"Nowaja Polsza" ma 5 lat!

02.10.04, 23:43
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_041002/plus_minus_a_4.html

Grzech nic nie robić

JERZY POMIANOWSKI

"Nowaja Polsza" chce docierać do rosyjskich elit. Tylko tą drogą można bowiem
wpłynąć na stosunek szerokiej opinii publicznej do Polski, do jej racji,
potrzeb i propozycji.

Pięć lat temu, we wrześniu 1999 r., ukazał się pierwszy numer
miesięcznika "Nowaja Polsza". Przed czterema laty, we wrześniu roku 2000,
zmarł Jerzy Giedroyc, redaktor paryskiej "Kultury". To z jego inspiracji
powstała "Nowaja Polsza". To na skutek jego nalegań podjęliśmy się zadania,
które wielu uznało za karkołomne. Podobnie jak on byliśmy jednak zdania, że
nie wolno dłużej ugorować terenu, na którym pojawiły się wreszcie warunki
niezbędne dla porozumienia Rosjan z Polakami. Porozumienia rzetelnego,
niewymuszonego, nieskażonego przemocą z jednej, a fałszem z drugiej strony.
Porozumienia niezbędnego dla całego kontynentu.

Byliśmy świadkami najbardziej fortunnej przemiany w dziejach naszej
państwowości. Polska przestała być orzechem między dwoma kamieniami
młyńskimi. Na jej ziemiach nie stały już obce wojska. Razem z zachodnim
sąsiadem jest w sojuszu zapewniającym samopomoc, bezpieczeństwo i
demokratyczne prawa - tak państwom członkowskim, jak ich obywatelom.

Rosja z kolei pozbyła się fatalnego brzemienia imperium. Jej naród z
wielkodusznym spokojem przyjął wyjście spod sowieckiego całunu wielu
peryferyjnych republik, pragnących niepodległego bytu. Federacja Rosyjska
pozostała przy tym największym krajem świata. Żaden wróg zewnętrzny nie
zagrażał jej całości i nie wykorzystał kryzysu jej wojsk. Wzorem wszystkich
mocarstw Zachodu, które wyrzekły się ekspansji i kolonii, mogła teraz obrócić
na reformę gospodarki i potrzeby społeczne to, co ZSRR wydawał na rozrost
imperium i trzymanie go w posłuchu. Był to nie skarb, ale garb, choć nie
wszyscy do dziś to zrozumieli. Reformy z kolei wymagały kategorycznie
inwestycji, te zaś przynieść mógł tylko kapitał, przede wszystkim -
zagraniczny. To zaś zależało od polepszenia stosunków Rosji i z Zachodem, i z
krajami ościennymi, jako terenem tranzytu i najłatwiejszego handlu.

U schyłku mijającego wieku te zmiany geopolityczne wydawały się same przez
się decydować o pomyślnym rozwoju wypadków. Tymczasem zaś skuteczne i
pozytywne wnioski z opisanej sytuacji można było wyciągnąć tylko,
dostrzegając jeszcze c z y n n i k l u d z k i, o którym dyplomaci i
politolodzy rzadko myślą.

Trzeba było mieć na uwadze, że Rosjanie z poddanych wreszcie stali się
wyborcami. Że pojawiła się w tym ogromnym kraju j a w n a opinia publiczna.
Że zniknęła na długo natrętna cenzura i to w kraju powszechnego, namiętnego
wręcz czytelnictwa. Jednak nie wolno było zapominać o skutkach izolacji i
dezinformacji, która w ciągu trzech ćwierci wieku spaczyła i utrwaliła
poglądy Rosjan na Zachód jako na wroga gotowego do napaści, a na sąsiadów z
obozu - jako na niewdzięcznych, buntowniczych utrzymanków. Dotyczyło to
zwłaszcza Polski...

Deficyt informacji

Ignorancja - i to obustronna - okazała się nie mniej poważnym czynnikiem
niweczącym pomyślne skutki geopolitycznych przemian, co częste tarcia między
władzami obu państw, dość powoli uczącymi się wyciągać wnioski z końca
sowieckiego feudalizmu. Co prawda - PRL zalana była wydawnictwami Towarzystwa
Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, ale czytali je głównie korektorzy. Obywatele
ZSRR mieli do dyspozycji periodyk "Polsza", wydawany pomysłowo (mimo wysiłków
cenzury) i czytany bardzo chętnie. Traktowany był w Rosji raczej jako rodzaj
lufcika, przez który widać było odblaski niedosiężnego Zachodu.

Wyszło to na jaw natychmiast po triumfie głasnosti na Wschodzie. Napływ
gazet, telewizyjnych informacji, korespondentów, słowem - otwarcie okien na
świat, wszystko to sprawiło, że lufcik stał się zbędny i "Polsza" zniknęła z
rynku. Zniknęły w latach 90. polskie książki z księgarń, polskie pisma z
kiosków - a tak niedawno Brodski kupował "Przekrój" Eilego, aby uczyć się
języka Czesława Miłosza! Zniknęli polscy śpiewacy z estrad, została tylko
pamięć po Annie German. Gorzej, że z pola widzenia Rosjan zniknęła wtedy sama
Polska, wraz z całą problematyką przemian. Wolno twierdzić, że zjawisko to
bardziej szkodziło samej Rosji niż Polsce. Znajomość nie tylko sukcesów
naszych, ale i niepowodzeń na pewno mogła się Rosjanom przydać.

Nie zniknęły za to uprzedzenia i pretensje. Ich źródłem była przez wieki nade
wszystko krwawa rywalizacja o dominowanie nad narodami mieszkającymi między
Polską a Rosją, zwłaszcza nad Ukraińcami. Rosjanie ignorują fakt dla nas
oczywisty: wyrzeczenie się przez Polskę wszelkich pretensji do dawnych
Kresów. Choć zostały na nich klejnoty polskiej kultury i tradycji, koncepcja
Giedroycia, Mieroszewskiego, Stempowskiego odniosła wśród nas zwycięstwo nie
tylko moralne. Brak informacji dla Rosjan w tej dziedzinie jest osobliwie
groźny - przy ciągłych nawrotach polityków moskiewskich do planów
zdominowania Ukrainy.

Nieświadomość w rosyjskim s p o ł e- c z e ń s t w i e polskich spraw,
osiągnięć i trosk stała się szczególnie dotkliwa po wejściu Polski do NATO.
Na Polsce, kraju granicznym sojuszu, skrupiły się pretensje i podejrzenia
tych, którzy chcą zawrócić Wołgę kijem i wrócić na starą, samobójczą drogę
konfrontacji.

W tej sytuacji trzeba było zadbać o informację i przekonać do niej czytelnika
stylem jak najbardziej odmiennym od - dobrze mu znanego - stylu urzędowej
propagandy. Należało też liczyć się z tradycyjnym obrazem Polaka w
imperialnej dydaktyce społecznej, a nawet w literaturze. Postacie obłudnych i
obleśnych Polaczków nie obrzydziły nam lektury dzieł Dostojewskiego, ale jego
rosyjskim czytelnikom zapadły w pamięć. Trzeba było tedy, aby Rosjanin
przekonał się, że mówimy z nim rzetelnie i że cały nasz program to chęć
budzenia szacunku dla Polski; a warta jest go także dlatego, że prawdy się w
niej nie ukrywa. Budzić ciekawość i szacunek; tylko tyle. I aż tyle. Niekiedy
już się to udaje. Wystarczy zajrzeć do listów, jakie ślą zapamiętali
czytelnicy "Kroniki", prowadzonej przez Wiktora Kulerskiego.

W najodleglejszych zakątkach

Czas, aby czytelnik polski dowiedział się, czy i jak "Nowaja Polsza" stara
się pełnić zadanie, postawione przez Jerzego Giedroycia.

57 kolejnych numerów opublikowano w języku rosyjskim. W roku 2001 ukazał się
specjalny numer pisma w języku ukraińskim. W tym samym roku wydaliśmy numer
specjalny w języku gruzińskim; cały nakład zabrał do Tbilisi prezydent
Aleksander Kwaśniewski. W lutym 2004 wydaliśmy drugi numer gruzińskiej
edycji. Numer specjalny w języku polskim ukaże się lada dzień.

Od niemal dwóch lat większa część rosyjskiego nakładu tłoczona jest w
moskiewskiej drukarni; oszczędza to kosztów transportu i ułatwia dystrybucję.
Dbają o nią od początku nasi przyjaciele - moskiewskie wydawnictwo M. I. K.,
wsławione wydaniem pism historycznych Michaiła Hellera (czyli Adama Kruczka,
kronikarza paryskiej "Kultury"), utworów Marguerite Yourcenar i Alaina
Besancona oraz dzieł Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w rosyjskim tłumaczeniu.

Pismo nasze trafia w Rosji do 3200 czynnych bibliotek w najodleglejszych
zakątkach Federacji; dostajemy listy z Sachalinu i spod Orenburga. Dociera do
księgozbiorów wszystkich uczelni wyższych, seminariów i wszechnic, w których
wykłada się polonistykę i slawistykę. Polskie instytuty kultury w Moskwie i
Petersburgu rozsyłają "NP" do biur poselskich, fundacji kulturalnych, kół
artystycznych, organizacji pisarskich i związkowych, do gazet i czasopism.

Spora część nakładu rosyjskiego drukowana jest dalej w Warszawie i dociera
potem do instytucji, uczelni, bibliotek oraz prenumeratorów nie tylko w
Polsce. Rozsyłana jest do wielu krajów, także zamorskich, tam gdzie wykłada
się na uczelniach - uwaga! - rusycystykę; niech dowiedzą się jej
    • stary.prochazka "Nowaja Polsza" ma 5 lat! 02.10.04, 23:45
      Spora część nakładu rosyjskiego drukowana jest dalej w Warszawie i dociera
      potem do instytucji, uczelni, bibliotek oraz prenumeratorów nie tylko w Polsce.
      Rozsyłana jest do wielu krajów, także zamorskich, tam gdzie wykłada się na
      uczelniach - uwaga! - rusycystykę; niech dowiedzą się jej studenci, co Polacy
      mają do powiedzenia.

      Od stycznia 2004 istnieje edycja internetowa naszego pisma (www.novpol.ru)

      Nie jesteśmy sami

      Czytelnik zorientował się już, że zespół "NP" liczy nie na odbiorcę masowego,
      lecz na kręgi opiniotwórcze. Sądzimy, że tylko tą drogą wpłynąć można na
      stosunek szerszej opinii rosyjskiej do Polski. I do jej racji, potrzeb,
      propozycji. Rzecz wymaga cierpliwości, a nawet więcej: zrozumienia dla oporów i
      uprzedzeń partnera.

      W klarowaniu naszych racji i naświetlaniu faktów nie jesteśmy przecież sami.
      Możemy liczyć - w niemałym stopniu - na wypróbowanych przyjaciół, na
      inteligentów rosyjskich. Nie miejsce tu na objaśnianie tego terminu. W Polsce o
      definicję skądinąd nietrudno. Niedawno jeszcze wystarczyło zagabnąć kogoś z MO:
      inteligenci to ci, którzy zajmowali najwięcej miejsca na listach do
      internowania. Dziś, mam nadzieję, o taką prostą odpowiedź już trudniej. W Rosji
      sprawa jest bardziej zawiła.

      Władza sowiecka wiele uczyniła, aby tę warstwę odsunąć od wpływu na bieg rzeczy
      i przekształcić w tzw. wąskich specjalistów, czyli dostawców surowca do
      decyzji, podejmowanych przez rządzących dyletantów. Ten zabieg przesądził
      zresztą o przegranej ZSRR w wyścigu koncepcji (i zbrojeń, owszem) z Zachodem.
      Nam wystarczy chwilowo definicja prymitywna, ale pożyteczna: inteligent w Rosji
      to także ten, który ma więcej od innych sympatii (niech to nawet uważa za swoją
      słabość) do Polski. Za filmy Wajdy i Kieślowskiego. Za naszą miłość do
      Okudżawy. Za legendę Giedroycia. Za tę stronicę Sołżenicyna, gdzie mowa o
      inżynierze Jerzym Węgierskim, niezłomnym Polaku, co nie przerwał głodówki w
      obozie.

      Nasze pismo stało się organem dialogu. Nie duetu z operetki, tylko dialogu.
      Jest to fakt nowy, w istocie - bez precedensów.

      Opatrzyliśmy polski numer spisem naszych autorów i tłumaczy. Wśród tych setek
      nazwisk znajdziecie 64 rosyjskich autorów i 65 tłumaczy. Są tu najświetniejsze
      nazwiska ludzi, którzy oddali literaturze polskiej pół swego życia w Rosji czy
      w Paryżu (jak niestrudzona Natalia Gorbaniewskaja i Aleksander Bondariew). Są
      pisarze, jak Asar Eppel, wyborny prozaik, który wielu nocy nie pożałował, aby
      oszlifować swój przekład "Balu w operze" Tuwima aż do lśnienia klejnotu. Jest
      Ksjenia Starosielskaja, która prowadzi stałe seminarium, istną szkołę przekładu
      z polskiego. Są uczeni, jak Aleksander Lipatow, idący w zawody z najlepszymi
      historykami Polski. Są polemiści, jak Natalia Podolska, którzy bronią prawdy o
      Polsce wymowniej od naszych hurrapatriotów.

      Bo nie tylko przyjaciele o nas w Rosji pamiętają. To prawda, że polakożerstwo
      nie należy w Rosji do sportów ludowych. Przeważają - dziwaczne dla nas -
      pretensje o niewdzięczność za dobrodziejstwo sowieckiej o c h r o n y przed
      zakusami Zachodu po wojnie. I żal, prawdziwy żal po tych 600 tysiącach biednych
      chłopców, co leżą "w poliach za Wisłoj sonnoj", z niemiecką kulą w piersi, a
      przecież przyszli tu nie po to, aby nas pchać do kołchozów, bo sami ledwie się
      z nich wyrwali. Tym żalem powinniśmy podzielić się z ich matkami, tak samo jak
      z matkami uczniów biesłańskiej Szkoły nr 1.

      Ale są nadto wypadki patologiczne, z którymi "Nowaja Polsza" musiała się
      zetknąć. Trzeba było przyjrzeć się chorobliwym elukubracjom Jurija Muchina,
      który neguje sowiecką winę za zbrodnię katyńską. Trzeba było z obrzydzeniem
      wziąć do ręki kolekcję kopalnych fekaliów - dziełko Stanisława
      Kuniajewa "Szlachta i my", referującego po swojemu dzieje stosunków Rosji z
      Polską. Sądzimy wszelako, że brak podobnych głosów i napaści bardzo źle by
      świadczył o roli i sprawności "Nowoj Polszy". Podobnie jak brak rzeczowej
      reakcji na nie.

      To zresztą sprawy marginalne. Wiele więcej miejsca w piśmie zajmują dowody
      żywotności naszej kultury - wiersze i proza naszych pisarzy, prezentacje ich
      dzieł - z reguły pisane przez ich rosyjskich tłumaczy, wspomnienia naszych
      wygnańców-badaczy, rozmowy z ludźmi, którzy mogą być ozdobą każdego
      społeczeństwa, nowe odkrycia znawców teologii, filozofii, fizyki.

      Czego pragniemy

      Jeśli się czym chwalimy - to dowodami codziennej przedsiębiorczości, której
      Polaków nie zdążono oduczyć, przykładami bezinteresownej solidarności ludzkiej
      i tą żądzą wiedzy, która czyni z polskiej młodzieży nadzieję Europy.

      Jeśli czego nie chcemy, to dowodów trwania anachronicznych stosunków suwerena z
      wasalem, co niszczą gospodarkę obydwu polityczną zachłannością - przykładem
      sprawa zależności Polski od dostaw gazu ziemnego.

      Jeśli czego pragniemy - to możności przytaczania naszym czytelnikom przykładów
      i polskiej, i rosyjskiej wielkoduszności, rozwagi, wzajemnej życzliwości. Nie
      co dzień je znajdujemy. Trzymamy się jednak zasady, że jest grzechem nie robić
      nic tylko dlatego, że nie można od razu osiągnąć wszystkiego.-
      • ardzuna Re: "Nowaja Polsza" ma 5 lat! 03.10.04, 11:42
        Gratulacje z okazji urodzin!
    • zenta1 Re: "Nowaja Polsza" ma 5 lat! 03.10.04, 12:42
      ..świetny tekst !
      Pióro Pomianowskiego zalicza się do najlepszych z zakresu publicystyki
      politycznej. Zresztą, nie o pióro tu chodzi, a o myśl.
      Tak właśnie powinnismy działać - przedstawiać rozumne, wyważone argumenty
      sprzyjające wzajemnemu poznaniu. No tak ale jedna NP nie załatwi sama
      wszystkiego.
Pełna wersja