kontrkultura
07.09.04, 19:56
tygodnikforum.onet.pl/1183184,3,0,1605,artykul.html
Odporni na cięcia
Prezydent Putin postanowił rozprawić się z jednym z największych reliktów
komunizmu – gigantycznym systemem świadczeń socjalnych. To ryzykowna
operacja, która może zakończyć się społeczną rewoltą i destabilizacją państwa.
UWE KLUBMANN, CHRISTIAN NEEF
9.08.2004
Tego Władimir Żyrinowski się nie spodziewał. Ten rosyjski błyskotliwy
prawicowy populista i cichy poplecznik Kremla na ogół świetnie radził sobie z
tłumem. Tak też miało być pewnego dusznego sierpniowego dnia. Żyrinowski
wybiegł wtedy z Dumy – izby niższej rosyjskiego parlamentu – w białym
kaszkiecie i koszuli z podwiniętymi rękawami na moskiewski plac Rewolucji.
Zebrał się tam tłum demonstrantów, gdyż parlamentarni koledzy Żyrinowskiego
właśnie debatowali, jak pozbawić Rosjan rozbudowanego systemu przywilejów
socjalnych. Duma postanowiła bowiem zlikwidować pakiet darmowej pomocy i
ułatwień, które zapewniały dotychczas przeżycie milionom Rosjan. Dlatego
obywatele coraz częściej mówią o zdradzie, o „najgorszym oszustwie” i
ludobójstwie.
Żyrinowskiego przywitały na placu Rewolucji okrzyki, takie jak: Hitler
zrabował nam naszą młodość, a Putin starość, wznoszone przez tłum starszych
ludzi zebranych pod czerwonymi sztandarami. Żyrinowski zrobił to, co przy
takich okazjach zwykł czynić, aby stępić ostrze protestu. Tym razem bez
spodziewanego efektu – na polityka poleciały grudy ziemi i puste butelki.
Ochroniarze Żyrinowskiego rozpięli parasole i wciągnęli swojego szefa do
samochodu. Czy wracają czasy, kiedy to komuniści i demokraci walczyli o
władzę w postkomunistycznym państwie rosyjskim? Teraz linia frontu przebiega
inaczej: weterani komunistyczni stoją ramię w ramię z liberałami,
antykomunistyczni bojownicy o prawa człowieka obok lewicowych radykałów,
przybysze z dalekiej Syberii obok deputowanych z Sankt Petersburga. W trakcie
sierpniowej demonstracji na placu Rewolucji grupa narodowych bolszewików na
pewien czas opanowała pobliski budynek ministerstwa zdrowia. Protestujący
zaczęli wyrzucać na ulicę zerwane ze ścian portrety władcy Kremla – Putina.
Pierwszy raz zdarzyło się, aby wizerunek prezydenta doznał tak wyraźnego
uszczerbku. Jeszcze w maju większość obywateli wyrażała dla niego aprobatę.
Obecnie popularność Putina, którego socjolog Jurij Lewada nazwał
niedawno „prezydentem nadziei”, spadła poniżej granicy 50 proc. Wiaczesław
Nikonow, nieoficjalny doradca Kremla, jest przekonany, że prezydentowi
grożą „poważne trudności”, gdyby nastroje niezadowolenia się nasiliły.
Oficjalnie reforma świadczeń społecznych dotknie 32 mln ludzi, mniej więcej
co czwartego obywatela Rosji. Jednak nieoficjalnie wiadomo, że z darmowych
przywilejów korzystają nawet 103 miliony osób. Są to m.in. emeryci, weterani
wojenni, oficerowie i lekarze zarażeni wirusem HIV. Państwo zapewnia im
bezpłatny przejazd środkami komunikacji, darmowe rozmowy telefoniczne,
lekarstwa i skierowania do sanatoriów.
To jest ogromny pakiet ulg, pozwalający na beztroskie sięganie do kasy
państwa: wiejscy nauczyciele mają prawo do bezpłatnych mieszkań, łącznie z
oświetleniem i ogrzewaniem, emeryci mogą od czasu do czasu rąbać drewno w
lesie na budowę i na opał, a weterani wsiadać beztrosko bez biletu do
autobusu jadącego do najbliższego miasta. Już Stalin wprowadził ekwiwalent w
naturze za niewypłacone pensje. Im bardziej zgniły był system radziecki, tym
bardziej rosły świadczenia zastępcze: premie dla inwalidów wojny w
Afganistanie lub dla ofiar Czarnobyla. Ale kontrola nad bezpłatną pomocą
społeczną, zapisaną w 196 ustawach, wymknęła się z rąk: podobno kosztuje ona
180 mld euro, ale nawet Kreml stracił rozeznanie, ile pieniędzy tak naprawdę
jest wydawane na ten cel z państwowej kasy.