Dodaj do ulubionych

Polacy - Rosjanie / Nie rozumiemy się

22.09.04, 15:42
Polska jest jednorodnym etnicznie i religijnie państwem z ustabilizowaną
demokracją. Nie dochodziło nigdy do zamachów terrorystycznych, zaś walka o
wolność w tradycji narodowej jest najważniejszą z cnot i to właśnie o niej
przyjęto się mówić bez należnego historii racjonalizmu, lecz romantycznie,
poetycko, co ma wpływ na stosunek do dążeń niepodległościowych Czeczenii.

Rosja jest wielonarodową i nie jednorodną religijnie federacją z dużym
odsetkiem ludzi niewierzących, położona na ogromnych przestrzeniach
geograficznych dwóch kontynentów. W latach 90tych – buzująca i skorumpowana
oligarchia (nazywana przez niektórych demokracją), wraz z przyjściem Pupina
centralizujący się i (niestety) równie skorumpowany autorytaryzm. Dochodziło
tu do wielu krwawych zamachów terrorystycznych, których liczba z każdym
rokiem wzrasta, a w ostatnich 4 latach z rąk zamachowców zginęło 4 tysiące
osób. Od lat prowadzona jest już druga z kolei krwawa wojna czeczeńska, która
nie wydaje się być możliwa do rozwiązania, szczególnie po przykrych
doświadczeniach z pokoju po pierwszej wojnie czeczeńskiej.
Obserwuj wątek
    • ardzuna Re: Polacy - Rosjanie / Nie rozumiemy się 22.09.04, 16:36
      kontrkultura napisał:

      > Rosja jest wielonarodową i nie jednorodną religijnie federacją z dużym
      > odsetkiem ludzi niewierzących, położona na ogromnych przestrzeniach
      > geograficznych dwóch kontynentów.

      No właśnie - czy nie czas zakończyć rozpoczety na przełomie lat 80/90 xx w.
      proces dekolonizacji? W kazdym kraju przebiegało to boleśnie (patrz Francja i
      Algieria), ale w każdym dało lepsze rezultaty, niż utrzymywanie kolonii.
    • stary.prochazka no nie wiem, nie wiem 22.09.04, 21:35
      kontrkultura napisał:

      > Polska jest jednorodnym etnicznie i religijnie państwem z ustabilizowaną
      > demokracją. Nie dochodziło nigdy do zamachów terrorystycznych,

      Czy na pewno nigdy?

      newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=4132&Strona=1
      Zabić cara

      Dzieje polskiego terroru

      Wybuch przemocy w Rosji w drugiej połowie XIX wieku dał początek nowoczesnemu
      terroryzmowi. Wśród zamachowców przeważali Rosjanie, ale to Polak - Ignacy
      Hryniewiecki - dokonał "arcyzamachu".

      W czasie studiów Hryniewiecki działał jednak w polskich organizacjach, zarówno
      jawnych, jak i tajnych. Dopiero w 1880 r. związał się z Wolą Ludu. Odchodząc do
      nihilistów, miał powiedzieć do kolegów Polaków: "Gdy pójdziecie do lasu, będę
      wówczas z wami, a teraz, gdy nic nie robicie, będę pracował dla sprawy swobody
      Rosji". "Kotik", podobnie jak wielu innych Polaków-rewolucjonistów, łączył
      wyzwolenie społeczne z narodowym. Zapewne czuł się jednocześnie Rosjaninem i
      Polakiem. Dlatego nie przeciwstawiał walki o niepodległość Polski dążeniu do
      zreformowania Rosji. Gdy w testamencie pisze o nieszczęśliwej, drogiej
      ojczyźnie, zapewne ma na myśli całe Imperium.
      W "neopartyzantce" Hryniewiecki nie zajmował szczególnie eksponowanego miejsca.
      To uchroniło go przed aresztowaniami. Podczas przygotowań do zamachu brał
      udział w śledzeniu ruchów orszaku cara po stolicy Rosji. Przewidziano dla niego
      rolę drugoplanową. Car miał zginąć z ręki Rosjanina - Ryskowa.
      Do zamachu doszło w niedzielę 1 marca 1881 r. Terroryści zaczaili się na
      bulwarze nad Kanałem Katarzyny. Wąska uliczka odgrodzona z jednej strony
      kanałem, a z drugiej budynkami uniemożliwiała osłonięcie powozu ochronie oraz
      ucieczkę w przypadku wykrycia zamachu.
      Orszak imperatora składał się z dwóch powozów. W jednym podróżował car, w
      drugim ochrona. Dodatkowo pojazdy konwojowało sześciu kozaków na koniach. Atak
      nastąpił parę minut po czternastej. Na dany białą chusteczką znak Ryskow rzucił
      bombę - szklaną kulę wypełnioną nitrogliceryną. Ładunek wybuchł pod carską
      karetą, niszcząc podwozie i raniąc jednego z kozaków oraz przypadkowego
      przechodnia. Car, cały i zdrowy, wysiadł z rozbitego pojazdu. Wydawało się, że
      i tym razem opatrzność czuwa nad pomazańcem.
      Nie zważając na protesty ochrony, imperator podszedł do obezwładnionego przez
      tłum zamachowca. Idąc, car powtarzał: "Chwała Bogu, jestem cały". Słyszący te
      słowa Ryskow uśmiechnął się: "Nie za wcześnie dziękujecie Bogu?". Aleksander
      cofnął się i w eskorcie dwóch policjantów ruszył w stronę powozu ochrony. Wtedy
      kilka kroków przed nim jak spod ziemi wyrósł Hryniewiecki. Cisnął bombę
      pomiędzy siebie a cara. Nastąpiła potężna eksplozja. Gdy opadł śnieg i dym,
      ukazał się potworny widok. Ulica była skąpana we krwi. Dwóch ochroniarzy
      zginęło na miejscu, kilkunastu przechodniów zostało rannych. Ocalała eskorta
      podbiegła do Aleksandra, który leżał na trotuarze w kałuży krwi. Siła wybuchu
      zerwała mu płaszcz i czapkę. Obrażenia były potworne. Imperator miał
      zmasakrowane podbrzusze, bomba praktycznie oderwała mu nogi, trzymające się
      jedynie na skrawkach skóry. Car był jednak przytomny. Zdołał
      powiedzieć: "Zimno, zimno". I jeszcze: "Nieście mnie do pałacu... tam...
      umrzeć...". Były to jego ostatnie słowa. Rannego przewieziono do Pałacu
      Zimowego. Lekarze szybko zorientowali się, że stan jest beznadziejny. Nie
      odzyskawszy przytomności, Aleksander II zmarł o godzinie wpół do czwartej.
      • stary.prochazka Polityka: "Kiedy byliśmy terrorystami" 22.09.04, 21:38
        polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1164622&MP=2
        Kiedy byliśmy terrorystami

        ...ciąg dalszy



        JERZY BESALA

        Sztyletnicy podejmowali zamachy na najwyższych urzędników: na margrabiego
        Aleksandra Wielopolskiego, którego uznali za zdrajcę sprawy narodowej, i na
        rosyjskiego namiestnika wielkiego księcia Konstantego – nieudane. Najbardziej
        głośny stał się zamach bombowy na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie na
        namiestnika Królestwa gen. Teodora Berga – również nieudany. Zasztyletowano też
        wziętego publicystę Józefa Miniszewskiego na werandzie domu przy Rymarskiej 8 w
        Warszawie.

        Generał carski Fiodor Trepow, który cudem uniknął śmierci podczas zamachu,
        wyliczył podczas Powstania Styczniowego 1007 ofiar terroru polskiego, w tym 951
        śmiertelnych. Sztyletnicy siali grozę i niepewność pośród Rosjan i ich
        zwolenników, przebierając się za oficerów, urzędników, policjantów. Ponoć
        słynęli z tego, że nie powtarzali dwa razy tego samego planu. Ale „terror
        powstańczy nie był już w stanie sprostać terrorowi zaborczemu”, ocenił historyk
        Stefan Kieniewicz. Akcje sztyletników wygasły wraz ze schwytaniem przywódców
        (np. słynnego naczelnika warszawskich sztyletników Emanuela Szafarczyka,
        wydanego przez Feliksa Wiśniewskiego) i klęską powstania.

