Coraz większa centralizacja władzy w Rosji

14.09.04, 11:56
Rozmawiając z Rosjanami ze wschodniej części państwa najczęściej słyszałem
opinie, że tam rządzi mafia, nie państwo. Zreztą anarchia czasami bywa tak
duża, że niektóre z okręgów są bankrutami, mimo posiadania ogromnych obrotów
handlowych, sprawnego i konkurencyjnego przemysłu. Te reformy to prawie
jedyna możliwość przywrócenia porządku w tych regionach.

=====================
Rzeczpospolita:

Rewolucja Putina
Zniesienie jednomandatowych okręgów wyborczych i wyznaczanie regionalnych
gubernatorów przez prezydenta - taka ma być recepta na skuteczną walkę z
terroryzmem. W istocie chodzi o dalszą centralizację władzy. Część
komentatorów rosyjskich nazywa ją wprost: dyktaturą.

=======================
Gazeta Wyborcza:

Marcin Wojciechowski, Moskwa 13-09-2004, ostatnia aktualizacja 13-09-2004
18:36

Pod przykrywką walki z terroryzmem Władimir Putin przebudowuje ustrój. Będzie
mianować gubernatorów, zmieni się ordynacja wyborcza, by do Dumy już nigdy
nie weszły partie wrogie Kremlowi. Opozycja alarmuje, że to zamach stanu i
kpina z konstytucji

Przez pierwszych pięć lat swoich rządów Putin nieustannie wzmacniał w
Rosji "pion władzy". Podporządkowywał sobie niezależne media, osłabiał
opozycję, tak że po ostatnich wyborach prawie jej nie ma Dumie, zmusił do
posłuszeństwa biznes. A wczoraj powiedział głośno, że trzeba jeszcze bardziej
przykręcić śrubę, bo "naród musi zjednoczyć się, by wygrać z terrorem".

- Nie da się mówić bez łez o tym, co się zdarzyło w Biesłanie. Nie da się
nawet o tym myśleć bez łez - tak Putin zaczął swoje wystąpienie do zebranych
w Moskwie członków Rady Państwa, czyli ministrów rządu, szefów wszystkich
struktur bezpieczeństwa i przywódców 89 regionów tworzących Federację
Rosyjską. Posiedzenia Rady Państwa zdarzają się niezwykle rzadko, gdy w kraju
dzieje się coś naprawdę wyjątkowego. Po ataku na szkołę w Biesłanie, w którym
tylko według oficjalnych danych zginęło prawie 400 osób, głównie dzieci,
Putin miał ogłosić strategię, jak stawić czoło terroryzmowi i go zwyciężyć.

Więcej władzy na Kremlu

Tymczasem zmiany, które zaproponował wczoraj, sprowadzają się do tego, by
przyznać sobie jeszcze więcej władzy.

Putin chce zrezygnować z wyborów 89 gubernatorów i szefów republik. Teraz ma
ich wyznaczać Kreml, a parlamenty lokalne będą ich tylko zatwierdzać. - Cały
system władzy wykonawczej powinien być nie tylko dostosowany do pracy w
sytuacjach kryzysowych, ale całkowicie przebudowany - oświadczył. - Musimy
pamiętać, że inspiratorzy, organizatorzy i wykonawcy zamachów chcą przede
wszystkim rozpadu Rosji.

- Rosja de facto przestaje być federacją. Władza oddala się od społeczeństwa -
komentuje znany politolog Andriej Piontkowski.

Wybory gubernatorów czy merów miast już dawno przestały być całkiem uczciwe i
ciężko było wygrać je bez cichej zgody Kremla. Dziesiątki razy kandydatów
niewygodnych dla władz wykluczano z udziału w wyborach pod byle pretekstem,
ale wybory były. Rezygnacja z nich w ogóle wprawiła w osłupienie nawet ludzi
bliskich władzom. - Mam nadzieję, że zmiany są tymczasowe - mówi Siergiej
Markow, prokremlowski politolog. Opozycja będzie starała się udowodnić, że
likwidacja wyborów władz lokalnych jest niezgodna z konstytucją, ale nie
wiadomo, czy posłuszny Putinowi Sąd Konstytucyjny zgodzi się z tą
argumentacją.

Druga zmiana dotyczy parlamentu. Do tej pory Duma składała się z 225
deputowanych wybieranych z list partyjnych i tylu samo z okręgów
jednomandatowych. Wśród tych ostatnich było wielu niezależnych, niezwiązanych
z żadną partią, ale popularnych na prowincji. Teraz parlament ma być
wybierany wyłącznie z list partyjnych. - Przyszła Duma nie będzie mieć
żadnego autorytetu w regionach. Zasiądą w niej wyłącznie prokremlowskie
marionetki - mówi Władimir Ryżkow, jeden z kilku liberałów zasiadających
jeszcze w parlamencie, który wszedł do niego wyłącznie dzięki temu, że
startował w okręgu jednomandatowym. Teraz demokraci i liberałowie nie będą
mieć żadnych szans, nie przekroczą 7-proc. progu, bo władze od miesięcy w
ogóle nie dopuszczają ich do telewizji. Zmiana ordynacji to za to znakomity
prezent dla proputinowskiej Jednej Rosji i jej kilku mniejszych satelitek,
które mają w tej chwili monopol w mediach. Jeszcze niedawno, gdy najwięcej
Rosjan chciało głosować na komunistów, to władze jak Rejtan broniły ordynacji
mieszanej, by jak najbardziej zmniejszyć zwycięstwo opozycji. Teraz, gdy
opozycja praktycznie nie istnieje, zmieniły zdanie.

Fasadowe ciało

Putin zapowiedział także powołanie "Izby Społecznej", która ma
być "narzędziem kontroli służb specjalnych przez obywateli" oraz
miejscem "dialogu z władzą". - Ciekawe w takim razie, po co nam w ogóle
parlament? Chyba tylko dla dekoracji - ironizuje Michaił Gerber, naczelny
pisma "Jeżeniedielnyj Żurnał". Jeszcze bardziej powiększone mają zostać
uprawnienia służb specjalnych. Szef opozycyjnych komunistów Giennadij
Ziuganow przypomina, że od początku rządów Putina kierują nimi ci sami
ludzie, choć setki Rosjan zginęły w ciągu ostatnich pięciu lat w zamachach,
którym nie udało się zapobiec.

Ale większość polityków rosyjskich chwali zmiany, twierdząc, że Rosji
wypowiedziano wojnę i trzeba stosować "adekwatne środki".

Jednego ze swych najbliższych współpracowników Dmitrija Kozaka Putin mianował
wczoraj nowym przedstawicielem Kremla na południu Rosji. Będzie on de facto
rządził szefami wszystkich republik kaukaskich i stacjonującymi tam
oddziałami milicji i wojska. Pozostali politycy w regionie wejdą do
specjalnej Rady Północnego Kaukazu, która będzie bezpośrednio podporządkowana
Kremlowi. A w Moskwie powstanie ministerstwo ds. polityki narodowościowej -
jak w ZSRR - by łagodzić napięcia między nacjami żyjącymi w Rosji.
Pełna wersja