Dodaj do ulubionych

O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost

29.09.08, 14:55
W najnowszym Wproście 2 artykuły n/t studiów w Polsce.

Tytuły mówią same za siebie:

Wyższa fikcja oraz Dyplom z disco-polo.

Na razie artykuły nie dostępne online, ale wkrótce będą.

W sumie - niewiele ciekawego, ale coś wyszperałem.


Dyplom z disco-polo:

"O tym, jak zdobyte wykształcenie jest wykorzystywane, świadczy badanie
przeprowadzone przez „Wprost". Co dziesiąty losowo wybrany przez dziennikarzy
kelner w warszawskich restauracjach legitymował się licencjatem, a co
dwudziesty dyplomem magistra (zapytaliśmy 150 osób). Wszyscy byli absolwentami
politologii, dziennikarstwa lub pedagogiki"

"poziom studiów będzie spadać, bo w 2008 r., po raz pierwszy od początku lat
90., liczba studiujących się zmniejszyła (o 12 tys. osób), a to oznacza, że
uczelnie będą coraz ostrzej rywalizować o studentów. Niestety, nie poziomem
nauczania, bo ten polskich studentów niewiele obchodzi. Z badań wynika, że aż
trzy czwarte spośród nich nie wie, po co studiuje. Czyli młodzież idzie na
studia nie dlatego, aby zdobywać wiedzę, tylko z braku pomysłu na życie lub
pod presją rodziny czy otoczenia"

Wyższa fikcja:

"Uczelnie nie reagują na sygnały z rynku pracy i praktycznie nie dokonują
zmian w prowadzonych kierunkach studiów (a jeśli już tak czynią, to
najczęściej są to zmiany nazwy na „nowocześniejsze" i ładniej brzmiące).
Oczywiste jest, że także uczelnie państwowe starają się przyjmować studentów
przede wszystkim na te kierunki, na których kształcenie jest tanie (co
oznacza, że jedynymi pomocami dydaktycznymi są kreda, ścierka i tablica). Stąd
absurdalna struktura kształcenia, w której dominują studenci marketingu,
teorii organizacji
i zarządzania, politologii (dawniej nauki polityczne) czy prawa"

"Już teraz na uczelnie zaczyna wchodzić niż demograficzny, a za cztery lata
liczba młodzieży w wieku akademickim zmniejszy się niemal o połowę (dziś 3,9
mln, za cztery lata – 2,2 mln osób). Ponieważ praktycznie dotarliśmy do
maksymalnego wskaźnika pomaturalnej edukacji młodzieży, w podobnej proporcji
powinna się zmniejszyć liczba studentów. A to oznacza, że z edukacyjnego rynku
może zniknąć połowa szkół wyższych. Dobrze by było, aby były to uczelnie
najsłabsze, a najmocniejsze (i najpotrzebniejsze) dzięki zmniejszeniu liczby
studentów poprawiły swój poziom"
Obserwuj wątek
    • flamengista jeszcze jeden cytat 29.09.08, 15:02
      "W istocie bowiem studenci oszukują samych siebie i są oszukiwani przez uczelnie
      proponujące im „niepoważne wykształcenie". Za pieniądze otrzymują nie tyle
      wyższe wykształcenie, ile wyrób wykształceniopodobny. A przyszły pracodawca
      potrafi błyskawicznie ocenić, czy ma do czynienia z wyrobem z renomowanej
      uczelni, czy z tanią podróbką (być może z tej samej uczelni, ale z wydziału,
      którego jedynym celem jest zarabianie kasy na naiwnych). I dlatego nikogo nie
      powinno dziwić, że o ile absolwenci – nawet najbardziej niepopularnych i
      niepraktycznych kierunków z renomowanych uniwersytetów – bez trudu znajdują
      pracę, o tyle absolwenci rozmaitych ekonomii
      i administracji z niewielkich uczelni zasilają rynek usług w KFC czy McDonald's"
      • bumcykcyk2 Re: jeszcze jeden cytat 29.09.08, 15:21
        Fla, my przecież setki razy już rozmawialiśmy o tym problemie na
        forum! Ja uwazam temat za wyczerpany. Można się jedynie zastanawiać
        nad tym, czy niż demograficzny uleczy jakieś patologie w polskich
        uczelniach. Ja osobiście wątpię, bo co prawda najmniejsi prywaciarze
        padną, ale wielkie 'fermy kurczaków' o których mam jak najgorsze
        zdanie na pewno przetrwają, podobnie studia wieczorowe i zaoczne na
        państwowych uczelniach, które też są do d... i kształcą
        ćwierćinteligentów.


        • flamengista kiedy tu jest coś nowego 29.09.08, 15:33
          Podobnie jak ty, miałem nadzieję że idący niż wymusi zmiany. Słabe uczelnie
          poupadają, państwowe będą musiały się przyłożyć do jakości studiów.

          No i sam student zacznie wymagać jakości.

          Tymczasem autorzy podają wyniki badań (BTW: typowe dla Wprostu - bez źródła), z
          których wynika że aż 75% studentów nie interesuje to, co studiuje!

          Tym samym realny robi się czarny scenariusz - walka z niżem będzie oznaczała
          łapankę i promowanie na siłę wszystkich, którzy się zgłoszą.
          • dworzec Re: kiedy tu jest coś nowego 29.09.08, 15:48
            swoja droga ciekawe sa przyczyny takiej postawy studentow... wydaja spore pieniadze przez kilka lat by potem miec nic niewazny tytul... obstawiam, ze wcale nie musi chodzic o zwiekszenie swoich szans na rynku pracy (bo racjonalnie myslac - wybieraliby inne zawody - w 9 przypadkach na 10 wiecej zarobi murarz niz politolog), ale o presje na dolaczenie do "elity"... presje wywierana chyba glownie przez rodzicow, ktorzy "takiej szansy nie mieli"...

            wiekszosc mlodych ludzi nie chce "kopac dolkow" z przyczyn ambicjonalnych, mimo ze tam by zarobili wiecej, wiec ida na slabe studia i koncza w KFC, bo przeciez "po studiach nie bede kopac dolkow"... moze uogolniam, ale sadzac po problemach z logicznym rozumowaniem jakie maja moi studenci - cos w tym uogolnianiu jest
            • pr0fes0r Re: kiedy tu jest coś nowego 29.09.08, 16:34
              Jak niż ma niby wymusić podniesienie poziomu studiów? Z jednej strony presja
              studentów, którzy pójdą tam, gdzie zdobędą dyplom najmniejszym nakładem sił (a
              że niż wkrótce przełoży się na rynek pracy, poziomu nie wymuszą również
              pracodawcy), z drugiej presja ministerstwa i polityków, zapatrzonych w mityczny
              "współczynnik scholaryzacji społeczeństwa" - niestety czeka nas kolejne równanie
              w dół, a padać będą częściej te uczelnie prywatne, które mają ambitniejsze plany
              (czytaj - kształcą drożej i więcej wymagają niż drukarnia dyplomów w sąsiedniej
              gminie).
              • dalatata Re: kiedy tu jest coś nowego 29.09.08, 17:21
                zgadzam sie z tym w zupelnosci. przyklad brytyjski jest poczuajacy. gdy brakuje
                studentow, lepsze uczelnie obnizaja ppoziom podbierajac studnow, ktorzy
                normalnie poszliby na te z dolnej polki, ktore z kolei obnizaja poziom tak, ze
                biora kazdego, kto tylko ma cien ochoty.