        Doświadczenia polskie miały wpływ na pojawienie się terroryzmu rosyjskiego w
        skali masowej. Uzasadnienie teoretyczne dali właśnie Rosjanie, a nie Polacy:
        m.in. Michaił Bakunin, Piotr Kropotkin i Siergiej Nieczajew. Ten ostatni
        w „Katechizmie rewolucjonisty” z 1870 r. nakazuje zwolennikom terroru być
        przygotowanym na śmierć i całe swoje życie poświęcić jednej sprawie –
        rewolucji. „Duch zniszczenia jest jednocześnie duchem twórczym” – pisał
        Bakunin, i młodzi zapaleńcy, przejęci krzywdą społeczną, szli z rewolwerami
        urzeczywistniać idee anarchistycznie pojmowanej wolności.


        Kiedy byliśmy terrorystami

        ...ciąg dalszy

        JERZY BESALA

        13 marca 1881 r. w Petersburgu Mikołaj Rysakow rzucił bombę na sanie cara.
        Aleksander II wyszedł z ataku lekko poraniony, tłum chciał terrorystę
        zlinczować. Gdy car wracał do sań – drugi terrorysta, Polak z powiatu
        bobrujskiego Ignacy Hryniewiecki, wysadził się wraz z carem, kozakiem z ochrony
        i przypadkowym przechodniem w powietrze; tym razem skutecznie. Podczas
        przygotowań do zamachu na kolejnego cara w 1887 r. zostaje aresztowany brat
        Józefa Piłsudskiego, Bronisław. Czekało go 15 lat katorgi.

        Fala terroru objęła całe imperium carskie, w tym jego polską część, szczególnie
        podczas fali rewolucyjnej 1905 r. Na powóz nieludzkiego ministra Wacława
        Plehwego, koło Hotelu Warszawskiego w Petersburgu, 28 lipca 1904 r. o godzinie
        9.48 spadła bomba, rzucona przez Jegora Sazonowa. Plehwego, jak i przypadkowych
        przechodniów, rozerwało na strzępy. Czterech terrorystów maszerowało jeden za
        drugim, gotowych zginąć śmiercią samobójczą. Determinacja i pogarda dla życia
        stały się odtąd wyróżnikiem grupy desperatów. To nie były już akty rozpaczy,
        ale potężny ruch z ideologią śmierci. Stał się przy tym niezwykle podatny na
        prowokacje, a przypadek przywódcy Organizacji Bojowej Azefa, uznawanego za
        króla terroru, a zdemaskowanego w Paryżu jako prowokator, wstrząsnął całym
        ruchem.

        Ale go nie powstrzymała. Ataki bombowe stały się w istocie aktami samobójców. W
        lutym 1905 r. „Janek” Kalajew, półkrwi Polak, terrorysta z Organizacji Bojowej
        PPS rzucił bombę na placu Senackim w Moskwie na karetę wielkiego księcia
        Sergiusza, odpowiedzialnego za masakrę podczas koronacji cara. Pierwsza nocna
        próba nie powiodła się, gdyż Kalajew, już gotując się do rzutu, dojrzał w
        karecie żonę i dzieci księcia Sergiusza – chciał ich oszczędzić. Poczekał na
        drugi przejazd: tym razem bomba urwała głowę księciu i pokaleczyła
        młodziutkiego Kalajewa. Odmówił podpisania prośby o łaskę i zawisł na
        szubienicy, przedtem wygłosiwszy płomienną przemowę.

        W 1906 r. terror w Rosji osiągnął apogeum. Bezwzględnością odznaczali się
        maksymaliści Michała Sokołowa: postanowili działać bez oglądania się na życie i
        straty. Dochodziło do strasznych zamachów i regularnych bitew w miastach, a
        walka terrorystów, prowokacje i gra ochrany zapętlały się coraz bardziej.

        Organizacja Bojowa PPS Józefa Piłsudskiego nie chciała jednak uchodzić za grupę
        terrorystyczną. Przyszły marszałek był przeciwny terrorowi, chciał „ubojowienia
        całej partii” jako zalążka przyszłej walki zbrojnej. Ale tymczasem jego bojowcy
        wykonywali robotę terrorystyczną. Likwidowali „brudy carskie”, napadali na
        furgony pocztowe i pociągi, przebrani np. za rosyjskich urzędników dokonywali
        zamachów bombowych, jak ten na generała-gubernatora Gieorgija Skałłona, który
        jednak ocalał. Wykradli więźniów z Pawiaka (kwiecień 1906 r.). Słynna była
        akcja w Bezdanach na Litwie w 1908 r., gdzie zdobyto na cele partii ok. 200
        tys. rubli likwidując ochronę pociągu.

        Jednakże największym przedsięwzięciem o charakterze terrorystycznym była krwawa
        środa 15 sierpnia 1906 r. Bojowcy zabili wtedy i ranili około 80 policjantów,
        żandarmów i konfidentów, w Łodzi i Warszawie rzucano bomby. Znienawidzone
        mundury rosyjskie na krótko znikły z ulic wielu miast Królestwa Polskiego.
        Jednakże Piłsudski napisze potem: „Byłem tej imprezie przeciwny... Byłem
        przeciwnikiem terroru personalnego i nigdy żadnego zamachu nie organizowałem”.
        Odpowiedzią były bowiem straszne pacyfikacje kozackie. Przywódcy PPS
        wskazywali, że terroryzm, bomby i kule bojowców trafiają także w prostych
        żołnierzy rosyjskich, których chciano przyciągnąć do rewolucji.
        • stary.prochazka terroryzm polski w PRL-u 22.09.04, 21:40
          W PRL starannie przemilczano akty o charakterze terrorystycznym. Próby
          zastrzelenia czy też zatłuczenia siekierą Bolesława Bieruta w 1950, 1951 i 1953
          r. zakończyły się śmiercią i zranieniem oficerów ochrony oraz zamachowców
          (jeden ocalał jako chory psychicznie). 15 lipca 1959 r. S. Jaros usiłował
          porazić w Zagórzu (woj. katowickie) Nikitę Chruszczowa i Władysława Gomułkę
          wybuchem ładunku umieszczonego w koronie drzew. Bomby nie zdetonował na czas,
          zginęła przygodna osoba. Podobnie stało się rok później w tym samym miejscu;
          Gomułka ocalał, a jedna z ofiar, 13-letnia dziewczynka, została sparaliżowana.
          Wysadzenie auli WSP w Opolu przez braci Kowalczyków w październiku 1971 r.,
          wymierzone zapewne w ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa Józefa
          Cyrankiewicza, było również przedwczesne i doprowadziło do zniszczenia budynku.

          6 września 1982 r. terroryści podający się za żołnierzy Powstańczej Armii
          Krajowej opanowali polską ambasadę w Bernie w Szwajcarii. Próba wymuszenia 3
          mln franków szwajcarskich okupu zakończyła się udaną operacją szwajcarskiej
          jednostki antyterrorystycznej Stern. Okazało się, że Powstańcza Armia Krajowa w
          ogóle nie istniała, a zamachowcami kierowała jedynie chęć zysku.
        • stary.prochazka Re: Polityka: "Kiedy byliśmy terrorystami" 22.09.04, 21:47
          stary.prochazka napisał:

          > polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1164622&MP=2
          > Kiedy byliśmy terrorystami
          >
          Najbardziej głośny stał się zamach bombowy na Krakowskim Przedmieściu w
          Warszawie na namiestnika Królestwa gen. Teodora Berga – również nieudany.

          Bomba została wyrzucona z okna z budynku w którym obecnie mieści się mój
          wydział tj. niedaleko skrzyżowania ze Świętokrzyską pomiędzy budynkiem mojego
          wydziału a Pałacem Staszica. W odwecie Rosjanie eksmitowali mieszkających tam
          ludzi i własnie wtedy przez okno na bruk wyrzucono fortepian Chopina, który
          później stał się tematem wiersza Cypriana Kamila Norwida.
              • kontrkultura Re: no nie wiem, nie wiem 24.09.04, 18:45
                Ale przecież te same armie były w Polce i te same w Czeczenii. Różnica polega
                tylko na tym, że za komuny Polacy nie buntowali się tak jak Czeczeni pod
                hegemonią Moskwy. Mówiłem już, że Czeczenia to inny niż Polska kraj z inną
                religią i tradycjami. Nawet polscy eksperci to przyznają...

                P.S.
                Jeśli mimo wszystko uważasz, że zjawisko terroryzmu może dotyczyć każdego,
                powiedz, czy jest coś w stanie zmusić Cię do załadowania się bombami i
                zabijania zwykłych cywili? dzieci?
                • ardzuna Re: no nie wiem, nie wiem 24.09.04, 18:55
                  kontrkultura napisał:

                  Różnica polega
                  > tylko na tym, że za komuny Polacy nie buntowali się tak jak Czeczeni pod
                  > hegemonią Moskwy. Mówiłem już, że Czeczenia to inny niż Polska kraj z inną
                  > religią i tradycjami. Nawet polscy eksperci to przyznają...

                  Skądże. Różnica polega na tym, ze Polska była oddzielnym krajem z bardzo
                  poszerzonym zakresem swobód w stosunku do innych państw demoludów
                  ("najweszelszym barakiem w obozie komunistycznym"), m.in. z prywatnym,
                  nieskolektywizowanym rolnictwem, a Czeczenia - integralną częścią Imperium.
                  Polskie władze komunistyczne potrafiły postawic opór Rosjanom; czeczeńskie -
                  zapewne nie.

                  > Jeśli mimo wszystko uważasz, że zjawisko terroryzmu może dotyczyć każdego,
                  > powiedz, czy jest coś w stanie zmusić Cię do załadowania się bombami i
                  > zabijania zwykłych cywili? dzieci?

                  W tej chwili nie, ale gdyby moje dzieci, mąż i reszta rodziny zginęli
                  bestialsko zabici, a przed śmiercią torturowani, i to przez przedstawicieli
                  władz państwowych, i gdyby takich kobiet jak ja było więcej i nie miałybyśmy
                  żadnych widoków na to, że ktokolwiek się za nami ujmie lub że kiedykolwiek
                  sytuacja w kraju sie poprawi, to nie wiem, co bym zrobiła. Po prostu nie wiem.
                  Nie potrafie zagwarantować, że nie doszłabym do takiej ostateczności.
                  • kontrkultura Re: no nie wiem, nie wiem 26.09.04, 12:09
                    > ...
                    > Skądże. Różnica polega na tym, ze Polska była oddzielnym krajem z bardzo
                    > poszerzonym zakresem swobód w stosunku do innych państw demoludów
                    > ("najweszelszym barakiem w obozie komunistycznym"), m.in. z prywatnym,
                    > nieskolektywizowanym rolnictwem, a Czeczenia - integralną częścią Imperium.
                    > Polskie władze komunistyczne potrafiły postawic opór Rosjanom; czeczeńskie -
                    > zapewne nie.
                    ======
                    Czeczeni zostali nie komunę, tylko kapitalizm, więc mieli nie wiele mniejsze
                    (???) możliwości niż PRL.

                    > ...
                    > W tej chwili nie, ale gdyby moje dzieci, mąż i reszta rodziny zginęli
                    > bestialsko zabici, a przed śmiercią torturowani, i to przez przedstawicieli
                    > władz państwowych, i gdyby takich kobiet jak ja było więcej i nie miałybyśmy
                    > żadnych widoków na to, że ktokolwiek się za nami ujmie lub że kiedykolwiek
                    > sytuacja w kraju sie poprawi, to nie wiem, co bym zrobiła. Po prostu nie
                    > wiem. Nie potrafie zagwarantować, że nie doszłabym do takiej ostateczności.
                    ======
                    A mi się wydaje, że tu trzeba nie byle jakiego prania mózgu, żeby ktoś tak
                    robił jak te "szachidki", bo zabijanie dzieci nie wydaje mi się ani czynem
                    szlachetnym, ani zrozumianym, szczególnie dla osoby, która straciła bliskich.
                    Przynajmniej w naszej, zachodniej kulturze...

                    I druga sprawa uczęstnicy zamachu - nieCzeczeni, czym im dzieci zawiniły? Może
                    ty wiesz?

                    P.S.
                    Idąc drogą zrozumienia dresiarze to też Twoja wina...
                    • ardzuna Re: no nie wiem, nie wiem 26.09.04, 15:45
                      kontrkultura napisał:

                      > Czeczeni zostali nie komunę, tylko kapitalizm, więc mieli nie wiele mniejsze
                      > (???) możliwości niż PRL.


                      Przyznam, że w ogóle nie rozumiem, co chciałeś przekazać.

                      > A mi się wydaje, że tu trzeba nie byle jakiego prania mózgu, żeby ktoś tak
                      > robił jak te "szachidki", bo zabijanie dzieci nie wydaje mi się ani czynem
                      > szlachetnym, ani zrozumianym, szczególnie dla osoby, która straciła bliskich.

                      Nie pisałam, że to szlachetne, ale że jestem w stanie zrozumieć, iż ktoś
                      oszaleje z rozpaczy.

                      > I druga sprawa uczęstnicy zamachu - nieCzeczeni, czym im dzieci zawiniły?
                      Może
                      > ty wiesz?

                      Nie mam bladego pojęcia. Ale też nie wiem, w czym Rosjanom zwiniły czeczeńskie
                      dzieci (zginęło ich już 42 tysiące).

                      > Idąc drogą zrozumienia dresiarze to też Twoja wina...

                      Niezupełnie, bo jednak nie prześladowałam ich ani ich rodziców.
                      • kontrkultura Re: no nie wiem, nie wiem 27.09.04, 15:21
                        > Przyznam, że w ogóle nie rozumiem, co chciałeś przekazać.
                        ======
                        Swobody w integralnej części Rosji są większe niż za komuny.

                        > Nie pisałam, że to szlachetne, ale że jestem w stanie zrozumieć, iż ktoś
                        > oszaleje z rozpaczy.
                        ======
                        W końcu tak piszą w gazetach, to czemu nie przyjąć takiej wersji.

                        > Nie mam bladego pojęcia. Ale też nie wiem, w czym Rosjanom zwiniły
                        > czeczeńskie dzieci (zginęło ich już 42 tysiące).
                        ======
                        Z całym szacunkiem, ale ja na przykład nie uważam, że "Czeczeni są mordercami",
                        czy dzieciobójcami, nie wykorzystuję do tego tego ostatniego zamachu. Po prostu
                        nie jestem nazistą, czego i innym uczętnikom forum najszczerzej życzę.

                        > Niezupełnie, bo jednak nie prześladowałam ich ani ich rodziców.
                        ======
                        Ja też nie prześladowałem ani rodziców dresiarzy, ani samych Czeczenów!
                        Hmmm.... Może te osetyjskie dzieci się tym zajmowały?
                        • ardzuna Re: no nie wiem, nie wiem 27.09.04, 18:56
                          kontrkultura napisał:

                          > Swobody w integralnej części Rosji są większe niż za komuny.

                          ..ale w dalszym ciągu nie takie, jak w normalnym demokratycznym państwie. Z
                          tendencją do coraz większego ograniczania.

                          > > Nie pisałam, że to szlachetne, ale że jestem w stanie zrozumieć, iż ktoś
                          > > oszaleje z rozpaczy.
                          > ======
                          > W końcu tak piszą w gazetach, to czemu nie przyjąć takiej wersji.

                          W których gazetach piszą, że zamach w Biesłanie był szlachetny??!! Widocznie
                          czytamy inne gazety. Ja czytam Wyborcza i Rzeczpospolitą, a Ty?


                          > > Nie mam bladego pojęcia. Ale też nie wiem, w czym Rosjanom zwiniły
                          > > czeczeńskie dzieci (zginęło ich już 42 tysiące).
                          > ======
                          > Z całym szacunkiem, ale ja na przykład nie uważam, że "Czeczeni są
                          mordercami",
                          >
                          > czy dzieciobójcami, nie wykorzystuję do tego tego ostatniego zamachu.

                          OK, "Rosjanie" to był skrót myślowy. Cieszące sie szerokim poparciem społecznym
                          (od 55% do 80% w porywach) władze rosyjskie, będzie lepiej? Różnica jest taka,
                          że władze rosyjskie są popierane przez większosć Rosjan, a czeczeńscy
                          terroryści nie są popierani przez większość Czeczeńców. Takie są fakty. Którzy
                          Rosjanie są mordercami (pewnie duża część tych, co byli siłach walczących w
                          Czeczenii na przykład), którzy popierają morderców (swoje władze), choćby
                          dlatego, że nie chca dostrzec popełnianych przez władze morderstw - to już inna
                          sprawa; ich współodpowiedzialność za Czeczenię stopniuje się róznie, ale na
                          pewno istnieje (są też oczywiście i tacy, którzy sa zbrodniom w Czeczenii
                          przeciwni).

                          > > Niezupełnie, bo jednak nie prześladowałam ich ani ich rodziców.
                          > ======
                          > Ja też nie prześladowałem ani rodziców dresiarzy, ani samych Czeczenów!
                          > Hmmm.... Może te osetyjskie dzieci się tym zajmowały?

                          Przecież dyskutowaliśmy już o tym, do jakich potworności zdolny jest człowiek
                          oszalały z bólu? Nikt nie twierdzi że te nieszczęsne dzieci coś zawiniły ani
                          czeczeńskim komandosom, ani rosyjskim władzom, które wedle wszelkiego
                          prawdopodobieństwa wszczęły atak (a już z całą pewnością nie przyłożyły się
                          zanadto do sprawnego przeprowadzenia akcji wyzwalania zakładników).
          • ardzuna Re: no nie wiem, nie wiem 26.09.04, 15:51
            stary.prochazka napisał:

            > Bogu dzięki - nie:)

            A ja jednak podam:

            gotowce.com.pl/prace/1363.htm
            Dużą rolę w zbrojnym ruchu oporu odegrały (zwłaszcza w Warszawie) akcje
            odwetowe i zamachy zbrojne na wyróżniających się bezwzględnością
            funkcjonariuszy niemieckiego aparatu terroru. Pierwsze akcje tego typu w
            stolicy wykonała GL uderzając w październiku 1942 r. na lokale publiczne i
            instytucje niemieckie, jak „Cafe Club", restaurację „Mitropa" i
            drukarnię „Nowego Kuriera Warszawskiego", oraz przeprowadzając w listopadzie
            1942 r. ekspropriację Komunalnej Kasy Oszczędności (KKO). W 1943 r. akcje
            odwetowe GL wykonane zostały na kina, na „Cafć Club" i przeznaczoną tylko dla
            Niemców linię tramwajową O.
    • stary.prochazka Re: Polacy - Rosjanie / Nie rozumiemy się 23.09.04, 21:33
      Polska - kraj srednich rozmiarów z tendencjami do zbyt wysokich aspiracji.
      Rosja - olbrzmia przestrzeń, zupełnie inna skala myślenia.

      Polska - od swoich początków skierowana na Zachód i Europę a później rozdarta
      pomiędzy Wschodem a Zachodem, monarchia, później demokracja szlachecka,po
      uchwaleniu konstytucji 3 maja krótki epizod z monarchią konstytucyjną, po
      odzyskaniu niepodległości republika.

      Rosja - przez długi czas izolowana od wpływów europejskich, rozwijająca się
      niezależnie albo kierująca się na Wschód o słabych tradycjach demokratycznych
      wiążących się przede wszystkim z wąską i pozbawioną wpływów grupą inteligencji
      i silnych tradycjach autorytarnych, po obaleniu caratu przez bolszewików w
      dalszym ciągu niedemokratyczna.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka