clickkey
19.09.04, 04:11
To nie była agresja na Polskę
PAP 06:40
Większość rosyjskich badaczy i politologów nie uważa wkroczenia wojsk
sowieckich do Polski 17 września 1939 roku za akt agresji ze strony ZSRR, a
data ta ma dla Rosjan niewielkie znaczenie.
Na konferencjach zdarza mi się słyszeć polemiki z polską opinią (o agresji),
Rosjanie wolą raczej mówić o wkroczeniu na terytorium Polski, argumentują, że
był to krok odsuwający w czasie agresję Niemiec na ZSRR, itd. - powiedział
przedstawiciel Polskiej Akademii Nauk w Moskwie prof. Eugeniusz Duraczyński.
Daty 17 września 1939 i (wybuchu II) wojny (nigdy) nie łączono w jedną
całość. Mówiono o "udzieleniu pomocy" Ukraińcom i Białorusinom, później
pojawił się termin "kampania polska" - wspomina z kolei rosyjski socjolog
Jurij Lewada.
W grudniu 2003 roku znany nacjonalistyczny publicysta rosyjski Jurij Muchin,
odniósł się do 17 września i poprzedzającego tę datę paktu Ribbentrop-Mołotow
w swojej książce "Antyrosyjska podłość". ZSRR nie był agresorem - utrzymywał.
Jeżeli ktoś twierdzi, że tajny protokół do paktu o nieagresji między ZSRR i
Niemcami z 23 sierpnia 1939 roku to dowód na to, że ZSRR planował napaść na
Polskę (...) to znaczy, że nigdy nie czytał tego protokołu. A utrzymywać, że
plany ZSRR były agresywne może tylko szumowina - napisał Muchin.
Twierdził on, że w momencie wkroczenia sowieckich jednostek państwo Polskie
już nie istniało, ucieczkę polskiego rządu do Rumunii nazywa "zdradą
sojuszników", zarzuca też Polsce niezgodę na utworzenie w latach 30.
proponowanego przez francuską dyplomację Paktu Wschodniego.
To nie jest odosobniona opinia. We wrześniu Litwa zagroziła odebraniem
licencji nadającemu na kraje bałtyckie kanałowi rosyjskiej telewizji po tym
jak pokazał on film dokumentalny wybielający pakt Ribbentrop-Mołotow.
W Rosji modne staje się unikanie moralnej oceny wydarzeń historycznych.
Nikogo nie zdziwiła reakcja publicysty prorządowego dziennika "Izwiestija"
Maksima Sokołowa, który w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego zarzucał
Polakom naiwność w ich wierze w radziecką pomoc, nikogo nie dziwi też, że
jeden z głównych prokremlowskich politologów Wiaczesław Nikonow przedstawia
się z dumą jako wnuk Wiaczesława Mołotowa.
Jednym z nielicznych, którzy otwarcie nazywają 17 września "agresją" ZSRR
jest Siergiej Słucz, profesor Rosyjskiej Akademii Nauk i specjalista od
stosunków radziecko-niemieckich w latach 30.
17 września 1939 roku Związek Radziecki rozpoczął wojnę przeciwko suwerennemu
państwu, którego granice sam uznał w podpisanym w 1932 roku pakcie (o
nieagresji) - powiedział Słucz, dodając, że operacja Armii Czerwonej nosiła
pełne znamiona "działań zbrojnych".
Niestety nasi historycy często hołdują stereotypowym wyobrażeniom, które nam
wpajano. Zwłaszcza ludzie starszego pokolenia nie mogą dopuścić myśli, że
ZSRR był agresorem - dodał.
Trudno spodziewać się, by jakakolwiek oficjalna struktura państwa rosyjskiego
ustosunkowała się do przypadającej na piątek rocznicy. Rosjanie - choć
formalnie to ich kraj jest sukcesorem Związku Radzieckiego - uważają 17
września 1939 roku za datę dotyczącą ich jedynie z historycznego punktu
widzenia. Jeszcze inne opinie można usłyszeć na Białorusi i Ukrainie, gdzie
często bywa ona postrzegana jako "zjednoczenie" podzielonych wcześniej między
Polskę i ZSRR narodów.
Jakub Kumoch