                to ze czesc z tych slabych ucelni padnie, nie zmieni niczego w tzw. poziomie. co
                wiecej, nie jest wcale jasne, ze upadna te 'naprawde slabe' uczelnie. upadna te,
                ktore nie wytrzymaja konkurencji finansowej. bowiem slaba uczelnia w Pcimiu
                bedzie pewnie w stanie obnizyc czesne ponizej lepszej uczelni w Krakowie, ktora
                ma wyzsze koszta, zarowno utrzymania, jak i kadry.
    • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 16:33
      zupelnie nie rozumiem, dlaczego uczelnie mialyby to robic, skoro sa ludzie
      ktorzy maja nadal ochote studiowac politologie, administracje itd itd. no
      przeciez to nie rynek pracy jest rynkiem uniwersytetow, ale rynek ludzi chcacych
      studiowac. jak dla mnie uczelnie zachowuja sie calkiem racjonalnie.

      dla mnie jest rzeczywiscie ciekawe pytanie, dlaczego tylu ludzie chce studiowac
      kierunki, po kotrych nie ma pracy (jesli tak jest - te badania 'restauracyjne'
      sa mocno watpliwe). jednak to nie jest pytanie do uniwersytetow.

    • oluuu Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 20:26
      Witam!

      Rzadko odpowiadam na formu, choć je często czytam. Ale na taki temat
      muszę...

      Nie ma czegoś takiego jak rynek szkół wyższych. Rynek ma to do
      siebie, że po stronie podaży są podmioty konkurujące ze sobą. Tutaj
      tego nie ma. Ludzie z najwyższymi tytułami pracują i zasiadają we
      władzach różnych konkurujących ze sobą podmiotów rynku, czyli szkoł
      wyższych. Każdemu z tym dobrze, bo żyć z czegoś trzeba. Ale dopóki
      nie będzie zakazu pracy w innej uczelni na umowę o pracę (a może
      nawet w oparciu o umowę cywilnoprawną), to dalej będzie tak jak
      jest.

      Wbrew pozorom, za 4 lata (jeśli scenariusz z liczbą studentów się
      sprawdzi) najpierw upadną lub będą kuleć dwie grupy szkół:
      fitulitugeszefty w Koziej Wólce oraz uczenie państwowe (głównie AE,
      a teraz szumnie nazywane UE, oprócz tej katowickiej, a także
      pomniejsze uniwersytety). Dobrze będą się miały szkoły prywatne o
      wysokim standardzie, np. Koźmiński, Nowy Sącz, GWSH Katowice,
      Japońska Szkoła Informatyki (czy jakoś tak) itd. Nie stracą też
      wiele politechniki i dobre wydziały ścisle na renomowanych
      uczelniach państwowych.

      Jeśli chodzi o grupę zawodą, to profesorowie nie stracą, a nawet
      zyskają. Jest luka polokeniowa, dobre uczelnie zapłacą dużo, aby
      ściągnąć dobre nazwiska. Adiunkci z dr trochę stracę, ale adiunkt
      zawsze sobie pracę znajdzie. Najgorzej będą mieć asystenci z mgr, o
      doktorantach nie wspomnę. Instytucja asystentury zniknie
      bezpowrotnie, nawet dziś jest to naprawdę dobry przywilej i oznacza
      dobrego pracodawcę.

      Uczelnie od wewnątrz niszczy walka o "godzinki", tworzenie
      dziesiątek różnych specjalności, rozwalanie i podział instytutów,
      aby powiększyć ich liczbę bez zwiększania liczby samodzielnych
      pracowników (bo są potrzebne np. do prawa habilitowania) itp.

      Szkołom nie pomagają też pracodawcy i branża rekrutacyjna, która
      głosi, że nieważne, jakie masz wykształcenie, ważne jakie masz
      doświadczenie. Tak to można szukać handlowca albo kierowcy, ale nie
      informatyka albo lekarza.

      Jest tylko jedno rozwiązanie: studia płatne i jednoetatowość. Po
      rocznym trzęsieniu ziemi w końcu będzie to rynek szkół wyższych, a
      przetrwają najlepsi.
        • oluuu Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 20:59
          Problem polega na tym, że w żadnej normalnej firmie nie jest tak, że
          rano Jan Kowalski pracuje u nas, a po południu u konkurencji za
          płotem. Chodzi właśnie o wypełnianie obowiązków, angażowanie się w
          sprawy firmy, utożsamianie się z pracodawcą, ilość czasu
          poświęconego pracy u danego pracodawcy. No i o niewynoszenie
          tajemnic biznesowych z zebrania zarządu na inne zebranie zarządu.

          Uczelnia to taka sama firma jak każda inna, ma dwa źródła
          finansowania: albo student studiów płatnych albo budżet państwa w
          zależności, ile jest studentów. Każda firma kształci też kadrę
          raczej dla siebie, a nie po to, by kadra firmowała konkurencję.

          Rozumiem Twoje pytanie, bo nie każdy musi dobrze rozumieć biznes,
          tak jak nie każdy zna się na literaturze czy biologii. Ale z punktu
          widzenia biznesu sprawa jest oczywista.
          • adept_ltd Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 22:02
            jestem szczęśliwy, że rozumiesz,
            ale
            1. uczelnia to nie biznes (i zapewniam, że nie wynoszę żadnych tajemnic z jednej do drugiej),
            2. pieniądze na prywatnych i państwowych są teraz tak przemieszane, że to rozróżnienie, które wprowadzasz, jest anachroniczne,
            3. dalej podtrzymuję - większym problemem są niepracujący jednoetatowcy niż wypełniający swoje obowiązki dwuetatowcy,
            4. ale też, ja bym chętnie pracował na jednym etacie, pod warunkiem odpowiedniej pensji i tyle.
            • niewyspany77 Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 22:18
              ad 1. pytanie zasadnicze: czy pracujac w uczelni A i B masz rozny zakres
              obowiazkow, np w A prowadzisz lacine a w B greke? Wtedy ok, ale jesli w A i B
              robisz to samo to dzialasz na szkode pracodawcy, i jednego i drugiego. z tego co
              zrozumialem to oluuu ma wlasnie to na mysli, a rozwiazuje sie ten problem (i tu
              ad Twojego pkt 4) przez kontrakt profesorski na wylacznosc, co funkcjonuje na
              rynku polskim z powodzeniem, tylko nie kazda szkole na to stac, to akurat inna
              bajka.
              • adept_ltd Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 22:54
                poprosiłbym o konkrety, a nie o tak abstrakcyjny ton...
                ja widzę to tak:
                1. prowadzę to samo i nie widzę szkodzenia, ale pewnie wiesz lepiej...
                2. taki kontrakt jest stosowany przez prywatne uczelnie (nie wszystkie, w
                zasadzie ja wiem o jednej) i jestem jak najbardziej za,
                3. szkodliwe jest to, że pracownik, pracujący w danej firmie nie ma na
                samokształcenie, a nie to, że dorabia, by móc wiedzieć więcej, prawda??? (to
                próba przełożenia na dyskurs biznesowy, ale nauka to naprawdę nie biznes),
                4. więc jeszcze raz: bo jakoś nikt z interlokutorów się nie ustosunkował: a)
                dwuetatowość to nie przyczyna a skutek, b) jeśli ktoś wypełnia obowiązki
                dydaktyczne, promuje, pisze jest lepszy od kogoś, kto na jednym etacie nic nie
                robi bądź robi niewiele, a takich mamy ciągle więcej
                • oluuu Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 23:52
                  adept_ltd napisał:

                  > poprosiłbym o konkrety, a nie o tak abstrakcyjny ton...
                  > ja widzę to tak:
                  > 1. prowadzę to samo i nie widzę szkodzenia, ale pewnie wiesz
                  lepiej...

