Dodaj do ulubionych

"Forum" // Gdyby Putin był De Gaulle'em...

14.09.04, 13:38
tygodnikforum.onet.pl/1188342,0,7458,922,artykul.html
Zostawcie noże w szatni (1/6)

Rosja przypomina dziś Francję sprzed 50 lat. Wojna w Czeczenii to wypisz
wymaluj – wojna w Algierii. Masowe mordy ludności cywilnej, zamachy, pasmo
wzajemnych okrucieństw i nieszczęść. Coraz głębsze podziały polityczne,
narastająca frustracja społeczna i strach. A jednak de Gaulle ochronił
Francję przed katastrofą i dźwignął ją z poniżenia. Jaka mogłaby być Rosja,
gdyby rządził nią de Gaulle? Albo przynajmniej, gdyby Putin poszedł jego
drogą? Pisze o tym Matthew Evangelista, profesor Cornell University.


MATTHEW EVANGELISTA


2004


W tygodniach poprzedzających wybór Władimira Putina na prezydenta Rosji w
marcu 2000 roku dziennikarze pytali go, którzy polityczni przywódcy wydają mu
się „najbardziej interesujący”. Pierwsze nazwisko, które wymienił – Napoleon
Bonaparte – potraktowali jako żart, zatem podał drugie: Charles de Gaulle.
Łatwo zrozumieć, dlaczego postać francuskiego generała jest tak atrakcyjna:
sięgnął po władzę w wyniku niewydolności IV Republiki, zdecydowany przywrócić
Francji dawną świetność, odtworzyć – jak sam to ujął – autorytet państwa i
zbudować silną, scentralizowaną republikę z rządami prezydenckimi. Od samego
początku Putin ma podobne aspiracje wobec Rosji.

Pozbyć się imperialnych złudzeń

Przejęcie sterów państwowych przez de Gaulle’a wiązało się ściśle z
działaniami wojskowymi Francji w celu utrzymania kontroli nad
północnoafrykańską kolonią: Algierią. Zmierzch IV Republiki spowodowany
został przez protest ruchu opozycyjnego francuskich osadników w maju 1958
roku. Byli oni rozczarowani nieudolnością swoich władz, które przez cztery
lata nie potrafiły zakończyć zwycięsko wojny prowadzonej przeciw algierskim
bojownikom o niepodległość. Początkowe poparcie dla de Gaulle’a, który
zgodził się na stworzenie rządu w warunkach obowiązywania nowej konstytucji
dającej szerokie kompetencje prezydentowi, uzależnione było w dużej mierze od
jego obietnicy utrzymania władzy Francuzów w Algierii. Lecz cztery lata
później, w lipcu 1962 roku, generał zorganizował referendum w sprawie statusu
Algierii i zaakceptował jego rezultaty. Algieria uzyskała pełną niepodległość.

Popularność Władimira Putina – najpierw jako premiera, następnie pełniącego
obowiązki prezydenta i wreszcie prezydenta – była wynikiem jego polityki
wobec konfliktu w Czeczenii. Stanowcza reakcja na wypady oddziałów
czeczeńskich wahabitów do Dagestanu w sierpniu 1999 roku nadała gwałtownego
rozpędu jego politycznej karierze. Większość historyków uważa, że de Gaulle
od początku obmyślał skrycie plany wywikłania Francji z konfliktu
algierskiego. Miał tylko nadzieję, że stanie się to po militarnym zwycięstwie
nad powstańcami.

Tymczasowy długofalowy plan Putina wobec Czeczenii jest wielką niewiadomą –
nawet dla niego samego. Warto jednak przyjrzeć się pewnym podobieństwom
między Algierią i Czeczenią oraz między de Gaulle’em i Putinem, gdyż może to
rzucić nieco światła na szanse pokojowego zakończenia wojny czeczeńskiej,
który to cel stał się jeszcze bardziej palący wobec ostatnich ataków
terrorystycznych, a zwłaszcza bestialskiego ataku na szkołę w Biesłanie.

Wyścigi barbarzyńców

Kolonią Francji Algieria stała się w 1830 roku, kiedy to Francuzi odebrali ją
imperium osmańskiemu. Było to mniej więcej w tym samym czasie, gdy carska
Rosja prowadziła ekspansję na Kaukazie. Algierczycy sprzeciwili się
francuskiej okupacji i – podobnie jak górale z Czeczenii i Dagestanu –
wzniecili świętą wojnę. Reakcją Francuzów – jak i Rosjan – był brutalny
odwet: palono wsie, wypędzano chłopów z ich ziemi, dymem wykurzano powstańców
z pieczar.

Pewien francuski świadek tych wydarzeń stwierdził: „W barbarzyństwie
prześcignęliśmy barbarzyńców, których przybyliśmy ucywilizować” – słowa w
duchu Lwa Tołstoja, ówczesnego obserwatora wojen na Kaukazie. Zawsze
traktowani jako obywatele drugiej kategorii Algierczycy wykorzystali
upokarzającą porażkę Francji w początkowej fazie drugiej wojny światowej i
zaczęli się domagać niepodległości. W podobny sposób aktywiści czeczeńscy
dążyli do autonomii, usiłując zdyskontować rozpad ZSRR pod koniec epoki
zimnej wojny.
Obserwuj wątek
    • kontrkultura cd (2/6) 14.09.04, 13:39

      ... ciąg dalszy

      Bariery psychologiczne nie pozwoliły Francuzom przystać na żądania
      Algierczyków. Patrząc z francuskiej perspektywy, Algieria należała do Francji
      dłużej niż niektóre jej części w Europie, choćby Sabaudia i Nicea (uzyskane w
      1860 roku w zamian za poparcie przez Francję zjednoczenia Włoch). Zatem w
      listopadzie 1954 roku, minister spraw wewnętrznych François Mitterrand
      stwierdził, że „Algieria to Francja” i tak już pozostanie. Wyraził w ten sposób
      opinię wielu swoich rodaków. Francuskie poczucie więzi z Algierią niewątpliwie
      pogłębiły odkrycia źródeł ropy naftowej na Saharze w 1952 roku. Pustynia stała
      się również ulubionym poligonem doświadczalnym dla budującej arsenał nuklearny
      Francji, przez co Paryż z jeszcze większą niechęcią myślał o wyrzeczeniu się
      kontroli w Afryce Północnej.

      Kto jest zdrajcą

      Podobnie jak Czeczeni, na początku Algierczycy usiłowali uzyskać niepodległość
      głównie poprzez organizowanie masowych demonstracji. Lecz reakcją była przemoc,
      toteż ruch niepodległościowy sięgnął po metody walki partyzanckiej połączonej z
      aktami terrorystycznymi. 8 maja 1945 roku, kiedy w Europie dobiegła końca druga
      wojna światowa, Algierczycy wyszli na ulice, niosąc transparenty z
      hasłami: „Precz z faszyzmem i kolonializmem!”. Policja otworzyła ogień do
      demonstrantów, co wywołało spontaniczne powstanie, w trakcie którego zabito
      ponad stu Europejczyków mieszkających w Algierii. W odpowiedzi francuskie
      lotnictwo zaatakowało algierskie wioski, marynarka ostrzelała z dział wybrzeże,
      a wojsko wyłapywało i rozstrzeliwało ludzi. Zginęło od 15 tysięcy (dane
      francuskie) do 45 tysięcy (szacunki strony algierskiej) cywilów.

      Wojna wybuchła na całego, gdy w listopadzie 1954 roku nowo utworzony Front
      Wyzwolenia Narodowego wezwał do ogólnonarodowego buntu. Reakcją wojska były
      szeroko zakrojone działania militarne i zakładanie obozów przesiedleńczych
      dla „zarażonej” ludności. Armia, przede wszystkim francuscy spadochroniarze i
      Legia Cudzoziemska, a w jej szeregach wielu weteranów z SS, w coraz większym
      stopniu stosowała tortury i egzekucje przeprowadzane w trybie doraźnym. W
      niedawno opublikowanych pamiętnikach francuski generał odpowiedzialny za system
      tortur policyjnych w Algierii przyznał, że tysiące uwięzionych ludzi zaginęło
      na zawsze: byli torturowani, a potem zabijani i zakopywani potajemnie w
      anonimowych grobach.

      Podobieństwo do prowadzonej przez Rosję wojny w Czeczenii jest oczywiste:
      bombardowanie obiektów cywilnych, obławy, tortury i egzekucje bez wyroków
      sądowych. Podstawowa różnica polega jednak na tym, że media francuskie, pomimo
      ostrej państwowej cenzury, mówiły o niemoralności stosowania tortur, a znani
      intelektualiści, tacy jak Raymond Aron, krytykowali francuskie zaangażowanie w
      Afryce z powodu niewspółmiernego stosunku strat i zysków. W dzisiejszej Rosji
      żadna krytyka wojny w Czeczenii nie zyskuje większego poparcia. Natomiast tak w
      wypadku Algierii jak i Czeczenii brutalna polityka władz centralnych wepchnęła
      potencjalnych zwolenników rozwiązań kompromisowych w objęcia ekstremistów.
      • kontrkultura Re: cd (3/6) 14.09.04, 13:39
        ... ciąg dalszy

        Kiedy danina krwi przekracza miarę

        Po dowodzeniu siłami Wolnej Francji w drugiej wojnie światowej i piastowaniu
        przez kilka miesięcy urzędu przewodniczącego rządu tymczasowego Charles de
        Gaulle nie odgrywał ważnej roli na francuskiej scenie politycznej aż do chwili,
        gdy kryzys algierski stworzył zapotrzebowanie na silne przywództwo.
        Wydarzeniem, które spowodowało ten kryzys, było zbombardowanie przez lotnictwo
        francuskie tunezyjskiej miejscowości Sakiet-Sidi-Youssef w lutym 1958 roku.

        Powstańcy algierscy dokonywali wypadów z sąsiedniej Tunezji na terytorium
        swojego kraju: w miesiącu poprzedzającym atak lotniczy porwali czterech
        żołnierzy francuskich i zabili kilku innych. Francuskie dowództwo wojskowe
        zdecydowało się na odwet: wysłano samoloty, które zbombardowały Sakiet w dniu
        targowym, zabijając 69 osób, w tym 30 dzieci w szkole, którą obrócono w gruzy.
        Naliczono również 130 rannych.

        Podobnie jak to się dzieje dzisiaj w Czeczenii – wbrew świadectwom i
        doniesieniom dziennikarzy obecnych na miejscu zdarzenia – dowódcy z uporem
        twierdzili, że zaatakowano wyłącznie obiekty wojskowe i zabito tylko
        bojowników. Wydarzenie to wywołało poruszenie na arenie międzynarodowej, bo
        Tunezja zażądała od Francji wycofania baz wojskowych ze swego terytorium, a
        Stany Zjednoczone zaoferowały mediację.

        Pokój tylko dla odważnych

        Europejczycy mieszkający w Algierii, tak zwani pieds noirs, stanowiący mniej
        więcej jedną dziesiątą blisko dziewięciomilionowej populacji tego kraju, byli
        zatrwożeni perspektywą międzynarodowej interwencji. Wszczęli rozruchy i
        doprowadzili do powołania Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego, na którego czele
        stanął generał Jacques Massu, dowódca 10. Dywizji Powietrznodesantowej.
        Puczyści uspokoili się na krótko dopiero wtedy, gdy generał de Gaulle oznajmił,
        że jest gotów przejąć władzę w republice.

        Podobnie jak Putin, de Gaulle miał skłonność do używania koszarowego języka,
        lecz raczej w rozmowach prywatnych, nie zaś w wystąpieniach nagłaśnianych przez
        środki przekazu. Pierwsze słowa, z którymi zwrócił się do zbuntowanych
        wojskowych, gdy spotkał się z nimi w Algierze w czerwcu 1958 roku, brzmiały: Je
        vous ai compris! (Ja was zrozumiałem!).

        Lecz nadzieje wojskowych, że bez względu na konsekwencje dla wizerunku Francji,
        na arenie międzynarodowej generał de Gaulle poprowadzi wielką ofensywę przeciw
        powstańcom, okazały się płonne. Jedną z pierwszych inicjatyw de Gaulle’a
        stanowiło zaoferowanie secesjonistom „pokoju ludzi odważnych”, a wyłącznym
        warunkiem wstępnym było „pozostawienie noży w szatni”. Front Wyzwolenia
        Narodowego odrzucił tę propozycję, która de facto oznaczała wezwanie do
        kapitulacji, niemniej jednak pod koniec 1958 roku de Gaulle’owi udało się
        doprowadzić do wymiany jeńców.
        • kontrkultura cd (4/6) 14.09.04, 13:40

          ... ciąg dalszy

          Czym skusić nieprzejednanych

          We wrześniu 1959 roku generał zaproponował Frontowi wspólne negocjacje, które
          dawały szansę na osiągnięcie samostanowienia przez Algierię. W odróżnieniu od
          tego stanowisko Putina sprowadza się niezmiennie do żądania bezwarunkowej
          kapitulacji wszystkich czeczeńskich powstańców. Jednakże francuskiej ofercie
          rozmów towarzyszyło jednocześnie – i to przypomina politykę rosyjską –
          zintensyfikowanie operacji wojskowych.

          W wyniku działań przeciw powstańcom wysiedlono w Algierii około dwóch milionów
          chłopów, zaganiając ich do obozów przejściowych w celu wyizolowania
          partyzantów. Podobnie konflikt w Czeczenii zaowocował setkami tysięcy
          wysiedleńców w obrębie republiki i poza jego granicami. Na początku lat 60. de
          Gaulle zainicjował program polityczny, który ku rozczarowaniu wielu pieds noirs
          miał zakończyć kolonialny status Algierii, jednocześnie jednak generał
          sprzeciwiał się jej całkowitej niepodległości. „Oznaczałoby to skrajną
          pauperyzację, absolutny koszmar – dowodził. – Sądzę, że ostatecznie Algierczycy
          wybiorą algierską Algierię powiązaną z Francją”.

          Przystał, by Algierczycy zadecydowali o swoim losie, jednocześnie jednak
          usiłował odwieść ich od zrywania więzów z Francją. Dlatego oferował pomoc
          gospodarczą. Tak zwany Plan Konstantyński (od miasta Konstantyna w Algierii)
          zakładał stworzenie czterystu tysięcy miejsc pracy dla Algierczyków w przeciągu
          pięciu lat oraz budowę szkół i ośrodków opieki zdrowotnej.

          Władze Rosji jak dotąd nie brały poważnie pod uwagę opcji „kupienia Czeczenii”
          poprzez dostarczanie szeroko rozumianej pomocy ekonomicznej, choć pomysł ten
          dyskutowany był przez doradców Borysa Jelcyna na początku lat 90. Wybierając
          wojnę, krąg Jelcyna przekreślił możliwość konfederacyjnego stowarzyszenia
          Czeczenii z Rosją w drodze pokojowych negocjacji, choćby na zasadzie polityki
          realizowanej przez Moskwę wobec Tatarstanu. Przegrawszy wojnę w 1996 roku,
          Jelcyn i jego ludzie pozostawili Czeczenię w stanie, jaki de Gaulle wróżył
          niepodległej Algierii: skrajne ubóstwo, absolutny koszmar. Pseudopaństwo
          trawione konfliktami wewnętrznymi, bezprawiem, korupcją, porwaniami, stanowiące
          zagrożenie dla sąsiadów.

          Mąż stanu musi płynąć pod prąd

          W swoich wysiłkach mających na celu zakończenie wojny w Algierii de Gaulle
          napotkał silny sprzeciw w armii, wyszedł zwycięsko z dwóch prób odebrania mu
          władzy i przeżył kilka zamachów na swoje życie. Poparł swego ministra kultury,
          pisarza André Malraux, który otwarcie potępił powszechne stosowanie tortur
          przez francuskich spadochroniarzy, choć krytyka ta nie zahamowała tych praktyk.

          Dla porównania: Putin traktuje jako zdrajców wszystkich dziennikarzy – takich
          jak Andriej Babicki i Anna Politkowska – którzy zwracają uwagę opinii
          publicznej na okrucieństwa dokonywane przez rosyjskich wojskowych. Obojgu
          zresztą z powodu zbiegu bardzo podejrzanych okoliczności nie udało się dotrzeć
          do szkoły w Biesłanie, skąd mieli nadawać korespondencję.

          Putin unika stawienia czoła swoim generałom i nakazania, by armia przestrzegała
          prawa wojennego. De Gaulle dzięki swej niezachwianej reputacji bohatera drugiej
          wojny światowej i niezłomnemu charakterowi przezwyciężył opór kręgów wojskowych
          i skrajnej prawicy. W 1962 roku doprowadził do zaakceptowania przez Francję
          niepodległości Algierii, co było nie do pomyślenia jeszcze cztery lata
          wcześniej. Putinowi, bez wątpienia również człowiekowi o silnej osobowości,
          brakuje atutu sławy wojennej, gdyż w czasach zimnej wojny był mało ważnym
          szpiegiem w Niemczech Wschodnich. Jednak w odróżnieniu od de Gaulle’a, nie musi
          on walczyć z twardą opozycją.
          • kontrkultura cd (5/6) 14.09.04, 13:41

            ... ciąg dalszy

            W Rosji nie ma skrajnych pieds noirs, którzy atakami terrorystycznymi niweczą
            wszelkie wysiłki negocjacyjne, nie ma spiskujących generałów dywizji
            spadochronowych ani Legii Cudzoziemskiej złożonej z faszystowskich bandytów.
            Jeśli nawet niektórzy Rosjanie są zaniepokojeni tym, że ingerencja Stanów
            Zjednoczonych w Gruzji zniweczy starania Rosji, by zahamować infiltrację
            Czeczenii przez partyzantów – podobnie jak algierscy Francuzi sprzeciwiali się
            aktywności Amerykanów w Tunezji – Putin niechybnie sobie z nimi poradzi.

            Spirala zemsty

            Putin, nie mając silnej opozycji, będzie w o wiele łatwiejszej sytuacji niż de
            Gaulle, jeśli kiedykolwiek podejmie poważne wysiłki w celu pokojowego
            rozwiązania konfliktu w Czeczenii, co mogłoby oznaczać pewną autonomię dla tej
            republiki.

            Przykład algierski uczy nas, że taką opozycję mogłaby stanowić przede
            wszystkim rosyjska społeczność zamieszkała w Czeczenii. Tymczasem jej tam
            prawie nie ma, co należy przypisać dwóm ludziom. Pierwszym z nich był Dżochar
            Dudajew, były radziecki generał, który stanął na czele ruchu
            niepodległościowego i był pierwszym czeczeńskim prezydentem. Jego chaotyczna
            polityka i antyrosyjskie wypowiedzi skłoniły wielu rdzennych Rosjan do wyjazdu
            z Czeczenii na początku lat 90. Drugim jest Borys Jelcyn. To on rozpoczął
            wojnę, która wypłoszyła ostatnich Rosjan, to on zgodził się na długotrwały
            zmasowany ostrzał Groznego, a przecież w stolicy mieszkała większość z nich.

            Po wynegocjowaniu niepodległości dla Algierii to właśnie obecność
            nieprzejednanych Europejczyków w tym kraju niweczyła szanse na obustronnie
            korzystne stosunki między Francją i postkolonialną Algierią. Paryż zobowiązał
            się do kontynuowania pomocy gospodarczej, aby spełnić obietnice zawarte w
            Planie Konstantyńskim, lecz ekstremiści z kręgów pieds noirs nie zamierzali
            pozwolić, by wolna Algieria odniosła sukces. Zaczęli realizować
            politykę „spalonej ziemi” i kampanię terroru, która dotarła nawet do Francji.

            W maju 1962 roku w pewnym algierskim mieście paramilitarne oddziały pieds noirs
            zabijały codziennie od 10 do 50 Algierczyków. W ostatnich czterech dniach maja
            wysadzono w powietrze 40 szkół. W czerwcu komandosi Delta spalili bibliotekę w
            Algierze, w wyniku czego ogień strawił około 60 tysięcy woluminów – co
            przywołuje na myśl ludobójczą politykę Stalina w Czeczenii w latach 40. W
            obliczu prawdopodobnego odwetu za te potworności, europejscy mieszkańcy
            Algierii umknęli do Francji.

            Istnieje kolejne podobieństwo między Algierią i Czeczenią, z całą pewnością
            stanowiące przeszkodę na drodze do osiągnięcia pokoju: w obu wypadkach konflikt
            był zarówno wojną narodowowyzwoleńczą, jak i domową. W trakcie wojny przeciw
            Francji rozmaite frakcje algierskich bojowników toczyły walki między sobą, a
            ich rezultatem były dziesiątki tysięcy ofiar.

            Choć Czeczeni tradycyjnie jednoczą się w obliczu rosyjskiej agresji, okres
            niepodległości w latach 1996–1999 znaczyły mordercze konflikty wewnętrzne, a
            obecna sytuacja, czyli trwała okupacja wojskowa, również nie zaowocowała
            stworzeniem jednolitego czeczeńskiego rządu, mimo nieuczciwych wyborów
            zorganizowanych przez Kreml.
            • kontrkultura cd (6/6) 14.09.04, 13:42

              ... ciąg dalszy

              Z kim usiąść do stołu

              Kiedy we wrześniu 1962 roku Francja przystała na niepodległość Algierii, dwa
              stronnictwa rościły sobie prawo do rządzenia krajem, wskutek czego Paryż
              wycofał pomoc gospodarczą, twierdząc, że musi ją wstrzymać, dopóki nie wyjaśni
              się kwestia sprawowania władzy. Pod tym samym pretekstem Borys Jelcyn nie
              wypełnił warunków traktatu pokojowego, który zakończył pierwszą wojnę
              czeczeńską w 1996 roku.

              Putin uzasadnił swoją odmowę negocjacji z legalnie wybranym prezydentem
              Czeczenii Asłanem Maschadowem niemożnością zapanowania nad rywalizującymi
              frakcjami. Ostatnio porównał Maschadowa z Osamą ben Ladenem, twierdząc
              bezpodstawnie, że Maschadow stoi za wszystkimi niedawnymi atakami
              terrorystycznymi oraz że Moskwa nie będzie podejmować negocjacji z „mordercami
              dzieci”. Maschadow ze swej strony potępił ataki na niewinnych cywilów i
              solennie obiecał, że dopilnuje, aby jego wojska przestrzegały konwencji
              genewskich – czego niestety nie jest w stanie spełnić. W każdym razie, jeśli
              Rosja nie zdoła powstrzymać przemocy w Czeczenii i poza jej granicami
              działaniami militarnymi, będzie musiała znaleźć kogoś, z kim usiądzie do stołu
              rozmów. Mimo że Maschadow nie cieszy się teraz taką popularnością, jakiej
              zawdzięczał w 1997 roku wybór na prezydenta Czeczenii, nie powinno się go
              jednak pominąć w próbach zaangażowania wszystkich części społeczeństwa
              czeczeńskiego w proces pokojowego rozwiązywania konfliktu.

              Lecz pokojowe uregulowanie konfliktu w Czeczenii jest trudne jeszcze z jednego
              względu. Otóż walka Algierczyków o niepodległość od samego początku skupiała
              uwagę społeczności międzynarodowej. Kraje niezaangażowane uznały oficjalnie
              algierski Front Wyzwolenia Narodowego już w kwietniu 1955 roku na konferencji w
              Bandungu. We wrześniu tego samego roku Organizacja Narodów Zjednoczonych
              włączyła kwestię algierską do swych obrad. Kraje Ligi Arabskiej występowały w
              obronie Algierii na forum Rady Bezpieczeństwa, ilekroć któryś z nich w niej
              zasiadał. Działania wojenne śledził Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża.

              W odróżnieniu od tego Czeczenia nie ma wsparcia na arenie międzynarodowej, co
              nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę starania Rosji, by cały konflikt
              postrzegać w kategoriach walki z terroryzmem i ekstremizmem. Również
              organizacje pozarządowe monitorujące naruszanie prawa międzynarodowego i praw
              człowieka nie obserwują uważnie dramatu czeczeńskiego. Gdy Putin uzna, że na
              prowadzeniu dalszej wojny ucierpi międzynarodowy wizerunek i prestiż Rosji, być
              może zacznie szukać dróg kompromisowego rozwiązania konfliktu, podobnie jak
              zrobił to de Gaulle w wypadku Francji walczącej o zachowanie Algierii.

              Dotychczasowe wydarzenia nie dają jednak podstaw do większych nadziei w tym
              względzie. Być może w Rosji wyłoni się w końcu opozycja, która zacznie
              krytykować wojnę w Czeczenii jako działanie niemoralne i nieracjonalnie
              kosztowne. Oba te czynniki – jak się wydaje – odegrały rolę w zakończeniu wojny
              w Algierii, lecz w dzisiejszej Rosji jak dotąd nie mają większego znaczenia.

              Bestialski atak na dzieci w Biesłanie, częściowo spowodowany chęcią zemsty za
              mordowanie niewinnych Czeczenów przez Rosjan, miał zapewne także uprzytomnić
              rosyjskiej opinii publicznej cenę tej wojny. Za wcześnie jeszcze, by ocenić czy
              ta straszliwa zbrodnia wstrząśnie rządem na tyle, by włożył więcej wysiłku w
              próby pokojowego zakończenia konfliktu, czy też doprowadzi do odwetu i dalszej
              spirali przemocy.

              Autor jest profesorem na Uniwersytecie Cornell i autorem książki „Wojny
              czeczeńskie: Czy Rosja podąży śladem Związku Radzieckiego?” (Brookings
              Institution Press, 2002). Powyższy artykuł został uaktualniony po wydarzeniach
              w Biesłanie na prośbę FORUM.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka