Dodaj do ulubionych

kim sa doktoranci?

31.01.09, 20:06
Proszę wybaczyć pytanie,ale zastanawiam sie kto skłania sie i kto ma mozliowość studiów doktoranckich. mam na myśli czy jest to dane tylko bardzo wybitnym jednostką( srednia5.0 przez całe studia) czy zdarzają sie "zwykli"studnci z powiedzmy zacięciem,ale nie koniecznie idealni w swych indeksach...czy sa jakies stopnie wtajemniczenia,jakaś szczególna cecha którą się posiada lub nie?ja osobiscie zastanawiam sie nad taka droga, ale w zwiazkuz tym ze nie posiadam zadnych "rodzinnych"pomocy zupełnie nie wiem jak sie do tego zabrac.dodam ze jestem obecnie na 2 roku studiów,na których ow doktorat mnie interesuje oraz zaliczonym juz jednymjm kierunkiem
pozdrawiam i dziekuje za odpowiedz wszystkim
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: kim sa doktoranci? 31.01.09, 20:37
      osobiscie nie znam nikogo z rodzinna pomoca. nie ma zadnych powodow, zeby Pani
      nie pisala doktoratu, jesli tylko jest to intelektualnie mozliwe (w co nie
      watpie). moja rada jest nastepujaca: kluczowy dla Pani bedzie wybor promotora
      pracy mgr. prosze o tym kims myslec jako potencjalnym promotorze pracy
      doktorskiej. wszyscy moim obecni i byli doktoranci pisali u mnei prace mgr. nie
      jest to wymog, ale osobe z zewnatrz trudniej jest ocenic co do potencjalu.
      odradzalbym rowniez pisanie pracy mgr u adiunkta - nie dlatego ze gorzej
      promuje, ale wlasnie dlatego ze nie moze promowac doktoratu.

      i na koniec, im szybciej sie pani zdecyduje z czego chce pani pisac, tym lepiej
      - moze pani bowiem sie dac poznac na zajceiach, pisac dobre prace, zdawac
      swietnie egzaminy. a zatem budowac swoj wizerunek. jednak to seminarium mgr jest
      najlepszym miejscem do takich strategii. i prosze myslec o temacie - gdy
      przychodzi ktos do mnie z gotowym tematem, zarysem przynajmniej, zupelnie
      inaczej patrze na niego niz na kogos kto przychodzi 'bo chce pisac'.

      no i choc ja osobiscie wybitnosci nie mierze ocenami, nie wyobrazam sobie
      przyjac kogos na doktorat kto ma sme troje w indeksiee.
      • rala Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 08:47
        Dziękuję bardzo za odpowiedz. trochę dodała mioptymizmu,a przede wszystkim myśle że wskazówki są słuszne. co do indeksu, to oczwiście samych trój tam nie ma, ale wiadomo że na egzaminach jest różnie, więc samych piątek też nie. taki średniak..:)
        dziękuję i pozdrawiam
    • mirusz Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 16:18
      Doktoranci... różni są. Z pewnością nie są intelektualnie kiepscy, choć nie
      muszą to być wcale geniusze. Po pierwsze dlatego, że jak ktoś miał duże problemy
      na studiach, to nie ma już ochoty "męczyć" się dalej, a dwa, że nawet jeśli
      kryteria rekrutacji na danym wydziale są niskie, to jakieś minimum jednak jest.
      Aczkolwiek są jednostki naprawdę różne, od przeciętniaków do młodych bogów.
      W większości jednostek, które znam oceny nie są kluczową częścią.
      Różna jest motywacja ludzi: od takich co są fascynatami dziedziny, przez różnych
      kolekcjonerów tytułów i papierków, czy takich co nie wiedzieli co ze sobą zrobić
      albo ktoś ich przekonał (promotor, kolega).
      Uczelnie otwierają się na doktorantów, bo to jest łatwa kasa, wpisuje się to w
      różne hasła i programy, tak więc przy rekrutacji znajomosci wcale nie są
      potrzebne. Z tym, że nie należy mylić bycia doktorantem z pracą na uczelni, bo
      to dwie całkiem inne sprawy...
      • aistionnelle Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 17:21
        Będę niepopularna.Mam wrażenie, że to co w tej chwili obserwujemy to
        jest jakaś negatywna selekcja dotycząca naboru na studia
        doktoranckie.Trafiają tam osoby, które nie mają innego pomysłu co ze
        sobą zrobić .Pewnie, nikomu drogi zamykać nie wolno ale ...Wściekam
        się kiedy promuję zdolnych i bardzo zdolnych magistrantów, którzy
        na moją sugestię o doktoracie mówią "nieeeeee, ja się nie
        nadaję", "z czego będę żył/żyła/"przykro mi nie mam sposora /rki"
        "i tak mnie nie przyjmą na uczelnię później","dziękuję ale mam już
        pracę i bardzo mi na niej zależy " a następnie, na ich miejsce
        przychodzą jakieś osoby, które nie umieją się po polsku
        odezwać:-(
        Uważam, że trochę intelektualnego zacięcia, plus znajomość biegła
        przynajmniej jednego języka (ideał dwa czy więcej, plus poprawność i
        łatwość wypowiedzi także na piśmie oraz pomysł na swoją pracę,
        ogólna erudycja i szczególnie w humanistyce -oczytanie i orientacja
        w kulturze są niezbędne.Mile widziana odwaga w myśleniu oraz
        gotowość rozwoju intelektualnego.Podobnie brak wstrętu do
        nauczania.Piątki od góry do dołu w indeksie, włacznie z tą na
        dyplomie niekoniecznie.Za dużo bym chciała?Pewnie tak;-)A
        • dala.tata Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 17:37
          z tymi piatkami w indeksie to mialbym przechlapane. bardzo bardzo nie mialem
          samych piatek w indeksie. oj nie zrobilbym doktoratu. swiat zsotalby pozbawiony
          moich dziel....