                  Myślę, że jednak szkodzisz temu, u którego jesteś na pierwszym
                  etacie i gdzie zrobiłeś np. doktorat (zaznaczam, że nie znam Twojej
                  konkretnej sytuacji, więc mogę się mylić).

                  > 2. taki kontrakt jest stosowany przez prywatne uczelnie (nie
                  wszystkie, w
                  > zasadzie ja wiem o jednej) i jestem jak najbardziej za,

                  > 3. szkodliwe jest to, że pracownik, pracujący w danej firmie nie
                  ma na
                  > samokształcenie, a nie to, że dorabia, by móc wiedzieć więcej,
                  prawda??? (to
                  > próba przełożenia na dyskurs biznesowy, ale nauka to naprawdę nie
                  biznes),

                  Jak to nie biznes? A z jakiego powodu i za co rozwijają się nalepsze
                  uniwersytety na świecie? W Polsce kasę przynosi student, a w USA
                  przemysł. Nie jest to istotne. Każda działalność człowieka musi być
                  jakoś finansowana i większość z takich działań musi się opłacać.
                  Oczywiście wyjątkiem są pewne kierunki studiów i badań, ale to
                  raczej mniejszość. Żadna prywatna szkoła wyższa nie powstała z
                  innego powodu, niż dla kasy. Jest to normalny biznes, może nie do
                  końca normalny, jak napisałem wcześniej, ale bardzo dochodowy, jeśli
                  dobrze prowadzony.

                  > 4. więc jeszcze raz: bo jakoś nikt z interlokutorów się nie
                  ustosunkował: a)
                  > dwuetatowość to nie przyczyna a skutek, b) jeśli ktoś wypełnia
                  obowiązki
                  > dydaktyczne, promuje, pisze jest lepszy od kogoś, kto na jednym
                  etacie nic nie
                  > robi bądź robi niewiele, a takich mamy ciągle więcej

                  Wieloetatowość nie jest skutkiem, że naukowcy mało zarabiają. Jest
                  skutkiem, że tak można, bo ustawa na to pozwala. Gdyby nie
                  pozwalała, to przy obecnym pensum 1/3 szkół nie miałaby kadry. A
                  jednocześnie jest przyczyna wszelkich patologii, o których każdy
                  dobrze wie. Aha, fakt, że 1/3 szkół nie miałaby kadry to byłby
                  bardzo pozytywny fakt, bo nie miałyby kadry te najgorsze. A w
                  dobrych uczelniach byłoby więcej studentów i jednocześnie lepsze
                  finansowanie.
                  • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 30.09.08, 00:03
                    1. z tym ze uczelnie powstaly tylko dla kasy to chyba lekka przesada. historia
                    SWPS jest dobrym przykladem. co wiecej, o ile wiem, wlasciciel nie moze sobie
                    wziac zysku ze szkoly, ustawa na to nie pozwala. moze placic sobie pensje, ale
                    zysk musi byc inwestowany w szkole.

                    2. wieloetatwosc jest wymuszana przez system, a uczelnie skrzetnie korzystaja z
                    tego, zakladajac ze ludzie maja po kilka etatow, wiec nie placa. prywatne
                    uczelnie zaczely sie orientowac i placic swietnie, wymagajac tzw. pierwszego
                    etatu, co w wypadku psychologii na przyklad jest kluczowe. ot i wieloetatowosci
                    koniec potencjalny.

                    3. nikt zainteresowany swym rozwojem naukowym nie wezmie 3 etatow, jesli moze
                    dobrze zyc z jednego. i jeszcz miec czas na pisanie itd itd.

                    4. ja sobie i tak mysle ze to czy uczelnia przetrwa czy nie, powinno byc
                    regulowane przez rynek. zniesienie ograniczen (poza klikoma przedmiotami np.
                    medycyna czy psychologia, ale i nie wiem budowe mostow gdzie sprawdzanie
                    standardow jest kluczowe). niech sobie kazdy prowadzi socjologie, antropologie
                    ile chce. jeden pojdzie na UJ, drugi na Psia wolke, jesli bedzie chcial. komu to
                    przeszkadza?
                  • adept_ltd Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 30.09.08, 00:06
                    1. myślisz to czyni większą różnice niż prawie, więc rozmowa jest w tym punkcie
                    bezprzedmiotowa (a doktorat robiłem jeszcze w innym miejscu, no fakt hab. w tym,
                    ale to i tak się mocno opłaciło firmie),
                    2. hm - jak piszesz: nie do końca normalny i tu się już zaczyna, mówiąc biznes,
                    miałem na myśli zasady rynku, taką metaforę, i tego nie ma (z jednej strony to
                    oczywiste, bo, jak zauważasz, część tego biznesu jest niedochodowa; z drugiej -
                    nie ma, bo lepszy nie dostaje więcej za swoją pracę niż kiepski...),
                    3.nie uznaję argumentów (pseudo) - każdy dobrze wie... bo to jak ktoś kiedyś
                    gdzieś słyszał... wolałbym konkrety,
                    logika tu szwankuje, bo wychodzi, że naukowcy pracują na wielu etatach, bo
                    brakuje naukowców... a czemu tak nie robią murarze bądź inni, zapytam???,
                    zapewniam raz jeszcze - przy odpowiedniej pensji, z przyjemnością będę pracował
                    w jednym miejscu, i co do upadku szkół kiepskich z powodu owych braków - mam
                    wątpliwości, czy tak by było...może w świecie, gdzie szkoły działają na sensowym
                    rynku pracy i w sensowym systemie motywacji.
                    • oluuu Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 30.09.08, 08:26
                      Nie będę ciągnąć dyskusji, ponieważ nie zgadzamy się w jednym
                      fundamentalnym punkcie: pracownik powinien mieć jednego pracodawcę.
                      I nie inaczej. Tak jest w większości (by nie powiedzieć w 95%)
                      branż, w których ludzie pracują w oparciu o umowę o pracę. Wielkie
                      koncerny zakazują swoim inżynierom pracować u konkurencji nawet
                      kilka lat po odejściu pracownika z firmy. Zerknij na GW chyba z
                      zeszłego tygodnia i case inżyniera Intela, który przez tydzień
                      pracował w Intelu i AMD jednocześnie. Ma teraz FBI na karku.
                      I tak powinno być również na uczelniach. Prywatne już zaczyną to
                      robić - sam to napisałeś. Państwowe na to się nigdy nie zdobędą.

