Dodaj do ulubionych

Prywatne uczelnie za państwowe pieniądze

10.04.08, 10:55
"Rektorzy jedenastu najlepszych prywatnych uczelni piszą do premiera. Chcą, by
państwo dopłacało im po 1500 zł do każdego dziennego studenta - pisze "Polska".
- Tylko w taki sposób najlepsze prywatne uczelnie będą w stanie konkurować z
państwowymi. A konkurencja poprawi jakość studiów i badań, skorzysta też
gospodarka - mówi gazecie prof. Krzysztof Pawłowski, szef Wyższej Szkoły
Biznesu w Nowym Sączu.

Zwolennicy państwowych dotacji argumentują, że w interesie społeczeństwa jest,
by uczelnie podnosiły jakość studiów i badań. Teraz między uczelniami nie ma
konkurencji. Państwowe dostają solidne wsparcie państwa i dodatkowo zarabiają
na studiach zaocznych i wieczorowych. Prywatne - czasem z konieczności, a
czasem z wyboru - działają jak fabryki dyplomów."

www.tvn24.pl/0,1545492,wiadomosc.html
Tylko w Polsce coś takiego jest możliwe, pełen ubaw po prostu. A reakcja
ministertwa będzie bardzo znacząca.
Obserwuj wątek
    • flamengista czasem z konieczności, czasem z wyboru;) 10.04.08, 11:51
      99,99% prywatnych uczelni w Polsce to fabryka dyplomów, gdzie student traktowany
      jest jak święta krowa. Tzn. nawet jeśli nic nie umie i nie chce umieć, to jak
      odpowiednio zapłaci to dyplom dostanie.

      "Konkurencja poprawi jakość studiów i badań"
      Jakość studiów - być może. Jakość badań? Jakich badań? Przecież po za
      nielicznymi chlubnymi wyjątkami uczelnie prywatne nie prowadzą żadnych poważnych
      badań, najwyżej pozorują jakieś działania w tej materii.

      Dopiero na uczelniach prywatnych mamy patologię w 100% - tu profesor może
      pracować aż do grobowej deski, mając grubo ponad 90tkę na karku i nie pamiętając
      tego, jak się właściwie nazywa. To na uczelniach prywatnych zamiast asystentów
      są "instruktorzy", wyrabiający po 500 godzin rocznie w ramach pensum i obłożeni
      obowiązkami administracyjnymi.

      Najgorsze, że sprytni kombinatorzy z prywatnych na pierwszy front ślą
      Pawłowskiego - akurat jego NLU-WSB jest chlubnym wyjątkiem, a nei regułą!

      Niech najpierw niż doprowadzi do upadku najgorsze szkoły prywatne i państwowe,
      to potem porozmawiamy o ew. finansowaniu dziennych na prywatnych. I nie na
      wszystkich, tylko na wybranych. Na dzień dzisiejszy mogą być to ew. NLU-WSB,
      Collegium Civitas, Koźmiński, SWPS...
      • pr0fes0r Re: czasem z konieczności, czasem z wyboru;) 10.04.08, 12:39
        Moment, ale z jakiej paki państwo ma finansować studia na prywatnych uczelniach
        - czy one dzielą się z państwem wpływami z czesnego? Założyciel prywatnej
        uczelni nie robi tego z miłości do nauki i polskich studentów, tylko dla zysku -
        czy właściciel prywatnej wytwórni farb akrylowych może liczyć na 1.500 złotych
        ekstra od pracownika z budżetu państwa? Nie można zjeść ciasteczka i nadal mieć
        je na talerzyku.
        • pr0fes0r Re: czasem z konieczności, czasem z wyboru;) 10.04.08, 12:42
          I jeszcze jedno - pan rektor opowiada o konkurencji. Czyli państwo polskie -
          właściciel państwowych uczelni - ma współfinansować instytucje, które za swój
          cel stawiają konkurencję z państwowymi uczelniami, a więc odebranie im studentów
          i pracowników? Jeżeli ministerstwo się na to zgodzi, będzie to imo podciągalne
          pod działanie na szkodę państwa.
          • tocqueville Re: czasem z konieczności, czasem z wyboru;) 11.04.08, 00:04
            > Jeżeli ministerstwo się na to zgodzi, będzie to imo podciągalne
            > pod działanie na szkodę państwa.

            no nie - robi się coraz zabawniej

            tworzenie równych reguł dla uczelni w Polsce to działalność na szkodę państwa?
            poszerzanie możliwości wyboru dla studentów to działalność na szkodę państwa?

            zaraz się okaże, że prywatna inicjatywa działa na szkodę państwa! :)
            kiedyś to było super - same państwowe sklepy, żadnej konkurencji dyszących żądzą
            zysku prywaciarzy

            myślałem, ze w interesie państwa leży podnoszenie jakości kształcenia, okazało
            się, że w interesie państwa leży... finansowanie państwowych instytucji



        • flamengista ja to rozumiem tak 10.04.08, 13:18
          że studia finansowane w ten sposób przez państwo będą dla tych studentów za
          darmo. To chyba oczywiste. Nie może być tak, że uczelnia dostanie 1500 zł, a
          jeszcze weźmie od studenta co najmniej drugie tyle.

          No i oczywiście mogły by to być kierunki specjalistyczne, "zamawiane" przez
          państwo. Tylko wątpię, by tego chciały uczelnie prywatne, bo one najchętniej
          kształcą menedżerów, socjologów, psychologów i filozofów. Inżynierów jakoś nie
          bałdzo.
          • pr0fes0r Re: ja to rozumiem tak 10.04.08, 13:28
            A na to bym nie liczył, nie wydaje mi się, by panowie rektorzy prywatnych
            uczelni tak to rozumieli, skoro najniższe czesne roczne w WSB-NLU wynosi 4.500 -
            jakoś nie widzę, jak obniżają je do 3.000 (+1.500 z ministerstwa), skoro z
            wypowiedzi w artykule jasno wynika, że chodzi im o _dodatkowe_ pieniądze.
            • flamengista może tak sądzą 10.04.08, 13:44
              ale moim zdaniem to nie przejdzie. No bo na chłopski rozum - jaki rząd ma w tym
              interes? Oczywiście może być to na rękę Kudryckiej i lobby prywatnych uczelni -
              ale media na pewno sprawę nagłośnią.
              • pr0fes0r Re: może tak sądzą 10.04.08, 13:48
                Mam taką właśnie nadzieję, chociaż sądząc z tego, co przeciekło do prasy z wciąż
                nieujawnionych oficjalnie założeń reformy szkolnictwa wyższego, prywatne
                uczelnie mają w ministerstwie najmocniejszą pozycję od czasu uchwalenia ustawy z
                1990.
        • tocqueville piszesz slogany 10.04.08, 20:43
          A dlaczego państwo nie ma finansować studiów studenta X, jeśli wybiera po
          maturze uczelnię prywatną (w przekonaniu, że mu te studia bardziej odpowiadają)?
          Dlczego uczelnie państwowe są wyraźnie uprzywilejowane chociaż robią taki sam
          biznes (masy zaocznych) jak prywatne?
          • flamengista to niestety myślenie życzeniowe 11.04.08, 08:40
            Owszem, myślałem podobnie jak ty. Też nie widzę nic złego w tym, że za kilka lat
            pieniądze będą szły za studentem. I to on będzie wybierał.

            Problem w tym, że profes0r słusznie zauważył, że prywatne uczelnie chcą dostawać
            kasę z budżetu, ale nadal utrzymać opłaty od studentów. Ew. nieznacznie je obniżyć.

            Wg. mnie cała operacja miała by sens, gdyby państwo "zamawiało" w uczelni
            prywatnej określony typ studiów i za to płaciło. Ale te studia były by dla
            studentów darmowe.
            • tocqueville Re: to niestety myślenie życzeniowe 11.04.08, 08:48
              >Problem w tym, że profes0r słusznie zauważył, że prywatne uczelnie chcą
              dostawać kasę z budżetu, ale nadal utrzymać opłaty od studentów. Ew. nieznacznie
              je obniżyć>

              Ponieważ nie mogą liczyć na całkowite sfinansowanie czesnego dla swoich
              studentów - dlatego proponują tylko dofinansowanie. Gdyby postulowały zasadę
              podobną jaka funkcjonuje na państwowych, dopiero podniósłby się raban.
              a uczelnie chcą tylko REALIZACJI prawa o uczelniach wyższych.
              Tylko tyle i aż tyle.

              Każdy wie, że uczelnie państwowe też są instytucje komercyjne - np. tworzą
              studia wieczorowe płatne (nie wspominam o zaocznych). Po co udawać, że jest
              inaczej.
        • tocqueville Re: czasem z konieczności, czasem z wyboru;) 10.04.08, 20:52
          > =Założyciel prywatnej
          > uczelni nie robi tego z miłości do nauki i polskich studentów, tylko dla zysku>>

          uprawiasz marksizm stosowany - ludzie podejmują działania obliczone wyłącznie na
          zysk materialny...
          Do głowy ci nie przyjdzie, że ludzie zakładają prywatne szkoły dlatego żeby np.
          realizować swoją wizję edukacyjną? Żeby uskuteczniać swoją pasję? uważasz, że
          skzoły zakładane przez STO były robione tylko po to, żeby zgarniać kasę od
          rodziców?

          Sam myślałem o założeniu prywatnego liceum... myślisz, że zrobiłbym to tylko
          dlatego, żeby nałapać pieniądze do kabzy?

          jak to jest: pracownicy uczelni państwowych to sami altruiści, a pracujący w
          prywatnych to żądni kasy egoiści?
      • niewyspany77 Re: czasem z konieczności, czasem z wyboru;) 10.04.08, 13:13
        > Niech najpierw niż doprowadzi do upadku najgorsze szkoły prywatne i państwowe,
        > to potem porozmawiamy o ew. finansowaniu dziennych na prywatnych. I nie na
        > wszystkich, tylko na wybranych. Na dzień dzisiejszy mogą być to ew. NLU-WSB,
        > Collegium Civitas, Koźmiński, SWPS...

        Cos mi sie obilo o uszy ze SWPS ma klopoty zwiazane glownie z nizem. Sprawa jest
        ponoc dosc powazna. A niektorzy ciagle pisza ze to "mit". Mniejsza z tym, ja po
        prostu chce przekazac, ze jak chcesz czekac do "przetrzebienia" to moze okazac
        sie ze nawet prywatne dobre nie wyzyja.
        Wbrew pozorom flamengisto, na ponstwowych tez robi sie studia imprez i baletow.
        Niezwykle irytuje mnie podejscie "panstwowy super a prywatny to szajse".
        • pr0fes0r Re: czasem z konieczności, czasem z wyboru;) 10.04.08, 13:24
          Nie chodzi o "panstwowy super a prywatny to szajse".
          Chodzi o "państwowe za państwowe pieniądze, a prywatne za prywatne pieniądze".
          Jest jakaś inna gałąź biznesu, gdzie otwarcie postuluje się systemowe
          współfinansowanie prywatnego przedsięwzięcia z państwowych pieniędzy?
        • flamengista zgadzam się 10.04.08, 13:27
          Dlatego pisałem o konieczności zamknięcia najsłabszych prywatnych, ale i
          państwowych.

          Kandydaci na studia teraz mają do wyboru, do koloru. Studia za granicą - teraz
          coraz łatwiej o nie. Studia bezpłatne - już nie branie byle czego, by uniknąć
          wojska.

          Na dniach otwartych słyszałem dyżurne pytanie (a ludzi zainteresowanych było
          mnóstwo): jaka jest po tym praca? Ludzie już teraz myślą, co będą po danym
          kierunku robić. I dobrze.

          Moim zdaniem kolejnym krokiem będzie unikanie przez studentów nie tylko słabych
          uczelni prywatnych (to oczywistość) - ale też tych najsłabszych państwowych.
          • alba.alba Re: zgadzam się 10.04.08, 16:14
            flamengista napisał:
            > Na dniach otwartych słyszałem dyżurne pytanie (a ludzi zainteresowanych było
            > mnóstwo): jaka jest po tym praca? Ludzie już teraz myślą, co będą po danym
            > kierunku robić. I dobrze.

            Dobre pytanie, tylko adresat nie ten. To jest pytanie do specjalistów od prognoz rynku pracy, a nie do wykładowców. To po pierwsze. A po drugie to studia trwają kilka lat, przez te kilka lat sytuacja na rynku pracy może się zmienić. Po trzecie, chyba nie oczekujesz, że jakiś wykładowca na drzwiach otwartych powie prawdę o nikłych sznasach na pracę w danym zawodzie. Oczywiste jest, że jeżeli chce pozyskać studentów, to będzie koloryzował (kłamał), a nie odstraszał prawdą.
      • tocqueville Pytania zasadnicze 10.04.08, 22:00
        Ilu dyskutantów atakujących szkolnictwo niepubliczne miało z nimi realny
        kontakt? Pracowało w nich?
        skąd biorą swoje arbitralne oceny?
        Skąd czerpią te swoje 99,99% czy wręcz 100%? To wynik jakichś analiz?

        Skąd u ludzi nauki tyle uprzedzeń?
        Tyle niepopartych doświadczeniem wniosków?
        Tyle myślenia schematami?

        • hermionagranger5 Re: Pytania zasadnicze 10.04.08, 23:22
          Chyba wiem, do czego zmierzasz, ale teraz trochę jedziesz po
          bandzie;-) Bo akurat w tej dyskusji (całego forum aż tak dokładnie
          nie czytam) nie wyczułam szczególnie arbitralnych stanowisk - ludzie
          po prostu różne opinie mają i różne argumenty. Nasze doświadczenie z
          prywatnych podpowiada coś innego. Choć, z drugiej strony, dość
          głęboko - "po znajomości" - siedzę w tradycyjynym publicznym U i
          często problemy całkiem podobne..
          BTW pozdrawiam Kolegę/Koleżankę z tzw. wydziału pierwszego,
          I suppose..:-)
            • hermionagranger5 Re: Pytania zasadnicze 10.04.08, 23:46
              Fakt, Fla popełnił to zdanie.
              Ale działasz wybiórczo;-) Dodał też "pisałem o konieczności
              zamknięcia najsłabszych prywatnych, ale i
              państwowych". Z częścią jego argumentacji skłonna byłabym się
              zgodzić. Choć oczywiście opinii typu "100 vol." należy unikać jak
              wody święconej;)
            • flamengista hop hop - pobudka! 11.04.08, 08:51
              Uczymy się czytać ze zrozumieniem! Chyba najwyższa pora, prawda?

              Jak cytujesz coś wyrwane z kontekstu, to zawsze udowodnisz swoją tezę. Jak
              Świadkowie Jehowy.

              Pisałem:

              "Dopiero na uczelniach prywatnych mamy patologię w 100%"

              Tzn., że tylko na uczelniach prywatnych wszystkie patologie wychodzą na jaw. Nie
              znaczy to, że na wszystkich uczelniach prywatnych. Tylko, że wszystkie patologie.

              Po prostu na publicznych uczelniach są pewne mechanizmy - prawda że nie
              doskonałe - które trzymają władze w ryzach. NP. nie da się więc trzymać jako
              szefa instytutu czy katedry 90letniego, stetryczałego profesora, za którego
              wykłady robią ludzie tuż po studiach a papiery podpisuje sekretarka.
              • tocqueville hop, hop - proszę o jakies badania 11.04.08, 09:00
                a co z tym cytatem:
                <<99,99% prywatnych uczelni w Polsce to fabryka dyplomów, gdzie student
                traktowany jest jak święta krowa. Tzn. nawet jeśli nic nie umie i nie chce
                umieć, to jak odpowiednio zapłaci to dyplom dostanie.>>

                Proszę o podanie źródła, z którego wziąłeś te 99,99%?
                Prowadziłeś badania na ten temat?
                Szafujesz bardzo jednoznacznymi ocenami, ciekawi mnie na jakiej podstawie. Od
                forum "doktoranci" (w przeciwieństwie do forum onetu) wymagam precyzji.
                • flamengista owszem, szafuję 11.04.08, 09:15
                  Z tym że ja się z jednoznaczną oceną uczelni prywatnych nie kryję. Nie wycinam
                  też z kontekstu opinii forumowiczów, z którymi sie nie zgadzam.

                  Zamiast 99,99% można napisać "zdecydowana większość". A raczej wymienić te, w
                  których jest solidny poziom. Jest to 20-30 uczelni w całej Polsce. Nie więcej.
                  • tocqueville Re: owszem, szafuję 11.04.08, 09:22
                    A skąd bierzesz podstawy do takiego szafowania?
                    Pracowałeś na tej zdecydowanej większości uczelni prywatnych, które tak
                    jednoznacznie oceniasz? Prowadziłeś obserwację na nich?
                    Przechodziłeś przez proces selekcyjny?
                    Na czym opierasz swoje opinie?
                    na razie liczby/odestki są wyjęte ad hoc z kieszeni.
    • yellow_tiger Re: Prywatne uczelnie za państwowe pieniądze 10.04.08, 16:01
      No tu sie z szanownym pr0fes0rem nie zgodze. Uwazam, ze pomysl sam w sobie nie jest taki absurdalny na jaki wyglada. Postaram sie to wytlumaczyc w nastepujacy sposob.
      A) Sa cale masy b. slabych uczelni panstwowych ktore poziomem nie odstaja na plus od calej masy b. slabych uczelni prywatnych.
      B) Jest calkiem sporo uczelni prywatnych ktore sa dobre i nie odstaja poziomem od najlepszych uczelni panstwowych.
      C) Rodzina studenta/ki ktory/a studiuje na uczelni prywatnej placi za nauke swojej pociechy 2 razy. Raz w formie podatkow a drugi raz w formie czesnego, co w.g. mnie nie jest uczciwe.
      Widze dwie mozliwosci wybrniecia z problemu.
      Pierwsza jest taka, ze za studia placa wszyscy niezaleznie gdzie studiuja a panstwo daje pieniadze (granty) tylko i wylacznie na badania naukowe nie zwracajca przy tym uwagi czy ida one do uczelni panstwowej czy prywatnej. Oczywiscie musi sie to wiazac z calym systemem stypendialnym i.t.d. Obecnie niestety jest tak, ze to wlasnie ludzie ubodzy sa dwa razy w cztery litery kopani. Gros studentow uczelni prywatnych stanowia wlasnie dzieci ludzi o slabej sytuacji materialej, ktorych paradoksalnie nie stac na studiowanie na teoretycznie bezplatnych studiach panstwowych. Dodatkowo dochodzi do tego problem nizszego poziomu startu tych ludzi, a mowiac prosto szkoly na wsiach czy w miasteczkach sa b. czesto po prostu gorsze od szkol w duzych miastach. Czyli koles jesli chce studiowac, nawet jesli nie jest glupi tak naprawde moze to zrobic w Wyzszej Szkole Ekonomii i Prawa w Psiej Wolce a nie na powiedzmy UW. I tu zaczyna sie bicie po d... po raz drugi, bo jego starsi juz zaplacili za jego studia (podatki) a teraz musza za nie placi ponownie.
      Rozwiazanie numer dwa jest nastepujace. Kazdy zainteresowany studiowaniem dostaje jakas tam kase na studia od panstwa (grant). Po dostaniu sie na studia ta kwota jest przelewana na konto studenta i on sam decyduje co z nia zrobic, czy chce oplacic studia prywatne, czy moze lepiej sie dostac na studia panstwowe i miec z czego zyc powiedzmy w Warszawie. Oczywiscie ta kwota to nie jest darowizna a pozyczka. Wielkosc spaty powinna byc uzalezniona od wynikow studenta az do calkowitego jej anulowania w wypadku swietnych studentow. W sytuacji gdyby student powtarzal rok grant jest zawieszany. Calkowity czas trwania grantu nie moze byc dluzszy niz powiedzmy 6 lat. Sama splata powinna stanowic maksymalnie jakis tam procent dochodow magazyniera, aby sie nie okazalo, ze koles polowe swojej pensji przeznacza na splate grantu. Ten system wydaje mi sie sensowniejszy, niz wariant pierwszy. Po pierwsze naprawde daje rowne szanse. Po drugie przy madrej polityce jest to system samofinansujacy sie. Mowiac prosto kasa ktora splacaja studenci ktorzy juz ukonczyli studia idzie na wyplaty grantow dla nowych studentow. Jedyne co panstwo musi zrobic do doplacac do systemu przez pierwsze kilka lat jego isnienia. Co nie powinno byc trudne, wystarczy na to przeznaczyc kase z prywatyzacji (wiem wiem zawsze sa wazniejsze rzeczy na ktore mozna wydac kase niz nauka, ale pomarzyc mozna). Oczywiscie ten grant to nie moze byc kredyt z banku, tylko powinna zostac utworzona fundacja/agenda rzadowa/agenda prywatna ktora tym by sie zajmowala na zasadzie NPO. Tyle.
      • pr0fes0r Re: Prywatne uczelnie za państwowe pieniądze 10.04.08, 18:26
        Ale gdzie szanowny yellow_tiger się ze mną nie zgadza? Przecież oba Twoje
        pomysły z ideą prezentów finansowych dla wybranych uczelni prywatnych nie mają
        nic wspólnego. I jeden, i drugi maja swoje zalety, a przynajmniej nie stanowią
        skoku na państwową kasę.

        Aczkolwiek z jednym się nie zgodzę - być może są wyjątki od reguły w przypadku
        kierunków/specjalności, gdzie rekrutuje się na dajmy na to 10 miejsc (choćby
        japonistyka), ale w chwili obecnej _każdy bez wyjątku_ zdolny kandydat jest w
        stanie dostać się na dobrą uczelnię państwową. A wiem to stąd, że widzę, kto i z
        jakimi punktami na świadectwie dostaje się na studia prowadzone na moim
        wydziale. Nie ma mocnych, w miarę zdolny kandydat się dostanie bez trudu.
        • yellow_tiger Re: Prywatne uczelnie za państwowe pieniądze 11.04.08, 12:32
          "Ale gdzie szanowny yellow_tiger się ze mną nie zgadza? [..]"
          Nie zgadzam sie z teza, ze finansowanie w jakiejs tam czesci kosztow studiow na uczelniach prywatnych przez panstwo jest skokiem na panstwowa kase. Uwazam, ze to co proponuja rektorzy tych uczelni nie jest uczciwe w stostunku do innych prywatnych uczelni. Dlatego zaproponowalem takie rozwiazania, ktore w.g. mnie sa uczciwe.
          Nie neguje tego, ze zdoly czlowiek moze sie dostac na dobra uczelnie panstwowa. Jedynie wskazuje na fakt, ze czesto nie idzie on teoretycznie bezplatne studia, tylko na platne z tego powodu, ze rodziny nie stac na oplacenie mieszkania i kosztow zycia w powiedzmy Wawie.

          "No i dodajmy jeszcze, że na uczelniach prywatnych nie widać zainteresowania tworzeniem kierunków autentycznie kosztochłonnych. [..]"
          Jain jak to mowia Niemcy. Rzeczywiscie nie widac na horyzoncie ani jednej uczelni prywatnej szkolacej powiedzmy fizykow czy biochemikow. Tyle tylko, ze wynika to w.g. mnie nie ze zlej woli a z horrendalnych kosztow. Wyposazenie malego (dla 1 profa, 2 postdokow i 6-8 doktorantow) biochemicznego labu kosztuje ok 250-300 tys euro, czyli ok miliona PLN. Roczny koszt jego utrzymania (bez pensji tylko odczynniki czy sprzet) to sa sumy rzedu 20-30 tys. euro czyli ok 100 tys. PLN. A to tylko jeden maly lab. Zeby prowadzic pierwsza i druga laborke z fizyki trzeba miec sprzet za porownywalna kwote. Na specjalizacjach musisz miec sprzet za miliony euro. Inaczej zadnych badan nie poprowadzisz.
          Wydaje mi sie, ze wczesniej albo pozniej takie uczelnie powstana, ze znajdzie sie jakas dobra dusza ktora ufunduje budynek i sprzet. Bo o tym aby uczelnie z wlasnych pieniedzy znalazly na to srodki to mozna miedzy bajki wlozyc. Powiem tak nawet takie szacowne instytucje jak Harvard czy Caltech sa w 40-60% finansowane przez panstwo, reszta to sa granty prywatne a czesne pokrywa moze z 5-10% wydatkow.
          Aby nauczac fizyki, chemii, biologii czy medycyny potrzeba naprawde gigantyczych pieniedzy. A co gorsze nie widze takiej mozliwosci aby calkowity koszt takich studiow mogl byc pokryty z czesnego. Gdzies czytalem, ze wyksztalcenie jednego fizyka na UW kosztuje rocznie cos ok. 50 tys. PLN. Znajdz mi chetnego ktory zaplaci tyle czesnego.
      • pr0fes0r Re: Prywatne uczelnie za państwowe pieniądze 10.04.08, 18:28
        No i dodajmy jeszcze, że na uczelniach prywatnych nie widać zainteresowania
        tworzeniem kierunków autentycznie kosztochłonnych. Te wszystkie filologie,
        pedagogiki, prawa, administracje i menedżmenty szczególnych nakładów ze strony
        uczelni nie wymagają - jak powstanie prywatna uczelnia medyczna, fizyka czy inna
        mikrobiologia, wtedy uwierzę w szczere intencje podnoszenia jakości studiów.
        Obecnie jest to próba wyrwania dla siebie większego kawałka tortu o
        ograniczonych rozmiarach.
    • tocqueville i bardzo dobrze! 10.04.08, 20:41
      Widzę, że wykazujesz kompletnie niezrozumienie problemu.
      Student ma prawo wyboru na jakiej uczelni chce studiować: pieniądze powinny iść
      za studentem!
      Dzisiaj student, który ma świetne wyniki z matury a chce studiować na uczelni
      prywatnej musi za to zapłacić. Dlaczego?
      • pr0fes0r Re: i bardzo dobrze! 10.04.08, 20:48
        Bo państwo finansuje studia na uczelniach, będących jego własnością. Tak samo
        jak w przypadku szkół podstawowych, gimnazjalnych i licealnych. Tak samo jak w
        przypadku służby zdrowia - albo korzystasz z darmowej oferty państwa, albo
        płacisz z własnej kieszeni za usługę u prywatnego przedsiębiorcy.

        Dzisiaj student, który ma świetne wyniki z matury, a chce studiować na
        Oxfordzie, musi za to zapłacić. Dlaczego?
        • tocqueville Re: i bardzo dobrze! 10.04.08, 20:59
          Niech PAŃSTWO finansuje utrzymanie budynków i pensje pracowników w należących do
          siebie uczelniach.

          Ale dlaczego uczelnie państwowe mają monopol na finansowanie bezpłatnych studiów
          absolwentowi liceum?
          To oznacza kompletny brak wolnego rynku.

          mała analogia: Wyobrażasz sobie, że państwo za pieniądze podatników zakłada
          własne sklepy RTV, w których produkty są oferowane za darmo? To wg ciebie byłoby
          w porządku?
        • michal_powolny12 Re: i bardzo dobrze! 10.04.08, 20:59
          I tak i nie. Otóż państwo dotuje niepubliczne szkoły podstawowe,
          gimanazja i szkoły ponadgimanzjalne. Państwo dotuje także kilka
          szkół niepublicznych-w tym jeden uniwersytet i cztery inne uczelnie.
          Te placówki prowadzi kościół katolicki. W jednym przypadku pod nazwą
          szkoły katolickiej mamy doczynienia z pełni niepubliczną
          wielokierunkową uczelnią (Ignatianum Tow.Jezusowego).
          Zainteresowanym mogę podesłać tekst ekspertyz z 2006 roku których
          autorzy przewidzieli właśnie taki scenariusz.
    • tocqueville co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 20:45
      Zadaję elementarne pytanie: co to sa PANSTWOWE pieniądze?
      Czy to czasem nie jest kasa, która została odebrana obywatelom?

      dlaczego płacąc podatki nie mogę z nich finansować studiów dla mojego dziecka na
      wybranej przeze mnie uczelni?
      • pr0fes0r Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 20:52
        Jest taka głupia funkcja państwa, dzięki której wyższe podatki lepiej
        zarabiających finansują studia tych, których z własnej kieszeni nie byłoby na to
        stać. Jasne, można puścić wszystko na żywioł, każdy płaci z własnej kieszeni,
        ale ludzie żyjący na krawędzi ubóstwa automatycznie zostaną wykluczeni z
        możliwości posłania dzieci na studia. Ot, solidaryzm społeczny.
        • tocqueville Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 21:14

          > Jest taka głupia funkcja państwa, dzięki której wyższe podatki lepiej >
          zarabiających finansują studia tych, których z własnej kieszeni nie byłoby na to
          stać.

          Ależ nie mam nic przeciwko. Ja po prostu chciałbym, aby ci ubożsi mieli WIĘKSZĄ
          możliwość wyboru - dzisiaj mogą wybierać studia tylko na części uczelni.
          Dlaczego zamiast studiów na PWSZ w Koziej Wólce nie mieliby mieć sfinansowanych
          studiów na SWPS???
        • hermionagranger5 Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 21:25
          Ok, ale chyba nie chodzi o "puszczenie na żywioł." Rozumiem, że
          idzie raczej o dofinansowanie najlepszych uczelni prywatnych. Zgoda,
          pewnie wielu studentów składa tam papiery dlatego,że nie dostają się
          na publiczne (albo boją się tego i nawet nie chce im się spróbować).
          Ale bywa i tak (w przypadku najlepszych prywatnych wcale nie tak
          rzadko), że wybierają niepubliczne, bo bardziej im odpowiadają (=bo
          są lepsze). Na kierunku, na którym wykładam, mam właśnie wielu
          takich studentów - którzy w y b r a l i , rezygnując świadomie z
          uczelni publicznej; w Polsce nie mamy właściwie konkurencji - są
          równie dobre instyuty, tylko programowo inne (nie znaczy - lepsze).
          Im odpowiada akurat nasz profil. I sęk w tym, że najlepsi z tych
          studentów wcale bogaci nie są. Płacić oczywiście muszą (stypendia
          są, ale wiadomo,że to ograniczona pula). I jeżeli próbuję na
          przykład na studiach II stopnia uruchomić specjalizacje (a to
          piekielnie dużo kosztuje) dla tych najlepszych studentów, to staję
          przed problemem "wydrążenia", podnoszonym przez nich i ich rodziców -
          nie mają po prostu więcej.
          I nie zapominaj jeszcze o czymś: jak zauważa Tocqueville, niektórzy
          naprawdę mają "poczucie misji":-) A szkoły prywatne niekoniecznie
          robią takie kokosy, jak się przeważnie przypuszcza. Są młodymi
          organizmami, muszą inwestować w rozwój (masa czynników) - jeżeli
          naprawdę są dobre w zakresie jakości edukacji (uczelnie albo wybrane
          kierunki), dlaczego ich studenci mają ponosić konsekwencje systemu?
          Wiem, wolny rynek, ale edukacja to jednak trochę inny rynek..;-)
          • tocqueville Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 21:40
            > Ale bywa i tak (w przypadku najlepszych prywatnych wcale nie tak
            > rzadko), że wybierają niepubliczne, bo bardziej im odpowiadają (=bo
            > są lepsze).

            Tak właśnie jest. Psychologia na SWPS jest lepsza niż na większości uczelni
            państwowych.

            I sęk w tym, że najlepsi z tych
            > studentów wcale bogaci nie są. Płacić oczywiście muszą

            I właśnie dlatego najzdolniejsi powinni mieć od państwa bon, który pozwoliłby im
            na sfinansowanie studiów na wybranej uczelni.


            > A szkoły prywatne niekoniecznie
            > robią takie kokosy, jak się przeważnie przypuszcza.

            W kwestii "kokosów". Uczelnie prywatne, które znam cały tzw. zysk przeznaczają
            na inwestycje: inwestoanie w kadrę, warunki studiowania,
            w kadrę, blibliotekę, stypendia dla studentów, sprzęt itd. -wszystko po to, by
            zapewnić lepsze warunki studiowania...

            > Wiem, wolny rynek, ale edukacja to jednak trochę inny rynek..;-)

            Na razie żadnego wolnego rynku w Polsce nie ma (w odniesieniu do uczelni wyższych).
            • voglia_di_vivere Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 23:02
              Psychologię na SWPS trudno porównywać tak naprawdę z psychologią na państwowych
              uczelniach - na pewno pracuje tam (na SWPS) kwiat polskiej psychologii, ale
              niestety - nie można tego samego powiedzieć o studentach...A poziom studiów nie
              zależy tylko od kadry...
              Aktualnie SWPS jest uczelnią masowo produkującą psychologów (ok.1000 rocznie, to
              jakieś kuriozum), jak żadna inna uczelnia w Polsce. Niestety, nie idzie to w
              parze z "jakością" - w sensie merytorycznym - absolwentów.
              • tocqueville Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 23:13
                > Niestety, nie idzie to w
                > parze z "jakością" - w sensie merytorycznym - absolwentów.


                Paradoksalnie, to tylko potwierdza sens moich uwag.
                Gdyby kandydat do SWPS otrzymywał bon finansujący mu na studia na tej uczelni
                szybko podniósłby się tam poziom.

                Po prostu wielu najlepszych absolwentów (wybierających obecnie studia na uczelni
                państwowej ze względów finansowych), decydowałoby się na studia w SWPS.



                • niewyspany77 Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 23:46
                  > Paradoksalnie, to tylko potwierdza sens moich uwag.
                  > Gdyby kandydat do SWPS otrzymywał bon finansujący mu na studia na tej uczelni
                  > szybko podniósłby się tam poziom.

                  Paradoksalnie, zamiast 1000 byc moze zaczetoby wypuszczac 1500, moze zarobki
                  kadry by podniwsiono o 50%, a moze poszloby to na bierzace wydatki szkoly,
                  wydawnictwo i etk dalej i dalej. Zakladanie a priori ze prosty zabieg
                  ekonomiczny podniesie *POZIOM UCZELNI* jest wg mnie tak samo ryzykowny jak
                  dawanie malpie brzytwy.
                  • tocqueville Re: co to są państwowe pieniądze? 10.04.08, 23:54
                    chodzi o jedną podstawową rzecz - przyciągnięcie do uczelni ZDOLNYCH absolwentów
                    szkół średnich - wg mnie to najlepsza droga do podniesienia poziomu uczelni
                    jeśli chodzi o pomnożenie wypuszczanych - Ministerstwo może zastrzec, że daje
                    dotację pod warunkiem, że studiować będzie określona liczba studentów...
                    • niewyspany77 Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 00:18
                      > chodzi o jedną podstawową rzecz - przyciągnięcie do uczelni ZDOLNYCH

                      Jak?
                      Bo wiesz, ja rozumiem to tak. O 50% obnizysz czesne, troche to przyciagnie
                      zdolnych, ale i mase bylejakich zacheconych "potezna obnizka". Jak przesiejesz?

                      Gdybys mowil o rownosci (wszyscy placa po rowno lub wszyscy studiouja za friko)
                      to bym sie z Toba zgodzil, ale argument popchniecia jakiejkolwiek kasy w formie
                      forsowanej w artykule jest moim zdaniem bez sensu.

                      Bo popatrz z tej strony - poziom mozesz sobie podnosic tak samo via poprzeczka
                      rekrutacyjna (to na dzien dobry), zwiekszajac intensywnosc i zakres materialu na
                      studiach (to w trakcie) no i dbajac o odpowiedni poziom prac mgr (to tak przy
                      koncowce).

                      Obawiam sie, z calym szacunkiem dla Ciebie i Twojej uczelni, ze widzac ostra
                      selekcje w trakcie studiow dostaniesz wiecej satysfakcji i przyciagniasz wiecej
                      zdolnych niz pompujac forse w imie rownosci finansowej (na dodatek zadnej
                      obecnie wymiernej rownosci bo nie wiadomo jak te 1,5k zl przelozy sie per czesne).
                      • hermionagranger5 Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 00:27
                        niewyspany77 napisał:

                        > Bo popatrz z tej strony - poziom mozesz sobie podnosic tak samo
                        via poprzeczka
                        > rekrutacyjna (to na dzien dobry)

                        Rzecz w tym, że uczelnia prywatna w mniejszym stopniu może z tego
                        mechanizmu skorzystać (i bardzo niedobrze), bo musi zarobić na całą
                        infrastrukturę, którą publiczna ma dofinansowaną. Ergo: nie ma
                        odpowiedniego naboru, nie ma trybu/kierunku/uczelni.
                        Stąd też na publicznej łatwiej przetrwać tzw. "nieopłacalnym". A u
                        mnie sytuacja wygląda tak, że na przykład na filozofię (co akurat
                        czynimy chętnie;-) musi "zarobić" mój instytut..
                        • niewyspany77 Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 00:43
                          > Rzecz w tym, że uczelnia prywatna w mniejszym stopniu może z tego
                          > mechanizmu skorzystać (i bardzo niedobrze), bo musi zarobić na całą
                          > infrastrukturę, którą publiczna ma dofinansowaną.

                          OK ale w ten sposob wydana kasa idzie na infrastrukture a nie na czesne. No to
                          juz sa jaja. Uczelnia to biznes. Problem oplacalnosci czy nie jest moim zdaniem
                          wygenerowany sztucznie,bo na obecna chwile - trzymajac sie Twojej terminologii -
                          forsa ma isc w to by nieoplacalne prywatne byly konkurencyjne wobec
                          nieoplacalnych panstwowych :)

                          Nadal podtrzymuje - jesli nie bedzie to w stopniu *zdecydowanie odczuwalnym* dla
                          studenta, bedzie to jedynie prezentem dla prywatnego biznesu nie majacego wiele
                          z POZIOMEM a raczej wiele z KOMFORTEM.
                          • hermionagranger5 Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 01:03
                            niewyspany77 napisał:


                            >
                            > OK ale w ten sposob wydana kasa idzie na infrastrukture a nie na
                            czesne. No to
                            > juz sa jaja. Uczelnia to biznes.

                            No właśnie. A to oznacza, że dochody czerpie nie tylko z czesnego,
                            ale na przykład obraca kapitałem, czego publiczna robić nie może. A
                            jak obraca, to raz zyskuje, kiedy indziej ...zyskuje mniej;-)
                            Dlatego nie zaryzykuje manewru z poprzeczką rekrutacyjną, bo
                            pieniądze z czesnego musi mieć w rezerwie. Przez dwa lata, załóżmy,
                            mogłaby sobie na taki "wybryk" pozwolić, a w trzecim roku
                            powie "sorry, nie mamy tym razem.." A gdyby dofinansowanie tzw.
                            państwowe objęło rzeczywiście i w sposób skrupulatnie przestrzegany
                            czesne, to ta pula byłaby nie do ruszenia. Problem - jak już
                            wskazywałam - polega jednak na tym, jak to zagwarantować.
                            • niewyspany77 Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 01:07
                              OK, w ten sposob, czyli:

                              > A gdyby dofinansowanie tzw.
                              > państwowe objęło rzeczywiście i w sposób skrupulatnie przestrzegany
                              > czesne, to ta pula byłaby nie do ruszenia. Problem - jak już
                              > wskazywałam - polega jednak na tym, jak to zagwarantować.

                              Zgadzam sie w 100%. Najlepiej byloby to zrobic via jakies odliczenie na kwote
                              1500 zeta w podatkach czy cos w te melodie. Czyli mozliwie daleko od uczelni i
                              MNiSW.
                              • tocqueville kompromis 11.04.08, 01:23
                                no to ja sie podpisuje i mamy kompromis
                                odliczenie czesnego od podatku, to dobre rozwiązanie - tak by dobrze, choć nie
                                idealnie (no bo odliczanie jest później, a czesne trzeba wyłożyc wcześniej)
                                • paradygmat.poznawczy Re: kompromis 11.04.08, 10:31
                                  tocqueville napisał:

                                  > odliczenie czesnego od podatku, to dobre rozwiązanie - tak by dobrze, choć nie
                                  idealnie

                                  Niedobre z tego powody, ze aby odliczyć coś od podatku to trzeba ten podatek
                                  płacić. Nie odpiszą nic dzieci rolników, osób mało zarabiających i.t.p.
                      • tocqueville Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 00:40
                        Troszkę się odniosę do tego, co napisałeś, ale równocześnie dodam trochę uwag
                        natury ogólnej. Zastrzegam, że używając terminu "uczelnie prywatne" mówię o tych
                        lepszych - o dofinansowanie ubiega się 11 uczelni prywatnych (podejrzewam, że to
                        te które należą do grona uczelni akademickich).

                        Dużo osób narzeka na poziom uczelni prywatnych. W czym sie objawia?

                        Otóż podstawową bolączką są studia dzienne (bo na zaocznych już różnic nie ma).
                        Uczelnie państwowe sa tu wyraźnie uprzywilejowane ponieważ niejako automatycznie
                        zgarniają szerokie grono dobrych absolwentów oferując im studia tzw. bezpłatne
                        (oczywiście te studia kosztują nie mniej, a może nawet więcej, niż analogiczne w
                        uczelni prywatnej, ale student bezpośrednio za nie płaci).

                        Uczelnie prywatne chcąc pozyskać dobrych studentów stoją z zdecydowanie
                        trudniejszej sytuacji. Projekt rektora Pawłowskiego zmierza do tego, żeby po
                        prostu choćby w minimalnym stopniu równać szanse dla obu typów uczelni w
                        pozyskiwaniu zdolnych studentów.

                        Pozwoliłoby to uczelniom prywatnym z wyrwać się z błędnego koła: chcąc podnieść
                        poziom uczelni (przez np. inwestycje w badania naukowe) jednocześnie muszą go
                        obniżać (bo w poszukiwaniu pieniędzy na inwestycje, muszą przyjmować większą
                        liczbę słabszych studentów).

                        PS: kolejne błędne koło, które wg mnie stanowi największe wyzwanie dla uczelni
                        prywatnych - im większa selekcja w trakcie studiów (przesiewanie studentów mniej
                        ambitnych) tym mniej pieniędzy na inwestycje, dzięki którym można pozyskać
                        studentów bardziej ambitnych i zapewnić im doskonałe warunki do studiowania.
                        • niewyspany77 Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 01:04
                          > zgarniają szerokie grono dobrych absolwentów oferując im studia tzw. bezpłatne
                          > (oczywiście te studia kosztują nie mniej, a może nawet więcej, niż analogiczne
                          > w
                          > uczelni prywatnej, ale student bezpośrednio za nie płaci).

                          Co rozumiesz przez "tzw bezplatne"? Koszta uczelni czy koszta ponoszone przez
                          studenta? Bo jesli koszta uczelni to biznesplan jest do weryfikacji, a jesli
                          koszta studenta to masz jak byk w przytoczonym artykule:

                          "Należy także wprowadzić mechanizmy kontroli, żeby pieniądze od państwa
                          rzeczywiście wsparły kieszeń studentów."

                          Prosze Cie teraz, majac na wzgledzie:

                          > Projekt rektora Pawłowskiego zmierza do tego, żeby po
                          > prostu choćby w minimalnym stopniu równać szanse dla obu typów uczelni w
                          > pozyskiwaniu zdolnych studentów.

                          Napisz jak ten projekt ma sie do realiow, to znaczy czy o te 1500 zmniejszy sie
                          czesne (czyli "wsparly kieszen") czy jednak forsa pojdzie w tzw inwestycje i
                          badnia, ktore z kieszenia studenta maja tyle wpolnego jak piesc z nosem.

                          Od inwestycji sa biznesplany. Jak sa zle to nie wina ani studentow ani panstwa.

                          Od badan macie granty. No bo chyba nie mowimy o grantach na magisterke?

                          A i na koniec - nie chce zebysmy sie zle zrozumieli, stad maly disklamer - walke
                          o rowne szanse popieram w calosci, jednak nie za pomoca prezentow dla prywatnego
                          biznesu. Ba, ja bym byl za zeby panstwo w calosci finansowalo czesne (sensowne a
                          nie z sufitu), ale forsa na majatek prywatnego biznesu?
                          • tocqueville Re: co to są państwowe pieniądze? 11.04.08, 01:20
                            na szybko, bo idę spaaać

                            > Napisz jak ten projekt ma sie do realiow, to znaczy czy o te 1500 zmniejszy
                            sie czesne (czyli "wsparly kieszen")

                            chodzi o mniejsze czesne - taki bon
                            myślę, że w sumie się zgadzamy - albo państwo finansuje studia studentowi na
                            uczelni, którą sam wybiera albo w ogóle nie finansuje - chodzi o równe
                            traktowanie uczelni (bo potem powiedzą, że uczelnie prywatne nie wytrzymały na
                            rynku, a ja się pytam - gdzie ten rynek?)
    • tocqueville Podsumowanie dyskusji 11.04.08, 07:54
      Chciałbym niektórym dyskutantom piszącym o rzekomym działaniu na szkodę państwa
      przypomnieć kilka faktów, bo zdaje się, że umknęły:

      - od kilkunastu lat czesne w niepaństwowych szkołach podstawowych i tzw.
      ponadpodstawowych jest dofinansowywane z budżetu państwa. Dlaczego na szczeblu
      wyższym takie praktyki nie mogą funkcjonować?

      - prawo o szkolnictwie wyższym DAJE uczelniom niepaństwowym możliwość uzyskania
      dotacji na prowadzenie studiów dziennych
      przypominam: "art. 94: 5. Uczelnia niepubliczna spełniająca warunki określone w
      przepisach wydanych na podstawie art. 95 ust. 1, może otrzymać: 1) dotację
      przeznaczoną na pokrycie części opłat wnoszonych przez studentów studiów
      stacjonarnych oraz uczestników stacjonarnych studiów doktoranckich"
      W projekcie rekt. Pawłowskiego chodzi zatem jedynie o uczynienie z zapisu
      praktyki. Tymczasem niektórzy na forum reagują jakimś niezrozumiałym zaskoczeniem.

      - rektor Pawłowski reprezentuje stanowisko 11 najlepszych uczelni, posiadających
      prawo do nadawania stopnia doktora, będących członkami Konferencji Uczelni
      Akademickich - jak zrozumiałem, rektorowi Pawłowskiemu, nie chodzi o dopłaty do
      każdej prywatnej uczelni, ale tych, które spełniły ściśle określone wymogi
      jakościowe
      • niewyspany77 Re: Podsumowanie dyskusji 11.04.08, 11:02
        > przypominam: "art. 94: 5. Uczelnia niepubliczna spełniająca warunki określone w
        > przepisach wydanych na podstawie art. 95 ust. 1, może otrzymać: 1) dotację
        > przeznaczoną na pokrycie części opłat wnoszonych przez studentów studiów
        > stacjonarnych oraz uczestników stacjonarnych studiów doktoranckich"
        > W projekcie rekt. Pawłowskiego chodzi zatem jedynie o uczynienie z zapisu
        > praktyki. Tymczasem niektórzy na forum reagują jakimś niezrozumiałym zaskoczeni
        > em.

        Ja mysle ze nie chodzi o zaskoczenie tylko o kontrole nad "pokryciem czesci
        oplat" bo wiesz, mozna zrobic lekka korekte kosztow i okaze sie ze wszystko
        idzie na pokrycie czesci oplat ino dla stuednta nic nie "wpada do kieszeni".

        Dalej poniekad sam sobie jestes winny bo piszesz raz ze chodzi o ulge w czesnym
        a raz, ze Cie zacytuje:

        > nie chodzi o dopłaty do
        > każdej prywatnej uczelni,

        Nie do kazdej owszem, ale NIE *_DOPLATY_* !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        • salzburg fige 11.04.08, 20:18
          Jezeli już to nalezy rozważyc w ogóle bezplatne studia. Dawanie ich jednak
          szkolom prywatnym to wyrzucane pieniedzy. Kazdy kot mial kontakt z tzw. szkolami
          prywatnymi wie, ze 90% tam "studiujacych", studiuje tam bo nigdzie indziej by
          się nie dostala. doplacanie do tych wszystkich szkol marketingu, zarzadzania,
          kosmetologii, turystyki itd. to wyrzucanie pieniedzy.
          • tocqueville Re: fige 11.04.08, 21:34
            Tacy jak salzburg narzekają, że na uczelniach prywatnych są studenci słabsi, ale kiedy uczelnie prywatne podejmują starania, żeby wykrzystująć isnitejącą USTAWĘ przyciągnąć studentów ambitniejszych - to im salzburgowie mówią "a figa".


          • tocqueville Re: fige 11.04.08, 21:49
            " 90% tam "studiujacych"[na uczelniach prywatnych], studiuje tam bo nigdzie indziej by się nie dostala'

            uwielbiam te podawane z głowy odsetki :)

            ale podchwyćmy ten wątek...
            dlaczego na uczelniach prywatnych jest tak wiele osób "które by się indziej nie dostały". Może dlatego, że uczelnie prywatne juz na starcie są przegrane w rywalizacji o najlepszych studentów? Tych przejmują uczelnie państwowe oferując im studia "za darmo" (dzięki specjalnemu uprzywilejowaniu). Ten mechanizm błędnego koła trudno przełamać.
            • krysiulka Re: fige 11.04.08, 22:27
              > dlaczego na uczelniach prywatnych jest tak wiele osób "które by się indziej nie
              > dostały".

              Moim zdaniem jest to konsekwencja skierowania parę lat temu prawie całej
              młodzieży do liceów ogólnokształcących (likwidacja zbyt wielu zawodówek i
              techników). Oni po maturze COŚ muszą ze sobą zrobić, bo nie mają żadnego zawodu
              w ręku i nic nie umieją, więc idą na studia w nadziei, że czegoś się nauczą, a
              przede wszystkim zdobędą papier, który ułatwi im życie. Do niedawna łapiąc się
              na byle jakie studia panowie unikali wojska.

              Nasuwa mi się pewna dygresja. Mianowicie konsekwencje zbyt szerokiego i łatwego
              dopuszczania do edukacji wyższej (i państwowej i publicznej) już są widoczne na
              rynku pracy - niektórzy ludzie, owszem, posiadają dyplom magistra, ale z
              inteligencją i wyrobieniem jest tragicznie i takim - uważam - robi się krzywdę.
              • tocqueville Re: fige 11.04.08, 22:36
                Krysiulko zgodzę sie z Tobą. Chciałbym jednak zauważyć (o czym ty zresztą wpominasz), że nie można odpowiedzialność za ten stan zrzucać na prywatne uczelnie. One tylko wykorzystują sytuację stwarzaną przez instytucje państwowe.
                Uczelnie prywatne przyjmują osoby, które mają wystawiony od PAŃSTWA certyfikat (maturę), dokument poświadczający (teoretycznie) odpowiedni poziom absolwenta, który jest przepustką na studia.

                Poza tym nie sądzę, aby poziom studentów zaocznych nawet na najbardziej prestiżowych uniwesrytetach znacząco różni się na plus w porównaniu z uczelniami prywatnymi.

                I jeszcze jedno - studia nawet na najsłabszej uczelni bardziej rozwijają niż siedzenie pod blokiem, patrzenie w TV czy praca przy sortowaniu butelek. Zatem masowość studiów ma także plusy.
            • niewyspany77 Re: fige 11.04.08, 23:38
              > dlaczego na uczelniach prywatnych jest tak wiele osób "które by się indziej nie
              > dostały". Może dlatego, że uczelnie prywatne juz na starcie są przegrane w ryw
              > alizacji o najlepszych studentów? Tych przejmują uczelnie państwowe oferując im
              > studia "za darmo" (dzięki specjalnemu uprzywilejowaniu). Ten mechanizm błędneg
              > o koła trudno przełamać.


              Szanowny Toc. oczywiscie gadanie per "by sie gdzei indziej nie dostaly" to przesada.
              Powiem cos z punktu widzenia mieszkanca tzw zadupia w polsce B.
              Primo, jesli dyplom Uniwersytetu jest wg prawa ten sam co Akademii Baletu w
              Koziej Wolce to nie widze sensu studiowania 300km dalej na Uniwesytecie.
              Secundo, jesli pracodawca zasadniczo wali (bo mysle ze tak jest) kto jaka
              uczelnie skonczyl, plus to, ze raczej na tym zadupiu nie ma pracy na tyle by
              oplacalo sie inwestowac w dyplom Uniwersytetu.
              Tertio. Albo bezplatnosc albo nic. To znaczy, kwota czesnego ktora student wwala
              na Twojej uczelni dla wiekszosci musialaby wystarczyc na skromne utrzymanie sie
              w miescie przez miesiac na studiach dziennych (umowmy sie ze jeszcze 5 lat temu
              mozna bylo za to wyzyc uczac sie w panstowoej uczelni w srednim miescie).
              Przyznasz, ze dla typowego lokalesa z polski B latwiej wsiasc w auto czy autobus
              i dojechac te 30 km do wyzszej szkoly?

              A na koniec sam smaczek. Jesli gros Twojej uczelni ksztalci w kierunku, co do
              ktorego w kontekscie pozniejszego znaczenia NIE MA znaczenia per jakosc tego
              kierunku lecz per kwalifikacje, to Ci zadne dofinansowania nie pomoga. Mowiac
              wprost - jesli wypuszczasz absolwentow najpopularniejszych kierunkow, ktorych
              zdecydowana wiekszosc absolwentow nie ma pracy w zawodzie kierunkowym, to sie
              nie dziw ze ci zdolniejsi was unikaja i nie zmieni tego nawet 100% refundacja
              czesnego i 10000% tego w prezencie dla szkoly per student.
    • tocqueville analogia 11.04.08, 22:02
      Wybaczcie, ale trochę mnie emocje poniosły w tym wątku.
      Po prostu jako pracownik prywatnej uczelni mam dosyć różnego rodzaju instynuacji pod kierunkiem mojego miejsca pracy (które pośrednio są także skierowane przeciwko mnie samemu).

      Chciałbym jeszcze podać jedną analogię. Pacjent X przez lata płaci podatki i składkę zdrowotną. Po 10 latach ma mieć operację, hhh... np. kolana. Znalazł świetną placówkę, z doskonałym chirurgiem gdzie chciałby przejść zabieg. Problem polega na tym, że jest to klinika prywatna.

      Czy pacjent X ma prawo do sfinansowania operacji w wybranej przez siebie placówce czy musi przejść operację w szpitalu państwowym?

      Założmy, że urzędnik ministerstwa zdrowia odmawia sfinansowania operacji u prywaciarza, argumentując, że państwo nie może dokładać do prywatnego biznesu i wspierać placówki, która jest dla państwa konkurencją (bo to działanie na szkodę państwa).


      • dalatata Re: analogia 12.04.08, 00:24
        nie ma prawa. bo klinika prywatna nie jest po to zeby leczyc, ale po
        to zeby zarabiac pieniadze. akurat sobie wybrala robienie operacji,
        ale rownie dobrze moglaby sprzedawac buraki.

        ale to co wazniejsze. dyskusja wasza (bo nie moja, ja sie wcinam)
        jest dyskusja ktora przeciwstawia prywatne i panstwowe (moze gdzie
        na poczatku ktos to zauwazyl... ale 80 postow nie chcialo mi sie
        czytac), jakby to byly dwa homogeniczne sektory.

        'poziomowo' coraz bardziej sie zaciera rozdziwek miedzy prywatnym i
        pasntwowym. szkola wyzsza czegos tam i czegos tam w Ropczycach na
        Podkarpaciu zawsze zostanie wlasnie tym czym jest - nic nie znaczaca
        lokalna szkola ksztalcaca absolwentow na potrzeby lokalnych gmin - i
        bardzo dobrze ze sa takie szkoly. z kolei dzisiaj psychologie
        spoleczna najlepiej studiowac na swps. nie ma uczelni w polsce ktora
        by mogla konkurwoac z nia.

        jako podatnik jednak nie chce dokladac do interesu prywatnych ludzi,
        ktorzy sobie maja prywatny interes. a wyrownywanie szans w ramach
        sprawiedliwosci spolecznej jest argumentem falszywym. rownie dobrze
        mozemy doplacac do kantorow bo maja gorzej i nie moga konkurwoac z
        PKO SA.

        i jeszcze do toc...a. dopoki bedziesz mial przyzwoity dorobek co za
        roznica co ci beda mowic. jak bedziesz mial cv ktore wywoluje opad
        szczeny to nie bedziesz ty w uczelni, tylko uczelnia bedzie tam
        gdzie ty. a na dodatek bedziesz zarabiac wiecej niz krytycy.
        • tocqueville Re: analogia 12.04.08, 17:36
          dalatata napisał:

          > nie ma prawa. bo klinika prywatna nie jest po to zeby leczyc, ale o
          > to zeby zarabiac pieniadze. akurat sobie wybrala robienie operacji,
          > ale rownie dobrze moglaby sprzedawac buraki.

          Przepraszam, ale zupełnie nie rozumiem o co chodzi. Jeśli ktoś zakłada klinikę
          (np. grupa lekarzy) to z zamiarem leczenia a nie sprzedaży buraków. A jeśli przy
          okazji lekarze w klinice zarabiają pieniądze to wg Ciebie jakaś patologia? W
          państwowym szpitalu lekarze pracują za darmo?

          > jako podatnik jednak nie chce dokladac do interesu prywatnych ludzi, ktorzy
          sobie maja prywatny interes.

          W dalszym ciągu nie rozumiem - nie chodzi o dokładanie do prywatnego biznesu,
          ale o pokrycie kosztów leczenia pacjenta w prywatnej klinice. Ponawiam pytanie:
          czy podatnik płacący składkę przez 10 lat, ma prawo wyboru szpitala czy nie ma?

          a wyrownywanie szans w ramach
          > sprawiedliwosci spolecznej jest argumentem falszywym. rownie dobrze
          > mozemy doplacac do kantorow bo maja gorzej i nie moga konkurwoac z
          > PKO SA.

          Chyba nie czytałaś dyskusji!
          Mam podać kolejną analogię? Załóżmy, że istnieją kantory prywatne i kantory
          państwowe. W tych ostatnich państwo z pieniędzy podatników dofinansowuje każdą
          transakcję, tak że w prywatnym jednostkę waluty X mozna kupić za 5 zł, a
          państwowym 2,5 zł (a wybrana liczba klientów w ogóle mogliby brać określona sumę
          nic nie płacąc). Uważasz, że to byłoby fair? Że to byłby wolny rynek?
          • dalatata Re: analogia 12.04.08, 17:56
            przyznalem sie bez bicia ze nie czytalem wszystkich postow.

            dla mnie prywatna sluzba zdrowia to zueplnie nie jest zadna
            patologia. natomiast nie widze powodu, dla ktorego podatnik
            powienien dostarczac zysku biznesmenom. i ja widze cala mase probeow
            z pacjetnem ktory potrzebuje szybko operajci i pewnie lepiej
            zaplacic prywatnej klinice itd itd, ale to powinny byc wyjatki a nie
            regula.

            oczywiscie zadna klinika prywatna nie przyjmie pacjetna 'po
            kosztach', tylko bedzie chciala na pacjencie zarobic (i jako
            akcjonariusz takich przedsiewzac wrecz zadalbym usuniecia zarzadu
            gdyby tak nie bylo) i wlasnie dlatego podatnik nie powienien
            doplacac do tego.

            a co do wyboru szpitala - to jest ciagle tu (UK) podnoszone. jako
            humanista nie nie chce wybierac szpitala, bo nie mam zdania - nie
            znam sie na neurologii. ja chce isc do lokalnego szpitala wiedzac ze
            wymuszone przez panstwo standardy beda wysokie.

            wlasnie dlatego panstwo nie powinno posiadac kantorow i doplacac do
            nich. natomiast powinno zapewnic obywatelom darmowy dostep do nauki.
            ale to jest poglad, a nie fakt czy objawiona parwda.


            • tocqueville Re: analogia 12.04.08, 20:24
              dalatata napisał:
              > natomiast nie widze powodu, dla ktorego podatnik
              > powienien dostarczac zysku biznesmenom.

              ale przecież można analogicznie zapytać: dlaczego podatnik ma dostarczać zysku
              państwowym uczelniom?
              Granica między tzw. biznesmenem (pracownikiem uczelni prywatnej) a
              nie-biznesmenem (pracownikiem uczelni państwowej) jest nieostra.
              Obaj kształcą studentów i prowadzą działalność naukową itd. Obaj utrzymują się z
              pieniędzy obywateli.
              Uważasz, że ten pierwszy pracuje tylko dla zysku, a drugi - to wcielenie
              altruizmu. Wg mnie obaj są zainteresowani zyskiem, inaczej wyrzekliby się pensji.
              Zastanawia mnie dlaczego zysk pracownika prywatnego ma być czymś moralnie gorszym.

              Przecież nie chodzi o to, aby podatnik dorzucał pewną sumę do pensji pracowników
              uczelni prywatnych - chodzi tylko o jedno, aby państwo nie tworzyło sztucznych
              barier, utrudniających sektorowi prywatnemu działalność.



              i ja widze cala mase probeow
              > z pacjetnem ktory potrzebuje szybko operajci i pewnie lepiej
              > zaplacic prywatnej klinice itd itd, ale to powinny byc wyjatki a nie regula.

              Ale w sumie uzasadnij dlaczego ma być to wyjątek a nie reguła?
              Operację powinna przeprowadzić instytucja, która przedstawia najlepszą ofertę w
              kategorii jakość (ewentualnie jakość/cena). I co z tego jeśli np. większość
              operacji będzie robiła klinika prywatna?
              Chyba priorytetem jest zdrowie pacjenta, a nie zapewnienie dominacji państwowym
              placówkom?

              > panstwo nie powinno posiadac kantorow i doplacac do
              > nich. natomiast powinno zapewnic obywatelom darmowy dostep do nauki.

              A co to znaczy "darmowy" dostęp do nauki? Że wykładowcy mają pracować za darmo?
              Pomyśl nad tym.
              Z tego, że państwo powinno obywatelom zapewnić "darmowy" dostęp do nauki nie
              wynika, że tę darmową naukę muszą prowadzić pracownicy państwowi.
              • dalatata Re: analogia 12.04.08, 21:13
                a dlatego, ze panstwowe nalezy do panstwa. wiec zysk uzyskany przez
                uniwersytet, jest zyskiem panstwa, a nie rektora, akcjonariuszy itd.

                a z tym alutruizemme to nie tak. jasne ze pracownik panstwoej
                uczelni nie jest altruista, pracuje bo mu placa. podobnie jak i
                pracownik prywatnej uczelni. jednak w tej drugiej, zysk idzie do
                kieszeni wlasciciela. w tej pierwszej nie. to jest roznica. a nie
                roznica jak pracuja wykladowcy.

                dlaczego wyjatek? no dlatego bo jesli zycie jest zagrozone to nie ma
                co sie chrzanic z ideologia, tylko trzeba zycie ratowac. a poza tym
                podatnik ma miec dostep do pierwszoklasnych szpitali i tyle. a
                pasntow nie ma szukac alibi na nieulepszanie infrastrukutry przez
                wysylanie do szpitali prywatnych.

                widze ze jestesmy na etapie niekooperatywnego czytania. darmowy
                dostep do nauki znaczy, ze kazdy obywatel, wedlug mnie, powienien
                moc sie ksiztacic na uczelniach wyzszych nie placac czesnego. i moze
                z tego zrezygnowac jesli chce, ale powienien moc to robic. i
                powinieen to robic na panstowcyh uczelniach, bo ich misja jest inna.
                • tocqueville Re: analogia 12.04.08, 21:41
                  dalatata napisał:

                  > a dlatego, ze panstwowe nalezy do panstwa. wiec zysk uzyskany przez
                  > uniwersytet, jest zyskiem panstwa, a nie rektora, akcjonariuszy itd.

                  Sprecyzuj pojęcie "zysk" w odniesieniu do państwowej instytucji.
                  Jaki zysk? Chyba nie finansowy: podatnicy płacą na utrzymanie budynków, pensji
                  wykładowców itd. Tu nie ma zysku finansowego dla państwa.
                  Zysk można rozpatrywać jako korzyść dla pracowników.
                  Zatem: Czy zysk pracownika uczelni państwowej jest moralnie lepszy niż zysk
                  pracownika uczelni prywatnej?


                  > a z tym alutruizemme to nie tak. jasne ze pracownik panstwoej
                  > uczelni nie jest altruista, pracuje bo mu placa. podobnie jak i
                  > pracownik prywatnej uczelni. jednak w tej drugiej, zysk idzie do
                  > kieszeni wlasciciela. w tej pierwszej nie. to jest roznica.

                  Znowu operujesz pojęciem "zysk" w odniesieniu do kategorii finansowych. Ale
                  pociągnę - czy to źle, że ktoś może osiągnąć zysk zapewniając studentom dobre
                  warunki studiowania?
                  Inaczej: załóżmy, że państwo zleca budowę mostu prywatnej firmie (przetarg). Ta
                  buduje go szybciej i lepiej niż wcześniej państwowa firma. Czy głośno będziesz
                  protestować, że w wyniku tego państwo zapewniło zysk szefowi firmy?

                  > a poza tym
                  > podatnik ma miec dostep do pierwszoklasnych szpitali i tyle.

                  a dlaczego te pierwszoklasowe szpitale nie mogą być prywatne?


                  > darmowy
                  > dostep do nauki znaczy, ze kazdy obywatel, wedlug mnie, powienien
                  > moc sie ksiztacic na uczelniach wyzszych nie placac czesnego. i moze z tego
                  zrezygnowac jesli chce, ale powienien moc to robic.

                  Ok, ale dlaczego nie może się kształcić na uczelni prywatnej?

                  i
                  > powinieen to robic na panstowcyh uczelniach, bo ich misja jest inna.

                  ale dlaczego? Co to znaczy: misja jest inna?
                  • dalatata Re: analogia 12.04.08, 22:03
                    zysk jest taki, ze uczelnia moze na przyklad inwestowac w siebie. co
                    robic powinna.

                    nie bede protestowac przeciwko budowie mostow, bo wedle mnie panstwo
                    nie powinno miec mozliwosci budowania mostow.

                    juz mowilem: misja prywantych szkol jest wypracowanie zysku
                    (nauczanie, nawet jak najlepsze, jest zawsze wtorne, a ze moze byc
                    dobre, nie mam waptliwosci, sam przyjezdzam do Polski na wyklady w
                    prywatnej szkole :-)), natomiast misja panstwowych jest nauczanie,
                    badania itd..

                    dlatego wlasnie BBC ma inne programy niz prywatna ITV, bo ITV jest
                    wiedizona glwonie i przede wszystkim ogladalnoscia - gdyby nie
                    ograniczenia prawne, puszcaliby tylko filmy, soaps, sitocoms i
                    teleturnieje. jak w USA.
                    • tocqueville Re: analogia 12.04.08, 22:15

                      Czy poziom większości programów BBC jest wyższy od programów Platete, Discovery
                      robionych przez firmy prywatne?
                      Wybacz, ale opery mydlane, programy o gotowaniu, teleturnieje itd. to stała
                      oferta BBC.
                      • dalatata Re: analogia 12.04.08, 22:22
                        wybaczam. jak ktorego BBC. BBC2 nie ma oper mydlanych. i tak, mysle
                        ze programy np. davida aattenborough sa niezrownane i to wlasnie
                        dlatego ze nie maja ograniczen ogladlanoscowych. aczkolwiek
                        rzadBlaira zrobil wiele szkod w BBC, to prawda, chcac ja zblizyc do
                        ludu.

                        z kolei porownianie z Discvery jest niestosowne, bo to nie jest tv.
                        free to air. za ogladanie jej trzeba placic. za ITV nie i wlasnie
                        dlatego ITV nie moze pozwolic sobie na rownianie z BBC.

          • paradygmat.poznawczy Re: analogia 12.04.08, 19:49
            tocqueville napisał:

            > W dalszym ciągu nie rozumiem - nie chodzi o dokładanie do prywatnego biznesu,
            > ale o pokrycie kosztów leczenia pacjenta w prywatnej klinice. Ponawiam pytanie:
            > czy podatnik płacący składkę przez 10 lat, ma prawo wyboru szpitala czy nie ma?

            Ma prawo wyboru szpitala, ale tylko w grupie takich szpitali, które podpisały
            umowę z ubezpieczycielem, który dysponuje składkami ubezpieczonego.
            To chyba prosta zasada, chcesz sie leczyć w lepszym szpitalu, to albo płać z
            własnej kieszeni, albo ubezpiecz sie dodatkowo u prywatnego ubezpieczyciela,
            który sfinansuje Ci leczenie w prywatnym szpitalu. NFZ-tu zwyczajnie nie stać na
            podpisanie umowy ze wszystkimi szpitalami, choć oczywiście z wybranymi
            prywatnymi podpisuje i tam się leczyć można w ramach składek.

            Nie bardzo widzę tu analogie z uczelniami...
      • flamengista ale teraz przedstawiasz sytuację zupełnie inaczej! 12.04.08, 18:11
        I tu bym się zgodził.

        Tak, moim zdaniem docelowo powinno być tak, że student otrzymuje od państwa bon
        edukacyjny i realizuje go w wybranej przez siebie uczelni. Może być to AGH, może
        SWPS, a nawet Wyższa Szkoła Podkuwania Kóz w Pacanowie.

        Tyle, że bon to określona wielkość pieniędzy, a państwo ma możliwość "dorzucić"
        ekstra tym, co chcą studiować na kierunkach bardziej potrzebnych społeczeństwu
        (np. medycyna czy budownictwo maszyn).

        Nie podoba mi się natomiast pomysł, by państwo dofinansowało teraz studia na
        studiach dziennych w szkołach prywatnych. I to nie tylko dlatego, że pracuję na
        państwowej uczelni. To jest moim zdaniem pomysł szkodliwy dla budżetu i państwa.

        Te pieniądze w najlepszym wypadku pozwolą na obniżenie opłat za studia na
        prywatnych uczelniach, lub na zwolnienie z nich najlepszych studentów. A
        pamiętajmy, że na prywatnych uczelniach są głównie kierunki, które produkują
        bezrobotnych: psychologia, zarządzanie, socjologia... Nam teraz brakuje
        inżynierów, nie humanistów. Można więc dopłacać do studiów technicznych.

        Moim zdaniem jednak te 1500 zł/studenta zostaną jedynie przejedzone i
        wykorzystane przez uczelnie prywatne by przeżyć okres niżu.

        Reformować to trzeba system finansowania uczelni, system szkolnictwa wyższego i
        system badań naukowych w Polsce. I na to trzeba pieniędzy. A nie ma ich na to,
        by lekką ręką rzucać prywatnym uczelniom dodatkową kasę bez żadnych warunków.
    • tocqueville ogólnie 12.04.08, 22:04
      Ponieważ zaskoczyły mnie nieco posty "dalatata" chciałbym zadać pytanie.
      Załóżmy, że jednostka samorządu terytorialnego ma do wydania pieniądze
      (publiczne) na dofinansowanie studiów (np. podyplomowych) na kierunku potrzebnym
      z punktu widzenia gminy (chodzi o pokrycie kosztów czesnego).
      Z ofertami stworzenia takich studiów zgłaszają sie dwie uczelnie: państwowa i
      prywatna.
      Oferta uczelni państwowej jest atrakcyjniejsza i tańsza.

      Czy powinna zostać wybrana:
      - oferta uczelni prywatnej dlatego, że to jest lepsza oferta...
      - czy oferta uczelni państwowej dlatego... że jest to oferta uczelni państwowej,
      a poza tym nie wolno dostarczać zysku prywaciarzom....


      • dalatata Re: ogólnie 12.04.08, 22:18
        jest mi bardzo przykro ze jestem zaskakujacy. jednak nawet jestem,
        szlag mnie trafia jak sie przedstawia to co mowie, jako
        niedostarczanie zysku prywaciarzom. ja mam odpowiedziec o
        krwiopijcach wyciagajacych brudne pazury po pieniadze na mleko dla
        dzieci w szkolach?

        pytanie natomiast jest wadliwe. gmina, o ile rozumiem podzial wladz,
        nie jest instytucja panstwowa i sobie moze robic co chce. i choc
        utrzymuje sie z pieniedzy podatnikow ich relacja wobec podatnikow,
        przez podatek lokalny, jest inna niz skarbu panstwa.

        jestem tez przekonany ze jestesmy w stanie wymyslic pare innych
        szczegolnych przypadkow, gdzie taka sytuacja moze miec sens. jednak
        to jest przyklad kupna konkrentego produktu: magisterium w
        zarzadzaniu gminy kaczory dolne w powiecie zimne wody.

        jednak to nie zmienia, ze na poziomie ustroju panstwa, ja uwazam ze
        szkol prywatnych, tak jak i innych bizensow, panstwo nie powinno
        finansowac. a to jest co innego niz korzystac z ich uslug w
        konkretnych przypadkach.
      • niewyspany77 Re: ogólnie 12.04.08, 23:39
        Toc.
        Studia finansowane calkowicie istnieja w ramach jakiegos programu EFS np w ten
        sposob uczelnie ksztalca ZA FREE nuczycieli na st. podyplomowych chciacych nabyc
        kwalifikacje do nauczania drugiego przedmiotu.
        To jest dowod ze da sie i bez mieszania budzetu.
      • flamengista to już ma miejsce 13.04.08, 09:45
        Krakowscy urzędnicy kończą studia podyplomowe w KSW (co ciekawe, jednym z
        właścicieli KSW jest prof. Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa).

        WSE oferuje studia dotowane z funduszy europejskich - dostała dofinansowanie bo
        złożyła dobrze przygotowany wniosek. Oczywiście pozycja posła Gowina, rektora
        WSE pewnie też miała znaczenie.

        Tak więc precedensy już są i myślę że tą drogą pójdziemy.
    • flamengista ciekawy głos Karola Modzelewskiego 13.04.08, 09:46
      www.gazetawyborcza.pl/1,76498,5112684.html?as=1&ias=3&startsz=x
      "Uczelnia prywatna z reguły nie może rywalizować z publicznymi. Nie tylko
      musiałaby mieć ogromne pieniądze, ale też działać na mniej komercyjnych
      zasadach. Naprawdę dobra dydaktyka uniwersytecka możliwa jest tylko tam, gdzie
      równocześnie prowadzi się badania. Ale właściciel uczelni prywatnej prowadzi ją
      dla zysku. To normalne, to przecież jest rynek. Nie będzie więc ładował
      pieniędzy w badania naukowe, które zawsze są bardzo kosztowne.

      Dlatego w szkołach prywatnych przeważa dydaktyka taśmowa, prowadzona siłami
      ludzi, których podstawowym miejscem pracy są uczelnie publiczne. Jeśli ci ludzie
      chałturzą, odbywa się to kosztem ich pracy naukowej i kosztem wykładów na
      macierzystej uczelni."
      • niewyspany77 bzdura 13.04.08, 12:02
        "Naprawdę dobra dydaktyka uniwersytecka możliwa jest tylko tam, gdzie
        równocześnie prowadzi się badania"

        Jedna z najwiekszych bzdur jakie kiedykowliek czytalem.

        Naprawde dobra dydaktyka jest tam gdzie owa dydaktyka idzie SCISLE z praktyka.
        Przeciez my na tym forum wiele razy podkreslalismy, ze nasza dydaktyka nie ma
        nic wspolnego z praca naukowa i vice versa. Ze wielu traktuje dydaktyke jak
        wrzod na tylku, podobnie jak cale stada maja w d* nauke a robia dydaktyke (vide
        watki o habilitacji i starych dydaktykach bez dorobku).

        Przeczytaj flamengisto moze:
        www.dziennik.pl/wydarzenia/article152455/Uniwersytety_produkuja_bezrobotnych.html
        Jezeli mamy produkowac tabuny swietnych teoretykow ktorzy pozniej w pracy
        zawodowej beda kompletnymi zerami to powodzenia na przyszlosc i wbrew pozorom
        ponizej 400-setnego miajsca w rankingach uczelni jest jeszcze masa miejsca,
        gdzie UJ bedzie chetnie widziany :)
        • flamengista Re: bzdura 13.04.08, 16:22
          Cóż, dałem link do ciekawego artykułu prof. Modzelewskiego co nie znaczy, że się
          z nim we wszystkim zgadzam. Z drugiej strony nazywanie "największymi bzdurami
          jakie kiedykolwiek czytałem" wypowiedzi takiej osoby jak Modzelewski, która w
          PRLu siedziała w więzieniu za działalność opozycyjną to lekki nietakt.

          Ale do rzeczy. nie zgadzam się z Modzelewskim przede wszystkim w sprawie CK, nad
          którą strasznie płacze (że umniejszono jej rolę ws. habilitacji). Nie zgadzam
          się z opinią, że w naukach humanistycznych czy społecznych dopiero po 50 osiąga
          się poziom upoważniający do habilitacji (np. z historii). Nie zgadzam się z
          opinią, że PAN i uczelnie koniecznie trzeba reformować równocześnie. I w kilku
          innych kwestiach - nie ma miejsca, by je wszystkie omówić.

          Natomiast w kwestii jakości dydaktyki zgadzam się z Modzelewskim. Dobra
          dydaktyka to przede wszystkim ta, która jest podparta solidnymi badaniami. Bo
          absolutnie koniecznym (nie wystarczającym, rzecz jasna) warunkiem dobrego
          kształcenia jest to, by wykładowcy posiadali rzetelną wiedzę na temat tego,
          czego uczą.

          Połączenie tej wiedzy teoretycznej z praktyką to również szalenie istotna
          kwestia, ale dopiero w drugiej kolejności. Najpierw trzeba zapewnić, żeby
          wykładowca posiadał odpowiednią wiedzę i przekazywał ją studentom. Dopiero wtedy
          i tylko wtedy należy myśleć o praktyce. Jasne, uczelnie bardzo często traktują
          praktyki studenckie po macoszemu, oferują mało kursów uczących tzw. skillsów,
          niechętnie wpuszczają na swój teren firmy ze szkoleniami. To z pewnością należy
          poprawić.

          Ale główną przyczyną tego, że uczelnie produkują bezrobotnych jest to, że
          absolwenci większości kierunków to NIEUKI. Przez całe studia kombinowali, jak
          najmniej przeczytać, potrzebę przeczytania kilku książek do egzaminu kwitowali
          niedowierzaniem, w końcu wymuszali na wykładowcach obniżanie poprzeczki - to
          mają tego efekty!

          Studia jeszcze w latach dzięwięćdziesiątych, gdy prezentowały jako-taki poziom,
          przynajmniej potrafiły nauczyć studentów systematycznej, ciężkiej pracy.
          Szczególnie na kierunkach technicznych, gdzie nie było mowy o całorocznym
          olewnictwie i mobilizacji na dzień przed sesją.
          • niewyspany77 Re: bzdura 13.04.08, 16:41
            flamengista napisał:

            > Cóż, dałem link do ciekawego artykułu prof. Modzelewskiego co nie znaczy, że si
            > ę
            > z nim we wszystkim zgadzam. Z drugiej strony nazywanie "największymi bzdurami
            > jakie kiedykolwiek czytałem" wypowiedzi takiej osoby jak Modzelewski, która w
            > PRLu siedziała w więzieniu za działalność opozycyjną to lekki nietakt.

            Aha, cala CK to masa biednych poszkodowanych ktorych krytyka to nietakt. Sorry,
            jesli chocby noblista bedzie gadal bzdury to beda bzdury, zreszta ja odnosze sie
            tylko do tekstu ktory wsadziles jako cytat bez oceniania kogokolwiek.


            > Ale do rzeczy. nie zgadzam się z Modzelewskim przede wszystkim w sprawie CK, na


            > Natomiast w kwestii jakości dydaktyki zgadzam się z Modzelewskim. Dobra
            > dydaktyka to przede wszystkim ta, która jest podparta solidnymi badaniami. Bo
            > absolutnie koniecznym (nie wystarczającym, rzecz jasna) warunkiem dobrego
            > kształcenia jest to, by wykładowcy posiadali rzetelną wiedzę na temat tego,
            > czego uczą.

            OK. To teraz powiedz mi stary po co robi sie podreczniki, skrypyty, syllabusy i
            cala reszte. Dydaktyka to nie jest praca naukowa. Moim zdaniem teraz rowniez
            gadasz bzdury. Dobra dydaktyka to przekazywanie WIEDZY najnowszej, ale w zaden
            sposob nie wiaze sie z jej TWORZENIEM. Inaczej mowiac - przekazujesz wiedze
            najnowsza bazujaca na tym, ze uczelnia zapewnia Ci dostep do najnowszej wiedzy
            na temat prowadzonego przez CIebie przedmiotu (via materialy biblioteczne plus
            wypady na konferencje). To nie ma NIC wspolnego z uprawianiem nauki na poziomie
            R+D.

            > Połączenie tej wiedzy teoretycznej z praktyką to również szalenie istotna
            > kwestia, ale dopiero w drugiej kolejności.

            To tak jak z wiazaniem krawata. Podobno jest 90 sposobow, ale realnie korzysta
            sie z 4 czy 5, a wiekszosc zna 1 sluszny sposob. Czy zatem uwazasz ze
            wynalezienie sposobu nr 91 na podstawie wieloletnich badan wprowadza nowa jakosc
            w Twoja dydaktyke? Smiem watpic.

            > Najpierw trzeba zapewnić, żeby
            > wykładowca posiadał odpowiednią wiedzę i przekazywał ją studentom.

            W koncu do tego doszles. Czekam az dojdziesz do etapu "jak badania naukowe
            przekladaja sie na Twoja dydaktyke".

            > Dopiero wted
            > y
            > i tylko wtedy należy myśleć o praktyce. Jasne, uczelnie bardzo często traktują
            > praktyki studenckie po macoszemu, oferują mało kursów uczących tzw. skillsów,
            > niechętnie wpuszczają na swój teren firmy ze szkoleniami. To z pewnością należy
            > poprawić.

            Stad jak napisalem - "Jezeli mamy produkowac tabuny swietnych teoretykow ktorzy
            pozniej w pracy zawodowej beda kompletnymi zerami".

            > Ale główną przyczyną tego, że uczelnie produkują bezrobotnych jest to, że
            > absolwenci większości kierunków to NIEUKI.

            A dydaktycy w Polsce to potega swiatowa! Szczegolnie w odniesieniu do ich
            umiejetnosci dydaktycznych, bo ba, uczyc kazdy moze, parafrazujac dobrze znany
            tekst. Ino ze czesciej z tego farsa wychodzi a nie dydaktyka. Wbrew pozorom,
            jako pedagog powiem Ci ze uczenie ludzi to bardzo trudna sztuka i twierdzenie ze
            cala rzecz jest wynikiem przychodzenia na studiow NIUKOW to jest glupota.

            > Przez całe studia kombinowali, jak
            > najmniej przeczytać, potrzebę przeczytania kilku książek do egzaminu kwitowali
            > niedowierzaniem, w końcu wymuszali na wykładowcach obniżanie poprzeczki - to
            > mają tego efekty!

            A co z wykladowcami - olewatorami, cwiczenia jako czytanie referatow, skracanie
            zajec o polowe bo temat wyczerpany, olewanie studentow, kryteria zaliczen z
            czapy etc etc? plus beznadziejne umiejetnosci dydaktyczne?
            • flamengista Re: bzdura 13.04.08, 18:43
              > Aha, cala CK to masa biednych poszkodowanych ktorych krytyka to nietakt.
              Nie chodzi o całą masę, a o wypowiedź Modzelewskiego, który dla mnie i dla wielu
              innych osób jest prawdziwym autorytetem. Jeśli ktoś taki pisze rzeczy, z którymi
              Ty się nie zgadzasz, co więcej, uważasz je za głupie to po prostu można było to
              mniej dosadnie określić. Tyle i aż tyle.

              > OK. To teraz powiedz mi stary po co robi sie podreczniki, skrypyty, syllabusy i
              > cala reszte. Dydaktyka to nie jest praca naukowa.(...)
              Oczywiście impotent może pięknie tłumaczyć, na czym polega stosunek seksualny;)
              Ale zawsze lepiej mieć wykład z kimś, kto "siedzi w badaniach", anie tylko z
              kimś kto o nich opowiada. Takie jest moje zdanie.

              > Stad jak napisalem - "Jezeli mamy produkowac tabuny swietnych teoretykow ktorzy
              > pozniej w pracy zawodowej beda kompletnymi zerami".
              Ale my nie produkujemy tabunów świetnych teoretyków! Cały problem właśnie na tym
              polega, że produkujemy tabuny nieuków.

              > A dydaktycy w Polsce to potega swiatowa!
              Ach, a kto śmie twierdzić inaczej... A na poważnie, oczywiście my też nie
              jesteśmy bez winy. Ale najważniejsza była by zmiana systemu oceniania i
              motywacji, bo na razie mogę tylko ew. stracić jakieś zajęcia (i to tylko w
              ekstremalnej sytuacji - np. gdybym podczas ćwiczeń ściągnął spodnie, albo
              zacząłbym molestować studentki) - ale nikt mnie dodatkowo nie chwali (nie mówiąc
              o premiach finansowych) za dobre wyniki pracy dydaktycznej (np. w ocenach z
              ankiet odnotowałem znaczący postęp - nikt tego nie raczył zauważyć).

              > A co z wykladowcami - olewatorami, cwiczenia jako czytanie referatow, skracanie
              > zajec o polowe bo temat wyczerpany, olewanie studentow, kryteria zaliczen z
              > czapy etc etc? plus beznadziejne umiejetnosci dydaktyczne?
              Zgoda. To problem, o którym pisałem powyżej. Nie ma ani specjalnych kar, ani
              nagród za dobrą dydaktykę. Jest ona traktowana z jednej strony po macoszemu - bo
              nawet będąc super dydaktykiem wylecisz, jeśli nie zrobisz habilitacji w
              terminie, z drugiej - jak nie masz pensum to też źle i jest podstawa by cię zwolnić.
            • dalatata Re: bzdura 13.04.08, 22:59
              to ja tak zapytam, jaka jest roznica miedzy liceum, w ktorym
              nauczyciel jest odtworca, a uniwersytetem w ktorym prowadzacy nie
              prowadzi badan?

              dobra dydaktyka musi byc podparta badaniami. co nie znaczy ze kazdy
              badacz jest dobrym dydaktykiem.

              a skrypty i podreczniki pisze sie po to zeby dac studentwoi tzw
              overwview. a na zajeciach wykladowca ma pokazac swoja perspektywe. a
              jak miec perspetkywe skoro sie tylko czyta innych?
              • niewyspany77 Re: bzdura 13.04.08, 23:04
                dalatata napisał:

                > dobra dydaktyka musi byc podparta badaniami.

                No to ja na to: bzdura.

                Wzglednie prosze mi wylozyc, czemu dydaktyk posiadajacy dobry warsztat
                dydaktyczny nie bedzie "dobrym dydaktykiem". Zalozmy ze ma dostep do najnowszych
                wynikow, jezdzi na konferencje i ma kontakty naukowe. Niestety, nie ma ochoty
                nic badac, zas chetnie przekazuje badania innych.
                • niewyspany77 Re: bzdura - aneks 13.04.08, 23:11
                  1. nie rozmawiamy o uuniwersytecie tylko o szkolnictwie ogolnie
                  2. sa etaty stricte dydaktyczne - starszy wykladowca + docent. czyli ze mozna
                  byc dydaktykiem i nie trzeba sie podpierac uprawianiem nauki.
                  3. na zajeciach wykladowca ma przekazac swoja perspektywe? no coz panie
                  dalatata, ja uwazam ze wykladowca MUSI byc obiektywny i powinien do kazdej
                  teorii i tezu podchodzic z neutralnego punktu ktore daje rzetelny poglad na
                  sprawe a nie z punktu sympatii per Kowalski czy per Nowak. Stad czytanie innych
                  jak najbardziej jest wskazane i raczej nie przekszadza w wyrabianiu tzw wlasnego
                  punktu widzenia.

                  najmocniej przepraszam ale za szybko poprzedni post wyslalem.
                  • dalatata Re: bzdura - aneks 13.04.08, 23:25
                    o szkolnictwie w ogole? nie da sie tak rozmawiac. nacuzanie
                    uniwersyeckie nie ma nic wspolnego z naczuaniem w liceum. to jest
                    zupelnie inna bajka. na uniwersytecie nie tyle przekazuje sie wiedze
                    co sie uczy krytycznego spojerzenia na rzezcywitosc omawiana (ale ja
                    mowia o humanistyce czy naukach spolecznych - nie znam sie na
                    scislych).

                    chcialem prosic o zdefiniowanie obiektywizmu, ale co tam, nie bede
                    swinia....to nie chodzi o perspektywe Kowalskiego, to chodzi o
                    pokazanie punktu widzienia konkretnych perspektyw badwczych,
                    wlacznie z ich zaletami i wadami, nie mowiac o dzialaniu
                    praktycznym. mam duze watpliwosci czy mozna to zrobic uczac sie z
                    podrecznikow czy nawet artykulow badawcznych. do tego trzeba miec
                    swoje zdanie.

                    etaty stricte dydaktyczne sa na pierwszy rok, do przekazania zrebow
                    wiedzy. pozniej powinni uczyc badacze.
                    • niewyspany77 Re: bzdura - aneks 13.04.08, 23:36
                      dalatata napisał:

                      > o szkolnictwie w ogole?

                      Wyzszym oczywiscie, najmocniej przepraszam


                      > nie chodzi o perspektywe Kowalskiego, to chodzi o
                      > pokazanie punktu widzienia konkretnych perspektyw badwczych,
                      > wlacznie z ich zaletami i wadami, nie mowiac o dzialaniu
                      > praktycznym. mam duze watpliwosci czy mozna to zrobic uczac sie z
                      > podrecznikow czy nawet artykulow badawcznych. do tego trzeba miec
                      > swoje zdanie.

                      W porzadku. Chodzi panu o praktyke. Trudno sie nie zgodzic, jednak mimo wszystko
                      nazywa sie to praktyka nie nauka.


                      > etaty stricte dydaktyczne sa na pierwszy rok, do przekazania zrebow
                      > wiedzy. pozniej powinni uczyc badacze.

                      Praktycy.

                      Ale zeby nie bylo, ze nie chce isc na kompromis. Powiedzmy ze jeli mowa o studia
                      III stopnia badz prowadzenie seminariow magisterskich dla *najlepszych*
                      studentow tego kierunku. Czyli de facto w rzadkich i wyjatkowych przypadkach.
                      Oczywiscie nie chce byc odwrotnie zrozumiany. Zreszta jak pisalem wyzej, gdyby
                      szkolnictwo wyzsze nie uznawalo innej mysli niz "naukowo dydaktycza" to by
                      etatow dydaktycznych nie bylo.
                      • dalatata Re: bzdura - aneks 13.04.08, 23:40
                        kiedy pisalem to, widzialem ten argument o sem mgr.

                        tzn jest cala masa studentow ktorzy nie skorzystaja na badaczu ktory
                        przychodzi i mowi o swoich badaniach a oni maja to
                        ukontekstualizowac podrecznikiem. z tym sie z zalem zgadzam i
                        przyznaje racje.
                • dalatata Re: bzdura 13.04.08, 23:20
                  bo jest tylko odtworca. nie ma swojej perspektywy. i o ile sie
                  nadaje na pierwszym roku, dalej nie ma po co uczyc. nie rozni sie
                  jego nauczanie nic od nauczania w liceum.
                    • dalatata Re: bzdura 13.04.08, 23:38
                      no ja niespecjalnie widze jak to inaczej mozna powiedziec, nie
                      mowiac o dowodzie. czego pan oczekuje? danych, ze badacze lepiej
                      ucza? to przeciez nie o to idzie.

                      to jest wizja uniwersytetu a nie rownanie matematyczne. wedle mnie
                      dydaktyka na uniwersytecie nie moze byc jedynie odtworcza, powinna
                      sie rowniez opierac na wlasnych przemysleniach i ustaleniach
                      nauczyciela. i z tym sie mozna nie zgadzac. jednak prosic o poparcie
                      tego pogladu? czym? kolejnymi przemysleniami?
                      • niewyspany77 Re: bzdura 13.04.08, 23:48
                        Ja tylko przypomne o czym dyskutujemy i z czym sie nie zgadzam.

                        "Naprawdę dobra dydaktyka uniwersytecka możliwa jest tylko tam, gdzie
                        równocześnie prowadzi się badania".

                        Nacisk klade na "rownoczesnie".

                        Mozna byc dobrym dydaktykiem, dobrym naukowcem-dydaktykiem. Sa tez warianty zlym
                        dydaktykiem, zlym naukocem-dydaktykiem. Sa tez inne - dobrym dydaktykiem i zlym
                        naukowcem, plus oczywiscie zlym dydaktykiem i zlym naukowcem.

                        Tytulem zakonczenia przypomne, ze jednak mimo wszystko nie wszystko mozna
                        wyczytac w podrecznikach wiec zarzut odtowrczosci jest nietrafny. No moze w pana
                        lingwistyce tak, ale mojej pedagogice juz nie bardzo.
                        • dalatata Re: bzdura 14.04.08, 00:13
                          a to mysmy sie klocili o co innego(chyba).

                          ja nie mam waptliwosci ze dobry badacz nie musi byc dobrym
                          dydaktykiem.

                          mnie idzie o to, ze dydaktyk akademicki powienien byc rowniez
                          badaczem. moge sie klocic na jakim poziomie, jednak uwazam ze to
                          powinna byc podstawa. nie powinno byc wykladow, na posniejszych
                          latach w szczeoglnosci, w ktorych prowadacy nie jest badaczem. i
                          tyle.

                          nie znam dobrych podrecznikow lingwistyki :-)
          • tocqueville bzdura podwójna 13.04.08, 19:13
            << nazywanie "największymi bzdurami jakie kiedykolwiek czytałem" wypowiedzi takiej osoby jak Modzelewski, która w
            PRLu siedziała w więzieniu za działalność opozycyjną to lekki nietakt.>>

            Ożesz, to chyba jakiś żart?
            wystarczy siedzieć w więzieniu w PRL (notabene za pisanie komunistycznych manifestów, przypominam, że Gomułka też siedział w więzieniu PRL), żeby mieć monopol na prawdę?
            Jeśli Modzelewski napisze, że ś ieg jest czarny będzies mu bił brawo
            • flamengista Re: bzdura 13.04.08, 19:24
              No dobra, ale co ma piernik do wiatraka? Bo to w ogóle nie ma związku z tym, co
              napisałem;)

              Problem że wiele osób u nas też ma pierwszy etat na jakiejś uczelni prywatnej,
              co nie znaczy że tam się do pracy przykładają (w ogóle się nie przykładają;).
              Powód jest prozaicznie prosty - uczelnie prywatne za ten pierwszy etat słono
              płacą, a państwowe są na tyle frajerskie by nie zwracać na to uwagi (często
              powiązania towarzyskie odgrywają sporą rolę - jak ma rektor upominać swojego
              kumpla).

              Nowa ustawa nic nie zmieniła w kwestii wieloetatowości. Teoretycznie każdy ma
              prawo pracować na max 2 etatach. Ale każdy dodatkowy jest możliwy gdy rektor
              wyda zgodę. No to znajomym wydaje. I wszystko zostaje po staremu.
              • tocqueville Re: bzdura 13.04.08, 19:37
                jeśli ktoś się nie przykłada pracując na pierwszym etacie na prywatnej, to skąd przypuszczenie, że sie przykłada na drugim, na państwowej? Mogę się założyć, że częściej opuszczają zajęcia/konsltacje na państwowej niż na prywatnej.
                • flamengista hehe 14.04.08, 09:46
                  Przecież pisałem, że tacy na ogół w ogóle się nie przykładają;)

                  Do niedawna mechanizm był następujący: praca na dodatkowych etatach była źródłem
                  prestiżu, powodem do dumy niejednokrotnie większym niż publikacja w American
                  Economic Review.

                  Tak więc na państwowej uczelni wieloetatowiec brylował na radach wydziału,
                  olewając obowiązki dydaktyczne - bo wicie, rozumicie. Ja wielce zajęty jestem.

                  Z drugiej strony widać było u tych ludzi pewną pogardę w stosunku do prywatnych,
                  które ustawiały się w roli petenta - to one musiały pozyskać profesora, a nie na
                  odwrót. Stąd i pokusa, by i tam się nie przykładać, w końcu robi się im łaskę.
                  Szczególnie tym uczelniom, które są na prowincji.

                  Teraz to się powoli zmienia, bo:
                  1. państwowe chcą otwierać nowe kierunki i utrzymać filie - do tego potrzeba
                  uprawnień i zaczynają się upominać o uprawnienia własnej kadry (która do tej
                  pory dawała je do prywatnych nie pytając nikogo o zgodę)
                  2. prywatne mają problemy i muszą zacząć dbać o poziom. Więc zaczynają też
                  więcej wymagać, również od profesorów.

                  To są dobroczynne skutki niżu - troszkę nam sytuacja normalnieje.

                  Niestety, na mojej uczelni dzieje się to bardzo powoli. Powód jest prosty - jest
                  to uczelnia z chyba największą ilością rektorów, dziekanów, dyrektorów,
                  kanclerzy i właścicieli z prywatnych uczelni. U nas sytuacja jest patowa, bo
                  ludzie przyzwyczaili się do łatwych, dużych pieniędzy a niestety realia się
                  zmieniły.

                  W najgorszej sytuacji są u nas adiunkci, którzy zrobili doktoraty na początku
                  boomu edukacyjnego, w latach dziewięćdziesiątych. Połapali fuchy w prywatnych,
                  przyzwyczaili się do wysokich dochodów ale zupełnie porzucili pracę naukową.
                  Większość z nich zwyczajnie nie ma szans na zrobienie habilitacji, a umowy się
                  kończą... Dla nich pomysł zniesienia habilitacji to wybawienie.
              • bumcykcyk2 Re: bzdura 13.04.08, 22:03
                flamengista napisał:

                > wiele osób u nas też ma pierwszy etat na jakiejś uczelni prywatnej,
                > /.../ Powód jest prozaicznie prosty - uczelnie prywatne za ten
                > pierwszy etat słono płacą, a państwowe są na tyle frajerskie by nie > zwracać
                na to uwagi

                No nie wiem. Moja państwowa uczelnia frajerska nie jest (niestety!!!). Za
                przyjęcie pierwszego etatu u prywaciarza jest z automatu rozwiązanie umowy o
                pracę. Jak jesteś prof. to możesz dostać na pocieszenie pół etatu w ramach
                umowy przedłużanej co rok.

                Drugi etat nie liczy się do minimum kadrowego studiów magisterskich i nie daje
                też dotacji z ministerstwa stąd nie wiem, gdzie jeszcze są te "frajerskie "
                uczelnie państwowe.

                > (często powiązania towarzyskie odgrywają sporą rolę - jak ma rektor > upominać
                swojego kumpla).

                I tu dotykasz sedna sprawy, ale to po prostu korupcja, a nie frajerstwo.

                > Nowa ustawa nic nie zmieniła w kwestii wieloetatowości.
                > Teoretycznie każdy ma prawo pracować na max 2 etatach. Ale każdy
                > dodatkowy jest możliwy gdy rektor wyda zgodę. No to znajomym
                > wydaje. I wszystko zostaje po staremu

                U mnie nie wydaje, Bogu dzięki.
                • flamengista cóż 14.04.08, 09:36
                  Pozostaje mi tylko pogratulować ci odważnego rektora.

                  Budujący przykład, który pokazuje że nie wszędzie musi być źle.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka