Arytkuł Glucksmanna w dzisiejszej Rzeczposoplitej

12.05.04, 10:58
Terroryzmem nazywam świadomy atak na bezbronną ludność. W Czeczenii tego
rodzaju horror trwa za sprawą rosyjskiej armii i policji
Także oprawcy umierają

ANDRE GLUCKSMANN

Kto może więcej, może i mniej. 9 maja 2004, Dzień Zwycięstwa i Dzień Armii.
Gdy defilująca rosyjska kompania śpiewa o własnej chwale, wylatuje w
powietrze trybuna oficjalna, uważana za nietykalną. W tym miejscu, najlepiej
strzeżonym w całym Groznym, czeczeński ruch oporu wykonuje wyrok na - poza
innymi notablami - szefie prorosyjskiej administracji i głównodowodzącym sił
okupacyjnych. Obaj byli znani ze swego okrucieństwa. Czy Czeczenom nie byłoby
łatwiej dokonać aktu ślepego terroru, który nie wybiera ofiar? Prościej jest
przecież naprowadzać na przypadkowe cele samochody nafaszerowane materiałem
wybuchowym, jak w Bagdadzie. Albo - na wzór "ludzkich bomb" z Hamasu -
wysadzać razem z sobą kawiarnie i autobusy. Lub też "binladenizować"
sytuację, biorąc na cel pociągi i dworce pełne podróżnych, osiedla czy nawet
instalacje naftowe i centrale atomowe, znacznie gorzej zabezpieczone niż na
Zachodzie. Bojownicy czeczeńskiego ruchu oporu tego nie robią. I nikt się nie
zastanawia - dlaczego?


Nie brakuje im pomysłów. Wielu z nich ulega nieraz pokusom. Dowód: 700
zakładników w moskiewskim teatrze, operacja spektakularna, ale też nader
niejasna. Zdumiewająca wyprawa z Groznego do Moskwy zbrojnego konwoju,
którego obecności nikt nie zauważył przez tysiące kilometrów. W finale 131
zakładników i 41 napastników zabitych przez policję federalną. I - last but
not least - ani jednego terrorysty, który by przeżył i zeznał następnie, co
się właściwie stało.

Nie brakuje im śmiałości. 400 lat oporu wobec rosyjskiej okupacji wykuwa
ludzkie charaktery, a także ugruntowaną tradycję, która nie uszła uwadze
opiewających ją rosyjskich pisarzy - Puszkina, Lermontowa, Tołstoja!

Nie brakuje im poczucia beznadziei. Świat zapomniał o dziesięciu latach
ostatniej wojny, prowadzonej "przy drzwiach zamkniętych", wymazanej z sumień.
Zrównane z ziemią stolica, inne miasta oraz wsie; ponad jedna piąta
mieszkańców zabita. A ilu rannych, torturowanych, okaleczonych; ile wdów i
sierot - i ile ich jeszcze będzie? Ludzkie snopki [wiązanie kilku -
kilkunastu osób "w pęczki" - przyp. tłum.] likwidowane granatami. Sadyby
otoczone przez czołgi, łapanki, miejscowa ludność zamieniona w zbiorowego
zakładnika przez umundurowanych mężczyzn, handel zwłokami...


Nie brak im także wściekłości, do stracenia mają w końcu tylko swoje
łańcuchy. Anna Politkovskaja, dziennikarka z Moskwy, była w Groznym ponad 50
razy. Porównuje Czeczenię z ogromnym obozem koncentracyjnym albo z
warszawskim gettem. U zarania XXI wieku najgorsze okrucieństwo ogarnia tę
opustoszałą, zrozpaczoną część Kaukazu - na obrzeżach naszej Europy.

Mimo to ekscesy czeczeńskiego ruchu oporu pozostają wciąż czymś wyjątkowym.
Terroryzm godzący w ludność cywilną, także rosyjską, jest niezmiennie
potępiany przez władze niepodległościowe, na czele z prezydentem Maschadowem
(jedynym przedstawicielem swego narodu, wybranym pod kontrolą OBWE w 1997
r.). Czeczeńska "R?sistence", silna mocą swej wielowiekowej tradycji
nieustępliwej walki z imperium carskim, komunistycznym, a teraz jelcynowsko-
putinowskim - atakuje siły zbrojne okupanta. Jednocześnie potrafi zapanować
nad własnymi ekstremistami, których kusi perspektywa powszechnej jatki pod
sztandarem radykalnego islamizmu.

Terroryzmem nazywam świadomy atak na bezbronną ludność. W Czeczenii tego
rodzaju horror trwa za sprawą rosyjskiej armii i policji, wspieranych przez
lokalne milicje i kolaboracyjne mafie, które zyskały swoje pozycje dzięki
Moskwie. Antyterroryzmem nazywam zaś zbrojny ruch oporu, przeciwstawiający
się czynnie podobnym strukturom represyjnym, który - walcząc - nie zapomina o
oszczędzaniu ludności cywilnej. Zamach z 9 maja 2004 jest par excellence
aktem antyterrorystycznego ruchu oporu. Bierze się na cel i likwiduje oprawcę
wraz z jego poplecznikami.

Zamiast fetować reelekcję Putina, zamiast dawać mu po raz kolejny zielone
światło, potępiając ów akt wojenny, którego cel został ściśle wyznaczony -
demokratyczne rządy (przy obojętności opinii publicznej w swych krajach)
powinny chwycić tego strażaka-piromana za rękaw. Jego rasistowska krucjata
grozi bowiem unicestwieniem całego narodu. Owszem, niezbyt licznego, za to
nadzwyczajnie odważnego. Który nie poddał się nigdy ani carom, ani Gułagowi,
dokąd Stalin wysłał go prawie w całości. W chwili, gdy słusznie rośnie
oburzenie wobec haniebnych zachowań Amerykanów w irackich więzieniach,
całkowite opuszczenie nieszczęsnych Czeczenów, wydanych na łaskę
niekierującej się żadnymi wskazaniami prawa czy uczuć soldateski, źle wróży
przyszłości świata.


Czego pragnie Zachód? Chce zagrać kartą tego, co najgorsze? Powtórzyć
scenariusz z Afganistanu? By fizyczne, społeczne i moralne spustoszenia,
jakich dokonał tam sztab generalny Armii Czerwonej, oczyściły pole dla
gangsterów i fanatyków? Żeby znowu przeżyć piekielną sekwencję talibów, Al-
Kaidy, Manhattanu? Nie wolno odwracać oczu. Nadzwyczaj pilnie należy teraz
wywrzeć dyplomatyczne, finansowe i moralne naciski, które nakłoniłyby Putina
do zachowania ostrożności, czyli do wydania rozkazu przerwania ognia w
Czeczenii. Jeśli wszelkie odwołania do zasad człowieczeństwa są mu obce,
przypomnijmy mu o interesach jego świeckiego i bezpiecznego
państwa. "Represje", jakie ogłosił, nie będą miały żadnego wpływu na postawę
tych, którzy i tak są już męczennikami. 9 maja 2004 dowiódł, że Putin nad
niczym nie panuje. Musi negocjować z czeczeńskim ruchem oporu.

Tłum. Grzegorz Dobiecki

Autor jest filozofem, publicystą francuskim, stałym
komentatorem "Rzeczpospolitej"



www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040512/publicystyka/publicystyka_a
_6.html
    • 3axap Re: Arytkuł Glucksmanna w dzisiejszej Rzeczposopl 12.05.04, 15:32
      abes.siec2000.pl/motylek.swf
      • boniedydy Motylek 12.05.04, 15:46
        O, dziękuję :) Właśnie nie mogłam znaleźć linka do motylka.
        • 3axap Re: Motylek 12.05.04, 15:51
          proszę bardzo :)
Pełna wersja