Sic semper tirranis - Abaszydze odszedl !

06.05.04, 09:34
    • kontrkultura GW // Koniec buntu gruzińskiej prowincji Adżaria 06.05.04, 09:36
      <a href="serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2056382.html"
      target="_blank">Koniec buntu gruzińskiej prowincji Adżaria</a>

      Magda Nowakowska-Korinteli, Tbilisi. Wojciech Jagielski 05-05-2004, ostatnia
      aktualizacja 06-05-2004 00:17

      Asłan Abaszydze się poddał. W nocy władca zbuntowanej prowincji Adżaria wsiadł
      do samolotu i opuścił Batumi. Kilka godzin wcześniej

      Według relacji AFP Abaszydze odprowadzało na lotnisko 150 ochroniarzy. - Kazał
      nam złożyć broń i oddać się do dyspozycji władz gruzińskich - powiedział jeden
      z nich. Abaszydze podjął decyzję po trzygodzinnym spotkaniu z gruzińskim
      premierem Żurabem Zwaniją i rosyjskim mediatorem Igorem Iwanowem, który przybył
      do Batumi. Wkrótce po odlocie samolotu (w chwili zamykania "Gazety" nie było
      jasne, jaki jest jego port docelowy) premier Zwanija obwieścił tłumom
      świętującym na ulicach Batumi: Abaszydze zrezygnował.

      Kilkanaście godzin wcześniej, pod rosnącym naciskiem prezydenta Gruzji oraz
      ulicznych protestów w adżarskiej stolicy Batumi Abaszydze kazał odbudować
      graniczne mosty z Gruzją i ogłosił, że gotów jest do rozmowy, ale nie do
      dymisji. Saakaszwili odparł, że rozmowiać może tylko o warunkach jego
      odejścia. "Abaszydze musi odejść. Może odejść jak Szewardnadze, po dobroci,
      albo tak jak Nicolae Ceausescu" - zapowiedzieli w środę ministrowie
      gruzińskiego rządu.

      Rewolucja róż, która jesienią zmiotła w Tbilisi prezydenta Eduarda Szewardnadze
      i wyniosła do władzy Micheila Saakaszwilego, dotarła do Batumi, stolicy
      zbuntowanej prowincji Adżaria. Tym razem na swoją ofiarę wybrała sobie
      miejscowego wielmożę Asłana Abaszydzego. Wojna między Abaszydzem, 65-letnim
      przewodniczącym adżarskiej rady najwyższej (sam panuje od 1991 r., ale jego
      rodzina włada tym krajem od niepamiętnych czasów), zaczęła się nazajutrz po
      przewrocie w Tbilisi. Postarzały postkomunista Szewardnadze ze zrozumieniem
      odnosił się do zalatującego feudalizmem sobiepaństwa władcy, który uczynił z
      Batumi udzielne księstwo zarabiające na turystyce i kontrabandzie z Turcji.
      Młody, bo zaledwie 36-letni, wolny od komunistycznych nawyków i wykształcony na
      Zachodzie Saakaszwili zapowiedział, że ukróci samowolę Abaszydzego, którego
      nazywał "komunistycznym wykopaliskiem".

      Abaszydze zasłaniał się autonomią Adżarii gwarantowaną paktem podpisanym
      jeszcze w 1921 r. przez Atatürka i Lenina, straszył znajomościami w Moskwie i
      dowództwie rosyjskiej bazy wojennej w Batumi.

      Długo się wzbraniał, zanim w styczniu zgodził się, by w Adżarii odbyły się
      gruzińskie wybory prezydenckie, w których Saakaszwili zdobył blisko 100 proc.
      głosów. Jeszcze bardziej sprzeciwiał się przeprowadzeniu w Adżarii w marcu
      wyborów do gruzińskiego parlamentu. Już wtedy omal nie doszło do wojny, gdy
      żołnierze z prywatnej armii Abaszydzego nie wpuścili do Adżarii Saakaszwilego,
      który zamierzał wystąpić na wiecu. W końcu Abaszydze przegrał głosowanie w
      wyborach do gruzińskiego parlamentu również w samej Adżarii. W Batumi zaczęła
      działać opozycyjna partia Nasza Adżaria.

      Po wyborach Saakaszwili zażądał, by Abaszydze rozbroił swoje milicje i
      podporządkował się Tbilisi. W odpowiedzi Abaszydze wprowadził stan wyjątkowy,
      twierdząc, że Gruzin szykuje zajazd na Batumi. Saakaszwili dał Abaszydze czas
      do 12 maja na podporządkowanie się i zagroził, że odmowę uzna za secesję.

      Ufając w swoją szczęśliwą gwiazdę i znajomości z Rosjanami, Abaszydze kazał
      wysadzić w powietrze mosty na granicy z Gruzją, a swojej milicji rozpędzać
      każdą opozycyjną demonstrację. I - podobnie jak jesienią Szewardnadze - się
      przeliczył.

      Po każdym rozpędzonym wiecu na następnym zbierało się coraz więcej ludzi. W
      środę było już kilkanaście tysięcy. Powiewając białymi chorągwiami z czerwonym
      krzyżem św. Jerzego, demonstranci żądali dymisji Abaszydzego. Od wtorku do
      demonstrantów zaczęli przyłączać się policjanci, a także dziennikarze z
      posłusznej dotąd telewizji. Kilku posłów do lokalnego parlamentu złożyło
      mandaty, do dymisji podali się szef policji i wiceminister dyplomacji. Inni
      urzędnicy zaczęli się wymykać za granicę.

      W obronie Abaszydzego - jak jesienią w przypadku Szewardnadzego - nie stanęli
      Rosjanie. Najwyraźniej bardziej odpowiada w Gruzji rząd życzliwy Moskwie i
      niechętny czeczeńskim partyzantom niż popieranie buntownika za cenę wrogości w
      Tbilisi. Dowództwo bazy wojennej w Batumi zachowała neutralność. Prezydent
      Putin konferował przez telefon z Saakaszwilim, a do Batumi i Tbilisi wysłał
      sekretarza Rady Bezpieczeństwa Igora Iwanowa.
Pełna wersja