                      Co do patologii to możnaby doktorat napisać, od wyposażenia, przez
                      motywowanie aż do zasad awansu. Nie będę o tym pisać, każdy kto
                      pracował na uczelni, to wie o co chodzi.

                      I jeszcze o murarzu: on nie pracuje na 2 etatach, bo na jednym jest
                      w pracy 8-12h. A nie dlatego, że mało zarabia - pewnie podobnie co
                      adiunkt lub profesor w lichej szkole. Doba pracownika naukowego ma
                      tyle samo godzin, a jakoś zdąży obskoczyć kilka uczelni. Ot co.

                      Pozdrawiam i na tym kończę.
                      • adept_ltd Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 30.09.08, 13:47
                        1. to raczej monolog a nie dyskusja, myślałem, że mówimy o polskim szkolnictwie
                        wyższym, a nie o Intelu (tu nie mam nic do powiedzenia, bo się nie znam, choć na
                        ten argument mogę wysunąć równie sensowny kontrargument, że chłop spod Turka
                        pracuje na własnym polu, polu sąsiada i jeszcze dorabia sobie gdzie indziej,
                        mniej więcej takie samo przełożenie realiów).
                        2. no tak, ale co z tego???
                        3. co do murarza - w sumie w związku z tym, co napisałeś, mógłbym powtórzyć
                        punkt 2 (podobnie uwaga na temat doby), ale jako że jestem po półmiesięcznych
                        dialogach z takim, to powiem ci, że on zarabia tak średnio 3 pensje profesorskie
                        miesięcznie i dlatego nie pracuje gdzie indziej... (praca profesora i nie tylko
                        profesora na uczelni nie ogranicza się zresztą tylko do godzin dydaktycznych).
                        4. i powtórzę - a niech sobie będzie zakaz pracy na 2 etacie (wcale mi się nie
                        uśmiecha prowadzić nomadyczne życie), tylko proszę o solidną płacę na 1.

                        pozdrawiam
        • tocqueville Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 21:07
          Wieloetatowość jest jednym z zasadniczych źródeł patologii. Tu nie ma o czym
          dyskutować. Dzięki wieletatowości funkcjonują uczelnie-widma, składające się z
          wypożyczanej kadry w wynajmowanych budynkach, uczelnie bez zaplecza w postaci
          ludzi, którzy się z nią utożsamiają i są zaangażowani w jej rozwój.
          • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 23:55
            oczywsicie ze jest o czym dyskutowac, bo wieloetatowosc wymusza system.
            uczelnie-widma istnieja nie dzieki wieloetatowosci, ale dzieki minimum
            kadrowemu, ktore wymusza fikcyjne zatrudnianie ludzi. zlikwiduj minimum i
            problem sie rozwiaze. albo wprowadz, moze i lepiej, minimum dorobku, a nie
            'dusz'. nawiasem mowiac, w szkole tego i owego w psiej wolce, ktroa ksztalci
            lokalnych biznesmenow dla lokalnych potrzeb, nie trzeba samych noblistow.

            ja akurat nie widze problemu, zeby najlepsi pracowali w 2 uczelniach, nie jest
            zreszta niespotykane na swiecie, choc ograniczone do elity. mozna sie tez
            spokojnie zaangazowac w rozwoj 2 uczelni i byc z nimi zwiazanymi.

            ja widze problem pracowania na polonistyce na UJ i na Akademii Krakowskiej, ale
            wedle mnie problem jest wyolbrzymiony.

            • adept_ltd Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 30.09.08, 00:11
              1. taki wolny rynek, o jakim piszesz (też w kolejnym poście) mógłby funkcjonować
              przy normalnym rynku pracy: to znaczy - pracę dostaje ten po lepszej uczelni, bo
              zakłada się, że jest lepszy, a nie ten, co zna Stefana i Jadzię.
              2. więc rozwiązaniem byłoby minimum kadrowe i dorobku (ale też nie
              wieloetatowości, bo minimum jakoś ją tam ogranicza),
              3 ostatni problem, no to horror ;-)
      • flamengista przecież odpowiednie przepisy są 30.09.08, 08:51
        obecna ustawa pozwala jedynie na drugi etat, na każdy następny wymagana jest
        zgoda rektora uczelni, w której ma się pierwsze zatrudnienie.

        Do tego uczelnia pierwszego zatrudnienia ma prawo zabrać pracownikowi wszystkie
        uprawnienia do firmowania kierunków.

        I co? I nic! Nikt nie chce nic zmieniać. Na radach wydziałów czasem pustki, bo
        profesorowie nauczają na prowincji. Każdy się boi odbierać swoim pracownikom
        dodatkowe źródła dochodu.

        W dodatku jest chory system, który pozwala na pracę pracownikom ponad 70-letnim
        w prywatnych szkołach. Po za nielicznymi chlubnymi wyjątkami to pole do
        olbrzymich nadużyć. W efekcie można być cenionym na rynku pracy specjalistą,
        przebywając w domu opieki i będąc chorym na Alzheimera. Wystarczy dać swoje
        uprawnienia i figurować na liście płac.

        Ten bzdurny przepis z uprawnieniami do firmowania kierunków jest chyba
        najbardziej szkodliwy.

        Co do AE - obawiam się, że jesteś w błędzie. Nie wiem jak reszta, my przeżywamy
        oblężenie. Bo otwieramy coraz więcej humanistycznych kierunków - za chwilę
        pewnie będzie politologia, socjologia i Bóg wie co jeszcze. Uradowana młodzież
        wali do nas drzwiami i oknami, nie zastanawiając się w ogóle jak profesorowie
        ekonomii mogą ich dobrze nauczyć poglądów Maxa Webera czy Emila Durkheima.
    • charioteer Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 29.09.08, 21:32
      A mnie to zainteresowalo:

      "Teoretycznie lepsze szkoły państwowe są bezpłatne, ale też – w większości –
      niewiele absolwentom dają. Państwo bowiem nie było przez 18 lat zainteresowane
      przeprowadzeniem jakiejkolwiek reformy swoich uczelni, wychodząc z założenia, że
      są one samodzielne i że będą się przeobrażać same. Dodatkowo, z niczego, najczęściej
      w szczerym – edukacyjnie – polu utworzono 34 nowe uczelnie. Skąpiąc środków na
      edukację (Polska ma najniższe w krajach OECD nakłady na kształcenie jednego
      studenta – niższe o połowę od średniej dla tej grupy krajów), ich wysokość
      uzależniały od liczby przyjętych studentów. W efekcie, przy nieznacznym, bo
      tylko 20-procentowym wzroście liczby pracowników, uczelnie te trzyipółkrotnie
      zwiększyły liczbę studentów, co spowodowało, że liczba studentów przypadających
      na pracownika wzrosła z 5,5 do 15."
      • flamengista ale nic się nie da zrobić! system jest zły! 30.09.08, 08:37
        Uczelnie państwowe to rozdęte instytucje, w których każda odważna decyzja jest
        blokowana - czy to przez społeczność akademicką, czy to przez przepisy.