          ogolna erduycja? bardzo ciezko zdefiniowac, nie mowiac ze nie widze zadnych
          zalet poza towarzyskimi, by doktoratn z gramatyk generatywnej, koniecznie umial
          cytowac Metamorfozy po grecku, akceptujac heksametr odpoweidnio. dwa jezyki? po
          co, skoro angielski wystarcza?

          zagdzam sie z zacieciem. ja bym to nazwal ciekawoscia, ale mysle ze mowimy o tym
          samym. doktorant ma byc ciekawy swiata i rzeczy o kotrych pisze. a drugie to ma
          byc solidny. doktoat trza napisac w 3 lata,a nie 13.
          • aistionnelle Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 19:59
            Z piątkami też bym miała przechlapane;-)Dopiero dyplom "odpowiadał
            kryteriom"...cokolwiek to znaczy.Pisząc o ogólnej erudycji miałam na
            myśli nie tyle heksametry;-)co sytuację, w której doktorant nawet
            specjalizując się w gramatyce:historycznej, opisowej, generatywnej
            bez znaczenia jakiej słysząc o rozmowę o filmie Milosa Formana nie
            pyta "przepraszam, forma czego?(nie ma wady słuchu )czy napotkawszy
            odwołanie do biblijnej przypowieści nie formułuje wątpliwości: a co
            to była ta kana?naczynie jakieś ?:-((((
            Języki pozwalają szybciej pisać, a także ocenić na ile to co
            spłodziliśmy jest oryginalne, wciąż bywa bowiem tak,że tyle samo i
            więcej niż anglojęzycznej literatury jest tej po niemiecku czy
            rzadziej -francusku.
              • dala.tata Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 22:04
                a ja nadal uwazam ze to mile, ale nierelewantne. student piszacy z teorii jezyka
                nie musi znac tego na Fo, ten od onkologii nie musi wiedziec o popijawie w
                Kanie. to jest mile i fajne i fajnie jest pogadac, ale to nijak sie ma do dokotratu.

                i zeby nie bylo, ja uwazam ze jest jakis 'kanon' wiedzy ktora wyksztalcony
                czlowiek fajnie zeby mial (ale dalibog nie podejmuje sie zdefiniowac i chetnie
                nie zgodze sie z soba). od tego na Fo i tego na Je zaczynajac. ale to jest
                postulat typu: fajnie by bylo. bo na doktoracie w ostatecznym rachunku liczy sie
                wiedza specjlaistyczna a nie 'erudycja'.

                poza tym, gdzie konczy erudycja? heksametr nie, ale antygona tak? a eurypides i
                opis tarczy achillesa u Homera? Ionesco i Koncowka Becketta? Mondrian i Braque?
                no i koniecznie podyskutowac o Barthes'ie i Henrym Moore i Barbarze Hepworth? z
                malym odjazdem do Alana Sokala i Intellectual impostures, z mozliwoscia
                odniesienia sie Goedla, Lobaczewskiego, ze swada opowiadajac o OTW? teoria
                ewolucji i drzewo filogenetyczne tez w to wchodzi? bo przeciez teoria strun to
                obowiazkowo.

                dodam, ze choc na czesc z tych tematow potrafie porozmawiac powaznie, na czesc
                przy dinnerku, a na czesc nie mam zielonego pojecia. na czesc, na przyklad
                dramat antyczny, potrafilem 15 lat temu i wczesniej, teraz juz zapominam powoli.
                ale wtedy o Mondrianie nie wiedzialem, a pollock wydawal mi sie bledem w
                spellingu... czy to znaczy ze jestem nieerudyta? bo ja tak ogolnie mysle ze
                jestem burakiem niedoksztalconym bardzo.....ale lubie Hildegarde z Bingen...
                • tocqueville Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 22:23
                  no dobrze, ale skoro się bawimy w erudycję, to może powinna obejmować drugie
                  skrzydło wiedzy
                  no bo pogadać o Barthesie to jedno, a znać prawa dynamiki newtona, to drugie
                  notabene interesujące, że wielkim faux pas jest pomylić Czajkowskiego z
                  Dostojewskim, a napięcia z natężeniem już nie bardzo :)
                  • dala.tata Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 22:40
                    ano wlasnie. i nie nalezy zapominac ze erudycja jest polityczna. nawet jesli
                    jest kanon wiedzy, to on jest zmienny i polityczny. i choc ja nadal uwazam ze
                    Miles Davies to co innego i 34 polki wyzej niz Girls Aloud, to jednak tych
                    drugich sie slucha.

                    mysle ze moglibysmy niejedno biale wino wypic klocac sie o to, co wchodzi a co
                    nie wchodzi do zakresu erudycji. i wlasnie dlatego nie nalezy tego wymagac od
                    dokotranta. doktorant jest od napisania siwetnego doktoratu, a nie od milej i
                    interesujacej rozmowy przy obiedzie. fajnie jak jest to i to. jednak to drugie
                    zdecydowanie nie wystarczy.
                • eeela Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 14:16
                  > i zeby nie bylo, ja uwazam ze jest jakis 'kanon' wiedzy ktora wyksztalcony
                  > czlowiek fajnie zeby mial (ale dalibog nie podejmuje sie zdefiniowac i chetnie
                  > nie zgodze sie z soba).


                  > poza tym, gdzie konczy erudycja? heksametr nie, ale antygona tak? a eurypides i
                  > opis tarczy achillesa u Homera? Ionesco i Koncowka Becketta? Mondrian i Braque?
                  > no i koniecznie podyskutowac o Barthes'ie i Henrym Moore i Barbarze Hepworth? z
                  > malym odjazdem do Alana Sokala i Intellectual impostures, z mozliwoscia
                  > odniesienia sie Goedla, Lobaczewskiego, ze swada opowiadajac o OTW? teoria
                  > ewolucji i drzewo filogenetyczne tez w to wchodzi? bo przeciez teoria strun to
                  > obowiazkowo.


                  Proszę, nie zgódź się ze sobą. Zaraz Ci powiem, dlaczego. 'Kanon' wiedzy ogólnej
                  to tak rozmyte i relatywne pojęcie, że aż wstyd używać. Ja też nie mam nic
                  przeciwko opinii, że kandydat na doktora powinien być erudytą, ale, mój Boże,
                  nie w ramach jakiegoś 'kanonu'! Nie powinien być erudytą, bo tak wypada, jego
                  erudycja powinna być po prostu naturalnym wynikiem jego ciekawości świata! To
                  jest chyba właśnie ta cecha, której się u młodych kandydatów na naukowców szuka,
                  nieprawdaż?
                    • eeela Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 14:59
                      To przede wszystkim, ale jeśli wykracza poza nią, to moim zdaniem dobrze
                      świadczy. Przynajmniej ja osobiście wolę i zazwyczaj bardziej cenię ludzi,
                      którzy byc może odznaczają się mniejszą dyscypliną umysłu (skoro tak skaczą na
                      inne dziedziny, zabierając czas cennym, ekhem, badaniom nad historią Connachtu w
                      dziewiętnastym wieku), ale za to mają szersze perspektywy, więcej pokory wobec
                      świata i wiedzy o nim, wobec samych siebie, obserwują większą liczbę
                      prawidłowości i większą liczbę wyjątków - to wszystko jednak przekłada się na
                      ich profil jako badaczy. Dlatego warto być erudytą, bo to daje szersze
                      spojrzenie - na swoje badania także. Ale jestem zdecydowaną przeciwniczką
                      'kanonów'. Każdy ma swoje ścieżki, każdego ciągną nieco odmienne rzeczy. Nie
                      znam Prousta, przeczytałam pierwszy rozdział, zupełnie mi nie podszedł, ale
                      jakoś nie mam do siebie pretensji, że moja erudycja jest jakoś potwornie
                      wybrakowana z tego powodu. Za to czytałam Chretiena de Troyes. Ale jak kto nie
                      wie, co to jest i z czym to się je, nie mam do niego pretensji i nie wynoszę się
                      nad biednym czytelnikiem Prousta. Erudycja to nie jest konkurs, to po prostu
                      nieco przypadkowy wynik ogólnej ciekawości świata.
                      • tocqueville Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 16:00
                        Erudyta to człowiek, który niekoniecznie miał Prousta nie miał w ręku natomiast
                        wie:
                        - co Proust napisał
                        - ile tomów ma "WPZC" i potrafi podać przynajmniej jeden tytuł tomu
                        - że Proust miał fobie i z domu nie wychodził
                        itd. :)
                        Trochę ironizuję, ale sam potrafię toczyć dyskusje na temat książek, których nie
                        czytałem i filmów, których nie oglądałem.
                        • eeela Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 16:20
                          Hehe, zobacz, co mam na liście książek do kupienia ;-)

                          www.amazon.co.uk/Talk-About-Books-Havent-Read/dp/1862079862/ref=sr_1_1?ie=UTF8&s=books&qid=1233674220&sr=8-1
                          To raczej dla rozrywki niż dla ćwiczenia ;-) Jak byłam młodsza, zwłaszcza na
                          studiach magisterskich, odbyłam w tym niezłą praktykę, a na dodatek udawało mi
                          się niejednokrotnie robić na wykładowcach wrażenie, że nieźle znam tekst, który
                          przejrzałam na pięć minut przed ćwiczeniami :-D Dzisiaj już raczej unikam takich
                          praktyk. Spokorniałam ;-)
                      • dala.tata Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 22:45
                        ja tez nie. nad proustem zasypialem. ba, nigdy nie przeczytalem Chlopow. nie
                        bylem w stanie. trudno jest wymyslic kanon. jednak nie wyobrazamy sobie zeby
                        dokotrant, w dowolnej dziedzinie, nie slyszal o szekspirze. to sa niezwykle
                        trudne rzeczy tak naprawde. i ja jestem dokladnie tak samo za kanonem, jak
                        jestem przeciwko niemu.
                              • eeela Re: kim sa doktoranci? 04.02.09, 00:47

                                > no ale to tubi or not tubi to dobrze by znac nie :-)

                                Dobrze by. Tak samo jak i to ciało, co na drugie ciało czegoś by chciało ;-)
                                Każdy może sobie wybrać z docierającej do niego wiedzy o świecie to, co chce
                                zapamiętać, a co mu niepotrzebne. Musimy też pamiętać, że w różnych środowiskach
                                i w różnych krajach dociera do człowieka inny zestaw tych, jakby to ogólnie
                                ująć, tekstów kultury (mówię w ogólnym znaczeniu o wszelkich wytworach kultury,
                                nie tylko o literaturze). Mój partner na ten przykład jest Meksykaninem. To, co
                                miał wykładane w szkole, co docierało do niego z gazet, znanych tam książek,
                                jest w bardzo dużej mierze inne niż rzeczy, które docierały do mnie w Polsce.
                                Jakąś tam wspólną wiedzę mamy, ale niespodzianek znacznie więcej. Czy to znaczy,
                                że któreś z nas jest w mniejszym stopniu erudytą niż drugie? Nie sądzę.
                          • dala.tata Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 23:47
                            no wiec nie jestem literaturoznawca. co wiecej, nie zaliczylem moich ksiazek do
                            kanonu erudcyji :-)

                            tocqueville napisał:

                            > a co z prawami dynamiki Newtona?
                            > dlaczego zawężasz kanon do wiedzy o literaturze? dlatego, że jesteś
                            > literaturoznawcą? :)
                  • dala.tata Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 22:42
                    moge sie nie zgodzic, jednak, jamysle ze dobrze jest wiedziec. i ten kanon to
                    takie cos ze ja myssle ze jest, ale nie potrafie go okreslic. troche jak z
                    dokotratem: wiemy kiedy cos sie nadaje jako dokotrat, ale jakby zdefiniowac
                    dokotratowosc, ciezko by bylo.
        • mirusz Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 17:46
          aistionnelle napisała:

          > Mam wrażenie, że to co w tej chwili obserwujemy to
          > jest jakaś negatywna selekcja dotycząca naboru na studia
          > doktoranckie.Trafiają tam osoby, które nie mają innego pomysłu co ze

          No cóż. Ludzie zdolni i konkretni najcześciej oczekują konkretów. A uczelniom
          coraz trudniej zapewnic nawet liche stypendium, nie mowiac juz o zatrudnieniu
          potem. Nie oszukujmy się, ale stopien doktorski poza uczelniami nie tak łatwo
          sie przeklada na polepszenie swojego bytu. Wiec tacy co widzą jakąś szanse poza
          nie chwytają się doktoratu, bo i po co. Poza tym może zmieniają się wartości w
          społeczeństwie i ten duch nauki dewaluuje. Oczywiście czasem sie zdarzają zdolni
          i zdeterminowani, co się poświęcą albo jakoś wpiszą w panujące warunki. A może
          też Twoje wrażenia biorą się z tego, że doktorantów coraz więcej, więc trudno
          dostrzec perełki.
          • charioteer1 Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 17:53
            He, he, perelki perelkami... Ale jak znam kogos ze studiow jako wybitnego
            lesera, a pozniej widze, jak kolega-doktorant sie opieprza i w zadnej sprawie
            nie mozna na nim polegac, to mi sie noz w kieszeni otwiera... Nie moj doktorant,
            ale w koncu kolega...
        • charioteer1 Re: kim sa doktoranci? 02.02.09, 17:49
          Jezeli to jest jakis konkurs na najbardziej niepopularnego forumowicza, to ja
          sie jednak bede upierac przy piatce na dyplomie. Dla zdolnego studenta nie jest
          to zaden wyczyn, nawet jezeli nie bedzie sie specjalnie przykladal do polowy
          przedmiotow w programie studiow. Srednia studiow powyzej 4,0, praca magisterska
          na 5 i egzamin magisterski na 5 - tyle chyba mozna wymagac od kogos, kto jest
          powaznie zainteresowany praca naukowa i nie ma zbyt luznego stosunku do swoich
          obowiazkow. Jezeli tego brakuje, to kandydat na doktoranta powinien wykazac sie
          jakimis innymi, ale wtedy naprawde mocnymi atutami.
          • krysiazyzynska Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 11:20
            Z tą piątką na dyplomie może być różnie.. tzn. jeżeli ma się normalnego
            promotora i recenzenta, to nie powinno być trudne, ale znałam osoby, które miały
            czwórkę od własnego promotora.. tylko dlatego że a)nie lubił ich b) okazało się,
            że źle im się współpracuje c) student nie zgadzał się w czymś z promotorem d)
            promotor/recenzent był wyjątkowo drobiazgowy.. włącznie ze sprawdzaniem i
            poprawianiem przecinków w pracy.
    • eeela Re: kim sa doktoranci? 03.02.09, 00:21
      Ja do momentu wkroczenia na drogę wyższej edukacji byłam straszliwym leserem -
      dwóje, ledwo wysapane tróje na ściągach. Piątki tylko z kilku przedmiotów, na
      których co prawda też nic nie robiłam, ale miałam sporą wiedzę, że tak powiem,
      pozaźródłową (pozaszkolną), bo mnie po prostu interesowały. Na studiach wcale
      nie byłam jakaś wspaniała z tymi ocenami - ot, lekko wyższa średnia, z tym że
      znów wzorowo na przedmiotach, które przyciagały moją uwagę. Dużo natomiast
      robiłam poza programem studiów - dodatkowe zajęcia, szkolenia, konferencje,
      jakies tam małe publikacje. Myślę, że to pozwoliło moim opiekunom i promotorom
      uznać, że mogę się nadać, bynajmniej nie moja solidność i pracowitość ;-)
    • wolny.kumak eeeeetam.... 03.02.09, 21:28
      Prawo rury: wchodzisz magistrem wychodzisz profesorem.

      Nie ma negatywnej selekcji. W znakomitej większości nie ma żadnej selekcji.

      A o piątkach na dyplomie czy w indeksie to sobie można pogadać na naszej klasie,
      chociaż nawet tam ciekawsze tematy: jaką kto ma markę, jak dużą werandę i co mu
      się ostatnio urodziło, a nie jakieś tam brednie o cenzurkach.
      • eeela Re: eeeeetam.... 03.02.09, 21:31
        > Nie ma negatywnej selekcji. W znakomitej większości nie ma żadnej selekcji.

        Ależ oczywiście, że jest, dwustopniowa. Na pierwszym stopniu przechodzą ci,
        którzy chcą robić doktorat, a na drugim ci, którzy się jakoś tam od biedy nadają ;-)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka