kontrkultura
25.02.04, 13:01
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1928554.html
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Prezydent Władimir Putin zdymisjonował wczoraj rząd Michaiła Kasjanowa
najpewniej po to, by przyciągnąć uwagę do marcowych wyborów prezydenckich. -
Kampania wyborcza jest tak nudna, a jej wynik tak oczywisty, że potrzebna
była jakaś intryga, by ludzie poszli na wybory - mówią źródła "Gazety".
Wystąpienie Putina, które transmitowały wczoraj na żywo dwa główne kanały
telewizyjne, było całkowitym zaskoczeniem. Od kilku miesięcy spodziewano się,
że dni rządu Michaiła Kasjanowa są policzone, ale nikt nie sądził, że Putin
zdymisjonuje go jeszcze przed wyborami prezydenckimi 14 marca. Zgodnie z
konstytucją po wyborach, niezależnie od ich wyniku, rząd i tak powinien sam
podać się do dymisji. - Ogólnie pracę rządu uważam za zadowalającą - mówił
Putin. - Jednak moi wyborcy mają prawo wiedzieć jeszcze przed pójściem do
urn, z jaką ekipą będę chciał realizować swój program, jeśli znów zostanę
prezydentem.
W to, że Putin wygra 14 marca, nie wątpi nikt. W sondażach prezydent dostaje
dziś od 70 do 80 proc. poparcia. Jego najpoważniejsi kontrkandydaci:
komunista Nikołaj Charitonow, lewicowy nacjonalista Siergiej Głaziew i
liberalna Irina Hakamada, mogą liczyć odpowiednio na 5, 4 i 2 proc. głosów.
Pewność, że Putin wygra, sprawiła, iż ludzie praktycznie nie interesują się
kampanią wyborczą. Jeszcze na początku stycznia chęć udziału w wyborach
deklarowało prawie 70 proc. Rosjan. Z nieoficjalnych danych wynika, że co dwa
tygodnie liczba ta spada o 2-3 proc. Kremlowscy analitycy przestraszyli się,
że jeśli kampania nie nabierze rumieńców, to frekwencja może wynieść mniej
niż wymagane 50 proc., a wybory zostaną uznane za nieważne. - Putin nie
chciał dymisjonować rządu przed wyborami, ale zmusiły go do tego
okoliczności. Chodzi o to, by zamydlić ludziom oczy i pokazać, że istnieje u
nas jeszcze jakieś życie polityczne. Inaczej ludzie mogliby po prostu nie
pójść do urn. Dymisja rządu to tworzenie sztucznej intrygi, tam gdzie jej w
ogóle nie ma - mówi "Gazecie" znany publicysta Leonid Radzichowski.
Kampania na rzecz Putina w kontrolowanych przez państwo mediach
elektronicznych jest ostatnio tak nachalna, że Irina Hakamada i Siergiej
Głaziew publicznie zagrozili, że mogą się wycofać z udziału w wyborach
przekształcających się w farsę. Do bojkotu wyborów wezwało w weekend swoich
sympatyków liberalne Jabłoko, którego przywódca Grigorij Jawliński dwa razy
walczył o prezydenturę w latach 1996 i 2000, ale teraz uznał, że walka nie ma
sensu, bo rezultat jest jasny. - Cały aparat państwowy, media, administracje
regionalne pracują na korzyść Putina - mówi Jawliński.
Dwa tygodnie temu największe stacje telewizyjne przerwały program i zamiast
wiadomości nadały na żywo półgodzinne wystąpienie Putina na spotkaniu ze
swymi zwolennikami, na którym przedstawił program na drugą kadencję. Gdy jego
rywale zaprotestowali przeciwko faworyzowaniu Putina, to Centralna Komisja
Wyborcza uznała, że telewizje nie złamały prawa, bo "relacjonowały
działalność głowy państwa". Prawie codziennie w dziennikach pokazywane są
materiały o tanich kredytach dla młodych małżeństw, imponującej liczbie
oddanych ostatnio mieszkań, spodziewanych właśnie podwyżkach emerytur.
Ministerstwo rolnictwa zupełnie przypadkowo podjęło ostatnio interwencję na
rynku ziarna, żeby jeszcze przed wyborami obniżyć ceny chleba. - Kampania
robi się coraz bardziej kłamliwa i ma niewiele wspólnego z prawem. W takiej
sytuacji walka idei i wysuwanie alternatywnych propozycji jest niemożliwe -
oświadczyła wczoraj Irina Hakamada.
Na p.o. premiera Putin mianował wczoraj 46-letniego Wiktora Christienkę,
ekonomistę, do niedawna zastępcę Kasjanowa, wcześniej wieloletniego
pracownika ministerstwa finansów. Ostatnio Christienko odpowiadał za surowce.
Negocjował z Polską umowy gazowe, a niedawno próbował rozwiązać konflikt o
gaz z Białorusią, w apogeum którego Rosja wstrzymała w zeszłym tygodniu na
kilkanaście godzin dostawy gazu na Zachód.
Prezydent ma dwa tygodnie na wskazanie nowego premiera, a ten będzie miał
tydzień na sformowanie rządu. Posłuszna Putinowi Duma, w której Kreml ma
ponad dwie trzecie głosów, bez problemu zatwierdzi nowego szefa rządu. Jeśli
wszystko pójdzie zgodnie z planem, to skład gabinetu będzie znany przed
wyborami 14 marca. - Nie przewiduję większych zmian - mówi prokremlowski
politolog Siergiej Markow. - Najważniejszym celem personalnym Putina było
usunięcie Kasjanowa, którego nie dało się pozbyć, nie odwołując całego rządu.
Większość stanowisk w gabinecie pozostanie bez zmian. Na pewno pozostaną w
nim petersburscy reformatorzy skupieni wokół Germana Grefa, ministra rozwoju
gospodarczego i handlu.
- Ta decyzja jest sztuczna i niepotrzebna. Rząd i tak podałby się do dymisji
po wyborach 14 marca. Po co było przyspieszać ten proces? - mówi Igor
Satarow, szef moskiewskiej fundacji INDEM.