kontrkultura
10.09.04, 11:22
Podobnie oświadczenia składały USA po 9/11 i mieliśmy Afganistan, Irak. Czy
to przemówienie jest zapowiedzią nacisku, a może nawet zbrojnej interwencji
na Gruzję?
--------
Rosja uderzy prewencyjnie w terrorystów?
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2275296.html
Marcin Wojciechowski, Moskwa 08-09-2004, ostatnia aktualizacja 08-09-2004
21:04
Uderzenia prewencyjne w bazy terrorystów na całym świecie zapowieda rosyjski
szef sztabu generalnego gen. Jurij Bałujewski. Moskwa wyznaczyła też po 5 mln
dol. nagrody za głowy nieuznawanego przez siebie prezydenta Czeczenii Asłana
Maschadowa i najsłynniejszego komendanta Szamila Basajewa
Gen. Jurij Bałujewski, który jest najwyższym rangą oficerem w Rosji,
oświadczył wczoraj, że "Moskwa zastrzega sobie prawo do uderzenia w bazy
terrorystów w każdym zakątku świata". Generał dodał, że "nie zamierza użyć do
tego broni nuklearnej".
- Bałujewski wyszedł przed szereg. Odkąd został w lipcu szefem sztabu
generalnego, nie wydał żadnego poważnego oświadczenia. Chciał pokazać
aktywność, ale jego słów nie należy brać do końca poważnie - mówi Rusłan
Puchow, szef moskiewskiego Centrum Analiz Strategii i Technologii zajmującego
się obronnością.
Pusty blef
Rosjanie wydawali już podobne deklaracje, gdy w 2001 r. Amerykanie najechali
Afganistan. Wtedy też Moskwa rezerwowała sobie prawo do uderzeń w terrorystów
na całym świecie tak samo, jak Amerykanie.
Prawo ataku prewencyjnego jest zapisane także w dokumencie znanym jako
doktryna Iwanowa, w której szef rosyjskiego MON-u kreśli perspektywy rozwoju
sił zbrojnych na najbliższe lata. Jednak na razie brzmiąca groźnie formuła
widnieje tylko na papierze i pewnie tak będzie nadal. Rosyjska armia nie ma
bowiem ani możliwości, ani planów, ani dość informacji, by takie ataki
przeprowadzać.
Wczoraj na Bałujewskiego posypał się grad krytyki nawet ze strony polityków
bliskich Kremlowi. - Przed atakiem na Biesłan nikt nie przeszkadzał armii
atakować kryjówek terrorystów - mówi Dmitrij Rogozin, szef prokremlowskiej
partii Rodina. - Zamiast wydawać takie oświadczenia, trzeba opracować
skuteczną politykę wobec Kaukazu i innych regionów.
Nawet gen. Leonid Iwaszow, były przedstawiciel Rosji przy NATO, przyznał w
Radiu Echo Moskwy, że oświadczenie Bałujewskiego jest pustym blefem, a "przed
powiedzeniem czegoś takiego trzeba najpierw pomyśleć o konsekwencjach
międzynarodowych".
Wersja oficjalna
Żeby ukrócić pogłoski i coraz to nowe wersje o przebiegu ataku na Biesłan,
prokurator generalny Rosji Władimir Ustinow ogłosił wczoraj oficjalną wersję
wydarzeń. Zrobił to na Kremlu, w gabinecie prezydenta Władimira Putina, przed
kamerami państwowej TV, która transmitowała spotkanie.
Jednak wersja Ustinowa w kilku miejscach różni się od tego, co opowiadają
świadkowie. Ustinow twierdzi, że banda złożona z ok. 30 osób, w tym dwóch
kobiet, zebrała się w lesie pod Biesłanem i stamtąd trzema samochodami
wjechała do miasta. Nie wyjaśnia jednak, skąd terroryści wzięli samochody i
jak przejechali posterunki na rogatkach miasta. Terroryści tymczasem chwalili
się zakładnikom, że dali milicji 20 tys. dol. łapówki.
Ustinow zaprzecza, jakoby terroryści ukryli zapasy w szkole podczas letniego
remontu. Jednak ocalali zakładnicy widzieli, jak napastnicy zrywają podłogę w
sali gimnastycznej i wyciągają spod niej skrzynki z amunicją.
W wersji Ustinowa pojawia się też wątek, którego nie potwierdzają zakładnicy,
że wśród terrorystów doszło do buntu. Część z nich podobno nie chciała brać
za zakładników dzieci. Dowodzący akcją "Pułkownik" miał nawet zabić
pierwszego dnia jednego ze swych ludzi i wysadzić w powietrze dwie kobiety-
szahidki, by zmusić do posłuszeństwa resztę bandy.
Zakładnicy, z którymi rozmawiałem, twierdzili jednak, że kobiety wysadziły
się same w ostatniej fazie szturmu.
Ustinow stwierdził także, że szturm rozpoczął się od przypadkowego wybuchu,
gdy terroryści próbowali przebudować system bomb ustawionych w szkole. Jednak
świadkowie mówią, że przyczyną była chaotyczna strzelanina, po której
terroryści zagrozili, że wysadzą cały budynek. Nadal nie wiadomo, kto ją
sprowokował.
10 mln za głowy
Gdy szef sztabu generalnego groził uderzeniami prewencyjnymi, służby
specjalne obiecały 10 mln dol. za pomoc w schwytaniu czeczeńskiego komendanta
Szamila Basajewa i nieuznawanego przez Moskwę prezydenta Czeczenii Asłana
Maschadowa; to właśnie ich oskarża się o wydanie rozkazu do ataku na Biesłan.
Obaj ukrywają się gdzieś w Czeczenii.
Rosja domaga się także wydania dwóch emisariuszy Maschadowa, którzy w USA i
Wielkiej Brytanii dostali azyl polityczny. - Powtarzam, że Maschadow nie ma
nic wspólnego z atakiem. Potępiamy zabijanie cywilów, zwłaszcza dzieci.
Jesteśmy gotowi wziąć udział w każdej inicjatywie, która zakończy wojnę -
powtórzył wczoraj Ahmed Zakajew, przedstawiciel Maschadowa w Londynie.