        Właśnie uruchomiliśmy nowy kierunek studiów. Już mam złe przeczucia:

        1. Plan studiów - przez ponad rok pracowaliśmy nad planem studiów. Okazuje się,
        że 70-80% kursów już jest odgórnie zapisana w rozporządzeniu MNiSW (minima
        programowe)! Co więcej, każda próba wprowadzenia nowego kursu kończyła się
        ożywioną dyskusją na radzie wydziału. Np. proponujemy kurs z (przykład z
        kosmosu): techniki fryzjerskie. Mamy osobę, która ma niezbędne przygotowanie do
        kursu i daje gwarancję, że będzie on ciekawie prowadzony. Ale nic z tego! Od
        razu podnosi się ważny profesor, potem drugi i chcą ci ten kurs zabrać! Nawet,
        jeśli kurs zdołasz obronić, to po burzliwej bitwie, po której jesteś wykończony
        psychicznie.

        2. Kadra - rzecz jasna znaliśmy "jakość" prowadzonych zajęć przez niektórych
        prowadzących. Stąd były pomysły, by niektóre kursy poprowadzili ludzie nowi. By
        zamiast o Tolkienie i Gwiezdnych Wojnach nasi studenci dowiedzieli się czegoś
        np. o Traktacie Westfalskim. Niestety, kursy są "na wieki wieków" przypisane do
        konkretnych katedr, a ich szefowie nie chcą nic zmieniać. Bo po co? Niektórych
        "niereformowalnych" można by odsunąć od prowadzenia zajęć - ale oni są NIEZBĘDNI
        bo dają CENNE UPRAWNIENIA. Pal sześć, że opuszczają 50% swoich zajęć, nie ma ich
        na konsultacjach, dla studentów są nieuprzejmi etc.

        3. Sztywne zasady i reguły - kursy muszą być prowadzone przez doktorów. Praktycy
        są niemile widziani, a ich kurs musi firmować jakiś profesor. Płace dla
        zewnętrznych wykładowców są tak niskie, że zakrawa to na działalność
        charytatywną - więc nie można znaleźć chętnych. Do tego kurs MUSI trwać semestr
        lub dwa, nie może być skomasowany np. w 2 miesiące lub miesiąc. Musi być też
        wpisany do programu studiów - bardzo niechętnie uruchamia się wykłady
        fakultatywne, które są jednorazowe. Tym samym praktycznie uniemożliwiamy
        przyciągnięcie wartościowych zachodnich wykładowców - taki od biedy przyjedzie
        na miesiąc-dwa, ale na pół roku?

        W efekcie w harmonogramie zajęć 1 roku widzę te same zajęcia i tych samych
        prowadzących, co zawsze. Gdzie tu ma być nowa jakość? Nie ma i być nie może,
        mimo wysiłków kilkunastu (co najmniej) osób, które ciężko pracowały nad tym, by
        nowy kierunek był atrakcyjny i by dawał wykształcenie, które będzie cenione na
        rynku pracy.
        • charioteer Re: ale nic się nie da zrobić! system jest zły! 30.09.08, 12:47
          1. Minima programowe sa dobrym przykladem na to, ze nie da sie nic zmienic
          odgornym nakazem, bo taki nakaz i tak bedzie sabotowany na poziomie uczelni,
          wydzialu, instytutu.

          2. Z niektorymi ludzmi pewnych rzeczy zrobic sie po prostu nie da. Ty bys
          chcial, ze by prof. X uczyl technik balajazu, a jak on ma uczyc balajazu, jak
          sam umie tylko robic trwala i farbowac na rudo.

          3. Mysle, ze przedmioty kursowe powinny byc jednak prowadzone przez etatowych
          pracownikow.
          • flamengista no właśnie, sam przyznajesz mi rację 01.10.08, 10:00
            choć chyba się nie zrozumieliśmy;)

            > 1. Minima programowe sa dobrym przykladem na to, ze nie da sie nic zmienic
            > odgornym nakazem, bo taki nakaz i tak bedzie sabotowany na poziomie uczelni,
            > wydzialu, instytutu.
            Ale właśnie o to chodzi, by nie było odgórnego nakazu! Przecież to zupełnie bez
            sensu. I tak minima ustala paru profesorów, którym tak akurat jest wygodnie - i
            promują te kursy, które prowadzą ich katedry czy zakłady. A tu chodzi o
            maksymalną elastyczność i wyznaczenie absolutnego minimum kursów, które są
            obligatoryjne!

            W przeciwnym wypadku każda reforma kierunku studiów na uczelni MUSI się skończyć
            powieleniem tego, co było.

            > 2. Z niektorymi ludzmi pewnych rzeczy zrobic sie po prostu nie da. Ty bys
            > chcial, ze by prof. X uczyl technik balajazu, a jak on ma uczyc balajazu, jak
            > sam umie tylko robic trwala i farbowac na rudo.
            Super, tylko dlaczego on zawłaszczył wszystkie techniki fryzjerskie, skoro jest
            u nas doktor, który na balejażu się świetnie zna?
            Problem nie jest w tym, że ludzie są niereformowalni - ale w tym, że
            zawłaszczyli sobie dożywotnio zajęcia i pewne obszary tematyczne. W rezultacie
            cokolwiek wprowadzisz, zawsze jesteś skazany na iksińskiego który siądzie na
            katedrze i zacznie czytać pożółkłą książkę.

            > 3. Mysle, ze przedmioty kursowe powinny byc jednak prowadzone przez etatowych
            > pracownikow.
            Ależ oczywiście, że powinni przeważać etatowi. Ale tu chodzi o pojedyncze kursy,
            jakieś 5-10% całości. I najczęściej o kursy fakultatywne, do wyboru. To są na
            ogół zajęcia, które wymagają podejścia praktycznego, mają uczyć skillsów, a nie
            wtłaczać knowledge.
            • charioteer Re: no właśnie, sam przyznajesz mi rację 01.10.08, 13:01
              Zrozumielismy sie ;-) Bardzo trafnie wypunktowales w poprzednim poscie.
              Calkowicie sie z tym zgadzam, tylko widze bardzo ograniczone mozliwosci naprawy
              tego stanu rzeczy.

              1. Minima: Nie wiem, jak to dziala u ciebie. Z tego, co sie orientuje,
              obowiazujace minima mialy z zalozenia stanowic to absolutne minimum kursow.
              Zauwaz, ze wszedzie obcieto godziny dla kierunkow, ale to juz jest decyzja
              uczelni, wymuszona przez finanse.

              2. Kadra: Jedynym rozwiazaniem jest zwolnienie Iksinskiego, albo wyslanie go na
              emeryture. Sorry za czarny pesymizm. Jeszcze mozna by go odsunac na podstawie
              negatywnej oceny zajec przez studentow, ale jakos niezbyt rozowo to widze.

              3. Fakultety: Chyba jedyna mozliwoscia jest wpisanie do programu studiow:
              przedmiot do wyboru. Czyli dajemy co roku kilka roznych kursow, z ktorych
              student ma obowiazek wybrac okreslona liczbe.


