clickkey
23.09.04, 06:41
Jacek Brzuszkiewicz, Wojciech Czuchnowski 22-09-2004, ostatnia aktualizacja
21-09-2004 21:03
Niejasne okoliczności wypadku, dotychczasowe śledztwo nieudolne. Prokuratura
Krajowa objęła nadzorem śledztwo w sprawie wypadku, po którym zmarł Marek
Karp, założyciel Ośrodka Studiów Wschodnich.
Wypadek zdarzył się 13 sierpnia. Marek Karp z ciężkimi obrażeniami trafił do
szpitala. Umarł 12 września. Nieoczekiwanie, kiedy miał już wyjść.
Niebezpieczna wiedza
- Marek mówił, że to nie był zwykły wypadek, podejrzewał zamach, ale nie
chciał lub nie mógł wyraźnie wskazać zleceniodawców - opowiada Bartłomiej
Sienkiewicz, przyjaciel Karpia i jego bliski współpracownik w Ośrodku Studiów
Wschodnich.
Wysoki oficer ABW: - Marek Karp miał ogromną wiedzę o powiązaniach
biznesowych między Polską a firmami z byłego ZSRR. Ta wiedza mogła być
niebezpieczna. Mógł wejść z kimś w konflikt.
Rządowy Ośrodek Studiów Wschodnich działa od 1990 r. Założony i kierowany do
maja 2004 r. przez Karpia, to jedna z najważniejszych instytucji polskiej
polityki zagranicznej. Zajmuje się tzw. białym wywiadem na terenach b. ZSRR.
Wykonuje ekspertyzy dla polskiego rządu oraz dla UE i NATO.
Białoruski tir nie hamował
Wypadek i śledztwo, które po nim przeprowadzono, wyglądają rzeczywiście
dziwnie. 13 sierpnia o godz. 15.13 Marek Karp zmierzał oplem astra w kierunku
Urzędu Celnego w Białej Podlaskiej. Jechał obwodnicą. Na skrzyżowaniu
zatrzymał się, by przepuścić ciężarówki jadące w kierunku przejścia
granicznego w Terespolu. Nagle w prawy tylny bok astry uderzyła ciężarówka
Man na białoruskich numerach rejestracyjnych. Wypchnęła opla na przeciwległy
pas ruchu. Kierowca jadącej tym pasem betoniarki nie miał szans, by uniknąć
zderzenia - opel Karpia został sprasowany przez przyczepę.
- To wyglądało na egzekucję kierowcy opla. Białoruski tir nie hamował - mówi
świadek wypadku, do którego dotarliśmy (dotąd nie został przesłuchany przez
prokuraturę).
"Przepraszam" i na wolność
Kierowca białoruskiego tira, 39-letni Sierhij Z., został zatrzymany przez
policję. Trzeźwy, w chwili uderzenia jechał 46 km/h.
"Dojeżdżając do skrzyżowania, spojrzałem we wsteczne lusterka. Kiedy
popatrzyłem przed siebie, było już za późno. Przepraszam" - protokół
przesłuchania Sierhija Z. liczy półtorej strony.
Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej wszczęła śledztwo i od razu
Sierhijowi Z. przedstawiła zarzut spowodowania wypadku, którego
konsekwencjami są ciężkie obrażenia ciała. Mimo wysokiej kary grożącej
Białorusinowi (od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia) nie został on
aresztowany, nie odebrano mu paszportu ani nie zażądano kaucji. Kilka godzin
po wypadku był już na wolności.
- Nie obawiacie się, że ucieknie? - pytamy Stanisława Stróżaka, szefa
Prokuratury Rejonowej w Białej Podlaskiej. - Jeśli nie będzie stawiał się na
wezwania, wystąpimy do strony białoruskiej o ściganie go - oświadcza
prokurator.
"Sierhija u nas niet"
To jednak może nie być takie łatwe. W aktach sprawy są niewyraźne odbitki
ksero prawa jazdy i paszportu Sierhija Z. Wynika z nich, że jest on
zameldowany we wsi Priwolnyj w województwie mińskim na Białorusi. Jedyna
miejscowość o tej nazwie to przysiółek pod Mińskiem - 1,5 tys. mieszkańców.
Nie ma tam telefonu na nazwisko Sierhij Z. Skontaktowaliśmy się z miejscowym
popem, który powiedział, że nie zna Sierhija Z. Pop powinien wiedzieć, co
mówi, bo jego żona Galina pracuje na poczcie i zna wszystkich mieszkańców.
Według źródeł "Gazety", jeszcze gdy Karp przebywał w szpitalu, jego
współpracownicy z OSW zgłosili do Ministerstwa Sprawiedliwości zastrzeżenia
co do śledztwa. - Nie dotarła do mnie taka informacja. Mogę natomiast
powiedzieć, że obejmujemy tę sprawę nadzorem - mówi zastępca prokuratora
krajowego Kazimierz Olejnik.
Jednak wątpliwości nie dotyczą tylko samego wypadku. Marek Karp ze złamanymi
nogami, obrażeniami krtani i brzucha został śmigłowcem przewieziony do
szpitala MSWiA przy Wołoskiej w Warszawie. - Jego śmierć to kompletne
zaskoczenie. Wszystko wskazywało na to, że dochodził do zdrowia. Rozmawiałem
z nim jeszcze dzień wcześniej - mówi dyrektor OSW Jacek Cichocki.
Według przeprowadzonej w poniedziałek sekcji zwłok Karp zmarł w wyniku ran
odniesionych podczas sierpniowego wypadku. Bezpośrednią przyczyną śmierci był
zator w tętnicy płucnej.
Pogrzeb Marka Karpia
We wtorek na wojskowych Powązkach odbył się uroczysty pogrzeb Marka Karpia.
Pochowano go w Alei Zasłużonych w asyście Kompanii Honorowej WP. Nad grobem
przemawiali m.in. Barbara Labuda z Kancelarii Prezydenta, Czesław Okińczyc,
litewski poseł i lider polskiej mniejszości na Litwie, ambasador RP w Wilnie
Jerzy Bahr. W przemówieniach nad grobem nikt nie wspomniał o wątpliwościach
wokół śmierci Karpia, którego nazwano "ostatnim obywatelem Wielkiego Księstwa
i Korony". Gdy składano trumnę do grobu, wojskowy trębacz zagrał melodię "Jak
to na wojence ładnie".