Putin: uratowanie zakładników głównym zadaniem wła

02.09.04, 12:33
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2261687.html
Marcin Wojciechowski, Moskwa, IAR, PAP, pi 01-09-2004, ostatnia aktualizacja
02-09-2004 12:24

Głównym zadaniem rosyjskich władz wobec kryzysu w Osetii Północnej jest
uratowanie życia kilkuset zakładników - powiedział w czwartek prezydent Rosji
Władimir Putin Tymczasem setki żołnierzy otaczają szkołę w Biesłanie, gdzie
grupa terrorystów od środy przetrzymuje ponad 350 osób, w większości dzieci.
Za kordonem bezpieczeństwa stoi tłum rodzin uwięzionych zakładników,
bezskutecznie czekając na wieści o swoich bliskich.

AP podaje, że ze szkoły dochodzą sporadyczne odgłosy strzałów, akcja
terrorystów przyniosła 16 zabitych. 12 osób miało zginąć w szkole, dwie osoby
zmarły w szpitalu, a dwa ciała wciąż leżą przed szkołą.Inne źródła mówią o
mniejszej liczbie zabitych. Pojawiła się także niepotwierdzona informacja, że
pięćdziesięciorgu dzieciom udało się uciec z zaatakowanej szkoły. Nie
wiadomo, jaka jest sytuacja zakładników; terroryści, wśród których są
kobiety, według niektórych doniesień opasane ładunkami wybuchowymi, odrzucili
propozycję dostarczenia wody i żywności. Przez przekazany im telefon
komórkowy powiedzieli, że dzieciom nie dzieje się krzywda.

Agencja Interfax podała, że w nocy przerwano negocjacje z porywaczami. W
czwartek rano władze poinformowały, że kontakt został ponownie nawiązany. Na
razie nie widać rezultatów rozmów, prowadzonych m.in. z udziałem znanego
rosyjskiego lekarza Leonida Roszala. Terroryści sami chcieli, by to on z nimi
negocjował.

Nie jest jasne, jakie są konkretnie żądania terrorystów. BBC podaje, że
domagają się oni zwolnienia bojowników z więzień w Inguszetii, wycofania
rosyjskich wojsk z sąsiedniej Czeczenii i wszczęcia przez Moskwę rozmów z
miejscowymi przywódcami.

Nie jest także jasne, kim są są napastnicy. Obecni na miejscu korespondenci
mówią, że z wyglądu przypominają brodatych czeczeńskich bojowników. Inne
źródła mówią o bojownikach z Inguszetii. Jednak klany czeczeńskie i inguskie
potępiły akcję i zadeklarowały, że mogą pośredniczyć w rokowaniach w sprawie
rozwiązania kryzysu. Podobne głosy nadeszły także z innych stron świata
muzułmańskiego.

Na wniosek Rosji w Nowym Jorku zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ, która
także w ostrych słowach potępiła atak i zażądała natychmiastowego uwolnienia
zakładników.

Prezydent USA George W. Bush zatelefonował już w środę do Władimira Putina
oferując wszelką pomoc, jakiej Rosja będzie ona potrzebować. Na razie nie
wiadomo, czy oferta została przyjęta.

Nocne negocjacje

Całą noc trwały negocjacje z terrorystami w Biesłanie. Terroryści zgodzili
się rozmawiać z prezydentem Północnej Osetii, przywódcą sąsiedniej
Inguszetii, a także doktorem Leonidem Roszalem, który negocjował z
napastnikami podczas ataku na moskiewski teatr na Dubrowce dwa lata temu.
Roszal rozmawiał z terrostystami do rana - poinformował w czwartek minister
spraw wewnętrznych Północnej Osetii, Kazbek Dzantijew. Później terroryści
wyłączyli telefon komórkowy przez który rozmawiali z doktorem Roszalem. "Nie
zgodzili się na skorzystanie z korytarza ewakuacyjnego, który im
zaproponowaliśmy" - powiedział Dzantijew. Terroryści, uzbrojeni w karabiny, z
pasami z materiałami wybuchowymi, zagrozili, że za każdego zabitego człowieka
ze swego grona zgładzą 50 dzieci - za rannego - 20 dzieci. Terrorystów ma być
od 15 do 25.

Oferty pośredniczenia w rozmowach

Przedstawiciele starszyzny klanowej w Czeczenii i Inguszetii a także dwa
telewizyjne kanały arabskie wystąpiły w nocy z środy na czwartek z
propozycjami pośredniczenia w rozmowach władz rosyjskich z terrorystami. Jak
podaje rosyjska agencja ITAR-TASS, przedstawiciele klanów czeczeńskich i
inguskich potępili akcję terrorystów, której podmiotem stały się dzieci -
zadeklarowali, iż mogą pośredniczyć w rokowaniach w sprawie rozwiązania
kryzysu. O stanowisku starszyzny poinformował w czwartek szef Federalnej
Służby Bezpieczeństwa (FSB) w Północnej Osetii, Walerij Andriejew.Andriejew
powiedział też, że z podobną ofertą wystąpiły arabskie stacje telewizyjne -
Al-Dżazira i Al-Alam.

Przypomnijmy wczorajsze wydarzenia

Uzbrojone komando Czeczenów zaatakowało szkołę na Północnym Kaukazie. Trzyma
kilkuset zakładników, w większości dzieci. To czwarty akt terroru w ciągu
ośmiu dni. Eksperci ostrzegają, że nie ostatni. Czeczeńscy rebelianci
oficjalnie potępili akcję terrorystów. Ich strona internetowa nazywa tę
akcję "nieludzką".

Rada Bezpieczeństwa ONZ na nadzwyczajnym spotkaniu omówi dziś kwestię
ostatnich zamachów w Rosji. O pilne zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa
Organizacji Narodów Zjednoczonych zwróciły się władze Rosji.

Stany Zjednoczone są gotowe udzielić Rosji wszelkiej pomocy przy
rozwiązywaniu kryzysu z zakładnikami w Północnej Osetii - zapowiedział
prezydent USA George W. Bush w rozmowie z rosyjskim przywódcą Władimirem
Putinem

Pierwsze rozmowy z terrorystami którzy zajęli szkołę w mieście Biesłan w
Północnej Osetii nie przyniosły żadnych rezultatów. Poinformował o tym
minister spraw wewnętrznych Północnej Osetii Kazbek Dzantijew. Grupa
kilkunastu terrorystów przetrzymuje - według ostatnich doniesień Federalnej
Służby Bezpieczeństwa - około 300 zakładników.

Jak powiedział minister Dzantijew, terroryści nie wyrazili zgody na
dostarczenie zakładnikom ani jedzenia ani wody, jednak - jego zdaniem - z
rozmów z terrorystami wynika, iż stan zdrowia dzieci jest zadawalający.

Terroryści zagrozili wysadzeniem szkoły w powietrze, jeśli siły
bezpieczeństwa przypuszcza szturm na szkołę wysadzą. Na razie nie wysunęli
oni żadnych żądań politycznych. Wszyscy są jednak przekonani, że terroryści
zażądają opuszczenia Czeczenii przez wojska rosyjskie i uwolnienia
czeczeńskich bojowników zatrzymanych podczas ataku na Inguszetię.

W Rosji obowiązują nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Nad bezpieczeństwem w
moskiewskich szkołach będą czuwać dodatkowe patrole milicji.

W szkole nr 1 w Biesłanie w rosyjskiej Północnej Osetii właśnie rozpoczynał
się nowy rok. Setki odświętnie ubranych dzieci, nauczyciele i rodzice zabrali
się na uroczystym apelu na boisku. Nagle rozległy się strzały. - Grała
muzyka. Było wesoło. Nagle zobaczyłem trzech ludzi w czarnych maskach.
Myślałem, że to dowcip, ale oni zaczęli strzelać w powietrze - mówi Zarubek
Cumarow, któremu udało się uciec. Od ran odniesionych w strzelaninie zginęło
dziesięć osób, w tym jeden terrorysta.
    • kontrkultura część 2 02.09.04, 12:37
      W wojskowej ciężarówce

      Oddział ok. 20 napastników zagonił uczniów do szkoły i zaminował ją. Zagroził,
      że w przypadku szturmu wysadzi ją w powietrze. Ok. 50 ludziom udało się uciec
      przez kotłownię. Świadkowie twierdzą, że napastnicy rozmawiali ze sobą po
      czeczeńsku i były wśród nich kobiety opasane ładunkami wybuchowymi, jak dwa
      lata temu podczas ataku na moskiewski teatr na Dubrowce, do którego przyznał
      się słynny komendant polowy Szamil Basajew. Nie potwierdziły się informacje, że
      w geście dobrej woli terroryści wypuścili 15 zakładników.

      Biesłan jest przedmieściem Władykaukazu, stolicy Północnej Osetii. Z Groznego
      jedzie się tu samochodem godzinę, a z sąsiedniej Inguszetii zaledwie 15 minut.
      W Biesłanie jest lotnisko, z którego bardzo często korzystają ludzie zdążający
      do Czeczenii. Przejeżdżałem przez miasto w zeszły piątek, ale nie było w nim
      widać szczególnych środków bezpieczeństwa.

      Przed szturmem na szkołę terroryści porwali milicyjny samochód i ciężarówkę,
      prawdopodobnie na numerach wojskowych. Dzięki temu nie zwrócili na siebie
      uwagi. Do Osetii mogli się dostać z Inguszetii lub Czeczenii lasami, bo granica
      między republikami istnieje wyłącznie na mapie i partyzanci nie raz
      udowadniali, że mogą ją przekraczać, jak chcą, grając na nosie wojsku i milicji.

      Terroryści negocjują, Putin się naradza

      Według niektórych źródeł terroryści przekazali kartkę z napisem "Czekajcie!" i
      numer telefonu komórkowego. Po południu ujawniono, że służby specjalne
      nawiązały z nimi kontakt. Gdy stojący przed szkołą żołnierze próbowali się
      przegrupowywać, natychmiast rozlegały się starzały. W pewnym momencie w oknach
      szkoły pojawili się uczniowie jako żywe tarcze na wypadek szturmu.

      Terroryści zgodzili się rozmawiać z prezydentem Północnej Osetii, przywódcą
      sąsiedniej Inguszetii, a także doktorem Leonidem Roszalem, który negocjował z
      napastnikami podczas ataku na moskiewski teatr na Dubrowce dwa lata temu.
      Odmówili jednak przyjęcia wody i jedzenia. - Żądają wycofania wojsk z
      Czeczenii, przerwania wojny i uwolnienia ludzi aresztowanych po czerwcowym
      zajeździe partyzantów na Inguszetię - ujawnił Asłambek Asłachanow, pochodzący z
      Czeczenii doradca Kremla ds. Kaukazu. Według niektórych informacji rodzice
      porwanych uczniów nagrali na wideo apel do prezydenta Władimira Putina, by nie
      dopuścił do szturmu. Treści kasety nie ujawniono. Nie wiadomo, czy nagrano ją
      na żądanie terrorystów, czy była to spontaniczna akcja rodziców.

      W Moskwie nikt nie ma wątpliwości, że to kolejny zamach zorganizowany przez
      Czeczenów w związku z niedzielnymi wyborami prorosyjskiego prezydenta
      republiki. - Terroryści chcą pokazać, że po wyborach sytuacja w Czeczenii tylko
      się pogarsza - mówi Wiktor Ozierow, szef komisji obrony i bezpieczeństwa w
      rosyjskim senacie. To już czwarty akt terroru w Rosji w ciągu ostatnich ośmiu
      dni. W sumie zginęło w nich dotąd ponad sto osób. - Wypowiedziano nam wojnę, w
      której wróg jest niewidoczny i nie ma na niej frontu - ogłosił minister obrony
      Siergiej Iwanow. Prezydent Władimir Putin przerwał urlop w Soczi i natychmiast
      przyleciał do Moskwy, gdzie jeszcze na lotnisku zwołał naradę z szefami
      resortów siłowych. Rosja wezwała także, by w trybie pilnym zebrała się Rada
      Bezpieczeństwa ONZ.

      Rosja w szoku

      Cała Rosja zamarła w oczekiwaniu. Władze najwyraźniej nie wiedzą, co robić, i
      postanowiły grać na czas. Do Biesłanu są przegrupowywane elitarne jednostki
      specjalne, ekipy medyczne i ratownicy ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych.
      O wypuszczenie zakładników zaapelowała do terrorystów Ludmiła Aleksiejewa,
      szefowa Moskiewskiej Grupy Helsińskiej, która od lat walczy o prawa Czeczenów. -
      Żaden cel nie jest wart tego, by poświęcać życie dzieci - mówi Aleksiejewa,
      ale terroryści jej nie posłuchali. Z kolei o niedopuszczenie do szturmu apelują
      do Kremla krewni ofiar Dubrowki, gdzie podczas ataku sił specjalnych zginęło
      130 zakładników. O dziwo do apelu przyłączyli się także weterani oddziału
      specjalnego Alfa specjalizującego się w odbijaniu zakładników. - Nie należy
      organizować pospiesznie szturmu, bo skończy się krwawą jatką. Tę sprawę można
      rozwiązać tylko rozmowami - mówi Siergiej Gonczarow, szef stowarzyszenia b.
      żołnierzy Alfy.

      Rosja jest w tak wielkim szoku, że nikt nie zdążył sobie jeszcze postawić
      pytania, czy ostatnia seria zamachów to rosyjski 11 września. Władze
      ograniczają zresztą informacje płynące z Biesłanu, mówiąc, że terroryści mogą
      słuchać wszystkiego, co trafia do mediów. - Obawiam się, niestety, że to
      dopiero początek. Nasze władze nie są skłonne do ustępstw i przyznania się do
      pomyłki. Od Dubrowki Kreml miał dwa lata na zmianę polityki wobec Czeczenii,
      ale nic się nie zmieniło. Dlaczego przełom nastąpić ma teraz? - mówi nam Wadim
      Dubnow, wiceszef tygodnika "Nowoje Wriemia", znawca Kaukazu.
Pełna wersja