              Kazda uczelnia, kazdy kierunek musi funkcjonowac z taka kadra, jaka ma. Jezeli
              sie kogos zatrudnia, to trzeba mu zapewnic godziny dydaktyczne. Jezeli
              wprowadzasz techniki fryzjerskie jako calkowicie nowy kurs, to faktycznie mozna
              to dac komus innemu niz Iksinski, ale realia wydzialowe sa takie, ze trzeba to
              zrobic w sposob przemyslany i dyplomatyczny, zeby w lapy Iksinskiego nie wpadlo.
              • flamengista Re: no właśnie, sam przyznajesz mi rację 01.10.08, 18:15
                > 1. Minima: Nie wiem, jak to dziala u ciebie. Z tego, co sie orientuje,
                > obowiazujace minima mialy z zalozenia stanowic to absolutne minimum kursow.
                > Zauwaz, ze wszedzie obcieto godziny dla kierunkow, ale to juz jest decyzja
                > uczelni, wymuszona przez finanse.

                No właśnie - realizujemy minimum programowe (absolutne minimum), przy czym w
                tymże minimum określona jest też... minimalna ilość godzin na kierunku.

                Pytanie audio-tele: ile godzin w związku z tym jest w naszych programach studiów:
                a) dokładnie tyle, ile wynosi minimum
                b) o 20% więcej
                c) o 50% więcej
                ;)

                Z tego co pamiętam u nas jest 2 tys godzin, z czego kursy wymagane przez MNiSW
                zajmują ok. 1000-1200 godzin. Dopiero resztę można jakoś zagospodarować nowymi
                kursami. W praktyce jest jednak tego znacznie mniej, bo pewne kursy "muszą" być.

                W efekcie na specjalnościach udało się przepchać 5-6 nowych kursów, najczęściej
                jako przedmioty fakultatywne. To wszystko. Jedyny mój kurs, który był planowany
                jako kierunkowy, oczywiście w ostatniej chwili został z planu zepchnięty na
                poziom specjalności.
                • olcha11 Re: no właśnie, sam przyznajesz mi rację 02.10.08, 21:56
                  No to chyba mamy dobre wiadomości! Wedle tego co było napisane już w
                  poprzednim projekcie zmian ustawy czy reform (a bodajze nazywane to
                  było strategią), a co teraz jest potwierdzane w refomach
                  przygotowanych MNiSzW, uczelnie same będą określać nazwę kierunku
                  studiów i jego program: bez listy kierunków i bez tego co przedmówcy
                  nazywają minimami programowymi (idzie pewnie o "ramowe treści
                  kształcenia"). Oczywiście, będą inne punkty referencyjne trzymające
                  program w ryzach (tzw. Struktura Kwalifikacji) ale nie będą one
                  miały wytycznych co do treści programu. Jeśli zajrzycie do projektów
                  Tuning, to z łatwością ocenicie rozmiar nadchodzącej zmiany. Także
                  nowy model studiów doktoranckich został przygotowany wedle tej
                  metody. Ciekawe co z nim zrobi Rada Główna.
    • mpit78 Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 30.09.08, 23:29
      nie wypowiadałem sie na temat tej publikacji dopóki jej nie przeczytałem.
      Autorzy ujęli samo sedno tego co dzieje się w naszym szkolnictwie. Niestety w 2
      miejscach widzę nieścisłości - już od kilku lat "pauperyzacja" zjada nawet
      poziom studiów na kierunkach politechnicznych. Np. moja alma mater stworzyła już
      jeden kierunek na którym nie ma matematyki czy fizyki zatem nie ma rygoru
      (bezwzględnej konieczności zaliczenia tych przedmiotów bez możliwości wzięcia
      warunku).

      Jednej IMO istotnej rzeczy również nie poruszono, a to też daje w kość.
      Mianowicie coraz gorsze wykształcenie na niższych szczeblach edukacji powoduje,
      że zwiększa się ilość studentów która nie rozumie wykładanej wiedzy i formy w
      jakiej się tę wiedzę przedstawia, w efekcie prowadzący musi zmniejszać ilość
      figur retorycznych i zwiększać prostotę wywodu. Uściślając - obecnie nie jestem
      w stanie korzystać z szerokiego katalogu porównań literackich np wyjaśniając
      prawidła termodynamiki, gdyż z całej grupy studentów zrozumie co "ja do nich
      mówić" zaledwie garstka.

      W ten sposób tak naprawdę sami chcąc nie chcąc "szkolimy" armie technokratów.

      No i najważniejsze, w naszym systemie negatywnej selekcji polityków to właśnie
      wykształcone w tych warunkach miliony będą stanowić większość decydującą również
      o pracy naukowców. I tego najbardziej się obawiam.
      • tocqueville Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 30.09.08, 23:57
        Zauważyłem, że spora część absolwentów szkół średnich nie rozumie elementarnych
        pojęć z tzw. wiedzy ogólnej typu: indywidualizm, pluralizm, pragmatyzm,
        relatywizm, egalitaryzm, permisywizm itd.
        Wychodzą z liceów bez zaplecza, na którym można budować nauczanie problemowe.
        jak tu prowadzić sensowny wykład - tłumaczyć od razu słowa jakich się używa?
      • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 10:56
        poziom frazesowosci i ogolnikowosci mnie rzucil na kolana. a najbardziej mi sie
        podoba, zeby system amerykanski tak po prostu przelozyc do Polski. ho siup i juz
        sa menedzerzy zarzadzajacy uniwerystetami (tak jak by nie bylo dyrektorow
        administracyjnych). no i biedny byl z tymi reformami. a potem to juz
        oczywsitosci - wszyscy wiedza ze nalezy konkurowac, problem jak to wymusic.

        mam zawsze nieodparte wrazenie, ze polscy naukowcy sa mistrzami swiata w
        diagnozowaniu problemow nauki polskiej.

        • oluuu Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 14:35
          Ten profesor ma wiele racji i nie boi się o tym mówić.
          Sytuacja, że całym wydziałem kieruje z wyboru kierownik jednego z
          instytutów (lub katedr) tworzy w dobie walki o zajecia i kasę na
          badania takie patologie, że nawet szkoda pisać.
          Znam uczelnie państwowe, gdzie po kadencji okazało się, że uczelnie
          mają długi. I co? I nic, nic nikomu za to, bo kwestor sobie,
          rektorzy sobie, kanclerz sobie...

          Polskie uczelnie zarządzane są w taki sam sposób, jak Uniwersytet
          Jagiellońśki w 1364 roku. Tylko że mamy już rok 2008...
          • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 15:00
            to moze medal za ofiarnosc i odwage?

            nie jest sztuka diagnozowac. starczy poczytac fora internetowe, zeby miec
            diagnoze do bolu pelna. sztuka jest znalezc rozwiazanie bez pieprzenia o 'modelu
            amerykanskim', ktory 1. nie jest jedynym dostepnym, 2. nie jest bez wad. 3.
            wcale nie daje najlepszych wynikow na swiecie. Bo poza kilunastoma uczelniami w
            USA, ktore sa super hiper i wogle, calej rzeszy zwyklych i przecietnych, jest
            tez cala masa uniwerkow, ktore sa na poziomie zenujaco slabym. wiec o ktorym
            modelu amerykanskim mowimy? o tym z Harwardu czy o tym z Shitwater, Kentucky?

            ja bym sie chetnie dowiedzial natomiast, co takiego profesor zrobil, ze UWroc
            nagle zaczal dostawac 3 razy wiecej grantow. bo to akurat byloby ciekawe, jednak
            poza przechwialka niewiele wiecej sie dowiedzialem.
    • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 15:56
      Pani minister dala glos:

      tinyurl.com/54ldqk
      juz niewazne ze sie ma piatke, wazne gdzie sie studiowalo - mozesz sobie wypruc
      flaki, ale przeciez UW jest lepsze od UZiel, a ten jest lepszy od UPcim. a ja
      znam swietnych ludzi po Zielonej Gorze i polkretynow po Warszawie.

      Pani minister ma niezwyky dar pieprzenia glupot i wylewania dziecko z kapiela.
      przeciez lepiej jest zachowac stauts quo, a nie, na przyklad, zmusic uczelnie to
      przestrzegania zasad uczciwego oceniania. mozna by tez co prawda przepytac
      kandydata, ale po co.

      i zeby nie bylo. ja wiem ze rowniez tu w UK, lepiej skonczyc Birmingham niz
      Derby, Cardiff niz Lampeter. ael to jest z punktu widzenia pracowdawcow. oceny
      sa traktowane w miare powaznie. i 5 na dyplomie z Derby (1st class honours)
      bedzie traktowana powaznie i 3 na dyplomie z Birmingham (3rd class) nie bedzie
      lepsza.
      • pr0fes0r Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 17:46
        Bogowie... tego się nawet skomentować nie da. Jakie to typowo polskie - ze
        skrajności w skrajność. A od czego psiakrew jest procedura rekrutacyjna? Że się
        hrabiom na UX dupy nie chce ruszyć i choćby porozmawiać z kandydatem, to teraz
        będziemy to sankcjonować? Może w ogóle ustalimy jakieś przeliczniki jak w Złotym
        Bucie Lig Europejskich i darujemy sobie rekrutację na drugi stopień? UW i UJ
        średnia ocen x3, UAM i UŚ x2, UG i UO x1, a reszta od x0.5 w dół?

        Teh stupid it burns

        scienceblogs.com/insolence/thestupiditburns1.jpg
        • olcha11 Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 22:33
          Szkoda czasu na bzdury p. minister. Wracam do wątku dotyczącego
          modelu uniwersytetu (szkoły wyższej)i wypowiedzi prof. Pacholskiego.
          Dalatato, nie pisz, że dyrektorzy administracyjni (kanclerze chyba
          wedle dzisiejszej nomenklatury?) wystarczą do sprawnego zarządzana
          uczelnią. Nie wystarczą, ponieważ ich funkcja mieści się tylko na
          poziomie "zarządzania/administrowania", a to na co polskie uczelnie
          cierpią najbardziej, to brak "governance". Konia z rzędem za
          państwową uczelnię, która tworzy strategię z prawdziwego zdarzenia!
          POdobno w ramach najnowszych reform ma się pojawić w ustawie zapis,
          że strategie takie trzeba tworzyć. Wstyd, że takie rzeczy trzeba
          było regulować ustawowo.
          Sprawny menedżer niższego szczebla do governance nie wystarcza.
          Amerykański prezydent uniwersytetu, to urzędnik takiej miary, że
          nasz kanclerz może być co najwyżej jednym z jego podwładnych.
          Chętnie widziałbym na naszych uczelnaich taki model, że sprawami
          governance-management-administration zajmuje się kadra
          profesjonalna, zaś kadra naukowa zajmuje się meritum działania
          uczelni. Upada wówczas spór o to, czy uniwersytet jest zwykłą firmą,
          czy nie. Od strony zarządczej jest - musi przetrwać i sprostać
          konkurencji na rynku; od strony meritum nie jest - bowiem swe
          produkty musi podporządkować bezinteresownemu śledzeniu i
          upowszechnianiu prawdy, czy jakoś tak. Fenomenem uczelni
          amerykańskich jest to, że te dwa porządki potrafią prowadzić dialog
          i rozumieją, że bez siebie nawzajem nie mogą istnieć. NAsze 2 w 1,
          czyli rektor wybierany spośród kadry, daje sytuacją o wiele mniej
          klarowną. Bo niby jest zwierzchnikiem - ale swego własnego
          elektoratu.
          Co do tego, że model amerykański nie jest najlepszy, bo w US są nie
          tylko Harvardy ale i college kształcące na poziomie naszych
          techników. To następny pozytywny objaw dobrego systemu. Jak się ma
          ok. 70% populacji na jakiejś formie "tertiary education" to trzeba
          do tego dostosować trudność (jakość?) studiowania. Nie może być sama
          ivy league, bo zabije się aspiracje edukacyjne ogromnych mas
          społecznych. I gospodarce nie wyjdzie to na dobre, i życiu
          społecznemu, i indywidualnym dążeniom. Uczelnie amerykańskie są
          jawnie i przejrzyście zróżnicowane i bardzo odpowiedzialnie
          kontrolowane. Ocena jakości zawsze jest dostosowana do misji, celów,
          potrzeb otoczenia, kadr... tego, co się zawiera w "fit for purpose".
          Nie jestem przeogromnym entuzjastą uczelni amerykańskich, daleko
          bardziej kocham szwajcarskie, ale doceniam to, że potrafią być i
          liderami nauki światowej, i dostarczycielami prostej edukacji
          (wyższej) dla mas.
          • pr0fes0r Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 23:13
            Amerykańskie uczelnie ani nie są liderami światowej nauki, ani nie mają się
            szczególnie dobrze. Jest pewnie z tuzin molochów pokroju Harvardu, bogatszych
            niż niejeden kraj trzeciego świata, które mogą sobie pozwolić na naukę dla
            nauki. Cała reszta uczelni wcale nie ma różowo pod względem finansowym i wolność
            badań w znacznym stopniu jest na nich ograniczona finansami właśnie. Uruchamia
            się głównie programy popularne, zapewniające wysoki enrollment, a te mniejsze
            stopniowo obcina i likwiduje. Do tego dochodzi znane już z Polski głaskanie
            studenta po głowie i przepraszanie go za to, że zmusza się go (czasami) do
            nauki. Polskie postrzeganie amerykańskich uczelni jest bardzo wyidealizowane.
          • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 03.10.08, 23:55
            ja nie wiem czy starcza czy nie. ja niespecjalnie wiem na czym polega ten wielki
            problem - ze rektorem bedzie nie-profesor tylko menedzer. a u nas jest rektorem
            profesor, a kanclerz jest podwladnym. ja osobiscie tak wole. ale kwestia jest
            chyba w tym, zeby dobrze zarzadzac, a do tego trzeba stworzyc warunki - na
            przyklad skonczyc z wymogiem fikcyjnych etatow wymaganych przez prawo (miedzy
            innymi dlatego nie moze byc sensownego zroznicowania), zainteresowac dyrektorow
            instytutow finansowo w tym, zeby mieli dobre instytuty.

            to wszysytko nie jest tzw rocket science. natomiast w Polsce nieustannie sie
            diagnozuje z jednej strony, a z drugiej wskazuje jak swietnie jest w USA.

            a tak przy okazji, to ja osobiscie mysle ze profesor z glowa na karku jest w
            stanie byc dobrym rektorem, dziekanem rozumiejac przy okazji ze uczelnia to nie
            fabryka. i ja osobiscie wole model europejski a nie amerykanski.




      • pr0fes0r Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 04.10.08, 08:29
        No to szczegółów garść kolejna:

        " Szykują się rewolucyjne zmiany. Nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym
        zwiększy kompetencje Państwowej Komisji Akredytacyjnej, organu przyznającego
        licencje na prowadzenie szkoły wyższej. PKA będzie mogła zapraszać do siebie
        studentów poszczególnych uczelni i przepytywać na temat warunków nauczania.

        Dziś szkoły wyższe muszą wykazać tylko, że posiadają zaplecze, kadrę naukową i
        programy. W przyszłości resort zbada również ich osiągnięcia, a nawet policzy
        procent byłych studentów prowadzących działalność naukową.

        Ukrócony ma być też handel dyplomami: studenci mniej wymagających, ale płatnych
        uczelni prywatnych uzyskują wyższe średnie ocen niż studiujący na uczelniach
        państwowych i dlatego łatwiej im po uzyskaniu licencjatu dostać się na studia
        magisterskie, na które obowiązuje konkurs dyplomów. "

        www.dziennik.pl/wydarzenia/article246929/Szykuja_bat_na_szkoly_handlujace_dyplomami.html
        Nie potrafię tego skomentować, ręce mi opadły.
        • dalatata Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 04.10.08, 08:40
          lotniska bez internetu bylyby tak strasznie inne. rzeczywiscie ree
          opadaja na nowe propozycje pani minister.

          mozna by tylko wymyslac nowe pomiary 'jakosci'. srednia odleglosc
          przebyta na konferencje; srednia dlugosc referatu, artykulu,
          ksiazki. mozna tez wersje harcore wprowadzic: srednia dlugosc
          rozmowy z amerykanskim profesorem na miedzynarodowej konferencji,
          szerokosc usmiechu i srednia sila uscisku dloni amerykanski profesor
          zaaplikowal pracownikowi (do weryfikacji przez profsora*) ).

          *) profesor w takim wypadku musi przejsc przez lustracje.

          to ja juz wole leciec samolotem i filmy ogladac.

          • charioteer Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 04.10.08, 10:33
            Dalatata, malo to pomyslowe jak jasna cholera. Zupelnie ci brakuje wyobrazni!

            > srednia odleglosc przebyta na konferencje

            Z Poznania do Wroclawia mozna jechac przez Rzeszow. Wszedzie mozna jechac przez
            Rzeszow.

            > srednia dlugosc referatu

            Standardowo jest 20 minut, nie? Ale wybitnych uczonych mozemy honorowac
            dwugodzinnymi plenarkami.

            > szerokosc usmiechu i srednia sila uscisku dloni amerykanski profesor
            > zaaplikowal pracownikowi

            Tylko uscisk dloni? A inne miary wylewnosci? Serdeczne usciski, cmok, cmok w
            policzek? I kolega z aparatem foto, zeby uwiecznic. Potem taka dokumentacje
            fotograficzna dolaczamy przy ocenie parametrycznej i gotowe.
        • charioteer Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 04.10.08, 10:05
          "BARBARA KUDRYCKA: Nie mamy wpływu na liczbę szkół, za to mamy i chcemy mieć na
          ich jakość. Stany Zjednoczone to dobry przykład. Kiedy spojrzy się na światowe
          rankingi uniwersytetów, to jasno widać, że w pierwszej 50. dominują szkoły z
          USA. Za to w dalszych setkach tych szkół już niemal zupełnie nie ma. Wniosek
          jest jasny: tam są szkoły albo wybitne, albo mierne. To zapewne również
          przyszłość polskiego szkolnictwa."

          "Najważniejszy jest nasz plan finansowego wzmacniania tych uczelni, które
          rzeczywiście reprezentują wysoki poziom naukowy. To ma realizować nasz pomysł
          wyodrębnienia KNOW-ów, czyli Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących, takich
          flagowych uczelni i wydziałów, które prezentują najwyższą jakość."

          Powaznie sie obawiam o sredniakow. Takie zalozenia oznaczaja 1-2 wybitne osrodki
          na dyscypline. Reszta zostanie przy pomocy instrumentow finansowych zepchnieta
          do poziomu miernoty.

          Dobry instytut na slabym wydziale nie ma szans, a wydaje mi sie, ze to sa dosc
          czeste przypadki, kiedy jeden instytut ciagnie caly wydzial w gore. Jezeli to
          wejdzie w zycie w tej postaci, to wydzialy zaczna sie dzielic na potege.
          • olcha11 Re: O jakości studiów w Polsce - najnowszy Wprost 04.10.08, 10:48
            JUż nie wiem ile niekompetencji w tym wywiadzie zawdzięczamy samej
            p. Kudryckiej, a ile dziennikarce. Pewnie obydwu. Dziennikarka bez
            zmrużenia oka twierdzi, że mamy w Polsce tyle samo szkół wyższych co
            USA! A to cała Europa ma mniej więcej tyle samo i dlatego powiada
            się, że stratyfikacja uczelni w Europie (typologia na bazie
            benchmarkingu etc - patrz konferencja EUA w Berlinie, chyba we
            wrzesniu)zapewne będzie podobna jak w Ameryce. W POlsce też szykuje
            się podstawy benchmarkingu uczelni (może to ma na myśli p. BK mówiąc
            o odnotowywaniu ich zróżnicowania?)
            W trakcie dyskusji nad habilitacją powjawiła się dłuższa wypowiedź
            nt dróg rozwoju szkolnictwa wyższego w Europie i USA (niestety nie
            zarchiwizowałem sobie tego, więc nie mogę przytoczyć autora i
            zamieszczam tu, jak zapamiętałem). Wzmacniałay ona wypowiedź
            dalataty o swobodzie badań w uniwersytetach amerykańskich. Była tam
            mowa o tym, że pewna liczba (kilkanaście? kilkadziesiąt?) wiodących
            uniwersytetów badawczych zgarnia lwią część funduszy federalnych na
            badania - tu źródło ich swobody, niezależnie od kosmicznych
            dochodów własnych. A reszta radzi sobie zdobywając pieniądze na
            rynku badań mniej lub bardziej stosowanych - tu źródło ich
            zalezności od klienta. Nie na darmo mówi się o modelu
            finansowania "Massachutsetts" i kontrastuje z "Silicon Valley".
            Ok. 100 ma status uniwersytetów badawczych, chyba ze 400
            doktoryzuje, a reszta to ta masa walcząca twardo na rynku usług
            edukacyjnych i zleceń na badania/ekspertyzy, o ile w ogole prowadzo
            działalność badawczą. Ponoć Europa też do takiej stratyfikacji
            zmierza.
            Inne wypowiedzi żenujące. "Przepytywania studentów" zabrania każda
            profesjonalna procedura akredytacyjna a PKA właśnie aspiruje do
            europejskiego rejestru instytucji akredytacyjnych i nie pozwoli
            sobie na łamanie procedur. PKA ma obowiązek egzekwowania państwowych
            standardów kształcenia, a sprawdzania innych rzeczy o prostu nie ma
            prawa. Chyba, że rozszerzenie jej uprawnień jest proponowane w
            zmianach do ustawy i o tym tak kulawo mówi wywiad.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka