
          naukowych do rektora, oświadczając że delikwent nie nadaje się do pracy. Mimo to
          przedłużono z nim umowę. Po jakimś czasie przeniesiono go karnie do innej
          katedry, bo psuł atmosferę. Tzn. nic nie robił, nie wykonywał poleceń szefa, nie
          brał zajęć, unikał konsultacji etc.

          To był ekstremalny przypadek, ale znam sporo podobnych, choć mniej
          przerażających. A ten ekstremalny delikwent prawdopodobnie zrobi doktorat,
          habilitację i zostanie na uczelni do emerytury.
          • salzburg po co te uogólnineia 25.03.08, 09:22
            Mamy inne zdanie w tej materii - z moich doświadczeń jest inaczej. Osoby noszące
            dobre nazwisko starają sie nie stwarzać cienia podejrzenia,ze są inaczej lepiej
            traktowane - po prostu nobles oblige. Choć mogą zdarzyć się wyjatki.
            To co opisałes ze zwolnieniem pracownika "pociota" równie dobrze może dotyczyc
            kazdego innego pracownika. Spróbuj zwolnic jakiegos pracownika przed upływem 8
            lat przed doktoratem i 9 lat przed habilitacją. Mianowani są praktycznie nie do
            ruszenia.
            • flamengista to nie uogólnienia 25.03.08, 12:35
              To konkretne przypadki, ale przecież nie piszę że to jest regułą.

              Dla przeciwwagi - mam kolegę, który jest synem dziekana (swoją drogą, z innego
              wydziału i katedry). Bardzo ciężko pracuje, ma mnóstwo wartościowych publikacji.

              Ale moim zdaniem w ogóle nie powinno się zatrudniać synów/córek profesorów na
              tej samej uczelni.
    • autumna obserwuję chwilami coś odwrotnego... 25.03.08, 08:23
      W każdym razie na kierunkach technicznych, po których jest praca na wolnym rynku, i to dobrze płatna.
      Dla "pociotków" uczelnia to ostatnie miejsce, gdzie chcieliby pracować. A to dlatego, że w przeciwieństwie do osób, które uczelnię znają tylko od strony studiów i na doktorat idą z głową pełną ideałów - ci od krewnych już wiedzą, ile tam się zarabia i jaki feudalizm panuje.
      • paradygmat.poznawczy Re: obserwuję chwilami coś odwrotnego... 25.03.08, 09:39
        autumna napisała:

        > W każdym razie na kierunkach technicznych, po których jest praca na wolnym rynk
        > u, i to dobrze płatna.

        Potwierdzam w całości, dosyć dużo dzieci naszych pracowników wybrało ten sam
        kierunek, co rodzice, ale nie palą sie do pracy na uczelni. Rodzice raczej
        pomagają im znaleźć pracę w przemyśle wykorzystując swoje kontakty.
        • joannah31 Nie zawsze jest tak jak wygląda. 25.03.08, 11:14
          Na ostatnim roku studiów wyszłam za mąż za dr na etacie z mojego
          wydziału.Nazwisko mam podwójne. Zdałam egz. na doktoranckie prazd
          komisją - 12 osób, przyjęli mnie bez stypendium. W międzyczasie mąż
          zrobił hab. i zasiada w radzie wydziału i radzie instytutu. Jeżeli
          ktoś myśli, że mam jakieś fory, to się grubo myli. Po pierwsze
          zawsze muszę udowadniać, że nie jestem tylko żoną swojego męża, a po
          drugie nie mogę pisać głupot (nauki humaistyczne studiuję) żeby nie
          poszło też na jego konto.
          Mój promotor wymaga ode mnie o wiele więcej, stosując słuszną
          taktykę, że jesteśmy na "podwójnym cenzurowanym".
          Nie zawsze to samo nazwisko oznacza nepotyzm.
          Czasami sprawa jest bardziej skomplikowana i zastanówcie się proszę,
          zanim osądzicie od czci i wiary jakąś żonę.
          • flamengista Nikt nie osądza 25.03.08, 12:38
            Sprawa jest jasna. Wg. cywilizowanych standardów nie powinnaś zostać po
            doktoracie zatrudniona na uczelni, na której pracuje twój mąż. Koniec, kropka.

            Na studia doktoranckie - proszę bardzo, z resztą nie można Ci tego zabronić bo
            to chyba sprzeczne z konstytucją. Natomiast zatrudnianie to co innego.
            • pr0fes0r Re: Nikt nie osądza 25.03.08, 13:53
              Na zachodzie, a zwłaszcza w USA 90% przepisów antynepotycznych (?) padło w
              latach 70. i 80. jako dyskryminujące, zwłaszcza kobiety - związki rodzinne
              oddzielono od wartości poszczególnych kandydatów i amerykańska nauka od tego nie
              padła. Mało tego, ostatnio zaczyna się mówić o tzw. "affirmative nepotism", o,
              poczytajcie sobie dzisiejszy NYT:

              (Linka nie mogę wkleć, więc guglnijcie frazę "Practice Nepotism, But Affirmatively")

              Przy czym wracamy do oczywistego punktu wyjścia - reformy systemu, które
              nieodzownym elementem byłoby wymuszenie na uczelniach obiektywnej i bezwzględnej
              oceny pracy naukowej ich pracowników. Gdy ta zostanie wprowadzona, zniknie i
              wspieranie nieudanych krewnych i znajomych królika, i wiele innych bolączek.
              Nepotyzm w wydaniu polskim to klasyczny objaw, a nie przyczyna choroby. Leczenie
              objawowe dostarcza dużo rozrywki lekarzom, ale co do jego długoterminowej
              skuteczności byłbym skłonny polemizować.
            • alba.alba Re: Nikt nie osądza 25.03.08, 16:37
              flamengista napisał:

              > Sprawa jest jasna. Wg. cywilizowanych standardów nie powinnaś zostać po
              > doktoracie zatrudniona na uczelni, na której pracuje twój mąż. Koniec, kropka.

              Święta prawda. Ale widzisz, najpierw kobiety pchają się do pracy u boku męża, a później mają pretensje, że "nie chcą być oceniane przez pryzmat męża".
              Joanno, bronił ci kto szukać pracy gdzie indziej, skoro jesteś taka świetna, za jaką się uważasz?

              Kwestia nepotyzmu akademickiego powinna być wyraźnie uregulowana ustawą. I mam nadzieję, że się tego kiedyś doczekamy.
              • joannah31 Nikt nie osądza 25.03.08, 17:18
                A dlaczego nie miałabym szukać jej właśnie tam?
                Dlaczego z założenia jestem gorsza, bo mam znane - drugie- nazwisko?
                Wydaje mi się, że jest to zwykła dyskryminacja, łatwa do obalenia w
                sądzie.
                Nepotyzm jest przypadłością, która nie ogranicza się do więzów krwi,
                wystarczy, że jakiś dziekan faworyzuje doktoranta, bo przyjaźni się
                z jego rodziną, i co to nie jest nepotyzm?
                Zawsze jednak pozostaje mi krwawy rozwód w obliczu całej rady
                wydziału. A ci którzy mają znanych rodziców mogą pójść w ślady Papki
                Morozowa!
                Howg!
                • dusia_dusia Re: Nikt nie osądza 25.03.08, 22:36
                  > Nepotyzm jest przypadłością, która nie ogranicza się do więzów krwi,
                  > wystarczy, że jakiś dziekan faworyzuje doktoranta, bo przyjaźni się
                  > z jego rodziną, i co to nie jest nepotyzm?

                  Wydaje mi się, że to właśnie stwierdzenie najcelniej podsumowuje całą tę
                  dyskusję. Chodzi nam przecież o to, żeby na uczelniach pracowały osoby, które
                  mają predyspozycje naukowe, a nie czyiś kiepscy protegowani - niezależnie od
                  tego, czy są krewnymi/małżonkami kogośtam, czy oczkiem w głowie wpływowego
                  promotora. Wymaganie, żeby małżonek/nka pracował na innej uczelni, może moim
                  zdaniem skomplikować życie rodzinne, czy naprawdę nie istnieją inne metody, by
                  wyeliminować możliwości nieuczciwej "rodzinnej pomocy"?
          • joannah31 Re: Nie zawsze jest tak jak wygląda. 25.03.08, 13:28
            To fajne są te "cywilizowane standardy", które nie będą brały pod
            uwagę moich osiągnięć zawodowych, tylko fakt z kim tworzę podstawową
            komórkę społeczną.
            Jak dalej będziemy się kierować TAK IDIOTYCZNYM sposobem myślenia,
            to długo jeszcze nie zejdziemy z drzewa.
            • flamengista wyobraź sobie 25.03.08, 18:49
              1. 40-letnią profesor belwederską, której karierę holuje 75-letni mąż, Wybitny
              Naukowiec. Ona była jego studentką. Kobieta słynie z mnóstwa publikacji,
              większość to tłumaczenia podpisane jej nazwiskiem (taki eufemizm na plagiat).
              2. Upierdliwego g.wniarza, który nic się nie uczy a nie da się go wyrzucić ze
              studiów bo jest synem rektora.
              3. Wariata-histeryka, którego mimo poważnych przesłanek (fatalny dydaktyk,
              konfliktowy, zero postępów w pracy naukowej, zero pracy organizacyjnej + fatalne
              wyniki oceniania okresowego) nie da się zwolnić, bo "jest w pakiecie" z panią
              profesor, jego konkubentką.

              To tylko parę przykładów. Jeśli to nazywasz cywilizowanymi standardami, to nie
              mamy o czym rozmawiać.

              Nie wiem z resztą, po co się tak denerwujesz. Przecież w naszym systemie nic ci
              nie grozi, zatrudnianie krewnych jest normą, nie wyjątkiem. Nie łamiesz prawa.
              • niewyspany77 Re: wyobraź sobie 25.03.08, 18:52
                > Nie wiem z resztą, po co się tak denerwujesz.

                Fla, a Ty bys sie nie burzyl jakby Ci co jakis czas ktos wytykal ze jestes
                "synkiem profesora"? Tym bardziej ze jestes? Czy sama koniecznosc tlumaczenia w
                koleczko i udowadniania ze to nie tatus popycha kariere nie bylaby wkur* po
                jakims czasie?
                • alba.alba Re: wyobraź sobie 25.03.08, 20:16
                  niewyspany77 napisał:
                  > Fla, a Ty bys sie nie burzyl jakby Ci co jakis czas ktos wytykal ze jestes
                  > "synkiem profesora"? Tym bardziej ze jestes? Czy sama koniecznosc tlumaczenia w
                  > koleczko i udowadniania ze to nie tatus popycha kariere nie bylaby wkur* po
                  > jakims czasie?

                  Zastanawiające, że dzieci profesorów często wybierają tę samą dziedzinę nauki, co ich rodzice. Czyżby właśnie dlatego, że liczą iż będzie im łatwiej rozwinąć skrzydła? Jest przecież tyle innych profesji. Do wyboru, do koloru. Cóż za zbieg okoliczności, że akurat wybierają tę samą działkę co ich rodzice. W pewnym sensie idą na łatwiznę, a później się oburzają, jak się ich postrzega przez pryzmat rodziców.

                  Ja uważam, że jeżeli takie dziecko już koniecznie musi wybierać tę samą działkę, to niech jedzie studiować do innego miasta, tam niech się stara o doktorat i etat na normalnych zasadach, bez oznajmiania komukolwiek, że jest dzieckiem profesora. Do swoich koneksji rodzinnych niech się nie przyznaje, nikt się o tym nie dowie, dopóki sam delikwent tego nie powie. Nawet jak już ktoś zapyta wprost: "Czy jest pan/pani synem/córką X?" można odpowiedzieć: "To tylko zbieżność nazwisk", co w przypadku różnych miast brzmi dość wiarygodnie. Wtedy nie będzie się narażał na zarzut, że jest dzieckiem profesora.
                  • gagolek Re: wyobraź sobie 25.03.08, 20:59
                    > Zastanawiające, że dzieci profesorów często wybierają tę samą
                    dziedzinę nauki, co ich rodzice.

                    Jakies dane statystyczne mozesz podac? Czy tak z wlasnych obserwacji
                    Bo dzieci znajomych wybieraja bardzo rozne profesje. Owszem zdarza
                    sie, ze jest to rowniez kariera naukowa w dziedzinie pokrewnej, ale
                    czesto w dosc odleglej od zainteresowan rodzicow. Nie spotkalam sie
                    tez z dzieckiem profesora, ktore obwieszcza wszystkim, kim jest jego
                    rodzic. Byloby to jednak dosc idiotyczne, jesli takie dziecko
                    zaprzeczaloby, pytane o powiazania rodzinne i zaprzeczalo faktom.
                  • mmaupa Re: wyobraź sobie 25.03.08, 21:00
                    No rzeczywiscie, zastanawiajace. Jesli ktos wychowal sie wsrod np.
                    mikrobiologow, byl zabierany jeszcze jako dziecko na zbieranie probek w terenie,
                    jest obeznany w srodowisku, a przy okazji od malego go fascynuje temat to
                    powinien sie i tak wybrac na historie sztuki, bo mu alba zabrania studiowac
                    "rodzinnego" kierunku.

                    A jesli dzialka jest dosc waska i zajmuje sie nia jeden instytut w kraju? A
                    jesli ktos sie nie nazywa Kowalski tylko np. Pierdziszczykiewicz - czy dalej ma
                    sie wypierac ojca i matki i markowac "zbieznosc nazwisk" z tymi
                    Pierdziszczykiewiczami od jedynego na swiecie studium mikrobow z lewego ucha
                    bialowieskiego zubra?

                    Dobilas mnie tym zatajaniem pochodzenia, naprawde. Fajnie to bedzie jak sie
                    kiedys wyda.
                    • alba.alba Re: wyobraź sobie 25.03.08, 21:32
                      mmaupa napisała:
                      > No rzeczywiscie, zastanawiajace. Jesli ktos wychowal sie wsrod np.
                      > mikrobiologow, byl zabierany jeszcze jako dziecko na zbieranie probek w terenie
                      > ,
                      > jest obeznany w srodowisku, a przy okazji od malego go fascynuje temat to
                      > powinien sie i tak wybrac na historie sztuki, bo mu alba zabrania studiowac
                      > "rodzinnego" kierunku.

                      Jak od dziecka zbierał próbki to powinno mu to zbrzydnąć. A oprócz historii sztuki jest jeszcze wiele innych kierunków, w których też można zbierać próbki.

                      > Dobilas mnie tym zatajaniem pochodzenia, naprawde. Fajnie to bedzie jak sie
                      > kiedys wyda.

                      W jaki sposób się wyda? Ktoś mu będzie kazał do publikacji dołączyć akt urodzenia, czy co? Albo jeszcze lepiej - ktoś mu będzie kazał przeprowadzić badania genetyczne?
                      • mmaupa Re: wyobraź sobie 26.03.08, 10:42
                        Rozumiem ze jesli twoje dziecko zechce studiowac prawo, to sie Rejtanem polozysz
                        w drzwiach uczelni i zabronisz skladania papierow. Niech znajdzie inne
                        zainteresowania. A jesli juz jakims cudem sie na to prawo dostanie, to zerwiesz
                        z nim kontakty i zmienisz mu nazwisko - zeby mu przypadkiem nie zepsuc kariery.
                • flamengista nie burzę się 25.03.08, 21:23
                  Jestem synem profesora. Z jedną drobną różnicą. A właściwie dwiema:
                  1. Pracuję w innej dziedzinie
                  2. Pracuję na innej uczelni

                  Praktycznie cała moja rodzina to pracownicy akademiccy, ale wyobraź sobie że
                  KAŻDY pracował na innej uczelni/w innym instytucie badawczym.

                  A więc da się;) Co więcej, wystarczyło by żeby ludzie nie pracowali na tym samym
                  wydziale. Uczelnia mogła by być ta sama.
                  • niewyspany77 Re: nie burzę się 25.03.08, 21:31
                    Chlopie, ja to wiem ;) Mi chodzi o to, ze jakbys mial sie tlumaczyc z tego n-ty
                    raz to mysle ze w koncu przestaje byc to fajne a wrecz zaczyna "napinac zylke".
                    Nepotyzm jest zly, ale jesli syn ma dorobek, nawet jesli pracuje "pod ojcem" to
                    za co go karac? Ty chyba dobrze wiesz, ze mozna procowac w jedym zakladzie a
                    miec calkowicie inne zainteresowania i publikacje niz koledzy.

                    Uczepiliscie sie nepotyzmu jak rzep, a moim zdaniem wiecej szkodzi chow wsobny.
              • joannah31 Re: wyobraź sobie 25.03.08, 19:36
                Flamengisto, a co ja napisałam? Napisałam, jak byk, że nie chcę
                być "z mężem w pakiecie", że chcę być postrzegana przez pryzmat
                osiągnięć zawodowych, bo moje życie prywatne jest jak sama nazwa
                wskazuje, prywatne.
                To ty wspomniałeś o "cywilizowanych standardach", które ja wyśmiałam
                jako idiotyczne.
                I denerwuję się, bo wariata-histeryka, "panią profesor od plagiatów"
                czy upierdliwego gówniarza można mieć na każdym wydziale,niezależnie
                od tego czy jest z kimś spokrewniony czy nie.
                Może mieć po prostu niezłe plecy.
                • alba.alba paradoks 25.03.08, 20:24
                  W naszym kraju jak ktoś zatrudni za publiczne pieniądze zupełnie obcą panią (tyle że nimfomankę) - afera na cały kraj. A jak ktoś zatrudni za publiczne pieniądze własną żonę (z którą przecież też sypia) - cicho sza...
    • rupertor Joanna i inni nie mają racji. Przykład UM w Łodzi 25.03.08, 20:19
      Zwolennicy teorii "nobles oblige" są w błędzie lub ich pozycja w uczelni wynika
      z układów rodzinnych.
      Zgadzam się z med_doc. Wydaje mi się nawet, że pracujemy na tej samej uczelni -
      UM w Łodzi. Rzeczywiście uniwersytet ten to zbiór rodzin, tworzących księstwa
      udzielne. O ile zatrudnianie rodziny we własnym zakładzie, klinice, katedrze
      jest rzadkie to przyjmowanie do pracy dziecka kolegi profesora jest notoryczne.
      Osoba z koneksjami otrzymuje po kilka części etatu w różnych miejscach, pracując
      tylko w jednym. Nie muszę pisać, ze osoby takie są dopisywane do artykułów
      naukowych często jako 1. autorzy. Żal pisać , jaki poziom reprezentują te osoby.
      • salzburg Recenzje 25.03.08, 20:47
        Nie jest zbyt twórcze pisanie, że inni reprezentują pożal się Boże nędzny
        poziom. Bo to oczywiście forumowicze zweryfikowac nie mogą. Miałoby to sens
        gdyby krytykujacy napisał recenzję ich artykułów i ksiązek. To o wiele lepsze
        niż na forum obwieszczac "Kowalski jest naukowe 0", w domysle ja jestem super
        wybitny.
      • gagolek Re: Joanna i inni nie mają racji. Przykład UM w Ł 25.03.08, 20:50
        a moze problemem jest to, ze jest to Uniwersytet MEDYCZNY?
        Artykul, od ktorego sie wszystko zaczelo, tez dotyczyl Wydzialu
        Medycyny.
        Ja jakos nie zauwazylam, ze brak znajomosci czy koneksji rodzinnych
        byl duza przeszkoda w mojej karierze. Mam sporo znajomych juz po
        doktoracie, ktorzy tez na wsparcie mamy, taty czy cioci nie mogli
        liczyc i jakos niezle sobie radza. Jak juz wspomnialam, jedna corka
        pani profesor na ponad setke doktorantow i 3 czy 4 malzenstwa (nie
        pozostajace ze soba w zaleznosci sluzbowej) na caly instytut chyba
        nie swiadczy nepotyzmie.
        Z czyms takim jak dopisywanie kogos po znajomosci do artykulow
        naukowych tez sie nie spotkalam i w glowie mi sie to nie miesci.
    • sammy456 No i co z tego 26.03.08, 23:54
      Jestem z rodziny profesorskiej. I robię doktorat w innej katedrze niż pracuje
      mój ojciec zwykły profesor. Nie miałem problemów żeby dostać się na doktorat.
      Mam stypendium i jeszcze część etatu. Dostałem również grant. Pracuję na uczelni
      medycznej. Spełniam więc kryteria nepotyzmu krzykaczy z forum . Ale mam to
      gdzieś. Przez wiele lat polska inteligencja była gnębiona i trzeba ją wreszcie
      odbudować. Poza tym byle polityk wprowadza swoich pociotków do spółek i urzędów
      więc kilkoro osób z rodziny na uniwersytecie to najmniejszy problem tego kraju.
      Być może mam łatwiej , bo wielu profesorów znam z imienin rodziców, ale u mnie w
      katedrze pracuje osoba bez żadnych koneksji, ma duże osiągnięcia, granty ,
      stypendia itp. Jeżeli ktos jest dobry to się przebije zawsze.
      Radzę się zająć robieniem nauki a nie beznadziejnymi dyskusjami o rodzinach na
      uczelniach.
      • bumcykcyk2 Re: No i co z tego 27.03.08, 01:11
        sammy456 napisał:

        > Jeżeli ktos jest dobry to się przebije zawsze.

        pierdu pierdu

        nie ośmieszaj się kolego podobnymi farmazonami

        > Radzę się zająć robieniem nauki a nie beznadziejnymi dyskusjami o
        > rodzinach na uczelniach.

        Jak to było? "Literaci do pióra, studenci do nauki"?! Pozdrowienia od tow.
        Wiesława!
      • flamengista Re: No i co z tego 27.03.08, 12:48
        Tak, świetny argument.

        W takim razie skoro niektórzy politycy i urzędnicy kradną (stereotyp jest taki,
        że kradną i biorą łapówki niemal wszyscy) - to mały plagiacik też nie jest czymś
        nagannym... W końcu czemu pracujący na uniwersytetach mają być gorsi od innych!

        Fajnie chcesz odbudować polską inteligencję, nie powiem.

        Polska inteligencja była swego czasu elitą, bo stawiała sobie wyższe wymagania
        (w tym i etyczne), niż reszta społeczeństwa.
          • flamengista nie zagalopowałem się 27.03.08, 15:15
            Ale skoro ktoś pisze coś w tym stylu:

            jestem synem profesora i dzięki znajomościom pracuję na tej samej uczelni i mam
            tez z tego powodu dodatkowe profity, ale to żaden problem bo przecież w urzędach
            i gdzie indziej też tak robią...

            to zwracam tylko uprzejmie uwagę, że "gdzie indziej" też kradną.

            Co więcej, bywały i takie uczelnie - całkiem niedawno - których naukowcy
            tworzyli ciekawe teorie n/t konieczności eksterminacji innej grupy etnicznej
            (Ruanda). Realizowane niestety w praktyce.

            Jeśli z takimi się porównamy, wszystkie mankamenty Nauki Polskiej zdają się
            błachostkami, nie ma o czym mówić!

            Problem w tym, że jeśli Kolega mówi o konieczności odbudowania warstwy
            społecznej zwanej inteligencją - to należy pamiętać, że w etosie polskiego
            inteligenta raczej nie mieszczą się takie postawy jak:
            - kradzięż;
            - oszustwo;
            - bylejakość;
            - i nepotyzm również.
      • gabik75 Re: No i co z tego 27.03.08, 17:04
        syty głodnego nie zrozumie...przeczytałam Twoją wypowiedź, najpierw
        podniosło mi się lekko ciśnienie, a potem przyszła do głowy
        sentencja - o głodzie itp. Oczywiście, że spełniasz kryteria
        nepotyzmu, oczywiście i to nie podlega właściwie żadnej dyskusji,
        ale ta naiwność? "że ktoś jest dobry i zawsze..."? no i te rady w
        stylu tow. Wiesława to już naprawdę złośliwość z Twojej strony. Nie
        rozumiesz prostej sprawy - "robienie nauki" jak to nazywasz wymaga
        warunków, a te warunki niekiedy daje praca na uczelni, problemem
        jest to,że dostanie się na państwową uczelnię dla wielu z nas
        graniczy z cudem. Nie rozumiesz też, że owe "beznadziejne dyskusje"
        są efektem "walenia głową w ścianę nepotyzmu" i własnej bezradności.
      • krysiulka Populizm i tyle, szkoda czasu na takie dyskusje 27.03.08, 17:06
        "Radzę się zająć robieniem nauki a nie beznadziejnymi dyskusjami o rodzinach na
        uczelniach."

        Doktorzy, doktoranci! Napisaliście już 70 postów w sprawie, na którą póki co,
        kompletnie nie macie wpływu. Jedyny skutek Waszego działania to zajmowanie
        przestrzeni dyskowej w IBM-owskich hurtowniach danych Gazety Wyborczej.

        Pytam więc: JEST SENS brania udziału w populistycznej dyskusji?

        Ilu z Was siedziało na forum, zamiast realnie pracować nad jakością polskiej nauki?

        A może milej jednak, zamiast tracić czas, poczytać książkę? Przygotować się do
        zajęć? Albo machnąć jakąś publikacyjkę do "Nature", "Betonu i Cementu" albo
        innego "Ziemniaka Polskiego"?
        • flamengista złote usta forum 27.03.08, 17:26
          Ok, przekonałaś mnie. W zasadzie najlepiej zamknąć to forum - już teraz. Co ja
          mówię, najlepiej zamknąć wszystkie fora na GW. W końcu na większości z nich
          toczą się bezprzedmiotowe i do niczego nie prowadzące dyskusje...

          Krysiu droga, czy nie rozumiesz że forum to rodzaj rozrywki i w zasadzie
          niewiele więcej? Chyba za dużo oczekujesz od DOKTORANTÓW;)
      • alba.alba Re: No i co z tego 27.03.08, 20:59
        sammy456 napisał:
        > Poza tym byle polityk wprowadza swoich pociotków do spółek i urzędów
        > więc kilkoro osób z rodziny na uniwersytecie to najmniejszy problem tego kraju.

        Niska argumentacja z gatunku: skoro inni przechodzą na czerwonym świetle, to ja też mogę...

        > więc kilkoro osób z rodziny na uniwersytecie to najmniejszy problem tego kraju.
        > Być może mam łatwiej , bo wielu profesorów znam z imienin rodziców, ale u mnie
        > w
        > katedrze pracuje osoba bez żadnych koneksji, ma duże osiągnięcia, granty ,
        > stypendia itp. Jeżeli ktos jest dobry to się przebije zawsze.

        Moim zdaniem do końca życia będziesz skazany na uśmieszki poza plecami: ten to dostał pracę z nominacji rodzinnej. Te uśmieszki będą ze strony tych bez koneksji rodzinnych, których - jak sam mówisz - na twoim wydziale jest na szczęście większość. Pozdrawiam przy okazji tych, którzy potrafią się przebić bez żadnych znajomości! Dla nich mam największy szacunek!
        • salzburg Usmieszki 27.03.08, 22:22
          Będzie obiektem usmieszków jezeli bedzie słaby. Jezeli bedzie dobry to mu
          nazwisko nie zaszkodzi (ani nie pomoze). Tak samo beda obiektem usmieszkow
          slabi, przyjecie w bez tak zwanego nazwiska.
          Poza wszystkim w uczelni zatrudniającej np. 650 osob to powtarzających się
          nazwisk moze byc 1%. To jednak na pewno nie jest bariera utrudnaijaca podjecie
          pracy naprawde zdolnym i zdeterminowanym.
          • alba.alba Re: Usmieszki 29.03.08, 00:30
            salzburg napisał:

            > Będzie obiektem usmieszków jezeli bedzie słaby. Jezeli bedzie dobry to mu
            > nazwisko nie zaszkodzi (ani nie pomoze).

            Mylisz się. Jak będzie dobry, to też będzie obiektem uśmieszków, bo ludzie będą mówili - ja jakbym miał ojca/matkę profesora, to też bym był dobry. Rodzic pomoże w pisaniu artykułów, to i publikacji będzie więcej, mrugnie do kolegi oczkiem, żeby napisał dziecku dobrą recenzję, załatwi więcej środków na badania itd.

            > Poza wszystkim w uczelni zatrudniającej np. 650 osob to powtarzających się
            > nazwisk moze byc 1%.

            A to co? Robiłeś statystyki?! Twórczość własna, tak na oko? A jeśli nie robiłeś statystyk, to może podasz źródło? Bo nie chcę rozmawiać o liczbach z księżyca. Poza tym z przytoczonego przeze mnie artykułu we wstępie wątku na pewno nie wynika, żeby to było 1%.
            • gagolek Re: Usmieszki 29.03.08, 02:46
              artykul przez ciebie przytoczony dotyczy bardzo konkretnego
              wydzialu a nie calego srodowiska akademickiego czy nawet tejze
              uczelni! Zatem moze sama podasz statystyki.
              W instytucie gdzie robilam doktorat w Polsce dzieci profesorow,
              ktore pracowaly w tej samej dziedzinie co rodzic, stanowily
              spokojnie ponizej 1 %.

              Natomiast co do usmieszkow, nie ma jak to mierny naukowiec tlumaczy
              sobie i innym, ze jakby mial rodzicow profesorow to tez by swietnie
              publikowal. No coz to na pewno budzi politowanie.
            • salzburg Re: Usmieszki 29.03.08, 15:39
              To ty sie mylisz. Nie znasz widze srodowiska naukowego. Moze nie sa to same orly
              ale od razu widomo, kto ma cos do powiedzenia a kto nie. O Tobie tez maja
              wyrobione zdanie, nawet jezeli Ci przez grzecznosc tego nie mowia.
              a co drugiej watpliwosci - to z autopsji.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka