GW // Ameryka za Putinem - administracja ... Busha

08.09.04, 18:57
Wczoraj transmitowano też przemówienie Blaira, podobnego charateru, ja i
Busha.

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2274836.html
Ameryka za Putinem - administracja prezydenta Busha popiera rosyjską wojnę z
terroryzmem

Marcin Gadziński, Waszyngton 08-09-2004, ostatnia aktualizacja 08-09-2004
17:59

Ameryka spiera się o Putina i Czeczenię. A dokładniej - spierają się
publicyści, bo Biały Dom popiera Putina z całych sił. - Rosja toczy tę samą
wojnę z terroryzmem co my - mówią doradcy prezydenta

W kilka godzin po gniewnych wypowiedziach Władimira Putina pod adresem
zachodnich krytyków, najbliżsi współpracownicy George'a W. Busha
odpowiedzieli na apel Kremla. Sekretarz stanu USA Colin Powell stwierdził, że
Ameryka wyraża "absolutną solidarność" z Rosją, "która toczy wojnę z
terroryzmem".

Chwilę potem sekretarz obrony Donald Rumsfeld na specjalnej konferencji
prasowej stwierdził, że tragedia w Biesłanie to "kolejny etap w globalnej
wojnie z terroryzmem". - Tej wojny nie da się przeczekać - powiedział
Rumsfeld w dniu, w którym liczba amerykańskich żołnierzy zabitych w Iraku
przekroczyła psychologiczną barierę 1 tys. zabitych.

W niemal tym samym zdaniu sekretarz obrony połączył zamachy terrorystyczne na
całym świecie, zbliżającą się trzecią rocznicę 11 września, wojnę w
Afganistanie, wojnę w Iraku i masakrę w Biesłanie. - Wszyscy pamiętamy, jak
poplecznicy Saddama Husajna odcinali ludziom ręce i głowy, wyrzucali ich
przez okna budynków. Ostatnio znów widzieliśmy kasety z odcinaniem głów w
Iraku. Wiemy, co się działo w Afganistanie rządzonym przez talibów.
Widzieliśmy ataki w Turcji, Tunezji, Hiszpanii i Indonezji. To, co
zobaczyliśmy teraz w Rosji, to kolejny przypadek z długiej listy - powiedział
Rumsfeld.

Tezę, że Biesłan to kolejny etap w wojnie z terroryzmem, tej samej, którą
toczy Ameryka z al Kaidą, powtarza bez przerwy prawicowa telewizja
informacyjna Fox News.

Rosyjskiemu prezydentowi najwyraźniej jednak w postawie Amerykanów nie
wszystko się podoba. Nie odpowiada mu, że Waszyngton oficjalnie, choć coraz
ciszej, popiera polityczne rozwiązanie konfliktu w Czeczenii. Powell mówił o
tym we wtorek w tonie niemal przepraszającym. Rzecznik Departamentu Stanu wił
się jak piskorz, gdy mówił o rozmowach z przedstawicielami bojowników: -
Czeczeni byli u nas, ale dawno, w 2002 r., i spotkali się tylko z niskimi
rangą urzędnikami.

Administracja Busha jest dziś zdominowana przez polityków, których w czasach
zimnej wojny nazywano jastrzębiami. Dziś jednak Rosja z braku innych chętnych
staje się najbliższym sojusznikiem Białego Domu. W momencie, gdy prezydent
uczynił z wojny z terroryzmem główny motyw swojej kampanii wyborczej, zamachy
w Rosji stały się okazją do wzmocnienia tego motywu. Sprzyjają temu
zapewnienia Rosjan, że w Biesłanie było kilku Arabów. Stąd już tylko krok do
al Kaidy, ben Ladena, 11 września

Ten antyterrorystyczny sojusz Busha i Putina nie zaczął się teraz. Tuż przed
ogłoszeniem w czerwcu raportów Kongresu USA, że al Kaida nie miała związków z
Saddamem Husajnem, Putin niespodziewanie ujawnił, iż jego tajne służby miały
informacje o takich związkach. I podobno przed wybuchem wojny przekazały je
Białemu Domowi.

Nie obaliło to głównych tez raportów z kongresowych dochodzeń, ale stronnikom
Busha dało kolejny argument w debatach, czy Irak jest kolejnym etapem wojny z
terroryzmem. Jeśli Rosjanie poparli tezę, że w Iraku toczy się walka z
terroryzmem, dlaczego Bush miałby nie poprzeć teraz tezy, że z terroryzmem
walczy się też w Czeczenii?

- Mohamed Atta, przywódca spiskowców z 11 września, na pierwsze szkolenie
miał jechać do Czeczenii, dopiero potem zdecydowano, że pojedzie do
Afganistanu - przypomina Fred Barnes z bliskiego administracji Busha
konserwatywnego magazynu "Weekly Standard". A Charles Krauthammer
z "Washington Post", jeden z najważniejszych konserwatywnych komentatorów w
USA, dodaje: - To szansa na zacieśnienie sojuszu z Rosją. Na Niemców i
Francuzów nie ma co liczyć. Oni nie zrozumieją tej wojny. Rosja i Ameryka
mają dziś wspólne cele.

Rosjanom najwyraźniej nie podoba się jednak każdy głos płynący z Waszyngtonu.
Kreml jest wściekły na wypowiedź rzecznika departamentu stanu USA Richarda
Bouchera, który stwierdził, że Moskwa powinna szukać porozumienia z
umiarkowanymi separatystami czeczeńskimi. MSZ w Moskwie uznał jego
oświadczenie za niestosowne.
Pełna wersja