kontrkultura
05.06.04, 19:28
Po morderstwie znienawidzonego przez demokratow rzysmkich Juliusza Cezara,
nastepca zostaje Oktawian. Poczatkowo rozlicza sie on z zabojcami swego
poprzednika, a pozniej glowi sie nad tym jak zrobic, zeby miec wladze, ale
nie miec wynikajacych z tego powodu problemow.
Oktawian byl bardzo znany i lubiany przez rzymian, mial slawna przyszlosc,
uczestniczyl w wielkich podbojach, ale mimo wszystko nic nie zapowiadalo, ze
gdy ten oglosil sie dyktatorem, rzymianie nie znienawidziliby go takze jak
rowniez kiedys lubianego Juliusza.
I postanowil ladnie zagrac na szlachetnosci. Rzymianom oddal to co pragneli
tak plamiennie, jak plamienne byly przemowienia Cycerona, demokracje, ale
rowno tyle ile bylo mozna dac. Czyli senat, wybory i inne liczne symboly, a
szanowny i wciaz kochany Oktawian pod oplaski poeci, senatorow i wszystkich
innych 'pilnowal' tego wielkodusznego procesu "odtwarzania demokracji" przez
cale zycie. Kim byl? Nie Konsul, nie Tyran, ale Agust, taki zagadkowy i
szlachetny tytul sobie przyjal.